Eton College, 1872 rok

Eton College, 1872 rok

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Eton College, 1872 rok

Pisanie by Samuel Vaesey on 17/01/18, 10:16 pm

Gdzie: tereny zielone leżące na terenie Eton College
Kto: Joseph Stanbury i Samuel Vaesey
Kiedy: Niedługo po rozpoczęciu roku szkolnego podczas ich pierwszego roku nauki w szkole

Jeżeli tak to miało wyglądać, Sam mógłby w ogóle nie wracać do domu. Naprawdę. Początkowo był sceptyczny co do wyjazdu do szkoły. Nie chciał jechać i być zmuszonym do stracenia kontaktu z Aldenem. Nauczyciel cały czas powtarzał, że "tyle jeszcze chce mu przekazać" i "jaka to szkoda, że nie mieli trochę więcej czasu".
I mimo, że perspektywa wyjazdu z jednej strony wydawała mu się ciekawa (mimo wszystko spędził większość swojego dotychczasowego życia w jednym i tym samym relatywnie nudnym miejscu, a to było coś zupełnie nowego), to z drugiej wcale nie cieszył się, że dzień wyjazdu już nadszedł. Mógłby zaczekać tak jeszcze rok, może dwa.
Ale teraz, kiedy był już na miejscu, nie wyobrażał sobie, że kiedykolwiek miał stąd wyjechać. Co prawda nie rozmawiał jeszcze z wieloma osobami, ale bardzo lubił słuchać ich rozmów i obserwować z boku. Nauczyciele również, choć z Aldenem żaden się nie równał, w większości potrafili go zainteresować swoimi przedmiotami tak, że nauka nie stała się dla niego przykrym obowiązkiem.
Chociaż zdecydowanie najlepszym elementem szkoły była biblioteka. Naprawdę, nie minęło wcale wiele czasu, ale dla Sama już stała się miejscem, w którym przebywał prawdopodobnie częściej, niż we własnym pokoju. Świadomość, że najprawdopodobniej do końca swojej edukacji tutaj nie uda mu się przeczytać wszystkich książek, jakie się w niej znajdowały była dla niego tak samo frustrująca, jak i motywująca.
A skoro o tym mowa. Siedział właśnie schowany w cieniu drzewa i oddawał się lekturze do tej pory nieznanego mu przekładu greckich mitów. Co prawda znał je już praktycznie na pamięć, ale nie potrafił sobie odmówić tej przyjemności za każdym razem, kiedy łapał je wzrokiem na półce. I tym razem nie było inaczej.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Jazda konna | Posługiwanie się pistoletem
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t700-samuel-vaesey http://vampirekingdom.forumpl.net/t705-samuel-vaesey#3047 http://vampirekingdom.forumpl.net/t706-samuel-vaesey Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Eton College, 1872 rok

Pisanie by Joseph Stanbury on 17/01/18, 11:20 pm

Od opuszczenia pociągu nie przestawał myśleć o martwym mężczyźnie z raną na szyi. Nie była postrzałowa, nie mogła być. Nawet jeżeli byłyby to jakieś maleńkie kule, a to był wlot... Nie, po prostu nie tak wyglądają rany postrzałowe. Szkoda, że ten policjant nie wziął go na poważnie, bo naprawdę powinien. Powiedział mu tamtego dnia: "Proszę pana. Nigdy nie widziałem takiego obrażenia." Zamiast dialogu i rozmowy, jakiej się spodziewał, dostał poklepanie po głowie i zapewnienie, że wszystko będzie dobrze. Co go to obchodziło, nic nie było źle, nie znał tego mężczyzny i nie robiło mu to różnicy. Liczyło się, że chciał wiedzieć, skąd pochodziła rana. Nikt nie chciał, albo nie umiał mu odpowiedzieć. W pociągu więc, zamiast czytać jakiś podręcznik, jak poleciła mu matka, skończył z Biblią, czytając wizję piekła i nieba. Ciekawe, kim był ten człowiek. Skoro jego pistolet wystrzelił, prawdopodobnie sam kogoś skrzywdził. Nie zdążył się pewnie wyspowiadać. Trafi do czyśćca? Doprawdy, Joseph nic z tego nie rozumiał, bardzo by chciał, żeby Bóg po prostu zesłał mu jakiś sen i mu to wytłumaczył. O ile mógłby go prosić. Bóg był pewnie bardzo zajęty.
Eton było ogromne i bardzo mu nie odpowiadało, że nikogo nie zna. Nie rozumiał, czemu dziewczynom nie wolno było przyjechać z nim. Były mądrzejsze od niego, więc im by się pewnie bardziej opłacało uczyć w takim miejscu. No, z jakiegoś powodu regulamin tego zakazywał, więc Joseph musiał się z tym pogodzić. Jednak to bardzo bolało, samotność go przybijała, nawet jeżeli minęło dopiero kilka chwil, jakie w niej spędził. Swoją drogą, bardzo dziwiło go, że wśród tych mas chłopców nie znalazł nikogo, kto byłby mu przedstawiony w domu? Niemożliwe, żeby był jedynym synem z grona przyjaciół ojca, który trafił tutaj. Było na to zbyt małe prawdopodobieństwo.
Odnalezienie znajomego syna Vaeseyów było jak błogosławieństwo. Niemal w podskokach do niego podszedł i ukłonił się szybko, chcąc zostać grzecznym mimo przejęcia, jakie pewnie odmalowało mu się wyraźnie na twarzy.
- Samuel Vaesey, dzień dobry. - przywitał się z uśmiechem, trochę podekscytowany znajomością. - Bardzo przyjemnie cię widzieć.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Eton College, 1872 rok

Pisanie by Samuel Vaesey on 17/01/18, 11:41 pm

Zbyt się wciągnął w lekturę, żeby zarejstrować, że ktoś do niego podszedł. Dopiero głos wyrwał go ze świata mitologicznych herosów i sprowadził z powrotem na szkolne błonia.
Podniósł głowę i moment mu zajęło skojarzenie twarzy z nazwiskiem.
Znał go? Znał. To był syn pana Stanbury'ego, przyjaciela ojca, o którym stosunkowo często opowiadał. Ale jak mógł mieć na imię? Samuel wysilił pamięć i po chwili coś mu zaskoczyło. Joseph. Faktycznie. Widzieli się kilka razy, podczas tych rzadkich sytuacji, kiedy ojciec zabrał go gdzieś ze sobą.
Niestety Sam musiał przyznać, że nie pamiętał zupełnie, jakie Joseph zrobił na nim wrażenie podczas tych wizyt. Choć z drugiej strony nie pamiętał również kiedy i ile razy właściwie się widzieli, więc pewnie nie było w tym nic nadzwyczajnego.
Zamknął książkę i odłożył ją na trawę wstając od razu.
- Joseph Stanbury - uśmiechnął się do niego przyjaźnie. - Ciebie również. Od przyjazdu nie spotkałem tutaj jeszcze nikogo znajomego.
Sam przyjrzał mu się uważnie i dwa pierwsze epitety, jakie przyszły mu na myśl, kiedy na niego patrzył to "śliczny" i "radosny", a to bardzo przyjemne dla ucha słowa. Nawet nie miał mu aż tak bardzo za złe, że wyrwał go z ukochanego świata. W tym realnym podobno też kiedyś trzeba zacząć żyć, prawda?
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Jazda konna | Posługiwanie się pistoletem
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t700-samuel-vaesey http://vampirekingdom.forumpl.net/t705-samuel-vaesey#3047 http://vampirekingdom.forumpl.net/t706-samuel-vaesey Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Eton College, 1872 rok

Pisanie by Joseph Stanbury on 17/01/18, 11:55 pm

Samuel wyglądał na starszego, niż był. Miał w oczach dziwną iskrę, która była charakterystyczna dla niektórych pracowników fabryki. Inżynierowie, geniusze mieli właśnie coś takiego w spojrzeniu. Ciekawość, inteligencję, świadomość. Tak wyglądały osoby, z którymi chciało się rozmawiać. Nie to, co wielkie, czarne i tępe oczy, trochę jak u cielaków, jakie mieli niektórzy ludzie. Pewnie sam Stanbury miał podobne do młodej krowy spojrzenie i niestety świetnie zdawał sobie z tego sprawę, był tak naiwny i ufny jak tylko mógł. Zdawał sobie jednak z tego sprawę jak zwykle za późno i kiedy już wiedział, że nie powinien być ufny, to dawno było po wszystkim. To nie tak, że był niemądry, czy coś, po prostu przeżył jeszcze za mało. Ojciec tak mówił, a tata rzadko się mylił, jeśli w ogóle.
Joseph uśmiechnął się trochę szerzej, składając dłonie, po czym jednak wskazał na miejsce, na którym przed chwilą siedział Samuel.
- Czy masz coś przeciwko, żebym ci towarzyszył? - zapytał tonem, który możliwie nie był proszący. Miał jednak wrażenie, że nie pozbył się prośby z tonu do końca. Naprawdę nie chciał się narzucać, jednak nie chciał być też sam. Nie chciał o wiele bardziej, niż się nie narzucać. Mimo, że etykieta mówiła mu co innego i trochę bał się reakcji chłopaka, gdy ten wyczuje jego prośbę. Jednak może Samuel też jest miły i uprzejmy i zgodzi się na towarzystwo.
Co chłopak czytał? Nie chciał być wścibski, ale zerknął na okładkę. Mity greckie nie były czymś, w czym byłby obeznany, znał jednak jeden, czy dwa najpopularniejsze. Mama często mu mówiła, żeby lepiej nie interesował się wierzeniami innych, bo właśnie tak podchodzi szatan. Wskazuje niby tylko interesujące opowieści z jakiejś religii, a potem wrzuca cię na innowierców, do których przystępujesz z własnej woli, nie mogąc już rozróżnić Boga od bożka. Ciekawe, czy Vaesey był wierzący. Chyba musiał być, jego rodzice pewnie potępiliby inne wierzenia. Chociaż kto wie? Równie dobrze cała rodzina mogła być innego wyznania.
- Skąd pomysł na lekturę? - zapytał mimo wszystko, nie mogąc oprzeć się ciekawości. Bardzo chciał wiedzieć, czy to może zainteresowanie Samuela. Jeśli, chciałby o tym posłuchać. Nie zamierzał się nawracać i skoro nie zaglądał do książki tylko słuchał o niej, szatan nie mógł go dosięgnąć. Zresztą, nie odrzuciłby Boga tylko przez kilka opowiadań o jakimś innym. Był wiernym wierzącym, bardzo by się wstydził, gdyby zwątpił w Pana.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Eton College, 1872 rok

Pisanie by Samuel Vaesey on 18/01/18, 12:37 am

Cała osoba Josepha emanowała w dziwny sposób przyciągającą żywotnością. Samuel nie potrafił do końca określić, co to było, ale patrząc na Stanbury'ego od razu dało się powiedzieć, że nie tylko zewnętrze ma śliczne, ale wnętrze również. Biła też od niego pewnego rodzaju delikatność? Nie, nie do końca. Lepszym określeniem była chyba "zwiewność". Coś, czego Samuel raczej w rówieśnikach nie widział. Większość z nich była toporna i często w ruchach wręcz sztywna. Zachowania zgodne z etykietą i zasadami mieli jeszcze nie wyuczone i widać było, że muszą się skupiać, żeby wykonywać je poprawnie. Z kolei te naturalne, wychodzące z ich własnych odruchów były już na tyle przytłumione, żeby również nie wyglądać swobodnie. Słowem, wszystko wyglądało i brzmiało nie tak.
Tutaj było inaczej. Joseph był delikatny i "miękki". Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, kiedy Samuel powiedziałby to na głos. Ale właśnie te słowa przychodziły mu do głowy. A myślał o nich jak najbardziej jako o komplementach.
Słysząc drugie pytanie od razu widocznie się ożywił.
- A wiesz, zwiedziałem naszą szkolną bibliotekę i na to trafiłem - powiedział siadając i biorąc książkę do rąk, żeby zacząć ją kartkować. - Nigdy wcześniej nie trafiłem na ten przekład, a jest naprawdę cudowny. Wszystko jest napisane tak lekko i przyjemnie. Nareszcie. Nic mnie tak nie boli, jak gdy ktoś tłumaczy tak magiczne historie, jak te i pisze je w takim samym tonie, jak... no nie wiem... podręcznik szkolny? A przecież to zupełnie nie o to chodzi. No i spójrz na te ilustacje - mówiąc to odwrócił do niego książkę otwartą na jednej ze stron z obrazkami. Spojrzał na Josepha z uśmiechem, ale zaraz się trochę zmieszał.
- Wybacz - powiedział już spokojniej, przymykając przy tym książkę. - Pewnie zupełnie nie o to ci chodziło, prawda?
No tak. To mogło być zbyt entuzjastyczne zachowanie, jak na pierwszą faktyczną rozmowę. Zwłaszcza, że doskonale wiedział, iż ten akurat temat nie jest fascynujący dla wielu osób. A nie chciał przecież, żeby pierwszym wrażeniem Josepha o nim było, że jest nudny.
- Mój nauczyciel, którego miałem w domu jest wielkim miłośnikiem kultury antycznej i można powiedzieć, że mnie tym mocno zaraził.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Jazda konna | Posługiwanie się pistoletem
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t700-samuel-vaesey http://vampirekingdom.forumpl.net/t705-samuel-vaesey#3047 http://vampirekingdom.forumpl.net/t706-samuel-vaesey Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Eton College, 1872 rok

Pisanie by Joseph Stanbury on 18/01/18, 03:37 pm

Usiadł obok, słuchając tego, co Samuel miał do powiedzenia z uwagą. Znowu skarcił się w myśli za swoje podejście cielaka, który nadstawia uszu i siedzi koło najbliższej sobie jednostki w stadzie i drepta za nią, wpatrzony jak w obrazek. Naprawdę nie miał nic do cielaczków. Były prześliczne, ale jak już wcześniej sam stwierdził, może i wole oczy były ładne, bo wielkie i ufne, ale nie świadczyły o niczym dobrym. Nie u człowieka. W gruncie rzeczy, gdyby krowa spojrzała na niego inteligentnie i myśląco, chyba miałby potem problem z jedzeniem kotletów. Może właśnie przez tą zależność w ich części świata nie jadało się psów i kotów?
Samuel już zwiedził bibliotekę, a on dalej błąkał się po korytarzach i próbował się odnaleźć. No pięknie, taki był z niego poszukiwacz przygód, jak z kompasu zegarek. Pewnie zgubiłby się, gdyby próbował z sal sypialnianych przejść do jadalni, a co dopiero w bibliotece. Mógł mieć jednak nadzieję, że Samuel pozwoli u za sobą biegać.
Wydawał się taki poruszony trzymanym dziełem. Ciekawe, co było w nim dla niego aż tak ciekawe. To znaczy, sam całkiem lubił opowieści z mitów, jakie znał, wydawały mu się jednak bardzo mało prawdopodobne i cała ta historia z wieloma bogami również nie podchodziła mu do gustu. Nie pamiętał jak się nazywali, a dziwne było, że w ogóle mieli imiona. Sporo wad, z tego, co pamiętał. To bardzo odmienne od prawdziwego Boga, zresztą, to bardzo stare wierzenia, kiedy ludzie jeszcze nie znali bardzo wielu faktów o sowim świecie.
Spojrzał na ilustracje i uniósł brwi, kiwając głową. Obrazki pewnie były bardzo pomocne przy zapamiętaniu, kto jest kim w historiach, gdzie występuje wielu bohaterów. Fakt, że te były piękne, również tylko zachęcał. Odwrócił stronę niepewnie, chcąc zobaczyć następny obrazek i jemu też przyjrzał się z uwagą. Znowu czuł się jak kilkuletnie dziecko, którym pokazuje się figury geometryczne i mówi, jak się nazywają.
Samuel przymknął książkę, a on spojrzał na niego, trochę zawiedziony, że to już koniec dzielenia się wiedzą z jego strony. Uśmiechnął się wyrozumiale i pokręcił głową, machając ręką swobodnie.
- Nie, ale to żaden problem. Jeśli cię to interesuje, chętnie posłucham. - powiedział, dalej się uśmiechając. Matka co prawda mówiła mu, że jeżeli będzie się szczerzył bez przerwy, ludzie wezmą go za naiwniaka i zaczną sobie z niego żartować, ale nie umiał się nie uśmiechać do kogoś takiego. Mieli trzynaście lat, a Samuel już mówił z pasją, z jaką widywał zazwyczaj ludzi o dziesięć lat starszych od niego. Pokiwał głową z zainteresowaniem, gdy Vaesey zdradził mu informację o swoim nauczycielu, po czym wzruszył ramionami przepraszająco.
- Jedyne, co wiem na ten temat, to że Prometeusz zniósł ogień ludziom. - przyznał przepraszająco, wzdychając, po czym rozweselił się nieco. - Ale jeśli chciałbyś mi opowiedzieć, chętnie o tym z tobą kiedyś porozmawiam.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Eton College, 1872 rok

Pisanie by Samuel Vaesey on 18/01/18, 06:05 pm

Bardzo mu się te oczy podobały. Teraz przyjrzał im się bliżej i uznał, że są tak samo śliczne, jak właściciel. Patrzył na niego szeroko je otwierając i biły z nich ufność i otwartość. I chociaż większość osób pewnie uznałaby to za zły nawyk i potępiła, Samuelowi bardzo się to podobało.
Częściowo dlatego, że to naprawdę była dla niego nowość. Rzadko rozmawiał z rówieśnikami, a jeśli, to i tak jakimś cudem zawsze udawało mu się nie dogadać, co kończyło się tym, że on patrzył na nich z pogardą, a oni na niego z niechęcią. Z kolei dorośli, z którymi rozmawiał znacznie częściej, zawsze zerkali na niego z nieukrywanym poczuciem wyższości. Zawsze. Czasem była to wyższość połączona z pogardą, lub zawodem, jak w przypadku ojca, a czasem wyższość połączona z ciepłem i miłością, jakby osoba chciała się nim zaopiekować, jak matka, czy Alden. Ale to wcale nic nie zmieniało. Nadal wszyscy dorośli czuli się lepsi od niego. Wiedział, że pewnie mają rację, ale wcale nie sprawiało to, że irytował się mniej.
Tymczasem Stanbury patrzył na niego, jakby naprawdę widział w nim kogoś, nie tyle wartościowego, co kogoś, kto może go czegoś nauczyć, coś mu przekazać. Nikt nigdy tak na niego nie spojrzał i Sam nie zdawał sobie do tej pory sprawy, jakie to przyjemne.
Słysząc jego słowa uśmiechnął się jeszcze szerzej.
- Czy chciałbym ci opowiedzieć? - spytał zdumiony, że Stanbury w ogóle poddał to pod wątpliwość. Samuel miał szczerą nadzieję, że chłopak faktycznie chce posłuchać, a nie jest po prostu kuluralny, bo jeśli tak, to właśnie znalazł przyjaciela. A przynajmniej kogoś z zadatkami na takowego.
- Oczywiście, że bym chciał, ale muszę cię ostrzeć - uśmiechnął się do niego z rozbawieniem. - Jeśli powiedziałeś to tylko, bo tak wypada, wycofaj się w tej chwili. Kiedy już pozwolisz mi mówić, nie wiem, czy dam ci spokój - zaśmiał się i podrapał się po głowie trochę zawstydzony, bo te słowa zabrzmiały znacznie gorzej, niż miały. Ale nic nie potrafił na to poradzić. Podekscytował się perspektywą możliwości opowiedzenia komuś o wszystkim. Nawet jeśli rozmówca nic na ten temat nie wiedział. To nawet lepiej. W końcu to on będzie mógł uczyć, a nie pobierać nauki od kogoś.
- Aż mnie dziwi, że naprawdę nic więcej nie wiesz - powiedział po chwili tknięty nagłą myślą. - Kiedy na ciebie patrzę, to prędzej spodziewałbym się zobaczyć cię w Arkadii, niż szarej Anglii - zaśmiał się rozbawiony i znowu otworzył książkę.
- Ale to dobrze, to dobrze - zapewnił go od razu nie chcąc, żeby jego słowa znowu zabrzmiały dziwnie.
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Jazda konna | Posługiwanie się pistoletem
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t700-samuel-vaesey http://vampirekingdom.forumpl.net/t705-samuel-vaesey#3047 http://vampirekingdom.forumpl.net/t706-samuel-vaesey Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Eton College, 1872 rok

Pisanie by Joseph Stanbury on 18/01/18, 10:46 pm

W pewien sposób zdawał sobie sprawę, że patrzą na siebie przydługo i nie powinni, ale przecież nie było w tym niczego złego. To znaczy, nie chciał podważać konwenansów, jeżeli te mówiły, że nie powinno się patrzeć na innych dłużej, to powinien się utrzymać. Matka mówiła mu, że to może być źle odebrane i wysyłać złe sygnały, ale jakie miało niby przekazać Samuelowi? Chciał spędzić z nim czas i to jedyny sygnał, jaki powinien wysyłać. "Jestem zainteresowany twoim towarzystwem w tej chwili i chciałbym, żebyś opowiedział mi o swoich zainteresowaniach i o sobie." Jeżeli było w tym coś złego, Joseph nie miał pojęcia, co.
Zdecydowanie patrzył na Samuela jak na kogoś ponad sobą, ponieważ po prostu miał świadomość, że w tej chwili ma do czynienia z kimś o nieba bardziej doświadczonym. Wiedział, że nie umiałby poprowadzić godnego dialogu i będzie dla Sama bardziej jak uczeń, niż przyjaciel, jeżeli Vaesey zdecyduje się nawiązać z nim relację. Joseph miał tak na swojego przyszłego przyjaciela patrzeć jeszcze latami, a chociaż w tej chwili obiecywał sobie, że niedługo zrówna się z nim poziomem, to przez cały okres wspólnej edukacji, Josie nie przestał wpatrywać się w niego w ten sposób.
Zaśmiał się, świetnie znając mechanizm, o jakim wspomniał Sam. Pokręcił głową, uśmiechając się dalej.
- Nie. Naprawdę chciałbym, żebyś mi opowiedział. Nie mam nic przeciwko również temu, że masz nie dać mi spokoju. - dodał z rozbawieniem, prostując się. - Sam nie miałem takiego zamiaru. Tak długo, jak mój brak obeznania cię nie odstraszy, mam nadzieję, że będę mógł uczyć się z tobą za druha.
Uniósł ramiona przepraszająco, słysząc to, co powiedział o Arkadii Sam. Nie miał pojęcia, czym jest Arkadia, jeśli miał być szczerym i pewnie jego mina to wyrażała. Zdecydował się jednak upewnić, żeby rozmówca był świadom, z jak niedoświadczoną osobą rozmawia.
- Będąc szczerym, nie mam pojęcia, czym jest Arkadia - zaczął z rozbawieniem. - I w pełni, sercem i duszą wciąż poczuwam się w Anglii, choć liczę, że Arkadia nie była obelgą? - przepraszająco, że nie rozumiał. Chciałby rozumieć. Po prostu potrzebował trochę czasu. Spojrzał na towarzysza, na jego książkę i wstał raźno, kiwając głową.
- Jeśli nic nie robisz w najbliższym czasie, chciałbym nawet teraz prosić cię o pokazanie mi, gdzie jest biblioteka. Wtedy mógłbym wziąć mój własny egzemplarz i może zacząć czytać. - dodał, podając Samuelowi dłoń, żeby pomóc mu wstać. Wiedział, że nie powinien od tak sięgać po tomik. Nie był to jednak przejaw niewierności wobec Boga, czy rodziców, naprawdę. Chciał być uprzejmym i dobrym przyjacielem, chciał mieć o czym rozmawiać z Samem. Nie mógł być jak ten słup i się uprzeć na trwanie w niezmiennym światopoglądzie. Miał tylko trzynaście lat, jeszcze dużo czekało go w życiu i dużo pewnie miało się pozmieniać.
Samuel przystał na jego propozycję i kiedy już oboje stali na nogach, szybko ruszyli w stronę biblioteki. Już wtedy Joseph zaczął swoją edukację w zakresie antyku, która miała się nie kończyć przez jeszcze bardzo, bardzo długo.

KONIEC
avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Eton College, 1872 rok

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach