Restauracja Tamiza

Restauracja Tamiza

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Restauracja Tamiza

Pisanie by Vampire Kingdom on 22/02/17, 01:07 pm

Restauracja Tamiza



Usytuowana tuż nad Tamizą w pobliżu Big Bena jest miejscem spotkań zamożnej klienteli, parlamentarzystów i nie tylko.
avatar

Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t83-karta-postaci-wzor#130 http://vampirekingdom.forumpl.net/t88-informator-wzory#135 http://vampirekingdom.forumpl.net/t89-forma-listowna-wzor#136 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Joseph Stanbury on 24/01/18, 12:24 am

- Samuelu, świat nie chce, żebyśmy musieli zwlekać. - powiedział z uśmiechem, nadal nie mogąc uwierzyć w to niespodziewane spotkanie. Było zdecydowanie bardziej prawdopodobne, niż to ostatnie, jednak również niesamowicie zaskakujące. W końcu, wracając z kontroli w fabryce, ostatnie czego się spodziewał to spotkać najbliższego przyjaciela. No, może gdyby natknął się na jakąś istotę nadnaturalną, byłoby to bardziej szokujące, chociaż w złym sensie. Joseph nie zamierzał narzekać, że ma do czynienia z Samem, a nie wróżką, czy inną rusałką. Z taką nie porozmawiałby o dawnych czasach, ani też pewnie nie usłyszałby od niej niesamowitych historii z życia pełnego bohemy.
- Gdybym spodziewał się, że cię dziś spotkam i gdzieś się razem wybierzemy, włożyłbym pewnie coś lepszego, niż średni garnitur, ale niech będzie. - powiedział z rozbawieniem, trochę tłumacząc się z wybranego stroju. Oczywiście, nie był ani w złym guście, ani zniszczony, ale ciężko byłoby go nazwać najlepszą kreacją Josepha. Zwłaszcza, że pod marynarką miał tylko koszulę i gdyby nie jesień i konieczność noszenia płaszcza, pewnie czułby się w restauracji, do której zmierzali, nie na miejscu. Ale mógł marynarki nie zdejmować, a chociaż etykieta wymagała, by rozpiął guziki, siadając, jeżeli dopomoże mu los, będzie mógł brak kamizelki zasłonić obrusem. Przynajmniej buty miał dobre! Mógł zawsze wyjść w czymś pokroju kapci, w jakich czasem poruszali się przyjaciele ojca. Nie zniósłby widoku na nikim sobie bliskim, a tym bardziej na sobie. Szkaradzieństwo.
Gdy weszli do Tamizy, kelner zaraz do nich podszedł. Spytał o rezerwację zaraz po tym, jak odebrano ich płaszcze, ale dzięki godzinie, to chociaż takowej nie mieli, znalazło się dla nich miejsce. Podążyli za pracownikiem i usiedli przy stoliku pod ścianą, na drobnym podwyższeniu. Joseph zajął miejsce bliżej ściany i wziął kartę od mężczyzny, zaczął przeglądać ją pobieżnie, bo raczej i tak planował zdecydować się dziś na coś szybkiego i raczej nie wymagającego wiele pracy przy jedzeniu. Decyzja zajęła mu dosłownie tyle, co obrót kartki, bo zamówił dwie grzanki z pomidorem i bazylią, póki co rezygnując z napojów. Potem pewnie jednak zmieni zdanie i weźmie sobie lampkę jakiegoś wina, ale teraz jeszcze na to nie wpadł. Gdy przyjaciel wybrał, Joseph złożył dłonie i oparł się na krześle z szerokim uśmiechem.
- Bardzo się cieszę, że los przyspieszył nasze spotkanie, bo twoje listy trzymały mnie w napięciu od chwili otrzymania. - powiedział, kręcąc głową z niedowierzającym uśmiechem. - Spodziewam się takich historii, że oboje będziemy musieli napisać książki, by zwerbalizować swoje przeżycia. Chociaż obstawiam, że nie wszystko możesz opowiedzieć mi w takim miejscu, to chociaż ułamek. Błagam.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Samuel Vaesey on 24/01/18, 01:07 am

- Najwyraźniej tak - odparł również rozbawiony odruchowo poprawiając mankiety marynarki, które przez cały dzień w irytujący sposób mu się zawijały.
- Kto wie, może przez te 24 godziny ma się stać coś wielkiego i Los chciał nam dać ostatnią szansę na rozmowę na spokojnie? - powiedział starając się brzmieć tajemniczo. Zaraz jednak zaśmiał się kręcąc głową, bo to było zbyt mało prawdopodobne, żeby się tym zajmować. Nawet dla niego. A przynajmniej dla niego teraz, bo prawdopodobnie wróci myślami do tego tematu jeśli tylko będzie miał wieczorem problemu z zaśnięciem.
A skoro o mało prawdopodobnych rzeczach mowa... Był właśnie w trakcie długiego już spaceru po mieście. Londyn był dla niego zupełną nowością. W dzieciństwie nie przyjeżdżał tutaj wcale często, a jeszcze rzadziej (najpewniej nigdy) miał okazję się po nim poszwędać. I co prawda podczas tych lat spędzonych w Birmingham przywykł już do miejskiego krajobrazu, to przecież to nie było to samo. Londyn to jest jednak Londyn. Samuel nadal był pod wielkim wrażeniem miasta.
Na Josepha natknął się zupełnym przypadkiem podczas przechadzki wzdłuż Tam Izy. To było zaskakujące. Bardziej, niż powinno prawdopodobnie. Teraz, kiedy mieszkają w jednym mieście, powinien liczyć się z tym, że mogą na siebie wpadać raz na jakiś czas. Nie zmienia to jednak faktu, że jeszcze przez jakiś czas miało go to dziwić.
Słysząc komentarz przyjęciela dotyczący jego stroju spojrzał na niego uważniej. I chociaż faktycznie na pierwszy rzut oka mógł określić, że Joseph w swojej szafie ma znacznie lepsze elementy garderoby, to przecież nie miał zamiaru zwracać na to jakiejkolwiek uwagi.
- Na litość boską, przyjacielu. Moment, w którym bardziej będzie mnie obchodzić strój, który na sobie masz podczas spotkania, niż sam fakt, że cię spotykam, będzie momentem, w którym zasłużę sobie na kolejne 10 lat rozłąki, żeby przypomnieć sobie, gdzie powinienem lokować swoje priorytety - powiedział z rozbawioną naganą kręcąc głową.
Usiadł na miejscu naprzeciwko przyjaciela i wziął od kelnera kartę. Sam póki co nie był specjalnie głodny, więc zamówił jedynie kieliszek czerwonego wina słodkiego, zdając sobie sprawę, że prawdopodobnie tylko tym sobie zaostrzy apetyt i będzie musiał jednak domówić coś do jedzenia. Nie przejmował się tym jednak póki co.
Uśmiechnął się szeroko słysząc prośbę przyjaciela, po czym spuścił wzrok kładąc dłoń na karku lekko zakłopotany.
- No tak - powiedział uśmiechając się i  podnosząc wzrok na przyjaciela. Po chwili jednak przypomniał sobie coś, co sprawiło, że parsknął rozbawiony.
- Ja i tak miałem już to zrobić, pamiętasz? Jeszcze w Eton - zapytał licząc na to, że nie jest jedynym, który co i rusz przypomniał sobie tak przypadkowe sytuacje z ich wspólnego życia.
Pomysł, żeby Samuel napisał o nich książkę był tematem, który przewijał się dość często w ich szkolnych latach. Sam uważał go za bardzo dobry. Uznał jednak, że powinien zaczekać z tym do, prawdopodobnie, łoża śmierci. Wtedy spisze wszystkie swoje przemyślenia i wspomnienia w wielotomowych pamiętnikach wzorując się w tym na Giacomo Casanovie. Musiał jednak najpierw zaczekać, ponieważ gdyby teraz postanowił pisać szczerze... Po pierwsze, nikt by tego nie wydał. A po drugie, gdyby już to się stało, Samuel straciłby cały szacunek i sympatię przyjaciela. Tego mógł być pewien. A na nich zależało mu akurat niesamowicie. Toteż pisanie musiało zaczekać.
- Myślę, że mogę ci coś opowiedzieć. Co prawda dach twojej posiadłości, albo stara kłoda na polanie wydaje mi się być do tego znacznie lepszym otoczeniem, niż dobra restauracja dla klasy wyższej, ale skoro cię to aż tak interesuje. Chociaż zasada handlu wymiennego panuje nadal. Tak przypominam - powiedział celując w niego palcem ostrzegawczo, po czym uśmiechnął się rozbawiony.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Jazda konna | Posługiwanie się pistoletem
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t700-samuel-vaesey http://vampirekingdom.forumpl.net/t705-samuel-vaesey#3047 http://vampirekingdom.forumpl.net/t706-samuel-vaesey Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Joseph Stanbury on 24/01/18, 01:40 am

- Zdaję sobie sprawę, że ubranie naprawdę nie jest najważniejsze, ale całkiem istotne. Widziałeś, jak wygląda część mieszczan, nie chcę wyglądać, jakby moje poczucie stylu było zbliżone do ich. - powiedział, jeszcze zanim weszli do restauracji. Owszem, ubranie nie było najważniejsze, ale tak jak prezent miło było dać w pięknym pudełku, niż owinięty gazetą. Otrzymać też lepiej było go w pięknym opakowaniu, a że Joseph traktował dialogi jak prezenty, to miło by mu było, gdyby każdy był w pięknym opakowaniu, to jest gdyby patrzeć na samą rozmowę było tak samo miło, jak jej słuchać. Samuel był niesamowicie przystojny, o sobie Joseph też nie sądził jak o osobie brzydkiej, więc gdyby byli źle ubrani może nie bolałoby to oczu aż tak, jednak czemu ma boleć w ogóle, skoro może być bliskie ideałowi?
Kiedy usłyszał prośbę o słodkie wino, nie powstrzymał lekkiego uśmiechu. Pokiwał głową z rozbawieniem, chociaż wywołanym raczej sympatią do wyboru, niż pogardą.
- Słodkie wino. Gdybyśmy spotkali się rok wcześniej, albo dwa lata później, pewnie oburzyłby mnie twój wybór. - powiedział, kiwając głową. Zaskoczyło go, że Sam nie sięgnął po coś bardziej wytrawnego. Pół-słodkie chociażby. Joseph od jakiegoś czasu nie mógł znieść słodkiego wina. Kojarzyło mu się tylko z piciem dla alkoholowego wpływu, a nie dla samego smaku napoju. Chociaż wiedział, że nie dlatego zamawia je większość. Cierpkie, wytrawne wina, nie przemawiały ani d jego matki, ani do Marii i zawsze musiał godzić się na kompromisy. One bez wątpienia nie piły, by poczuć się upojone, im po prostu smakowały słodkie napoje. Herbatę też słodziły obie, więc w sumie ciężko się pewnie dziwić. Zresztą, gusta są różne i nie powinien ich oceniać. Chociaż nienawidził tego powiedzenia, pewnie było w nim trochę prawdy.
- Napisać książkę? Pamiętam. Jak ci idzie? - zapytał z rozbawieniem, ale nie spodziewał się, żeby szło mu jakkolwiek. Pewnie nigdy się za to nie wziął. Ciekawe, od czego by zaczął. Czy nazwałby postaci ich imionami, czy może nadał im własne? Jakby potoczyły się losy fikcyjnych Josephów i Samuelów? Najbardziej go chyba ciekawiło, czy Sam był autorem, który wiernie odwzorowałby życie i napisał raczej jakąś obyczajówkę, czy może zdecydował się zaszaleć i sięgnął po popularne teraz twory, jak wampiry, żywe trupy, czy wilkołaki. Ciekawie czytało się o nich co jakiś czas, ale Joseph wolałby, żeby w historii, którą napisałby przyjaciel, nie pojawiały się żadne nadnaturalne, niestworzone istoty. Po co udziwniać sobie życie, które i tak było ciekawe? Magię mogli dodawać Ci, którzy nie potrafili przeżyć czegoś ciekawego naprawdę. Oni byli dalecy od potrzeby fikcji.
- M, nie, dzisiaj nie wracajmy do mnie. - powiedział, wzdychając. - Mój ojciec gości kochankę. - wytłumaczył, z bardzo nieszczerym uśmiechem. Gardził pomysłami rodzica o zdradzaniu matki, zwłaszcza, że ta o tym wiedziała. Gdy Joseph, kilka lat temu już, nakrył ojca z inną kobietą, niż mama w sytuacji zdecydowanie jednoznacznej, bardzo go to zraniło. Powiedział mamie, a ta odparła, że wie. Swoim jednak zdaniem nie mogła niczego z tym zrobić. Zaskakujące, na jak wiele człowiek jest w stanie przyjąć za normę, gdy tylko się przyzwyczai. Szkoda, że ojciec również traktował to jako coś normalnego, a nie godnego pożałowania.
Irytacja Josepha rozwiała się, gdy tylko wrócił myślami do dialogu z przyjacielem. Pokiwał głową na wzmiankę o wymianie. Uczciwa umowa, co tu dużo mówić. Obejrzał się na przejście do kuchni, z którego wyszedł ich kelner, niósł na tacy już wino dla Samuela. Widok alkoholu przywiódł Josephowi pewną myśl, którą zdecydował się z Samem podzielić.
- Jednak nie na Tamizie i moim domu się Londyn kończy, prawda? Jest masa miejsc, pubów i innych, osobliwych miejscówek, w których pewnie nasze rozmowy byłyby bardziej na miejscu. - powiedział zadowolony, licząc, że Vaesey ma dzisiaj na tyle czasu. Bardzo chętnie spędziłby z nim wieczność, chociaż to akurat było niemożliwe. Mógł jednak łapać chwile i cieszyć się obecnością najbliższego mu mężczyzny pod słońcem. No i zamierzał to robić, skoro byli już dorośli, naprawdę niewiele byłoby w stanie ich powstrzymać.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Samuel Vaesey on 24/01/18, 03:07 am

Zaśmiał się słysząc komentarz o mieszczaństwie.
- Skoro tak mówisz. Wydaje mi się, że sam nie jestem w stanie z siebie wykrzesać takiej uwagi przykładanej do stroju - przyznał rozbawiony ponownie przyglądając się ubraniu Josepha.
Naprawdę nigdy nie zwracał na to uwagi. Gdy z kimś rozmawiał, raczej patrzył na twarz, dłonie i ogólne zachowanie, ale nigdy nie rejestrował ubrań.
Nie oznaczało to, że sam ubierał się źle. Raczej wręcz przeciwnie, starał się możliwie zawsze wyglądać jak najlepiej. Powodem jednak były zawyżone standardy względem samego siebie, a nie jakieś ogólne poczucie estetyki.
U rozmówców nie zwracał na to uwagi nigdy.
- Z drugiej jednak strony zawsze to przyjemniej patrzeć na coś ładnego, niż przeciętnego. Tutaj muszę przyznać ci rację. Sądzę jednak, że mógłbyś przyjść do tej restauracji w koszuli nocnej i nadal wyglądałbyś lepiej, niż większość osób, które tu widzę, więc nie masz, czym się przejmować - powiedział nachylając się do niego z rozbawionym uśmiechem.
Wiedział z resztą o czym mówi, prawda? Trzy lata spędził mieszkając z nim w jednym pokoju. Zdążył się na Josepha napatrzeć w każdym wydaniu. Jeśli w jego przypadku oczywiście istniała opcja, żeby "się napatrzeć". Stwierdzenie to sugerowało, że miałby dość patrzenia na niego, a był całkowite pewny, że to akurat jest niemożliwe.
Na komentarz o winie pokiwał głową ze zrozumieniem.
- Lubię mocne i wyraziste trunki, ale od jakiegoś już czasu moją słabością są słodycze - uśmiechnął się trochę jakby zawstydzony i podrapał po główne.
- A słodkie wino jest idealnym połączeniem pomiędzy moimi dwoma ulubionymi rzeczami: trunkami i słodyczami. Jakkolwiek głupio by to nie brzmiało.
Napisać książkę. Skinął głową z uśmiechem, po czym zastanowił się chwilę.
- Jako, że najprawdopodobniej i tak napisałbym z tego coś na wzór książki obyczajowej, pewnie moje dzienniki można uznać za początek. Tak więc idzie mi całkiem dobrze. Mam wszystkie dane - powiedział rozbawiony i zaczął się poważnie zastanawiać, jaka byłaby reakcja przyjaciela, gdyby ten je przeczytał. Zła. To na pewno. Joseph, w przeciwieństwie do niego miał jeszcze sporo moralności i na pewno uznałby pisane wtedy przez niego teksty za coś w bardzo złym guście.
Słysząc wzmiankę o kochance i widząc sztuczny grymas na twarzy przyjaciela, skrzywił się i pokręcił głową, wyraźnie niezadowolony.
Zdrada była dla niego bardzo śliskim tematem, bo choć w pierwszym odruchu nią pogardzał, to im dłużej nad nią myślał, tym ciężej było mu ją kategorycznie zanegować. Zwłaszcza, że zdawał sobie sprawę, że prawdopodobnie sam by się jej dopuścił, gdyby sytuacja tak mu podpowiedziała. Jednak dopóki nie stał przed tym problemem, mógł z czystym sercem wyrażać swoją dezaprobatę dla zachowania pana Stanbury'ego.
Uśmiechnął się zaraz szeroko słysząc ostatnią wypowiedź przyjaciela. Nie wiedział ile dokładnie Joseph ma czasu, ale to brzmiało bardzo obiecująco.
- Przyjacielu, dla mnie właśnie na tych dwóch lokacjach, oraz domie mojej szanownej ciotki kończy się praktyczna wiedza o tym mieście - przyznał szczerze. Nawet jeśli w dzieciństwie zwiedzał coś więcej, to nie miał prawa teraz tego pamiętać.
- Ale zdaję się w tej materii na ciebie - dodał z uśmiechem - Jeśli znasz jakieś miejsce, w którym nie będziemy musieli naszych historii opowiadać przyciszonym głosem i w wersji dogodnej dla ewentualnych ciekawskich uszu, to całym sobą głosuję za udaniem się tam, jak tylko stąd wyjdziemy. Pod warunkiem, że masz czas i ochotę, oczywiście - spojrzał na niego znad kieliszka z nieukrywaną nadzieją, po czym napił się łyka.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Jazda konna | Posługiwanie się pistoletem
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t700-samuel-vaesey http://vampirekingdom.forumpl.net/t705-samuel-vaesey#3047 http://vampirekingdom.forumpl.net/t706-samuel-vaesey Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Joseph Stanbury on 24/01/18, 01:59 pm

Nie zdążył tematu mody kontynuować na zewnątrz,więc wrócił do niego też w momencie, kiedy byli przy stole. Mógł się na nim nie skupiać aż tak, ale najwyraźniej kiedy miał okazję o nim mówić, to gadał i gadał. No, ale był młodym arystokratą z ciągotami do artyzmu, więc ciężko było się dziwić, że lubił i znał ten temat.
- Rozbraja mnie widok dopinanych muszek. Nie wiązanych, czy chociażby nakładanych, jak żabot, tylko dopinanych. Byłem ostatnio u krawca, odebrać garnitur na bankiet u Wakefieldów, a tam dwóch mężczyzn kłóciło się z krawcem. I to wiesz na jaki temat? Czy muchę, czyli już swoistą kokardę, można za szyją wiązać też na kokardę. - powiedział, z pożałowaniem kręcąc głową. Jego ojciec pewnie powiedziałby, że chłopak nie powinien się tyle zastanawiać nad ubraniami, a dać ubierać się modzie i swojej żonie, ale to była zbrodnia. Żadna to moda, zresztą, kiedy na guzik przyczepisz sobie kokardę. Jeszcze krzywo do tego.
Uśmiechnął się i spuścił wzrok na stół, kiedy przyjaciel powiedział ten tekst o koszuli nocnej. Mimiką Joseph wyraził, że nie jest co do tego taki przekonany, ale że wciąż się uśmiechał, to pewnie łatwo było się domyślić, że i tak było miło mu to usłyszeć.
- Gdybym tak zrobił, mógłbym zbierać na tyle spojrzeń, że już nigdzie nie moglibyśmy porozmawiać spokojnie. - powiedział z rozbawieniem, po czym uniósł brwi, przypominając sobie, że były miejsca, gdzie mogliby porozmawiać, nawet w stylizacji do snu. - No, chyba, że w sypialni, albo przy wczesnym śniadaniu. Na które, oczywiście, zostaniesz, kiedy już będę gościć cię jutro u siebie? - dopytał, chcąc być pewnym. Nawet nie zakładał, że jest jakakolwiek szansa, że wypuści przyjaciela z domu przed nocą, a przecież nie chciał dać mu jeździć po ciemku, więc założył, że Samuel zostanie. Miał już nawet przygotowany pokój, a więc z szacunku do pracowników Stanburych, po prostu powinien zostać na noc i kropka.
- Ja jakoś nie mogę ich polubić. Poza ciastem. - uznał z rozbawieniem. - Zawsze będę mieć słabość do ciasta. Chociaż keksu i tak nie cierpię. - Keks to było ciasto szatana. Najchętniej wezwałby księdza, by ten je egzorcyzmował, ale klecha albo by go wyśmiał, albo to właśnie Josepha by egzorcyzmowano. Podchodził jednak do swojej nienawiści do keksu bardzo poważnie. Może nie na tyle, żeby traktować egzorcyzm jak faktyczny plan na przyszłość. Ale prawie.
Klasnął w dłonie i pokiwał głową, już ucieszony na wieść, że będzie to obyczajówka, a nie fantastyka.
- Byle żeby dzienniki nie były zwiastowaniem tego, że twa książka skończy się, jak "Cierpienia Młodego Wertera". Tego bym nie zniósł. - powiedział upominająco, chociaż cały czas się uśmiechał. W pierwszej chwili fakt, że przyjaciel mógłby cierpieć psychicznie, wydawała mu się raczej nieuzasadniona, ale kiedy się nad tym zastanawiał... Artyści sporo cierpieli, zwłaszcza pisarze. Od razu do głowy przyszło mu kilka ludzi, za których pracami i istnieniem tęsknił od dnia, gdy targnęli się skutecznie na swoje życie. Pokój ich duszom, oby Bóg - o ile takowy istnieje - im wybaczył.
Zamyślił się i nawet nie zauważył, kiedy stanęły przed nim jego grzanki. Kiedy chciał oprzeć się na stole, prawie wsadził w nie łokieć, na szczęście zauważył w porę, że już to leżą. Sięgnął po sztućce i zaczął kroić, słuchając przyjaciela.
- Wszystko zależy, czy chcesz znaleźć bardziej wyrafinowane miejsce, gdzie whisky chodzi po kilkanaście dolarów za szklankę, a za lód dodatkowo się płaci, czy jakiś mniej popularny, możliwie bardziej niebezpieczny, a niekoniecznie o wiele tańszy. - powiedział z rozbawieniem, bo całe to zdanie idealnie obrazowało cały Londyn. - Obstawiam, że jeżeli chcemy opowiadać sobie o życiu, to raczej nie powinniśmy rozważać pierwszej opcji.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Samuel Vaesey on 24/01/18, 08:17 pm

Słuchał tyrady przyjaciela o modzie oraz ubiorze i uśmiechał się lekko rozbawiony. Prawdopodobnie sam nie wiedział, czy bardziej wizją kłótni mężczyzn, którą Joseph nu przestawił, czy zaangażowaniem z jakim mu o tym opowiadał. Chociaż tym drugim był raczej wzbudzało jego podziw i odrobinę rozczulenie, niż rozbawienie. Bardzo lubił, kiedy ktoś opowiadał o czymś z pasją, nieważne, czym to było. Tak więc zrobił wszystko, żeby przyjaciel czuł się słuchany.
Temat z resztą nie nudził go wcale. Sam mógł nie zwracać na ubiór szczególnej uwagi, ale zawsze dobrze zdobyć praktyczną wiedzę, więc nie miał nic przeciwko słuchaniu.
Uśmiechnął się zadowolony z siebie, gdy zobaczył reakcję na komplement i odchylił na oparciu patrząc na przyjaciela z lekko przekrzywioną głową.
- To też mogłoby być ciekawe doświadczenie - powiedział rozbawiony, a słysząc tekst o sypialni przez jego twarz przemknął wyraz zdumienia, ponieważ jego mózg automatycznie wziął to za śmiałą insynuację, której po przyjacielu się zdecydowanie nie spodziewał. Nie miał aż wysokich oczekiwań.
Zaraz jednak odchrząknął kiwając głową z rozbawionym uśmiechem słysząc dalszą część wypowiedzi.
Oczywiście, że nie o to mi chodziło. Ogarnij się, Samuel. Głodnemu chleb na myśli, a ty jesteś w tym zdecydowanie jedyny. On ma moralność i, co ważniejsze, narzeczoną, pamiętasz?
- O - powiedział bardzo inteligentnie, po czym uśmiechnął się pozytywnie zaskoczony. - Wiesz, nie spodziewałem się, że zaproszenie obejmuje również nocleg, ale skoro tak, to z chęcią zostanę.
Parsknął słysząc nienawiść w głosie przyjaciela, gdy mówił o cieście. Nie, żeby sam za nim przepadał, ale tak ostrej reakcji jeszcze nie widział. Joseph był zdecydowanie bardziej ekspresyjny, niż go zapamiętał. W dzieciństwie był bardziej... Nie "delikatniejszy", ale ulotny. Nie, żeby Samuel miał zamiar narzekać. Bardzo mu się taka zmiana podobała.
Co do dzienników, to musiał przyznać, że w swoich najgorszych momentach w latach szkolnych był całkiem bliski patosowi bohatera Goethego. Nigdy jednak nie zaszedł w swoim cierpieniu, jak Werter, więc Joseph raczej nie miał się o co obawiać.
Pokręcił więc głową z uspokajającym uśmiechem.
- Nie martw się, nie sądzę, żebyś musiał. Mogę cierpieć uwięziony w okowach konwenansów i sztywnych zasad naszego świata - powiedział sztucznie wzniosłym tonem. - Ale mimo wszystko jestem zbyt uzależniony od życia, żeby porzucać je tak szybko. Poza tym mam jeszcze sporo do zrobienia, prawda? - zapytał, już swoim normalnym tonem.
Chciał go ostrzec przed wsadzeniem łokcia w jedzenie, ale Joseph sam zdążył się zorientować, zanim powiedział cokolwiek, więc skwitował to jedynie kolejnym rozbawionym spojrzeniem i upił jeszcze trochę wina.
- Jak mówiłem, zdaję się na ciebie, ale przyznam, że druga opcja jest znacznie bardziej... odpowiednia? Tak mi się przynajmniej wydaje - powiedział wzruszając lekko ramionami.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Jazda konna | Posługiwanie się pistoletem
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t700-samuel-vaesey http://vampirekingdom.forumpl.net/t705-samuel-vaesey#3047 http://vampirekingdom.forumpl.net/t706-samuel-vaesey Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Joseph Stanbury on 24/01/18, 08:33 pm

Rozbawienie na twarzy Sama zobaczył dopiero pod koniec swojego wywodu i ofukał go, chociaż cały czas się uśmiechał. Zdecydował, że już skończy ten temat, bo w gruncie rzeczy, skoro Samuela to i tak nie interesowało, nie miał po co się rozwodzić. Poczekał więc po prostu do końca komentarza i skończył temat we własnym mniemaniu. Wyraz twarzy przyjaciela zauważył i natychmiast zdał sobie sprawę, jak mogło zabrzmieć wypowiedziane przez niego zdanie. Uniósł się na krześle i pokręcił ręką i głową, chcąc zaprzeczyć, jakoby była to insynuacja.
- To źle zabrzmiało, przepraszam. Miałem na myśli właśnie nocleg, po prostu. - powiedział, wracając do opierania się z rozbawieniem. Pokręcił głową, wzdychając nad własną nieuwagą. Przynajmniej zauważył, co powiedział, zawsze mógł przeoczyć wydźwięk i pozostawić to bez komentarza. Tak też czasem robił przez przypadek i później nie rozumiał nagłej zmiany atmosfery, na niezręczną, albo niezręcznie intymną, bo zazwyczaj wcale nie miał na takie bliskości ochoty.
- Jeżeli nie straszne ci moje koty, albo mój ojciec, to masz już przygotowany pokój w posiadłości. - przyznał z uśmiechem, patrząc na przyjaciela. Naprawdę wiele dni minęło od kiedy spędzali noc pod jednym dachem. Joseph pewnie całkiem chętnie przystałby na spanie w jednym pokoju, jak za czasów szkolnych, ale jeszcze to też powiedziałby jakoś w złych słowach i też źle by zabrzmiało. Zależało mu natomiast na tym, żeby przyjaciela nie żenować i żeby czuł się w jego towarzystwie jak najlepiej się tylko dało.
Zabawne. Sam mógł powiedzieć o więżącej go klatce swobodnie, on jednak zdawał sobie sprawę, że przyjaciel cierpiał przez to zniewolenie o wiele bardziej, niż on sam. Dusza artysty, jaką bez wątpienia posiadał, pewnie rwała się na Pola Elizejskie i na piękne łąki Arkadii, gdzie wreszcie mógłby się w pełni realizować. Joseph nie wątpił, że dla kogoś o umyśle tak pięknym i barwnym, jak ten Samuela, znajdzie się miejsce w każdym raju. Miał tylko nadzieję, że kiedyś będzie dane też jemu do takiego wstąpić, albo chociaż do przedsionka. Nie łudził się, że zajmie tam takie miejsce, jak Vaesey. Mógłby mu chyba jednak towarzyszyć, jako mniej wprawiony liberał i jeszcze mniej doświadczony artysta.
Spróbował grzanki i wtedy Sam się odezwał, więc Joseph przeżuł prędko kawałek, żeby móc mu odpowiedzieć jak najszybciej. Szkoda, bo to dobry chleb i dobry pomidor, ale wolał dialog, niż kęs pieczonego pieczywa z warzywem.
- Wiesz, Samie, nie znam się zbyt dobrze na podrzędnych barach. - powiedział z rozbawieniem, po czym wzruszył ramionami, wracając do krojenia kromki. - Ale możemy wejść do każdego po drodze i kiedy znajdziemy taki, w którym ledwo będzie dało się przebić wzrokiem przez dymną zasłonę, a w tle będzie grał jakiś podrzędny zespół, wtedy pewnie odnajdziemy swój wieczorny przystanek.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Samuel Vaesey on 24/01/18, 10:01 pm

- Zaraz źle - powiedział rozbawiony patrząc na reakcję przyjaciela.
- Oczywiście, że chodziło ci o nocleg - dodał tonem, jakby to była oczywista oczywistość. Uśmiechnął się widząc zażenowanie Josepha.
Sam był głupi, że pomyślał cokolwiek innego, ale reakcja była szybsza od jego myślenia i nie dał rady się powstrzymać. Teraz trzeba było jakoś z tym grać. Chociaż może to wcale nie aż tak źle? Nie wiedział co prawda, jak daleko może się w swoich grach słownych posunąć, ale zdecydował się zaryzykować i sprawdzić reakcję przyjaciela. W razie czego zawsze mógł wszystko przeobrazić w żart, prawda?
- Chociaż moim zdaniem naprawdę nie zabrzmiało "źle". To byłaby całkiem ciekawa i warta rozpatrzenia propozycja - powiedział z rozbawieniem upijając wina.
- To tak a propos moich historii z tych 10 lat. Nie zdziwiłbym się z resztą, gdyby odnosiło się też do twoich - dodał uśmiechając się do Josepha znacząco i licząc na to, że nie wprawia go tym w zbytnie zakłopotanie.
Dobra. Wystarczy. Zaśmiał się rozbawiony, żeby w razie czego przyjaciel mógł łatwo potraktować wszystko jako żart.
- Ale pomijając ten temat... To miło, że dostanę pokój. Zdajesz sobie jednak sprawę, że nie odpuszczę twojego, dopóki będziesz chciał ze mną rozmawiać, prawda? Najchętniej w ogóle bym w nim został, jak za szkolnych czasów. Chyba, że znowu uda mi się wyciągnąć cię na dach oglądać gwiazdy - powiedział tonem sugerującym, że to faktyczna oferta.
Temat dachu przewijał się już po raz kolejny, co mogło się wydawać monotematyczne, ale prawda była taka, że Samuel nie miał w swoim życiu bardziej ukochanego wspomnienia, niż ta właśnie noc.
Przez ostatnie 10 lat przeżywał ją na nowo zawsze, gdy tylko przechodził przez cięższy okres, lub jego myśli po prostu zboczyły w tą stronę. Wszystko, co dotyczyło tego wspomnienia było dla niego wprost idealne... No, prawie.
Idealne by było, gdyby odważył się wtedy pocałować Stanbury'ego o te kilka centymetrów bardziej w lewo i tym samym trafił w jego usta, zamiast policzek, a w zamian otrzymał jeden z tych jego pięknych prywatnych uśmiechów, które tak uwielbiał, zamiast grymasu strachu i obrzydzenia, który spodziewałby się dostać.
To ten właśnie grymas, a właściwie możliwość zobaczenia go powstrzymała go przed stworzeniem wspomnienia idealnego.
Ale dość. Samuel znowu odpłynął w myśli. Jaki był temat? Ah tak. Nocowanie.
- Odwiedziny twoich kotów przyjmę z chęcią... Z ojcem... Trochę gorzej, ale jeśli w ramach zapłaty mam otrzymać twoje towarzystwo i rozmowę przez całą noc, bez problemu się z nim zmierzę - przyznał rozbawiony.
Odetchnął całkowicie otrząsając się już z wspomnień i własnych wizji. Nie było sensu o tym teraz myśleć. Mógł sobie pozwalać na wszystkie możliwe i niemożliwe fantazje, gdy był sam, ale na litość, przy obiekcie większości z nich naprawdę powinien się trochę powstrzymać, bo za niedługo bardzo łatwo mógłby zgubić się w konwersacji.
- W takim razie optuję za zjedzeniem i wypiciem jak najszybciej i wyruszeniem na poszukiwania. Zdecydowanie zbyt dużo czasu minęło od kiedy przebywałem w takim miejscu i towarzystwie. Dusza mi zaraz zdrętwieje od całej tej poprawności naokoło - powiedział rozglądając się dyskretnie i z rozbawieniem udając obrzydzenie.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Jazda konna | Posługiwanie się pistoletem
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t700-samuel-vaesey http://vampirekingdom.forumpl.net/t705-samuel-vaesey#3047 http://vampirekingdom.forumpl.net/t706-samuel-vaesey Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Joseph Stanbury on 24/01/18, 10:28 pm

Dobrze, że był już po wzięciu następnego kęsa, bo z zaskoczenia odpowiedzią parsknąłby w pomidora i pewnie oparskał siebie, obrus i może nawet samego Sama. Nie miał pojęcia, jak to potraktować i kiedy przyjaciel się zaśmiał, Josephowi ulżyło. Zanim do tego jednak doszło, musiał odłożyć sztućce i kaszlnąć ze dwa razy, próbując odzyskać powietrze, jakie odebrało mu zakrztuszenie się kęsem chleba. Gdy je zdobył, odetchnął i spojrzał na grzanki, jak na zdrajców. Jak mogły mu to zrobić, był niemalże bliski śmierci.
- Co masz na myśli? - zapytał, chętnie, czy mniej chętnie wracając dłońmi do sztućców. Kiedy usłyszał o historii z dziesięciu lat, odetchnął i pokręcił głową, trochę zażenowany tym dialogiem, bo sam nie wiedział, czy to faktycznie rozmowa o tym, co myślał, czy tylko jego mózg z jakiegoś powodu zdecydował się teraz na skojarzenia. Zgodnie jednak z prawdą pokręcił głową przecząco, zdecydowanie musiał sprostować pojęcie Sama o jego historii.
- Nie, nie. - powiedział tonem, jakby to było oczywiste. - Nie potępiam cię za twe uczynki, ale ja zostawiam czystość dla mojej Marii. Przysięgałem jej to, zanim wyjechałem do Oxfordu i nie złamałem do teraz. - przyznał z dumą, nie mogąc się nad tym nie uśmiechnąć. Naprawdę, jego niesamowita narzeczona zasługiwała na o wiele więcej, niż tylko wierność. Może jutro rano wyjdzie wcześniej i podjedzie do niej z kwiatami, zanim jeszcze przyjdzie pora spotkania z Samuelem? Pewnie zrobiłoby jej się miło. Maria, podobnie jak Sam, lubiła słodycze. Może przyjaciel pomógłby mu wybrać jakieś, które dałby jej na prezent?
- Jeszcze wracając do twojej miłości do słodkości - jak sądzisz, co kupić Marii w prezencie? - spytał, powołując się na bardzo bezpieczny dla siebie temat. Z jakiegoś powodu, niezrozumiałego dla Josepha, ale rozmowa w ten sposób z Samuelem była o wiele bardziej stresująca, niż była z kimkolwiek innym. Dziwne. Przyjaciel nie powinien wzbudzać napięcia, gdy grało się słowami. Stanbury zdawał sobie sprawę, że nie powinien tego napięcia odczuwać i samo wspomnienie o Marii natychmiast przywoływało go do porządku. Dzięki ci, świecie, za tę kobietę.
Parsknął, wyobrażając sobie własnego ojca w roli wizytatora w komnatach Samuela w środku nocy. Skończył żuć kęs grzanki i pokręcił głową z rozbawieniem, patrząc na przyjaciela.
- Mój ojciec powinien zostać w swoich komnatach, ale jeśli znajdziesz go u siebie w nocy, nie wahaj się uciekać. Ja też bym uciekał. - powiedział z rozbawieniem, kręcąc głową. Czasami jego tata lunatykował, zdarzało mu się też mylić pokoje. Joseph wolałby jednak, żeby ta noc nie była bogata w oświecanie ojca, że znów się pomylił, czy też odprowadzanie go do pokoju po jednej z nieprzytomnych przechadzek po posiadłości.
- W takim razie zignoruję tę drugą grzankę - zaczął, sięgając do kieszeni po portfel. - I możemy ruszać na poszukiwania już teraz. Kto wie, ile nam to zajmie? A pewnie chcielibyśmy wrócić do domu przed późną nocą.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Samuel Vaesey on 25/01/18, 12:12 am

To go zdziwiło.
To znaczy, nie żeby spodziewał się po Josephie takiej samej rozpusty, w jaką sam się bawił razem z przyjaciółmi w Birmingham, ale zupełna czystość? Naprawdę zadziwiał go ten mężczyzna.
Chociaż faktycznie, czy Stanbury nie pisał w którymś z listów, że często był raczej obserwatorem, niż brał aktywny udział? Bardzo możliwe. Prawdopodobnie Sam powinien się tego domyślić.
Ta informacja również lekko ostudziła jego zapędy. Jeśli faktycznie tak się sprawy miały, w bardzo złym guście byłyby dalsze komentarze podobne do tego sprzed chwili. Chociaż zdawał sobie sprawę, że prawdopodobnie w chwilach zapomnienia i tak będą one padać. Taki już był. Takie miał odruchy, a jak pokazał przed chwilą, czasem ciężko było mu z nimi walczyć.
Temat i wspomnienie Marii było dla niego zaskakująco niewygodne. Świadomość kim dla Josepha była pozostawała mu gdzieś z tyłu głowy od kiedy usłyszał o zaręczynach.
Inaczej jednak było, gdy miał do czynienia jedynie z tą świadomością, a zupełnie inaczej, gdy widział, jak Joseph się zachowuje, gdy o niej mówi. Jego wzrok, jego mina, dosłownie wszystko w jego osobie krzyczało szacunkiem i miłością, jakimi przyjaciel darzył tę kobietę. Powinien być szczęśliwy widząc to. I do pewnego stopnia był. Przez te lata zdążył już przyzwyczaić się do myśli, że Stanbury nigdy do niego nie należał i należeć nie będzie. Cieszył się, że trafił w swoim życiu na kogoś takiego, jak jego obecna narzeczona. Ta radość jednak wcale nie sprawiała, że ten widok bolał go mniej. Może jednak miał w sobie więcej z Wertera, niż się spodziewał? Postanowił, że jak najszybciej będzie musiał przeczytać książkę ponownie i przypomnieć.
Znowu musiał wyrwać się z przemyśleń. Na pytanie dotyczące prezentu, uśmiechnął się najszczerzej, jak tylko w tej chwili potrafił. Nie wiedział jednak, jak mu to wyszło.
- Słyszałeś o bombonierkach od Spencera i Fielda? Mało kto po nie sięga, bo nie wyglądają najlepiej, ale kiedy spróbujesz... Lepszych nie jadłem. Naprawdę. W Birmingham sprzedawano je tylko w kilku miejscach, ale jestem pewny, że tutaj będzie je dostać łatwiej. Myślę, że Maria się ucieszy.
Znowu Maria. To bardzo smutne, bo naprawdę ją w dzieciństwie lubił i był pewny, że teraz też zaprzyjaźnią się na nowo. Zaprzyjaźnią, lub "zaprzyjaźnią". Bo chociaż nie miał nawet cienia wątpliwości, że osoba tak przez Josepha ubóstwiana musi być chodzącym ideałem, to nie wiedział, czy będzie w stanie się zbliżyć do kobiety.
To znaczy, będzie musiał. Nie miał wyjścia. Ale będzie to trudne i Samuel nie wiedział, jak długo uda mu się pozostać z nimi w tak bliskich stosunkach zachowując się przy tym naturalnie. Chociaż nie chciał musieć się od nich oddalać.
Odetchnął tym razem ciężej i spojrzał gdzieś w bok na chwilę, pijąc wino w zastanowieniu, ale słysząc komentarz o ojcu przywołał na twarz wyraz rozbawionego zdumienia.
- Tak. Dopiero to zabrzmiało "źle" - powiedział unosząc brwi. - W takiej sytuacji zdecydowanie rozważę ucieczkę. Tego możesz być pewien.
Kiwnął głową i dopił resztę napoju w kieliszku. Sam również wyjął portfel i gestem dał kelnerowi znać, że chcą zapłacić.
Gdy wszystko było już załatwione i oboje wyszli, myśli mu się trochę przejaśniły. Sam czując na sobie świeże powietrze (na tyle, na ile pozwalały na to zanieczyszczenia wiecznie unoszące się nad Londynem) odzyskał humor w większym stopniu.
Zaraz się napije, a może nawet coś więcej i wszystko już będzie dobrze. Wewnętrznie trochę się sobą załamał.
"Naprawdę, dobrze sobie radzisz w życiu, Samuelu, nie ma co. Brawo. Prawdziwa postać tragiczna" pomyślał rozbawiony i spojrzał na przyjaciela z uśmiechem.
- A więc w którą stronę teraz?
[z/t - oboje]
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Jazda konna | Posługiwanie się pistoletem
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t700-samuel-vaesey http://vampirekingdom.forumpl.net/t705-samuel-vaesey#3047 http://vampirekingdom.forumpl.net/t706-samuel-vaesey Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Erika Mikkelsen on 29/01/18, 01:20 pm

Jak każdego dnia niemal, tak i dziś kobietę można było spotkać w restauracji nad Tamizą. I ilekroć się tu pojawiała, tyleż też razy myślała o tym, jak bardzo tu nie pasuje. Co innego jednak miała zrobić? Za coś musiała żyć, a tu naprawdę dobrze płacili. Praca też nie była ciężka, jedynie klienci czasem zbyt oschli, ale co się dziwić po takiej klienteli. Miała tu jednak zdecydowanie lepiej, niż we wszystkich restauracjach, czy gospodach, w jakich przyszło jej kiedykolwiek pracować. Zresztą, nie mogła wybrzydzać. Jeśli chciała odnaleźć Einara, musiała za coś przeżyć, by móc znaleźć ludzi, którzy ją do niego zaprowadzą, choć z tymi ludźmi to była lekka przesada. Wiedziała, że jedynymi osobami, jakie mogą wiedzieć, gdzie szukać jej brata, będą wampiry. Musiała przełamać swoją niechęć do nich, ale nie było to łatwe. Jak dotąd jednak nie spotkała nikogo, kto umiałby jej pomóc.
Zwykle przyjmowała zmiany wieczorne i nocne. Niestety zdarzało się i tak, że czasem musiała przychodzić popołudniami. To nie była jakaś tam speluna, gdzie życie zaczynało się dopiero w godzinach wieczornych. Zważywszy na to, jak jej skóra reagowała w kontakcie ze słońcem, było to dość problematyczne, ale i na to znalazło się rozwiązanie. Na szczęście takich zmian nie dostawała zbyt często.
Było już po dwudziestej pierwszej. Główna sala restauracyjna pękała w szwach. Naprawdę ciężko było znaleźć jakiś wolny stolik, a jeśli już się to komuś udało, to najczęściej był już zarezerwowany. Widocznie dziś wszyscy - albo spora większość londyńczyków, miała ochotę na odrobinę luksusu. Dobre jedzenie, wino, czas miło spędzony w towarzystwie i przy spokojnej muzyce.
Między stolikami lawirowali kelnerzy, który z nienagannym wyglądem i miłym usposobieniem witali gości, przyjmując od nich zamówienia. Wśród nich znajdowała się również Erika. Choć kobieta, była ubrana jak wszyscy - w czarne spodnie i białą koszulę. Jedyną rzeczą, jaka mogła ją wyróżniać, były białe rękawiczki, które miała na dłoniach. Właściciele restauracji nie chcieli, by ktoś z klientów widział jej blizny. Włosy miała gładko zaczesane do tyłu i upięte w mały koczek. Nic innego za bardzo nie można było zrobić z jej włosami, które sięgały jej jedynie do ramion, a chodzić w rozpuszczonych nie było jej wolno.
Kobieta z miłym uśmiechem na ustach lawirowała między stolikami. Przyjmowała nowych gości, wskazywała im wolne stoliki, przyjmowała zamówienia i roznosiła te już zrealizowane. Nie robiła naprawdę nic ponad to, co należało do jej obowiązków. Wyglądała jak wszyscy - nic jej nie wyróżniało.
avatar

f. Lisbet Meyer
Wiek : 102
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Kontrola snów, pierwsza pomoc, medycyna naturalna, jazda konna, posługiwanie się bronią białą o krótkim ostrzu
Punkty : 17


http://vampirekingdom.forumpl.net/t631-erika-mikkelsen http://vampirekingdom.forumpl.net/t729-erika-mikkelsen#3388 http://vampirekingdom.forumpl.net/t730-erika-mikkelsen#3389 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Cromwell on 29/01/18, 01:47 pm

Arthur Albertsen
Rasa: Wampir
Wiek: 745
Umiejętności: Hipnoza, Zmiennokształtny, Kontrola nad zwierzętami.
Opis: Norweg. Wampirzy syn Tomasa oraz najbliższy brat Edwarda. Jeden z nielicznych wampirów, które kierują się swoimi zasadami. Wspomaga brata w projektach i przy wychowywaniu potomstwa, wampirzego bądź dhampirzego. Sam z kolei posiada kilkoro swoich dzieci. Synów i córki. Mistrz kłamstwa i owijania w bawełnę. Potrafi być także szczery aż do bólu.


Zadanie jakie zlecił mu Edward, wymagało sporego wysiłku w przeczesywaniu krajów, wysp i innych miejsc w poszukiwaniu kilku istotnych osób. Szykowało się coś dużego, ale do działania potrzebowali więcej niż dwie osoby. Do tej pory udało mu się skontaktować z Elvirą, jako że Włoszech jej nie spotkał, tak trafili na siebie w Hiszpanii. Było to jakieś dwa miesiące temu. Teraz zawitał na wyspach Brytyjskich, dowiadując od swojego syna o sytuacji jaka panuje w więzieniu. Przynajmniej mieli wgląd na to co tam się działo i jak traktowano dhampiry. Porządnie wyszkolił swojego wampirzego potomka, że ten nie daje po sobie poznać działanie na dwa fronty.
Dzisiejszego wieczora postanowił zajrzeć do jednej z popularnych restauracji londyńskich. Nie spodziewał się jednak, że zobaczy tutaj znajomą twarz. Ubrany w czarny długi płaszcz, pod którym miał białą koszulę z czarną kamizelką i spodniami, przekroczył próg lokalu, uśmiechając się do witającego go pracownika tego miejsca. Zauważył, że zrobiło się tutaj tłoczno. Ciężko będzie o obserwację i wolny stoik. Przeszedł parę kroków wciąż rozglądając po pomieszczeniu. Wtem, zdawało mu się że ujrzał znają mu twarz. Młodej dziewczyny. Zmarszczył brwi i postanowił do niej podejść, choć jak na złość został zatrzymany przez przyjmującego gości człowieka, pytając czy rezerwował tutaj stolik. Arthur odwrócił się w jego kierunku i użył hipnozy, prosząc go uprzejmie:
- Zajmij się innymi gośćmi. Moją osobą się nie interesuj.
Wydał mu polecenie. Mężczyzna chcąc nie chcąc, odwrócił się od niego i zajął innymi osobami. Dzięki temu Albertsen miał jednego człowieka z głowy.
Ruszył przed siebie, przemierzając stoliki, by dotrzeć do Eriki. A może zauważyła już wujka? Byłoby bardzo miło, gdyby się przywitała z uściskiem.
avatar

Administrator
Tytuł : Lord Protektor
Zawód : Admin / Mistrz Gry
Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t83-karta-postaci-wzor#130 http://vampirekingdom.forumpl.net/t88-informator-wzory#135 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Erika Mikkelsen on 29/01/18, 04:40 pm

Dzisiejsza ilość gości restauracji przytłaczała, choć nie właścicieli, których cieszyła taka frekwencja. Niestety tego samego nie mogła powiedzieć obsługa tego miejsca, bowiem musieli uwijać się jak w ukropie. Aż dziwne, że kuchnia nadążała z zamówieniami, a kelnerzy z przyjmowaniem nowych. Każdy znał jednak swoje obowiązki, dzięki czemu restauracja funkcjonowała niczym sprawny mechanizm.
W celu ułatwienia pracy kelnerom, każdy z będących dziś na zmianie, miał odgórnie przydzielone stoliki, dzięki czemu nie musieli po pierwsze bić się o klientów, a po drugie nie musieli zawracać sobie głowy resztą, chyba że gość restauracji akurat zwrócił się bezpośrednio do nich. Erice dziś w przydziale przypadły stoliki, które znajdowały się na końcu sali, blisko wejścia za kontuar barowy, a tym samym i drzwi na zaplecze i kuchnię.
Mimo tłumu, Erika bardzo dobrze zapamiętała twarze ludzi, których dziś przyszło jej obsługiwać. Oczywiście wszystkich widziała pierwszy raz w życiu. Nieczęsto zdarzało jej się spotkać kogoś ponownie - albo przychodzili do tego miejsca w innych godzinach, kiedy jej nie było na zmianie, albo... wizyta w tej restauracji była jednorazowa. Mimo to jednak... czasem zdarzało się spotkać kogoś znajomego... chociaż osobę, którą dziś zobaczyła w tym miejscu, wolałaby unikać.
Wychodziła właśnie z kuchni, niosąc zamówienie do jednego ze stolików. Rozejrzawszy się po sali, by szybko zorientować się w tym, co się tu działo, zobaczyła... pewną znajomą twarz. W pierwszej chwili myślała, że się jej tylko to przewidziało, ale kiedy spojrzała znowu w tamtym kierunku, zamarła. Albertsen był chyba ostatnią osobą, którą spodziewała się tu spotkać. Jak widać jednak świat był cholernie małym miejscem, skoro i jego przywiało aż do Anglii. Szukał jej, czy... znalazł się tu przypadkiem? Kto go przysłał? Edward...? Sam nie mógł się do niej pofatygować, tylko musiał wysługiwać się innymi?
I on ją musiał zauważyć, ponieważ Erika dałaby sobie rękę uciąć, że idzie w jej stronę. Korzystając z okazji, że ktoś z obsługi zaszedł mu drogę, cofnęła się, wciskając dwa talerze w ręce kolegi z pracy. Zupełnie zignorowała to, że zaczął protestować. Ona po prostu musiała stąd wyjść. Ruszyła do drzwi, które prowadziły do kuchni, a później od razu do wyjścia na tyły restauracji. Nie ważne było to, że nie ma żadnego płaszcza. Nie była to w końcu zima, żeby nie wytrzymała odrobiny zimna...
avatar

f. Lisbet Meyer
Wiek : 102
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Kontrola snów, pierwsza pomoc, medycyna naturalna, jazda konna, posługiwanie się bronią białą o krótkim ostrzu
Punkty : 17


http://vampirekingdom.forumpl.net/t631-erika-mikkelsen http://vampirekingdom.forumpl.net/t729-erika-mikkelsen#3388 http://vampirekingdom.forumpl.net/t730-erika-mikkelsen#3389 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Cromwell on 29/01/18, 05:29 pm

Arthur Albertsen
Rasa: Wampir
Wiek: 745
Umiejętności: Hipnoza, Zmiennokształtny, Kontrola nad zwierzętami.
Opis: Norweg. Wampirzy syn Tomasa oraz najbliższy brat Edwarda. Jeden z nielicznych wampirów, które kierują się swoimi zasadami. Wspomaga brata w projektach i przy wychowywaniu potomstwa, wampirzego bądź dhampirzego. Sam z kolei posiada kilkoro swoich dzieci. Synów i córki. Mistrz kłamstwa i owijania w bawełnę. Potrafi być także szczery aż do bólu.  


Przepychanie się było jedną z najgorszych możliwości tego dnia, w tym miejscu. Najchętniej to by nawet sobie wyszedł i nie zawracał głowy tak dużą obecnością ludzkiej społeczności. Jednakże nie mógł odmówić sobie ujrzenia znajomej twarzy, kiedy zszedł już tak daleko w tym lokalu. Kierował się w jej stronę, ale jak na złość, kelner zastawił mu drogę. Cierpliwie poczekał aż ten przejdzie, lecz wtedy, Erika zniknęła mu z zasięgu wzroku. Przeklął w myślach, szukając jej rozglądając się szybko w miejscu gdzie jeszcze była i gdzie mogła udać się. Zauważył domykające się drzwi od wejścia do kuchni. Ruszył w ich kierunku, nie bacząc na to czy komuś się tutaj to podobało czy nie. Czy wolno mu było tam wchodzić, czy nie.
Pojawił się w kuchni, szybko odnajdując kolejne zamykające się drzwi. Intuicyjnie skierował się w ich kierunku, mając nadzieję zastać tam Erikę. Nie zdziwił się, że od niego uciekała. Wraz z bratem byli tym trudniejszym w utrzymaniu rodzeństwem w jednym miejscu. W przeciwieństwie do Edwarda trochę inaczej wychowywał swoje dhampiry, ale nie mieszał się do zasad swojego brata.
Jak tylko udało mu się wyjść na tyły restauracji, rozglądał się w poszukiwaniu dhampirzycy, mając nadzieję że nie uciekła za daleko. Ewentualnie się schowała. Nie zdziwiłby się. Mikkelseny były bardzo sprytne i inteligentne niż zakładali.
Szukając Eriki, zachowywał czujność. Mając nadzieję, że za daleko mu nie uciekła. Nie powinna się obawiać spotkania z wujkiem. Jeżeli miała interes do Edwarda, miała do kogo się zwrócić w tej chwili.
avatar

Administrator
Tytuł : Lord Protektor
Zawód : Admin / Mistrz Gry
Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t83-karta-postaci-wzor#130 http://vampirekingdom.forumpl.net/t88-informator-wzory#135 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Erika Mikkelsen on 29/01/18, 06:41 pm

No niestety... wampir nie miał łatwej drogi do przebycia. Jeszcze pół biedy sala, w której ludzie nawet dość chętnie schodzili mu z drogi, bowiem nikt nie chciał zostać staranowanym przez jakiegoś gbura. Sprawa miała się już trochę inaczej, kiedy znalazł się w kuchni. Wstęp tam mieli tylko pracownicy, a Arthur do nich na pewno nie należał.
Pojawienie się Eriki, znanej wszystkim jako Lisbet, w kuchni nie wzbudziło wielkiego poruszenia wśród kucharzy, choć jej wyjście już tak. Jeden zdążył nawet za nią zawołać, nie rozumiejąc co dziewczynę ugryzło - czemu tak nagle uciekła. Kiedy jednak w miejscu tym pojawił się wampir, nikt nie sprawiał wrażenia zadowolonego jego obecnością. Jeden z kuchcików nawet próbował zastąpić mu drogę, ale to nie była żadna przeszkoda i zapewne mężczyzna bez problemu sobie z nią poradził. To wszystko jednak zwiększało dystans między nim, a Eriką, która dzięki temu mogła mu uciec. Pytanie tylko, czy dobrze postępowała...?
Jej reakcja w pierwszej chwili była powodowana strachem. Kiedy zobaczyła Arthura jedyna myśl, jaka pojawiła się w jej głowie to: „uciekaj, nie daj się mu złapać”, więc tak też uczyniła. Wyszła na zewnątrz, wybierając przypadkowo jakąś drogę. W tym momencie to, gdzie ona prowadzi było zupełnie bez znaczenia. Było zimno, co niestety odczuła. Koszula, choć miała długi rękaw, nie chroniła najlepiej przed chłodem, bowiem była wykonana z dość cienkiego materiału. Gdy Erika jednak zaczęła biec, szybko się rozgrzała. Potrzebowała chwili, by minął jej pierwszy szok, a kiedy się to stało...
- Co Ty wyprawiasz?!
Szepnęła do siebie, zatrzymując się w miejscu. Jej zachowanie w jednej chwili wydało się jej irracjonalnej. Przecież... czy nie tego chciała? Czy nie oto właśnie chodziło, by zostać znalezioną przez Edwarda? Zdawała sobie sprawę z tego, jak głupio to brzmiało. Uciekała przed nim tyle lat tylko po to, by teraz on mógł ją znaleźć. Ale tak właśnie było... Uważała, że ojciec w tej chwili jest jej jedyną deską ratunku - jedyną osobą, która może jej pomóc znaleźć Einara. Wiedziała, że będzie to bardzo niebezpieczna gra, ale... co miała więcej do stracenia? Straciła już wszystko, poza jedną, małą osóbką, która znajdowała się wiele tysięcy kilometrów stąd i o której istnieniu nikt nie wiedział. Póki nie odzyska Einara, nie odzyska również jej, więc... była sama...
Biorąc kilka głębszych wdechów, zaczęła się cofać, by w końcu się odwrócić i zacząć biec przed siebie. Chciała wrócić pod restaurację, sprawdzić, czy jej kochany wuj wciąż tam jest. I był. Czekał, rozglądając się, jakby wiedział że wróci. Zatrzymała się u wylotu drogi, z której wybiegła. Chwilę przyglądała się wampirowi.
- Czego chcesz?
Zawołała, czując jak przyspiesza jej puls i tętno. Wciąż patrzyła na niego, ale ani razu nie spojrzała mu w oczy. Wiedziała, że i on włada hipnozą, dlatego musiała uważać.
avatar

f. Lisbet Meyer
Wiek : 102
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Kontrola snów, pierwsza pomoc, medycyna naturalna, jazda konna, posługiwanie się bronią białą o krótkim ostrzu
Punkty : 17


http://vampirekingdom.forumpl.net/t631-erika-mikkelsen http://vampirekingdom.forumpl.net/t729-erika-mikkelsen#3388 http://vampirekingdom.forumpl.net/t730-erika-mikkelsen#3389 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Cromwell on 29/01/18, 07:15 pm

Arthur Albertsen
Rasa: Wampir
Wiek: 745
Umiejętności: Hipnoza, Zmiennokształtny, Kontrola nad zwierzętami.
Opis: Norweg. Wampirzy syn Tomasa oraz najbliższy brat Edwarda. Jeden z nielicznych wampirów, które kierują się swoimi zasadami. Wspomaga brata w projektach i przy wychowywaniu potomstwa, wampirzego bądź dhampirzego. Sam z kolei posiada kilkoro swoich dzieci. Synów i córki. Mistrz kłamstwa i owijania w bawełnę. Potrafi być także szczery aż do bólu.  


O ile udało mu się przecisnąć między stolikami i kelnerami do kuchni, tak już w tym pomieszczeniu faktycznie nie było łatwo. Również o to, by ludziom krzywdy nie zrobić. Kucharzy po prosto siła odsuwał od siebie. Nie patrząc na to, czy wylądował na stole z potrawami czy nie. Czy się poparzył, czy trafił nożem w palec. Tego ostatniego może oszczędźmy. Zapach krwi potrafił być drażniący dla węchu wampirzego.
Tak czy inaczej uwolnił się z kuchni i wybiegł na tyły restauracji. Ale Eriki nie widział. Przeklął w myślach, rozglądając się dokładniej, czy czasem gdzieś nie schowała. Choćby za pojemnikami. Lecz aby śladu. Postanowił chwilę poczekać, a może i coś sprawi że się dziewczyna pojawi.
Czekanie opłacało się.
Dostrzegł u końca uliczki jej sylwetkę, która wykrzyczała pytanie. Wiedział że to ona. Aż uśmiechnął się do niej, jak do ukochanej i ulubionej bratanicy.
- Porozmawiać.
Odpowiedział szczerze. Wiedział że bała się wrócić do ojca. Zdawał sobie z tego sprawę. Widział że nie patrzyła mu w oczy. Nie dziwił się. Znała jego umiejętności. W końcu są rodziną.
Na razie pozostawał na swoim miejscu, chowając ręce do kieszeni płaszcza, który miał zapięty. Czekał na jej decyzję. Wiedział, że jeżeli się do niej zbliży, spłoszy ją jak małą myszkę.
avatar

Administrator
Tytuł : Lord Protektor
Zawód : Admin / Mistrz Gry
Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t83-karta-postaci-wzor#130 http://vampirekingdom.forumpl.net/t88-informator-wzory#135 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Erika Mikkelsen on 30/01/18, 12:48 am

Patrzyła na niego z mieszanymi uczuciami. Niby... nigdy nic złego nie spotkało ją i jej brata z jego strony, ale... Edward również na początku wydawał się być ojcem idealnym. Fałszywy aż do bólu. Wolała myśleć o Arthurze w tych samych kategoriach.
Słysząc jego słowa, nie odpowiedziała od razu. Właściwie to milczała dłuższą chwilę, zastanawiając się, co w ogóle ma mu na to odpowiedzieć. Zgodzić się jak gdyby nigdy nic, podejść jak do starego druha i rozpocząć rozmowę? Nie myślała, że spotkanie z kimś z bliskiego otoczenia Edwarda będzie aż tak ciężkim doświadczeniem, chociaż z dwojga złego lepiej, że to był Arthur, a nie jej ojciec.
- O czym chcesz ze mną rozmawiać. Edward Cię przysłał?
Tym razem już nie krzyczała. Mówiła głośniej, niż normalnie, ale to nie był już krzyk. Jakoś nie martwiła się oto, że wampir jej nie usłyszy. Na pewno ma dobry słuch - jak każdy krwiopijca.
Kiedy pierwszy szok i strach jej minął, postanowiła się do niego nieco zbliżyć. Była mu... nawet wdzięczna, że sam nie ruszył w jej stronę. Jak się tego spodziewał, ona wtedy na pewno by uciekła i tyle byłoby z rozmowy, a ona pewnie straciłaby jedyną szansę na nawiązanie kontaktu ze znienawidzonym ojcem i poproszenie go o pomoc w znalezieniu Einara.
Mimo iż ruszyła w jego stronę, by zmniejszyć nieco dystans, nie podeszła zbyt blisko. Zachowała te kilka metrów odstępu. Jeśli on widząc, że idzie w jego stronę, postanowił uczynić to samo, momentalnie się zatrzymała.
Znowu zaczęła odczuwać zimno. Całe szczęście nie wiało, więc dało się to wytrzymać. Wolałaby jednak mieć na sobie swój płaszcz, albo chociaż znaleźć się w ciepłym pomieszczeniu.
avatar

f. Lisbet Meyer
Wiek : 102
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Kontrola snów, pierwsza pomoc, medycyna naturalna, jazda konna, posługiwanie się bronią białą o krótkim ostrzu
Punkty : 17


http://vampirekingdom.forumpl.net/t631-erika-mikkelsen http://vampirekingdom.forumpl.net/t729-erika-mikkelsen#3388 http://vampirekingdom.forumpl.net/t730-erika-mikkelsen#3389 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Cromwell on 30/01/18, 11:31 am

Arthur Albertsen
Rasa: Wampir
Wiek: 745
Umiejętności: Hipnoza, Zmiennokształtny, Kontrola nad zwierzętami.
Opis: Norweg. Wampirzy syn Tomasa oraz najbliższy brat Edwarda. Jeden z nielicznych wampirów, które kierują się swoimi zasadami. Wspomaga brata w projektach i przy wychowywaniu potomstwa, wampirzego bądź dhampirzego. Sam z kolei posiada kilkoro swoich dzieci. Synów i córki. Mistrz kłamstwa i owijania w bawełnę. Potrafi być także szczery aż do bólu.  


Nic dziwnego, że reagowała w taki sposób, poddając się ucieczce. Rozumiał ją doskonale. Bała sie, że sprowadzi ją do Edwarda. Co w sumie mogło by być trafnym stwierdzeniem. Teraz jednak miał inne zadanie, a to że Erika sama się odnalazła, było chyba wręcz zarządzeniem losu.
Słyszał jak mówiła do niego z końca ulicy, zamiast normalnie podejść i rozmawiać z lepszej odległości.
- Nie będę się przekrzykiwał z Tobą. Jeżeli nie podejdziesz.
I czekał. Aż dziewczyna w końcu ruszyła w jego kierunku. Szczerze to nie było rozsądne z jej strony, podnosić trochę głos w miejscu publicznym. Co jeżeli gdzieś w okolicy będzie jakiś wampir? O Edwardzie nie powinna tak głośno się wyrażać. Chyba, że pragnie by trafił w ręce Rady Wampirów? Wtedy będzie miała nikłe szanse na uratowanie brata.
Nie ruszał się ze swojego miejsca. Pozwolił by sama zmniejszyła między nimi dystans. A kiedy była już blisko, mógł podjąć rozmowę.
- Znasz lepsze miejsce na rozmowę? Otwarta przestrzeń nigdy nie jest bezpieczna.
Zapytał, licząc iż znała takie miejsce. Bo nawet taka restauracja nie była tego warta. A wracać tam dla niego było teraz kłopotliwe. Szczególnie to przepychanie się między kucharzami.
avatar

Administrator
Tytuł : Lord Protektor
Zawód : Admin / Mistrz Gry
Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t83-karta-postaci-wzor#130 http://vampirekingdom.forumpl.net/t88-informator-wzory#135 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Erika Mikkelsen on 01/02/18, 02:43 am

Wypowiadając imię Edwarda, nie myślała o tym, czy ktoś to usłyszy. W końcu... to imię mógł nosić każdy, czemu jakiś wampir miałby pomyśleć, że chodzi o TEGO Edwarda? Może gdyby wiedziała, że jest za nią puszczony list gończy, nie wypowiadałaby imienia swojego znienawidzonego ojca tak beztrosko?
Idąc ku niemu, wciąż się zastanawiała, czy dobrze robi, czy to nie jest jakaś zasadzka. Czuła jednak, że nie ma innego wyjścia. Musiała to zrobić, nawet jeśli miało się okazać to dla niej zgubne. W tej chwili ona jednak była tu najmniej ważna. Główne skrzypce w tej historii grał Einar. Kobieta była niczym koń z klapkami na oczach - była gotowa nawet iść do piekła, byle tylko odnaleźć brata. I - o ironio, możliwe że w tym momencie była najbliżej trafienia tam. Jeden wysłannik samego diabła w końcu stał przed nią.
Słysząc pytanie, zaczęła zastanawiać się chwilę, gdzie mogliby się udać. Do siebie zaprowadzać go nie miała zamiaru, choć... on już i tak pewnie wiedział, gdzie mieszka. Czy było sens to ukrywać? Uznała, że tak.
- Jeżeli się nie mylę, to całkiem niedaleko znajduje się pub, gdzie powinniśmy móc porozmawiać. No chyba że to dla Ciebie wciąż zbyt otwarta przestrzeń...
Miała nadzieję, że zgodzi się na to bowiem ona nie chciała zostawać z nim sam na sam. Wiedziała, że obecność innych osób nie powstrzyma go przed niczym, ale miała nadzieję, że w razie potrzeby choć trochę go spowolni.
Jeśli się zgodził, poczekała, aż ruszy jako pierwszy. Nie chciała mieć go za sobą, dlatego miała zamiar iść obok niego.
Dłonie w rękawiczkach wcisnęła do kieszeni spodni. Marzła. Cholernie marzła, a jej płaszcz został w restauracji. Nie wróci po niego, a na pewno nie dziś. W tym momencie dotarło do niej, że przez Arthura straciła właśnie pracę. Świetnie.
avatar

f. Lisbet Meyer
Wiek : 102
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Kontrola snów, pierwsza pomoc, medycyna naturalna, jazda konna, posługiwanie się bronią białą o krótkim ostrzu
Punkty : 17


http://vampirekingdom.forumpl.net/t631-erika-mikkelsen http://vampirekingdom.forumpl.net/t729-erika-mikkelsen#3388 http://vampirekingdom.forumpl.net/t730-erika-mikkelsen#3389 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Cromwell on 01/02/18, 01:06 pm

Arthur Albertsen
Rasa: Wampir
Wiek: 745
Umiejętności: Hipnoza, Zmiennokształtny, Kontrola nad zwierzętami.
Opis: Norweg. Wampirzy syn Tomasa oraz najbliższy brat Edwarda. Jeden z nielicznych wampirów, które kierują się swoimi zasadami. Wspomaga brata w projektach i przy wychowywaniu potomstwa, wampirzego bądź dhampirzego. Sam z kolei posiada kilkoro swoich dzieci. Synów i córki. Mistrz kłamstwa i owijania w bawełnę. Potrafi być także szczery aż do bólu.  


Owszem. Można było nie skojarzyć o jakiego Edwarda chodzi. Ale jeżeli byłby gdzieś w pobliżu jakiś wampir i usłyszał to imię, najprawdopodobniej skojarzyłby go z poszukiwanym. Najzabawniejsze jednak było to, że nie posiadał nazwiska. Nie przypisał sobie żadnego i trzeba było sugerować się bardziej znaniem jego wyglądu. Nie tylko imieniem.
Arthur nie ruszał się z miejsca, pozwalając Erice się do niego zbliżyć. Choć wiedział, że trzymała z nim dystans. Z kolei jej propozycja udania się do pubu nie była raczej trafnym pomysłem. Albertsen preferował bardziej odosobnione miejsce, gdzie w cztery oczy by porozmawiali.
- Pub? Ty w ogóle myślisz, że porozmawiam z Tobą w pubie przy piwie na temat Twojego dotychczasowego życia, kiedy inni z Twojej rasy cierpią katusze? Czy może pogodziłaś się z tym, że Twój brat siedzi w więzieniu?
Poniekąd nie ukrywał zdziwienia, że zamiast coś działać to ona pracowała w restauracji. Westchnął wciąż patrząc na nią. I jeżeli mu nie odpowiedziała, postanowił sam znaleźć odpowiednie miejsce.
- Wracaj do środka po swoje rzeczy. Poczekam tutaj.
Widział że marzła. Miała w sobie geny ludzkie, więc na pewno odczuwała zmiany temperatury w otoczeniu. Pracę zawsze mogłaby jeszcze odzyskać. Wujek zna sposoby na takie trudne sprawy. Po coś się ma te wampirze nadprzyrodzone zdolności.
avatar

Administrator
Tytuł : Lord Protektor
Zawód : Admin / Mistrz Gry
Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t83-karta-postaci-wzor#130 http://vampirekingdom.forumpl.net/t88-informator-wzory#135 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Erika Mikkelsen on 03/02/18, 03:47 pm

Błądziła niczym dziecko we mgle. Słowa przez nią wypowiadane były tak bardzo do niej niepodobne i durne, że reakcji Arthura nie można było się dziwić. Ona jednak tak bardzo bała się zaufać jakiemuś wampirowi, że wolała palnąć taką głupotę, jak to zrobiła z tym pubem, niż myśleć, że miałaby z nim zostać sam na sam. Nawet nie myślała, że strach przed tymi istotami jest w niej tak mocno zakorzeniony! A może chodziło o tego konkretnego wampira, który stał właśnie przed nią? Może to z nim miała problem i z tym, że jest bratem Edwarda? Wiele by na to wskazywało, zważywszy na fakt, że do tej pory miała już styczność z kilkoma wampirami. To dzięki nim w końcu zaszła tak daleko - znalazła się w Londynie, a później w Irlandii i gdyby nie to, że kiedy tam była ktoś ciągle ją śledził, pewnie już by wiedziała, gdzie szukać Einara. Tak, określenie "jak dziecko we mgle" idealnie do niej pasowało.
Niestety jej zabieg nie powiódł się. Wuj nie tylko wyśmiał jej durny pomysł, ale wspomniał również o czymś, czego kobieta była tylko raz w swoich poszukiwaniach brata bliska odkryciu. Wiedziała, że Einara gdzieś przetrzymują, ale nie miała pojęcia, że chodzi o jakieś więzienie. I że nie tylko on się tam znajduje.
- Wiesz, gdzie on jest?
Zaskoczył ją teraz, co usłyszeć można było nie tylko w jej słowach, ale zobaczyć również w jej oczach. Tak, nierozważnie uniosła głowę i spojrzała na niego. Mężczyzna przez krótką chwilę miał szansę nawiązać z nią kontakt wzrokowy. Wykorzystał tą sytuację, czy jednak odpuścił? 


Jeśli nic z tym nie zrobił, Erika szybko zorientowała się, co właśnie uczyniła. Spuściła wzrok i wykonała jego "polecenie", czyli ruszyła w stronę restauracji, z której dopiero co uciekła jak oparzona, rzucając przez ramię:
- Nie masz pojęcia o tym, jak wyglądało moje dotychczasowe życie, więc swoje uszczypliwości zachowaj dla siebie.
I... tyle jej było widać i słychać. Sytuacja, w jakiej teraz się znalazła, była idealna, by uciec. On został na zewnątrz, a ona znalazła się w restauracji, dzięki której była wstanie żyć w tym mieście. Wampiry to jednak cholerni ignoranci. Chyba zapominały o tym, że dhampiry nie były jak oni - do życia była im potrzebna nie tylko krew, ale i ludzkie pożywienie. Jak miała je zdobyć bez pieniędzy? Miała kraść?
Jej powrót wzbudził lekkie poruszenie wśród pracowników. Chyba już wszyscy połączyli ją z mężczyzną, który wybiegł zaraz za nią z restauracji. Nawet próbowali ją pytać, o co chodzi i czy nie wezwać policji, ale na szczęście udało jej się ich uspokoić. Oznajmiła jednak, że na resztę wieczoru bierze wolne. Nie zostało to przyjęte z uśmiechem, ale - o dziwo, pozwolili jej iść. A myślała, że wyleci z roboty - była wręcz o tym przekonana...
Nim wróciła do wampira, narzuciła na siebie płaszcz i obwiązała szyję szalikiem. Dopiero wtedy znowu znalazła się na zewnątrz. Zrównała się z Arthurem, wciskając ręce do kieszeni płaszcza.
- Niedaleko wynajmuję pokój. Wystarczająco odosobnione miejsce dla Ciebie?
Rzuciła, skoro i tak nie ma już nic do stracenia. Co mogło spotkać ją gorszego, co już jej nie spotkało?
Jeśli przystał na jej propozycję, ruszyła przed siebie, prowadząc wampira do sporych rozmiarów kamienicy, gdzie kobieta wynajmowała pokój na poddaszu.
avatar

f. Lisbet Meyer
Wiek : 102
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Kontrola snów, pierwsza pomoc, medycyna naturalna, jazda konna, posługiwanie się bronią białą o krótkim ostrzu
Punkty : 17


http://vampirekingdom.forumpl.net/t631-erika-mikkelsen http://vampirekingdom.forumpl.net/t729-erika-mikkelsen#3388 http://vampirekingdom.forumpl.net/t730-erika-mikkelsen#3389 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Cromwell on 04/02/18, 12:49 am

Arthur Albertsen
Rasa: Wampir
Wiek: 745
Umiejętności: Hipnoza, Zmiennokształtny, Kontrola nad zwierzętami.
Opis: Norweg. Wampirzy syn Tomasa oraz najbliższy brat Edwarda. Jeden z nielicznych wampirów, które kierują się swoimi zasadami. Wspomaga brata w projektach i przy wychowywaniu potomstwa, wampirzego bądź dhampirzego. Sam z kolei posiada kilkoro swoich dzieci. Synów i córki. Mistrz kłamstwa i owijania w bawełnę. Potrafi być także szczery aż do bólu.  


Wyglądało na to, że jej lęk przed wampirami, jak i sam uraz tak się pogłębił, że nie potrafiła myśleć normalnie, rzucając głupoty w postaci spotkania i rozmowy w pubie. Kiedy wiedziała, że sytuacja wesoła nie jest. Ani dla niej ani dla niego. Już nie mówiąc o innych osobach, których nie było, ale o nich mówili.
Arthur musiał przywrócić jej trzeźwe myślenie, przypominając że on nie da się wrobić w jakiś pub, kiedy sam także miał zadanie do wykonania.
- Wiem.
Krótko. By dać jej punkt uczepienia się jego osoby i żeby mu chociaż teraz zaufała. Jeżeli chciała odnaleźć brata. Coś mu się zdawało, że dhampirzyca nie odpuści. Za blisko była z Einarem, by tak szybko pogodzić się z jego aresztowaniem.
Co więcej, godne uwagi było to, że Erika spojrzała mu w oczy. Miał tę okazję by użyć na niej hipnozy, lecz by zdobyć jej zaufanie - nie zrobił tego. Mógł wymusić na niej wykonanie polecenia, ale miał gdzieś jakąś nadzieję, że jeszcze coś ze zdrowego rozsądku jej zostało. Również ryzykował, bowiem mogła uciec drugą stroną restauracji.
Zaufał jej, że wróci. Wróciła. Ubrana już cieplej, najwidoczniej zabierając swoje rzeczy. A uszczypliwości zostawił dla siebie. Zgodnie z jej prośbą.
Słysząc z kolei o wynajmowanym przez nią pokoju, ta opcja wydawała się mu być bardziej przekonująca.
- Wystarczające. Prowadź.
Gestem ręki wskazał jej kierunek wyjścia z tej uliczki, aby poprowadziła do kamienicy, gdzie w chwili obecnej mieszkała.


[z/t oboje]
avatar

Administrator
Tytuł : Lord Protektor
Zawód : Admin / Mistrz Gry
Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t83-karta-postaci-wzor#130 http://vampirekingdom.forumpl.net/t88-informator-wzory#135 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Joseph Stanbury on 17/02/18, 03:59 pm

Ostatnimi czasy naprawdę niewiele posiłków spędzał w domu. Tylko śniadania, a i te nie zawsze. Jeżeli miał tyle czasu, żeby rano zostać na posiłku, zostawał, jeżeli jednak spieszył się do fabryki, brał coś na wynos, albo kupował po drodze. Ciekawe, że jemu się tak spieszyło do pracy, a ojcu z kolei niekoniecznie. Ten mężczyzna denerwował go tym bardziej, ile częściej o nim słyszał. Był małostkowy i wyjątkowo konserwatywny, w dodatku dumny w zły sposób, nie mając też ku temu powodu. Gdyby nie oddani pracownicy (w tym własny syn), to fabryka już nie byłaby osiągnięciem. Niedługo mogłaby zacząć nawet przynosić straty. Może trochę ze względu na jego obecność w domu Joseph nie miał wcale ochoty przebywać tam zbyt dużo. Po tej całej sprawie z Samuelem, która wyszła na jaw i o długu Vaeseya... Cóż, Joseph i tak zbyt dużo wierzył w postawę swojego rodzica. Przynajmniej dalej miał mamę, wspaniałą mamę. Będzie musiał kupić jej kwiaty. On mógł użerać się z ojcem od jakiegoś tygodnia, ona za to znała jego prawdziwe oblicze od zawsze. Ją też może zacznie zabierać na obiady i kolacje z dala od domu. Byłoby lepiej dla jej spokoju i zdrowia. Ojciec zaś mógłby oddawać się swojemu brydżowi, czy innej grze, w którą godzinami grał z przyjaciółmi w swoim gabinecie.
Dzisiaj na szczęście Joseph miał pretekst żeby nie zostawać w domu. Nie miało to być błąkanie się po mieście i wydawanie środków na żywienie się poza posiadłością. Dziś w końcu udało mu się umówić z Elizabeth, czym niezmiernie się cieszył. Ojciec mógł się do niewielu rzeczy przydawać, ale przekazanie mu wieści o tym, że dawna przyjaciółka jest w mieście było bardzo sensowne, za to był mu wdzięczny. Napisał do niej list, odpisała i teraz byli umówieni w Tamizie. Najwyraźniej lokal miał stać się miejscem spotkań z dawno niewidzianymi bliskimi. Najpierw Sam, teraz Lizzie. Nie narzekał. Nie chciał pozwolić swojemu życiu zostać wiecznie na tym samym torze - praca, dom, praca, dom. Zazwyczaj z rutyny mogła wyrwać go Maria i był jej za to wdzięczny, ale wolałby, żeby spotkania z nią również nie zrobiły się przewidywalne. To byłoby okropne.
Wszedł do restauracji, oddał płaszcz obsłudze i ruszył do zarezerwowanego wcześniej stolika. Elizabeth jeszcze nie było, ale nie szkodzi, dalej było dość wcześnie. Mógłby zamówić coś teraz, żeby było gotowe, gdy będą tu już oboje, ale wolał nie zgadywać gustu dawno niewidzianej przyjaciółki. Przysiadł więc i sam zaczął się zastanawiać nad kartą. Ostatnio wziął grzanki, teraz rozważał, czy nie woli czegoś bardziej pożywnego.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Elizabeth Bailey on 19/02/18, 08:21 pm

Zgodnie z przedtem zaplanowanym terminem, udała się Tamizy podczas pory zbliżającej się bardziej ku wieczorowi, niżeli południu. Słońce w zasadzie powoli szykowało się do opuszczenia widnokręgu, jednak jej to nie przeszkadzało. Miała nadzieję na odbycie dość długiego, trwającego nawet kilka godzin spotkania. Oczywiście jeśli wszystko pójdzie dobrze. Była jednak w głębokiej nadziei, iż nie rozczaruje swego rozmówcy. Przekroczyła próg restauracji, rozglądając się za zakwaterowanym stolikiem, lecz szybciej od tej rzeczy, dostrzegła wzrokiem umówioną z nią osobę, przeglądającą aktualnie kartę z wypisanymi daniami. Nie spodziewała się przybycia Josepha do umówionego miejsca jako pierwszego. Raczej nie było to spowodowane jej spóźnieniem, w końcu czas się zgadzał. Zapewne mężczyzna wyszedł po prostu kilka minut wcześniej. Podeszła do stolika. Będąc już blisko, delikatnie ukłoniła się w stronę mężczyzny, wyciągając w jego stronę dłoń. Zrobiła to z lekką nieśmiałością, nie widziała znajomego od kilku lat, ale to raczej była osoba z którą umówiła się na spotkanie.
- Witaj Josephie.
Delikatny uśmiech cały czas przyozdabiał jej młodą twarz. Usiadła przy stole, w miejscu niemalże idealnie na przeciwko mężczyzny i kontynuowała.
- Wstyd się przyznać, ale niemal całkowicie zapomniałam o wszelkich moich kontaktach umiejscowionych w Londynie. Dziękuję tym bardziej, za propozycję odnowienia znajomości z tobą.
Powiedziała spokojnie, patrząc Josephowi w oczy. Miała nadzieję na nierozczarowanie go. Potrzebowała od dłuższego czasu przyjaciela, kogoś kto będzie potrafił wesprzeć podczas trudnej sytuacji, których ostatnio przeżywa, jak na samotną kobietę, stanowczo zbyt dużo. Podróże były dla niej pomocne w znalezieniu chwili wytchnienia, jednak tylko na jakiś czas. Nie mogła przecież uciekać do innych miejsc przez cały czas. W końcu nieznane jej krainy by się skończyły. Miała nadzieję, że partner spotkania nie zauważył jej złego nastroju, próbowała przecież zachować się najlepiej, jak to tylko możliwe. Chciała spytać, jak zapadła mu w pamięć, jednak doszła do wniosku, że byłoby to aktualnie zbyt nietaktowne posunięcie. Spróbowała opanować swoją ciekawość, oraz skupić się na dalszej rozmowie.
avatar

Tytuł : Szlachcianka
Wiek : 20 lat
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Czytanie w myślach (Nowicjusz)
Punkty : 2


http://vampirekingdom.forumpl.net/t740-elizabeth-bailey http://vampirekingdom.forumpl.net/t744-elizabeth-bailey#3820 http://vampirekingdom.forumpl.net/t745-elizabeth-bailey Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Restauracja Tamiza

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach