Tamiza - Page 3

Tamiza

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Konstantin Woronow on 11/12/17, 12:44 pm

Podbiegł do kluczyka i uniósł tryumfalnie znalezisko. I pomyśleć, że za taką bzdurę był w stanie wyrżnąć pół miasta, albo siebie, co też było średnie. Radość mieszła się z wściekłością, która jeszcze go nie opuściła.
Podszedł zadowolony do dziewczyny, chowając kluczyk do kieszeni. Mało kiedy mógł zobaczyć, że ktoś cieszy się z nim. Przecież nawet nie miała pojęcia z kim przebywa, ani dlaczego tak się złościł. "A może była to tylko drwina", przeszło mu przez myśl i ewidentnie zabolało. Nikt nie zachowuje się tak jak ty, Konstantinie Iwanowiczu, szeptał głosik z tyłu głowy. I miał sporo racji. Nawet Beatrice ukrywała swoje emocje, co widzial jeszcze przed chwilą. To wystarczyło, by go ostudzić.
- Mogę ci pokazać, ale to trochę potrwa. Nie noszę takich rzeczy ze sobą. Ale mogę obiecać, że ci się spodoba. - ...Wszelkie próby kradzieży zostaną zakończone natychmiastową śmiercią, dodał odruchowo w głowie. Nie sądził jednak, że go okradnie.
Spojrzał na nią z niezrozumieniem, gdy zaczęła szukać stolika wśród ludzi i to po takich słowach. Miał wrażenie, że sugerowała mu prawdziwe polowanie, a nie faktycznie krwisty stek, a nawet jeśli... Nie było sensu polować z tyloma świadkami. Kto wie czy nawet nie siedzieli tu gdzieś łowcy. I jak niby mieliby ukryć trupa?
A mimo to usiadł obok niej.
- A nie wolałabyś coś bardziej świeżego? A co do wieku... Datuje się ponad sześćset lat. Podobno to klasyfikuje mnie już do antyków.
avatar

Wiek : 635
Zawód : Bibliotekarz
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Iluzja, jasnowidzenie
Punkty : 6


http://vampirekingdom.forumpl.net/t535-konstantin-woronow http://vampirekingdom.forumpl.net/t572-konstantin-iwanowicz-woronow#2291 http://vampirekingdom.forumpl.net/t540-konstantin-iwanowicz-woronow Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Beatrice De' Medici on 12/12/17, 08:55 pm

- Sześćset? - wyszeptała zdziwiona. Był dwa razy starszy od niej, a jeszcze chwilę temu dałaby sobie głowę uciąć, że przemieniono go z pewnością jakieś kilkadziesiąt lat temu. - Tak, zdecydowanie kwalifikujesz się do antyków. Wiesz kim byli Medyceusze? - dodała filuternie, rzucając okiem do karty, którą przyniósł jej kelner.
Zadziwiające. Biła od niego taka... świeżość. I werwa. Nie to co od niej. Zimny trup wałęsający się po stolicy, uczący włoskiego z takim roztargnieniem, że nawet jej najwybitniejsi uczniowie nie potrafiliby dogadać się z Włochem za grosz. Oczywiście tego im nie mówiła.
- Ja zaledwie parę miesięcy temu skończyłam trzysta. - O wiek pytać nie wypadało, więc darowała Konstantinowi owe pytanie. Poza tym chciała rozwiać wszelkie wątpliwości.
Tak dawno nie przeglądała menu, że na moment zapragnęła skosztować wszystkiego, co tylko było możliwe. Zaraz jednak zdała sobie sprawę z tego, że jest wampirzycą i jedyne co czeka ją po tej degustacji smaków najróżniejszych, to targanie konwulsjami i przeklinanie swojej głupoty.
Dlatego też postanowiła zamówić wcześniej wspominany stek i pusty kieliszek. Zamierzała po prostu przelać całą zebraną krew do kieliszka, który dla gości nie byłby niczym innym jak kieliszkiem jakiegoś wytrawnego wina. Już nie raz tak robiła.
- Świeżego? Ostatnimi czasy próbuję się ograniczać. Doszłam do wniosku, że wiek zobowiązuje, a ja nadal zachowuję się jak prawdziwa amatorka... naszego stylu życia.
Krew smakowała nijako w porównaniu do ludzkiej, jednakże Beatrice była naprawdę spragniona. Dlatego też delektowała się smakiem i raczyła dobrym towarzystwem.
- Znałeś Elżbietę Wielką? - wypaliła jak idiotka, przeklinając swe szare komórki, jak zawsze działające wolniej od niewyparzonej gęby.
avatar

Tytuł : Księżna Livorno
Wiek : 300 (25/275)
Zawód : Guwernantka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Jasnowidzenie
Punkty : 24


http://vampirekingdom.forumpl.net/t536-beatrice-de-medici#1983 http://vampirekingdom.forumpl.net/t544-beatrice-de-medici#1988 http://vampirekingdom.forumpl.net/t545-beatrice-de-medici#1990 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Konstantin Woronow on 14/12/17, 10:14 pm

Odruchowo dotknął ust. Miał ochotę uciszyć nieco dziewczynę. Nie dlatego, że nie podobało mu się co mówiła, a raczej chodziło o niebezpieczeństwo, które niosła ta rozmowa. Nie znał dobrze tego państwa, więc nie miał pojęcia czego może się spodziewać. Bywały miejsca na świecie, gdzie co drugi mijany człowiek był łowcą wampirów, co po czasie strasznie męczyło. Tak samo z przygotowaniem. Czasem wystarczyło odgonić, jak muchę, a innym razem byli naprawdę dokuczliwi, o czym mógł się przekonać po rozpadzie świętego officium. Ale skoro Beatrice mieszkała w tym miejscu i zachowywała się tak swobodnie... Może nie było czego się obawiać, a przynajmniej nie o siebie. Co innego, gdy był sam. Nigdy nie obchodziło go życie.
- Medyceuszy nie poznałem, ale Elżbietę Wielką udało mi się spotkać osobiście. Była z niej całkiem ciekawa osóbka... - zamyślił się na chwilę.
Taak, to były dobre wspomnienia, gdzie nawet ogień był bratem.
- Często nie wiek jest wyznacznikiem mądrości... Zresztą, nie jest wyznacznikiem czegokolwiek. - Machnął ręką. - Znam takich jak my, będących antykami w tym świecie, których pożarł czas i takich samych młodych. Jedynie co daje nam wiek, to odporność, a reszta zależy tylko od tego, jak zagospodarujemy swoją energię.
Nigdy nie uznawał stylu życia niektórych wampirów, którzy sądząc, że jest przed nimi wieczność, jedyne, co robili, to oddawali się polowaniom i lenistwu. Skoro miało się perspektywę długiego życia, można było zrobić i poznać znacznie więcej, niż którykolwiek człowiek i patrzeć na świat z innej perspektywy. Po co być trupem wewnątrz, jak i na zewnątrz?
- A słyszałaś może o czymś takim, jak przetaczanie krwi? - Uśmiechnął się, a w jego oczach coś błysnęło. - Tak jest łatwiej odwyknąć. Ale to chyba nie jest dobre miejsce do rozmowy, prawda?
avatar

Wiek : 635
Zawód : Bibliotekarz
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Iluzja, jasnowidzenie
Punkty : 6


http://vampirekingdom.forumpl.net/t535-konstantin-woronow http://vampirekingdom.forumpl.net/t572-konstantin-iwanowicz-woronow#2291 http://vampirekingdom.forumpl.net/t540-konstantin-iwanowicz-woronow Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Beatrice De' Medici on 16/12/17, 08:35 pm

- Elżbieta miała łeb. Nie wiem jakim cudem udało się jej wszystkim zwodzić wszystkich odnośnie koniecznego małżeństwa przez tyle lat, kiedy ja pracując już czwarty rok u Madame Roche, byłam swatana przynajmniej siedem razy. - Przewróciła oczami ostentacyjnie. - Wielu znasz... takich jak my? Bo, jeśli jakkolwiek cię to interesuje, jesteś dopiero drugim antykiem, z którym mam przyjemność.
- Przetaczanie krwi? Coś mi się obiło o uszy, lecz wolę zachowywać abstynencję od... - rozejrzała się po sali, sprawdzając czy nikt nie słucha - ludzkiej krwi...
Wbiła wzrok w podłogę. Czasami zawstydzało ją bycie mordercą. Chyba nigdy tak naprawdę nie przywykła do tego.
- No, Konstantin? Zdradzisz mi tajemnicę tego kluczyka? - uśmiechnęła się, ukazując rząd białych, prostych zębów, zaróżowionych lekko od krwi. Zębów wampirzycy.
Było jej tu wygodnie. Już dawno nie wyszła z domu po pracy. Bardzo ją to więc cieszyło, że miała jakąkolwiek okazję by się oderwać. Być może podświadomie, wybierając się na dzisiejszy spacer, właśnie chciała spotkać Konstantina. Albo to jej umiejętności.
- Bracie! Przed przemianą miałeś rodzeństwo? - spytała, mierząc go zaciekawionym wzrokiem i opierając podbródek na knykciach.
Ona traktowała swoją długowieczność jako możliwość nauki. W ciągu trzystu lat nauczyła się wiele z trygonometrii, zaczęła rozwijać francuski, lecz nadal pozostawało całe mnóstwo rzeczy, których nie poznała chociażby w najmniejszym stopniu. A chciała to zmienić. Beatrice była dobrą kandydatką na najbardziej oczytanego wampira w historii, przynajmniej w jej mniemaniu.
avatar

Tytuł : Księżna Livorno
Wiek : 300 (25/275)
Zawód : Guwernantka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Jasnowidzenie
Punkty : 24


http://vampirekingdom.forumpl.net/t536-beatrice-de-medici#1983 http://vampirekingdom.forumpl.net/t544-beatrice-de-medici#1988 http://vampirekingdom.forumpl.net/t545-beatrice-de-medici#1990 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Konstantin Woronow on 16/12/17, 09:27 pm

Nie chciał przyznać, że najzwyczajniej w świecie, miał głęboko gdzieś historie większości "celebrytów" tego świata, o ile nie były ciekawe. Bo po co było mu wiedzieć kto z kim sypia lub najnowsze ploteczki z wyższych sfer. Ważniejsza była historia i jakim się było. No chyba, że historia była naprawdę wyjątkowa, ewentualnie, gdy posiadana przez niego rzecz miała swoją wyjątkową anegdotkę.
- Noorma - mruknął.
Nawet jeśli wyglądał na niewzruszonego, w jego głowie pojawiła się mała myśl. Nie dość, że nie wyglądała na bogatą, to jeszcze musiała posiadać wysoki status, skoro wydawano ją za mąż na siłę. Nigdy nie klasyfikował stworzeń na podstawie ich pochodzenia, ani pieniędzy, ale to mogło dać mu kilka wskazówek. np. takie dzieci miały inny start, nabierały nieco odmiennych cech charakteru na starcie.
- Znam ich trochę, ale trudno powiedzieć, że wszyscy to antyki. Tu niestety nie znam prawie nikogo, więc trudno byłoby mi cię komuś przedstawić. Może, jeśli będziemy mieli okazję na jakąś podróż poza Wielką Brytanię. Byłaś kiedyś poza granicami tego państwa?
Próbował sobie przypomnieć czy w jej wieku znał wiele wampirów... W sumie to nie jakąś ogromną liczbę, ale z pewnością było ich więcej. Ale to były inne czasy, a mateczka Rasija nie owocowała w łowców. Ba, bywało nawet, że wchodzono w kontrakty z nimi, bo kto jest tak dobrym żołnierzem, jak wampir...
Uśmiechnął się tajemniczo.
- Nie tak prosto. Powiem tylko, że to skrzynka. Zresztą, mogę ci ją pokazać, ale jak już mówiłem, nie noszę takich rzeczy ze sobą. - Zaczął rozmazywać palcem kilka kropel wody po blacie.
Zamilkł. To zdecydowanie było złe pytanie. Nie bolały go dziury w pamięci, ale... To pytanie wydało mu się naprawdę nieprzyjemne, tym bardziej, że nawet nie wiedział, co ma jej odpowiedzieć. Nawet nie wiedział kim był, a sądząc po zapędach do autoagresji i myśli, by się siebie pozbyć, mówiły same za siebie. Był wręcz pewny, że tamto życie nie mogło być dobre. I to właśnie miałby jej wyznać? że nie wykluczone jest, iż może pochodzić z plebsu? Że nie może być nawet pewny czy czasem w przeszłości nie był seryjnym mordercą lub gwałcicielem? Chyba nie chciałaby mieć takiego brata. Dlaczego musiała właśnie teraz tak go nazwać? Chciałby być dobrym, starszym bratem, ale do tego nigdy nie dojdzie.
- Niestety, nie pamiętam swojego ludzkiego życia. Nie wiem, jak to jest być człowiekiem. A twoje życie? Jakie było?
avatar

Wiek : 635
Zawód : Bibliotekarz
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Iluzja, jasnowidzenie
Punkty : 6


http://vampirekingdom.forumpl.net/t535-konstantin-woronow http://vampirekingdom.forumpl.net/t572-konstantin-iwanowicz-woronow#2291 http://vampirekingdom.forumpl.net/t540-konstantin-iwanowicz-woronow Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Beatrice De' Medici on 17/12/17, 09:16 pm

Pożałowała swojego ostatniego pytania. Wizje przecież mówiły same za siebie. Nikt, absolutnie nikt, nie zostaje wampirem, wiodąc doskonałe życie. Konstantin milczał. Może przywołała jakieś bolesne wspomnienia, których jednak nie chciał ujawnić? Nazwała go bratem, żeby się do niego zbliżyć, tymczasem poczuła, że efekt mógł być zupełnie odwrotny. Zapytana o to czy kiedyś była poza granicami Wielkiej Brytanii, zdziwiła się. Żyła w przekonaniu, że przecież wyróżnia ją jej akcent, że jest taka niezwykła i interesująca... Najwidoczniej po trzystu latach spędzonych tutaj, musiała niemalże stać się Brytyjką. Zastanowiła się, co ma mu odpowiedzieć. Ujawnić, że w przypływie głodu zamordowała swoją rodzinę? Że gdyby nie ona, być może Medyceusze nadal by egzystowali, nadal zwiększając swe wpływy? Co jak co ale dołożyła swoją cegiełkę do upadku tej dynastii.
- Byłam. Urodziłam się i wychowałam we Florencji. - Postawiła wszystko na jedną kartę. Poza tym co miała do stracenia? - Po przemianie wyruszyłam w pogoń za Mikhailem. Najpierw trafiłam do Francji, a potem tutaj. Niestety - moje wizje tylko mnie zwodziły, bo ani widu, ani słychu po nim w tym kraju.
Jego słowa zmusiły ją do refleksji. Czy żyjąc we Włoszech również spotykała wampiry? Czy mijała ich na ulicy? Albo czy to oni stali za różnymi zniknięciami z tamtym czasów? Tak mało wiedziała... Nie mogła tego przeboleć. Została wykorzystana i porzucona.
- Miałam brata. Ale tak naprawdę nigdy go nie kochałam. To on zawsze był tym lepszym, mądrzejszym, a ja jedynie głupią dziewuchą bez perspektyw. - Odchrząknęła i spuściła głowę. Po raz kolejny poczuła przyjemną satysfakcję z tego, że nie może się rumienić.
- Wybacz za ten patetyczny wywód. W każdym razie - choć urodziłam się jako córka księcia Livorno, to chyba nadal wolę to życie, niż tamto... - dodała łamiącym się głosem.
Zamilkła. Zaczęła toczyć wewnętrzną walkę sama ze sobą. Jak mogła opowiadać komuś takie rzeczy? Szczyt żenady i brak jakiejkolwiek klasy. Czy aż tak bardzo przemawiała przez nią desperacja? Czy naprawdę potrzebowała kogoś, żeby ją zrozumiał i dobrodusznie pokiwał głową, na wieść że zabiła tylko dlatego, bo chciała zasmakować krwi? Uciec czy zostać? Czy spojrzy na nią tak samo jak kilka chwil temu, wiedząc, że nie zawsze to ona była tą wyrafinowaną i już na pierwszy rzut oka inteligentną?
Postanowiła nie pytać już o nic. Jeśli on zapyta, naturalnie mu odpowie. A jeśli zamilknie... ona odejdzie. Jej asocjalna natura zaczęła powoli ją pochłaniać. Choć uchyliła mu zaledwie rąbek swej tajemnicy, wspomnienia niczym sztylety, zaczęły dźgać jej psychikę.
Wychyliła zawartość kieliszka do dna. Oblizała wargi i rzuciła przelotne spojrzenie na Konstantina. Ciekawe za kogo ją miał?
avatar

Tytuł : Księżna Livorno
Wiek : 300 (25/275)
Zawód : Guwernantka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Jasnowidzenie
Punkty : 24


http://vampirekingdom.forumpl.net/t536-beatrice-de-medici#1983 http://vampirekingdom.forumpl.net/t544-beatrice-de-medici#1988 http://vampirekingdom.forumpl.net/t545-beatrice-de-medici#1990 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Konstantin Woronow on 20/12/17, 10:03 am

Wszystkie te słowa, jakoś średnio mu się lepiły. Wcześniej twierdziła, że nienawidzi swojego stwórcy za to, że ją przemienił, że zniszczył jej życie. A teraz... Twierdziła, że to życie jest lepsze od tamtego. A może po prostu niezbyt mógł to rozumieć, nie mogąc porównywać jednego życia do drugiego, zupełnie zapominając o tym, co działo się przed zamianą w wampira. A może po prostu nigdy się nie pogodziła z przemianą i zostawiona sama sobie, nie dowiedziała się, czym jest bycie wampirem, poza długim wiekiem i dodatkową umiejętnością. To było dosyć smutne. Zresztą, znał to z autopsji. W końcu natychmiast po przemianie został porzucony, nie mając nawet pojęcia, jak ma zaspokoić swój wewnętrzny głód. Miał jednak nadzieję, że w jej przypadku nie było aż tak tragicznie. Przynajmniej znała imię swojego stwórcy, a to już coś. Ale czy jeśli jednak by je poznał, szukałby go? W sumie to możliwe. Chciałby przynajmniej wiedzieć czym jest i co ma z tym wszystkim zrobić... Do momentu, gdy ktoś inny mu tego nie wytłumaczył.
- Postaram się popytać innych - rzucił jakby od niechcenia, udając, że wcale nie łamie jej "ja sama", które zaznaczyła na samym początku.
Choć czasem... To nie było dobre. Przez te całe trzysta lat, miała swój cel, za czymś podążała. A gdyby udało się im go zrealizować, zostałaby pustka. Pozostawała jeszcze opcja, że w końcu byłaby wolna, ale była na to znacznie mniejsza szansa.
Uśmiechnął się blado.
- Teraz to ty masz większe perspektywy. A co najważniejsze, nic cię już nie trzyma. To, że w ciebie nie wierzono, nie oznacza, że tyle jesteś warta. A nawet jeśli sama tak uważasz, masz sporo lat, by się poprawić w swoich oczach. - Dla niego brzmiało to logicznie, choć mogło być stekiem bzdur. Nigdy nie rozróżniał majaków, pojawiających się w jego umyśle, a rzeczywistości. - Chodź, nacieszmy się tym, kim się staliśmy.
avatar

Wiek : 635
Zawód : Bibliotekarz
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Iluzja, jasnowidzenie
Punkty : 6


http://vampirekingdom.forumpl.net/t535-konstantin-woronow http://vampirekingdom.forumpl.net/t572-konstantin-iwanowicz-woronow#2291 http://vampirekingdom.forumpl.net/t540-konstantin-iwanowicz-woronow Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Beatrice De' Medici on 22/12/17, 05:19 pm

A więc rozumiał ją. To pokrzepiało. Sprawiało, że jedno z tych ludzkich uczuć, którego nie zaznała od przemiany lub nigdy, rozpromieniało ją w środku i, zapewne jedynie metaforycznie, ocieplało zlodowaciałe serce.
Wierzyła mu, że nie znał kryjówki Mikhaila. Ale świadomość tego, że może go po prostu opuścić, bo przecież i tak na nic się jej nie przyda, nie sprawiała jej żadnego uczucia ulgi. Nie chciała go zostawiać, niby bezużytecznej zabawki. Dostrzegała jego cechy i to, że również był swoiście niezwykły. O ile jakiegokolwiek wampira można było nazwać "zwykłym", czy "nudnym". Zapewne z perspektywy ludzkiej istoty nie, lecz każdy krwiopijca miał świadomość tego, że to nie krew i nie kły, sprawiają że wampir był intrygujący. Wystarczyło spojrzeć wszak na Mikhaila...
Uradowała ją propozycja odnośnie polowania. I choć zaledwie kilka minut temu mówiła coś o ograniczaniu się, teraz zapragnęła naprawdę cieszyć się sobą i tym kim była. Naturalnie - bycie wampirem miało swoje plusy. To właśnie oni kończyli łańcuch pokarmowy, polowali głównie na ludzi, więc natura obdarzyła ich kilkoma niebywale przydatnymi atrybutami, chociażby szybkością czy siłą. Beatrice przypomniała się pewna noc z jednym z paryskich pubów, gdzie sama, samiusieńka spuściła solidne manto grupce składającej się na pięciu rosłych, potwornie rozochoconych mężczyzn. Tak... to było coś. Nawet jak na tamte lata.
Podniosła się z miejsca i ruszyła w stronę wyjścia. Idąc, słyszała jedynie szelest swej sukni i odgłos obcasów uderzanych o posadzkę. Chciała w końcu poczuć się silną wampirzycą, nie jedynie takową udawać.
Wyszła już na zewnątrz, kiedy wtem nasunęło się jej zasadnicze pytanie: dokąd?. Spojrzała w stronę baru i jęła szukać wzrokiem Konstantina. Założyła ręce i czekała oparta o ścianę lokalu, bacznie obserwując gwiazdy i czując już upragniony smak ludzkiej krwi na ustach.
avatar

Tytuł : Księżna Livorno
Wiek : 300 (25/275)
Zawód : Guwernantka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Jasnowidzenie
Punkty : 24


http://vampirekingdom.forumpl.net/t536-beatrice-de-medici#1983 http://vampirekingdom.forumpl.net/t544-beatrice-de-medici#1988 http://vampirekingdom.forumpl.net/t545-beatrice-de-medici#1990 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Konstantin Woronow on 28/12/17, 12:32 pm

Tak właściwie... Nie to miał na myśli. Właśnie dlatego, że zaprzeczyła dwukrotnie, nawet nie myślał o tym, by iść na polowanie. Bo przecież wyraziła się dosyć jasno i byłby idiotą, ciągle naciskając na nią i zmuszając do swoich planów. Nieświadomy zapłacił kelnerowi, zgadując, ile powinien mu wręczyć i ruszył za dziewczyną. Ta wyglądała, jakby miała już jakieś plany, a on mógł mieć tylko nadzieję, że nie jest to małżeń... Znaczy się, nic, co mogło zagrozić jej życiu. Przecież nie chciał się pozbywać tak szybko nowej siostrzyczki.
Podszedł na odległość kilku centymetrów i spojrzał jej w oczy, starając się przejrzeć, co dokładnie chodzi jej po głowie oraz w jaki sposób powinien spełnić jej zachcianki. W końcu i tak oddał jej w całości tą noc.
- A więc o czym marzy сестра моя? Mam postarać się o szaleństwo skondensowane w jednej małej chwili czy pozwolić na rozkoszowanie się każdą minutą kończącej się niemal nocy?
avatar

Wiek : 635
Zawód : Bibliotekarz
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Iluzja, jasnowidzenie
Punkty : 6


http://vampirekingdom.forumpl.net/t535-konstantin-woronow http://vampirekingdom.forumpl.net/t572-konstantin-iwanowicz-woronow#2291 http://vampirekingdom.forumpl.net/t540-konstantin-iwanowicz-woronow Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Beatrice De' Medici on 30/12/17, 07:58 pm

Po chwili zapanowała nad swoimi instynktami, które wzięły górę. Perspektywa wspomnianego polowania na ludzi przeważyła nad zdrowym rozsądkiem, który przewrócił jej na szczęście nikt inny jak Konstantin.
Kiedy po chwili do niej dołączył, rzuciła mu niepewny uśmiech.
- Cестра моя? - powtórzyła niepewnie, dając Konstantinowi jasne zrozumienie, że jej rosyjski jest tak dobry co francuski. Czyli mocno niedobry. Mimo wszystko zwrot zabrzmiał melodyjnie i zdała sobie sprawę, że być może na świecie istnieją języki tak samo ładne, jak włoski.
Nie wiedziała co miała mu odpowiedzieć. Przed chwilą chciała zapolować. No ale... kobieta zmienną jest. Nawet wampirzyca. Na szczęście nie musiał obawiać się małż... to znaczy czegoś zagrażającego jej życiu, bo Beatrice tamtego wieczora miała ochotę jedynie na pozytywne aspekty bycia tym kim w istocie byli.
- Jak dobry masz węch? - spytała, nabierając odwagi w swym uśmiechu. - Wyczułbyś mnie z jakiegoś odległego końca miasta? - dodała, z gracją odwracając się doń plecami i patrząc w gwiazdy.
- Jako podlotek uwielbiałam bawić się w chowanego. I wstyd przyznać, ale nagle za tym zatęskniłam. - Chciała dodać: "come on, nie bądź takim bore", lecz doskonale zdawała sobie sprawę, że do żywiołowych ona sama nie należała. - To jak? Ileż razy brat bawił się w chowanego w ciągu tych sześciuset lat?
Pomysł był dziwny. Ale ekscytujący. W razie gdyby nadeszła jej kolej, wyśledziłaby go nie węchem tylko swoimi zdolnościami. Naturalnie - nie zamierzała mu o tym mówić. Lubiła wygrywać. Skoro nie mogła polować na ludzi, polowanie na wampira stanowiło całkiem ciekawy substytut. Choć bez rozlewu krwi, czekanie w ukryciu na kogoś z pewnością dawałoby niezły zastrzyk adrenaliny.
avatar

Tytuł : Księżna Livorno
Wiek : 300 (25/275)
Zawód : Guwernantka
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Jasnowidzenie
Punkty : 24


http://vampirekingdom.forumpl.net/t536-beatrice-de-medici#1983 http://vampirekingdom.forumpl.net/t544-beatrice-de-medici#1988 http://vampirekingdom.forumpl.net/t545-beatrice-de-medici#1990 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Cromwell on 18/01/18, 11:24 am

Zabawa zabawą, ale czy wampirzyca na prawdę tego chciała? Nie wykazywała jakoś zachęty by pierwszej zaczynać. Noc piękna. Rzeka płynęła spokojnie. Nie zapowiadało się nawet na deszcz. A nawet jeśli, to tylko przelotny. Ale nie to miało teraz duże znaczenie. Coś zmusiło Beatrice do obejrzenia się po okolicy. Jakby czyjś wzrok spoglądał w jej kierunku. Obejrzawszy się, mogłaby po drugiej stronie rzeki dostrzec charakterystycznie znaną jej sylwetkę mężczyzny. Był bardzo podobny do tego, który był jej ojcem. Czyżby to był Mikhail? Czy ktoś, kto tylko jego przypominał? Mężczyzna po chwili się odwrócił i zaczął odchodzić. Znikając za narożnikiem jakiegoś budynku.
avatar

Administrator
Tytuł : Lord Protektor
Zawód : Admin / Mistrz Gry
Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t83-karta-postaci-wzor#130 http://vampirekingdom.forumpl.net/t88-informator-wzory#135 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Samuel Vaesey on 03/02/18, 04:27 pm

Przekrzywił lekko głowę, gdy Joseph na niego spojrzał. Przez chwilę rozważał możliwe odpowiedzi i w końcu zdecydował się na dyplomatyczną półprawdę.
- Wiesz, Joseph. I tak i nie - powiedział z uśmiechem wykrzesując z siebie maksymalnie luźny ton. - To nie tak, że miałem coś przeciwko. Wręcz przeciwnie. Pocałunki między przyjaciółmi nie są czymś, co budziłoby we mnie jakkolwiek złe odczucia... Wiesz, gdzie spędziłem ostatnie 10 lat. Inaczej się po prostu nie da - wzruszył lekko ramionami z uśmiechem. - Tak więc mógłbym powiedzieć, że mi się podobało, ale w innej sytuacji. Ze względu na Ciebie i Marię nie byłoby to szczere. Ergo, myślę, że masz rację.
Patrzył na niego uważnie czekając na odpowiedź, żeby w razie czego moc wybrnąć i jakoś naprostować sytuację.
Po monologu Josepha pokiwał z przekonaniem głową patrząc na Haralda. Nie mógł mówić za teraźniejszość, ale jeśli Maria choć trochę przypominała siebie z dzieciństwa, był pewny, że wolałaby usłyszeć nawet najgorszą prawdę, ale przynajmniej prawdę. Była silną i dobrą dziewczyną, która najprawdopodobniej wyrosła na jeszcze silniejszą i jeszcze lepszą kobietę.
- Widzisz Haraldzie - powiedział z na wpół rozbawionym, na wpół rozczulonym uśmiechem. - To tak właśnie w prawdziwym życiu wygląda miłość godna tych, z wielkich romansów, które tak cię nudzą. Obopólne miłość, szacunek i zaufanie. To piękne i na tyle rzadko spotykane, że naprawdę niegodziwością z twojej strony jest nagabywanie Josepha do skalania tak czystego tworu. Wstydziłbyś się - dodał żartobliwie. - A mówię ci to ja, osoba, która spędziła całą swoją młodość żyjąc tak niemoralnie i brudno, jak tylko byłem w stanie.
Gdzieś w połowie tej wypowiedzi zdał sobie sprawę, że właściwie mówi ją całkowicie szczerze i naprawdę tak uważa. Napełniło go to dziwnego rodzaju spokojem. Myśl o tym, co stało się w barze przestała być aż tak natarczywa. Spojrzał na Josepha i aż się uśmiechnął w reakcji na jego miłość do narzeczonej. Nie był w stanie nie zauważyć, jak piękne to było i część jego umysłu zaczęła pałać przemożną chęcią ochronienia tej relacji, jeśli tylko będzie w stanie. Choć co prawda była to tylko część, a to oznaczało kolejny konflikt wewnętrzny.
Pięknie, pięknie, Samuel. Mało ci ich już w życiu?
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Jazda konna | Posługiwanie się pistoletem
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t700-samuel-vaesey http://vampirekingdom.forumpl.net/t705-samuel-vaesey#3047 http://vampirekingdom.forumpl.net/t706-samuel-vaesey Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Ingvar Knutson on 04/02/18, 08:21 pm

Więc się nie pomylił! Ha! Samuel wydawał się być zadowolony z tego pocałunku. Ingvar mógł zaznaczyć sobie wyższy stopień obserwacji między ludzkiej na poziomie emocji i odczuć. Mógłby nawet zostać dobrym psychologiem, ale zawód ten wydawałby się mu nudny na te czasy.
Na usłyszenie słów Samuela, Ingvar jedynie uśmiechnął się zadowolony, że coś w końcu udało mu się zrobić pozytywnego dla tych oboje. A trzeba przyznać, że byłby dla nich zrobić znacznie więcej. I chyba wiedział jak.
Dalej musiał nieco nasłuchać się o tych romansach życiowych, jakby sam nie doświadczał takiego życia. Czym jest wierność i zaufanie. Czym jest kochanie drugiej osoby.
- Lepsze jest doświadczenie romansu i miłości z życia niż z książek. Dlatego uważam, że literatura romantyczna jest nudna, ponieważ nie odzwierciedla tego, co przechodzimy my sami. Dobra więc rada dla Ciebie Joseph. Uważaj na kobiety, bowiem bywają sprytniejsze od mężczyzn.
Klepnął go w pocieszeniu o plecy, jakby chciał dodać otuchy. Ale nie zamierzał na razie ingerować w jego związek z narzeczoną. Miał inne plany co do tego. A wspominając o kobiecym sprycie, możliwe że wspomniał o swojej starej przyjaciółce, która teraz udaje Śpiącą Królewnę z kołkiem w sercu.
Do Samuela się uśmiechnął przyjaźnie.
- Wiesz młody, też byłem kiedyś zakochany. Ale to przeszłość.
Na razie postanowił zakończyć ten temat, jakby nie bardzo chciał o tym rozmawiać. Nie pogniewałby się, gdyby byli ciekawscy i się zapytali. Do ludzi to jest bardzo podobne. Ciekawość w końcu jest pierwszym krokiem dopiekła.
Kiedy wyszli w końcu z tego pubu i mógł odetchnąć świeżym powietrzem. Albo lepiej - poczuć zmianę klimatu otoczenia. Gdzie na zewnątrz czuł się znacznie lepiej od tłumu ludzkiego wciśniętego do małego pubu. Rozglądał się po okolicy, jakby szukał czegoś mu interesującego, podczas drogi do hotelu.
avatar

Tytuł : Uciekinier
Wiek : 30/635
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Hipnoza, Trujący pocałunek, Telepatia
Punkty : 16


http://vampirekingdom.forumpl.net/t613-ingvar-knutson#2733 http://vampirekingdom.forumpl.net/t625-ingvar-knutson#2822 http://vampirekingdom.forumpl.net/t626-ingvar-knutson#2823 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Joseph Stanbury on 06/02/18, 05:55 pm

Spojrzał na Sama, łapiąc się pod boki i rzucając mu karcąco-zdziwione spojrzenie.
- Samuel, gdyby nie ostatnie zdanie, to jutro zamiast opowiadać mi o swoich ostatnich przygodach, to pojechalibyśmy do Marii razem i sam byś się jej tłumaczył. - powiedział, tylko w połowie żartem. Mówił serio, Maria bardzo kochała Samuela przyjacielską miłością, przynajmniej tak było zawsze, kiedy o nim mówiła, więc nie mógł pozwolić, żeby Vaesey został z takim niewyjaśnionym upodobaniem do bliskości, którego nie omówiłby z jego narzeczoną. Gdyby jej to wyjaśnił, to może nawet Maria by to zrozumiała i by im tego nie zabroniła... No, to nie był oczywiście priorytet i najważniejsze było, żeby jej to wyjaśnić, a ta myśl o dodatkowych korzyściach to taki tylko pomysł, dodatek. Chociaż pewnie by się z niego ucieszył.
Na słowa Haralda parsknął, kiwając głową, w pełni przekonany.
- Wiem. Zazwyczaj są dużo sprytniejsze. Mężczyźni to głupcy, że tak się odnoszą do kobiet. Z drugiej strony, aniołom to na rękę, mogą nas, prostych facetów oplatać sobie wokół palców. O ile ich serca nie są zbyt czyste na takie występki. - dodał to zdanie z myślą o Marii, dobrze wiedząc, jak dobrą kobietą była. Bogowie, jak bardzo on kochał fakt, że ta kropla boskości była w jego życiu. Chyba jej w trakcie odwiedzin nie wypuści z objęć, tyle się dzisiaj o niej namyślał. Tym bardziej zabiło mu serce, kiedy Sam tak pięknie powiedział o jego relacji z Marie. Naprawdę, kwiaty, czekoladki, dom, wszystko co się da oddałby tej istocie. Joseph nawet nie miał prawa pomyśleć o tym, że możliwe, że jego rozkochanie spowodowane jest tym, że od niedawna wrócili do spędzania czasu wspólnie. W końcu niewiele przed studiami, miał mieszane uczucia co do ich relacji. Teraz jednak zdawał się o tym w ogóle nie pamiętać.
- Opowiadaj, Haraldzie. Jeśli to nie jest zbyt wścibskie pytanie. - powiedział na wzmiankę o romansie. W tym momencie byli już bardzo blisko rzeki, a niedługo później szli już wzdłuż niej, kierując się trasą naokoło do hotelu, jaką Joseph obrał.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Samuel Vaesey on 08/02/18, 07:56 pm

Uśmiechnął się rozbawiony na komentarz Josepha. Już to widział, jak jedzie do Marii i jako pierwsze po tylu latach rozłaki, tłumaczy jej uczucia i pragnienia, jakie ma względem jej narzeczonego.
Pokręcił głową wzruszając ramionami.
- Może jeszcze kiedyś trafi się temat. Kto wie.
Nie skomentował wymiany zdań o kobietach, ponieważ niespecjalnie czuł się w tym temacie. Nigdy nie miał z żadną relacji choćby zakrawającą o romantyczną... Jeśli nie liczyć łóżka, ale tam nie wchodziły w grę uczucia, tylko fizyczne pożądanie, więc nie uznawał się za kompetentnego do udzielania się.
Jego matka była inteligentna, ale miała słaby charakter, Alice była poniżej przeciętnej na poziomie umysłowym, za to charakterem była w stanie przyćmić każdego. Tak więc to prawdopodobnie zależy od tego na kogo się trafi. Chociaż fakt, to jak kobiety były teraz nie doceniane dawało im niezaprzeczalną przewagę. Najniebezpieczniejszym przeciwnikiem jest ten, po którym nic się nie spodziewasz.
Zaczął się trochę rozglądać naokoło doceniając Londyn po zmroku. Zawsze wolał noc. Wszystko było wtedy bardziej tajemnicze i prywatne. Rozmowy nocne zdawały mu się mieć sto razy większą wartość, niż te prowadzone w promieniach słońca, a wszystkie zdarzenia były znacznie bardziej magiczne. Dzień go męczył. W nocy nabierał energii na wszystko. Nawet jeśli nie spał. Mógł spędzić całą noc czytając, czy też odurzając się w pubie, a mimo to był po tym znacznie bardziej wypoczęty, niż po sielankowym słonecznym dniu spędzonym na nie robieniu niczego. Wziął głębszy oddech uśmiechając się lekko i unosząc wzrok na niebo.
Na wypowiedź Haralda o swojej miłości spojrzał na niego jednak zainteresowany.
- Tak. Proszę, odpowiedz - dodał po Josephie.
Mężczyzna był dla niego nadal zagadką. Zdał sobie sprawę, jak mało o nim wiedzą w porównaniu z tym, ile powiedzieli. Zachowują się, jak dwie przekupy na targowisku, podczas gdy ich nowy przyjaciel nie miał jeszcze okazji powiedzieć o sobie nic konkretnego oprócz imienia i miejsca, z którego przybył. Gdzie się podziało jego zainteresowanie ludźmi? Od teraz naprawdę musi się skupić na Haraldzie. Zwłaszcza, że bardzo go zainteresował i chciał go poznać.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Jazda konna | Posługiwanie się pistoletem
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t700-samuel-vaesey http://vampirekingdom.forumpl.net/t705-samuel-vaesey#3047 http://vampirekingdom.forumpl.net/t706-samuel-vaesey Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Ingvar Knutson on 09/02/18, 01:04 pm

Słuchanie ich wymiany zdań było bardzo interesujące. A jednocześnie, sam się zaczął rozglądać po okolicy Londynu, udając zainteresowanie miastem. Lecz tak naprawdę, miał zupełnie inny cel. To jednak musiał swoje grać w ich towarzystwie.
- Taaa... Oplatać wokół palców... Tego z kolei nie znoszę.
Nie wspominając, że chyba się raz chyba jakaś kobieta próbowała go w taki sposób wyrolować, co raczej nie skończyło się to dla niej dobrze. Przynajmniej doświadczył jak bezczelne potrafią być niekiedy te baby.
Nie spodziewał się chyba, że wzbudzi w obu chłopakach zainteresowanie jego życiem romantycznym, wspominając o tym, że kiedyś był zakochany. Spojrzał na nich tak, jakby właśnie nie spodziewał się z ich strony tego zainteresowania. Odmawiać nie było możliwości, inaczej wyda się im on zbyt tajemnicza osobą i nie będzie miał szans na zdobycie ich zaufania. Choć zadowolony z tego sam nie był, jako iż rana po zabiciu ukochanego nadal w nim była, to jednak zmusił się bym in przynajmniej powiedzieć półprawdę. Przenosząc spojrzenie przed siebie, zaczął od westchnięcia:
- Byłem gdzieś w waszym wieku. Swoją miłość poznałem w jednostce wojskowej. Nie była to kobieta, lecz mężczyzna. Jako jedyny z rodzeństwa byłem odmieńcem. Rodzice się mnie wyrzekli. Wsparcie miałem tylko u braci jak i samego ukochanego. Problem jednak istniał w tym, że on pochodził z bardzo zamożnej rodziny. Ojciec ustawiał mu ślub z kobietą, której on nie chciał. Swoją miłość ukrywaliśmy przed wszystkimi. Razem jeździliśmy na bitwy i braliśmy udział w walkach. Aż pewnego dnia, poszło coś nie tak. Wraz z kilkoma towarzyszami, wpadliśmy w zasadzkę wroga. Trafiliśmy do niewoli. Poddano nas torturom, by wyciągnąć informacje. A na koniec, skazano na śmierć. Jego zabili na moich oczach. Jakby wiedzieli, że to mnie zaboli. Lecz bardziej celowali w jego ojca by się poddał. Zostałem odbity, ale więcej służyć w Armii nie chciałem. To tak w skrócie. Nie wspominam tego zbyt dobrze, a utrata jego wciąż mnie boli. Więc wybaczcie chaotyczność mojej odpowiedzi.
Skończył. Cały czas zachowywał powagę i starał się skrywać emocje. Ale ile razy wspominał swojego ukochanego, tyle razy bolało go serce. Koniec historii wymyślił dosłownie. Nie mówiąc im całkowitej prawdy. Inaczej wyśmialiby go z wiedzą, że mógłby mieć ponad sześćset co dla ludzi jest niewykonalne. Nie pokazał po sobie co prawda tego, jakoby kłamał. Nie chciał, by przynajmniej teraz, poznali prawdę jego przeszłości. Na to przyjdzie czas. Choć trochę dramatu im wprowadził. Dlatego nie znosił przesłodzonych romansideł, skoro sam przeżył dramat.
avatar

Tytuł : Uciekinier
Wiek : 30/635
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Hipnoza, Trujący pocałunek, Telepatia
Punkty : 16


http://vampirekingdom.forumpl.net/t613-ingvar-knutson#2733 http://vampirekingdom.forumpl.net/t625-ingvar-knutson#2822 http://vampirekingdom.forumpl.net/t626-ingvar-knutson#2823 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Joseph Stanbury on 15/02/18, 09:09 pm

Znosić, nie znosić. Joseph był zdania, że zazwyczaj nawet nie wiedzieli, że byli rolowani. Musieli się godzić z tym, że tak długo, jak odmawiają kobietom praw i przywilejów, tak te będą miały przewagę w postaci bycia niedocenionym. Naprawdę do niewielu rzeczy potrzebni im byli mężczyźni, jedynie do rozmnażania. Inne rzeczy spokojnie dałyby radę zrobić same. No i Joseph nie brał swojej opinii znikąd. Czytał o matriarchalnych społecznościach. Bardzo w porządku im szło, z tego co wiedział. Co prawda niektóre z nich zabijały męskich potomków, ale w ich "nowoczesnym" świecie wciąż było miejsce na morderstwa, gwałty i masę innych zbrodni na obu płciach. Więc to zabijanie mężczyzn mogło się nie do końca równać z tym, jaki poziom zniszczenia moralnego mieli u siebie.
Harald więc nie zwykł kochać tylko kobiet. Cóż, miał pełne prawo, ale Joseph wręcz z odruchu chciał odsunąć się o krok. Po czym mentalnie się zdzielił, bo co to miało być? On był może i miłośnikiem kobiet, ale nie rzucał się na każdą. To raczej blondyn mógł mieć obawy, bo to Joseph dał piękny pokaz przyssania się do Samuela jak język przymrożony do lodu. "Naprawdę, Stanbury, ale z Ciebie imbecyl." - pomyślał i zaraz wrócił do normalnego chodu, a że nie zrobił tak nawet trzech pełnych kroków, wątpliwe, by ktokolwiek zauważył.
Słuchał więc Haralda z uwagą i niesamowicie mu współczuł. Nie był w stanie sobie wyobrazić, jak straszna musiała być strata ukochanego. Jednak mimo tego, że naprawdę żałował utraconej miłości i takie tam, najbardziej zaciekawiła go jednostka, w jakiej walczył. No i w jakim kraju. Pamiętał, że w Danii nie było najspokojniej, ale nie był pewien, czy było to na tyle niedawno, żeby faktycznie Harald mógł wziąć w konflikcie udział. Może był Prusem? Oj, jak był Prusem... Joseph musiał ponownie odetchnąć głęboko, żeby uświadomić sobie, że ludzie się zmieniają i nawet jeśli mają do czynienia z mieszkańcem i żołnierzem Prus, nie znaczy, że nie mogą z nim porozmawiać.
- To straszne. - przyznał, kiwając głową, nie chcąc jednak mówić nic więcej w tym temacie, ponieważ jego słowa byłyby bardzo nie na miejscu. Nie miał prawa rozumieć takiej tragedii i lepiej było zostawić ten wątek jako smutny przerywnik do dalszej rozmowy.
- W jakiej wojnie? - spytał, zakładając ramiona na piersi i starając się nie brzmieć podejrzliwie. - W jakiej wojnie to się stało?
W gruncie rzeczy, Joseph bardzo obawiał się wojny. Po wojnach z Zulusami i za pamięci opowieści o wojnie o Nowy Kontynent, naprawdę nie chciał zobaczyć manewrów na własne oczy. W dodatku dzisiejsza technologia była dużo dalej, niż wtedy. Wszystkim groziło o wiele większe niebezpieczeństwo. Nie tylko żołnierzom, ale też cywilom. Zwierzętom, roślinom, budynkom, ulicom. Wszystkiemu, co istnieje, zagrażała wojna. Po co ludzie je toczyli? Jakby nie można było wszystkiego zostawić demokratom, naprawdę...
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Samuel Vaesey on 20/02/18, 12:12 am

Samuel zobaczył teraz Haralda w zupełnie innym świetle. Do tej pory go po prostu interesował, a teraz poczuł z nim pewien rodzaj połączenia, bo lepiej, niż dobrze rozumiał jak to jest, kiedy normy społeczne niszczą coś tak pięknego, jak miłość. Bo co niby, na litość boską, jest złego w tym, że kocha się osobę tej samej płci, co ty? Jaką krzywdę komukolwiek tym się wyrządza? Jakie zło? Nigdy nie znalazł na te pytania jasnych odpowiedzi. To znaczy, innych, niż "to niepoprawne", albo "to nienaturalne". A czy jakakolwiek miłość może być poprawna? Czy nie każda jest naturalna, skoro się pojawia, występuje i trwa? Religia pewnie udzielała na to jako takiej odpowiedzi, ale Sama nigdy nie interesowała żadna wyznawana obecnie na tyle, żeby faktycznie zgłębić temat.
Równocześnie z automatyczną sympatią, którą zdecydowanie dało się na jego twarzy zauważyć, poczuł lekką zazdrość. Bo pomimo faktu, że miłość Haralda zginęła, a jego stoi niewiele ponad dwa metry od niego nadal nazywając go przyjacielem, to jednak właśnie Harald doświadczył w ogóle słodyczy tej miłości. Co prawda Sam nadal uważał, że on jakichkolwiek szans na wzajemność raczej nie miał, a jeśli, to długie lata temu, kiedy jeszcze był zbyt dziecinny i wystraszony, żeby zaryzykować, ale nadal. Nie potrafił nie zazdrościć mu tych chwil szczęścia, które ze swoim kochankiem przeżył.  
- Tragiczne. Bardzo mi przykro - powiedział ze współczuciem. Chciał zadać bardziej szczegółowe pytania, ale uznał, że nie wypada. Na pewno nie teraz. Może kiedyś, przy innej okazji, ale nie przy pierwszej rozmowie na spacerze do hotelu.
A skoro mowa o tym, czego nie wypada, to właśnie poza zazdrością, ukłuły go dość mocne wyrzuty sumienia za swoje wcześniejsze słowa. Naprawdę powinien czasem myśleć nad tym, co mówi, zwłaszcza, gdy o rozmówcy nie wie dosłownie nic. Pomyślałby kto, że po tylu latach powinien już się tego raczej nauczyć. Będzie musiał go przeprosić za pouczanie go w tematach, w których, jak widać, ma znacznie mniej doświadczenia, niż on. Ale ponownie, nie teraz. Przy innej okazji. Najlepiej, gdyby udało mu się jakoś za niedługo porozmawiać z nim w cztery oczy. Wtedy zdecydowanie przeprosi.
Sam nie był specjalnie zainteresowany wojną. Chciał zapytać o zupełnie inny aspekt tej historii, ale spojrzał na Haralda uprzejmie zainteresowany, kiedy Joseph zadał o nią pytanie.
To był jeden z tych tematów, nad którymi wolał się nie zastanawiać. Nie dlatego, że go nie interesowały, tylko raczej dlatego, że zbyt go przerażały. Wojna była zbyt potężna i nie do powstrzymania. Za mocno podobna do Autorytetu, Boga, czy ktokolwiek tam nad ludzkością czuwa. A fakt, że ten właśnie byt nigdy żadnej wojny nie powstrzymał, mimo iż pewnie byłby w stanie, wcale ani jednemu, ani drugiemu w oczach Samuela nie dodawał.
Patrzył więc na Haralda czekając na odpowiedź i starając się nie wyglądać na zbyt pozytywnie zaskoczonego jego historią. Mimo wszystko była tragiczna. Powinien mu współczuć bardziej.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Jazda konna | Posługiwanie się pistoletem
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t700-samuel-vaesey http://vampirekingdom.forumpl.net/t705-samuel-vaesey#3047 http://vampirekingdom.forumpl.net/t706-samuel-vaesey Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Ingvar Knutson on 20/02/18, 02:50 pm

Cała inna ich rozmowa zeszła na drugi plan, kiedy obaj chłopcy byli ciekawi jego przeszłości miłosnej. Zatem opowiedział im właśnie półprawdę, uważając na dobierane wątki historyczne, jakie sam przeżył w swoim życiu. A widział nie jedną wojnę, nie jedną przeżył jak i o nie jednej słyszał. Nie spodziewał się jednak, że Joseph zainteresuje się tym, w której wojnie brał udział. To jego spojrzenie też mu wiele mówiło, że był niemal podejrzliwy. Ale czy wyglądał mu na Prusa? Ludzie z północy często są jasnowłosi.
- Duńskiej. Tysiąc osiemset sześćdziesiąty czwarty.
Odpowiedział, dodając do tego także rok, gdyby Josephowi chciało się obliczyć jak dawno to było i za panowania którego króla.
Oboje z Samuelem jednak mu współczuli. Spojrzał także na tego drugiego, który swoje odpowiedział na całość historii, lecz ten co prawda pytań nie zadawał. W swoich oczach wykazywał zainteresowanie historią i jego osobą.
Podczas jego opowieści, dostrzegł jedną rzecz jaką wykonał Joseph, którą było odsunięcie się od niego, bądź późniejsze zrównanie znów chodu z bliska. Domyślił się, że pewnie ten chłopak stara się być dystansowany do homoseksualistów, to w sumie nie zdziwiło Ingvara, ale wewnętrznie rozbawiło. Gdy zbliżali się do bocznej uliczki, niespodziewanie objął Samuela i skierował się z nim w tamtym kierunku, ciekaw będąc co w tym momencie zrobi Joseph. Samuelowi jedynie szepnął do ucha na uspokojenie.
- Bez obaw. Nic Ci nie zrobię. Chcę coś sprawdzić.
Chciał, by chłopak mu zaufał. I jeżeli pozwolił się poprowadzić, Ingvar przystanął z nim pod ścianą, opierając go plecami o nią i następne co uczynił to, pocałował go w usta namiętnie. Kątem oka spoglądając w kierunku Josepha, co on w tym momencie uczyni. A trzeba przyznać, że Ingvar znał się na całowaniu i starał robić to na początek delikatnie. Skoro tamten był zajęty, to ten może będzie mu uległy? Sprawdzał też, czy bez używania hipnozy plan się powiedzie.
avatar

Tytuł : Uciekinier
Wiek : 30/635
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Hipnoza, Trujący pocałunek, Telepatia
Punkty : 16


http://vampirekingdom.forumpl.net/t613-ingvar-knutson#2733 http://vampirekingdom.forumpl.net/t625-ingvar-knutson#2822 http://vampirekingdom.forumpl.net/t626-ingvar-knutson#2823 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Joseph Stanbury on 22/02/18, 09:10 pm

Chwilę próbował myśleć o matmie i o tym, jak mu wychodziły rachunki, ale były podejrzane. To znaczy, nie wyglądał Harald, jakby miał czterdzieści lat, a mało możliwe, że dołączył do wojska kiedy miał szesnaście, czy piętnaście. Co on się miał jednak dopytywać. Nie planował wnikać. Zwłaszcza, że nie był to pruski żołnierz bez moralności, więc niech będzie. Nie musiał dopytywać. Chyba, że był. Bo z tego, co wiedział, to brali udział w tej wojnie. Podobnie jak Austria. Strasznie podejrzane. Teraz Joseph planował słuchać akcentu. Bardzo bał się wojny, nie chciał wojny i jeśli ten homoseksualista czaił się tutaj w celu szpiegowania Szkocji i Anglii, to się jedynie bał bardziej. Nie dał po sobie znać, ale bardzo się wyczulił na jego głos. Wolał wiedzieć, jeśli szykował się jakiś konflikt.
Zaraz jednak zapomniał o wszelkiej wojnie, przynajmniej między krajami, bo blondyn wepchnął Sama w boczną uliczkę. Nie trzeba było Sherlocka, by to zauważyć i nawet kilkuletnie dziecko od razu poszłoby za tak gwałtownymi ruchami. Zwłaszcza, że w niebezpieczeństwie był najlepszy przyjaciel Josepha i nie mógł pozwolić, żeby jakiś niestabilny psychicznie morderca-gej zrobił krzywdę któremukolwiek z nich.
- Co to miało znaczyć? - odezwał się ze strachem, idąc za dwojgiem kilka kroków, po czym zatrzymał się jak wryty. No bo w sumie go wryło, co to miało być? Kim był ten mężczyzna? Powinni byli zostać sami, Joseph musi wołać policję, albo przynajmniej pomocy.
- Co ty robisz? - spytał z oburzeniem, patrząc na nich oboje, tym bardziej unosząc się gniewem, kiedy Harald na niego zerknął, nie odrywając się od ust jego przyjaciela. - Zostaw go, ma pełne prawo sobie tego nie życzyć!
Biedny Samuel, molestowany przez cały wieczór. Chore, co sobie Harald myślał? Musiał odwrócić wzrok, bo sytuacja, jaka miała miejsce między dwoma mężczyznami wydała mu się absolutnie obleśna. Nie znali się. Nie było w tym niczego romantycznego, ani pięknego, zwłaszcza, że właśnie Harald absolutnie znieważył pamięć o swoim zmarłym kochanku. O ile taki istniał, bo teraz, kiedy miał w pamięci Sama i Haralda całujących się pod ścianą, miał wrażenie, że cała ta piękna miłość mogła być wyssana z palcem. A całowanie obcych i wpychanie swojego jęzora w usta, które cię nie chcą, było obleśne. Nieważne, czy robiło się to dziecku, kobiecie i mężczyźnie, to już powinno być zaliczone do gwałtu i powinno się blondynowi uciąć wargi za coś takiego. Okropność. Niech przynajmniej teraz Samuel zareaguje poprawnie, bo Joseph chyba nie zniesie jego widoku jutro, jeżeli stanie się coś innego, niż zaskoczenie, oburzenie i odepchnięcie.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Samuel Vaesey on 24/02/18, 01:45 am

Sześćdziesiąty czwarty? Ale to by oznaczało, że Harald ma...
Samuel zmarszczył lekko brwi zastanawiając się, czy zgadza mu się matematyka. Aż tak wolno chyba nie myślał... Ale Harald wyglądał na znacznie młodszego. Tak z dobre dziesięć lat nawet można by powiedzieć.
Chciał nawet zapytać i otworzył w tym celu usta, ale nie zdążył wyartykułować nawet jednego słowa, bo przerwała mu ręka Haralda obejmująca go w pasie.
Co? Co się dzieje?
Spojrzał na mężczyznę pytająco, automatycznie szukając oznak bycia pod wpływem, ale wyglądał na zupełnie trzeźwego. Wyglądał i z resztą brzmiał rozmawiając z nimi, więc na chwilę obecną raczej wykluczył wpływ opium i alkoholu.
Jego wzrok padł na Josepha, z którym prawdopodobnie skrzyżował nie do końca rozumiejące spojrzenie.
- ... Co? - zapytał mocno zdezorientowany zerkając najpierw w uliczkę, a potem na Haralda, oczekując jakiś wyjaśnień, czy czegokolwiek podobnego. Nie bardzo wiedział też, czego się po nim spodziewać. Mimo wszystko rozmawiał z tym mężczyzną niecały jeden wieczór.
Nie oponował jednak i dał się pchać, czy też prowadzić, ponieważ już dawno temu wyzbył się zdroworozsądkowych odruchów i mimowolnie był bardziej zainteresowany, niż zaniepokojony. Chociaż przeszło mu przez myśl, że mógłby na przykład wyjąć teraz bez problemu nóż i gdyby tylko chciał, pewnie byłoby po Samuelu. Ale najwyraźniej nie był to wystarczający powód, żeby go wystraszyć.
Drugi raz odezwał się dopiero, gdy Harald szepnął do niego te "uspokajające" słowa, które w innych okolicznościach na pewno wywołałyby uśmiech zainteresowania i ekscytacji na jego twarzy. Tym razem jednak napełniły go uż lekkim niepokojem. Nie był tu sam. Jeśli Harald okaże się niebezpieczny, nie tylko on byłby zagrożony. Zwłaszcza, że Joseph, jak oczywiście można było się spodziewać, bo praktycznie każdy, Sam również, by tak zrobił, poszedł za nimi. Oznaczało to, że teraz cała trójka zniknęła z widoku komukolwiek, kto mógł właśnie ich obserwować na głównej drodze.
- Słucham? - zapytał jeszcze bardziej zdezorientowany. - Co ty robisz, Haraldzie?
Jakiekolwiek głębsze rozważania jednak rozwiały się w momencie, w którym mężczyzna oparł go o ścianę. Sam odwrócił odruchowo głowę, żeby zobaczyć, czego dotykają jego plecy, a kiedy wrócił spojrzeniem przed siebie, został namiętnie pocałowany.
Na moment jego mózg się wyłączył i, tak jak poprzednim razem, początkowo nie reagował, bo był to już drugi raz tego wieczoru i to w prawie tak samo bardzo zaskakujących okolicznościach.
No bo co mu niby strzeliło do głowy? Tak w środku dialogu? Jeszcze w momencie, w którym właśnie opowiedział im swoją historię tragicznej miłości? Kto tak robi? Znaczy, najwyraźniej ich nowy znajomy.
Na pewno nie było mu nawet blisko do oburzenia Josepha. Pewnie podświadomie był szczęśliwy, że Harald delikatnie i w miarę kulturalnie molestuje go pod ścianą, zamiast faktycznie próbować robić coś poważnego. Zwłaszcza, że mózg automatycznie podsunął mu dwie "niewygodne" myśli. Pierwsza, że molestowanie, czy nie, Harald całował naprawdę dobrze, a druga, zwracająca uwagę na fakt, że brzydki również nie był. Wręcz przeciwnie. Bardzo się Samuelowi podobał.
Obie te myśli w połączeniu z wyuczonymi odruchami, doprowadziły do tego, że kiedy Joseph odwrócił wzrok przeżywając tak wielkie obrzydzenie całą sytuacją, on odruchowo oddał pocałunek, zaraz jednak orientując się, co robi i przerywając go odchylając głowę, próbując się jakoś odsunąć. Położył też Haraldowi dłoń na piersi chcąc go od siebie odsunąć dalej. Spojrzał na niego ze szczerym zdumieniem, po czym, nadal tak samo skonfundowany wzrok przesunął na Josepha.
- ... Co wyście oboje dostali w tym alkoholu? - zadał pierwsze pytanie, jakie przyszło mu do głowy, z wyraźnym niedowierzaniem w głosie. Bo czym był ten wieczór? I jakim cudem tak szybko wyewoluował?
Zupełnie nie rozumiał, co się dzieje i dlaczego na niego specyfik nie działa... Chyba, że jeszcze. Bo oczywiście, nie zakładał, żeby zaręczony przyjaciel i obcy mu podróżnik ze złamanym sercem mieli na tyle mocny powód do pocałowania go, gdyby byli zupełnie trzeźwi, czy tylko pod wpływem miodu, żeby faktycznie to zrobić. Mogło im to przejść przez myśl. Tak. W to mógł uwierzyć. Zdarza się. Ale czyny? Nie. Musieli być pod wpływem czegoś.
Ja też jestem?
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Jazda konna | Posługiwanie się pistoletem
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t700-samuel-vaesey http://vampirekingdom.forumpl.net/t705-samuel-vaesey#3047 http://vampirekingdom.forumpl.net/t706-samuel-vaesey Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Ingvar Knutson on 25/02/18, 01:10 am

Z matematyki to on dobry może nie był, ale do takiego stopnia, by jeszcze palnąć gafę w podawaniu dat i wydarzeń. Gdyby tylko wiedział, jak bardzo będą głowili się ile on ma teraz lat, a ile miał biorąc udział w wojnie, zastanowiłby się czy podawać datę czy nie. Bowiem wojny Duńskie były nie jedne. Zatem akcja mogła mieć miejsce nawet w tej wcześniejszej. Prawdy im przecież nie powie, że zakochał się w księciu królewskim i oboje za grzech religijny zostali skazani na stracenie przez powieszenie. Dalej nie ma co wspominać. Ilekroć chciałby o tym zapomnieć, nie potrafił. Wciąż widział martwe ciało swojego ukochanego w ramionach, zabitego przez siebie. Sam był mordercą swojej miłości... Czy może taki dramat chcieliby usłyszeć chłopcy?
Wstępnie Ingvar nie reagował na słowa Josepha, jak i Samuela. Po prostu od tak zaprowadził chłopaka pod ścianę jednej z ciemnych uliczek i przycisnął do niej, decydując się bardziej na namiętne pocałowanie młodzieńca. Tym samym, kątem oka sprawdzając reakcję jego przyjaciela. Co więc chciał sprawdzić Knutson? Czy wzbudzi zazdrość u Josepha. Czy ten rzuci się na niego. Nic takiego nie miało jednak miejsca. Tym samym, Samuel mu ostatni pocałunek odwzajemnił, jakby się w tym zatracał. Lecz szanując jego decyzję o zaprzestaniu, zakończył pocałunek czując jednocześnie dłoń Sama na swojej klatce piersiowej.
- Nic nie piłem.
Przypomniał. Że skoro siedzieli w tym samym barze, tylko chłopcy mieli trunki i je spożywali. Ingvar nie pił nic. Nawet jeżeli cokolwiek zamówił dla zmyły. Uświadomił tym samym Samuela, że zrobił to świadomie, nie zwalając winy na jakikolwiek alkohol.
Wampir wyprostował się i spojrzał na Josepha.
- Sprawdzałem Twoją reakcję Joseph. Jak bardzo jesteś wstanie znieść widok dwóch mężczyzn całujących się ze sobą. Podczas mojej powieści, zauważyłem że zacząłeś trzymać ode mnie dystans. Czy ten widok był dla Ciebie obrzydliwy? Sam w końcu pocałowałeś swojego przyjaciela. Spodziewałem się aktu zazdrości, ale u Ciebie go nie było. Wierny jesteś swojej kobiecie, co się szanuje.
Odpowiedział na ich pytania ogólnie, lecz bardziej kierując je do Josepha. Przy tym sprawdzianie, wiedział jedno. Z tym sztywniakiem na razie i w tej chwili nie ubije interesu. Będzie mu tylko przeszkadzać, zatem nie pozostaje nic innego, jak się go pozbyć. A jak to zrobić bardzo delikatnie? To proste. Jeżeli Joseph utrzymywał z nim kontakt wzrokowy, Ingvar użył hipnozy a telepatycznie przekazał mu w myślach polecenie jakie ma chłopak wykonać.
"- Przeproś swojego przyjaciela za swoje zachowanie, po czym odejdź i wróć do swojej narzeczonej."
Krótki przekaz, ale trochę energii go kosztuje. Jak i samo utrzymanie zdolności hipnotyzującej. Ingvar w tym przypadku był poważny i skupiony. Jakby ta cała rozmowa była dla niego bardzo uważna. Nie musieli znać prawdy. Teraz tylko zależało mu na pozbyciu się Josepha. Kiedy załatwi co trzeba z Samuelem, zajmie się i nim. Bowiem i jego będzie potrzebować do swoich działań, jak i zabawy.
avatar

Tytuł : Uciekinier
Wiek : 30/635
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Hipnoza, Trujący pocałunek, Telepatia
Punkty : 16


http://vampirekingdom.forumpl.net/t613-ingvar-knutson#2733 http://vampirekingdom.forumpl.net/t625-ingvar-knutson#2822 http://vampirekingdom.forumpl.net/t626-ingvar-knutson#2823 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Joseph Stanbury on 25/02/18, 09:26 am

Na słowa "Nic nie piłem" ze strony Haralda zareagował wyjątkowo prześmiewczym i niedowierzającym parsknięciem. Naprawdę, tak jak wcześniej był ciekaw tego człowieka, tak teraz wszystko, co mogło być kojarzone z pozytywnymi odczuciami zniknęło. Kojarzył mu się tylko z oburzającą męską dumą, jaka zazwyczaj została okazywana przy kobietach, ale ten się najwyraźniej wolał pokazywać przy mężczyznach. Wszystko jedno, molestowanie to molestowanie.
- Przy nas. - dodał jako odpowiedź do tego o tym, że Harald miałby niczego nie pić. Może i nie pił, za to gdyby brał, Joseph nie byłby ani krzty zdziwiony. Znaczy, zawsze była też opcja, że był po prostu chory psychicznie. W którą zresztą Joseph uwierzyłby bez problemu po usłyszeniu następnej wypowiedzi. Zamknął oczy i zacisnął palce na mostku swojego nosa, naprawdę starając się być cierpliwym, ale po wysłuchaniu czegoś takiego, nawet już nie zamierzał próbować być sympatyczny i miły.
- Haraldzie, nie wiem, za kogo się masz i czy jesteś na tyle zdrowy psychicznie, by znieść krytykę, ale uwierz mi, jestem w stanie znieść o wiele więcej, niż się spodziewasz. Nie przeszkadzają mi ani odrobinę ludzie, którzy okazują miłość innym ludziom, bez względu na ich płeć, ich rasę, stan społeczny, wszystko mi jedno, wszystko widziałem na studiach, jak dla mnie moglibyście nawet uprawiać seks w tym samym pokoju, w którym ja piłbym herbatę. - cofnął dłoń od nosa i złożył obie ręce przed sobą, dalej jednak nie otworzył oczu, zwyczajnie nie mogąc patrzeć na blondyna. - Ale jeżeli wydaje ci się, że masz jakiekolwiek prawo do testowania mnie, czy Samuela w ten sposób, grubo się mylisz. Jeżeli nie masz pewności, że ktoś chce mieć twój ozór w swoich ustach, nie wpychasz ozora w cudze usta. - dodał, odwracając się bokiem, nie chcąc tracić nad sobą panowania. Wziął kilka głębokich wdechów, po czym wrócił do swojej tyrady, najwyraźniej wybitnie urażony na wielu frontach. To nie była znowu taka długa wypowiedź, ale trafiła we wszystkie sfery niepewności i we wszystkie ważne rejony osobowości Stanbury'ego.
- Nie wiem, czemu pocałowałem Sama, ale było to tak samo karygodne, co to, co sam właśnie zrobiłeś. Może pocałowałem go, bo mam jakieś skrywane do niego uczucia, nieważne, nawet gdyby, nigdy w życiu nie okazałbym ich w tak paskudny i obrzydliwy sposób, w jaki zrobiłem to w tym obleśnym pubie, a ty tutaj. Samuel jest osobą, która zasługuje na wiele więcej, niż jakieś durne obmacywanie w ciemnej alejce. - uznał, odwracając się i wzdychając. - A Maria nie jest moją kobietą, jest absolutnie swoja, jedynie doświadcza mojego towarzystwa, tak samo jak ja jej. - dobrze, że nie splunął, bo miał ochotę. Nie wierzył, że musi tłumaczyć tak elementarne kwestie komuś tak staremu. Na litość, ten mężczyzna był prawie w wieku jego ojca. To jakby patrzył na Sama z własnym tatą. Boże, broń. Znowu zrobiło mu się niedobrze.
Już miał spojrzeć na obu i zerknąć na to, na co teraz wpadnie Harald, ale jednak uznał, że dalej chce mówić i dalej nie jest w porządku z całą tą sytuacją.
- Nawet jeśli powiedziałem, że mam skrywane uczucia, to nie mam. Żadnych o których wiem. Sam, chcesz wrócić do mnie i jednak znaleźć dziś wieczorem jeszcze trochę spokoju? - spytał w teorii spokojnie, chociaż pewnie słychać było, jak bardzo był tym wszystkim zdenerwowany. Co to w ogóle było, równie dobrze mógł się potknąć, albo coś. Zresztą, odsunął się w "irracjonalnej obawie rzucenia się na niego". Zabawne, bo wrócił, szczerze nienawidząc siebie za "takie głupie myśli". Tu jednak proszę, najwyraźniej tym razem przeczucie go nie myliło. Tylko to nie on powinien się odsuwać, a Sam. Na którego patrzył z nadzieją, że zgodzi się, żeby sobie pójść i że nie podobało mu się to wszystko, co miało miejsce.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Samuel Vaesey on 25/02/18, 04:03 pm

Kiedy Harald odpowiedział na jego pytanie uświadamiając go, że pocałowanie go było całkowicie świadomą decyzją, Sam spojrzał na niego jeszcze bardziej zdziwiony.
Skoro nie zrzucał winy na alkohol, czy używki, jak chciał usprawiedliwić potraktowanie go, jak prostytutki stojącej na rogu, którą można sobie od tak wziąć i zrobić, co się tylko chce bez pytania o zgodę?
Nie, żeby Samuel był zbyt delikatny na ciskanie o ściany. Wręcz przeciwnie. Chociaż zdecydowanie wolał sam przepierać do nich ludzi, nie przypominał sobie, żeby kiedykolwiek narzekał, gdy działało to w tą stronę. To jednak stało się tak z zaskoczenia. Nie dawał przecież Haraldowi żadnych oznak jakiegokolwiek zainteresowania fizycznego. Był zwyczajnie ciekawy jego historii.
Jeżeli mimo to mężczyzna postanowił zrobić to, na co miał ochotę, ryzykując przy tym naprawdę sporo (nie mógł przecież wiedzieć, jak oboje z Josephem zareagują, a na pewno domyślał się, że raczej negatywnie) i nie okazując mu jakiegokolwiek szacunku, Samuel prawdopodobnie nawet zrezygnowałby z oburzania się na rzecz ciekawości, co daje Haraldowi tyle pewności siebie. Głupota? Fakt, że jest tutaj jedynie przejazdem i może pozostać anonimowy? Głód wrażeń? Nie wiedział i chciałby się dowiedzieć.
Słowo "chciałby", zamiast "chciał" było jednak bardziej, niż poprawne. Mógłby mu nie przeszkadzać zupełny brak szacunku, ale fakt, że Harald zrobił to nie dlatego, że chciał, a tylko po to, żeby sprawdzić podejście Josepha, ugodził Samuela na więcej, niż jednym poziomie.
"Spodziewałem się aktu zazdrości, ale u Ciebie go nie było."
Po to się to stało? Żeby pokazać mu, jak na dłoni, że nie ma co nawet liczyć na to, że przyjaciel się aż tak zmienił przez te lata rozłąki? Sam wcale się tego nie spodziewał i na to nie liczył, ale niemalże dosłowne rzucenie mu tego w twarz wcale nie było przez to mniej bolesne. Oczywiście, że Joseph nie był zazdrosny. O co miałby być? Samuel nie był Marią, a Joseph nie był nim zainteresowany w ten sposób. Był zaręczony i zakochany. Koniec.
Odetchnął głęboko odsuwając Haralda od siebie odwracając od niego spojrzenie.
Słuchał tyrady Josepha z rosnącą irytacją. Zgadzał się z nim i sam chciał dodać coś od siebie, ale nie przerywał mu. Jedynie podniósł na przyjaciela wzrok starając się przekazać mu nim, że jest całkowicie po jego stronie. Oczywiście, spodziewał się, że z perspektywy Josepha było to bardziej, niż oczywiste, ale dla niego osobiście wcale nie, więc i tak przekazywał niewerbalne sygnały.
Na jego pytanie na koniec odpowiedział wdzięcznym spojrzeniem.
- Nie , dziękuję - powiedział kręcąc głową z lekkim westchnieniem. - Przyjdę jutro, jak było w planach. Dzisiaj już jednak wrócę do domu. I tak miałem się u ciebie dzisiaj nie pokazywać, prawda? - zapytał mając nadal w pamięci informację o tym, co robił dzisiaj pan Stanbury. Joseph prawdopodobnie chciał być przy matce, więc Sam tylko by przeszkadzał. Zresztą teraz naprawdę miał już o czym myśleć, więc nuda we własnym domu mu nie groziła na pewno.
Zwrócił spojrzenie na Haralda, a na jego twarzy pewnie było widać, jak zirytowany i ugodzony jest.
- Ciekawy to sposób na podsumowanie historii miłości, którą nam właśnie opowiedziałeś, Haraldzie - powiedział spokojnie, a na jego twarzy zagościł cień wrednego uśmiechu. - Naprawdę zaskakujący. Powiedz, zawsze tak ją kończysz, czy mogę się czuć wyróżniony?
Mówiąc to nie odszedł jednak od ściany i pozostał w takiej odległości, na jaką odsunął od siebie Haralda, czyli długości własnego ramienia. Nie miał bowiem zamiaru uciekać w jakikolwiek sposób. Nie obawiał się, nie był oburzony, nie czuł się jakoś faktycznie zmolestowany. Był po prostu zły i urażony motywacją mężczyzny. Nie mógł mu jednak tego powiedzieć. Zwłaszcza nie w obecności Josepha, więc słowa, które cisnęły mu się na usta, zachował dla siebie, a wypowiedział te bezpieczniejsze.
- A odbiegając od tego tematu, widziałeś reakcję Josepha na pocałunek w pubie. Czy wyglądał ci na kogoś, dla kogo było to ważne wyrażenie uczuć? Myślę, że pokazał i powiedział bardziej, niż dosłownie, że żałuje, że to w ogóle się stało. Skąd więc potrzeba sprawdzania czegokolwiek dokładniej? Czyżbyś liczył na coś innego? Nie przyjrzał się dokładnie, bądź nie zrozumiał? - zapytał gorzko, nadal patrząc na mężczyznę. - Ja zresztą swoją opinię na ten temat już również wyraziłem, i został, jak mi się wydawało, zamknięty, więc naprawdę nie rozumiem, czemu zaprząta to twój umysł do tego stopnia, żeby posuwać się do czegoś takiego.
Westchnął powstrzymując się przed dalszym monologiem, ponieważ naprawdę nie chciał powiedzieć za dużo, lub ująć czegoś w zły sposób. Tego wieczora już i tak zbyt dużo zostało powiedziane i zrobione nie tak. Poza tym, Joseph i tak powiedział już wszystko, co było do powiedzenia.
Sam patrzył na Haralda w oczekiwaniu na jakąś dalszą dyskusję. Chociaż najchętniej poszedłby stąd od razu, żeby nie musieć już borykać się z całym wydźwiękiem tego wieczoru. Stał jednak nieruchomo z tego samego powodu, z którego nie odsuwał się od ściany, czy mężczyzny. Nie chciał uciekać. Powiedzieć kilku słów w złości i sobie pójść nie czekając na odpowiedź.  
A szkoda. Naprawdę go do tej pory lubił. Teraz też zresztą pewnie nie stracił całego zainteresownia jego osobą, ale nie widział go zupełnie przez całą irytację i fakt, że Harald trafił swoimi słowami w jeden z jego największych czułych punktów.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Jazda konna | Posługiwanie się pistoletem
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t700-samuel-vaesey http://vampirekingdom.forumpl.net/t705-samuel-vaesey#3047 http://vampirekingdom.forumpl.net/t706-samuel-vaesey Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Ingvar Knutson on 26/02/18, 02:12 am

Niestety tym razem Joseph nie dał się złapać w jego pułapkę hipnozy. Wielka szkoda, że nie spojrzał mu w oczy. Nie mógł wtedy użyć na nim swojej hipnozy ani wydać polecenia, by grzecznie sobie poszedł. Zamiast tego, wyprawił mu kazanie dotyczące tego co miało przed chwilą miejsce.
Tak. Przy nich nie pił. I tutaj zmarszczył brwi z powagą patrząc na Josepha. Samuel słusznie zrozumiał jego słowa, że zrobił to świadomie. Nie będąc pod wpływem alkoholu ani narkotyków. Poza tym, całując go Samuel nie wyczuł żadnego alkoholu czy innego nieprzyjemnego zapachu, jaki pozostawia po sobie alkohol.
Interesujące jednak były słowa Josepha, który stwierdził że jest wstanie znieść o wiele więcej i nie tylko chodzi o samo patrzenie na całujących się mężczyzn. Nie spodziewał się jednak usłyszeć od niego wzmianki o seksie i herbatce.
- Uważaj. Bo zrealizuję wizję seksu i herbatki.
Odpowiedział pół serio pół żartem, uśmiechnąwszy się kącikiem ust, jakby Joseph go w tym momencie rozbawił. Ale serio, chciałby to zobaczyć. Jak Joseph pije herbatę i podziwia swojego przyjaciela z nim w łóżku. To byłoby chyba epickie.
- Jedna uwaga. Pocałowanie a molestowanie, to dwie różne rzeczy. Nie zarzucaj mi molestowania, bo nic takiego nie zrobiłem.
Zwrócił uwagę Josephowi, jakby posunął się w swojej wypowiedzi trochę za daleko. I tutaj już Ingvar nie uśmiechał się. Jedynie go do końca wysłuchał. Zaraz też i Samuela, który swoje musiał dodać. Lecz jego spojrzenie ciągle tkwiło w tym drugim młodzieńcu. Zabawa zaczynała się robić nudna i chyba będzie musiał przejść do rzeczy. Jeszcze noc mu się skończy za szybko i nie będzie wesoło.
Samuel nie wykazywał chęci by iść z Josephem, decydując się na pozostanie w tym zaułku. Choć pytanie o zakończenie wątku opowieści swojej tragicznej miłości raczej nie było trafione.
- Nie. Znacznie gorzej je kończę.
W tym momencie Ingvar spojrzał dość poważnie na Samuela, widząc w nim ten wredny uśmiech. Słuchał go dalej, zachowując nadal dystans.
- Więc mam rozumieć, że oczekujecie z mojej strony przeprosin?
Tutaj przeniósł spojrzenie w stronę Josepha. Lecz ten nie spojrzał na niego ani razu. Pozostawało wymuszenie na nim spojrzenia na siebie, ale za bardzo mógłby ich wystraszyć. Został mu więc Samuel. Spojrzał na młodego i jeżeli ten na niego patrzył nadal, Ingvar na nim użył swojej hipnozy. Miał wyszkoloną na takim poziomie, że człowiek nie ma prawa odmawiać wykonywania jego rozkazów. Więc powinno pójść tak samo dobrze jak z Josephem w barze.
"- Pójdziesz ze mną do hotelu. Póki co zachowuj się normalnie. "
Wydał mu mentalne, myślowe polecenie i miał nadzieję, że tak zostanie. Wtem spojrzał na Josepha. Hipnoza działała i Sam nie powinien móc się jej opierać. Póki Ingvar cały czas koncentrował się na utrzymywaniu jej na Samie.
- Przykro mi, że spotkanie skończyło się dość nieprzyjemnie i to z mojej strony. Więc lepiej będzie jak każdy pójdzie już do siebie. Wskaż mi adres jak daleko do tego hotelu jest.
Powiedział dość poważnie, nie ukrywając że już sam był tym zmęczony. Choć mógłby nawet okazywać tylko ten stan dla zmylenia ich. Bowiem męcząca dla niego była rozmowa. A dokładniej to monologi tych dwóch chłopaków. Do Josepha jeszcze wróci, pierw zajmie się Samuelem. O ile żaden z nich nie będzie czegoś kombinował.

Było miło, ale co dobre się niestety kończy. Nie wiedząc czemu, Ingvar stwierdził, że odpuści sobie tych dwóch chłopaków, którzy nadal jednak nadal bardzo mu się podobali. Pożegnał ich i skierował swe kroki w inne miejsce. Być może do wspomnianego hotelu, gdzie postanowił przeczekać cały dzień.


[z/t]
avatar

Tytuł : Uciekinier
Wiek : 30/635
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Hipnoza, Trujący pocałunek, Telepatia
Punkty : 16


http://vampirekingdom.forumpl.net/t613-ingvar-knutson#2733 http://vampirekingdom.forumpl.net/t625-ingvar-knutson#2822 http://vampirekingdom.forumpl.net/t626-ingvar-knutson#2823 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Tamiza

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach