Hyde Park - Page 2

Hyde Park

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Akane Hayashi on 01/05/17, 03:08 pm

Subtelny przebłysk gniewu w oczach wampira rzeczywiście był na tyle subtelny, by umknąć uwadze Akane. Pozornie przyglądała się jego reakcji na otrzymane rany, jednak myślami odbiegła już gdzieś ponad to. Irytowało ją, że w ciągu ostatnich paru lat stała się aż tak słaba. Broniła ludzkich dzieci, narażając się na obrażenia, a gdy już przejęła je na siebie, nie była w stanie sobie z nimi poradzić. Natomiast stojący przed nią mężczyzna zdawał się zupełnie inaczej reagować na ból. Co najmniej jakby oberwał wykałaczką, a nie nożem. I ona sama podobnie zachowywała się w przeszłości, zanim jeszcze klasa samurajska zanikła.
Wróciła duchem do czasów obecnych w idealnym momencie, by usłyszeć o ulubionej kamizelce. Zignorowała tę uwagę, bo wyraźnie nie była skierowana do niej, ale przemknęło jej przez myśl, że ona sama nie miała czego żałować. I tak nigdy nie włożyłaby tego stroju ponownie.
Później skupiła się już całkowicie na poczynaniach wampira. Wodziła za nim wzrokiem, nie komentując ani jednym słowem. Nie należała do osób gadatliwych, jeśli sytuacja tego nie wymagała. Uniosła brew, kiedy mężczyzna zaczął zdejmować z siebie ubranie, ale nagle wszystko stało się jasne w chwili, w której pociął kamizelkę na części. Gdyby wpadła na to wcześniej, pomyślała, przyglądając się jak obwiązuje się prowizoryczną opaską, zatrzymałaby w organizmie znacznie więcej krwi.
- Żadna pomoc nie bywa bezinteresowna - odezwała się w końcu, przyjmując do wiadomości jego słowa. I nie powiedziała nic więcej. Przygotowała się na to, co miało zaraz nastąpić. Oparła mocno ręce o pień i zacisnęła zęby, przez co omal nie zakrztusiła się własną krwią. Wyszarpnięcie kołka z jej ciała spowodowało kolejne już dziś podrażnienie narządów, a to pociągnęło za sobą nieprzyjemne konsekwencje. Nie splunęła jednak, bo nie bardzo miała gdzie, a na siebie, a tym bardziej na niego nie wypadało. Przełknęła więc, krzywiąc się nieznacznie. Obrzydlistwo. Wszystko, tylko nie własna krew.
Pozwoliła mu obwiązać ranę. Odkleiła też plecy od drzewa, by w ogóle było to możliwe. Ciężar ciała przeniosła niemal całkowicie na zdrową nogę. Przytrzymała tam, gdzie kazał jej przytrzymać. Przez cały ten czas czuła się zobowiązana do niewydawania z siebie dźwięków. Bolało, ale postanowiła wziąć się w garść, biorąc przykład z niego. Nie będzie kwiczeć jak baba.
- Arigatō gozaimasu - podziękowała w swoim języku, szybko jednak zreflektowała się i przeszła na angielski. Zdarzały jej się jeszcze chwile zapomnienia. - Dziękuję. Z tobą porządku?
Zapytała wreszcie, uznając, że z czystej uprzejmości może to zrobić. Zerknęła na jego brzuch, zaraz wracając wzrokiem do twarzy. Jakby chciała z niej coś wyczytać, zapominając, że dotąd ani raz jej się to nie udało.
- Biec na pewno nie. Iść... nie wiem. Ale pójdę.
Przeniosła powoli ciężar ciała na zranioną nogę, a ta lekko ugięła się pod nią, zanim Akane opanowała sytuację i odzyskała w niej władzę. Westchnęła i zaczęła podwijać suknię, unikając nadmiernego pochylania się, bo mogło to wzmóc krwawienie z boku. Nie rozejrzała się nawet, by sprawdzić, czy nie ma czasem niewygodnych obserwatorów. Stojącym przed nią wampirem nie przejęła się kompletnie. Musiała umknąć jej książkowa informacja, że kobieta w żadnym wypadku nie powinna odsłaniać swoich kostek, a co dopiero całych nóg. Za zrobienie tego przy obcym mężczyźnie powinna trafić do więzienia, zgodnie z przekonaniami niejednej starej damy. Tymczasem, zamiast skruszona kierować się do więziennej celi, oderwała pas halki i obwiązała nogę podobnie, jak zrobiono to z jej bokiem. Nie podniosła przy tym sukni na tyle wysoko, by odsłonić za wiele, ranę miała tuż nad kolanem. Odsłoniła natomiast wysokie, skórzane buty, które w żaden sposób nie pasowały do reszty ubioru. Wygoda ponad elegancję! W końcu nikt miał ich nie ujrzeć.
- Również dostałam nożem - wyjaśniła, niezależnie od tego, jak wampir zareagował na to, co robiła. Opuściła suknię i poruszała nogą. Bolało cały czas tak samo. Nie przyznała się, że wcześniej nie wpadła na pomysł z bandażem. Zakaszlała, zakrywając usta dłonią. - Nie wszedł głęboko, ale nie wydaje mi się, by rana szybko zaczęła się zasklepiać. Potrzebuję krwi i, niech cię diabli, nie będę piła z dzieci.
Końcowa część wypowiedzi pod względem słownictwa nie była zbyt grzeczna, jednak Akane mówiła spokojnie i w miarę uprzejmie. Po prostu wyrażenia nie pasowały do tonu.
Opatrunek owinięty wokół jej ciała nie przesiąkał, choć wkrótce pewnie zacznie. Znacznie wspomagał go gorset, który skutecznie uciskał zdecydowanie większy obszar niż skrawek materiału. Postąpiła krok w kierunku ścieżki, zachwiała się, ale zaraz złapała równowagę i szła dalej. Z tym, że w głowie zamiast opcji ścigania chłopców, miała pełno myśli dotyczących konieczności pożywienia się.
avatar

Wiek : 335/28
Zawód : Lichwiarka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Psychokineza
Punkty : 27


http://vampirekingdom.forumpl.net/t368-akane-hayashi#619 http://vampirekingdom.forumpl.net/t375-akane-hayashi#653 http://vampirekingdom.forumpl.net/t376-akane-hayashi#654 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Nicolae Levente on 04/05/17, 11:43 am

Sęk w tym, że Nicolae był już za stary na pewne rzeczy, stąd zapewne taka, a nie inna reakcja na zadany ból. Był aż nadto świadom, że ból w końcu minie - zawsze mijał. Nawet gdyby był człowiekiem, w końcu by minął, a że dodatkowo był wampirem, minie jeszcze szybciej. Były takie rodzaje ran, które zostawiały znacznie głębsze ślady. Słowa, czyny. Potrafiły ranić bardziej niż ostrze, ale z czasem i one traciły swoją moc, tym bardziej, jeśli ktoś podobnie jak Nicolae zwyczajnie nie miał uczuć. Dlatego i gniew zabłysnął słabo, by po chwili zniknąć. Był zwyczajnie ponad takie rzeczy, a przy tym zbyt praktyczny, by pozwolić Akane się tutaj wykrwawić. Nie miał żadnego celu w pozostawieniu jej tutaj na śmierć, dlatego też jej pomógł.
W milczeniu przyjął jej słowa o tym, że pomoc nigdy nie jest bezinteresowna. Zgadzał się z tym i być może gdyby nie to, w jak niecierpiącej zwłoki sytuacji właśnie byli, mogliby o tym podyskutować. Nico uważał, że nawet jeśli ktoś tytułuje się altruistą, robi to tylko i wyłącznie z własnego egoizmu. Wszakże jak to miło móc powiedzieć, z całą pewnością, że się komuś pomogło i połechtać tym swoje ego, wmawiając dodatkowo wszystkim wkoło, że to z dobroci serca.
Z zadowoleniem przyjął milczenie Akane, jakby wręcz ciesząc się z tej ciszy. Bezsensowna paplanina rzadko go interesowała, tym bardziej w świetle wydarzeń, które na nią zwyczajnie nie pozwalały. Na podziękowanie nie zareagował niczym, poza przelotnym spojrzeniem w ciemne oczy wampirzycy. Nie spodziewał się podziękowań, bo nikt nigdy tego w stosunku do niego nie robił, pozostał jednak niewzruszony. Zrozumiał język japoński, bo pojedyncze zwroty gdzieś mu się tam zaplątały w odmętach pamięci, niemniej jednak kolejne pytanie zbiło go odrobinę z tropu i spojrzał na nią co najmniej tak, jak na jakiś ciekawy eksponat w gablocie.
- Na tyle, ile może być w porządku z dziurą ziejącą w brzuchu, owszem - odparł, wstając. Sam skontrolował stan rany, czy raczej stan opatrunku. Zostało mu jeszcze kilka pasów, które będą mogli wykorzystać. Sam sięgnął z powrotem po swój płaszcz i go założył, by ukryć krew. Jeśli stąd wyjdą i się na kogoś natkną, ewentualni przechodnie będą mieli pożywkę do plotek. Londyn nigdy wszak nie śpi i zawsze znajdzie się jakaś kurwa, która akurat będzie tędy przechodzić w poszukiwaniu klientów. One uwielbiają gadać.
- Nie uciekną daleko - nie wiedział, skąd ta pewność, wiedział natomiast, że jeśli nie znajdą ich tej nocy, to kolejnej. Za dużo miał w tym mieście znajomości, by dwa bachory mogły przejść niezauważone pod jego nosem. W milczeniu obserwował poczynania Akane, nie dbając o to, czy tym spojrzeniem ją zawstydzał. On sam zawstydzony bynajmniej nie był i nie byłby nawet, gdyby cała ta halka powędrowała w górę. Daleki od ludzkiej moralności udawał, że przestrzega pewnych zasad, gdy było to konieczne. Kiedy jednak miał do czynienia z przedstawicielem swojego gatunku, nie było takiej potrzeby. Dlatego nie powinno Akane zdziwić, że i słownictwo nie zrobiło na nim większego wrażenia. Po prostu obserwował, uważnie i  badawczo.
- Albo te dzieci były nadzwyczaj żywotne, albo ten uciekający stąd w popłochu mężczyzna wykazał nadzwyczajny refleks w rzucaniu kołkami - odparł powoli, niemal monotonnie, sięgając po kołek wyjęty z rany Akane. W zamyśleniu zważył go w dłoni. Musiał go stąd zabrać. Rozejrzał się również po miejscu zbrodni, celem uprzątnięcia i zatarcia ewentualnych śladów. Jeśli więc coś dostrzegł, to się tym zajmował. W międzyczasie, jeśli opatrunek przesiąknął, to go wymienił zużywając kolejny pas. Obserwował, jak próbuje ujść kawałek, ale ze względu na zranioną nogę poszło jej fatalnie. W myślach rozważył kilka opcji, wiedział jednak, że w takim stanie daleko nie zajdzie. Mógłby ją zostawić i samemu kontynuować poszukiwania, ale miał wrażenie, że była tak zaślepiona jakimś dziwnym rodzajem afektu do tych dzieci, że mu na to nie pozwoli. A w obecnym stanie raczej nie skupi się dostatecznie na zadaniu. Przekrzywił głowę w bok, ale podszedł do niej. To nie to, że było mu jej żal, bo czegoś takiego nie odczuwał już od prawie całego milenium. Wiedział jednak, że bez tego gestu niczego już dzisiaj nie załatwią, a powinni się spieszyć.
Wyjął zatem znów sztylet z laski i przez chwilę zrobił ruch taki, jakby kogoś chciał nim dźgnąć, w tym wypadku ciężko stwierdzić, czy siebie, czy Akane. W końcu jednak rozciął nadgarstek i wyciągnął go w stronę wampirzycy. Choć w ich społeczności było to gestem nadzwyczaj śmiałym i bardzo poufałym, on nie postrzegał tego w tych kategoriach. Ot, jego zachcianka, czy komuś akurat ustąpi tego zaszczytu, czy też niekoniecznie.
- Pij. Nigdzie nie zajdziesz w takim stanie. Na długo cię to nie zaspokoi, ale chociaż rany zaczną się szybciej goić - mruknął, a jego głos zabrzmiał niemal ponaglająco. Jak już wspomnieliśmy, Nicolae był przede wszystkim praktycznym. A w tej chwili praktyczniej byłoby, gdyby nie musiał nieść Akane na plecach, bo sam nie miał na to siły. Niewielka rana na nadgarstku to w porównaniu do dziury w brzuchu mała strata.
avatar

Tytuł : Kat
Wiek : 996/25
Zawód : Medyk
Stan cywillny : kawaler
Umiejętności : Hipnoza (przeciętny), Iluzja (przeciętny)
Punkty : 39


http://vampirekingdom.forumpl.net/t398-nicolae-levente http://vampirekingdom.forumpl.net/t402-nicolae-levente#809 http://vampirekingdom.forumpl.net/t403-nicolae-levente#810 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sherlock on 05/05/17, 12:01 am

Dopiero po kilkunastu krokach, Maks otrząsnął się z letargu, który Nicolae zasiał w jego umyśle. Wtedy dopiero był w stanie zrozumieć działanie Augusta i pomóc mu w ucieczce. Byle dalej od tego miejsca i tych ludzi, którzy jednak nie mieli prawa być dobrymi tak, jak początkowo zakładali chłopcy. W końcu, nikt dobry nie zachowuje się w taki sposób, jak ta Pani i ten Pan.
Gdy minęli bramę parku, byli już daleko od Akane i drugiego wampira, który przybył ją uratować. Nie mieli pojęcia co dzieje się w tym miejscu oraz o tym, że Nicolae postanowił opatrzyć zarówno siebie jak i swoją nową wampirzą koleżankę. Ich kroki nie były już słyszalne dla tamtej dwójki, byli zbyt daleko a ponad to, deszcz skutecznie zagłuszał jakiekolwiek odgłosy dalsze niż o 20 metrów. Czyli o wiele za blisko w stosunku do miejsca gdzie byli już chłopcy.
Kilka przecznic dalej, Maks powoli zaczął tracić oddech. Nie przywykł do tak szybkiego i dalekiego biegania. Ale August, gdy jego przybrany brat, choćby na moment zwalniał, ciągnął go z całych sił na przód. Wiedział jak ważne było to, by jak najszybciej się ukryć z dala od tych ludzi. Nicolae może i znał wielu w Londynie. Ale mało kto mógł znać Londyn tak dobrze jak włóczęgi, które na ulicy spędzały całe lub znaczną część swojego życia. A do takiego grona z pewnością zaliczał się August i od niedawna Maks. Teraz wychodziło to na korzyść dzieciaków.
Dopiero w odległości ok dwóch kilometrów od parku August pozwolił sobie i Maksowi na to, by zwolnić do marszu. Nie wiedział, że w tym czasie Nicolae właśnie pił swoją krwią Akane, która nie była zdolna do tego, by samodzielnie się poruszać. Nie wiedział o tym, że już za mniej więcej pół godziny, ona będzie miała znacznie większe szanse na to, by odnaleźć dzieci. W końcu regeneracja wampirzego ciała była znacznie szybsza w momencie, gdy spożył on wampirzą zamiast ludzkiej krwi. Ale dzieci nie mogły mieć o tym najmniejszego pojęcia, że już mniej więcej za pół godziny, ich życie będzie znów poważnie zagrożone.
Mimo, że przeszli do marszu, nadal się przemieszczali szybko jak na swój wiek i długość swoich nóg. Maks dyszał ciężko tuż za plecami Augusta, ale nawet na sekundę nie puszczał jego dłoni. Czuł tak, jakby to była ostatnia normalna rzecz w jego życiu. Jakby na tej dłoni kończył się świat i wszystko inne było czymś obcym i zagrażającym jego życiu. To śmieszne, jak wiele racji, zupełnie nieświadomie, miał w tej chwili ten dzieciak. W końcu, po takich wydarzeniach, nic nie mogło stać się takie jakim było. Wszystko musiało się zmienić.
Kolejne metry oddalały ich od potencjalnego zagrożenia. August wiedział, gdzie chce się znaleźć i gdzie będzie bezpieczny. Na drugim końcu miasta było miejsce, gdzie mu pomogą. Gdzie zawsze pomagali. Oni go nie zostawią na pastwę losu. Jego i Maksa. Ale dostanie się tam wcale nie było takie proste jakby się mogło wydawać. Spojrzał przez plecy na Maksa, który chyba odzyskał chociaż część sił, które wcześniej utracił. August miał nadzieję, że posiadał on ich znacznie więcej niż na to wyglądało.
-Maks, musimy biec dalej. - powiedział cicho. Młodszy z chłopców tylko kiwnął głową, niezdolny do powiedzenia czegokolwiek. I ruszyli biegiem, jeszcze bardziej oddalając się od zagrożenia. Kilometry odległości się znacząco zwiększały.
avatar

Tytuł : Mistrz Gry
Wiek : Ogromny
Zawód : Mistrzowanie
Umiejętności : Zatruwanie życia graczom


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Akane Hayashi on 05/05/17, 01:17 pm

Ona również przyjęła jego milczenie bardzo pozytywnie, choć i tak wszystkie jego kwestie wypowiadane były rzeczowo i zwięźle, tak jak lubiła. Praktyczność prawdopodobnie nie cechowała jej w takim stopniu jak jego, ale nie mogłaby nie zgodzić się, że w takiej sytuacji rozmowa zyskałaby miano zbędnej. Potrzebowali czynów, czyny zaś nie wymagały słów. Wychwyciła jego spojrzenie, gdy postanowił omieść wzrokiem jej twarz, uporawszy się wreszcie z prowizorycznymi opatrunkami. Skinęła wtedy delikatnie głową z czystego przyzwyczajenia, nie do końca na japońską modłę, ale grzecznie. Na kolejne spojrzenie, jej zdaniem znacznie bardziej natarczywe i nieprzyjemne, zareagowała uniesieniem brwi. Ludzie zwykli jej się w ten sposób przyglądać zdecydowanie zbyt często. Wiedziała, że chodzi im raczej o egzotyczną urodę, a więc o co chodziło jemu? Z całą pewnością zauważył wcześniej jej odmienność rasową, a pytanie zadała przecież normalne.
- Pomijając dziurę w brzuchu - uzupełniła, co tuż po jego odpowiedzi okazało się uzupełnieniem wyjątkowo spóźnionym i nieprzydatnym. Wzruszyła ramionami, nie dodając nic więcej. Zajęła się obserwowaniem jak wampir zakłada na siebie płaszcz, a to skłoniło ją do ponownego zainteresowania się własnym odzieniem. Gdyby chciała skomentować jego stan, chyba brakłoby jej słów. Angielska kobieta ze wstydu powinna zapaść się pod ziemię, Akane nie myślała jednak kategoriami przeciętnego Londyńczyka. Nie obawiała się skandalu, plotek rozpowiadanych przez jadowite żmije spędzające na ulicy zdecydowaną większość swojego życia. A było niemalże pewne, że jeśli ktoś rzeczywiście ich dostrzeże, wieści rozejdą się pocztą pantoflową zanim jeszcze wzejdzie słońce. Nieczęsto przecież widuje się zakrwawioną, pokiereszowaną parę przemierzającą miejskie aleje.
Gdy skończyła łatać swoją nogę, wyprostowała się i wróciła spojrzeniem do sylwetki wampira. Wcześniej rozejrzała się trochę, by upewnić się, czy aby na pewno nikt nie kręci się w pobliżu. Na wzmiankę o wybiegającym z parku mężczyźnie zapłonęły jej oczy, a ona sama zacisnęła pięści. I, o ile to możliwe, jej złość wezbrała w momencie, w jakim zerknęła na kołek.  Przez krótką chwilę miała ochotę wyrwać mu to paskudne narzędzie, szybko jednak porzuciła ten pomysł. Potem pozbyła się gniewu, przywracając twarzy naturalny wyraz. Rozluźniła pięści, poruszała palcami. Zaskoczyła samą siebie. Nie spodziewała się, że taki incydent mógłby ją do tego stopnia rozzłościć. Wiedziała natomiast, że niegrzecznie było nie odpowiadać na niewypowiedziane pytanie. Mimo to nie powiedziała nic. Skupiła się na zrobieniu kilku kroków, co kosztowało ją tyle wysiłku, że zaczęła walczyć z pokusą powrotu pod tamto drzewo. Nie zawróciła, za to zatrzymała się, by mieć chwilę na zastanowienie. Akurat w tym samym czasie podszedł do niej Nicolae. Przyjrzała się jego twarzy, ale zaraz jej uwagę przykuł wyciągany przez niego sztylet. Nie zrobiła uniku, nie wzdrygnęła się nawet, kiedy zamachnął się nim. Nie podejrzewała co zamierzał, nie próbowała zgadywać, chciała się przekonać na własnej skórze. Jedna rana więcej nie zrobiłaby jej różnicy.
- Nie chcesz chyba... - zaczęła cicho i urwała, gdy tylko zaczął mówić. Jej mina idealnie odzwierciedlała zaskoczenie, w jakie właśnie wpadła. Chciał. Westchnęła głęboko, co przypomniało jej o bólu. Tak naprawdę nie miała ochoty zadłużać się u niego bardziej niż to było konieczne. Ale czas naglił, każda sekunda mogła się liczyć. Chwyciła jego rękę, zawieszając spojrzenie na rozciętym nadgarstku. - Ten uciekający z parku mężczyzna będzie mnie błagał o śmierć.
Jej głos, jak wcześniej nie wyrażał zbyt żywych emocji, tak teraz aż emanował obietnicą czegoś iście diabolicznego. Wyraźnie zdecydowana była zadać ból, wyraźnie pragnęła, by cierpiał. Tym razem jednak nie dała się omamić wściekłości, choć podobne zdanie wypowiedziane z chłodnym spokojem mogło zabrzmieć groźniej niż gdyby rzuciła je w przypływie złości. Nie mogła albo nie zamierzała dodawać nic więcej, rana bowiem wkrótce się zasklepi. Uniosła jego rękę, by wygodniej jej było przycisnąć wargi do rozcięcia. Dawno nie miała w ustach wampirzej krwi, i mimo iż nigdy nie traktowała jej spożywania jako tabu, dziś nie mogła oprzeć się wrażeniu, że pociągnie to za sobą nieprzyjemne konsekwencje. Częściowo ignorując nacięcie, drasnęła kłami jego skórę i zaczęła sączyć. I tak nie pozostanie po tym ślad. Ach, bogowie, a cóż to była za krew! Przymknęła oczy, powstrzymując się przed wydaniem z siebie pomruku zadowolenia. Niemalże natychmiast poczuła przypływ sił, a głód powoli odchodził w zapomnienie. Przez grubą ścianę przyjemności przebijał się na szczęście głos rozsądku, który przypominał jej, że nie ma prawa wziąć od niego więcej, niż mógł jej dać. Jeśli nie została wcześniej odepchnięta, sama oderwała się od jego nadgarstka, na koniec przejeżdżając po ranie językiem. Jego krew zamąciła jej w głowie tak bardzo, że nie potrafiła się oprzeć. Puściła jego rękę i cofnęła się o krok. Dopiero wtedy otworzyła oczy, w których malowało się... rozbawienie. Spojrzała prosto w oczy Nicolae i miała nadzieję, że ani nie będzie unikał jej wzroku, ani jej nie zignoruje.
- Tak stary wampir dał się dźgnąć ludzkiemu dziecku? - Rozbawienie pobrzmiewało również w jej głosie. Nie szydziła z niego, nie kpiła. Była najzwyczajniej w świecie zaskoczona. Ale i wdzięczna za okazaną pomoc, okazywaniem wdzięczności jednak zajmie się później. Teraz musiała trochę ochłonąć, przyzwyczaić się do ciepła rozchodzącego się po jej wnętrzu. Nigdy w życiu nie piła takiej krwi. Nawet jej stwórca zdawał się być słabszy. A może wrażenia wzmocniło jej osłabienie? Może on wcale nie jest taki stary jak jej się wydaje? W co ona znów się wpakowała?
avatar

Wiek : 335/28
Zawód : Lichwiarka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Psychokineza
Punkty : 27


http://vampirekingdom.forumpl.net/t368-akane-hayashi#619 http://vampirekingdom.forumpl.net/t375-akane-hayashi#653 http://vampirekingdom.forumpl.net/t376-akane-hayashi#654 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Nicolae Levente on 06/05/17, 02:05 pm

Cóż, jeśli Nicolae się komuś natarczywie przyglądał, raczej nie wskazywało to na jego zainteresowanie czyjąś egzotyczną urodą, bowiem należał bez wątpienia do tych osobników, którym chyba nie mogłoby być bardziej obojętne, z kim akurat ma do czynienia. Osoby postronne dzieliły się na tych, których mógł torturować i zeżreć, oraz tych, za których był odpowiedzialny przez wzgląd na przynależność do rady. Cała reszta była mu nawet gorzej niż obojętna, chyba, że akurat mogła się do czegoś przydać. Zdarzało się to jednak wyjątkowo rzadko, bo zwykle udało się sklasyfikować wszystkich według powyższych dwóch kategorii.
- Pomijając to, czuję się oczywiście fantastycznie - odparł nie patrząc na wampirzycę, wciąż tonem bezbarwnym na tyle, że bynajmniej nie odnosiło się wrażenia, że mówi prawdę. Z drugiej strony nie wydawał się też kłamać, zatem sprawę samopoczucia można było uznać za zamkniętą. Nie przepadał zresztą za zadawaniem grzecznościowych pytań.
- Nie musisz udawać, że interesuje Cię moje samopoczucie. Doskonale wiem, że najchętniej wbiłabyś mi ten nóż jeszcze kilka razy, ażeby dobrze wsiąkło - dodał z wolna, podkreślając ostatnie słowo. Nawet nie patrzył na wampirzycę, więc gdyby spróbowała odczytać intencje tego sformułowania, miałaby z tym zapewne problem. Oczywiście nie czuł z tego tytułu żalu do Akane, właściwie nic nie czuł. Byli sobie obecnie potrzebni, to wszystko. Z tym, że w obecnej sytuacji to Akane potrzebowała bardziej jego.
W milczeniu pozwolił Akane na to, by zakosztowała jego krwi. Oczywiście, że był świadom tego, że lada moment to ona będzie w lepszej sytuacji. W końcu nie pierwszy raz zadłużał kogoś u siebie w ten sposób, znał konsekwencję tego czynu. Gdy skończyła i powiodła po ranie językiem, wciąż pozostał niewzruszony. Dzielnie ignorował ból rany brzucha, a gdy się odsunęła, wyjął z kieszeni płaszcza chustkę i wytarł nadgarstek z ledwo zakrzepłej krwi.
Usłyszawszy obietnicę zemsty Akane na uciekinierze, pozwolił sobie na grymas, który mógł być uśmiechem. Jak zwykle nie objął on jednak lodowatego spojrzenia. Wsparł się na lasce nieco ciężej, wciąż ignorując ból, który choć mu doskwierał, nie miał odzwierciedlenia w mimice jego twarzy. Nie przestał się uśmiechać nawet wtedy, gdy powiedziała na głos to, o czym sam myślał. Spojrzenie w oczy odwzajemnił, ale i tak nie można było w jego oczach dostrzec niczego, żadnej iskry. Tylko chłód.
- Lubię nieoczekiwane zwroty akcji. Lubię dawać im nadzieję na to, że mają z nami realne szanse. Wygrana bitwa nie oznacza wygranej wojny - odpowiedział powoli, wciąż z tym dziwnym uśmiechem. Oczywiście taka arogancja była tylko pozą. Bardziej obawiał się, że bachory zaalarmują łowców, wtedy zrobi się bagno. Będzie musiał najpewniej zaalarmować resztę rady i ich na to uczulić, w przeciwnym razie mogły wyniknąć z tego konsekwencje, które w chwili obecnej byłyby wyjątkowo niepożądane.
- Nie jesteś zarejestrowana w radzie - przekrzywił głowę w bok. Wciąż bezwstydnie wpatrywał się w jej ciemne oczy, nie mrugając ani razu. Ciężko stwierdzić, czy było to pytanie, czy po prostu stwierdzał fakty. Wiedział już, że dzieci zapewne zbiegły daleko i ciężko będzie im dzisiaj je wytropić. Wiedział też, że mogły poprosić kogoś o pomoc, a to komplikowało sprawę i to znacznie.
- Chcesz zająć się tymi dziećmi sama, czy mam zrobić to ja, alarmując tym samym radę? - Zapytał nagle, wciąż obserwując. Sam jeszcze nie zadecydował, czy faktycznie byłby skłonny pozwolić jej zrobić to samej, czy jednak poinformuje radę tak czy inaczej. Wszystko leżało teraz w rękach Akane.
avatar

Tytuł : Kat
Wiek : 996/25
Zawód : Medyk
Stan cywillny : kawaler
Umiejętności : Hipnoza (przeciętny), Iluzja (przeciętny)
Punkty : 39


http://vampirekingdom.forumpl.net/t398-nicolae-levente http://vampirekingdom.forumpl.net/t402-nicolae-levente#809 http://vampirekingdom.forumpl.net/t403-nicolae-levente#810 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sherlock on 07/05/17, 12:06 am

Opuszczam kolejkę
avatar

Tytuł : Mistrz Gry
Wiek : Ogromny
Zawód : Mistrzowanie
Umiejętności : Zatruwanie życia graczom


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Akane Hayashi on 07/05/17, 12:35 am

Puściła jego bezbarwną złośliwość mimo uszu, tak jak on uznając temat za zakończony. Skoro nie potrzebował uprzejmości, na co wskazywał jego ton, niech tak będzie. Jego kolejne słowa sprawiły natomiast, że najpierw spojrzała na niego jak na idiotę, a zaraz potem tak, jakby chciała zamordować go samym wzrokiem. On jednak wcale na nią nie patrzył, nie miała więc okazji do odegrania roli bazyliszka. A szkoda. Może by go zmroziło? Zamyśliła się, analizując ostrożnie to, co powiedział, bo poza ciskaniem piorunami tylko to jej pozostało. Czy miał w tym jakiś konkretny cel? Czy były to jedynie puste oskarżenia? Zwróci mu na to uwagę później, kiedy będzie w stanie wyciągnąć jakiekolwiek wnioski. Na razie wypadało skupić się na pożywianiu.
Do głowy jej nawet nie przyszło, że mogłaby teraz wykorzystać chwilę jego osłabienia i rzeczywiście poprzebijać go nożem. Świetna zabawa, doskonały pomysł na spłacenie długu! Nie. Akane poczuwała się do obowiązku ochronienia go przed ewentualnym niebezpieczeństwem, dlatego tak absurdalne wydały jej się jego słowa. Właśnie w ten sposób funkcjonowała, oko za oko, ale też przysługa za przysługę. Czyste interesy i kwestia honoru, bez angażowania w sprawę żadnych uczuć.
Gdy się wyprostowała, odsunęła i wyraziła na głos swe spostrzeżenia, z zadowoleniem stwierdziła, że wampir wreszcie spojrzał jej w oczy. Powoli przyzwyczajała się do ich niewzruszonego wyrazu. Niezależnie od tego w jaki sposób wykrzywiała się jego twarz, te pozostawały niezmienne.
- Lubisz więc bawić się w kotka i myszkę. To niezdrowe dla obu stron - stwierdziła po prostu, bez większych emocji. Niby to jemu zarzucała na wpół świadomie obojętność, podczas gdy ona często wcale nie była lepsza. Nie przejrzała jego odpowiedzi, nie odnalazła drugiego dna. Nie podzielała tym bardziej jego obaw, bo ani z łowcami, ani z radą nie miała za wiele wspólnego. Usłyszawszy kolejne zdanie, podjęła z nim bitwę na spojrzenia.
- Nie - odrzekła po chwili. W oczach, w które tak usilnie się wpatrywał, mógł ujrzeć nieskalaną niczym szczerość. - Nie jestem zarejestrowana w radzie.
Teoretycznie powinna zignorować jego uwagę i pozostawić wszystko domysłom. Nie sądziła, by miał pewność, że jest tak albo inaczej. Prawdopodobnie ją sprawdzał, tylko po co? Japonka nigdy nie uciekała się do kłamstw, mogła jedynie zbyć kogoś milczeniem. Ale znów, po co?
- Czy w Anglii panuje zwyczaj oskarżania kobiet o wszystko, co ślina na język przyniesie? Dlaczego sądzisz, że chciałabym twojej krzywdy? - zapytała wreszcie, ostatecznie nie wymyśliwszy wyjaśnienia dla wytoczonego w jej stronę zarzutu. Brzmiała na urażoną, po wcześniejszym rozbawieniu nie pozostał ślad. Odmówiła tym samym podjęcia decyzji w temacie dzieci, kierując rozmowę na inne tory. Najchętniej, oczywiście, wytropiłaby je sama. Również zdawała sobie sprawę z tego, że chłopcy zdążyli już uciec daleko, nie stanowiło to jednak większego problemu. Mogła je znaleźć, zabić bezboleśnie, tak, by nie zdążyły się nawet przerazić. Wiedziała, że muszą zginąć. Wiedziała, ale z jakiegoś powodu nie podzieliła się tą wiedzą z Nicolae.
Zerknęła na swój bok. Przycisnęła dłoń do miejsca, w którym pod warstwą materiału skrywała się paskudna dziura i skrzywiła się. Opatrunek był mokry od krwi, ale jeszcze nie przesiąkł całkowicie. Czuła się znacznie lepiej, mimo to nawet z tak starą krwią płynącą w jej żyłach nie zregenerowałaby się natychmiastowo. Przynajmniej bez problemu trzymała się na nogach i nie kaszlała już na kolorowo. To duży plus. Wróciła spojrzeniem do twarzy wampira, wcześniej zatrzymując je na moment na jego brzuchu. Pamiętała, by nie interesować się jego samopoczuciem.
- I... Czy rada wydaje wyrok śmierci na wszystkie niezarejestrowane wampiry?
Nie było w niej strachu. Zwyczajnie chciała znać odpowiedź. Nie miała najmniejszej ochoty stawać się częścią żadnego stowarzyszenia, a o Radzie tak naprawdę wiedziała tyle co nic. Miała już dość podlegania innym. Wysłużyła swoje i jeszcze zanim opuściła ojczyznę zdecydowała, że nie będzie mieć nad sobą pana. Z drugiej strony nie wybierała się wcale do grobu.
avatar

Wiek : 335/28
Zawód : Lichwiarka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Psychokineza
Punkty : 27


http://vampirekingdom.forumpl.net/t368-akane-hayashi#619 http://vampirekingdom.forumpl.net/t375-akane-hayashi#653 http://vampirekingdom.forumpl.net/t376-akane-hayashi#654 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Nicolae Levente on 09/05/17, 09:42 am

Może faktycznie by go zamroziło? Ale w sumie wątpię. Już i tak był zamrożony. Nawet jeśli więc dostrzegł niezadowolenie na twarzy Akane, niczego to nie zmieniło. Zapewne błędnym było jego założenie, że wszyscy na tym świecie mają równie nieczułe intencje, co on, nie zmieniało to jednak faktu, że jak przez niemal tysiąc lat tkwiło się w takich przekonaniach, ciężko pozbyć się ich w przeciągu kilku chwil i pod wpływem dopiero poznanej osoby. A zatem po prostu pozostawał niewzruszonym sobą, choć nie bez zadowolenia uzmysłowił sobie, że widzi jak i wampirzyca zupełnie nagle zobojętniała.
- Dlaczego tak uważasz? - Zainteresował się nagle. Nie miał co prawda jakichś głębokich dywagacji na temat tego typu zabawy, ale skoro Akane już to powiedziała to chciał, by wyjaśniła o co w zasadzie konkretnie jej chodzi. Powoli ruszył przed siebie.
- Moje preferencje rozrywkowe nie mają tutaj nic do rzeczy - dodał jeszcze, wciąż wspierając się ciężko na lasce. Właściwie chyba powolutku zaczynało bawić go, że zamiast faktycznie ścigać bachory, stoją tutaj i sobie gawędzą, ale nawet on musiał przyznać, że i tak w obecnym stanie, ich prędkość poruszania się byłaby marna w porównaniu do młodych nóżek niesionych strachem.
Przez dłuższą chwilę kontynuował odwzajemnianie spojrzenia. Nie było widać w nim wzburzenia, czy właściwie czegokolwiek. Żadnej reakacji na potwierdzone przez niego założenie. W zasadzie było mu zupełnie wszystko jedno, czy Akane jest zarejestrowana, czy też nie. Ale za to z wiedzą, której mu właśnie udzieliła, właściwie mógł ją tutaj teraz zostawić. Nie była w radzie. Nie jego obowiązkiem było jej pilnować. I nie jego obowiązkiem było jej pomagać, choć... Pomocy cofnąć już nie mógł. A nawet gdyby mógł, to raczej by tego nie zrobił. Bo Nicolae pomoc traktował jak opłacalny biznes. Za ten akurat przyszło zapłacić mu ulubioną kamizelką, dlatego też wampir żywił szczerą nadzieję, że odpłaci mu się to w przyszłości.
- Nie tylko w Anglii, gwoli ścisłości. Choć daję światu kilka lat i jakąś poważną wojnę, a sytuacja kobiet zapewne ulegnie poprawie - rzucił nieco znudzonym tonem. Drugie pytanie zignorował uznając, że odpowiedź na nie jest zbyt oczywista, by mówić o tym na głos. A dlaczego miałaby nie chcieć? To okrutny świat i paskudne miejsce. Nie ma w nim miejsca na współczucie.
Nicolae też wiedział, że dzieci muszą zginąć. Dlatego też pozostawił Akane wybór, choć obecnie zmieniła temat. Mogła się jedynie domyślać, biorąc pod uwagę zachowanie Nicolae, że jeśli to on się nimi zajmie, to nie będzie bezbolesna śmierć.
- Dopóki nie sprawiają problemów i siedzą cicho... Nie - odparł bardzo powoli, przeciągając sylaby. Ponownie przekrzywił głowę i przyglądał się Akane z pasją, z jaką kolekcjoner patrzy na motyla, którego przypina właśnie szpilkami do kartki. Jego ton wydawał się coś sugerować. Najpewniej to, że przez wzgląd na dzisiejsze wydarzenia, Akane nie kwalifikuje się do wampirów, które nie sprawiają problemów.
avatar

Tytuł : Kat
Wiek : 996/25
Zawód : Medyk
Stan cywillny : kawaler
Umiejętności : Hipnoza (przeciętny), Iluzja (przeciętny)
Punkty : 39


http://vampirekingdom.forumpl.net/t398-nicolae-levente http://vampirekingdom.forumpl.net/t402-nicolae-levente#809 http://vampirekingdom.forumpl.net/t403-nicolae-levente#810 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sherlock on 11/05/17, 03:33 pm

Na chwilę obecną o dziwnych maluchach, dzieciach ulicy, słuch zaginął. Zdążyli się odpowiednio ukryć i być może ich los nie zostanie zakończony tak szybko jak wszyscy przypuszczali. W końcu, byli bardzo dobrze ukryci. Inni, im podobni bezdomni, potrafili dokonać wielu ciekawych rzeczy, jeśli im na tym zależało.
Wieczór jednak się nie kończył tylko na polowaniu na Augusta i Maksa, oraz na bójce z Łowcom wampirów. Akanie i Nicolae mogłoby się wydawać, że teraz będzie już spokojniej i łatwiej. No cóż, nic bardziej mylnego.
Rada wampirów, była stowarzyszeniem, które kontrolowało każdy aspekt wampirzego żywota, na każdym kontynencie. To, że własnie w Zjednoczonym królestwie miała siedzibę, mogło być katorga dla mieszkańców tego państwa, bądź nagrodą dla wampirów, że Rada zawsze jest na wyciągnięcie ręki. Było w niej kilka działów i każdy wampir, który nie był zarejestrowany mógł liczyć na to, że kiedyś spotkają go bardzo duże tego konsekwencje. Niektórzy, Ci, którzy byli Radzie bardziej niż inni potrzebni, mogli odkupić swoje winy prostszymi, bądź tymi bardziej skomplikowanymi zadaniami. Niektórzy odpowiadali za sprowadzanie innych wampirów, za swoistych kurierów, a jeszcze inni za szpiegowanie miasta i jak najszybszym donoszeniu członkom Rady o tym, co się działo na ich terenach. Nicolae jak nikt inny powinien o tym wiedzieć i pamiętać. W końcu sam był aktywnym członkiem Rady.
Zdarzenia, które miały miejsce tego wieczoru w Hide Parku, nie mogły przejść niezauważone w świecie wampirów. W końcu to był naprawdę potężny cios: ktoś, niechybnie łowca, zaatakował jednego z nich i uciekł, raniąc tamtego. A szpiedzy, którzy mogli się w tej okolicy pojawiać, z pewnością powiadomiliby natychmiast kogo trzeba o danych zdarzeniach. Nic dziwnego, że ktoś był akurat niedaleko tego miejsca. W końcu to jeden z największych parków w Londynie, tam zawsze dużo się działo, bez względu na porę dnia czy nocy.
Dlatego właśnie, około pół godziny po tym, jak dziwny ksiądz uciekł z miejsca zdarzenia, stukot obcasów rozległ się na bruku. Mimo deszczu, ktoś przemierzał jedną z uliczek w parku, ewidentnie kierując się w stronę dziwnej pary w niej przebywającej. Nic dobrego nie mogło z tego wyniknąć i to było pewne.
Mężczyzna, który szedł, był wysokim, miał przyprószoną siwizną skroń oraz szczupłą sylwetkę. W jednej dłoni trzymał parasol broniący go przed deszczem, który nadal nie odpuszczał, a  w drugiej, długą laskę na której wyraźnie się podpierał. Jakiś czas temu musiał doznać poważnej kontuzji co było widać po sposobie jego poruszania się. Nicolae musiał go znać. W końcu był to Szef działu w którym on pracował.
Zatrzymał się w niedużej odległości od Akane i Nicolae. Spojrzał na nich, a jego brwi powędrowały ku górze. Nie spodziewał się takiego widoku. Zachciało mu się śmiać, jednak stłumił ten odruch w sobie. Nie mógł uwierzyć, że ktoś dał się doprowadzić do takiego stanu zwykłemu człowiekowi.
-Charles Mortis, Szef Działu Katów w Radzie Wampirów. - przedstawił się, taksując spojrzeniem najpierw Akane, a potem na dłużej zatrzymując się na Nicolae. - Z kim mam przyjemność?
avatar

Tytuł : Mistrz Gry
Wiek : Ogromny
Zawód : Mistrzowanie
Umiejętności : Zatruwanie życia graczom


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Akane Hayashi on 11/05/17, 11:14 pm

A może to właśnie Akane po setkach lat mieszania się w ludzkie wojny, walczenia z ludźmi ramię w ramię, za bardzo zaczęła ich przypominać? Może każdemu wampirowi prędzej czy później pisane jest zostanie niewzruszonym głazem, którego jedyną rozrywką i zarazem ucieczką od stagnacji będzie mordowanie? Japonka zdawała się trwać w zawieszeniu między tymi dwiema rzeczywistościami, niepewna w którą stronę korzystniej byłoby się przechylić. Już teraz sporo rzeczy wykonywała machinalnie, nie zastanawiając się po co i dlaczego. Z drugiej strony jednak, jak dziś się okazało, potrafiła jeszcze współczuć oraz wykazać się dobrocią, choć nie do końca bezinteresowną. Kim więc ją to czyniło? Do wampirzej Matki Teresy zdecydowanie wiele jej brakowało.
- Dlaczego? - zastanowiła się, dołączając do niego. Szła tuż obok, ani nie wychylała się do przodu, ani nie zostawała w tyle. - Dajesz innym złudną nadzieję. Wierzą, że uda im się wygrać, rozpaczliwie chwytają się tej cienkiej nici, która, jak sądzą, doprowadzi ich do wyjścia. Cierpią, a mogę się założyć, że wielu na takie cierpienie nie zasługuje. Ty zaś od początku do końca zdajesz sobie sprawę z ich położenia. Wiesz, że niezależnie od tego, co zrobią, nie uda im się, bo ich los został dawno przesądzony. A to czyni z ciebie socjopatę. I nie mów mi, że twoje preferencje rozrywkowe nie mają tu nic do rzeczy.
Utrzymała wcześniejszy ton. Mówiła lekko, ale bez wyrażania emocji mogących nakierować słuchacza na jej stosunek do podjętego tematu. Zupełnie jakby ktoś poprosił ją o wyjaśnienie jakiegoś pojęcia, a ona bez zająknięcia wyrecytowałaby z pamięci książkową definicję.
Uniosła brew, widząc jak Nicolae ciężko opiera się na lasce, ale nic nie powiedziała. Gdyby tylko wyraził na głos swoje rozbawienie sytuacją w jakiej się znajdowali, z cała pewnością przyznałaby mu rację. Oni, dwoje wampirów, pokonani przez szalonego księdza i przestraszonych chłopców. Z tym że Akane naprawdę nie sądziła, by dzieci mogły rozesłać o nich plotkę. To sieroty, nie mają dokąd pójść, nie mają do kogo zwrócić się o pomoc. Nawet jeśli jakimś cudem dotarłyby na komisariat i jeśli nie zostałyby stamtąd wyrzucone, i tak nikt by im nie uwierzył. Bardziej obawiała się tamtego mężczyzny. Wariat zawsze będzie stanowił zagrożenie.
- W tym momencie powinieneś powiedzieć, że przykro ci z powodu wysuwania nieprzemyślanych oskarżeń.
Ciężko stwierdzić czy była poważna, czy chciała zażartować. Nie zaśmiała się, ale wprawne ucho bez problemu mogło wychwycić cień dawnego rozbawienia. A to oznaczało, że postanowiła puścić w niepamięć całą tę przykrą uwagę. Postanowiła również nie komentować sytuacji kobiet na świecie. Nawet jeśli nie o to jej chodziło podczas zadawania pytania, nie mogła się sprzeczać. W obecnych czasach płeć piękna miała po prostu być piękna. Najlepiej zamknięta w domu i całkowicie posłuszna mężowi. Tyle że znów, w swojej ojczyźnie Akane nie odczuła na sobie tej dyskryminacji. Zbyt długo bawiła się w przebieranki, by ktokolwiek mógł odkryć w niej kobietę.
- Pozwolę sobie nie przypominać ci dlaczego dzieci uciekły. - Małe złośliwości nawet jej się zdarzały. Nie wiedziała wprawdzie w jaki sposób przyczynił się on do dziwnego zachowania brzdąców, coś jednak musiało być na rzeczy.
Zauważyła oczywiście, że Nicolae dziwnie jej się przyglądał. Nie unikała jego spojrzenia, nie kurczyła się w sobie ze strachu. Nie okazywała też pokory, ale bynajmniej nie dlatego, że nie uznawała jego siły. To, że ktoś w danej chwili nie czuł się najlepiej nie oznaczało osłabienia jego autorytetu. Nie prezentowała sobą ani jednej cechy wskazującej na uniżoność, bo w jego słowach odnalazła groźbę. Nikt od dawna jej nie groził. Dlaczego sprawiło jej to chorą przyjemność? Cóż, pewnie szybko się nie dowiemy.
Zatrzymała się, dostrzegając w oddali kierującą się ku nim postać. Miała nadzieję, że jej towarzysz zrobił to samo z własnej woli. Nie chciała ciągnąć go za rękaw, ale pociągnęłaby, gdyby wciąż szedł przed siebie, w ten sposób dając mu do zrozumienia, by poczekał.
- Czuję, że pakuję się w coraz większe bagno - oznajmiła proroczo przyciszonym głosem, ledwie powstrzymując się przed pełnym bólu istnienia westchnieniem. Skoro mężczyzna wyraźnie zbliżał się właśnie do nich, na pewno czegoś od nich chciał. Nie próbowała nawet rozpalać w sobie nadziei, że jest inaczej. Nie po wydarzeniach dzisiejszego wieczoru.
I proszę, jaka z niej wieszczka! Tytuł, jakiego użył przybysz, zwiastował kłopoty. Kłopoty zwłaszcza dla niej, bo nowego kolegi nie podejrzewała o nie bycie zarejestrowanym. Tę możliwość wykluczyły jego wcześniejsze słowa. Zmierzyła Szefa Działu Katów uważnym, ale nie natarczywym spojrzeniem. W przeciwieństwie do niej prezentował się nienagannie. Czuła jak przykleja się do niej wszystko. Włosy lepiły się do twarzy, do szyi, suknia straciła całkowicie swą objętość i również przylgnęła do ciała w niektórych miejscach. Deszcz zamiast zmyć krwiste plamy, jedynie je rozmazał. Powinno być jej wstyd? Nie było.
- Akane Hayashi.
Grzecznie skinęła głową, ale nie powiedziała nic więcej. Wychodziła z założenia, że w przypadku takiego rozmówcy lepiej uchodzić za małomównego, niż chlapnąć o słowo za dużo. Zastanawiała się w jaki sposób się przedstawić, dlatego chwilę zwlekała z odpowiedzią. Ostatecznie wybrała wersję angielską, z imieniem poprzedzającym nazwisko. Zerknęła na Nicolae, jakby szukając u niego wsparcia w czekającej ich dyskusji.
avatar

Wiek : 335/28
Zawód : Lichwiarka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Psychokineza
Punkty : 27


http://vampirekingdom.forumpl.net/t368-akane-hayashi#619 http://vampirekingdom.forumpl.net/t375-akane-hayashi#653 http://vampirekingdom.forumpl.net/t376-akane-hayashi#654 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sherlock on 28/06/17, 03:59 pm

Szczęście Akane polegało na tym, że Szef działu Katów w Radzie wampirów nie zamierzał dłużej wnikać w sytuację, która miała tu miejsce. Niejedno spotkał za swojego żywota i nie zamierzał zbyt długo rozwodzić się nad tym, co tak naprawdę nie było istotne. Bo w końcu czymże jest trochę krwi ludzkiej bądź nawet wampirzej gdy ma się całe stulecia aby jej smakować i ponownie marnotrawić jak Ci tutaj.
Spojrzał na Akane wzrokiem, który nie należał do najmilszych. Ale taki już był. Nic więc dziwnego, że wielu mogło go z tego powodu nie lubić, ale na tym akurat najmniej mu zależało.
-Posprzątajcie tutaj. Żebym nie musiał nikogo do was wysyłać. Dzisiaj macie już zakaz jakiegokolwiek polowania. Mam nadzieję, że to jest jasne dla was. - rzekł głosem nieznającym sprzeciwu. To powiedziawszy, odwrócił się na pięcie z zamiarem odejścia. Nic tu po nim.

[Zt. x2]
avatar

Tytuł : Mistrz Gry
Wiek : Ogromny
Zawód : Mistrzowanie
Umiejętności : Zatruwanie życia graczom


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Lucrezia Delaunay Yesterday at 09:05 pm

Lucy nie wychodziła za często z mieszkania pracodawcy. Miała tam dzieci, którymi się zajmowała i to jej w gruncie rzeczy wystarczało. Bała się przed sobą przyznać, że jest przerażona, iż wychodząc z domu ktoś mógłby ją rozpoznać, jako żonę francuskiego terrorysty. Nie chciała ryzykować, pragnęła żyć normalnie, ale…
Nie potrafiła. Niestety nie wszystko było tak proste jak przypuszczała. Potrafiła mieć spokojne sny, ale również takie, co pokazywały jej wszystkie obawy, bądź tragiczną przeszłość. Modlitwy nie pomagały, dziwaczne terapie zapachowe, która zaproponowała jej znajoma służka, dokładały tylko kolejne małe igiełki, które kuły Lucrezię i tym samym przypominały, że nigdy nie zazna spokoju.
Pocieszała się, że złych snów było mniej i pokładała wszelkie nadzieje w tym, iż czas odpędzi nocne mary od niej oraz pozwoli zaszyć wciąż świeże rany.
Tego dnia dostała dzień wolny, który możliwe, że przeobrazi się w kilka dni wolnych. Dzieci przyjaciela jej męża pojechały za granicę, a ich ojciec uszanował to, iż Lucy nie chciała (a raczej nie mogła) wracać do Francji, dlatego też przydzielił im kogoś innego, jako opiekuna.
Może być to dla was dziwne, ale Delaunay nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Wpierw, pomimo niechęci współpracowniczki, pomogła służącej w drobnych pracach, a gdy ta kazała jej znikać… Blondynka niezbyt chętnie opuściła domostwo.
Ostatnio nieczęsto wychodziła. Każde jej wyjście wyglądało niemal tak samo. No może z kilkoma wyjątkami… Christopher doprawdy zapadł jej w pamięć i czasem przypominała sobie (jak przez mgłę) jego osobę. Rozmawiała z nim zaledwie chwilę, a miała mieszane uczucia, co do tej tajemniczej postaci. Nawet sam akt zapoznania się z nim był dziwaczny, bo o ile pamięć naszej niewiasty jest dobra, tak pan McQueen pomylił ją z kobietą o imieniu Ophelia. Nigdy nie była w tak groteskowej sytuacji i uwierzcie… Chyba wolałaby tego nie powtarzać, stres bardzo źle wpływa na jej kruchą personę.
Zanim wyszła, oczywiście przebrała się w wyjściową suknię, jednakże… Odbicie w niewielkim lustrze jej nagiej postury, sprawiło, że Lucy zatrzymała się na chwilę. Jej wzrok dokładnie badał to, co widziała. Położyła obie dłonie na brzuchu i wzdrygnęła się, gdy poczuła zimno. Do oczu od razu naleciały łzy… Tak bardzo chciała urodzić mu dziecko.
Odzienie nie miało wielu zdobień i było utrzymywane w kolorze czerwieni faluńskiej. Skąd tak intensywny kolor u dziewczęcia, które nie chce na siebie zwracać uwagi?
Mogę zdradzić, iż ta suknia była niezwykle podobna do tych, które posiadała przed tym jak jej mąż został zamordowany. Kiedy wspomniała go, gdy obserwowała swe odbicie, stwierdziła, że chciałaby poczuć jego obecność, więc ją znalazła w nawet tak prostej rzeczy, jak ubiór. Corneliusz zawsze twierdził, że do twarzy jej w czerwonym, choć sama Lucy preferowała błękit.
Włosy pozostały rozpuszczone, a na głowę Lucy założyła kapelusik z woalką, która zasłaniała jej kawałek lewej części lica.
W takim stanie znalazła się w Hyde Parku i spokojnie spacerowała tamtejszymi ścieżkami.
avatar

Tytuł : brak.
Wiek : 18 lat.
Zawód : guwernantka.
Stan cywillny : wdowa.
Umiejętności : jazda konna oraz pierwsza pomoc.
Punkty : 3


http://vampirekingdom.forumpl.net/t466-lucrezia-delaunay http://vampirekingdom.forumpl.net/t468-lucrezia-delaunay http://vampirekingdom.forumpl.net/t469-lucrezia-delaunay Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Gabriel Pierce Today at 04:38 pm

Pilnowanie posiadłości wampirzej niby wydawało się sporym obowiązkiem, to jednak w większości nieco nudnym. Mimo wszystko, kobieta ta kiedyś ocaliła jego życie to w zamian zażyczyła sobie go mieć jako swojego lokaja i ochroniarza. Nie miał jednak wyjścia jak się zgodzić, dodatkowo pod przymusem trzymania w tajemnicy jej rasy pochodzenia. Do stracenia nie miał nic, ale jednego zaś pragnął. Odnaleźć swoje zaginione dziecko, jeżeli się urodziło. Pojęcia też nie miał, jakiej było płci. Ma syna czy córkę? Czy jego ukochana przeżyła? Tyle lat minęło i ani śladu po jednym i drugim. Jedyne co miał, to siebie. Z wampirzycą bardziej starał się być pomocny zawodowo.
Tego zaś popołudniowego dnia, pozwolił sobie na niedługi spacer po Hyde Parku. Przy okazji zamierzając w drodze powrotnej zrobić parę zakupów. Otrzymywał swoją wypłatę, więc mógł jakoś przeżyć. Jego Pani chcąc mieć sprawnego opiekuna ludzkiego a dnia, musiała o niego dbać.
Ubrany w brązowy płaszcz do kolan i białą koszulę pod nim z bordową kamizelką oraz czarnymi spodniami i obuwiem, przemierzał ulice parku. Miał zarost i to porządny. Długie włosy były związane w kitę z tyłu czarną wstążką. Jak na status niewolnika, lepiej się prezentował niż ponad dwadzieścia lat temu. Czy może i więcej. Wyglądał jak dobrze zadbany mężczyzna.
W pewnym momencie przystanął, przyglądając się bawiącym i biegającym dzieciom. Wspomnienia, że i on mógł zostać ojcem. Gdyby nie te nieprzyjemne wydarzenia z przeszłości, zapewne jego życie potoczyłoby się inaczej. Los jednak chciał jeszcze inaczej.
avatar

Tytuł : Niewolnik
Wiek : 51 lat
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Jazda konna, broń biała, sztuki walk
Punkty : 1


http://vampirekingdom.forumpl.net/t554-gabriel-pierce#2111 http://vampirekingdom.forumpl.net/t587-gabriel-pierce#2423 http://vampirekingdom.forumpl.net/t586-gabriel-pierce#2422 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hyde Park

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics
» Park

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach