Hyde Park

Hyde Park

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Hyde Park

Pisanie by Vampire Kingdom on 20/02/17, 11:56 pm

Hyde Park











Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Akane Hayashi on 03/04/17, 02:01 am

Zachód różnił się od Japonii pod każdym względem. Wciąż nie mogła się przyzwyczaić do tej inności, a przecież spędziła poza ojczyzną osiem długich lat. Ludzie nosili tu dziwne stroje, w czasie wolnym znajdywali sobie nieznane jej rozrywki, mieli inne poczucie humoru i inne zasady odpowiedniego zachowania. W Japonii, na przykład, raczej za niegrzeczne uchodziło gapienie się na obcokrajowców, natomiast tutaj, ku jej irytacji, często wyczuwała na sobie wcale ukradkowe spojrzenia. Patrzyli z zaciekawieniem, patrzyli też z obrzydzeniem, a czasem atakowali ją mieszaniną obu tych emocji. Z drugiej strony... Gdyby jej kraj nie był całkowicie odizolowany przez kilka wieków, może i tam w ten sam sposób traktowałoby się osoby o innym kolorze skóry?
Akane westchnęła, kiedy obraz ojczyzny mignął jej przed oczami. Szła wzdłuż ciemnej alejki, blisko wody. W oddali słychać było plusk fontanny, ale nie kierowała się w jej stronę. Gdzieniegdzie pojawiały się latarnie, rozstawione na tym kawałku terenu wyjątkowo oszczędnie. Nie przeszkadzało jej to, nie potrzebowała światła. Bywała w parku często, znała rozmieszczenie poszczególnych elementów krajobrazu na tyle dobrze, by zminimalizować ryzyko zgubienia się gdzieś po drodze.
Mimo że pora wcale nie była późna, słońce dawno zniknęło za horyzontem, a w ślad za nim czerwona barwa nieba. Było ono teraz ciemne, ale nie całkowicie czarne. W wielu miejscach przesłonione tradycyjnie paskudnymi, londyńskimi chmurami. Tutejsza pogoda również pozostawiała wiele do życzenia. Ale przynajmniej rzadziej miało się okazję do zostania usmażonym wampirem.
Jednak tym, co okazało się najgorsze, była nie pogoda, nie grupki gapiów, a te śmieszne, wymyślne stroje. W jaki sposób kobiety mają się w tym poruszać? Nawet oddychać jest ciężko - nie żeby potrzebowała to robić - a co w przypadku, gdy dojdzie do starcia? Cóż za głupota.
Zatrzymała się po chwili, zupełnie nagle, spontanicznie. Odwróciła się w kierunku zbiornika wodnego i zapatrzyła się na nieruchomą taflę. Jej słuch ledwo wychwytywał już plusk fontanny. Przygładziła suknię będącą aktualnie obiektem jej nienawiści. Nie przypominała ona nawet eleganckich sukni pań, które mijałaby na ulicach, gdyby tylko mogła je przemierzać za dnia. Kreacja była prosta, uszyta z ciemnoczerwonego materiału, bez ozdób i niepotrzebnych kokard, niestety jednak ułożona na tej przeklętej krynolinie. Kiedy tylko znajdzie chwilę, będzie musiała zamówić jakiś normalny strój u miejskiego krawca. Ale przynajmniej buty mogła założyć wygodne, miękkie, skórzane, z wysoką cholewką. Przecież i tak nie było ich widać, więc kogo obchodziło jak wyglądają? Ach, i jeden plus wyglądania jak lalka - mogła ukryć swój sztylet w szerokim rękawie bez obawy, że jego kształt zostanie zauważony. Zawsze trzeba doszukiwać się plusów, nawet w tak beznadziejnych sytuacjach jak ta.
avatar

Wiek : 335/28
Zawód : Lichwiarka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Psychokineza
Punkty : 27


http://vampirekingdom.forumpl.net/t368-akane-hayashi#619 http://vampirekingdom.forumpl.net/t375-akane-hayashi#653 http://vampirekingdom.forumpl.net/t376-akane-hayashi#654 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sherlock on 03/04/17, 06:01 pm

Po mimo tego, że słońce już jakiś czas temu zniknęło za horyzontem, to park wcale nie opustoszał. Gdzieniegdzie wciąż przechadzali się niewinni ludzie, którzy teoretycznie mieli bardzo ważne sprawy do załatwienia w tym miejscu. W praktyce jednak były to wieczorne schadzki niewiele mające wspólnego z interesami czy czymkolwiek więcej niż tylko umizgami. W końcu wieczorową porą najłatwiej było zaciągnąć kobietę w jedną z bocznych uliczek i po szybkim wyznaniu miłości skosztować jej ciała. A żona w domu z pewnością się o niczym nie dowie.
Inaczej miała się sytuacja w przypadku małych dzieci, które miały zupełnie inny cel w wieczornych odwiedzinach w parkach. Najczęściej były to dzieci przez nikogo nie chciane. Zagubione i zdane na los. Nie chciały wracać do sierocińca i smutnej rzeczywistości, dlatego niejednokrotnie wolały wybrać ulicę niż słabą namiastkę domu. Grupka takich rozrabiaków właśnie biegała po parku krzycząc głośno i zaczepiając Bogu ducha winnych przechodniów z nadzieją na złapanie jakiegoś drobniaka. Dzięki nim rano u piekarza mogłyby kupić chleb i nie byłyby tak głodne jak w tym momencie.
Zadanie wcale nie było łatwe. Pół tuzina dzieciaków było skutecznie odganiane przez ludzi, którym ośmieliło się przeszkodzić. Każdy traktował ich jak śmieci i nic nie wartych gówniarzy. W końcu, ich zdaniem nic ciekawego w życiu nie mieli osiągnąć. Mogli tylko skonać na tej uliczce, a im szybciej tym mniej się w życiu nacierpią.
Najmniejszy z całej gromady był Maks. Miał on może sześć lat, ale sam tego nie był pewny. Nie pamiętał swoich rodziców, nie wiedział czy posiada jakiekolwiek rodzeństwo. Pamiętał tylko, jak ciotka wynosiła go na rękach z domu dziadków, którzy zapili się na śmierć. Jakiś czas później ciotka zmarła, a Maks trafił do sierocińca. Dzisiejszego wieczoru był piętnasty raz w tym miesiącu, gdy młodzieniec uciekł.
Brązowe spodnie były zdecydowanie za duże na jego chude nóżki. Gdyby nie pasek, zapewne zjechałyby z jego zadka. Za duża kurtka przysłaniała chude rączki, które zdecydowanie były zbyt słabe. Ciemny kaszkiet na jego głowie przykrywał część jego niesfornych blond loczków. Mimo wielu prób, paniom w domu dziecka nigdy nie udawało się ich względnie dobrze uczesać. Jak to mówiły: ot, taki jego urok.
Mimo swojego wyglądu, na piegowatej twarzyczce Maksa widniał uśmiech. Cieszył się, że jest w towarzystwie kolegów, a nie tych głupich pań, które tylko na niego krzyczały. O wiele bardziej wolał żebrać niż znów je widzieć.
Widząc młodą Akanę, wysilił się na swój najsłodszy uśmiech i pewnym krokiem ruszył w jej kierunku. Widać było wyraźnie, że kilka z jego mlecznych zębów już wypadło, tworząc szachownicę.
- Miła pani, miła pani! - wyseplenił, gdy podszedł do Akane. Uśmiechnął się jeszcze szerzej i skłonił przed wampirzycą. Była kobietą, a on chciał być dla niej miły. Miał w tym swój mały cel. -Może poratuje pani drobnymi? Chcemy rano kupić chleb u piekarza! - to powiedziawszy wskazał ręką na resztę dzieciarni, która zaczepiała innych w okolicy. Wszyscy mówili tą samą śpiewkę.
avatar

Tytuł : Mistrz Gry
Wiek : Ogromny
Zawód : Mistrzowanie
Umiejętności : Zatruwanie życia graczom


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Akane Hayashi on 03/04/17, 09:53 pm

Z zamyślenia, w jakim trwała od jakiegoś czasu patrząc na jezioro, ale jednak go nie widząc, wyrwał ją tupot małych stópek. Nie była pewna w jakim kierunku owe stópki zmierzają, dlatego odwróciła się tyłem do wody i wspomogła zmysł słuchu wzrokiem. Nie zwracała wcześniej uwagi na ludzi, jeśli w ogóle zwracała uwagę na cokolwiek, nie zdawała więc sobie sprawy z tego, że po parku biega banda młodych wyłudzaczy. Wyłudzaczy, bo tak właśnie musieli się prezentować w oczach zaczepianych spacerowiczów. Nikt nigdy nie pomagał dzieciom. To akurat było cechą wspólną wszystkich krajów. Pozostawione na pastwę losu malutkie osóbki, które były w stanie zrobić naprawdę wszystko, by przetrwać, które potrafiły poświęcić siebie dla dobra przyjaciół. Tylko dzieci stać na tak ogromnie kosztowny czyn. Niewinne, naiwne, niezbrukane złem tego świata, niestety jakże często przez owe zło cierpiące.
Akane bała się dzieci, zwłaszcza tych nieszczęśliwych, dla których los okazał się niesprawiedliwy. Nie bała się ich dlatego, że mogły wyrządzić jej jakąś fizyczną krzywdę. Obawiała się raczej nacisków psychicznych. Co, jeśli taki mały łobuz rozbudzi w niej współczucie? Co, jeśli zapędzi ją w kozi róg? I tak zawsze niepotrzebnie się rozczulała, mając kontakt z dzieciakami. Cóż jednak począć, kiedy nie wystarczyło już czasu na ucieczkę?
Uśmiechnęła się do chłopca, który zdecydował się do niej przydreptać. Był to uśmiech jak najbardziej życzliwy i szczery.
- Ach, jaki młody dżentelmen - odezwała się, nie mogąc nie skomentować jego starań. Akcent miała wyraźnie obcy, ale starała się mówić jak najbardziej poprawnie, nie chciała zostać niezrozumiana. Przyjrzała się małemu nieszczęściu i wtedy jej uśmiech odrobinę zmalał. Ubranie wisiało na nim jak worek, w dodatku worek niesamowicie brzydki, zniszczony, stary. Skąd malec się tutaj znalazł? Dlaczego prosi o drobne na jedzenie? Przyjechała przecież do zaawansowanego technologicznie, cywilizowanego kraju. Żadne dziecko nie powinno chodzić głodne. Przeniosła wzrok z chłopca na gromadę, którą pokazywał wychudzoną rączką. Zmrużyła oczy. Przeganiani od człowieka do człowieka, niczym natrętne owady, próbowali zebrać niezbędną im sumę. Ludzie byli bezduszni. Jakie więc były wampiry? Czy w ogóle powinna zawracać sobie głowę?
- Chleb, hm? - powiedziała, wracając spojrzeniem do stojącego przed nią brzdąca. Nie była wysoka, mimo to niewygodnie patrzyło jej się z góry. Przymierzyła się do kucnięcia, nie będąc pewną, czy przy tej koszmarnej sukni jest to wykonalne. Okazało się, że było, ale było jednocześnie niewygodne. Gorset uciskał jej talię, wszystko gniotło i ograniczało ruchy, a na dodatek czuła jak cała konstrukcja unosi się, nie wiadomo co odsłaniając. O tyle dobrze, że za sobą miała jedynie pas zieleni i wodę. Poważnie, ostatni raz to założyła.
- A co zrobisz dla mnie w zamian za pieniądze? - spytała, tajemniczo się uśmiechając. Co też mogła zlecić kilkulatkowi? - Bo widzisz, skarbie, nie można czegoś dostać zupełnie za darmo.
I było to w stu procentach zgodne z jej ideologią. Nie chciała go wystraszyć, głos miała ciepły i uprzejmy, ale gdzieś w głębi pobrzmiewały surowe nuty. Wiedziała, że nie może zostawić na ulicy bandy głodujących dzieciaków. Dorosłego człowieka prawdopodobnie by zignorowała, ale ich po prostu się nie dało. Nie mieli pewnie wiele do gadania w kwestii swojego życia, nie dano im wyboru. Nie byli w stanie podjąć się żadnej pracy, bo któż by zatrudnił małego szkraba?
- Co tu w ogóle robicie o tak późnej porze? Gdzie są wasi rodzice?
avatar

Wiek : 335/28
Zawód : Lichwiarka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Psychokineza
Punkty : 27


http://vampirekingdom.forumpl.net/t368-akane-hayashi#619 http://vampirekingdom.forumpl.net/t375-akane-hayashi#653 http://vampirekingdom.forumpl.net/t376-akane-hayashi#654 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sherlock on 06/04/17, 03:19 pm

Jeśli dziecko miało trudną sytuację życiową, to niestety, ale nikt nawet nie zamierzał o to dbać. Dzieciom się nie pomagało, ludzie omijali je z daleka i udawali, że nie widzą ich cierpienia. Prawda była taka, że po prostu nie chcieli go zauważać. Łatwiej było udawać, że coś nie istnieje, nie ma miejsca w rzeczywistości, niż zmierzyć się z faktem, że los drugiej istoty ludzkiej ma się w głębokim poszanowaniu. Wielu ludzi bało się, że te małe, nikczemne potworki, w tak prosty sposób odkryją prawdę o nich. Nie było wyjątku od tej reguły.
Kim był Maks i jaki on miał stosunek do tego wszystkiego? Na pewno nie traktował dorosłych osób, jako potencjalnych złoczyńców. Mimo zła, które go w życiu spotkało, nie myślał o tym, że dorośli są źli i należy ich unikać. Wręcz przeciwnie. Śmiał się i śpiewał, kiedy miał ku temu okazję, bawił się z innymi dzieciakami na ulicy za dnia, a nocą niestety musiał gdzieś przekoczować. To w tym wszystkim było najgorsze. Ale mimo wszystko, nie tracił uśmiechu na ustach. Pewnie z wiekiem mu się to zmieni, ale póki co, był szczęśliwym dzieckiem.
Uśmiechnął się szeroko, gdy Akane się do niego odezwała. Pewną część sukcesu miał już za sobą. Został zauważony, a nie odgoniony od razu jak natrętna much kręcąca się wokół głowy. Widział kątem oka, że inni spośród jego gromady nie mieli tyle szczęścia co on pod tym względem. Najstarszy chłopiec został właśnie odgoniony ponownie tego wieczoru i bacznie się przyglądał Maksowi. Pewnie w jakiś sposób czuł się za niego odpowiedzialny. Byli w tym bagnie wszyscy razem i każdy musiał współpracować.
Słysząc kolejne słowa kobiety, uniósł brew lekko zdziwiony. Nie zapowiadało się to wszystko najlepiej. Mimo młodego wieku, nie był tak łatwowierny jak inne dzieci. Gdzieś, daleko w głowie zaczęła mu mrugać ostrzegawcza czerwona lampka, której blask się nasilał. Przecież nie wiedział, czego ta pani może od niego chcieć.
Zrobił jeden krok w tył, odsuwając się od niej, na bezpieczną, w jego mniemaniu, odległość.
-Niech mnie Pani nie zmusza do tego, do czego wujek mnie zmuszał. - powiedział cichutko. Zaalarmowany jego zachowaniem najstarszy z gromady chłopiec, szybkim krokiem podszedł do Maksa i Akane. Objął chłopca ramieniem i spojrzał gniewnie w stronę kobiety. Nie bał się. Ale nie zamierzał pozwolić na to, by ktoś skrzywdził Maksa.
-Czemu Pani go zaczepia? - zapytał, patrząc na nią gniewnie. Maks tymczasem jakby skurczył się w sobie i schował pod opiekuńczym ramieniem brata z ulicy.
avatar

Tytuł : Mistrz Gry
Wiek : Ogromny
Zawód : Mistrzowanie
Umiejętności : Zatruwanie życia graczom


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Akane Hayashi on 06/04/17, 05:35 pm

Takie już było to smutne, ludzkie społeczeństwo, i nie opłacało się nawet z tym walczyć, bo byłaby to walka bezcelowa. Wiadomo, że zawsze pomoże ten, który ma najmniej. Im człowiek staje się bogatszy, bardziej światowy, tym mniej pozostaje w nim empatii.
Akane, odkąd tylko wyjechała za granicę, miała okazję przyjrzeć się biedniejszej warstwie społeczeństwa trochę dokładniej. W Japonii albo nie było na to czasu, bo każdy zajmował się pracą, albo ubogich traktowało się jak część otoczenia, podobnie jak tutaj, więc również się ich nie widziało. Ale wiadomo, pewne rzeczy zauważa się dopiero, gdy zmienia się środowisko, gdy poznaje się obce perspektywy, zwyczaje i styl życia.
Nie miała pojęcia, choć pewnie mogła zgadywać, że w stojącym przed nią małym chłopcu tyle jest radości. Pomimo szkód, jakich musiał doznać w swoim krótkim życiu, wciąż się uśmiechał, starał się być miły i ułożony. Jej dzieciństwo również nie było usłane różami, ale też czasy były inne, czego innego wymagało się od maluchów. I tak miała sporo szczęścia, że została przygarnięta przez osobę o dobrym sercu. Inaczej, kto wie, może musiałaby żebrać po ulicach jak ten łobuz?
I wtedy, zanim zdążyła zarejestrować, zachowanie chłopca uległo drastycznej zmianie. Stał od niej oddalony, przyglądając jej się podejrzliwie, może ze strachem? Nie rozumiała, dopóki z jego ust nie wypłynęła wyszeptana niemalże wypowiedź. Zmarszczyła brwi, analizując jego słowa. Czy on właśnie posądził ją o...
- Słucham?! - rzuciła gniewnie, podnosząc się do poprzedniej pozycji, prostując ramiona. Nie zrobiła kroku w żadnym kierunku, ani do tyłu, ani do przodu. Z jej spojrzenia zniknęła troska, a jej miejsce zajęła wrogość. Ale trwało to zaledwie ułamek sekundy, chwilowy przypływ złości wywołany absurdalnym oskarżeniem. Skąd jednak dziecko mogło wiedzieć, o co jej chodziło? Musiał w jakiś sposób połączyć jej pytanie z przykrymi doświadczeniami ze swojej przeszłości. Taki malutki chłopiec... Do czego zmuszał go jego wujek? Na pewno nie zada tego pytania. O ile jeszcze mogła rzucić mu kilka drobniaków, o tyle jego los, a już na pewno jego traumy, nie były jej problemem. Może i lepiej, że wyszło jak wyszło? Zaczynała się już rozczulać, a nie powinna.
Spojrzała niezbyt przyjaźnie na starszego chłopca, który w międzyczasie przybył małemu na ratunek. Również musiał pomyśleć, że Akane planuje wyrządzić brzdącowi jakąś krzywdę. Imponująca odwaga, z drugiej strony - jakie kobieta mogła stanowić zagrożenie w tym świecie?
Wywróciła oczami.
- Chłopcy. Czy ja wyglądam na bandytę? - Nadal słychać było pobrzmiewającą w jej głosie złość, na szczęście powoli się uspokajała. Niedobrze wpadać w szał będąc wampirem, a nie liczyła sobie dostatecznie dużo lat, by być w stanie całkowicie się kontrolować w każdej sytuacji.
- Zaczepił mnie on, nie odwrotnie. Spytałam jedynie co dla mnie zrobi w zamian za kilka monet na chleb. Na pieniądze trzeba sobie zapracować, za ładne oczy nikt wam nie zapłaci. Czuję się urażona.
Dalej nie dookreśliła na czym dokładnie praca dla mniej miałaby polegać. Po głowie chodziły jej różne pomysły, od zamiatania mieszkania, przez mycie naczyń, po bieganie ulicami z reklamą jej działalności. Ale lichwiarstwo wydawało się zbyt poważną rzeczą, by mógł w tym maczać palce kilkulatek. W każdym razie, przez moment nie pomyślała nawet o czymś sprośnym. Cóż za okropny wiek, w jakim przyszło jej żyć!
avatar

Wiek : 335/28
Zawód : Lichwiarka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Psychokineza
Punkty : 27


http://vampirekingdom.forumpl.net/t368-akane-hayashi#619 http://vampirekingdom.forumpl.net/t375-akane-hayashi#653 http://vampirekingdom.forumpl.net/t376-akane-hayashi#654 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sherlock on 09/04/17, 11:08 am

August, bo tak miał na imię przyjaciel Maksa, który zamierzał bronić go przed kobietą z obcego kraju, nie przejął się jej małym wybuchem złości. W końcu, już tyle razy miał z nim do czynienia, że nauczył się odporności na takie zachowania. Jego ojciec wielokrotnie wyżywał się na nim za niepowodzenia w hazardzie, czy w ogóle za to, że ma czelność oddychać i istnieć. Dlatego wolał ulicę od swojego domu rodzinnego. Tu, mimo wielu nieprzyjemnych sytuacji, jak ta w tym momencie, miał spokój, którego w swoim starym pokoju dzielonym z dwuletnią siostrą, nigdy nie zaznał.
-Dobrze Pani słyszała i niech Pani nie udaje, że nie. - powiedział wyzywająco wypinając swoją szczupłą pierś do przodu. Nie miał pojęcia, że gdyby tylko ta kobieta chciała, połamałaby wszystkie jego kości, nim zdążył by powiedzieć ała. - Niech Pani go nie zaczepia, bo inaczej zrobimy pani krzywdę. - kilkoro kolejnych łobuzów przyszło bliżej by przysłuchiwać się tej dziwnej wymianie zdań. Ktoś im kiedyś powiedział, że w grupie siła i oni do tej zasady się stosowali. Może i w pojedynkę nie mieli żanych szans, ale w końcu, to były dzieci. Dzieci ulicy. A nikt nigdy nie mógł mieć pewności co do tego, co się w ich głowach uroi.
Słysząc kolejne słowa kobiety, Maks wysunął się z pod opiekuńczego ramienia "brata". Nie chciał, by tej Pani było przykro z jego powodu. W końcu, nie mógł wiedzieć tego, że ta Pani w ogóle nie zamierza się zachowywać jak jej wujek. Nie znał jej, nie wiedział tego.
-Przepraszam, nie chciałem Pani urazić. - powiedział z rozbrajającą szczerością. Czuł dłoń Augusta na swojej kurtce, ale mimo to wyszarpnął się z jego uścisku i po prostu podszedł do kobiety. Powoli i bardzo delikatnie, przytulił się do jej talii z nadzieją, że może to pozwoli zapomnieć jej o wcześniejszej obrazie. Dzieci potrafią być rozbrajające i rozczulić każdego, nieprawdaż?
Widząc jego zachowanie, August również stał się pokorniejszy. Widocznie błędnie ocenił tą kobietę. A przynajmniej nie mógł wiedzieć, że może ona być najgroźniejszą osobą, jaką przyszło mu w życiu spotkać.
-Przepraszam. - bąknął tylko pod nosem. Jak na niego to i tak było bardzo dużo.
Widząc, że sytuacja została zażegnana, reszta dzieciaków powoli oddalała się od Augusta, Maksa i Akane, w poszukiwaniu innych ludzi, którzy będą skłonni im pomóc w biedzie jaka ich spotkała.
Tymczasem, Maks odsunął się od wampirzycy i znów słodko uśmiechnął w jej kierunku. Jeśli wcześniej zrobił złe wrażenie, to teraz na pewno musiał rozczulić serce wampirzycy.
-Co Pani ma na myśli mówiąc zapracować? - zapytał tymczasem August, gdy Maks nadal próbował zatrzeć złe wrażenie.
avatar

Tytuł : Mistrz Gry
Wiek : Ogromny
Zawód : Mistrzowanie
Umiejętności : Zatruwanie życia graczom


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Akane Hayashi on 09/04/17, 12:14 pm

Początkowo sytuacja była niesamowicie napięta. Tak samo jak niesamowite jest to, ileż nerwów można stracić przez zwyczajne nieporozumienie. Nie sposób jednoznacznie stwierdzić, czy gdyby Akane wiedziała cokolwiek o chłopcach, zachowałaby się inaczej. Tragedie rodzinne zdarzają się na każdym kroku i tego była jak najbardziej świadoma, ale nie zdawała sobie chyba sprawy ze skali tego kłopotu. Była wampirem przez zbyt długi czas, by pamiętać i zastanawiać się nad problemami dzisiejszego społeczeństwa. A oto stoi tu przed nią gromadka takich problemów, oskarżając ją o absurdalne rzeczy, których w ogóle nie powinno się wymawiać głośno.
Słysząc jak starszy brnie w zaparte, zacisnęła pięści, wyjątkowo niedyskretnie, a jej usta ściągnęły się w wąską linię. Zaciskała zęby, na razie nie komentowała. Gdyby wampir mógł być smokiem, zapewne z jej nozdrzy buchałby teraz tak gęsty i gorący dym, że byłby w stanie pokryć całą okolicę.
Przyglądała się jak pozostali chłopcy zbliżają się do nich, powoli, ciekawi widowiska. A może przybywając z pomocą? Obserwowała też jak mały kuli się za swoim kolegą, na co kolega obejmuje go w wyraźnie ochronnym geście. Później wypina pierś i kontynuuje swoje oszczerstwa. Wszystko tylko dlatego, bo brzdąc poczuł się zagrożony? Czy właśnie na tym polega przyjaźń? Nigdy takowej nie zaznała. Obowiązki i służbowe relacje stanowiły zdecydowaną większość jej życia.
Chciała już odpowiedzieć, że takie łobuzy nie wyrządzą jej żadnej krzywdy, a każda próba ataku mogłaby skończyć się dla nich niekorzystnie, kiedy Maks zdecydował się na zmianę swojego nastawienia. Widziała jak starszy chłopiec usilnie próbuje go powstrzymać, słyszała jak z ust szkraba płyną słowa, jakie chciała usłyszeć. A mimo to przyłapała się na byciu zaskoczoną. Rozluźniła natychmiast pięści, rozluźniła też mięśnie twarzy. Nie uśmiechała się wciąż, ale nie wyglądała już na ogarniętą żądzą mordu, jej rysy wyraźnie złagodniały.
- Przyjmuję przeprosiny.
Nie zdążyła nic dodać, bo ta mała, bezbronna istotka zaczęła iść w jej stronę, a chwilowe zdezorientowanie odebrało jej mowę. Cofnęła nawet jedną nogę, gotowa do uniknięcia niewygodnych sytuacji, lecz zanim zdecydowała się ostatecznie na odwrót, dziecko przytuliło się do niej. Nie pamiętała, kiedy ostatnio takie zdarzenie miało miejsce. O ile w ogóle. Początkowo spięła się cała i trwała tak niczym posąg. Można by pokusić się o stwierdzenie, że wcale nie oddychała. A potem rozkleiła się bez reszty, czego nie chciała dać po sobie poznać. Poklepała chłopca po bereciku, bardzo delikatnie, ale i odruchowo. Tak samo odruchowo objęła go, starając się jednocześnie nie pokazać starszemu, który musiał im się przyglądać, że spór został całkowicie zażegnany, a ona już się nie gniewa. Właściwie nie miała zielonego pojęcia jak zachować się w podobnej sytuacji. Gdyby chrupała takich łobuzów na śniadanie, nie byłoby problemów z tego tytułu.
- W porządku - odpowiedziała na kolejne przeprosiny, jednocześnie wypuszczając malca z objęć. Usiłując nie zwracać uwagi na jego rozbrajający i budzący w niej niepokojące uczucia uśmiech, skupiła się na jego obrońcy.
- Zapracować, znaczy wykonywać sprawunki, drobne prace domowe. Próbowaliście kiedyś czegoś podobnego? Czy po prostu biegacie między ludźmi, żebrząc? Wyplewienie czyjegoś ogródka, zamiatanie podłóg, nawet bieganie na posyłki mogłoby zaowocować groszem.
Uważnie obserwowała reakcję, bo i od reakcji zależał dalszy rozwój tej rozmowy. Była ciekawa jakich to młodych ludzi los zepchnął na jej drogę. Może mieli aspiracje do zrobienia czegoś poza maślanymi oczkami? Które, o ironio, były doprawdy urocze.
avatar

Wiek : 335/28
Zawód : Lichwiarka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Psychokineza
Punkty : 27


http://vampirekingdom.forumpl.net/t368-akane-hayashi#619 http://vampirekingdom.forumpl.net/t375-akane-hayashi#653 http://vampirekingdom.forumpl.net/t376-akane-hayashi#654 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sherlock on 09/04/17, 10:53 pm

Czy dziecko było w stanie zobaczyć i zrozumieć jak oddziałuje na inną osobę? Z pewnością tak. Nie było to wcale takie trudne. Każdy by zauważył, że w momencie, gdy Maks przytulił kobietę, ta zdecydowanie zmiękła. Co dziwniejsze, jej twarz nabrała łagodniejszego, a zarazem piękniejszego wyrazu. Nie każdemu do twarzy w gniewie, a na pewno nie tej "młodej" damie.
Maks ponownie uśmiechnął się szeroko, gdy już odszedł od swojej nowej koleżanki.
Tymczasem w umyśle Augusta zaskoczyły pewne trybiki. Uruchomiło się coś, co w późniejszych czasach ludzie mieli nazywać szóstym zmysłem. Jego wrodzona, ale gdzieś bardzo głęboko ukryta, natura biznesmena, załączyła się,  w momencie gdy kobieta wspomniała o pracowania i zarabianiu pieniędzy. W końcu, to nie taki głupi pomysł. Problem polegał na tym, że dzieci nigdy nikt nie chciał zatrudniać. Uważane były (zresztą słusznie) za mało zaradne i niewiele mogły zdziałać swoimi malutkimi rączkami. Ale te szkraby szczególnie potrzebowały pieniędzy, a co za tym idzie i pracy, aby je pozyskać.
-Próbowaliśmy - powiedział August, a na jego twarzy wymalował  się bardzo smutny wyraz. -Problem w tym, że nikt nie chce dzieci do pracy. Dorośli uważają, że nie jesteśmy w stanie nic zrobić. A przecież my jesteśmy bardzo silni! - to powiedziawszy, zaczął dumnie prężyć swoje bicepsy, jakby na dowód siły.
Prawda była taka, że te dzieci z pewnością nie posiadały siły fizycznej. Jednak siłę mentalną pewnie miały większą niż nie jeden człowiek w sile wieku. One na co dzień musiały radzić sobie z takimi problemami, z jakimi nie jedna osoba nigdy nie miała i nigdy nie miała mieć styczności. A dla nich walka o przetrwanie była rutyną. Smutną, ale konieczną, aby kolejnego dnia móc otworzyć oczy i znów spojrzeć na ten smutny świat.
Maks zaczął w pewnym momencie ziewać głośno. Nie zaprzątał sobie jednak tym w ogóle swojej małej głowy. Może i to niekulturalne, ale z pewnością dziecko takie jak on, nie wiedziało zbyt dużo o tym, że takie zachowanie nie jest odpowiednie w obecności damy.
-Chcielibyśmy mieć pieniądze, które nie muszą być wyproszone od przypadkowych osób. - dodał August,  jednak zanim zdążył powiedzieć cokolwiek więcej, Maks podszedł do niego i zaczął szarpać za rękaw kurtki, którą chłopiec miał na sobie.
-August, jestem głodny. Powinniśmy już iść, może jeszcze złapiemy piekarza. - znów uśmiechnął się uroczo w kierunku starszego chłopca.
Ten zaczął grzebać w kieszeni spodni w poszukiwaniu drobnych, które udało się im dzisiaj zdobyć. Popatrzył z niewyraźnym wyrazem twarzy na te kilkanaście monet, które spoczywały na jego dłoni, pewny, że nie wystarczy im nawet na jedną spaloną bułkę, a co dopiero na chleb.
-Maksiu, kupimy jutro, bo piekarz już śpi. Niestety dzisiaj już nie damy rady - powiedział z zażenowaniem w głosie. Nie mógł okłamać tego chłopca. Jutro rano postara się coś wymyślić, żeby mogli zjeść normalnie, ale tego wieczoru zapewne wszyscy obejdą się smakiem.
Przez chwilę zupełnie zapomniał o tym, że Akane jest obok nich, więc gdy podniósł wzrok, jego spojrzenie od razu spoczęło na niej. A wtedy jego twarz przybrała czerwony ze wstydu kolor.
avatar

Tytuł : Mistrz Gry
Wiek : Ogromny
Zawód : Mistrzowanie
Umiejętności : Zatruwanie życia graczom


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Akane Hayashi on 10/04/17, 06:02 pm

Ale wampir nie powinien dać się rozczulić spotkanemu przypadkowo na ulicy dziecku. W zasadzie nie powinien rozczulać się niczym, świadomy przemijania i kruchości ludzkiego życia. A tu masz, wychodzi zawzięcie skrywana przez lata kobiecość, może nawet i delikatność. Nigdy nie uważała, że byłaby w stanie takie dziecko skrzywdzić, ale też nie posądzała się o posiadanie względem nich jakichkolwiek uczuć. Tylko czekać aż przygarnie sobie wesołą gromadkę i zostanie dla nich matką. Rodziną. A rodzina to coś, czego nieśmiertelna istota nigdy nie będzie miała, niezależnie od tego jak bardzo będzie się starać.
Wysłuchała spokojnie starszego chłopca, co jakiś czas zerkając na młodszego i ledwo powstrzymując się przed odwzajemnieniem uśmiechu. A sytuacja nie była zabawna, toteż nie było się z czego cieszyć. Spodziewała się, że dziecku niesamowicie ciężko będzie znaleźć pracę, ale zaskoczyło ją, że już tego próbowali. Początkowo wydawało jej się, że biegają po parku i żebrzą, bo im tak łatwiej. Bo mogą zdobyć jakieś grosze bez brudzenia sobie łapek robotą, bez wysiłku i bez obowiązków. Wszystko to okazywało się dużo bardziej złożone, gdyby się temu przyjrzeć z bliska, ale nie ma co liczyć na to, że Akane zechce podjąć się obserwacji życia biedoty. Czy w ogóle obserwacji życia kogokolwiek. Interesowały ją tylko sprawy, które mogły dać jej jakieś korzyści, ewentualnie sprawy, przy jakich wychodziła na zero. Nigdy nie mogła być stratna. Nie lubiła tego. Jak więc pomóc tej bandzie w sposób, który zadowoliłby obie strony?
- Oczywiście, że jesteście silni - odpowiedziała odruchowo, bo mały siłacz wyraźnie oczekiwał podobnego zapewnienia. Szczerze jednak w to wątpiła. Ciało każdego z nich wyglądało jak sama skóra i kości, zero tłuszczyku, nawet takiego zdrowego, zero mięśni, stąd też siły fizycznej być nie mogło.
Nie przeszkadzało jej wcale ziewanie Maksa, sama chyba nie zdawała sobie sprawy z tego, że może to być niekulturalne w obecności damy. Damy, jaką w żadnym wypadku nie była, ale tego nikt nie mógł wiedzieć. Ubrała się ładnie, zgodnie z konwenansem, sylwetkę miała wyprostowaną, pierś wypiętą do przodu, lecz nie miało to bynajmniej nic wspólnego z duchem elegancji.
Spojrzała na niebo, na prawie pełny księżyc, by po chwili wrócić wzrokiem do chłopców. Jak długo już tak ganiali? Czy byli zmęczeni? Czy po prostu słabi? Z każdą chwilą robiło się coraz później, jednak nie wiedziała o jakiej porze w ich wieku kładło się spać.
Nie odezwała się więcej, bo całkowicie zajęła ją dyskusja między przyjaciółmi czy też braćmi, wciąż nie dowiedziała się przecież z kim ma do czynienia. Nie żeby było to istotne. Przyglądała się jak mały ciągnie drugiego za kurtkę, jak tamten wyciąga z kieszeni jakieś grosze i zaczyna je przeliczać. Nie umknęła jej uwadze jego mina, która w tym momencie wyrażała więcej niż tysiąc słów. Monet było zdecydowanie za mało, co mogła bez problemu dostrzec, jednak nie takie zdanie wypłynęło z jego ust. Uniosła brew, zastanawiając się przez moment skąd w tak młodej istocie tyle ciepła i zrozumienia. Kłamał, ale nie robił tego ze złych pobudek. W takim przekonaniu utwierdziła ją jego twarz, która oblała się rumieńcem, gdy przypomniał sobie o jej obecności.
- Maks - użyła usłyszanego przed chwilą imienia. Podeszła do chłopców i znów kucnęła, by nie sprawiać wrażenia wyższej, większej, groźnej. Dopiero wtedy się uśmiechnęła.
- Twojego imienia nie znam, młodzieńcze - zwróciła się do starszego, który teraz prawdopodobnie przewyższał ją wzrostem. - Masz dobre serce. Dbaj o nie i nie pozwól, by kiedyś zgniło.
Zanim wstała, pogłaskała mniejszego brzdąca po głowie, po czapce właściwie. Odwiązała skórzany mieszek od pasa kokardy, jakim owinięta była w talii. Damie raczej nie przyszłoby do głowy noszenie portfela w ten sposób, ale znów, do damy wiele jej brakowało. Rozwinęła go i wtedy znieruchomiała. Nie miała pojęcia ile kosztuje chleb, a nie było to pytanie, jakie mogła zadać. Wreszcie, otrząsając się z zamyślenia, wyciągnęła kilka monet o znacznie większej wartości niż te, które wcześniej August przeliczał. Zostawiła je na wyciągniętej dłoni, którą skierowała w stronę chłopców. Chciała, aby je zabrali.
- Lećcie po ten chleb. - A może nawet dwa? - Jutro widzimy się tu o zachodzie słońca. Znajdę wam jakieś zajęcie, byście mogli to odpracować. Nic krzywdzącego - dodała, nim którykolwiek zdążyłby odbiec myślami w złym kierunku.
Była niezmiernie ciekawa tego, na jakim poziomie jest ich uczciwość. Wrócą, czy też uciekną? Cóż, drugiej opcji raczej nie poleca, ale przecież im tego nie powie, bo zepsuje grę.
avatar

Wiek : 335/28
Zawód : Lichwiarka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Psychokineza
Punkty : 27


http://vampirekingdom.forumpl.net/t368-akane-hayashi#619 http://vampirekingdom.forumpl.net/t375-akane-hayashi#653 http://vampirekingdom.forumpl.net/t376-akane-hayashi#654 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sherlock on 13/04/17, 01:20 am

To mógł być zdecydowanie jeden z najlepszych dni ich życia. Nie ulegało to wątpliwości. A przynajmniej Augusta. Nie wiedział czym zawdzięczał sobie na dobroć tej kobiety, ale zdecydowanie była ona realna. Tak bardzo jak szansa na zjedzenie czegoś normalnego jeszcze tego wieczoru!
Gdy wystawiła dłoń z pieniędzmi, August nie wahał się zbyt długo. Sięgnął po nie i zaczął przeglądać. To było niczym gwiazdka! Mógł zapewnić sobie i Maksowi jedzenie na kilka najbliższych dni.
-August - powiedział tylko cicho w odpowiedzi na niezadane przez nią pytanie. Głos mu uwiązł w gardle i nie był zdolny do powiedzenia dodatkowych słów w tym momencie.
Tymczasem Maks, wspiął się na palce i wyjął z dłoni swojego przyjaciela jedną z monet. Obejrzał ją dokładnie w niewielkim świetle jakie dostarczał księżyc. Nie mógł wiedzieć ile ona jest warta oraz jak dużo będą w stanie za nią kupić. Wiedził jednak, że na pewno będą w lepszej sytuacji niż dotychczas! A już samo to było ogromnym osiągnięciem w jego mniemaniu.
Nie powiedział nawet słowa, gdy oddawał monetę Augustowi. Zamiast tego, uśmiechnął się znów promiennie do Akane.
-Czy mogę Panią przytulić? - zapytał, ale nie czekał na jej odpowiedź, tylko znów rzucił się w jej kierunku, wtulając swoją malutką twarzyczkę w fałdy jej sukni. Chciał tym gestem powiedzieć więcej niż był w stanie słowami. Miał nadzieję, że kobieta to zrozumie.
W międzyczasie, August otrząsnął się z szoku, w jakim się znajdował.
-Bardzo Pani dziękuję. Nie wiem czym sobie na to zasłużyłem. - zaczął swój monolog. Gdy usłyszł o tym, by jutro spotkać się w tym samym miejscu, ochoczo przytaknął. -Oczywiście! Odpracuję każdego centa, którego od Pani dostałem. Nie zawiodę! Nie mogę... - przy ostatnich słowach, głos mu się delikatnie załamał. Wzruszenie chwyciło go za gardło i stłumiło kolejne wyrazy. Miał nadzieję, że te zapewnienia wystarczą kobiecie. Nie zamierzał jej okłamać. Nie po tym, jaką dobroć im okazała.
Maks odsunął się w końcu od Akane i zaczął radośnie skakać wokół Augusta. Tak niewiele było trzeba aby ucieszyć dziecko. A tak niewielu chciało to w ogóle czynić.
-Może mogę teraz jeszcze jakoś Pani pomóc? - zapytał August.

Sorki, kiepski dzień, kolejny post na pewno będzie lepszy
avatar

Tytuł : Mistrz Gry
Wiek : Ogromny
Zawód : Mistrzowanie
Umiejętności : Zatruwanie życia graczom


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Akane Hayashi on 15/04/17, 07:46 pm

Sama Akane nie wiedziała czym chłopcy zasłużyli sobie na jej dobroć, dlatego też nie potrafiłaby wyczerpująco odpowiedzieć na takie pytanie, gdyby przypadkiem pojawiło się na horyzoncie. Ale może za to skłoniłoby ją do refleksji? Bo cóż takiego mogło być w grupce małoletnich, osieroconych żebraków?
Cóż. Tak naprawdę wszystko to, co w nich wyjątkowe, wymalowywało się na ich twarzach bardzo szybko. Widoczne były wszystkie zabójczo szczere zmiany nastroju, nawet jeśli dany nastrój z założenia miał być dla odbiorcy niewykrywalny. W końcu to tylko dzieci. Bezbronne, zaniedbane, mające znikome szanse na jasną przyszłość. Może nawet nigdy nie dożyją pełnoletności, pokonane przez głód albo przez zimę? W najgorszym przypadku jedno i drugie. Może padną wkrótce czyjąś ofiarą? Ach, ileż to rozważań dotyczących kilku duszyczek mogło plątać się po czyjejś głowie. Japonka zdecydowanie powinna powściągnąć swoje uczucia i natychmiast przestać rozczulać się nad dwójką dzieci.
Dzieci, których nigdy nie będzie miała... Dzieci wesołych, pełnych wigoru, próbujących walczyć uparcie z przeciwnościami losu. Skinęła głową, gdy starszy łobuz ledwo wydusił swoje imię. Teraz wiedziała już jak się do nich zwracać, ale chwilowo pochłonięta własnymi myślami, zapomniała, że mogłaby odezwać się chociaż słowem. Nawet po to, by przerwać narastającą między nimi ciszę. Przerwał ją za to Maks, którego znowu napadły czułości. Akane natychmiast oprzytomniała, wzdrygnęła się i już zaczęła kręcić głową, chcąc pokazać, że zbliżenia fizyczne nie są wcale konieczne, kiedy chłopiec przytulił się do niej. Nie poczekał na odpowiedź, a ona nie mogła mieć mu tego za złe. Niestety nie rozumiała o co chodzi z tym całym przytulaniem. Wyjątkowo rzadko zdarzało jej się to robić, zwłaszcza w przeszłości, za czasów swojego dzieciństwa. Nie wiedziała, że takie malutkie, słodziutkie istotki tulą się, by okazać komuś wdzięczność bez użycia słów, ale wcale nie musiała tego wiedzieć. Potrafiła wyczuć emocje, jakich wcale nie tłumił.
- Sama nie jestem przekonana czym dokładnie sobie zasłużyliście - odpowiedziała zgodnie z prawdą, po raz kolejny dziś głaskając Maksa po główce. Całkowicie machinalnie, jakby jej dłonie poruszały się bez żadnego rozkazu. - Nawet dorośli robią czasem coś pod wpływem chwili, a ja w tej chwili cieszę się, że mogłam wam choć odrobinę pomóc.
Wciąż przecież nie zdawała sobie sprawy z kwoty, jaką im przekazała. Jeśliby przyrównać ją do cen, dajmy na to, ubrań, były to grosze. Ile natomiast kosztowała żywność? Może wybierze się kiedyś do sklepu, by pozyskać brakujące informacje.
- Cieszę się również, że tak ochoczo pragniesz odpracować te pieniądze. - Choć mówiła do Augusta, wzrokiem śledziła wesołe podskoki Maksa, nie kryjąc przy tym uśmiechu. Dopiero po jakimś czasie spojrzała na starszego chłopca i przez chwilę milczała. Przywiązała z powrotem sakiewkę do wstążki. Spoważniała.
- Nie, dziś jest już zbyt późno na wymyślanie, a tym bardziej na wykonywanie sprawunków. - A przede wszystkim zbyt późno na bieganie ulicami wśród mniej lub bardziej głodnych krwiopijców. Kto wie, może i ona zaliczałaby się do tych drugich, gdyby nie odżywiała się dostatecznie często? - Po prostu uważajcie na siebie i nie plątajcie się sami po nocy. Zdążycie jeszcze do piekarni?
avatar

Wiek : 335/28
Zawód : Lichwiarka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Psychokineza
Punkty : 27


http://vampirekingdom.forumpl.net/t368-akane-hayashi#619 http://vampirekingdom.forumpl.net/t375-akane-hayashi#653 http://vampirekingdom.forumpl.net/t376-akane-hayashi#654 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sherlock on 18/04/17, 09:17 pm

Nie było na co dłużej w tym momencie czekać. Chłopcy mieli jeszcze tak wiele do załatwienia tego wieczoru. Musieli w końcu jak najszybciej biec do piekarza z nadzieją, że jeszcze jakieś bochenki chleba się dla nich uchowały.
-Jeszcze raz bardzo Pani dziękuję. - powiedział August ze szczerym uśmiechem na ustach. Nie mógł nic więcej dodać. Tymczasem Maks już zaczął ciągnąć chłopca w zupełnie przeciwną stronę, aby jak najszybciej się posilić.
Tymczasem na niebie pojawiły się chmury, które zdecydowanie nie zwiastowały pięknego wieczoru. Pierwsze krople deszczu zaczęły spadać z nieba w momencie, gdy Akane pozostała sama ze swoimi myślami. Smyki już dawno się rozbiegły. Maks i August chciały zakupić pieczywo i pomóc reszcie dzieciaków tego wieczoru.
Wszystko mogłoby się wydawać być w jak najlepszym porządku. Jednak nie było. Można to było wyczuć w powietrzu. Zapewne zwróciło to uwagę kogoś tak wyczulonego na podobne sytuacje, jak Akane.
Nagle, ciszę nocy rozdarł krzyk. Nie byle jaki krzyk. Krzyk zranionego dziecka. A potem kolejny, jeszcze bardziej złowrogi, nie pozostawiający nawet cienia złudzeń co do tego, że owe dziecko mogło zostać skrzywdzone. Mimo padającego deszczu i odległości, dźwięk ten z pewnością musiał dotrzeć do wampirzycy. Pytanie tylko, czy zechce ona sprawdzić skąd on dokładnie pochodził i czy zechce ona pomóc ofierze.
avatar

Tytuł : Mistrz Gry
Wiek : Ogromny
Zawód : Mistrzowanie
Umiejętności : Zatruwanie życia graczom


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Akane Hayashi on 18/04/17, 10:16 pm

A więc byli umówieni. Akane miała nadzieję, że chłopcy zdołali zarejestrować miejsce, w jakim się znajdowali, by następnego dnia bez problemu mogli je odnaleźć. Punktualność i brak zamieszania to coś, co pozwalało zaoszczędzić mnóstwo czasu, a okres między zachodem słońca i nocą nie był wcale taki długi.
- Do zobaczenia - rzuciła w odpowiedzi i uśmiechnęła się do Augusta, bo Maks zdawał się nie zaprzątać sobie nią dłużej głowy. To nawet pogłębiło ów uśmiech. Rzadko decydowała się na dobroczynne gesty, ale za każdym razem było to całkiem przyjemne doświadczenie. Ważne, by zachować umiar - można pomagać innym tak długo, jak długo nie okaże się to krzywdzące dla własnego interesu.
Śledziła wzrokiem oddalające się dzieci i patrzyła za nimi nawet wtedy, kiedy już zniknęły jej z oczu. Dopiero po chwili odetchnęła głęboko, przenosząc spojrzenie z powrotem na taflę wody. Najpierw pojedyncze krople zaczęły znaczyć jej powierzchnię, ale zaraz uderzały już miarowo, wyraźnie. Tylko czekać, aż rozpada się na dobre. Ach ta angielska pogoda! Szkoda, że nie zerknęła wcześniej na niebo. Z pewnością zauważyłaby nadciągające chmury i zdążyłaby znaleźć schronienie. A tak, zmoknie jak kura, podwajając wagę zbyt ciężkiej już sukni. Rozejrzała się w poszukiwaniu odpowiednio rozłożystego drzewa, pod którym mogłaby przeczekać moment nasilenia się opadów.
Wtedy też dotknęło ją dziwne uczucie niepokoju. Jakby deszcz był jedynie zapowiedzią czegoś znacznie gorszego. Niedługo po tym usłyszała krzyk, jednak nie rzuciła się od razu na ratunek. Stała, nasłuchiwała. I rozważała. Były to zaledwie sekundy, a mimo to zdawały się trwać w nieskończoność. Wyraźnie komuś działa się krzywda. Czy to dziecko tak krzyczy?
Przeklęła tak, jak z całą pewnością damie nie przystoi, i dopiero teraz skierowała się w stronę, z jakiej dochodziły przerażające odgłosy. Szła szybko, ale nie biegła. Kreacja znacznie ją ograniczała. Czy to przez odległość, czy przez deszcz krzyki brzmiały dla niej dziwnie niewyraźnie? Czuła, że nie powinna się angażować, mogła jeszcze zawrócić, nie poświęcając uwagi nie swoim sprawom. Niestety zdecydowała się postąpić wbrew zdrowemu rozsądkowi. Zwłaszcza że nie potrafiła odpędzić od siebie myśli, że coś złego mogło przytrafić się tym chłopcom.
avatar

Wiek : 335/28
Zawód : Lichwiarka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Psychokineza
Punkty : 27


http://vampirekingdom.forumpl.net/t368-akane-hayashi#619 http://vampirekingdom.forumpl.net/t375-akane-hayashi#653 http://vampirekingdom.forumpl.net/t376-akane-hayashi#654 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sherlock on 20/04/17, 09:51 pm

Akane nie mogła mieć pojęcia o tym, że całe jej spotkanie z grupką dzieciaków było uważnie obserwowane od momentu rozpoczęcia aż po jego zakończenie. Gdy do niej początkowo podbiegł Maks, jeden mężczyzna, w kościelnym stroju stał w miejscu, gdzie wszystko widział jak na dłoni. Sam zamierzał pomóc młodocianym, ale obcojęzyczna dama go ubiegła. Coś wtedy poczuł niemile przesuwającego się w jego piersi. Ona nie była człowiekiem. Było to dla niego oczywiste gdy tylko na nią spojrzał. Czemu? Nie potrafił wyjaśnić. Jednak wiedział, że nie może być normalną kobietą. On to po prostu wiedział. Przeczucie nigdy go nie myliło.
Dlatego, gdy młodzi rozbiegli się, pozostawiając niewątpliwie wampirzycę samą, kapłan ruszył w ich kierunku niespiesznym głosem. Wiedział że je dogoni i dosięgnie. I faktycznie tak się stało. August i Maks przystanęli kilkaset metrów dalej, z dala od oczu kobiety, jednak w takiej odległości, że miała szansę jeszcze coś usłyszeć. Chociaż on o tym nie wiedział.
Widział jak uśmiechają się do siebie i liczą monety otrzymane od tego monstrum. Nie rozumiał ich zachowania. On wolałby zginąć z głodu niż pozwolić, by ktoś taki mu pomagał. Umarłby a nie dałby satysfakcji temu stworzeniu.
Podszedł do dzieci wolnym krokiem. Prawą dłoń miał schowaną w kieszeni i ściskał w niej z całej siły nóż. W drugiej chował kilka drewnianych kołków z którymi nigdy się nie rozstawał.
-Wy małe, niewdzięczne bachory. Pozwoliliście się dotknąć temu potworowi. - cedził każde słowo idąc w ich kierunku. -Nie zasługujecie na życie. Nie możecie żyć.
Maks i August spojrzeli po sobie i utkwili wzrok w dziwnym mężczyźnie. Nie mieli jednak zbyt dużo czasu nim on zaatakował. August zdążył tylko odepchnąć Maksa, bo to na niego szarżował mężczyzna ubrany w komżę. Tym samym sam naraził się na cios. Krzyk wydarł się z jego gardla i to właśnie jego słyszała Akane.
Mężczyzna w tym czasie rzucił się w kierunku swojej wcześniejszej ofiary z nadzieją, że dosięgnie ją i zabije. Augustem się nie przejmował, gdy ten leżał na bruku w kałuży swojej krwi. Nie mógł wiedzieć, że być może nie zdąży dosięgnąć swoim nożem Maksa.
avatar

Tytuł : Mistrz Gry
Wiek : Ogromny
Zawód : Mistrzowanie
Umiejętności : Zatruwanie życia graczom


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Akane Hayashi on 20/04/17, 11:31 pm

Gdyby tylko miała pojęcie, nigdy nie pozwoliłaby chłopcom pobiec samotnie w kierunku miasta. Najwyraźniej jednak los miał dla nich inne plany, miał zamienić wcześniejszą radość w nieopisany ból i rozpacz. Może śmierć była najbezpieczniejszym wyjściem z tej sytuacji?
Akane szła najszybciej, jak tylko mogła, zachowując jednocześnie tempo właściwe zwykłemu człowiekowi. Nie zaryzykuje zdemaskowania, dopóki nie dowie się dokładnie o co chodzi. Nie wiedziała przy tym, że dawno już jej tożsamość została odkryta. I to przez szaleńca nieznającego wagi życia ludzkiego. Nie żeby sama ją znała, cały czas uczono ją, że tylko życie jej pana jest coś warte. Później przekonała się o wartości własnego istnienia, dopiero wtedy wszystko inne przestało mieć znaczenie.
Czuła, że zbliżała się do miejsca, z jakiego dobiegł ją krzyk. Poczuła zapach krwi, ale nawet nie ścisnęło jej mocniej w żołądku. Miała całe lata, by przyzwyczaić się do tego zapachu. Inaczej zwariowałaby biorąc udział w swoich misjach oraz w bitwach. Mimo to, mimo deszczu i ryzyka rozpoznania, popędziła w stronę miejsca, w jakim rozgrywała się właśnie tragedia. Nie dbała już o to, czy jej prędkość jest naturalna dla ludzkiego wzroku, biegła tak szybko, na ile pozwalała jej suknia, którą i tak podtrzymywała w górze rękami. Zobaczyła bowiem, kto krzyczał, zobaczyła kto padł ofiarą człowieka, który postradał rozum. To byli jej chłopcy. Nie miał prawa ich skrzywdzić, a jednak to zrobił. Przybyła za późno. Zapach krwi nasilał się, teraz już drażniąc odrobinę jej nozdrza.
- Zostaw to dziecko, popaprańcu! - krzyknęła, chcąc odwrócić uwagę mężczyzny od Maksa. Zaraz po tym, uznawszy że lepiej doprowadzić do zderzenia, niż zasłonić małego własnym ciałem, wpadła na człowieka, starając się, by impet uderzenia odepchnął go wystarczająco daleko od dzieci. A może nawet przewrócił? Niezależnie od tego, czy pociągnąłby ją za sobą na ziemię, czy przewróciłby się czy nie, Akane bez zastanowienia ruszyłaby na niego, usiłując złapać za nadgarstek ręki dzierżącej nóż. Chciała zgnieść go możliwie jak najboleśniej, może nawet naruszyć kości? Drugą ręką sięgnęłaby do szyi, chcąc zacisnąć na niej swoje palce. Nie wyczuła, by był wampirem. O co mu więc chodziło? I dlaczego był przebrany za kapłana?
Szkoda, że nie usłyszała jego słów rzuconych do chłopców, wtedy nie musiałaby się nad tym głowić.
Spojrzała na twarz mężczyzny, spojrzała w jego oczy, jakby tam pragnęła znaleźć odpowiedź na niewypowiedziane pytanie. Jej twarz natomiast nie wyrażała nic poza głębokim rozczarowaniem. Nie było gniewu, nie było nawet smutku, chociaż odczuwała takowy w związku ze stanem Augusta. Musiało być z nim bardzo źle, sądząc po zapachu krwi, która zmieszana z deszczem, pokrywała już spory kawałek bruku. Czy będzie musiała go zabić, kiedy już pozbawi życia tego wariata? Tylko jak to zrobić, by nie przerazić dzieci jeszcze bardziej?
avatar

Wiek : 335/28
Zawód : Lichwiarka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Psychokineza
Punkty : 27


http://vampirekingdom.forumpl.net/t368-akane-hayashi#619 http://vampirekingdom.forumpl.net/t375-akane-hayashi#653 http://vampirekingdom.forumpl.net/t376-akane-hayashi#654 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sherlock on 23/04/17, 11:42 am

Chcąc nie chcąc, pod wpływem ataku Akane, kapłan padł na bruk ciągnąc kobietę za sobą. Został zaatakowany z zaskoczenia, jednak nie pierwszy raz działo się tak w jego życiu. W końcu, wkraczając na ścieżkę Pana, wiedział na co się pisze a mianowicie, że będzie musiał unicestwić wszystkie istoty nocy, które przyjdzie mu spotkać. Wiedział, że będą one chciały go zamordować z zimną krwią tak bardzo do nich pasującą. Usunąć to, co jest niewygodne. Pozbyć się prawdy i słowa Bożego. To takie smutne i takie oczywiste.
Zaśmiał się. A jego śmiech sprawił, że Maksowi włosy na karku stanęły dęba. Chłopiec odsunął się kilka kroków by po chwili podbiec do Augusta, którego krew rozchodziła się jeszcze bardziej. Spojrzał na przeciętą kurtkę chłopca i rozchylił ją na boki. Na szczęście rana była powierzchowna, krew sączyła się mocno, ponieważ było to jedno z najbardziej ukrwionych miejsc w ciele człowieka. Z całą pewnością miał przeżyć to spotkanie, jednak nie wiadomo było ile czasu zajmie mu dojście do pełni sił.
Gdy Akane próbowała złapać go dłonią za gardło, ten sięgnął wolną ręką do drugiej ze swoich kieszeni. Gdy już jej palce dotykały jego skóry na krtani, on z całej siły wbił drewniany kołek w jej prawy bok. Cios ten z pewnością nie miał jej zabić czy chociażby stale unieruchomić, zamiast tego miał znacząco osłabić tak, by Kapłan miał jak największe szanse w starciu z tą bestią. A aby tak się stało, ta kobieta musiała zostać mocno poraniona. Miał on tylko nadzieję, że nie miała ona czasu tego wieczoru się posilić, bo to znacząco by zmniejszyło jego szanse na przeżycie.
Z pewnością mógł usłyszeć jej krzyk. To musiał być bardzo bolesny cios. Następnie kopnął ją z całej siły w kolano, którym ona przygwoździła go do ziemi. Nie połamał go, jednak dzięki temu mógł się wyswobodzić z jej uścisku i, jak na swoje lata, szybko wstać z ziemi.
-Ty plugawa istoto, ty pomiocie szatana! Zginiesz w piekle i nikt nie będzie po Tobie rozpaczał! - wysyczał jadowicie w jej stronę.
Kilka sekund później, rzucił w nią swoim kolejnym metalowym sztyletem, aby zadać jej jeszcze poważniejsze obrażenia. Nóż z groźnym odgłosem wbił się w jej prawą nogę, tym samym sprawiając, że obie były o wiele mniej sprawne niż powinny. Nie zamierzał się zniżać ku niej, bo wtedy w ogóle nie miałby szans.
W tym samym momencie, widząc co się dzieje z miłą Panią, która dała im pieniążki, Maks wstał, mimo, że August próbował trzymać go mocno, tak by nie ruszał się z miejsca. August wiedział, że Maks nie może się wtrącić w te wydarzenia, jednak Maks nie zamierzał zostawić miłej Pani samej. A ta Pani pachniała jak jego zmarła mamusia, musiał jej pomóc.
Dlatego chłopiec rzucił się w kierunku kapłana i zaczął go z całej siły kopać w nogę, bo wyżej nie sięgnął. Nie mógł mu zrobić dużej krzywdy, ale chciał to zrobić. Musiał cierpieć tak jak cierpiała miła Pani.
Gdy Kapłan zorientował się, co maluch robi, było chwilę za późno. Poczuł kopnięcie na nodze, co spowodowało, że powstało w niej nieduże ognisko bólu. Nim zdążył zareagować, Maks kopnął go drugi raz ból ten pogłębiając. Kapłan, zdenerwowany nie na żarty, odwrócił się w jego kierunku i jednym, płynnym ruchem, uderzył go otwartą dłonią w twarz. Maks upadł na ziemię, niedaleko Augusta, w akompaniamencie jego krzyku.
Dopiero wtedy kapłan odwrócił się w kierunku jego potencjalnej ofiary, jednak nie wiedział czy nie jest za późno i czy nie popełnił bardzo poważnego błędu.
avatar

Tytuł : Mistrz Gry
Wiek : Ogromny
Zawód : Mistrzowanie
Umiejętności : Zatruwanie życia graczom


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Akane Hayashi on 23/04/17, 01:54 pm

Na razie szło prawie po jej myśli. Mężczyzna został odciągnięty od chłopców, a ona poleciała wraz z nim na ziemię - dlatego prawie, bo właśnie tego pragnęła uniknąć. Nie do końca podobała jej się taka przesadna bliskość, ale była ona jedną z opcji, jakie rozważała, w związku z czym bez wahania przystąpiła do ataku. Skrzywiła się wyraźnie, kiedy usłyszała śmiech mężczyzny. Dlaczego ludzie, którzy postradali swój rozum nie są likwidowani? Powinno się na nich polować i wybić co do jednego. Nawet sama podjęłaby się takiego zadania, gdyby ją odpowiednio zachęcili. A musieliby zachęcać hojnie, bo od dawna znajdowała się w stanie spoczynku.
Nie przewidziała, że ten szaleniec będzie nosił ze sobą kołki, w ogóle nie pomyślała, że to ona mogłaby być powodem jego napaści na chłopców. Wniosek? Nie wiedziała, że on wie zdecydowanie za dużo. Zorientowała się dopiero, gdy poczuła przejmujący ból w boku. Z jej ust wyrwał się krzyk świadczący zarówno o jej zaskoczeniu, jak i nieopisanym cierpieniu. Na twarzy zaś wymalowało się pytanie, jakiego nigdy nie planowała zadać na głos. Skąd? Jak? Puściła ściskany wcześniej nadgarstek kapłana, puściła jego szyję, której nawet nie zdążyła porządnie ścisnąć, lecz zanim złapała się za bok, została odepchnięta kopniakiem. Obrażenia, jeśli jakieś w ogóle z tego powstały, były nieporównywalne do tych, jakie zadał jej ten przeklęty kawałek drewna. Taki uraz mogła zbyć machnięciem ręki. Odskoczyła do tyłu w tej samej chwili, w jakiej mężczyzna wstawał. Wyprostowała się na tyle, na ile mogła - cały czas zginała się w pasie, walcząc z potrzebą wyciągnięcia kołka. Przymknęła na sekundę oczy, starając się zapanować nad własną mimiką. Przezwyciężyć cierpienie, pozbierać myśli. Gdy je otworzyła, znów nie wyrażały niczego. Jedynie lekki grymas bólu czasem wkradł się na jej lico.
- Jesteś szalony.
Nic więcej nie zdążyła powiedzieć. Kolejny krzyk uwiązł jej w gardle, nie pozwoliła mu się wydostać, by nie ucieszyć zbytnio furiata. Zdezorientowana wystarczająco swoją pulsującą raną, nie wychwyciła momentu, w którym w jej kierunku posłany został sztylet. Ten wbił się ze zgrzytem w nogę nad kolanem, szczęśliwie omijając tętnicę udową. Nie wszedł jednak tak głęboko, jak napastnik by sobie tego życzył - ostrze musiało najpierw pokonać liczne fałdy materiału sukni.
Akane oddychała ciężko, mimo że wcale oddychać nie potrzebowała. Nie wyjęła wciąż drewna ze swojego ciała, bo to oznaczałoby zwiększenie upływu krwi. Z kolei kołek tkwiący w jej boku podrażniał ją, z każdą chwilą dostarczając nowych, bolesnych wrażeń. Stała niepewnie, uginając zranioną nogę, ból kolana całkowicie odsyłając już w zapomnienie. Przy obecnych obrażeniach nie mógł on być wyczuwalny. Rękę cały czas trzymała przy boku, jakby miało jej dzięki temu ulżyć. Krew spływająca z jej ran zaczęła barwić materiał jej sukni na czerwono, a deszcz, nie zgadzając się chyba na tak mocne tony, rozmywał tę barwę, znacznie ją rozjaśniając. W zasadzie wampirzyca była już przemoczona od stóp do głów. Ciężkie pasma włosów przyklejały się do jej szyi, do twarzy, a ubranie mocno straciło na objętości, ledwo podtrzymywane na swojej konstrukcji.
Starała się nie spuszczać wzroku z kapłana, tym samym nie miała pojęcia, co działo się z dziećmi. Najlepiej byłoby, gdyby Maks uciekł z tego miejsca, zostawiając jej czyste pole do działania. Nie chciała okazać brutalności na oczach dziecka, które aktualnie i tak musiało przeżywać olbrzymi szok. I co się stało z Augustem? Tego również nie wiedziała. Nie spojrzała.
I jakież było jej zdumienie, gdy mały brzdąc pobiegł w kierunku mężczyzny! Zaczął go kopać tak zawzięcie, że kobiecie zajęło trochę czasu oswojenie się z tym widokiem. A kiedy już się z nim oswoiła, podjęła decyzję natychmiast. Nie zamierzała chronić teraz chłopca, bo coś podpowiadało jej, że to ona jest tutaj głównym celem. Oszalały morderca nie będzie chciał tracić czasu na zlikwidowanie tak błahej przeszkody, jaką było dziecko. Lewą rękę wciąż trzymając w okolicy kołka, prawą złapała za rękojeść sztyletu i, zaciskając zęby, wyrwała go ze swojej nogi. Poczuła jak krew zaczyna spływać po jej kończynie trochę szybciej, niżby sobie tego życzyła. Będzie się tym martwić później. Później przyszło jej do głowy, że mogła użyć własnego sztyletu, ale cóż. Nie użyła.
Poczekała na moment, w którym człowiek odwrócił się w stronę Maksa i, mieląc w ustach przekleństwo jako reakcję na jego cios, zbliżyła się do szaleńca, zachodząc go od tyłu. Wbiła nóż w szyję, celując w tętnicę, chcąc, w najlepszym wypadku, przebić szyję na wylot. Gdyby wszystko poszło po jej myśli, przekręciłaby jeszcze ostrzem, by upewnić się, że cios będzie śmiertelny.
A najgorsze w całej tej sytuacji było to, że mężczyzna miał wcześniej słuszną nadzieję. Nie pożywiała się dzisiaj, do tego wczoraj wcale się nie przejadła. Na razie napędzał ją gniew, ale nie wiedziała kiedy opadnie z sił ani kiedy przegra z głodem. Zdawała sobie jednocześnie sprawę z faktu, że może wkrótce stać się zagrożeniem dla chłopców.
avatar

Wiek : 335/28
Zawód : Lichwiarka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Psychokineza
Punkty : 27


http://vampirekingdom.forumpl.net/t368-akane-hayashi#619 http://vampirekingdom.forumpl.net/t375-akane-hayashi#653 http://vampirekingdom.forumpl.net/t376-akane-hayashi#654 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sherlock on 25/04/17, 09:18 pm

W chwili, gdy kapłan skupił swoją uwagę na Maksie, popełnił wielki błąd. Mimo, że było to tylko dziecko, nauczony był doświadczeniem, że nawet czegoś takiego nie można lekceważyć. Dlatego zdecydował się odeprzeć atak dzieciaka od siebie. I wtedy też stwierdził, że popełnił jeden z poważniejszych błędów tego wieczoru. Świadoma jego braku koncentracji na jej osobie wampirzyca, zaatakowała go od tyłu, celując prosto w tętnicę szyjną. Gdyby nie to, że zrobiła to w momencie, gdy mężczyzna już się odwracał w jej stronę, pewnie byłby to cios śmiertelny. Tylko to, a może aż to, uratowało mu tego wieczoru życie. Zamiast przejść na wylot przez jego szyję, nóż tylko drasnął jego krtań.
Zawył, a dźwięk ten z pewnością poruszył włosy na rękach wszystkich tu obecnych. Furia malowała się w jego oczach, gdy krew spływała strumieniem razem z deszczem po jego ciele. Nie czekając na nic, rzucił się w stronę Akane i wepchnął wcześniej wbity kołek jeszcze głębiej w jej ciało. Ten jednak ruch był dla niego zgubny. Początkowo mała rana na szyi, pod wpływem jego nagłego ruchu, znacznie się poszerzyła powodując jeszcze większy upływ krwi. Zaklął siarczyście. Nie mógł dalej walczyć w takim stanie. Wiedział, że prawdziwy wojownik wie, kiedy się poddać. A on niestety tak musiał uczynić w tym momencie.
-Ty plugawa kreaturo, jeszcze znajdziesz swe miejsce w piekle! - wysyczał i puścił się biegiem w kierunku wyjścia z parku. Wiedział, że Akane, będąc w takim stanie, nie zdoła go dogonić. Nawet gdyby próbowała, to dopchnięty kołek zdecydowanie powinien utrudnić jej jakiekolwiek ruchy, które mogłyby mu zaszkodzić. I dobrze. Nie zamierzał teraz umierać. Zbyt wiele miał jeszcze do zrobienia na tym świecie i zbyt wiele nikczemnych kreatur do zabicia.
avatar

Tytuł : Mistrz Gry
Wiek : Ogromny
Zawód : Mistrzowanie
Umiejętności : Zatruwanie życia graczom


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Akane Hayashi on 25/04/17, 11:33 pm

Akane naprawdę miała nadzieję, że go zabije. Za bardzo zaszedł jej za skórę, by mogła pozwolić mu żyć, w zasadzie jego szaleństwo zaszło zdecydowanie za daleko, by ktokolwiek pozwolił mu żyć. Był jedynie obiektem do wyeliminowania, nie wartym nawet tego, by się na nim pożywić.
Ale cóż, nie zdążyła. Zbyt dużo uwagi musiała poświęcić chłopcu, oswajaniu się z jego odważnym, choć głupim zachowaniem, przez co straciła swój moment zaskoczenia. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Przynajmniej udało jej się go zranić, a jego krzyk, mimo nieprzyjemnych dreszczy, jakimi odpowiedziało na niego ciało, przyniósł jej dziwną satysfakcję.
Co sprawia, że człowiek doprowadza się do takiego stanu? Jak wiele potrzeba, by postradać rozum? Zachowywał się gorzej niż świeżo przemienione wampiry. Ich wariactwo przynajmniej było w jakiś sposób uzasadnione. A on? Czyste szaleństwo malowało się na jego twarzy, furia całkowicie zdawała się nim zawładnąć. I było to nawet odrobinę przykre. Żałosne.
Szybko jednak przekonała się, że nie powinno być jej tego człowieka żal. Wytrzeszczyła oczy i kaszlnęła krwią, kiedy kołek zagłębił się w jej ciało, podrażniając coraz więcej narządów wewnętrznych, które istniały i bolały, ale ich przebicie nie oznaczało dla wampira rychłej śmierci. Wypuściła sztylet z dłoni i zatoczyła się. Zmusiła do pracy wszystkie zmysły, by utrzymać się na nogach, bo wyjątkowo mocno ciągnęło ją do opadnięcia na ziemię i zgięcia się w pół. Nieczęsto obrywała kołkiem, jeśli w ogóle kiedykolwiek. A mogłaby przysiąc, że absolutnie nie równało się to ranom zadanym mieczem - gdyby miała wybierać, pozwoliłaby się pociąć nawet kilkakrotnie. Ale nie mogła, dlatego stała teraz z kawałkiem drewna we własnym ciele, który właśnie z czystą brutalnością został dopchnięty niemalże do końca. Obawiała się, że sama nie poradzi sobie z jego wyciągnięciem.
- Za to ty pójdziesz do nieba, co? - rzuciła za nim i znów zakaszlała. Nie próbowała nawet ruszać w pościg. Właściwie była wdzięczna mu za to, że postanowił zwiać jak na tchórza przystało. Może rzeczywiście lepiej, gdy zabije go tam, gdzie wzrok osób trzecich nie dosięgnie? A zabije go na pewno. Nie ma takiej mocy na tym świecie, która powstrzymałaby ją przed dokonaniem zemsty. Zwłaszcza że została doprowadzona do opłakanego stanu przez człowieka. Człowiek nie powinien być dla niej wyzwaniem. Jak to możliwe, że tak niewiele ran osłabiło ją do tego stopnia? Za rzadko się ostatnio pożywia, oszczędza ludzi, nie atakując codziennie. Kto by pomyślał, że poza ojczystym krajem odezwie się w niej dziwny rodzaj dobroci? Dobroci, z jaką należało jak najszybciej skończyć.
Odetchnęła, a grymas bólu paskudnie wykrzywił jej twarz. Rozejrzała się dookoła i, wypatrzywszy najbliższe drzewo, zaczęła iść w jego kierunku. Był to spacer zdecydowanie nieprzyjemny i długi, ale bardzo powoli, kroczek za kroczkiem, udało jej się dotrzeć do celu. Dobrze że kołek nie został wbity również w nogę, bo wtedy w ogóle kaplica, musiałaby pewnie paść tam, gdzie stała. Ale że nogi miała w miarę sprawne - utykała na jedną - była w stanie oddalić się choć trochę od chłopców. Oparła się plecami o pień, przymknęła na sporą chwilę oczy, i dopiero gdy je otworzyła, zlokalizowała wzrokiem leżącego na ziemi Augusta. Dzieliło ich kilka metrów, ale odległość nie była olbrzymia. Mogła bez problemu wyczuć drażniący zapach ludzkiej krwi.
- Maks - miała nadzieję, że chłopiec jest przytomny i obecny duchem - w jakim stanie jest August?
Nawet nie starała się ukryć swojego osłabienia. Za dużo kosztowałoby ją to energii, a zapewne byłaby to energia zużyta na marne. Przyłożyła obie ręce do kołka i spróbowała pociągnąć, ale jedynym, co otrzymała w rezultacie, była kolejna dawka bólu. Cichy krzyk wyrwał się z jej gardła, później znów kaszlnęła. Splunęła krwią. Drewno musiało przebić jednak co nieco, co spowodowało mocne krwawienie wewnątrz jej organizmu. Najlepiej byłoby jak najszybciej usunąć przeszkodę i pozwolić organom się regenerować.
- Nie wolno ci zbliżać się do mnie - ostrzegła jeszcze zanim zamilkła na dłużej. Mówienie również nie było przyjemne, kiedy tak cenna dla wampira krew w każdy możliwy sposób starała się opuścić jego ciało. Akane czuła jak wzbiera w niej głód. Czuła jak pieką ją dziąsła, ale stale walczyła z instynktem. Wciąż miała na to siłę, bo, jakby nie było, to tylko kołek w boku. Gdyby była człowiekiem, prawdopodobnie dokonywałaby właśnie żywota, na szczęście jako istota, powiedzmy, nieśmiertelna, nie była nawet bliska śmierci. Ale przy utracie krwi, której nie miała za wiele, rana na jej nodze nie będzie pewnie chciała się zasklepić, nie wspominając o jej boku. Cóż za parszywy dzień. Miała tylko nadzieję, że zapach nie ściągnie w tę okolicę innych wampirów. Szczerze chciała, by dzieci wyszły z tego cało, a obecność krwiopijcy nie mogła tego zagwarantować. Ona sama stanowiła już wystarczające zagrożenie.
avatar

Wiek : 335/28
Zawód : Lichwiarka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Psychokineza
Punkty : 27


http://vampirekingdom.forumpl.net/t368-akane-hayashi#619 http://vampirekingdom.forumpl.net/t375-akane-hayashi#653 http://vampirekingdom.forumpl.net/t376-akane-hayashi#654 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Nicolae Levente on 26/04/17, 10:05 pm

Co go tutaj dzisiaj przywiodło? Można by rzec, że przypadek lub zrządzenie losu, nie wierzył jednak szczególnie w tego typu dyrdymały. Najbezpieczniej będzie stwierdzić, że po prostu tędy przechodził, wracając ze spotkania. Miast jednak wziąć wóz, postanowił się przejść. Deszczowa pogoda poprawiała mu humor, bo z reguły przepadał za tym, co innych doprowadzało do szewskiej pasji. Deszcz w Londynie z pewnością do takich rzeczy należał, ale jako że nie groziło mu przeziębienie po prostu niestrudzenie szedł, postukując co jakiś czas laską z wyrzeźbioną główką o brudny, londyński bruk. Jego twarz skrywało rondo cylindra, a także postawiony wysoko kołnierz czarnego płaszcza, który sprawiał, że stapiał się z otoczeniem i wyglądał elegancko, choć podejrzanie. W cieniu ronda skrywało się zimne spojrzenie błękitnych oczu, ale tego nie było dane zwykłemu przechodniowi dostrzec.
Gdy Nicolae znajdował się w pobliżu Hyde Parku, jego uwagę zwróciła postać, która stamtąd właśnie wybiegała. Jako że wręcz unosił się za nią zapach juchy, wyostrzone zmysły Nico zadziałały szybciej, niż on sam. Wiedział, co to oznacza i ciężki zapach deszczu nie mógł tego przyćmić. Uśmiechnął się paskudnie i niespiesznie postanowił nadłożyć drogi i przejść przez park. A nuż natrafi na coś godnego jego drogocennej uwagi! Nie był co prawda szczególnie spragniony posoki, ale w razie jakichkolwiek nieprzewidzianych wypadków, jako członek Rady, byłby jednak zmuszony zainterweniować. A w jaki sposób... Cóż, to by się dopiero okazało, czy raczej okaże się - jak już dotrze na miejsce.
Kierował się w dużej mierze węchem. Smród krwi niezwykle intensywny, na tyle, że Nicolae od razu ruszył w tamtą stronę, nie przejmując się zbytnio tym, by się podkraść. Wyglądało przecież na to, że napastnik już stąd uciekł... Chyba, że to on był ofiarą. Jakież było zatem jego zdumienie (właściwie to nie był zdziwiony, zaledwie zainteresowany i to w czysto lekarski sposób), gdy na miejscu dostrzegł jedną ranną i to w stopniu naprawdę dotkliwym, a także jakieś ludzkie bachory, również ranne. Gdyby nie fakt, że za stary był na instynktowne porywy oraz to, że nie był głodny, zapewne już odpowiednio zająłby się wszystkimi po kolei. Nie zrobił tego jednak, widząc kołek. Szybko dodał sobie dwa do dwóch, składając do kupy strzępki rozmowy, który dopadły jego uszu nim jeszcze na dobre się tu zjawił.
- Nie wolno ci zbliżać się do mnie - powtórzył głucho, niemal rozbawiony, podchodząc do Akane. Beznamiętnie zmierzył ją uważnym, błękitnym spojrzeniem i oszacował jej rany. Paskudne. Gdyby była człowiekiem, już gryzłaby piach. Jednak z jakiejś przyczyny tego nie robiła. Nico pozwolił sobie zatem na rachityczny uśmiech i przykucnął przy kobiecie. - Pozwól sobie pomóc - dodał z chłodną uprzejmością w głosie, podając jej dłoń powleczoną czarną, skórzaną rękawiczką. Czy Nicolae pomagał komuś z dobroci serca? Niestety, na takie fanaberie nie ma co liczyć. Pomoc jednak, tym bardziej ratująca życie, zwykle sprawia, że ktoś zaciąga u nas dług, który ciężko potem spłacić. I tak było w tym przypadku. Dopiero wtedy zerknął na dzieci, jakby w pełni dostrzegając ich obecność. Uśmiechnął się do nich niemalże pokrzepiająco. Potem znów spojrzał na wampirzycę. Na jego twarz wkradł się jeszcze szerszy uśmiech, który nie objął jednak lodowatych oczu.
W zależności od tego, który z chłopców był bardziej ranny i krwawiący, Nicolae użył na nim hipnozy. Zmusił go, by podłożył się wampirzycy. Jeśli ta wciąż nie chciała pić, zranił go jeszcze mocniej przy pomocy sztyletu ukrytego w lasce. Sam natomiast się po prostu przyglądał, drugiego chłopaka hipnotyzując, by trzymał się z daleka. Ale żeby widział.
avatar

Tytuł : Kat
Wiek : 996/25
Zawód : Medyk
Stan cywillny : kawaler
Umiejętności : Hipnoza (przeciętny), Iluzja (przeciętny)
Punkty : 39


http://vampirekingdom.forumpl.net/t398-nicolae-levente http://vampirekingdom.forumpl.net/t402-nicolae-levente#809 http://vampirekingdom.forumpl.net/t403-nicolae-levente#810 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sherlock on 27/04/17, 08:14 pm

Sytuacja, tylko pozornie się uspokoiła w momencie ucieczki klechy. Maks patrzył niewidzącym wzrokiem wokół siebie niepewny co powinien właśnie zrobić. Oczy zasłonięte były przez łzy, które niemalże ciurkiem leciały i nie chciały przestać. Cała sytuacja zdecydowanie go przerastała. Nie wiedział czemu tamten pan krzywdził tą miłą panią, która dała im pieniądze, a tym bardziej czemu zranił Augusta. Co prawda nie zrobił tego jakoś bardzo dotkliwie, ale krew mu pociekła. W tym momencie przestała już lecieć. Maks podszedł do niego, na chwiejnych nóżkach.
-Nic Ci nie jest? - zapytał. Ten tylko pokiwał głową, ściskając mocno dłoń Maksa.
Maks słyszał gdzieś głos Akane, jednak w tym momencie nie skupiał się na nim. W końcu to Augusta znał niemal całe swoje krótkie życie i o niego bardziej się martwił. Gdy poprosiła, o niezbliżanie się, tylko odwrócił się w jej stronę i pokiwał grzecznie głową, cały czas się jej bacznie przyglądając.
Wtedy to pojawił się dziwny mężczyzna, który wyglądał zupełnie inaczej niż poprzedni pan. Zarówno Maks jak i August poczuli niepokój związany z jego pojawieniem się. W końcu, kto mógł wiedzieć o tym, co miało tutaj miejsce? Z pewnością nikt. Nie było żadnych światków. Chyba że uciekający ksiądz kogoś poinformował o rannej kobiecie i dziecku i ten pan przybył im z odsieczą? Kolejne słowa na to wskazywały, jednak jego zachowanie już nie. To, z jakim uporem zaczął wpatrywać się w Augusta, zdecydowanie nie wskazywało na nic dobrego.
Najpierw całe ciało Augusta zesztywniało. Stał się jakby zupełnie nieobecny, odsunął się od Maksa na krok. Ten, patrzył na niego zupełnie zdezorientowany. Pociągnął go delikatnie za rękaw kurtki, jednak August w żaden sposób nie zareagował na ten czyn.
-August! August! - wołał Maks, jednak nie przynosiło to żadnego skutku. Coś złego właśnie zaczynało się dziać.
Początkowo, Nicolae mógł pomyśleć, że wszystko idzie zgodnie z jego instrukcjami posłanymi do umysłu chłopaka. Zapomniał jednak o kilku, bardzo ważnych faktach w momencie, gdy ktokolwiek bawił się w hipnotyzera. Po pierwsze, swoje ofiary należało wybierać bardzo rozważnie. Po drugie, słabymi umysłami owszem, można zawładnąć, ale słabe umysły zdecydowanie bardziej były podatne na efekty uboczne tejże umiejętności na nich wpływającej. A tym bardziej dziecko.
August zdecydowanie nie wyglądał tak, jakby miał robić dokładnie to, co wampir mu rozkazał. Owszem, pokonał kilka kroków w jego kierunku i mógł sprawiać wrażenie zahipnotyzowanego, jednak nie do końca tak było. W dłoni dziecka, chwilę przed tym, gdy zrównał się z Akane i Nicolae, pojawił się długi nóż. Nie powinno ich dziwić to, że go posiadał. W końcu żył na ulicy, musiał się jakoś obronić. Bardziej mogło zaskoczyć ich to, co zdarzyło się dalej.
August, mimo niewielkiej, krwawiącej rany, obrodził się zupełnie nieświadomie, przeciwko swojemu oprawcy. Rzucił się na niego z nożem w dłoni, celując w jego ciało. Siła, którą w to włożył zdecydowanie musiała zaskoczyć wampira. W końcu nie zawsze dwunastoletnie dziecko atakuje go nożem prosto w brzuch. A tym bardziej dziecko, które miało być mu usłużne, jednak jego umysł nie podołał takiemu zadaniu. Musiał się Nicolae nauczyć, że dzieci nigdy nie wolno hipnotyzować, bo zawsze wychodząc z tego efekty uboczne. Mimo wielu lat na karku, widać, że wampir nie posiadł jeszcze całkowitej, tajemnej wiedzy.
Nóż zagłębił się w brzuchu wampira niemal po samą rękojeść. To jakby ocuciło z zupełnego amoku Augusta. Spojrzał przerażony na to co zrobił i nie czekając nawet sekundy, odwrócił się na pięcie i zaczął biec. Po drodze złapał tylko dłoń Maksa i biegł przed siebie, niemal ciągnąc za sobą dziecko, które jeszcze chwilę temu znajdowało się w podobnym stanie co jego uliczny brat. Teraz biegli, ile tylko mieli sił w nogach, byle by znaleźć się jak najdalej od tego miejsca.
avatar

Tytuł : Mistrz Gry
Wiek : Ogromny
Zawód : Mistrzowanie
Umiejętności : Zatruwanie życia graczom


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Akane Hayashi on 28/04/17, 03:24 pm

Myślała, że już po wszystkim. Opętany własną wizją świata człowiek uciekł, zostawiając ją z dwójką dzieci, które pewnie nigdy nie będą w stanie wymazać z pamięci tych traumatycznych przeżyć. Kiedy nie patrzyła na swoje ciało, krzywiąc się nieustannie, starała się śledzić wzrokiem ich poczynania. Wyglądało na to, że niepotrzebnie wysilała się, by cokolwiek do nich powiedzieć. Zdawali się jej nie słuchać, w ogóle nie zwracali na nią uwagi, zajęci sobą. Wzajemnym bezpieczeństwem. Naprawdę mieli szansę przetrwać, nawet w tak przykrych warunkach, w jakich przyszło im żyć. Mogli dorosnąć, znaleźć pracę, żonę, założyć rodzinę. A ona wedle swojego widzimisię mogła w sekundę położyć kres podobnym wizjom przyszłości. Przemknęło jej to przez myśl, już poza kwestią palącego pragnienia. Czy będą w stanie poradzić sobie z tym, co się właśnie wydarzyło? Czy może dzisiejsza noc przemieni je w ludzkie potwory? W cienie dawnych osobowości?
Osunęła się po pniu, bo nogi coraz gorzej radziły sobie z jej ciężarem. Skrzywiła się, gdy ruch jej ciała podrażnił kołek. Wyciągnęła nogi przed siebie w iście nieeleganckim stylu, tak samo nieelegancko usadzając się na względnie suchej trawie. Korona drzewa, pod jakim spoczęła, skutecznie uniemożliwiała kroplom deszczu przedarcie się przez gęsto pokryte liśćmi gałęzie.
Pochłonięta własnymi myślami nie od razu zauważyła, że ktoś zbliża się w jej kierunku. Zareagowała w bardzo ludzkim tempie, podnosząc głowę i zawieszając wzrok na mężczyźnie, gdy jego sylwetka rysowała się już wyraźnie w smugach deszczu. Przyglądała mu się ze stoickim spokojem, analizując powoli każdy element jego ubioru. Później spojrzała wymownie na swoją suknię, która dawno pożegnała się ze swą naturalną, żółtawą barwą. Teraz była zabrudzona, mokra i cała zakrwawiona. Nawet gorset się nie uchronił, brutalnie przebity przez szaleńca.
Zagarnęła z twarzy zlepione wodą pasma włosów, odrzucając je na plecy. Nie miała żadnego nakrycia głowy, co mogło świadczyć o jej nieobeznaniu z tutejszą modą. Nie była bynajmniej zawstydzona stanem, w jakim się znajdowała. Pozostając w całkowitym milczeniu pozwoliła, by przybysz mierzył ją wzrokiem tak długo, jak długo będzie miał na to ochotę. Puściła nawet mimo uszu jego uwagę, której normalnie by nie zignorowała. Nie lubiła, gdy ją przedrzeźniano.
- Obawiam się, że pozwolę - odrzekła niespiesznie, z wyraźnie słyszalną niechęcią przemieszaną ze zrezygnowaniem. Zerknęła na wyciągniętą do niej dłoń, jednak nie sięgnęła ku niej. Jak nikt inny wiedziała, że w tym świecie nie ma nic za darmo. Czy była gotowa zaciągnąć tak wielki dług u nieznajomego? Powędrowała za jego spojrzeniem, przez chwilę zatrzymując je na chłopcach, po czym skupiła się na powrót na jego twarzy.
- Nie podoba mi się pański uśmiech. - Była to uwaga jak najbardziej nietaktowna, ale szczera. W obecnym stanie nie powinna w ogóle zaprzątać sobie głowy czyjąś mimiką... diabeł jednak tkwi w szczegółach, czyż nie?
Odwróciła głowę w bok i kaszlnęła, wypluwając na ziemię krew. Jak prawdziwa dama w obecności dżentelmena. Maniery oczywiście były ostatnią rzeczą, jaką aktualnie się przejmowała. Wytarła usta wierzchem dłoni, a następnie dłoń tę wytarła w suknię. Wtedy właśnie spostrzegła, że mężczyzna zbyt długo i zbyt intensywnie wpatruje się w dzieciaki. Przyglądała się jak August zbliża się w ich kierunku. Sztywno, jakby pozbawiony został władzy nad swoim ciałem. Jego twarz zdawała się nie wyrażać niczego. Mimo iż nie mogła wiedzieć, że nieznajomy posłużył się jedną ze swoich umiejętności, jej oczy zwęziły się podejrzliwie.
- Nie po to ratowałam te dzieci - przerwała na moment, bo jej nos podchwycił słodki zapach człowieka - by je teraz zabić - dokończyła twardo, lecz nie ryzykowała wpatrywaniem się w chłopca. Odwróciła wzrok, usiłując skupić się na wampirze. Rozważała wcześniej opcję pozbawienia życia tych biednych istotek, ale na pewno nie zrobi tego w taki sposób. Nie pożywi się na dziecku. Blokada wewnętrzna była zbyt mocna, a Akane nie stała się krwiopijcą wczoraj. Nie rzuci się na Augusta, dopóki jej ust nie dotknie jego krew. W zasadzie to jakakolwiek krew.
Szczęście w nieszczęściu, nie musiała długo się opierać. Chłopak zrobił coś tak nieprzewidywalnego, że nie zdążyła nawet wyrzucić z siebie słowa ostrzeżenia. Choć, w gruncie rzeczy, niekoniecznie miała ochotę zaalarmować wampira. Wkrótce jednak będzie musiała zadecydować jakie przyjąć względem niego nastawienie. Na razie, widząc jak August odskakuje jak oparzony w reakcji na popełniony czyn, oparła cały swój ciężar na pniu i podniosła się do pozycji stojącej. Chyba wreszcie zadziałała adrenalina, bo jej ból stał się nagle dziwnie przytłumiony. Oczywiście wciąż istniał, wciąż krwawiła i wciąż ledwo się ruszała, ale zaczęła wszystko to odrobinę ignorować. Uśmiechnęła się gorzko do swoich myśli. Każdy umysł ma swoją wytrzymałość. Sytuacja uległa zmianie, stąd też zamierzała przyjąć zupełnie odmienne stanowisko. Mimo szczerych chęci nie mogła ich dłużej chronić. Była niemalże pewna, że takiego ciężaru dzieci nie udźwigną.
- Jaki ten los przewrotny - skomentowała, podążając wzrokiem za małymi uciekinierami. - Musimy ich złapać.
Podjęła decyzję za nich oboje, nie do końca będąc świadomą użycia formy mnogiej. Na próżno wyczekiwać troski czy nadmiernego przejęcia stanem wampira. Ona trzyma się z kołkiem w ciele, jemu więc nic nie będzie od małego noża. Przyjrzała mu się badawczo szukając potwierdzenia dla swoich rozważań. I wtedy naszła ją niepokojąca myśl, której mimowolnie pozwoliła odzwierciedlić się na jej twarzy. Co jeśli nie tylko zaniecha pomocy, a z jakiegoś powodu postanowi odbić swoją krzywdę na niej?
avatar

Wiek : 335/28
Zawód : Lichwiarka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Psychokineza
Punkty : 27


http://vampirekingdom.forumpl.net/t368-akane-hayashi#619 http://vampirekingdom.forumpl.net/t375-akane-hayashi#653 http://vampirekingdom.forumpl.net/t376-akane-hayashi#654 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Nicolae Levente on 28/04/17, 04:56 pm

W odpowiedzi na pierwsze słowa Akane, jego uśmiech jeszcze się poszerzył, choć wciąż nie obejmował oczu. To były dość niezwykłe słowa jak na kogoś, kto tkwi tutaj z kołkiem w boku, bez wyraźnej możliwości pomocy z innej strony. Oczywiście, ironicznie, Nico nie spodziewał się, że i jego spotka coś na ten kształt, nie uprzedzajmy jednak faktów.
- To wielka szkoda. Tak się staram - odrzekł bezbarwnie, zupełnie daleki od żałowania, że kobiecie jego uśmiech się nie podoba. Zabrzmiało to jednak bardziej neutralnie niż ironicznie.
Nicolae natomiast przestało się podobać, gdy dzieciak zamiast poddać się hipnozie się z niej wywinął. Nie uderzyło to w jego ego, uderzyło to jednak w jego brzuch. I to boleśnie. A właściwie nie "to", a nóż. Faktycznie był zaskoczony, ale nie odmalowało się to na jego twarzy. Najwyraźniej twarz miał już zastygniętą w beznamiętnym grymasie permanentnie i ciężko było to zmienić. Pochylił się, ale nie zgiął całkowicie, cierpiąc w całkowitej ciszy. Dopiero wtedy w jego oczach ukazał się przebłysk gniewu, tak subtelny, że nie sposób było go dostrzec. Dłonią sięgnął ku rękojeści, nie chciał jednak wyciągać noża bo wiedział, że to poskutkuje jedynie krwotokiem. Wstrzymał się zatem. Bolało jak cholera, ale nie należał do osób zbyt łatwo się rozklejających czy wściekających o byle co, zgodnie z tym zatem, choć każdy ruch sprawiał ból, nie skarżył się.
- To była moja ulubiona kamizelka - syknął pod nosem, świadomy, że teraz na jej przodzie będzie ziała paskudna, postrzępiona dziura. Nie wspominając o krwi, którą nie tak łatwo będzie wywabić. Zupełnie nagle pożałował tego, że nadrobił drogi i w ogóle tutaj przyszedł. Sięgnął do kieszeni i wyjął zegarek, w milczeniu zgadzając się z Akane. Owszem, powinni za nimi pójść. Dzieci uwielbiają paplać.
Zdjął z głowy cylinder, mierzwiąc sobie czarne włosy i odszedł kilka kroków od Akane. Zdjął również płaszcz, a potem kamizelkę, wcześniej wyjmując nóż. Nie, nie robił striptizu. Zakrwawionym sztyletem pociął kamizelkę na pasy, skoro i tak już do niczego się nie przyda, cały czas starając się ignorować mdlący ból w okolicach brzucha i wyraźnie się spiesząc. Regeneracja regeneracją, ale krwotok należy zatamować. Co prawda powszechnie wiadomym jest, że ciała obcego z rany się nie usuwa, ale bez tego rana nie mogłaby się zacząć regenerować. Po tym zrobił sobie prowizoryczny opatrunek uciskowy z pasa kamizelki. Krzywiąc się z bólu, który starał się ignorować, podszedł do Akane z zamiarem wyjęcia kołka.
- Wyjmę ci to, a potem ucisnę - zakomunikował ze skupioną miną. - Nie wiem, czy to, że nie chcesz pomocy jest wciąż aktualne... - dodał jeszcze, nie patrząc na Akane, a przymierzając się do kołka - Ale w związku z tym, że nastąpiły pewne zmiany strzelam, że już nie jest - dokończył i szarpnął, natychmiast przechodząc do tamowania krwotoku, uciskając ranę. Dlaczego jej pomagał zastanawiał się chyba sam. Prawdopodobnie głównie dlatego, że nie wystawiłby świadomie na śmierć innego wampira. Bynajmniej nie z powodu przyzwoitości, a raczej przez wzgląd na przynależność do Rady.
- Przytrzymaj tu - wskazał głową na uciskane miejsce. Jeśli Akane faktycznie postanowiła ucisnąć ranę, on w tym czasie wykonał kolejny opatrunek z pasów kamizelki, pilnując, by węzeł uciskał ranę. Nie mieli zbyt wiele czasu, powinni się napić krwi by przyspieszyć regenerację, jednak ciężko byłoby znaleźć tutaj o tej porze jakiś porządny posiłek.
- Jesteś w stanie iść? - Zapytał chłodno, kontrolując, czy opatrunek przesiąka. Przeczesał dłońmi włosy, zakładając je do tyłu.
avatar

Tytuł : Kat
Wiek : 996/25
Zawód : Medyk
Stan cywillny : kawaler
Umiejętności : Hipnoza (przeciętny), Iluzja (przeciętny)
Punkty : 39


http://vampirekingdom.forumpl.net/t398-nicolae-levente http://vampirekingdom.forumpl.net/t402-nicolae-levente#809 http://vampirekingdom.forumpl.net/t403-nicolae-levente#810 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sherlock on 29/04/17, 06:39 pm

/Omijam kolejkę
avatar

Tytuł : Mistrz Gry
Wiek : Ogromny
Zawód : Mistrzowanie
Umiejętności : Zatruwanie życia graczom


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics
» Park

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach