Londyn, 1882 rok

Londyn, 1882 rok

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Londyn, 1882 rok

Pisanie by Anna Swinburne on 20/01/18, 11:59 pm

Gdzie: Księgarnia należąca do Olivera Swinburne, Londyn
Kto: Anna Swinburne i Joseph Stanbury
Kiedy: Początek marca, 1882 rok.

Księgarnia, należąca do Olivera Swinburne, znajdowała się na parterze budynku, w którym mężczyzna miał swoje Wydawnictwo. Zajmowała ona cały poziom i była pierwszym miejsce, przez które musiał przejść każdy interesant, chcący spotkać się z samym właścicielem, bądź jego wspólnikiem, czy innymi współpracownikami. Zabieg ten był celowy i dobrze przemyślany, bowiem dzięki temu w księgarni wciąż było pełno ludzi, którzy chcąc - nie chcąc, przeglądali tutejsze zbiory książek i nierzadko coś kupowali. Dzięki temu miejsce to mogło zarabiać na swoje utrzymanie.
Do środka wchodziło się przez dwuskrzydłowe drzwi, zaraz za którymi, na podłodze, leżał ciemnozielony dywan, jakby w ten sposób chciano uniknąć przenoszenia śniegu i wody na dębowe deski. Choć to był już marzec, zima wciąż trzymała, ale już niedługo powinna się ustąpić, a kiedy się to stanie, zapewne dywan również zniknie.
Wnętrze księgarni było bardzo jasne, a było to zasługą dużych okien, które były oddalone od siebie w równych odstępach. Całe pomieszczenie było zastawione regałami, które były podzielone na sekcje tematyczne. Na prawo znajdowało się stanowisko kasowe, za którym stał regał, a na nim głównie nowości książkowe. Idąc na wprost, wychodziło się na schody, które prowadziły do Wydawnictwa, ale jak nie trudno się domyślić, nie każdy był tam wpuszczany. Pracownicy sklepu nie tylko obsługiwali klientów, ale również sprawdzali, czy jakaś osoba, była umówiona na spotkanie. Starano się raczej nie wpuszczać nikogo, kto wcześniej się tego nie zrobił. Wyjątkiem była Anna, żona właściciela.
Dzwoneczek przy drzwiach obwieścił przybycie kogoś nowego do księgarni. Niemal każda głowa zwróciła się w tamtym kierunku. Pracownicy, widząc kobietę, posłali jej uśmiech, witając się z nią uprzejmie, na co ona odpowiadała im tym samym. Otrzepała buty ze śniegu, nim ruszyła dalej, a gdy już to się stało, podeszła do dwudziesto paroletniego chłopaka, który właśnie układał książki na pułkach.
- Pan Swinburne u siebie?
Zagadnęła go, na co chłopak przytaknął skinieniem głowy, odkładając książkę.
- Ma teraz spotkanie. Prosił, żeby Pani przekazać, żeby na niego nie czekać. Mówił, że może się trochę przedłużyć.
Anna nie zdziwiła się wcale, słysząc te słowa. Jej mąż był pracoholikiem, który na dodatek kochał swoją pracę. Z westchnieniem, podziękowała, ale zamiast ruszyć do wyjścia, postanowiła przejść się wśród regałów. Od dawna nie napisała już nic swojego. Jakoś... nie czuła się na silach, by tworzyć coś nowego. Pomyślała, że skoro już tu jest, może poszuka czegoś, co pozwoli jej umysłowi otworzyć się na nowe bodźce. Nie miała tylko pojęcia, co to powinno być, dlatego szukała na oślep, czekając aż któryś z tytułów przykuje jej uwagę.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, 1882 rok

Pisanie by Joseph Stanbury on 21/01/18, 12:49 am

1882 zapowiadał się okropnie już w styczniu, kiedy to Oscar Wilde okazał się przebywać w Stanach, zamiast pozostać w Londynie po ukończeniu swoich studiów. Joseph, który dopiero co ukończył lekturę jego wierszy, miał kilkudniowe załamanie, bo nie miał szans jechać za artystą na nowy kontynent, a więc stracił na jakiś czas wszelkie szanse dialogu z nim. Jednak informacja, że Wilde wyjechał, mogła okazać się nawet przyjemną i znośną, kiedy porównało się ją ze straszną plotką o niesłabnącej chorobie Rossettiego. Jednego z ojców bractwa Prerafaelitów, o którym tyle się słyszało od dnia założenia. Wspaniały malarz, jakim bez wątpienia był Londyńczyk, okazał się mieć też talent poetycki, ale oczywiście krytycy nie mogli zdzierżyć tego, w jaki sposób wypowiadał się na piśmie. Dlaczego? Bo szanował w swych tekstach żeński punkt widzenia? BO oddawał należny kobiecie szacunek i kochał nie tylko ich prezencję, ale też intelekt? Cały Londyn powinien odstawić wszystko na bok i modlić się za ojca bractwa z King's College. Jego dusza w żaden sposób nie zasługiwała na piekło, jakie zgotowała jej krytyka. Biedny, wrażliwy Rossetti. Źle, że tak tragicznie przyjął komentarze krytyków.
Szukając pocieszenia, Joseph zdecydował się jeszcze raz sięgnąć po wiersze mężczyzny. Nie zerkał do nich od czasów Eton. A to zdecydowanie zbyt dużo. Każdy wiersz mężczyzny był jak dusza, stworzona dla jakiegoś jego obrazu. Lilith oczywiście dla Lilith, Krzyk Damy dla Prozepriny i tak dalej, i tak dalej. Serce i umysł artysty musiały być piękne i Joseph ubolewał nad ranami, jakie odniosły. Zadał je nie kto inny, jak płytcy krytycy, właściciele umysłów mniejszych, niż te gołębie, drepczące po ich balkonach.
Tak sobie Stanbury lamentował w myśli i wzdychał na głos nad losem nieszczęsnego prerafaelity i w końcu zakręcił do znajomej księgarni. Jedynej w okolicy, w której mógł szukać tytułów odbiegających od tego, co kazaliby czytać mu rodzice. Owszem, w desperacji mógłby jechać na drugi koniec miasta do największej księgarni jaką znał, ale to miejsce miało więcej czaru i jako, że było bardziej kameralne, Joseph nie czuł się nigdy źle, kiedy zaczynał rozmawiać z pracownikami. Nigdy żaden go też za dialog nie zganił - przynajmniej jeszcze. Tym razem, kiedy wszedł do sklepu i rozejrzał się, złapał wzrokiem kogokolwiek, kogo choćby kojarzył i westchnął znów, kręcąc głową smutno.
- Mamy może miesiąc radości z tego, że Dante Rossetti kroczy po tym samym świecie, co my. - powiedział, zapuszczając się natychmiast między półki i nie zwracając uwagi, czy znajomy go słucha, czy nie. - Ale może to i lepiej, bo kiedy wróci już do nieba, które bez wątpienia go nam zesłało, jego obolała dusza może nareszcie zazna spokoju.
Przeszedł się wzdłuż półek, ale, że nie znalazł w pierwszej chwili żadnej książki mężczyzny, znalazł za to innego klienta - a raczej zdawało mu się, że to klient - kobietę, starszą pewnie od niego i możliwie niezadowoloną z tego, że Joseph na głos okazywał swój ból, on jednak nie potrafił odmówić sobie dialogu. Rossetti jeszcze nie umarł, a Stanbury już był w żałobie.
- Moje uszanowanie, droga pani, czy czytujesz może poezję? - zapytał z nadzieją i bólem, nie wiedząc, która emocja ma w tej chwili przewagę.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, 1882 rok

Pisanie by Anna Swinburne on 25/01/18, 01:23 am

Kobieta nie spieszyła się. Całe dnie i tak spędzała sama w domu... Takie życie z roku na rok coraz bardziej zaczynało ją nużyć, ale... sama je dla siebie wybrała. Może gdyby jej dom nie był taki cichy, byłoby jej łatwiej? Żeby tylko mury posiadłości jej i Olivera wypełniał śmiech dziecka - na pewno inaczej patrzyłaby na to wszystko. Na głos jednak nigdy nie narzekała. W duchu też raczej starała się tego nie robić, bowiem i tak miała więcej szczęścia, niż niejedna kobieta.
Przechodziła pomiędzy regałami, sunąć leniwie spojrzeniem po grzbietach książek, które pyszniły się przed jej oczami. Wszystkie były pięknie oprawione i wydane. Oliver dbał oto, by wszystko było idealne, dzięki czemu nie raz słyszała zachwyty nad tą czy tamtą pozycją. W tej jednak chwili nie zwracała na to szczególnej uwagi. Widziała piękno tych książek, ale nie wiedząc, czego konkretnie szuka, nie potrafiła zapamiętać choćby jednego tytułu, który jawił się jej oczom. Widać, żadna z tych książek nie była warta jej czasu, albo... ona była zbyt wybredna na ten moment.
Rzadko kiedy dało się tu słyszeć bardzo ożywione rozmowy. Nie była to biblioteka, więc nikomu mówić się tu nie zabraniało. Wszyscy jednak jakoś tak... rozmawiali ze sobą o pół tonu ciszej. Nawet pracownicy księgarni, mówili do siebie w ten sposób. Nikt w końcu nie chciał przeszkadzać innym. Zawsze jednak znalazł się ktoś, kto... myślał inaczej.
Anna skręciła w prawo i już wtedy usłyszała czyjąś ożywioną rozmowę. W tamtym momencie tak myślała, ponieważ głos, który dotarł do jej uszu, wyrażał wielkie podekscytowanie swojego właściciela, dlatego pomyślała, że ten na pewno z kimś rozmawia. Dopiero po chwili zrozumiała, że się pomyliła. To nie był dialog, a monolog, bowiem prócz tego jednego głosu, nie słyszała żadnego innego. Widocznie nieznajomy nie oczekiwał odpowiedzi od nikogo, albo po prostu głośno myślał i stąd ten potok słów.
Nie miała zamiaru tego sprawdzać, ale los chciał, że kiedy znowu skręciła, stanęła niemal twarzą w twarz z młodzieńcem. Zatrzymała się, chwilę tylko się zastanawiając, czy go wyminąć i iść dalej, czy jednak zawrócić. Nie zrobiła ani tego, ani tego, bowiem młodzieniec widząc ją, zwrócił się do niej, jakby od zawsze tu stała i go słuchała. Zaskoczona, przyglądała mu się chwilę, po czym przywołała na swe lico miły uśmiech.
- Witaj młodzieńcze. Skąd to pytanie? Czyżbyś miał coś... godnego polecenia?
Odpowiedziała mu pytaniem na pytanie. Zaskoczył ją, więc... czego się spodziewał. Jego zachowanie nie było jej jednak niemiłe, co oczywiście dała mu odczuć uśmiechem i słowami. Nie powinien mieć więc wątpliwości co do tego, że mógłby urazić kobietę, ponieważ tak się nie stało.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, 1882 rok

Pisanie by Joseph Stanbury on 25/01/18, 01:43 am

Już kiedy mówił do kobiety zaczął oceniać, z kim ma do czynienia. Nie myślał o tym w żaden sposób romantycznie, a absolutnie i wyłącznie estetycznie, ale pierwsze o czym pomyślał, widząc kobietę, to że jest piękna. I to nie jakaś tam, śliczna osoba, za którą się obejrzy i zapomni. Nie, ta osoba miała w sobie niesamowitą dostojność i rzadkie piękno, jakie bardzo ciężko było znaleźć w kimkolwiek. To takie właśnie kobiety chciało się portretować i pisać im wiersze. Przypominała nawet obrazową piękność niektórych twórców. W kresce Rossettiego pewnie wyglądałaby najpiękniej, ale niestety, malarz-poeta umierał, więc nigdy nie będzie miał przyjemności sportretowania tej - jeszcze - nieznajomej.
Drugą rzeczą, na którą zwrócił uwagę, były oczy kobiety. To znaczy, docenił je wcześniej, skoro doceniał ogół, ale gdy uśmiechnęła się i odpowiedziała mu uprzejmie, zdał sobie sprawę, że ma przyjemność z personą nie tylko piękną, ale i inteligentną i delikatną. Kojarzyła mu się z jego matką, ale nie tą, którą była Rose teraz. Kobieta przypominała mu bohaterkę opowieści o dziarskiej i błyskającej intelektem dziewczynie, mimo przeciwności wrogiego jej losu. Tak, Joseph nie miał wątpliwości, że trafił na niesamowitą osobowość.
- Pytam, bo cierpię katusze w związku z chorobą jednego z moich ulubionych poetów. - powiedział szczerze, rozglądając się po półkach i, w końcu, udało mu się trafić wzrokiem na odpowiedni tom, po który sięgnął i przyjrzał się pięknemu wydaniu z uwagą. - Dante i Christina w jednym tomie to wspaniały pomysł. No, a mówiąc o poecie, miałem na myśli Dantego. - przyznał, kartkując delikatnie książkę z należnym jej szacunkiem. Szukał konkretnego wiersza, swojego ulubionego, który chętnie pokazałby nieznajomej jako pierwszy, jeżeli oczywiście nie miała nic przeciwko. Z jej odpowiedzi nie dało się wnioskować, że poezji nie czyta, wolał się jednak upewnić, że oboje będą mogli udzielać się w temacie, jaki Joseph chciał poruszyć. Gdy znalazł wiersz "The Blessed Damozel" obrócił książkę i podał ją kobiecie, uśmiechając się z nadzieją, że przyjmie wolumin i zerknie na treść.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, 1882 rok

Pisanie by Anna Swinburne on 27/01/18, 12:07 am

Kobieta nie przywykła do takiego zainteresowania swoją osobą, jakie właśnie okazał jej panicz Stanbury. I nie dlatego, że nie jest świadoma własnej urody. To, że nią nie epatowała, przywdziewając bardziej wyzywające suknie, nie znaczy, że była zakompleksiona. Ona... po prostu idealnie odgrywała rolę przykładnej żony, zdając się być całkiem zadowoloną z nudnego życia klasy średniej. Możliwe, że jej „nieprzyzwyczajenie” do zainteresowania swoją osobą, też było skrzętnie odgrywaną rolą? Kto wie, co kobiecie siedzi w głowie.
Kiedy pierwsze zaskoczenie minęło, miała chwilę, by przyjrzeć się swemu rozmówcy. Był od niej młodszy - co do tego nie miała żadnych wątpliwości. Czy udało jej się zobaczyć coś więcej? Owszem - miał piękną twarz - może nie jej typ, ale przykuwał uwagę. Tatuaży możliwe że nie zauważyła. Było dość zimno, więc mógł mieć pod szyją jakiś szalik, którym tym samym zasłoniłby malunek, który znajdował się na jego szyi.
Choć dała chwilę sobie na to, by mu się przyjrzeć, większą uwagę skupiła na jego słowach. Bardzo dużo mówił - ale nie bezmyślnie, co już dobrze o nim świadczyło. Anna lubiła, kiedy ludzie w jej otoczeniu byli tak żywi i mieli coś do powiedzenia. Rozmowa jakoś tak... zawsze lepiej się wtedy układała. Zwłaszcza gdy miało się podobne zainteresowania. Możliwe, że z tym młodzieńcem Anna bardzo szybko znajdzie wspólny język.
Słysząc wyjaśnienie, nie zareagowała w żaden sposób, ponieważ nie wiedziała, o kim Joseph mówi. Jego „ulubionym poetą” mógł być każdy, nawet ktoś zupełnie nieznany większej rzeszy osób, albo w ogóle nikomu, bo dotąd pisał tylko dla siebie. Kolejne jego słowa wyjaśniły jednak jej wszystko.
Widząc książkę, którą wyciągnął w jej stronę, spojrzała na nią i bez chwili dłuższego namysłu, wyciągnęła po nią rękę. Wyjęła ją z dłoni chłopaka i przyciągnęła do siebie. Chyba... jeszcze nigdy nie miała jej w rękach, a już na pewno nie znała wiersza, który Stanbury chciał jej zaprezentować. Spojrzała na młodzieńca znad książki, po czym wróciła do „The Blessed Damozel”. Zaczęła czytać.
Nie spieszyła się zbytnio. Uważała, że poezji nie wolno czytać na jednym wdechu, bez zastanowienia. Sunęła spojrzeniem po słowach które łączyły się w całe wersy, które razem tworzyły piękną całość. Tak, teraz miała pewność, że nigdy wcześniej go nie czytała. O samym Rossetti jednak słyszała.
- To... naprawdę piękny wiersz. - Musiała przyznać szczerze, zamykając książkę i oddając ją młodzieńcowi. - Muszę jednak przyznać, że nie znam go. Rzadko czytuję poezję, co nie znaczy, że nie doceniam jej piękna. Bliższa memu sercu jest jednak proza.
Nie wiedziała, dlaczego tłumaczy się chłopakowi. Wzbudził w niej jednak sympatię i nie chciała już kończyć rozmowy, która dopiero co się zaczęła. Może to był sposób na jej podtrzymanie?
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, 1882 rok

Pisanie by Joseph Stanbury on 29/01/18, 11:58 pm

Jeśli Joseph wiedziałby o tym, że kobieta nie dostaje tyle uwagi, na ile zasługuje, pewnie byłoby mu bardzo szkoda. Może nie samej nieznajomej, bo wiedział, że skromność przystoi, a ta szczera jest niesamowitej wagi wartością, której próżno szukać było u większości ludzi. Żal byłoby mu jednak świata, którego poczucie estetyki najwyraźniej było martwe. Uważał bowiem, że docenianie ściśniętych gorsetem, bladych, próżnych panien w rękawiczkach było bardzo płytkie i niegodne uwagi. One, choć bardzo się starały i trzeba było im to przyznać, wyglądały wszystkie tak samo. Nawet charakterem ciężko było je rozróżnić, kiedy wszystkie swoje ja zakrywały za konwenansami i etykietą. Często nie chcąc się nawet uśmiechnąć, uważając, że ich twarz musi pozostać idealna. Z drugiej strony, ciężko je winić. Pewnie gdyby urodził się kobietą, sam martwiłby się o swój wygląd wręcz chorobliwie. W końcu musiałby wyjść za mąż i być dobrym, cudownym, dobrym duchem domu. Od kobiety wymagało się bardzo wiele, więc pewnie bycie jedną z tysięcy było bardzo bezpieczną i opłacalną opcją.
Owszem, miał szalik, ale ten zawiązany był luźno. Inna sprawa, że w tym momencie tatuażu na szyi jeszcze nie było. Były plany, pojedyncze pomysły, jednak póki co nie wykroczył z ozdobami ciała poza ramiona i plecy. Przed studiami nie zdecydowałby się na tak odważny krok. Chociaż kobieta pewnie miałaby szansę dostrzec tatuaże wystające zza końców rękawów płaszcza, te były bowiem minimalnie widoczne między rękawiczką, a rękawem. Chociaż wtedy musiałaby się raczej uważnie przyjrzeć, albo patrzeć akurat, gdyby rękaw mu się podwinął, co nie było znów takie niemożliwe.
Bardzo docenił, że kobieta poświęciła chwilę na przeczytanie. Gdyby przeleciała tekst wzrokiem i pokiwała głową, wiedziałby już, że nie porozmawiają za dużo. Kiedy jednak skończyła i skomentowała, pokiwał głową z uśmiechem. Odebrał książkę i posłuchał jej do końca. Uśmiechnął się, unosząc brwi pytająco.
- Prozę. Jakąś konkretną? Przyznam, że ja największą słabość mam do dramatów, chociaż epika też potrafi być ujmująca. - powiedział, trochę już spokojniej. Cierpiał katusze nad losem artystów, mógł jednak robić to trochę ciszej i dyskretniej. W końcu mógł przecież komuś przeszkadzać.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, 1882 rok

Pisanie by Anna Swinburne on 06/02/18, 11:46 am

Jak widać, trafiła na kogoś o wrażliwej duszy. Rzecz jasna mogła chłopaka zbyt pochopnie osądzić, ale z drugiej strony - czy bardzo się myliła? Lubił nie tylko poezję, ale również dramaty. Czy ona jakieś znała - oczywiście. Kto nie znał choćby dzieł Szekspira?
Słysząc jego pytanie, uśmiechnęła się. Rzadko kiedy miała okazję porozmawiać z kimś o swoich upodobaniach literackich. Oczywiście był Oliver. Z nim mogła rozmawiać na wszystkie tematy - nawet na ten. Dziwnym by było, gdyby ten temat nie pojawiał się w ich domu - w końcu mężczyzna prowadził wydawnictwo, więc kobieta chcąc, nie chcąc musiałby tego słuchać. Na szczęście chciała, jednak rozmowy z mężem nie zaskakiwały już tak samo, jak na początku. Znał ją już na tyle, by wiedzieć, co jej przypadnie do gustu, a co wręcz przeciwnie. Joseph jednak dopiero ją poznał. Nie wiedział o niej zupełnie nic i może właśnie dlatego podał jej do przeczytania ten wiersz? Możliwe, że gdyby nie on, nigdy by nawet po tą książkę nie sięgnęła? Dopiero teraz przeszło jej przez myśl, że byłaby to wielka strata.
- Na pewno słyszał Panicz o „Wichrowych Wzgórzach”...
Oczy jej lekko błysnęły, kiedy to mówiła, bowiem była to książka, którą czytała całkiem... niedawno. Widocznie zrobiła na niej duże wrażenie. Wielu ją krytykowało, ale ona jednak była nią mile zaskoczona. Historia w niej opisana nie była typowa i prosta do zrozumienia. Ona jednak lubiła, kiedy nic nie było takie, jakie być powinno. Lubiła, gdy ktoś wychodził poza ramy narzucane im przez współczesny świat.
- Jeśli nie, to gorąco polecam. - Dodała jeszcze i płynnie przeszła do dramatów, odbijając mu piłeczkę, zadając niemal to samo pytanie, co on jej. - Dramaty powiadasz... Jakiś konkretny?
Była ciekawa, co jej na to odpowie. Może coś z tego, co czytał, pokryje się z jej doświadczeniami odnośnie dramatów, co w sumie nie byłoby wielkim zaskoczeniem. Czuła, że ma przed sobą wielkiego miłośnika słowa pisanego. Chyba powinna czuć lekkie zdenerwowanie z tego tytułu, bowiem nie uważała siebie za wielkiego znawcę. Coś takiego jednak nie miało miejsca. Była zainteresowana młodzieńcem, dlatego miała nadzieję, ze rozmowa jeszcze trochę potrwa... Ale może nie w tym miejscu?
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, 1882 rok

Pisanie by Joseph Stanbury on 07/02/18, 04:56 pm

Na wspomnienie powieści Emily Bronte Joseph złożył dłonie z westchnieniem. Kolejna udręczona dusza, której życie mogłoby potoczyć się zupełnie inaczej i dłużej potrwać, gdyby nie zamknięte na nowatorskie tytuły umysły krytyków. Trzydziestolatka miała na koncie niestety tylko "Wzgórza", a wielka szkoda, bo mogłoby się okazać, że jej następne powieści byłyby jeszcze lepsze. Mniejsza jednak, nie można tyle myśleć o martwych artystach. Joseph założył dłonie na piersi, uśmiechając się i kiwając głową w odpowiedzi.
- Czytałem. Czytałem i okropnie mi smutno, że Emily i jej siostry żyły tak krótko. Chociaż spod ich piór i tak wyszło wiele. - przyznał, kiwając głową i zerkając na półki. Liczył, że kiedyś autorzy będą mogli w spokoju się realizować, bez ocen krytyków, a tylko pod oceną publiczności, która też nie musiała być jakaś wielce bezwzględna. Najlepszą oceną było to, czy książki się sprzedawały, czy nie. Z drugiej strony, to też mogło być krzywdzące dla nowych autorów, którym ciężko było się wyróżnić między tytułami z witryny. W takim razie krytycy mogliby być po prostu milsi i krytykować styl, a nie niszczyć autorów za to, że stworzyli taki, a nie inny klimat w swoich tekstach.
Ucieszył się, że kobieta nie wspomniała jakichś baśni, czy czegoś w tym stylu. Baśnie mogły być piękne i cudne, ale jeżeli ktoś wymieniał je jako swoje ulubione dzieło pisane, to raczej nie miał wielkiego obeznania w literaturze. Bronte nie pisały może czegoś takiego, jak "Madame Bovary", czy "Bracia Karamazow", ale to nadal żeńskie, uznane autorki. Więc i tak wielki szacunek za wybór takiej literatury.
- "Hernani" Victora Hugo? - powiedział, unosząc brwi z nadzieją, że może to będzie znać jego rozmówczyni. Jeśli nie, to tej książki też poszuka. Będzie miał nadzieję, że kobieta miała na tyle czasu i chęci, aby choćby zerknąć na wszystko, co miał do zaoferowania w dziedzinie literatury.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, 1882 rok

Pisanie by Anna Swinburne on 19/02/18, 09:12 pm

Znał. Oczywiście, że znał „Wichrowe Wzgórza”! Jakoś... inna odpowiedź jej nie pasowała do młodzieńca. Choć rozmawiała z nim ledwie parę chwil, zdążyła zauważyć, że może pochwalić się on ogromną wiedzą na temat literatury. Była niemal pewna, że jego znajomość poezji, dramatów, czy prozy, która została przez nią uwielbiona, przerasta jej dwu a może nawet trzykrotnie. Nie czuła się jednak z tego powodu gorsza. Człowiek uczył się w końcu całe życie, a ona jeszcze żyła i miała zamiar żyć jeszcze bardzo długo.
- Tak... niestety los nie okazał się dla nich łaskawy. Na szczęście, nim śmierć je zabrała, pozostawiły po sobie coś naprawdę pięknego - zwłaszcza Emily. Cieszy mnie bardzo, że nie tylko ja doceniłam kunszt tej naprawdę wybitnej pisarki.
Uśmiechnęła się do niego z uznaniem, po czym rozmowa znowu płynnie przeszła do kolejnego gatunku literackiego, jakim był dramat. Musiała przyznać, że i tym razem ją zaskoczył. Nie znała tego dzieła. Uśmiechnęła się do niego, układając jedną rękę nieco poniżej biustu, a drugą oparła na niej łokciem. Machnęła płynie dłonią, po czym oparła ją na policzku.
- Muszę przyznać, że mnie zaskakujesz - nawet nie zauważyła, że zwróciła się do niego bardzo bezpośrednio, bez zbędnych - miejmy nadzieję, zwrotów grzecznościowych. - Rozmawiam z Tobą ledwie parę minut i już wiem, że Twoja wiedza na temat literatury przerasta moją. „Hernani” jest mi również nieznane. Może... opowiesz mi coś o tym dramacie, albo... poszukamy razem tej książki. Jak znam mojego męża, na pewno znajdziemy choć jeden egzemplarz w tej księgarni.
Kobieta zdawała się... czytać w myślach Josepha, choć może to za dużo powiedziane? W sumie to rzuciła tą propozycją, bardzo swobodnie, może trochę bez zastanowienia. Młodzieniec mógł się rzecz jasna na to nie zgodzić - liczyła się z tym. Ona miała czasu - aż nadto, ale tego samego nie mogła powiedzieć o swym rozmówcy. Nie wiedziała bowiem, jakie ma plany na resztę dnia - czy w ogóle jakieś ma. Rzecz jasna, jeśli odmówi jej, nalegać nie będzie, ale miło by było porozmawiać z nim dłużej.
Gdy tak o tym myślała, zdała sobie sprawę z tego, że zaczęła mówić do niego na „ty”. Opuściła ręce, rozciągając usta w nieco szerszym uśmiechu.
- Nawet nie zauważyłam kiedy, zaczęłam się do Ciebie zwracać tak, jakbym Cię znała dłużej niż kilka mrugnięć oczu - wyciągnęła rękę w jego stronę. - Pozwolisz, że się przedstawię. Jakoś tak milej i mniej formalnie brzmi rozmowa, kiedy zwraca się do siebie po imieniu. Jestem Anna.
Chyba za dużo gadała. Chociaż z drugiej strony, młodzian też do milczących nie należał.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, 1882 rok

Pisanie by Joseph Stanbury on 22/02/18, 08:05 pm

Ojciec, kiedy nakrył go z Bronte prawie pobił go trzymaną książką, na szczęście oszczędził mu tego po krótkiej pogoni. Książkę co prawda zabrał, Joseph jednak i tak ją znalazł. Jego ojciec pochlipywał nad nią w nocy w zaciszu swojego gabinetu, co młody Stanbury uznał za absolutną hipokryzję i sprawił sobie jeszcze jeden egzemplarz, który już czytał jedynie w nocy, wbijając wzrok w kartkę oświetloną księżycem, albo ogarkiem świecy, jaki jakaś pokojówka pozwoliła mu zatrzymać. Uwielbiał Wichrowe wzgórza. Mimo, że były smutne, ale to nie szkodzi, życie też nie było wcale takie radosne. Przynajmniej nie zawsze, on bawił się całkiem nieźle.
Nie potrafił ocenić znajomości literatury swojej towarzyszki tylko na podstawie tych kilku zdań, za to był pewien, że nawet gdyby nie znała żadnego z przypomnianych przez niego utworów, nie uznałby jej za ignorantkę. Myślał o kobiecie raczej jak o kimś, kto nie miał aż takich możliwości by rozwinąć się w temacie literatury. Ciężko w ogóle było się rozwijać, kiedy świat i etykieta ledwo pozwalają ci chodzić po ulicy, a nawet nie, bo jeśli przechadzasz się sama, to już wskazują na ciebie palcami. Okropny świat. Za to jego rozmówczyni wykazywała talent retoryczny i wiedzę jakąkolwiek, a i ogromny potencjał i chęć poznania większej ilości tekstów kultury. Naprawdę bardzo się cieszył, że się na nią natknął. To nie mógł być zły dzień.
- Byłbym uradowany, gdybyśmy razem poszukali tej książki. - uznał, uśmiechając się i już rozglądając się po pułkach. - Hugo jest geniuszem, chociaż ja uważam, że tylko czytany w oryginale naprawdę ma swój czar. Jego utwory wtedy nie tylko się czyta, ale słowa są wręcz wyśpiewywane przez umysł. Nie zdziwiłbym się, gdyby kiedyś z którejś z jego prac zrobić muzykę. Wielkie dzieło, które znałby cały świat. No. Ale to tylko marzenia. - powiedział, wzruszając ramionami z uśmiechem.
- To księgarnia twojego... Pani męża? - zapytał, samemu orientując się, że w odpowiedzi użył również nieoficjalnej formy i z wdzięcznością przyjął przedstawienie się kobiety. Złożył dłonie w podzięce, uśmiechając się szerzej i odpowiedział kulturalnie na jej wyciągniętą dłoń.
- Dziękuję. Sam pewnie zanim bym wpadł na to, że przedstawienie się to dobry pomysł, potrzebowałbym jeszcze chwili. Joseph Stanbury. Bardzo mi miło. - przywitał się, nie sądząc również, że kobieta mówi zbyt dużo. Przeciwnie, kochał fakt, że chciała się dzielić z nim swoimi słowami. Mogło to zabrzmieć głupio i nieco desperacko, ale naprawdę lubił, kiedy ludzie do niego mówili. Kiedy poruszali ważne dla siebie tematy, wydawało mu się, że dzielą się specjalnymi częściami swoich serc i umysłów. On potrafiłby większości istot powiedzieć bardzo dużo o sobie, ale przecież nie każdy miał w sobie taką ekstrawertyczną łatwość. Nie było w tym niczego złego, chyba, że dla samych nie-ekstrawertyków. Im mogło być trudniej w świecie pełnym pewnych siebie ludzi. Ciągłe poczucie presji, że wszyscy chcą od nich tego, by byli kimś innym, niż faktycznie byli. Okropność. Zwłaszcza, jeśli ulegali. Zatracić siebie na rzecz społeczeństwa.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, 1882 rok

Pisanie by Anna Swinburne on 08/03/18, 04:50 pm

Kobieta uśmiechnęła się do niego, słysząc jego słowa. Nie myślała, że może sprawić mu tym taką przyjemność. Jak widać jednak młodzieniec czuł się dobrze w jej towarzystwie, albo miał ją za zbłąkaną duszę, którą należało sprowadzić ze złej drogi. Nie wiedziała jaka była prawda, co myślał, ale gdyby nie chciał z nią dłużej rozmawiać, na pewno nie ciągnąłby tej rozmowy dłużej, a skoro się zgodził....
- W takim razie chodźmy - stanęła do niego bokiem, ale na razie nie zrobiła nic więcej. - Jeśli utwór ten jest naprawdę tak dobry, jak go zachwalasz, to muszę koniecznie go przeczytać. Nie mogę jednak obiecać, że znajdziemy to w oryginale. Tak samo jak nie mogę obiecać, że szybko go odszukamy na tych regałach. Raz na jakiś czas lubią tu wszystko zmieniać - zwłaszcza, gdy przychodzi coś nowego.
Uprzedziła go, by był świadom tego, że chwilę może im to zająć. Ta księgarnia może i nie była wielka, ale regały sięgały od podłogi, aż po sufit, przez co miały dwa i pół metra wysokości. Zostały one wykonane z myślą o tym, by na jak najmniejszej przestrzeni, zmieścić jak najwięcej książek. Widać, że mąż Anny dbał oto, by niczego tu nie brakowało.
- Tak - odpowiedziała, na postawione przez niego pytanie. - Ta księgarnia należy do mojego męża. Uwielbia książki - czasem mam wrażenie, że bardziej, niż mnie.
Zaśmiała się i choć mogły jej słowa zabrzmieć jak wyrzut, takie nie były. Kobieta wypowiadała się o swoim mężu bardzo ciepło, z uczuciem, dzięki czemu sformułowane przez nią zdanie, brzmiało jak niewinny żart. Niestety to tylko w połowie była prawda. Anna nie miała za złe mężowi tego, że wielbił książki bardziej niż ją. Ich relacja była... dziwna, niezrozumiała, a już na pewno nie było między nimi miłości. Nigdy jednak nie dali tego po sobie poznać komukolwiek. Nauczyli się grać - tak jak Anna robiła to teraz.
- Miło mi Cię poznać Josephie. - Uścisnęła jego dłoń, kiedy i on zrobił to samo z jej. - Jak na pewno zauważyłeś, ja też potrzebowałam chwili, by na to wpaść. Wydaje mi się jednak, że i tak nie trwało to zbyt długo. W końcu... nie wiedzieliśmy jeszcze parę minut temu, że to zaatakowanie mnie wierszem Dantego Rossetti nie sprawi, że ucieknę w popłochu. - Uśmiechnęła się do niego. - Chodźmy poszukać tej książki. Muszę wiedzieć, co to za autor, do którego dzieł chciałbyś, żeby ktoś kiedyś napisał muzykę, dzięki czemu większe grono mogło by go poznać.
Jeśli nie miał nic przeciwko, ruszyła wolno przed siebie, patrząc na tabliczki wiszące niemal przy każdym regale, oznajmiające o tym, z jakiego rodzaju literaturą odwiedzający sklep, mają tu do czynienia.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, 1882 rok

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach