Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok - Page 2

Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Einar Mikkelsen on 23/01/18, 11:16 pm

Z koniami różnie bywało. Tego akurat musiał zdobyć i to nie od szanowanego hodowcy. Sam nie wiedział co się z tym zwierzęciem działo, że zamiast ciągle stać, ten odpoczywał. Nie chciał nawet wnikać w to co to zwierzę mogło w sumie przechodzić wcześniej, u innego właściciela. Ale nie chciał tego dociekać. Ostatniego konia stracił, z powodu jego podeszłego wieku i jakoś musiał nowego zdobyć. Tak czy inaczej, z tym koniem bardzo dobrze się rozumiał w przeciwieństwie do poprzedniego. Jakby, znalazł swój swojego.
Słysząc pytanie Ishani, Einar uśmiechnął się do niej uprzejmie.
- Oczywiście. Ale ostrożnie. Jest trochę lękliwy wobec obcych.
Zgodził się, by mogła pogłaskać jego wierzchowca, pilnując jednocześnie by czasem koń mu się nie spłoszył, trzymając go za lejce. Wstępnie zmuszając konia do patrzenia na niego. Koń trochę wzdrygnął się na obcy dotyk, ale później już pozwolił się głaskać również Ishani. Przy okazji, kobieta udzieliła mu odpowiedzi na pytanie.
- Rozumiem.
Krótko. I faktycznie, nakierował po chwili konia na ścieżkę, dosiadł go, ale nie odjechał. Spojrzał na Ishani z uśmiechem.
- A może chcesz bym Cię gdzieś podwiózł?
Jeżeli zależało jej by się gdzieś na szybko dostać, miałaby obecnie zapewniony transport. Gdyby się zgodziła, wyciągnąłby w jej stronę rękę i pomógł dosiąść swojego konia za swoimi plecami i pogalopowałby tam, gdzie by chciała, o ile nie będzie to za daleko od jego domu. A jeżeli nie, nie będzie nalegał.
avatar

f. Liam Meyer
Wiek : 102 lata
Zawód : Obecnie brak
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Hipnoza, Jazda konna, Władanie bronią: miecz, Medytacja
Punkty : 18


http://vampirekingdom.forumpl.net/t630-ethan-meyer#2870 http://vampirekingdom.forumpl.net/t721-einar-mikkelsen#3250 http://vampirekingdom.forumpl.net/t722-einar-mikkelsen#3251 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Ishani Fitzroy on 24/01/18, 12:49 am

Szkoda, że konie bywały tak płochliwe. Ich serce było delikatne i łatwo je było wzburzyć, mimo jego niesamowitych rozmiarów. Pewnie można porównać je do ludzkich serc - największe najłatwiej połamać. Z drugiej strony, koń nie myślał jak człowiek i odczuwał też zupełnie inaczej, więc jej metafora nie miała wcale przełożenia na rzeczywistość. No, ale marzyć mogła. Filozofować i rozwijać poetyckie metafory też. Nie ogłupiała nimi sama siebie, więc dawała sobie na to przyzwolenie, o.
Ucieszyła się, że mimo lęku, koń pozwolił jej się pogłaskać. Miłe zwierzę. Szkoda, że nigdy nikomu nie opowie, przez co przeszedł. W końcu nie miał jak. Chciałaby jednak kiedyś usłyszeć życiorysy zwierzęcych towarzyszy. Czy ten koń nosił kogoś wcześniej na grzbiecie? Kim była ta osoba, albo osoby? Niesamowite, jak wiele historii ich omijało, kiedy oni byli gdzie indziej. Chociaż chyba nie dało się tego uniknąć. Świat miał to do siebie, że dział się wszędzie.
Doceniła propozycję, ale odmówiła kręceniem głowy.
- Dziękuję. Nie mieszkam daleko. - powiedziała. Naprawdę nie mieszkała daleko, a nie na koniu mogła pokonać ścieżkę też całkiem szybko dzięki wampirzym zdolnościom. Pewnie nadal miała też lekkie opory przed przyjęciem pomocy od mężczyzny. Jeżeli to nie była sytuacja kryzysowa, póki co, wolała sobie odpuścić. Nieważne, jak dobrego wrażenia by na niej nie zrobił. Skoro nie potrzebowała pomocy, nie musiała sobie ułatwiać.
avatar

Wiek : 345 lat (26 w dniu przemiany)
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Udaje wdowę
Umiejętności : psychokineza (przeciętna)
Punkty : 9


http://vampirekingdom.forumpl.net/t709-ishani-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t716-ishani-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t717-skrytka-pocztowa-ishani Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Einar Mikkelsen on 24/01/18, 06:38 pm

Według nabytych informacji przez Einara, prawie wszystkie zwierzęta myślały. Miały równie dobrze rozwinięte instynkty co ludzie a nawet i lepiej. Były wstanie dostrzec lub odczuć zjawiska lub zdarzenia, jakich człowiek nie był wstanie zrozumieć. Często właśnie zwierzęta były ich sygnałem alarmowym. Czy to ptaki, ssaki a nawet ryby. Niewielu jednak zdawało sobie sprawę jak piękna i rozumna potrafi być natura nie tylko ludzi ale i zwierząt. Niektórzy o tym przez lata zapominali.
Widząc uśmiech jak i uciechę na twarzy Ishani, że mogła pogłaskać konia, również i Einara ten widok ucieszył, jakby sprawił komuś radość, przyjemność z czegoś, czego dana osoba nie mogła do tej pory spełnić swojego pragnienia.
Jednakże nowa koleżanka nie chciała by ją gdzieś podwiózł na koniu. Nalegać nie zamierzał.
- No dobrze. W takim razie, do zobaczenia. Uważaj na siebie, Ishani.
Skinął jej głową z uśmiechem, po czym wprawił swojego konia w bieg i ruszył w stronę swojego domu. Trochę trasy miał do pokonania, zwłaszcza że osiedlił się z żoną za miastem, w malutkim miasteczku.
avatar

f. Liam Meyer
Wiek : 102 lata
Zawód : Obecnie brak
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Hipnoza, Jazda konna, Władanie bronią: miecz, Medytacja
Punkty : 18


http://vampirekingdom.forumpl.net/t630-ethan-meyer#2870 http://vampirekingdom.forumpl.net/t721-einar-mikkelsen#3250 http://vampirekingdom.forumpl.net/t722-einar-mikkelsen#3251 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Ishani Fitzroy on 24/01/18, 07:03 pm

Liam odjechał na swoim myślącym, ślicznym, acz nieco osobliwym w nawykach koniu, a Ishani zanim ruszyła do domu, to chwilę obserwowała odjeżdżającego mężczyznę. Tak, polubiła go. Chętnie przedstawiłaby go siostrze jako pierwszego znajomego, jakiego darzy szacunkiem, a nie znajomą. Liam jednak odjechał i pewnie jeśli natkną się na siebie ponownie, będzie on już bardzo stary. Ewentualnie nie, bo był wampirem, a ona to przeoczyła, taki pomysł też był możliwy. Jeśli zdecydował się założyć rodzinę w takim wypadku, szanowała go jeszcze bardziej. Chyba, że założył ją z inną wampirzycą? Chociaż to chyba ciężkie, ale w zasadzie też godne podziwu dla uczucia, jakim wampiry musiałyby się darzyć.
Wróciła do domu niedługo po rozstaniu z nowym znajomym. Dotarła do niego i już z daleka widziała w progu matkę, która stała z surową miną i z założonymi na piersi rękami. Nie kroiło się ciepłe powitanie. Liyang stroniła od bezsensownej przemocy, więc Ishani nie musiała się martwić, że oberwie i zaboli, jednak palące i zawiedzione spojrzenie matki było w zasadzie jeszcze gorsze, niż gdyby uderzyła ją raz, czy dwa.
- Przepraszam. Świt mnie zaskoczył. - powiedziała przepraszająco do matki, a ta, chociaż kiwnęła głową, wcale nie wydawała się udobruchana. Odwróciła się i bez słowa odeszła do swojej samotni. Ishani więc westchnęła głęboko, uznając, że potem dogada się z matką. Teraz miała do opowiedzenia siostrze dziwną sytuację, jaką przeszła.
Zeszłą do piwnic, gdzie spały i zastała Svietlanę wciąż wylegującą się w trumnie. Załamana Ishi, zanim jeszcze się odezwała, pokręciła głową z bardzo znaczącym westchnieniem.
- Dlaczego spodziewałam się, że zastanę cię w takim stanie? - zapytała, chociaż pytanie było raczej retoryczne. Usiadła na brzegu trumny rudej i oparła głowę na dłoniach, zastanawiając się, jak ma przekazać całą historię. Od czego zacząć, czy jeszcze od ciężkiego polowania, czy może już od spotkania w opuszczonym budynku? Wzięła wdech, żeby zacząć mówić i odwróciła się do siostry, przyglądając się jej.
- Nie męczy cię, jak tyle leżysz? - zapytała jeszcze ironicznie, po czym zaczęła opowiadanie. - Poznałam kogoś. Mężczyznę. Nie zabiłam go. - powiedziała, czekając na rekcję ze strony siostry. Od przynajmniej kilkunastu lat nie zdarzyła się podobna sytuacja, więc Ishani była ciekawa, co Svieti na to powie.
avatar

Wiek : 345 lat (26 w dniu przemiany)
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Udaje wdowę
Umiejętności : psychokineza (przeciętna)
Punkty : 9


http://vampirekingdom.forumpl.net/t709-ishani-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t716-ishani-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t717-skrytka-pocztowa-ishani Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Svietlana Fitzroy on 24/01/18, 09:09 pm

To był naprawdę wyjątkowo leniwy wieczór, który najchętniej cały przeleżałaby w trumnie.
Może właśnie tak zrobi? Właściwie, jeśli nikt nie przyjdzie wypominać jej lenistwa, to nie miała powodu, żeby wstawać.
Pewnie jeszcze długo rozważałaby takie "za" i "przeciw" udając, że wcale nie jest to łatwa wymówka do zostania w trumnie, gdyby nie fakt, że w tym momencie drzwi się otworzyły, a do piwnicy weszła Ishani.
Svietlana uśmiechnęła się rozbawiona, słysząc westchnięcie i pytanie. Przeciągnęła się na tyle, na ile pozwalała jej ciasna trumna i podniosła się do siadu przyglądając się siostrze z rozbawieniem.
- Niespecjalnie - odpowiedziała jeszcze trochę zaspanym głosem, a słysząc dalszą informację spojrzała na siostrę z szokiem na twarzy.
- Tooo... Dobrze? - zapytała nie do końca wiedząc, jak zareagować na taką rewelację. Uśmiechnęła się unosząc brwi.
- Z jakiego powodu? - zapytała niepewnie, właściwie nie mając pojęcia, czego się spodziewać. To była zupełnie nową sytuacja.
avatar

Tytuł : -
Wiek : 24 lata | 343 lata
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Udaje wdowę
Umiejętności : Hipnoza (Przeciętny)
Punkty : 9


http://vampirekingdom.forumpl.net/t733-svietlana-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t734-svietlana-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t735-skrytka-pocztowa-svietlany-fitzroy Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Erika Mikkelsen on 26/01/18, 12:39 am

Lubiła poranki, ale bynajmniej nie dlatego, że mogła zobaczyć słońce. Nigdy za nim specjalnie nie przepadała. Może dlatego, że przez niego ona i cała jej rodzina w ciągu dnia była uwięziona w domu niczym w więzieniu? A może powodem było to, że już kilka razy się na nim sparzyła i to w dosłownym tego słowa znaczeniu - świadczyły o tym blizny na jej dłoniach. Ona lubiła poranki z zupełnie innego powodu. To był czas, kiedy dzieci już spały, śniąc naprawdę piękne sny. Lubiła przy nich wtedy przesiadywać i oglądać obrazy, które tworzy ich głowa. Zawsze wtedy czuła ulgę i radość, bowiem wiedziała, że jej dzieci są szczęśliwe. To nie był jednak jedyny z powodów, dla którego lubiła właśnie tą porę dnia.
Mniej więcej godzinę-dwie przed świtem do domu wracał Einar. Zawsze na niego czekała. Nawet mimo zmęczenia, które nierzadko odczuwała po nocy pełnej wrażeń, które zapewniały im ich synowie. Lubiła z nim zasypiać.
Lubiła też czasem wychodzić przed dom, siadać na krześle i wyglądać go. Wpierw tylko małego punktu na horyzoncie, który z każdą kolejną minutą robił się coraz większy i większy, aż można było w nim rozpoznać Einara. Przyglądała mu się jak zajeżdża przed dom, jak nieświadomy jej obecności oporządza konia i dopiero wtedy, kierując swe kroki do domu, ją zauważa. Lubiła widzieć zaskoczenie na jego twarzy. Lubiła wtedy wstawać i wychodzić mu na przeciw. Lubiła te chwile, które mogła spędzić z nim sam na sam, nawet jeśli trwały one tylko kilka minut.
Tego poranka również pomyślała, że przywita tak męża. Kiedy dzieci spały już w swoich łóżkach, a ona miała pewność, że wszystko z ich snami jest w porządku, wyszła przed dom, gdzie siadając na krześle, spojrzała w kierunku, z którego zawsze nadjeżdżał. Spodziewała się go ujrzeć lada moment, jednak... nic z tego. Mijały kolejne minuty, coraz więcej i więcej, aż zamieniły się one w godzinę, a na wschodzie, tuż nad horyzontem, pojawiła się ognisto-pomarańczowa łuna, zwiastująca niechybnie przybycie dnia. Widząc to, kobieta zaczęła się trochę niepokoić, bowiem Einara wciąż nie było. I im dłużej czekała, tym zaczynało robić się coraz jaśniej i jaśniej, aż w końcu - w obawie o własne zdrowie, musiała schować się w domu.
Nawet będąc już w środku, nie zaprzestała wyczekiwać brata. Jeszcze przez dobre pół godziny wyglądała go przez okno, nim została wręcz zmuszona przez słońce, do jego zasłonięcia. To był znak, że Einar dzisiejszego dnia nie wróci do domu. Wiedziała, że tak się może czasem zdarzyć. Nie lubiła tego jednak. Choć Edwarda nie widziała już od wielu lat, wciąż był gdzieś z tyłu jej głowy, niczym obietnica najgorszego. Nie chciała jednak teraz o tym myśleć i się nastawiać negatywnie. Udała się do sypialni, gdzie zaraz ułożyła się do snu, by obudzić się, gdy zacznie zmierzchać, lub gdy któreś z dzieci się przebudzi i będzie jej potrzebować.

Mimo próby uspokojenia własnych myśli, nie spała najlepiej, dlatego gdy nadeszła pora jej pobudki, była naprawdę wdzięczna losowi, że ulitował się nad nią i zesłał wreszcie noc. Dzieci oczywiście już nie spały, dokazując u siebie w pokoju. Słysząc ich śmiechy, dobiegające zza ściany, sama się uśmiechnęła, ścierając resztki snu z twarzy. Poszła do nich. Chłopcy widząc mamę, rozpromienili się jeszcze bardziej. Podeszła do nich, tuląc wpierw starszego, by później wziąć go za rękę, a dwulatka na ręce, który momentalnie zaczął bawić się jej włosami. Nie przejmując się tym - przynajmniej do momentu, w którym nie będzie chciał ich jej wyrwać, udała się z nimi do kuchni. Już po drodze starszy zauważył, że nie ma z nimi taty, a przecież zawsze witali ich razem. Erika wytłumaczyła mu jego nieobecność tym, że musiał zostać dłużej w pracy. Chłopiec przyjął tłumaczenia, ale na chwilę. Kiedy zjedli śniadanie, pytania pojawiły się znowu, ale tym razem syn nie dawał się zbyć. Sama kobieta musiała przyznać, że nieobecność Einara nie była normalna, dlatego też wpadła na pewien pomysł, który zaraz przedstawiła chłopcom.
- Tata się spóźnia, ale na pewno już jedzie, więc... co Wy na to, żebyśmy wyszli mu na przeciw? Na pewno się ucieszy.
Sześciolatek od razu pojął, o co chodzi - młodszy ucieszył się po prostu, że wyjdą na spacer. Kobieta ubrała się szybko, by zaraz również przebrać dzieci i kiedy byli już gotowi, wyszli z domu. Ciekawskie umysły od razu zainteresowały się wszystkim tym, co widziały i słyszały. Erika nie nadążała odpowiadać, raz po raz wybuchając śmiechem, słysząc coraz to bardziej wymyślne pytania obu chłopców. Dzięki temu przynajmniej nie zamartwiała się aż tak o Einara, który już dawno powinien tu być. Cała trójka szła drogą, którą zwykle mężczyzna wracał do domu.
avatar

f. Lisbet Meyer
Wiek : 102
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Kontrola snów, pierwsza pomoc, medycyna naturalna, jazda konna, posługiwanie się bronią białą o krótkim ostrzu
Punkty : 17


http://vampirekingdom.forumpl.net/t631-erika-mikkelsen http://vampirekingdom.forumpl.net/t729-erika-mikkelsen#3388 http://vampirekingdom.forumpl.net/t730-erika-mikkelsen#3389 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Einar Mikkelsen on 26/01/18, 01:31 am

Kiedy tylko oddalił się od miejsca, w którym nocował, wymusił na koniu galop aby jak najszybciej wrócić do domu. Tym samym panowało w nim skupienie, czujność i ostrożność na otoczenie. Co by czasem podczas galopu nie staranował kogoś, albo nie wpadł na nieprzyjemne osoby. Po prostu pragnął być jak najbliżej dzieci i swojej ukochanej żony. Zawsze kiedy wracał, miał miłą niespodziankę, zastając wyczekującą jego powrotu Erikę. Tym razem jednak nie czuł się dobrze ze świadomością, że mogła czekać a on nie wrócił. To sumienie nie dawało mu spokoju.
Galopował na koniu dość szybko, i musiał mocno pociągnąć za lejce, kiedy w oddali dostrzegł trzy osoby. Koń zwolnił natychmiast a Einar chyba na całe szczęście, nie zleciał z niego. Przez tyle lat nauczył się już bardzo dobrze jeździć konno. Co było wielkim sukcesem. A że musiał niemal codziennie z niego korzystać, tym bardziej nabrał wprawy.
Nakazał koniowi ruszyć powolnym chodem by ze spokojem zbliżyć się do zmierzających w tym samym kierunku osób, jakie dostrzegł w oddali. Ale kiedy był już bliżej, rozpoznał charakterystyczne dla niego sylwetki. Przyspieszył trochę by do nich dołączyć i kiedy był już znacznie bliżej, zatrzymał konia i zsiadł z niego, przerzucając lejce przez głowę wierzchowca, zmierzając z nim do Eriki i swoich dzieci.
- Przepraszam, nie zdążyłem wrócić przed wschodem słońca.
Uśmiechnął się do Eriki przepraszająco. Choć wiedziała, że takie sytuacje mogą się zdarzyć. Nie czuł się jednak z tym faktem dobrze, że musiał żonę zostawić samą tyle czasu. Sześciolatek widząc ojca, wyrwał się mamie i podbiegł do Einara, wołając "tata". Einar kucnął aby złapać biegnącego chłopca i wziąć go na ręce, przytulając do siebie. Wyprostował się i podszedł do Eriki z młodym na ramionach, aby złożyć na jej ustach powitalnego buziaka. W końcu tak postępuje mąż wracający z pracy. Ale na domiar złego, zaburczało mu w brzuchu. Można więc było stwierdzić, że przez tyle godzin nie jadł nic. Nie mówiąc już o tym, że nawet nie pił krwi. Ale ten wampirzy głód, potrafił jeszcze w sobie wstrzymać.
avatar

f. Liam Meyer
Wiek : 102 lata
Zawód : Obecnie brak
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Hipnoza, Jazda konna, Władanie bronią: miecz, Medytacja
Punkty : 18


http://vampirekingdom.forumpl.net/t630-ethan-meyer#2870 http://vampirekingdom.forumpl.net/t721-einar-mikkelsen#3250 http://vampirekingdom.forumpl.net/t722-einar-mikkelsen#3251 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Ishani Fitzroy on 26/01/18, 01:40 am

- Droga siostro, widzę, że w przeciwieństwie do naszej mamy masz kompletnie gdzieś, że nie było mnie całą noc, tak? - zapytała, z rozbawioną urazą tym, że wampirzyca naprawdę zdawała się przeoczyć fakt, że Ishani zniknęła na ostatnie 24 godziny bez wieści. Svietlana, z tego co wiedziała brunetka, dalej wyobrażała sobie, że gdy nie ma jej w dzień, znaczy, że u kogoś zostało. Jednak nie, nigdy tak nie było i nie będzie, a za każdym razem, kiedy ruda przytaczała w ogóle taką możliwość, mocno godziła w dumę siostry. Nie dlatego, że Ishani czuła potrzebę miłości, czy bycia w związku. Wręcz przeciwnie. Svietlana była prawdopodobnie najbardziej świadoma tego, jak bardzo złe wspomnienia jej siostra miała z mężczyznami i naprawdę, spodziewałaby się po niej świadomości, że powiedzenie czegoś takiego będzie dość w oczywisty sposób raniące. Zignorowała to jednak, nie skrzywiła się nawet, tylko kontynuowała temat.
- To dobrze, to znaczy, że istnieją jeszcze mężczyźni, którzy oferują światu coś więcej, niż własną spermę dla prokreacji. - powiedziała radośnie, ciesząc się, że wie, że gdzieś na świecie żyje sobie szczęśliwa para. Może nawet rodzina? Wstała z trumny siostry i przeszła się kawałek po pomieszczeniu, zaplatając ramiona na piersi.
- Ma żonę. Umie medytować i chyba się na tym zna. Zachowywałam się jak spłoszona kotka, zamiast zacząć z nim dialog normalnie, ale wszedł do opuszczonego budynku niedługo przed świtem i stwierdził, że ma wrażliwą skórę, więc co miałam sobie pomyśleć? Wzięłam go za wampira, ale wydawał się podejrzanie... - spojrzała na siostrę, która leżała w trumnie. - Żywy. Jak na wampira. Wiesz, o co mi chodzi.
avatar

Wiek : 345 lat (26 w dniu przemiany)
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Udaje wdowę
Umiejętności : psychokineza (przeciętna)
Punkty : 9


http://vampirekingdom.forumpl.net/t709-ishani-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t716-ishani-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t717-skrytka-pocztowa-ishani Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Svietlana Fitzroy on 28/01/18, 03:04 pm

Przewróciła lekko oczami z uśmiechem.
- Znowu to samo - Liyang też wypominała jej brak niepokoju, chociaż zdaniem Svietlany zdecydowanie przesadzały.
Oczywiście, nie oznacza to, że zupełnie się nie martwiła. Ciężko było nie mieć różnego rodzaju myśli. Część z nich zupełnie nie była przyjemna. Ale przecież nie miała zamiaru panikować, bo siostra zniknęła na jeden dzień. Jakkolwiek źle by to nie brzmiało. Zdaniem Svietlany jednak było zbyt dużo zupełnie normalnych i sensownych wyjaśnień, żeby tak szybko wzniecać panikę.
- Wybacz, kochana siostro... - zaczęła z uśmiechem -...że wierzę w to, że jesteś silną i samodzielną kobietą, która najprawdopodobniej doskonale poradzi sobie w większości sytuacji. Masz pełne prawo zniknąć na jedną noc. Nawet jeśli z niego do tej pory nie korzystałaś. Może to mężczyzna, może jakaś inna sytuacja. Kto wie- wzruszyła ramionami z uśmiechem. - Gdybyś nie pojawiła się jeszcze przez kolejne 24 godziny... Wtedy byłabym żywą paniką. Ale jeszcze nie... I, jak widać, miałam rację - dodała z dumnym uśmiechem. Nie potrafiła jednak nie patrzeć na Ishani z ulgą, że w końcu się pojawiła.
Parsknęła słysząc wypowiedź o prokreacji. To zapowiadało się dobrze. Chociaż zanim uwierzy siostrze, musiałaby sama tego mężczyznę sprawdzić.
Pokiwała głową z uznaniem na dalszą wypowiedź siostry i zmarszczyła lekko brwi słysząc "żywy".
- Może nim nie jest - rzuciła wstając w końcu z trumny.
- Może to po prostu człowiek, który faktycznie jest wrażliwy na słońce... Chociaż... Czy ja wiem. Jak bardzo żywy?
avatar

Tytuł : -
Wiek : 24 lata | 343 lata
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Udaje wdowę
Umiejętności : Hipnoza (Przeciętny)
Punkty : 9


http://vampirekingdom.forumpl.net/t733-svietlana-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t734-svietlana-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t735-skrytka-pocztowa-svietlany-fitzroy Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Erika Mikkelsen on 29/01/18, 01:27 am

Mimo  śmiechu dzieci, który potrafił skutecznie zagłuszyć wszystkie dźwięki dookoła, kobiecie udało się wyłapać rytmiczny tętent końskich kopyt. Spojrzała przed siebie, na drogę, którą zmierzała razem z dziećmi. Gdzieś przed sobą - nie potrafiła w tych ciemnościach ocenić odległości, zobaczyła sylwetkę jeźdźca na koniu. Mimo próby wytężenia wzroku, nie udało jej się zobaczyć, któż to nadjeżdża. Nie obawiała się jednak tego, że może to być ktoś... niebezpieczny. Intuicja podpowiadała jej, że nie musi się bać tego, kto zmierzał w stronę jej i dzieci. Tak, miała nadzieję, ze to Einar, ale chłopcom na razie nic nie mówiła, by nie zaczęli marudzić, albo by starszy nagle nie zaczął biec przed siebie, by sprawdzić, czy jeździec to naprawdę tata.
Z każdym kolejnym krokiem, dystans zmniejszał się, dzięki czemu sylwetka na koniu stała się bardziej wyraźna. Dzięki temu udało jej się rozpoznać w postaci swojego męża. Poczuła ulgę, że jest i nic mu się nie stało - przynajmniej tak wyglądał. Trzymał się w końcu prosto na koniu. Kiedy zsiadł z konia i mogła zobaczyć całą jego postać, była już pewna, że to on. Uśmiechnęła się, po czym zatrzymała się na chwilę. Kucnęła, by znaleźć się na wysokości wzroku sześciolatka, który za rękę szedł obok niej.
- Chłopcy - zwróciła się do obu synów. Ich oczy momentalnie zostały zwrócone na nią. - Tam jest tata.
Wskazała przed siebie, na mężczyznę, który teraz prowadził konia. Sześciolatek słysząc słowa matki, od razu chciał biec do Einara. Młodszy wcale nie był lepszy, ale nie mógł tego zrobić, ponieważ kobieta wciąż go trzymała na rękach. Starszemu też nie pozwoliła odbiec, ale przyspieszyła kroku. Dopiero słysząc słowa Einara, pozwoliła pobiec chłopcu do ojca. Sama natomiast się nie spieszyła. Zrobiła jeszcze kilka kroków przed siebie, po czym zatrzymała się, czekając aż brat podejdzie do niej z synem.
- Nie lubię, gdy to się dzieje.
Przyznała szczerze, odwzajemniając pocałunek, którym ją obdarzył. Dwulatek, który do tej pory nie miał jak dostać się do ojca, teraz od razu wyciągnął ręce do niego. Erika zaśmiała się.
- Posadź Maxa na koniu - jeszcze nie zdążyła skończyć swojej wypowiedzi, a chłopiec słysząc te słowa, od razu się ucieszył, co wywołało tylko śmiech Eriki. - I weź Sama na ręce. On też bardzo długo na Ciebie czekał i chciałby się z Tobą przywitać, prawda?
Spojrzała na młodszego syna i połaskotała go, a wtedy on zaśmiał się głośno. Uwielbiała śmiech swoich chłopców. Dla niej mogli śmiać się tak zawsze.
Radosne powitania nie zdołały jednak zagłuszyć burczenia w brzuchu Einara. Kobieta słysząc je, spojrzała na niego.
- Chodźmy do domu, zjesz coś... na pewno musisz być głodny.
Jeśli ich starszego syna posadził na koniu, kobieta poszła z drugiej strony zwierzęcia, by móc przytrzymać chłopca. Max oczywiście nie wyglądał na zadowolonego, no ale... Erika nie pozwoliła mu jechać inaczej, jak tylko z jej pomocą.
avatar

f. Lisbet Meyer
Wiek : 102
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Kontrola snów, pierwsza pomoc, medycyna naturalna, jazda konna, posługiwanie się bronią białą o krótkim ostrzu
Punkty : 17


http://vampirekingdom.forumpl.net/t631-erika-mikkelsen http://vampirekingdom.forumpl.net/t729-erika-mikkelsen#3388 http://vampirekingdom.forumpl.net/t730-erika-mikkelsen#3389 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Einar Mikkelsen on 29/01/18, 01:54 am

Nic dziwnego, że chłopcy tęsknili za tatusiem. Einar tęsknił za nimi jak i za Eriką. Nawet doba jakiej go nie było przy nich, zdawała się być wiecznością.
- Wierz mi, że ja też nie.
Przyznał jej szczerze, kiedy pocałunek mieli za sobą. I oczywiście zauważył, jak Sam się wyrywał matce do niego na ręce. Gdy by mógł, to ponosiłby obu na rękach, ale Max był już duży. Za zgodą Eriki, posadził starszego syna na konia.
- Wskakuj i trzymaj się mocno.
Pokazał mu gdzie ma się trzymać, również uważając by mu nie zleciał z wierzchowca. Nie jeden raz doświadczał upadku z konia, więc trochę obawiał się sadzać na nim swoje dzieci. Chyba obawiając się tego, że któreś z nich będzie tak niezdarne co on i zleci za pierwszym razem.
Gdy starszy już siedział, odebrał od Eriki Sama, biorąc go na ręce. Mały od razu się przytulił, jakby bardzo długo tęsknił za tatą.
- Oj bardzo... Kąpiel też by mi się przydała.
Oznajmił zgodnie z prawdą. Ciekaw był nawet co jego ukochana żona i zarazem siostra, przygotowała do jedzenia. Lejce od konia oczywiście odstąpił Erice. Lepiej jak będzie miała zwierzę pod kontrolą, skoro on teraz miał dziecko na rękach.
Zabawiając Sama i pilnując z Eriką Maxa, wrócili całą rodzinką spokojnie do domu. Oddał Erice Sama by zaraz pomóc Maxowi zejść z konia. Musiał odstawić wierzchowca, by siostra mogła chłopców zabrać do środka i w między czasie przygotować posiłek.
Małą stajnię dla koni mieli obok domu. Była im potrzebna, skoro posiadali aż dwa wierzchowce. Jak tylko uporał się ze swoim ogierem, wszedł do domu, zamykając drzwi za sobą. Kierując od razu do kuchni by umyć ręce.
- Mieliście dzisiaj spokój?
Zagadnął do Eriki. Chcąc mieć pewność, że nie miała nieproszonych czy nieprzyjemnych gości.
avatar

f. Liam Meyer
Wiek : 102 lata
Zawód : Obecnie brak
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Hipnoza, Jazda konna, Władanie bronią: miecz, Medytacja
Punkty : 18


http://vampirekingdom.forumpl.net/t630-ethan-meyer#2870 http://vampirekingdom.forumpl.net/t721-einar-mikkelsen#3250 http://vampirekingdom.forumpl.net/t722-einar-mikkelsen#3251 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Ishani Fitzroy on 29/01/18, 07:07 pm

- Nie mówię, że masz umierać za mną z tęsknoty, ale proste: "Ishani, dobrze, że żyjesz, nie zjedli Cię łowcy i nie spaliło słońce, jak ja cię kocham, droga siostro!" byłoby idealne. - powiedziała, niekoniecznie na poważnie, śmiejąc się. Wiara w nią też była swego rodzaju kochana. Ciemnowłosa skłonna była wybaczyć brak wzruszenia na swój widok, skoro wywołane było wiarą w jej samodzielność. Niech więc będzie, że była dzielna i zaradna, nie potrzebowała, żeby ktoś się o nią martwił. W gruncie rzeczy faktycznie taka była. Nie wątpiła jednak, że Svietlana też dzieliła te przymioty, a mimo to, Ishi pewnie nie zmrużyłaby oka, gdyby siostra nie wróciła na noc.
- No, skoro za dwadzieścia cztery godziny zaczęłabyś się martwić, to ja wychodzę. - powiedziała z rozbawieniem, podnosząc się i udając, że postępuje kilka kroków do drzwi, po czym wróciła z rozbawieniem, kręcąc głową. Bardzo śmieszne, Ishani, naprawdę, przezabawne. Sama jednak parsknęła. Patrzyła na siostrę, jak ta podnosi się z trumny i znowu założyła dłonie na piersi, myśląc nad tym, jakby jej tu odpowiedzieć.
- Wiesz, bez problemu zasnął w dzień i nie chciał wyjść na słońce, ale to jeszcze o niczym nie świadczy. Jakoś się jednak nie mogę pogodzić z myślą, że był człowiekiem. Z drugiej strony, ta żona... Czy wampiry miewają małżeństwa? - zastanowiła się chwilę nad własnym pytaniem i parsknęła. - Faktycznie, miewają? Kto by ich w sumie udzielał? Bo jak ksiądz, to pewnie skończyłby jako uczta weselna. Za to nie wiem, czy Rada zajmowałaby się czymś takim?
avatar

Wiek : 345 lat (26 w dniu przemiany)
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Udaje wdowę
Umiejętności : psychokineza (przeciętna)
Punkty : 9


http://vampirekingdom.forumpl.net/t709-ishani-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t716-ishani-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t717-skrytka-pocztowa-ishani Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Svietlana Fitzroy on 20/02/18, 12:30 am

- Ishani, dobrze, że żyjesz, nie zjedli Cię łowcy i nie spaliło słońce, jak ja cię kocham, droga siostro!- powtórzyła od razu zaangażowanym głosem i uśmiechnęła się do siostry rozbawiona.
Kiedy ta zaczęła "wychodzić" przewróciła lekko oczami kręcąc głową.
- Wiesz, że teraz musisz zacząć liczyć czterdzieści osiem godzin od początku, prawda? - zapytała patrząc, jak ta jednak wraca.
Zastanowiła się chwilę nad pytaniem bezwiednie bawiąc się monetą na szyi.
To dobre pytanie. Nigdy nie słyszała o czymś takim, jak żonaty wampir, czy mężata wampirzyca. Prawdopodobnie siostra miała rację. Nie miał by kto to uoficjalnić. Z drugie strony, czy oni musieli faktycznie być małżeństwem, żeby tak się do siebie zwracać? Zakładając, że wampiry nie mogą przyjmować sakramentu zaślubin, równie dobrze ten nieznajomy i jego ukochana mogli dojść do wniosku, że zaczną mówić o sobie, jak o małżeństwie. Ludzie, którzy ich nie znają i tak tego nie zakwestionują.
- Może tylko się tak do siebie zwracają? - zapytała puszczając monetę i przeczesując lekko włosy ręką. - Jeśli nie mogą, to może tak po prostu mówią... Albo to był po prostu bardzo specyficzny człowiek. To też nadal pozostaje opcją.
avatar

Tytuł : -
Wiek : 24 lata | 343 lata
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Udaje wdowę
Umiejętności : Hipnoza (Przeciętny)
Punkty : 9


http://vampirekingdom.forumpl.net/t733-svietlana-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t734-svietlana-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t735-skrytka-pocztowa-svietlany-fitzroy Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Erika Mikkelsen on 24/02/18, 10:10 pm

Max, gdy tylko znalazł się na koniu, zapiszczał aż ze szczęścia, łapiąc się tam, gdzie ojciec mu kazał. Mimo ostrzeżeń, ciężko mu jednak było zachować spokój, ponieważ był tak podekscytowany całą tą sytuacją. Siedział na koniu i to sam. Duma go rozpierała, co można było zauważyć po tym, jak wypiął pierś przed siebie. Erika widząc radość syna, nawet nie próbowała wsiadać również na konia, choć taka myśl przeszła jej przez głowę. I ona bała się o chłopca, ale nie chciała odbierać mu tej radości. Jedną ręką trzymała chłopca za udo, zaś drugą ujęła lejce, które podał jej mąż.
- Wrócimy do domu to zjesz i umyjesz się, albo najpierw się umyjesz, a później zjesz - jak wolisz.
Spojrzała na niego, wciąż uważając na Maxa, który już zapomniał o prośbie ojca i puścił się jedną ręką, wymachując nią nad głową i mówiąc coś do siebie. Widocznie juz wymyślił jakąś cudowną zabawę.
Kobieta wraz z synami, nie oddaliła się znacznie od domu, dzięki czemu ich droga powrotna trwała chwilę. Kiedy weszli na podwórze, zatrzymała konia, który zatrząsł nieco głową. Poklepała jego bok i spojrzała na Maxa.
- No, schodzimy kolego.
Chłopcu niezbyt się to podobało, ale co miał zrobić. Z obrażoną miną czekał, aż ojciec ściągnie go z konia, bynajmniej mu w tym nie pomagając. Erika biorąc Sama na ręce, który zaraz się do niej przytulił, przyglądała się starszemu synowi, a widząc jego minę, zbliżyła się do męża, kiedy ten postawił już chłopca na ziemi.
- Ktoś tu się chyba na nas obraził...
Szepnęła mu do ucha i powiodła wzrokiem za malcem, który już biegł w stronę domu. Wywróciła oczami i ruszyła za nim.
- Czekamy na Ciebie w środku.
Zwróciła się do Einara, kiedy ten poszedł odprowadzić konia do stajni. Otworzyła przed obrażonym sześciolatkiem drzwi, który wbiegł do domu i od razu udał się do swojego pokoju. Nie poszła za nim, dając mu chwilę na opanowanie swojej dziecięcej złości. Sama natomiast udała się do kuchni, gdzie posadziła dwulatka na krześle i wzięła się za przygotowywanie posiłku dla Einara.
Kiedy mężczyzna wszedł do kuchni, spojrzała na niego, a słysząc jego pytanie, wzruszyła ramionami.
- Było... spokojnie. Dzieci spały. Nie działo się nic, czym musiałbyś się martwić.
„Ja jedynie nie mogłam spać.” Dodała, ale już w myślach.
avatar

f. Lisbet Meyer
Wiek : 102
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Kontrola snów, pierwsza pomoc, medycyna naturalna, jazda konna, posługiwanie się bronią białą o krótkim ostrzu
Punkty : 17


http://vampirekingdom.forumpl.net/t631-erika-mikkelsen http://vampirekingdom.forumpl.net/t729-erika-mikkelsen#3388 http://vampirekingdom.forumpl.net/t730-erika-mikkelsen#3389 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Einar Mikkelsen on 24/02/18, 10:26 pm

Koń jednak też potrzebował odpoczynku i pożywienia, a także napojenia. Dlatego pierw Einar postanowił zadbać o niego odprowadzając do stajni. Tam zdjął siodło, podał karmę i dolał do koryta wody. Pogłaskał swojego ogiera po czym wychodząc ze stajni, zamknął ją porządnie. Wszedł do domu, widząc w kuchni jedynie Erikę i Samuela, radośnie siedzącego i machającego kończynami.
Einar zamknął drzwi porządnie od domu, przy okazji zadając pytanie żonie. Ulżyło mu na sercu, że mieli spokój i nic ich nie spotkało.
- Umyję się, przebiorę i wrócę do Was.
Powiedział, by Erika wiedziała gdzie go szukać. I jak powiedział tak uczynił. Pierw wziął ubrania na przebranie i poszedł do rzekomej łazienki, gdzie w skorzystaniu z bali się wykąpał porządnie, wcześniej przygotowując sobie wodę. Tak odświeżony, wytarty i świeżo ubrany, z wilgotnymi włosami pojawił się w kuchni, siadając przy stole.
- Max w pokoju?
Zapytał dla pewności, bo coś cicho było ze strony starszego syna. Aż tak się obraził na tatę? Nie powinien. Mimo zadania tego pytania. Einar obserwował żonę. Mając dziwne wrażenie, że martwiła się o niego. Jakby nie spała danej nocy, choć tego wiedzieć nie mógł. Sam by nie spał, ale praca fizyczna i brak pożywienia chwilowi zmusiły go do zdrzemnięcia się.
- Oczekując na zajście słońca, zatrzymałem się w opuszczonym budynku, lecz nie byłem tam sam. Podejrzewam, że była to wampirzyca.
Poruszył jakiś temat, skoro mieli w kuchni tylko Sama a Max fochnięty siedział sobie w swoim pokoju.
avatar

f. Liam Meyer
Wiek : 102 lata
Zawód : Obecnie brak
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Hipnoza, Jazda konna, Władanie bronią: miecz, Medytacja
Punkty : 18


http://vampirekingdom.forumpl.net/t630-ethan-meyer#2870 http://vampirekingdom.forumpl.net/t721-einar-mikkelsen#3250 http://vampirekingdom.forumpl.net/t722-einar-mikkelsen#3251 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Ishani Fitzroy on 25/02/18, 10:02 am

Zaśmiała się raźno, kiedy usłyszała słowa siostry. Kochana Svieti. Chociaż martwić mogłaby się bardziej, skopie ją na treningu za niezwracanie uwagi na grożące jej możliwie śmiertelne niebezpieczeństwo. I czy naprawdę powiedziała coś o zjadających łowcach? Śmiesznie. W sumie, byli tak barbarzyńscy, że nawet by się nie zdziwiła.
- Powiem mamie, że wyprowadzam się na parę dni do innej posiadłości, a tobie nie wspomnę ani słowem i ją też poproszę, żeby ci nic nie mówiła i jak już mnie nie będzie dwa tygodnie, wtedy zobaczę, czy martwisz się wystarczająco. - w pełni poważnym tonem, chociaż żartowała. Nawet nie była pewna, czy faktycznie nie byłoby jeszcze gorzej, gdyby Svietlana też się martwiła. Już matka, która chodziła i wyglądała na zawiedzioną była wystarczająco stresująca. Gdyby obie walnęły tekstem w stylu: "Ishani, zawiodłaś nas", mogłaby się nie pozbierać. Chodziłaby po domu jak zestresowana kura i sprzątała. Miała to w zwyczaju, kiedy była w silnych emocjach.
- Możesz spytać Liyang o te śluby. Na mnie naburczy, jak tylko mnie zobaczy. - powiedziała, wzdychając i odgarniając włosy. Zastanawiała się nad przedstawioną wersją i nad tym, czy faktycznie mogliby się tak tylko do siebie zwracać.
- To też możliwe. - uznała, zastanawiając się. - Tylko po co?
Nie znała sentymentalnych wampirów. Znaczy, w ten sposób. Bo masa miała swoje ulubione, jakieś buty po małżonku, albo wisiorek z obroży ulubionego psa. Ślady po dawnym życiu. Wiele wampirów uwielbiało wracać do swoich ludzkich dni pamięcią, a takie małe symbole były warte najwięcej. Nawet Svietlana miała ten swój wisiorek. Nie po psie, co prawda, a po jakimś tam kimś tam z jej przeszłości. Nawet pamiętała tę historię i była pod wrażeniem. Też chciałaby spotkać jakiegoś tajnego, przystojnego wampira, którym byłaby zauroczona do tej pory. Tymczasem ona wciąż kochała Akbara, który był człowiekiem i był może bardzo niesamowitym człowiekiem, ale nadal tylko człowiekiem. Śmiertelnicy mają to do siebie, że umierają i i jej miłość raczej nie miała szans na powodzenie. Pogodziła się z tym już jakieś 100 lat temu, ale czasem jeszcze wracała do miłości pamięcią.
avatar

Wiek : 345 lat (26 w dniu przemiany)
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Udaje wdowę
Umiejętności : psychokineza (przeciętna)
Punkty : 9


http://vampirekingdom.forumpl.net/t709-ishani-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t716-ishani-fitzroy http://vampirekingdom.forumpl.net/t717-skrytka-pocztowa-ishani Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Opuszczony budynek w Delhi, 1841 rok

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach