Gwynith Luxeuil [budowa]

Gwynith Luxeuil [budowa]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Gwynith Luxeuil [budowa]

Pisanie by Gwynith Luxeuil on 14/01/18, 04:29 pm



Gwynith SVETA Luxeuil

Wizerunek: Àstrid Bergès-Frisbey.
Data urodzenia (wiek):  
→ (dzień i miesiąc nieznany) 1265r.
→ (620 lat)
Miejsce urodzenia: mała wioska we Francji.
Miejsce zamieszkania: aktualnie Londyn.
Rasa: wampir.
Zawód: kolekcjonerka.
Tytuł/Ranga: szlachcianka.
Stan cywilny:  mężatka.
Umiejętności i ich poziom:
→ psychokineza. (przeciętny)
→ iluzja. (przeciętny)

Biografia:
Spadasz.
Nie czujesz stabilności, którą grunt mógłby ci zapewnić. Nie patrzysz w górę, lecz w dół. Próbujesz policzyć ile ci jeszcze życia zostało. Dlaczego to robisz? Co da ci informacja o tym za ile uderzysz w ziemię?
Twoje kończyny starają się za coś złapać… Ale za co? Skoro wokół twojej osoby jest tylko pustka. Powietrze to jedyny czynnik, który stawia opór twojemu dążeniu do okrutnego końca, ale i ono nie może cię zatrzymać.
To życie już nie należy do ciebie. Oddałeś się w pełni tajemniczej sile, która próbuje przyciągnąć cię do twardego gruntu, by została po tobie tylko powłoka cielesna w opłakanym stanie.
I dosłownie krótką chwilę przed uderzeniem cała panika znika. Następuje obrzydliwie piękny spokój, ale trwa on niewiele. Może niecałą sekundę… Zanim dostaniesz okropnych obrażeń, w skutek zderzenia się z ziemią. Nie zastanawiasz się już wtedy czy przeżyjesz, czy będziesz miał uszkodzone płuca, mózg, kręgosłup… Jesteś tylko ty. Przez jakiś krótki odcinek czasu liczysz się tylko ty. Cały świat jest tobą i czujesz jakby wszystkie tajemnice zostały wyjawione właśnie twojej osobie. To piękne uczucie pozwala ci umrzeć w spokoju.
Gdyby Miriam wtedy skoczyła z olbrzymiej skały za niewielkim miasteczkiem, w którym żyła, to oszczędziłaby sobie i swojemu dziecku wielu cierpień. Co ją zatrzymało? Oczywiście, że strach. Riam nigdy nie była odważną osobą, nawet się za taką nie uważała. Można powiedzieć, że w całej rodzinie Miriam płynie w krwi tchórzostwo, które nieraz zostało wyeksponowane. Gwynith, nazywana kiedyś Svetą, po swojej matce również otrzymała domieszkę okropnej bojaźliwości.
Dlaczego chciała skoczyć i zakończyć swoją egzystencję? Rodzicielka Gwyn miała poważne problemy psychiczne. Prawdopodobnie cierpiała na schizofrenię. Sama utrzymywała, że słyszała głosy, które mówiły jej co ma robić. Niestety słowa, jakie odbierała były nacechowane negatywnie. W okresie, gdy zaszła w ciąże spadły jej chęci do życia. Wiązało się to ze śmiercią ojca Svety, który gdy napadnięto na ich wioskę starał się ją obronić razem z innymi mężczyznami. Podczas ataku tę niewielką osadę udało się uratować, lecz niestety pięć osób straciło życie, a wśród nich był ojciec Gwynith. Trzeba wspomnieć, iż zginął zanim Riam dowiedziała się, że nosi jego dziecko.
Kobieta myślała, iż czas wyleczy rozerwane serce. Chciała zapomnieć o uczuciu, które łączyło ją z mężem, jednakże, gdy dowiedziała się o ciąży… Nie mogła nawet pojąć, z jakim trudem będzie musiała sobie radzić. Nie dość, że pojawiła się kolejna osoba do wykarmienia, to jeszcze było dziecko, które do końca życia będzie przypominać jej o tym człowieku, którego kochała najbardziej. Do tego jeszcze dochodziły natrętne głosy… Wpierw mówiły, następnie nakazywały, a potem wręcz wrzeszczały na biedną Miriam.
Nic dziwnego, że po kilku miesiącach skończyła nad przepaścią, zastanawiając się co ma zrobić. Wtedy położyła ręce na brzuchu i zwątpiła w swoje pragnienia. Była bardzo zdecydowana, gdy szła do tego miejsca, ale wątpliwości, które rozpoczęły ją ogarniać, jak spojrzała w dół… Sprawiły, iż nie skoczyła.
Stała tam rozmyślając aż do wieczora. Nikt się nie przejął jej zniknięciem, bo odkąd mąż Riam odszedł, to pieczę nad ich niewielkim domem sprawował brat kobiety, który przyjechał z sąsiedniej wioski, aby zająć się ciężarną siostrą. Niestety praca w polu, które po nieżywym małżonku dostała przedstawicielka płci pięknej, spadła na rodzeństwo naszej drogiej Miriam, toteż opieka nad nią nie była jakoś niezwykle dokładna. Najważniejsze było jednak zdobycie pieniędzy na jedzenie i inne przydatne do życia przedmioty.
W czasie, gdy kobieta stała i patrzyła w głąb przepaści… Poczuła dziwne uczucie, że ktoś ją obserwuje. Jakby złą obecność czegoś… Dokładnie nie potrafiła określić czy poczuła wzrok groźnego zwierzęcia, czy może jakiegoś człowieka. Wiedziała jednak, że strach, który ją przeszył był znakiem, iż pora wracać do domu.
Wtenczas stwierdziła, że jednak urodzi to dziecko.
Reszta ciąży przebiegła bez większych problemów. Głosy nie występowały tak często jak wcześniej, lecz uczucie bycia obserwowaną nasilało się z biegiem czasu. Odczuwała to, gdy budziła się w nocy, lecz nie doświadczała tego w dzień. Myślała, że może wiązało się to z ciążą i jej niespokojnym snem, jednakże nie wiedziała jak bardzo się myliła.
Dziecko okazało się być dziewczynką, toteż razem z bratem Miriam nazwała ją imieniem po ich prababci- Sveta. Kiedy urodziła swoją córeczkę?  Riam tego nie wie. Dla niewykształconej wieśniaczki czas nie był ważny, liczyło się tylko to, kiedy słońce wzejdzie i zajdzie. Dlatego też Gwyn nigdy nie dowiedziała się, w który dzień przyszła na świat, ba, nawet roku nie znała. Było to przykre, lecz dla ludzi z tamtych czasów mało znaczące, zwłaszcza, jeżeli byli to ludzie prości.
Choć schizofrenia była dużym problemem, tak Riam doświadczyła też depresji poporodowej. Czuła się mało atrakcyjna i znudzona życiem, a chciała znaleźć kogoś, kto by ją kochał niczym były mąż. Chadzała, więc wieczorami do pobliskiej knajpy, gdzie zapoznawała się z wieloma mężczyznami, nie przyznając się jednak do tego, iż ma dziecko. Niestety żaden z nią nie zostawał na dłużej niż jedną noc, jeżeli ktoś już w ogóle zechciał mieć coś z wspólnego z cierpiącą Mir. Znalazła sobie, dość nieetyczne sposoby, by nie mieć dzieci i korzystała z życia. Ale czy było to życie, jakiego zawsze chciała?
Sveta odczuła brak matki, pomimo tego, iż ta była prawie zawsze obok. Niestety tylko cieleśnie, bo naszej bohaterce zdawało się, że rodzicielka jest przy niej, ale nie umysłem. Rzadko dostawała pochwały czy potrzebną dziecku atencje. Była jak w więzieniu, za którego kratami znajdowało się morze miłości. Niby tak blisko, czasem przelewa się przez otwory, jednakże nigdy nie doświadczysz pełni tego uczucia. Nawet jeżeli wyciągniesz po nie ręce, zawsze zostaniesz odrzucony.
Brat Miriam wyjechał jakiś czas po tym jak się urodziła Gwyn, chcąc założyć własną rodzinę. Polecił Riam sprzedać pola, jakie ma, bo nie stać było ją na utrzymanie ich. Tak też zrobiła, ale niestety… Szybko straciła pieniądze, które miały na dłużej starczyć kobiecie i jej córce.
Całe szczęście rodzeństwo Miriam nie pozostało obojętne na sytuacje siostry i dostawała, co jakiś czas, pieniądze od brata, dopóki… No właśnie.
Pewnego razu w knajpie, w której Mir była stałą bywalczynią, pojawił się bogato ubrany mężczyzna. Nie miał jednak ze sobą żadnej służby czy też giermka, toteż wzbudził zdziwienie w tamtejszej ludności. Zamożny pan przysiadł się do matki Svety. Trzeba przyznać, że jego majętność i uroda zrobiła na kobiecie takie wrażenie, że szybko zapomniała o tym jak dziwaczna jest ta sytuacja.
Mężczyzna rozmawiał z nią zupełnie tak jakby znał Miriam od dawna, a kobieta robiła wszystko, by mu się przypodobać. Nie czuła się jak matka trzynastoletniego dziecka, lecz znów niczym młode dziewczę. Ich spotkanie zakończyło się upojną nocą w domu Riam.
Gdy kobieta obudziła się, mężczyzny nie było w jej łożu, a córka stwierdziła, że nikogo rano nie widziała w ich domostwie. Zdenerwowana matka zamknęła się w swoim pokoju aż do wieczora i próbowała wyprzeć myśl, iż zakochała się w tym nieznajomym. Miała poczuć to do tego jedynego, co zostanie z nią na zawsze, a nie do jednonocnego przyjaciela. Była zła na siebie samą, ale bardzo chciała jeszcze spotkać zamożnego pana.
Ktoś zapukał do ich drzwi, kiedy zapadł zmrok. Okazało się, że mężczyzna powrócił, a Miriam nie miała żadnych oporów przed zaproszeniem go do środka. Myślała, iż jego ponowne pojawienie się w jej życiu świadczyło o dowodzie miłości. Niestety nie o to chodziło nieznajomemu, który kazał na siebie mówić Jaun, choć gdy matka Gwynith zapytała się czy to jego prawdziwe imię to odpowiedział, że nie. Kobieta niewiele z tego rozumiała, ale cieszyła się, że wrócił.
Sveta zainteresowana Jaunem nie pozostała w ukryciu tak jak jej kazano. Gdy matka dziewczynki zaprosiła go do swojego pokoju, to trzynastolatka stanęła przy drzwiach i podsłuchiwała. Jak zwykle słyszała delikatne jęki jej matki, lecz nie do końca wiedziała, dlaczego rodzicielka wydaje z siebie takie odgłosy. Jednakże w pewnym momencie usłyszała jak mężczyzna wyznał, że od dawna obserwował ją i jej córkę. Wtenczas nastała cisza, pewnie Miriam była zaskoczona tym, iż wie że ona ma dziecko. Najwidoczniej rzeczywiście musiał już je widzieć.
A następnie wszystko działo się tak szybko, że obserwująca z boku córeczka nie była w stanie zorientować się w sytuacji. Gdy teraz Gwyn o tym myśli, to zawsze pierwsze, co przychodzi jej na myśl to krzyk matki… Lecz nie był to zwykły krzyk. Coś jak przedzierający się przez otchłań piekielną wrzask cierpiącej duszy. Tak właśnie skończyła swoją egzystencję matka Svety.
Co ciekawe nieznajomy mężczyzna siedział jeszcze kilka minut w pokoju, z którego dobiegł owy hałas. Dziewczynka bała się cokolwiek zrobić, a unieruchomiona nietypową sytuacją po prostu słuchała. Dziwne dźwięki dobiegające z pokoju kusiły jej ciekawość i trzynastolatka uległa. Uchyliła lekko drzwiczki, a to co zobaczyła już na zawsze pozostało w pamięci Gwynith.
Krew była wszędzie. Na łożu, matce i Jaunie, który siedział na rodzicielce dziewczynki. Spijał z ciała Miriam gorącą posokę, a gdy tylko zauważył Svetę… Uśmiechnął się do niej. Zupełnie tak jakby wcale nie zabił jej matki, a po prostu witał się z nowopoznanym dzieckiem. Wyglądał jak nieziemska istota, jak demon i dalej pożerał rodzicielkę dziewczęcia, choć oczy skierował w stronę Gwynith. Trudno było jej uwierzyć w to, co widzi, ale wiedziała, iż musi zareagować, powiadomić kogoś… Jej całe dotychczasowe życie stało się dmuchawcem, z którego ktoś gwałtownie zdmuchnął cały puch, a potem rozdeptał. Wiedziała, że już nie ma powrotu do sielankowych spacerów po okolicy, do zabawy z dziećmi z domu obok, do uprawiania ogrodu… Wszystko to nagle poleciało w daleką przestrzeń, do której dziewczynie już nigdy nie było dane wrócić.
Gwyn obróciła swoją osobę z zamiarem ucieczki do sąsiadów, lecz wtedy ujrzała przed sobą potwora, który był wręcz skąpany w krwi matki. Dziecko zamknęło oczy i już chciało biec na oślep przed siebie krzycząc błagalnie o pomoc, lecz wampir nakazał jej się nie ruszać, a ona… Ona spojrzała na niego i gdy powtórzył swoje wcześniejsze słowa, to rzeczywiście trzynastolatka znieruchomiała. Czuła, że coś jest nie tak, ale słuchała mężczyzny, ponieważ jego słowa wydawały się dla niej wtenczas najważniejsze.
Znalazła się pod wpływem hipnozy, z której niezbyt mogła uciec. Z tamtych chwil pamięta tylko to, iż Jaun kucnął przed nią i prawie ujął jej głowę w obie dłonie. Prawie? Tak, bo jej skóra i jego się nigdy nie zetknęły. Trzymał kilka milimetrów od niej swoje zimne ręce i wszystko wskazywało na to, że się powstrzymywał przed dotknięciem Svety.
Potem rozkazał dziewczynie podążać za sobą, a ta wykonała jego polecenie. Zanim jednak na zawsze opuściła swój dom, to patrzyła jak mężczyzna podpala chatę, w której przez całe życie mieszkała.
Ze mną będzie ci lepiej, skarbie.
Przejażdżka do jego zamku trochę trwała. Siedziała z nim w okrytym pojeździe zaprzęgowym, a wampir cały czas obserwował jej ruchy, grymasy na twarzy… Zupełnie jakby próbował coś wyczytać z dziecięcej buźki Gwyn. Wyrwał ją z pod wpływu hipnozy jak tylko upewnił się, że są odpowiednio daleko od znanych jej okolic, a dziewczynka jest już stosunkowo zmęczona. Dziewczę rozważało wyskoczenie, z pędzącego zaprzęgu, ale bała się, iż poważnie na tym ucierpi.
Usiadł koło niej, gdy tylko zasnęła, ponieważ chciał dokładnie posłuchać powolnego oddechu Svety. W pewnym momencie zapragnął dotknąć jej brązowych, niczym kora mijanych drzew, włosów, jednakże znów się powstrzymał.
Obudziła się w wielkim pokoju, który przesycony był bogactwami, jakich nigdy nie widziała. Tak właśnie wyobrażała sobie miejsce, w jakie ludzie trafiają po śmierci.
Może to głupie, ale wpierw Gwyn myślała, że to wszystko jest snem lub iż umarła, bo potwór, którego spotkała zrobił z nią to samo co z jej matką. Na samą myśl o zmasakrowanej rodzicielce oczy Gwynith zareagowały niepohamowanym płaczem. To był już ostatni raz, gdy łkała z powodu Miriam.
Jakiś czas po południu do jej pokoju zajrzała kobieta, która prawdopodobnie służyła w zamku mordercy. Sveta została powiadomiona o tym, iż od dziś wszyscy będą się zwracać do niej Gwynith, bo tak zażyczył sobie Pan. Dziewczynka nie rozumiała, co się wokół niej działo, bo służka bardzo szybko przekazywała informacje, pokazywała gdzie znajdują się jej nowe ubrania, lecz nie odpowiedziała na żadne pytanie dziewczęcia, które chciało odnaleźć wuja i z nim zamieszkać.
Okazało się, że w dzień owa pokaźna budowla jest niemal martwa. Służba, która składała się kobiet, i Gwyn jako jedyne sprawiały, iż w pomieszczeniach coś się działo. Pan domu i jego wampirze dzieci wstawały po zmroku. Jaun rzadko odwiedzał Gwynith i na palcach jednej ręki można policzyć ile raz ją odwiedził, kiedy ona też była przytomna.
W dzień dziewczę uczyło się czytać, rysować i pisać, bo Jaun stwierdził, iż musi być oczytana. Oczywiście Sveta odmówiła pobierania jakichkolwiek nauk, lecz On odwiedził ją we własnej osobie i… Już nie pamięta, dlaczego, ale się zgodziła. Była też niesamowicie zdziwiona, że jako dziecko wieśniaczki i to jeszcze kobieta pobiera lekcje u mężczyzn, którzy posiadają tak ogromną wiedzę, ale to był kaprys Pana, więc musiała się dostosować. Dziewczę wiedziało, że jej nauczyciele byli pod wpływem jakiś czarów, chciała im pomóc się uwolnić, ale zdawali się być głusi na namowy do ucieczki.
W nocy spała, a przynajmniej starała się zasnąć. Czasem odgłosy zabaw dzieci Kaina były doprawdy nieznośne, zwłaszcza, jeżeli muzyka albo krzyki zarzynanych ofiar były głośniejsze niż zwykle. Przez takie zachowanie jej empatia, współczucie i etyczne zachowania zanikały. Potrafiła przeklinać umierających ludzi za to, że są tak głośno podczas umierania i zakłócają jej spoczynek.
Choć nie widziała właściciela zamku zbyt często, to wiedziała, iż on ma ją na oku. Często czuła jego obecność w nocy, zupełnie jakby po prostu stał i się jej przypatrywał. Czuła jego moc nad swoją marną osobą, strach i sama nie wiedziała, dlaczego to on decyduje, co jest dla niej dobre. Teoretycznie był to jej porywacz, a w dodatku groźny i potężny morderca, więc starała się podporządkować. To jednak nie znaczy, że nie próbowała uciec.
Kilka tygodni później, gdy wiedziała jak funkcjonuje cały zamek, zdecydowała się na ucieczkę. Poczekała, aż będzie świtać, bo wtenczas otwierano bramy, by przekupieni lub zahipnotyzowani ludzie pozbywali się ciał i dowozili potrzebne, ludzkim mieszkańcom zamku, jedzenie. To była jej jedyna szansa, ponieważ Sveta była pewna, że po wczorajszej uczcie będzie tyle ciał, że służące tych potworów nie zorientują się, gdy Gwyn się wślizgnie między martwych przedstawicieli rasy ludzkiej. Ze swojego pokoju wzięła kilka drobnych rzeczy, które wyglądały jakby miały dużą wartość, a potem po cichu wcieliła swój plan w życie.
I wiecie co? Udało jej się. I choć zwymiotowała przez odór otaczających ją ciał, tak… Wydostała się z zamku i dzięki przewoźnikom trafiła do miasteczka oddalonego kilka godzin drogi od tego okropnego miejsca. Czuła rozpierającą ją dziką satysfakcje i wolność.
Kiedy tylko rozpoczął się rozładunek ofiar, wyskoczyła z pojazdu i biegła tak szybko jak potrafiła. Ludzie, którzy ją wtenczas zauważyli nie zdążyli zareagować. Jeden po kilkunastu sekundach ruszył za dziewczyną, lecz szybko ją zgubił. Tego dnia w mieście był duży ruch.
Gwynith nie do końca wiedziała gdzie jest ani jak ma dotrzeć do swojego wuja. Trzeba wspomnieć, że była ubrana w swoje stare odzienie, które Jaun pozwolił jej zachować, toteż nie wzbudzała zainteresowania mieszczan arystokrackim ubiorem, jaki musiała nosić w zamku. Chciała znaleźć persony, które posiadały powozy lub inne środki lokomocji. Była skłonna im podarować wszystkie błyskotki, jakie zabrała od plugawego demona, tylko po to by zawieźli ją do wujka. Niestety nie była tak rozważna jak myślała, że jest.
Sądziła, iż szczęście jej sprzyja, ponieważ już pierwszy woźnica widząc, co mu dziewczę może zaoferować, stwierdził, że ją zabierze tam gdzie zechce.  Nie omieszkał napomknąć, jak bardzo wioska brata matki Svety nie jest mu po drodze, toteż zażądał wszystkiego, co posiadała Gwyn. Dziewczyna nie znała wartości tych przedmiotów, więc szczęśliwa, iż mężczyzna chce jej pomóc, podarowała mu niemal wszystko. On obiecał jej wyjazd pod wieczór, jednakże, gdy zjawiła się w wyznaczonym miejscu… Wiedziała, że ją oszukano- mężczyzny nigdzie nie było, choć czekała na jego osobę bardzo długo.
Gdy nadszedł zmrok niezbyt wiedziała gdzie ma się podziać, nie chciała też zwracać uwagi na swoją osobę, toteż włóczyła się po ciemnych zaułkach szukając odpowiedniego miejsca na spoczynek, lecz wtedy usłyszała hałas. Przeraziła się, iż mogą to być niebezpieczni ludzie, przed którymi niegdyś ostrzegała ją matka, więc powoli zaczęła się cofać, obserwując dokładnie ciemną przestrzeń przed sobą skąd dobiegł dziwny dźwięk.
Kochanie, szszszsz… Już jesteś bezpieczna, wracajmy do domu.
Usłyszała te słowa, gdy tylko ktoś położył swoje dłonie na jej ramionach. Obróciła się, tym samym odtrącając ręce napastnika i oddalając się o kilka kroków. Jak on ją znalazł? Wiedziała, że jest demonem, potworem, mordercą czy też innym złym stworzeniem, ale skąd on wiedział gdzie była?
Zdecydowanie wolała wbiec w niebezpieczną ciemność niż zostać koło niego przez kolejną chwilę i gdy już chciała uciec, to z drugiej strony nadeszły dwie piękne kobiety, których twarze jakimś cudem kojarzyła. Były tak samo blade i bogato odziane jak zabójca Riam. Znów spojrzała na lico Jauna. Dlaczego wyglądał na tak zmartwionego? Nie rozumiała dziwacznego zachowania, jakie reprezentował swoją postawą… Tylko światło księżyca było świadkiem bezsilności, którą rozpoczęła emanować Gwyn.
W pewnym momencie dziewczę ruszyło w stronę dwóch kobiet, a one rozłożyły ręce, tak by nie mogła przebiec. Nie podejrzewała, iż taka barykada sprawi, że zatrzyma się w ich ramionach… Niestety wampirzyce okazały się silniejsze niż nasza bohaterka myślała, a ona znów znalazła się pod władaniem mordercy.
Do dziś Sveta twierdzi, że nieważne, co by wtenczas zrobiła, i tak trafiłaby z powrotem do zamku strasznego Jauna i oczywiście… Ma rację. Jej los od dawna był przesądzony.
Po jej powrocie do zamku wprowadzono pewne zmiany. Zaryglowano Gwyn drzwi na dzień, nauczyciele uczyli ją w pokoju, ograniczono jej poruszanie się po zamku. Czuła się odizolowana od świata. To było potworne uczucie. Sama nie wiedziała ile przesiedziała w tym pokoju. Odwiedzin doświadczała tylko ze strony nauczycieli, którzy ją uczyli, bądź mówili o Francji, historii tego państwa, obecnym królu Filipie III Śmiałym lub wybranych pismach oraz służące, po to by ją odziać oraz wykąpać. Po jakimś czasie znała pokój na pamięć i nawet jak zamykała oczy… Widziała to cholerne pomieszczenie, więc…
Pewnego ranka stanęła przed oknem i rozsunęła materiał, który zasłaniał blask światła. Miała wtedy może z piętnaście- szesnaście lat, ale postanowiła odebrać sobie życie. Nie widziała sensu w takiej wegetacji, czuła się osaczona i powoli wariowała, tak jak jej matka.
Gdy usiadła na oknie, poczuła wiatr, który łaskotał jej nogi. Chęć do skoku oraz życia mieszały się w niezdrowych dawkach, tak że w pewnym momencie wróciła do pomieszczenia i zaczęła płakać. To nie było zwykłe łkanie. Dziewczę wpadło w pewien rodzaj furii.
Wpierw upadła na podłogę i biła pięściami w zimne podłoże tak, że po jakimś czasie miała całe knykcie zakrwawione. Następnie zaczęła krzyczeć i strącać różne rzeczy, które były najbliżej, na podłogę. Oczywiście służba szybko zareagowała i zaniepokojone kobiety, po tym jak odryglowały drzwi, to złapały ją, by nie robiła sobie krzywdy oraz chciały też uniknąć większych szkód w zamku.
Warto zaznaczyć, że to nie pierwszy taki atak, odkąd została uwięziona. Jednakże ten trwał najdłużej i był powiązany z bardzo wyraźnymi myślami samobójczymi. Nie rozumiała, dlaczego się tu znajduje, po co Jaun ją kształci, nie pozwala nigdzie wychodzić, wrócić do rodziny, jaki był powód zabicia jej matki, kim on właściwie jest…
Śmieszne, że to właśnie jego imię wrzeszczała, gdy dwie brązowowłose służki mocno ją trzymały i szeptały do ucha, iż będzie dobrze, żeby się uspokoiła. Myślała, iż wampir przyjdzie do niej, by dowiedzieć się, co spowodowało jej histerię, jednakże on się nie zjawił. Gwyn zdawało się, że mężczyzna w pewien sposób się o nią troszczy, ale to uczucie zniknęło po tym jak jej domagające się atencji zachowanie zostało zignorowane.
Jednak jedna rzecz się zmieniła- służba bywała w pokoju Svety częściej. Wątpiła, że robiły to z troski lub by dotrzymać towarzystwa, bowiem sądziła, iż odwiedzają ją, aby kontrolować jej zachowanie. A to pozostawiało dużo do życzenia. Chciała za wszelką cenę zwrócić na siebie uwagę Pana, który nie odwiedzał już jej nocą. Czuła się odrzucona, choć nie wiedziała dlaczego. Po co próbowała zwrócić na siebie uwagę mordercy? Czy sama pchała się do grobu?
Bardzo prawdopodobne, że padła ofiarą najzwyklejszego syndromu sztokholmskiego.
Dlatego gdy ucieczka się nie powiodła, zwrócenie uwagi przez niestabilne zachowanie też, to postanowiła ulegnąć… I to całą sobą.
Z uśmiechem witała służące, zachowywała się naprawdę grzecznie, nauczyciele zauważyli, że bardziej się stara, a ona tylko czekała aż osoba Jauna zjawi się przy niej. Może i udało się ją złamać, przestawić myślenie, uzależnić od wampira…. Ale Gwyn wtenczas miała jeden cel- znów go zobaczyć, a myśl, że mógłby ją odtrącić czy się nią znudzić sprawiły, iż niemal traciła chęć do życia. Mężczyzna zamykając ją w tym pokoju, dając dziwne znaki swojej opieki i odbierając drogę powrotną doprowadził do kompletnej zmiany poglądów dziewczyny… A może… A może ona po prostu oszalała.
Od czasu zmiany nastawienia minęło parę miesięcy, lecz pewnej nocy… On się zjawił. Nic nie mówił, dziewczę po prostu czuło jego obecność. Gdy Sveta się w pełni przebudziła, to podniosła swoją osobę do pozycji siedzącej i zmrużyła oczy, by cokolwiek dostrzec w ciemności. O ramę jej łóżka oparty był Jaun. Jego oczy niemal świeciły w ciemności, gdy światło księżyca wpadało do pomieszczenia. Nie wyglądał jak człowiek, nie był człowiekiem.


Charakter:

TWÓJ TEKST

Ciekawostki:
  • TWÓJ TEKST

  • TWÓJ TEKST

  • TWÓJ TEKST

  • TWÓJ TEKST

  • TWÓJ TEKST

  • TWÓJ TEKST

  • TWÓJ TEKST

  • TWÓJ TEKST

avatar

Tytuł : szlachcianka.
Wiek : 22 || 620 lat.
Zawód : kolekcjonerka.
Stan cywillny : mężatka.
Umiejętności : iluzja, psychokineza.
Punkty : 0


Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach