Joseph Stanbury

Joseph Stanbury

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Joseph Stanbury

Pisanie by Joseph Stanbury on 10/01/18, 01:40 am



Joseph Raymond Stanbury

Wizerunek: Andy Biersack
Data urodzenia (wiek):  5 lutego 1859, 26 lat
Miejsce urodzenia: Londyn, Anglia
Miejsce zamieszkania: Londyn, Anglia
Rasa: człowiek
Zawód: W tej chwili nie pracuje, wrócił do domu po ukończeniu szkoły wyższej i kształci się przy boku ojca na jego następcę.
Tytuł/Ranga: Szlachcic
Stan cywilny: Zaręczony
Umiejętności i ich poziom: jazda konna | dowodzenie

Biografia:
   Stanburych było dwóch. Charles i William bardzo długo byli praktycznie nierozłączni. Okres edukacji, od nauki z domową guwernantką do ukończenia studiów włącznie, spędzili razem, niejednokrotnie odznaczając się w towarzystwie, zawsze w samych superlatywach. Jednak mimo rodzinnego podobieństwa i bliskości, braci ciężko było pomylić. William zawsze opisywany był jako odważny, dzielny, wręcz brawurowy młodzieniec, który duszą i sercem wdał się w swojego ojca. Ludzie nie dziwili się, kiedy został wojskowym i gdy pojechał kolonizować Afrykę w służbie koronie. Charles natomiast, ze swoim wyczuciem do ludzi i smykałką do inwestycji, poszedł w zdecydowanie odmiennym kierunku. Rodzice trochę się bali, że zostanie poetą przez jego marzycielskie podejście we wczesnej młodości, ale na całe szczęście, nie. Drugi Stanbury założył fabrykę w której zatrudniał mechaników i inżynierów, którzy gdzie indziej spotkali się z odmową, często tylko ze względu na wiek, czy brak doświadczenia. Najwyraźniej był to strzał w dziesiątkę, bo majątek mężczyzny rósł i szybko okazało się, że jest tak samo dobrą partią, jak swój brat, jeżeli nie lepszą, ponieważ przynajmniej będzie obecny w domu, zamiast jeździć po dalekich kontynentach z wojskiem.

   Charles ożenił się z Rose z domu Blair, która była najmłodszą córką swoich rodziców. Między nią, a mężem było 12 lat różnicy i można się domyślić, że kobieta nie była wcale zadowolona z takiego małżeństwa, ale czy kobiety mają coś do powiedzenia? Wyszła za Charlesa i niestety, nie doczekała się szczęśliwego zwrotu akcji. Stanbury oczekiwał od żony wierności, cierpliwości, wiecznej pogodności, dbania o siebie i w gruncie rzeczy wszystkiego, czego oczekiwało się po “aniele domu”, jakim oczywiście kobieta powinna być. Sam nie dawał (i nie daje) wiele w zamian, bo może i kobiety nie bije, ale zdradza i rzadko spędza czas bez swojej grupy przyjaciół. Upodobał też sobie wizję brylowania na salonach, więc często parę razy w tygodniu, Rose musiała (i musi) koordynować służbę i finanse rodzinne, aby wyprawiać przyjęcia, z których zadowoleni będą goście i pan domu. Przy czym zadowolenie pierwszych, rzadko gwarantowało to, że drugi również będzie usatysfakcjonowany.

   Joseph, jak łatwo się domyślić, jest synem Rose i Charlesa. Chociaż jego matka może nigdy nie miała ze swoim mężem wymarzonej relacji, w roli rodzica sprawowała się dobrze. Prawdopodobnie dlatego, że faktycznie czerpała z tego radość, nawet jeżeli musiała dzielić potomka z mężczyzną, którego, de facto, nie darzyła choćby ciepłymi uczuciami. Joseph w dodatku, kiedy się urodził, w niczym nie przypominał swojego ojca. Może i miał oczy w tym samym kształcie i tego samego koloru, ale nie miało to znaczenia, skoro patrzyło poprzez nie ufne i jeszcze w żaden sposób nieskalane dziecko. Perspektywa tego, że Joseph miał umysł jeszcze wolny od wszelkich idei, była dla Rose bardzo satysfakcjonująca. Nie znaczyło to dla niej niczego innego, że będzie mogła sama przedstawić mu swoje poglądy i przekonać go do ich słuszności. Jej syn będzie nie tylko jej dziełem, musiał mieć jeszcze do czynienia z ojcem, chciała jednak przelać w niego tyle siebie, ile tylko będzie umiała. A przede wszystkim, wyperswadować mu szacunek do kobiet, bo skoro musiała już znosić męża, chciałaby móc przebywać z synem, a nie również musieć go tolerować.

   Czy dzieciństwo Josepha było jakkolwiek inne od tych, które miały inne dzieci bogatych rodzin? Bardzo wątpliwe. Cóż, był jedynakiem i to faktycznie odróżniało Stanburych od sąsiadów, że posiadali tylko jedno dziecko. Żyli jednak z sąsiadami w bardzo dobrych relacjach i praktycznie co wieczór ktoś był u nich, albo oni jechali do kogoś, więc Joseph nie pamięta z dzieciństwa dni, kiedy czuł się samotny. Najbliżej Stanburyowie byli z Wakefieldami. Mieszkali 20 minut dorożką od ich posiadłości, a w murach ich dużego, ceglanego domu porośniętego bluszczem mieszkali oczywiście państwo Wakefield, siostra pana domu, dwudziestoletnia, wtedy wciąż na wydaniu, oraz trójka dzieci, same córki. Najstarszej nie poznał nigdy zbyt dobrze, ponieważ została wydana za mąż bardzo wcześnie, ale pozostałe dwie były bliźniaczkami, niewiele młodszymi od niego, więc od kiedy jego matka zaprzyjaźniła się z Constance Wakefield, Joseph zaprzyjaźnił się z Ofelią i Marią. Ich rodzice rozmawiali o operach, ideach i masie innych, dorosłych spraw, które miały go dopiero zainteresować, a oni w tym czasie uczyli się francuskiego, niemieckiego, jazdy konnej, czy szermierki, oraz dobrych obyczajów. Ponownie, niczym nie odróżniając się od innych rodzin arystokratycznych w tamtym okresie.

   Joseph dorastał tak, jak chcieli zarówno ojciec, jak i mama. Nie spełniał na pewno wszystkich pragnień, jakie mieli wobec potomka, szanował jednak i kochał mamę, okazując jej to, oraz słuchał ojca i pilnował się, żeby zawsze trzymać się jego poleceń. Co prawda próby nauki Josepha niektórych umiejętności zdawały się po prostu niemożliwe (pamiętny raz, kiedy zapytany o to, jak sądzi, że powinien trzymać pistolet, złapał za lufę), ale chłopak starał się jak umiał i to, co naprawdę się liczyło, czyli matematyka, języki, etykieta i kondycja fizyczna, wszystko to Joseph miał opanowane albo w normie, albo ponad nią, dlatego rodzice i nauczyciele nie robili problemów, jeżeli coś innego mu nie szło. Nawet jeżeli nie odnajdywał się w broni palnej, na szermierce nie szło mu źle, a to, co naprawdę dobrze mu wychodziło, to muzyka. Fakt, że posiada słuch muzyczny, stwierdzały nauczycielki od początku jego procesu edukacji i bardzo prawdopodobne, że gdyby nie plany, jakie miał dla niego ojciec, Joseph szkolił by się w kierunku muzycznym. Tym bardziej, że naprawdę lubił muzykę, ale daleko było mu do dziecka, które miało w zwyczaju buntowanie się. Dlatego jeżeli miał śpiewać, czy grać, to czysto rekreacyjnie dla rozwijania swoich perspektyw.

   Ponownie można powiedzieć, że życie Josepha było bardzo dobre, zwłaszcza jak na młodego przedstawiciela klasy szlacheckiej. Rzadko się buntował przeciwko prośbom, czy nakazom rodziców, nie znał przecież życia innego, niż własne. Do wieku lat trzynastu, naprawdę niewiele się działo, co byłoby warte opowiedzenia. Później, kiedy Joseph poszedł do szkoły, tempo życia nagle ruszyło do przodu. Zaczęło się od nocy, w której wraz z rodzicami wracali z opery, do której Stanbury poszli na kilka dni przed wyjazdem syna do Eton. Na co poszli, teraz Joseph pewnie nigdy by sobie nie przypomniał, bo nie to okazało się istotne tego wieczora. Padł strzał, niedługo po nim krzyk. Gdyby byli w jakiejkolwiek innej dzielnicy, prawdopodobnie ojciec zignorował by możliwe ofiary i zajął się rodziną, aby ta nie też nie padła ofiarą sytuacji, ale byli w drogiej dzielnicy Londynu i ojciec za punkt honoru postawił sobie sprawdzić, czy nikt nie został ranny. W końcu, to mógł być przecież ktoś z jego przyjaciół, a gdyby, Charles nie chciałby musieć całe życie sobie powtarzać, że gdyby zareagował, to ktoś by żył. Nie kazał Rose poczekać z Josephem, więc poszli za nim, a gdy się zorientował, że to w gruncie rzeczy może nie być odpowiednia sceneria dla damy i dziecka, było już odrobinę za późno.
- O, Boże. - skomentowała kobieta, zdecydowanie nie wzywając go nadaremno. Cała rodzina patrzyła na przedziwną scenę. Człowieka, martwego, na szczęście nieznajomego, z pistoletem w dłoni. Krew odznaczała się na jego kołnierzu i tylko na kołnierzu, więc jasnym byłoby, że tam trafiła kula, rana była jednak czysta. Nawet z odległości Joseph widział różnicę i był przekonany, że to nie mogła być rana postrzałowa. Widział zwierzęta, które zastrzelono i to nie mógł być ten sam rodzaj broni.
- Trzeba zawiadomić policję. - skomentował ojciec, po czym odwrócił do rodziny i pokręcił głową, obracając zszokowanego syna tyłem do ciała. - Dlaczego nie zostałaś z nim przed operą? Głupia baba.
   
   Policja została powiadomiona, rodzina przesłuchana, a rano napisano o tym w gazetach, a Joseph do samego dnia wyjazdu słyszał tylko, jak rodzice się cieszą, że nie będzie go w mieście i o tym, że nastały okropne czasy. Widok martwego mężczyzny trochę wbił się chłopakowi w głowę, ale obyło się bez traum, czy głębokich przeżyć wywołanych takim obrazem. Mógł przyśnić mu się on raz, czy dwa, ale to tak samo, jak widok pierwszej martwej sarny, wtedy też był poruszony. Chociaż rozumiał różnicę między powagą śmierci człowieka w mieście, a zwierzęcia ustrzelonego podczas polowania, nie dotknęło go to na tyle, żeby faktycznie przejąć się tym bardziej. Chociaż w trakcie podróży do Eton, matka dużo mówiła mu o Bogu i o tym, co dzieje się z ludźmi po śmierci. Słuchał jej z podwójną uwagą, bo zależało mu zarówno na niej, jak i na samej wierze. Ciężko było mu zrozumieć, czemu Bóg, skoro jest miłością i skupia się na swoich ludzkich dzieciach, pozwala na morderstwa i nienawiść, ale zdawał sobie sprawę, że musi odpuścić wątpliwości. Był człowiekiem, boski plan mógł być i prawdopodobnie miał pozostać dla niego nie do pojęcia. Miał wtedy nadzieję, że realizuje swoje przeznaczenie odpowiednio i potem zostanie umożliwiony mu wstęp do Nieba.
 
    W męskiej szkole oczywiście nie mogła towarzyszyć mu ani Ofelia, ani Maria, więc pierwsze chwile w ogromnym budynku nie były najprzyjemniejsze. Czuł się obco, nawet nie będąc odludkiem. Problem bowiem w jego wypadku nie leżał w tym, że nie miał na miejscu znajomych, ponieważ szybko znalazł kolegów, jednak bez jakiegokolwiek znajomego mu elementu nie potrafił oswoić się z miejscem. Nie zajęło jednak Josephowi zbyt wiele zorientowanie się, że nawet w oddalonej od domu szkole znajdzie się ktoś, kogo będzie kojarzył. Okazał się nim Samuel, syn Veasey’ów, czyli innej, zaprzyjaźnionej rodziny. Ojciec chłopaka przyjaźnił się z ojcem Josepha, ale na tyle rzadko zabierał ze sobą syna, że nie byli do tej pory specjalnie blisko. Mając jednak jakiekolwiek wspólne wspomnienia, na początku sporo czasu spędzili wspólnie, co okazało się drogą do spędzenia razem reszty wspólnego okresu edukacji, czyli następnych czterech lat, czasem nawet bez dłuższych przerw na święta, czy wakacje, ponieważ niektóre z nich ich rodziny również spędzały razem. W końcu, skoro chłopcy się dogadywali i ich ojcowie byli przyjaciółmi, nic nie stało ku temu na przeszkodzie. Ich relacja jednak już w pierwszym roku nauki, okazała się dla Josepha jedną z tych, które miały go kształtować w przyszłości. Prawdopodobne, że wychowanie odegrało w jego życiu mniejszą rolę, niż wachlarz przeżyć, jakich doświadczył w Eton, a potem na studiach. Samuel był zdecydowanie bardziej oczytany i obyty kulturowo, niż Joseph. Chociaż Stanbury znał klasykę i był z nią dobrze zaznajomiony, proza zawsze była mu bliższa, niż poezja, w dodatku była to proza prosta i nienaruszająca zdrowych, popularnych ideałów, w jakie wierzyła większość ludzi (między innymi jego rodzice). O ludziach takich jak Swinbourne, czy Emil Zola, Joseph usłyszał nie od kogo innego, jak od Samuela. Kiedy przesiadywali w czasie wolnym we wspólnym pokoju, chłopak potrafił wyrwać go z własnych zajęć i zainteresować go czymś kompletnie innym. “Sztuka dla sztuki”, idealizm, filozofia ponad konwenansami i moralnością. Joseph dopiero zaczynał o tym słuchać, a bardzo daleko był jeszcze od rozumienia.
   
   Cała jego relacja z Samuelem była w pewien sposób osobliwa. Oboje pochodzili ze szlachetnych rodzin, w których idea męskiej przyjaźni była bardzo szanowana, podobnie jak możliwość poszerzania przez taką horyzontów, więc mało kto zwracał uwagę na zażyłość ich więzi. Mogli siedzieć gdziekolwiek - na zewnątrz, w środku i przebywać w delikatnym kontakcie fizycznym, a Sam po prostu przedstawiał mu kolejne tytuły, o których prawdopodobnie nigdy nie dowiedziałby się bez niego.
- Baudelaire był szarlatanem, tak samo jak Swinbourne. - powtarzał jego ojciec, kiedy widział go z pracą któregoś z artystów. - Nie wierz w nic, co pisali, synu. Byli wypaleni absyntem, pitym pewnie jeszcze przez ich matki. Szaleństwo mieli w żyłach.
   
   Joseph jednak i tak czytał. Rzadko i nocami, kiedy nie mógł się już powstrzymać, a potem modlił się długo, przepraszając Boga za niesubordynację. Nie mógł jednak pogodzić się z oderwaniem od idei, które wydawały mu się tak ciekawe. Wtedy jeszcze miał je za niemożliwe, a ludzi je wyznających za osobliwych, czy nawet dziwaków. Fascynacja jednak nasilała się z roku na rok, aż rodzice znowu zaczęli przyłapywać go na lekturze.
- Odłóż te brednie. - mówił ojciec, w zasadzie nawet nie dając mu czasu na faktyczne wykonanie polecenia. Zabierał mu tomik i chował przy sobie, żeby syn nie mógł mu go cichcem odebrać.
- Czemu właściwie to czytasz?
- Ponieważ tego nie znam. - odpowiedział Joseph, wzdychając. - A Poe? Mogę czytać Poego?  - zapytał z nadzieją, a jego matka krzywiła się na samą wzmiankę.
- Raz próbowałam przeczytać coś jego, “Czarny kot”? Okropność. To nie są książki dla ludzi o zdrowych zmysłach.
   W tym wieku chłopak miał już na tyle własnych myśli, że odpowiadał po cichu, że to jedyny sposób, aby pozwolić sobie na szaleństwo. Wnikać w postaci na kartach książek, wiedząc, że chociaż nie jest się nimi, są one bez wątpienia jakimś człowiekiem, który w gorszych czasach mógłby być nami właśnie.
   
   Tematy tabu nie były jedynym, co intrygowało Josepha. Nie czuł się w żaden sposób uciśniony, to był problem Samuela, nie jego. On nie wzbraniał się przeciwko wychowaniu swoich rodziców i starał się czerpać tak samo dużo z ich pomysłów i ideałów, jak z tych od przyjaciela. Piękne obrazy i ilustracje bajkowe, Charles i Richard Doyle, Richard Dadd. Szekspir, powtarzany niejednokrotnie, inne prace i tytuły, jakie rodzice chcieli, żeby czytał. Jednak tak, jak kochał Szekspira, tak ubóstwiał Dickensa i Carola. Thomas Grey również do niego przemawiał, a “Moją nienawiść” Emila Zoli znał już we fragmentach na pamięć. Joseph powoli dorastał, razem z nim jego poglądy. Wciąż wierzył w Boga i w posłuszeństwo rodzicom, ale jego pojęcie przestrzeni, czasu i moralności zdecydowanie dalekie było od tego, z jakiego dumni byli jego rodzice. Nic jednak nie mogli poradzić, skoro Joseph nie dzielił się przemyśleniami na temat niestosowności. Najważniejsze, że nie powodował skandalów. Dopóki potrafił utrzymać swe dobre imię i nie było na jego temat plotek, mógł myśleć co chciał. Mniej pozytywnie reagowali Wakefieldowie na wieści, jakie Maria przynosiła z wizyt u przyjaciela. Nie dość, że spędzała w towarzystwie Josepha i Samuela całe dnie, to wracała z książkami o tematyce, jakich zdaniem państwa Wakefield, dziewczynce nie sposób było zrozumieć. Stanbury jednak wiedział, że dziewczyna nie jest głupia. Ba, świetnie zdawał sobie sprawę, jak wielki potencjał ma i jak dużo mogłaby osiągnąć, gdyby dano jej tylko taką możliwość. Rozmawiał z nią i słuchał jej, wychowany przez matkę tak, aby potrafić uszanować kobietę. Chociaż wtedy jeszcze tego nie wiedział, Maria kochała go wtedy już choćby za to. Dzięki temu, że dzielił się z nią wszystkim, co sam przeżywał. Za jego romantyczne podejście do życia i entuzjazm, jakiego nie bał się okazywać, gdy byli sami i za własną osobowość, jaką udawało się mu przemycić nawet w momentach, gdzie tak sztywno ograniczała ich etykieta. Ona była zakochana w nim, a on w swoim wyobrażeniu o niej. O tym, kim mogłaby się stać, gdyby społeczeństwo jej na to pozwoliło.
   
   Ciężkim dla Josepha rokiem okazał się ten, kiedy Samuel zniknął z jego życia. Gdyby spodziewał się jego odejścia, prawdopodobnie byłoby to łatwiejsze, ale chłopak nawet nie podejrzewał, że ktoś może faktycznie usunąć się tak prędko. Zwłaszcza, że niejednokrotnie obiecywali sobie, że zostaną razem na zawsze. Sam nie umarł, jak można spodziewać się po tym podniosłym wstępie. Został jednak wypisany ze szkoły, przez problemy finansowe swoich rodziców. Joseph wiedział od przyjaciela, że sytuacja nie była najlepsza już od jakiegoś czasu, ale absolutnie nie podejrzewał, że może być tak źle, aby uniemożliwić chłopakowi ukończenie edukacji w Eton. Niejednokrotnie chciał do Samuela napisać, ojciec jednak powtarzał, że to gra niewarta świeczki, ponieważ chociaż miał ich nowy adres, pan Veasey nie życzył sobie, aby do ich nowego domu przychodziły jakiekolwiek wieści od Stanburych. Jakby nie było to smutne, Joseph ponownie nie sprzeciwił się woli obu ojców. Charles powtarzał, że tak będzie w zasadzie lepiej, skoro wszystkie te oburzające teksty przychodziły od syna drugiej rodziny. Co prawda jego syn, nie mogąc skontaktować się dłużej z źródłem owych “szataństw”, zaczął sięgać po szataństwa samemu. Rozpoczął poznawanie drugiej strony moralności ludzkiej na własną rękę, a rok później ukończył Eton i wrócił do domu rodzinnego, aby zacząć uczestniczyć w życiu już nie jako bierny obserwator, a pełnoprawny obywatel.
 
   Ojciec zabierał go ze sobą do fabryki, oswajał z ideą zarządzania takimi masami ludzi. Teraz, kiedy Joseph zdobył podstawową edukację, obca też nie była mu już idea owocnej inwestycji i ojciec mógł w końcu rozmawiać z nim jak ze świadomym rozmówcą. Wyobrażenie o dziedzicu fabryki zaczynało się ziszczać na jego oczach. Dziedzic dostał po uszach, kiedy pewnego dnia wrócił do domu z nowym, modnym tautażem. Potem, za następny, już tylko na niego nakrzyczeli, a za następne już nawet nie mieli siły się złościć. Tatuaże miała już większość arystokratów, więc czemu Joseph miałby je sobie odpuścić? Zdaniem matki miał ich żałować z czasem, ale w tej kwestii, mimo niepojętego ogromu szacunku do niej, syn nie potrafił słuchać. Żałować zresztą nie zamierzał, a nawet jeśli, był pewien, że żyje się przecież chwilą. Skoro mogli żyć tak bohaterowie literaccy, w pięknym, romantycznym uniwersum, on też mógł, wcale nie łamiąc przy tym etykiety. Spędzał coraz więcej czasu z Marią, doceniając z dnia na dzień jej umysł bardziej i bardziej. Była mu równie bliska, co rodzina i czasami, kiedy byli sami, Joseph poważnie mówił o uczynieniu dziewczyny jej częścią. A decyzja o małżeństwe tak wcześnie, w dodatku z miłości, była uznawana przez rodziców za jeszcze głupszą. Tu się akurat naprawdę mogli nie mylić, ale Joseph może i słyszał ich ostrzeżenia, ale nie słuchał.

   Zapadła decyzja o wysłaniu go do szkoły wyższej, aby uczynić jego edukację pełną. Miał studiować finanse, na co zgodził się, mimopasji do literatury. Musiał się jednak zgodzić, że bez względu na to, jak pasjonujące były książki, tak wiedza o nich nie dawała mu niczego praktycznego. Przyznawał to z bólem, ale uznał, że nie robi to mu wielkiej krzywdy. W końcu dzieła dalej mógł czytać i analizować. W dodatku, jeżeli miał dołączyć do społeczności Oxfordzkiej, mógł spotkać tam ludzi podobnych do tego, kim on sam był. Młodych dorosłych, którzy nie tylko przeżywają życia, ale też nimi żyją. Czerpią z egzystencji garściami, poszerzają wszelkie granice dobrego smaku. Ponownie, on sam bał się to robić i potrzebował kogoś, kto będzie mógł opowiadać mu o swoich przeżyciach. Ludzi, którzy będą wyrywać go z nudnej już codzienności swoimi słowami i czynami.

   Ogromnym zaskoczeniem było, kiedy studenci Oxfordu nie pozwolili mu tylko patrzeć, a zaczęli go w swoje życie angażować. Przedstawili Josephowi alkohol i różnego rodzaju używki, od których może i nie zdążył się uzależnić, ale otarł się o to zdecydowanie za blisko. No, może z wyjątkiem jednej - poezji. To było coś, bez czego po szkole wyższej zrozumiał, że nie będzie umiał obejść się nigdy. Wiedział, że bez względu na to, jak piękne i wolne mógł wieść życie wśród Oxfordzkiej inteligencji, kiedy wróci do domu, będzie musiał z tego wszystkiego zrezygnować. Dla rodziców i ich dobrego imienia, ale też dla Marii. Która mogła mieć otwarty umysł, ale nigdy nie zrozumie bohemy, na jaką on otworzył się w trakcie swoich lat na uniwersytecie. Cierpiał, kończąc edukację. Cierpiał, gdy opowiadając Marii o nabytych doświadczeniach, spotykał się tylko z rosnącym przerażeniem na jej twarzy. Zacisnął więc zęby, wiedząc, że nawet jeżeli nie potrafi się ona pogodzić z idealną dla niego wizją życia, była jedyną, która potrafiła kochać go mimo tego. W dodatku przed wyjazdem obiecał jej, że poprosi jej ojca o jej rękę, jak tylko wróci. Nie mógł i nie chciał ranić kogoś, kto był mu tak bliski. Zdawał sobie sprawę, że bardziej od Marii nigdy nie pokocha żadnej kobiety bardziej, a kto wie? Może mógł się spodziewać, że z czasem przywyknie ona do jego wizji i pomysłu na życie? Zdecydował się dotrzymać obietnicy i gdy wrócił, pojechał do Wakefieldów, prosząc o rękę dziewczyny. Jej ojciec zgodził się, jako, że Joseph mógł spokojnie zapewnić dziewczynie przyszłość, a nazwisko Stanbury było czyste i cenione. Więcej problemu mieli już Charles i Rose z jego wyborem partnerki, ale jednogłośnie zdecydowali, że lepiej, aby zaręczył się z Marią, niż pozostawał sam. Kto wie, co mogłoby wpaść mu wtedy do głowy?

   Więc Joseph wisi tak już od jakiegoś czasu. Zaręczony z Marią, dobry dla rodziców, utrzymując wizję przykładnego syna. Kiedy jednak tylko może, wymyka się z bankietów, jakie dalej organizuje jego rodzina, unika wytwornych kolacji i na wszelkie sposoby szuka sobie towarzystwa, jakim było to Oxfordzkie. Z niektórymi z przyjaciół ze studiów wciąż utrzymuje kontakt. W planach ma powolne, acz konsekwentne uświadomienie światu, że to nędzne, racjonalne podejście do świata nie może być wszystkim, na czym się opierają, ponieważ nie samą analizą można poznawać świat. Chce wołać o liberalizm, walczyć o wolność obyczajów. Nie ma jednak pojęcia, jak ma to zrobić w sposób, który nie zrani jego najbliższych.

Charakter:
   Joseph niemal w niczym nie przypomina swojego ojca, a jedyne, co ma po matce, to nos, więc nie można opisać go niestety, mówiąc prosto, że wdał się w któregoś z rodziców. Usposobienie najbardziej podobne ma do swojego wuja, chociaż nigdy nie miał przyjemności go poznać, to często słyszy to od członków rodziny. Brawurowy, odważny, entuzjasta. Cóż, mimo konwenansów i etykiety, którą ma już wyuczoną tak, że mięśnie same reagują, Joseph nigdy nie bał się okazać więcej entuzjamu i radości, niż większość. Tym bardziej teraz, kiedy jego umysł rozkwitł, wraz z ideałami, w jakie zaczął wierzyć. Dużo się uśmiecha, prawie nigdy szyderczo, czy z pogardą. Ma w sobie bardzo dużo ciekawości i zrozumienia, po części pewnie przez zainteresowanie orientem i innymi kulturami w ogóle. Nie jest rasistą, chociaż jego przesadne wręcz zainteresowanie innymi narodowościami może być czasem wzięte za nieco impertynenckie. Nie potrafi jednak nic poradzić na to, że dużo bardziej interesują go opowieści tych, którzy kultury doświadczyli, niż suche, książkowe opisy. Joseph, jak przystało na romantyka, marzy o dalekich podróżach. Najlepiej za ocean, chociaż przez kontynent również nie miałby nic przeciwko. Mógłby udać się do Moskwy, albo Petersburga na początek, żeby móc zobaczyć słynne balety. Później przejechać się dalej, to już tylko kilka dni drogi. A po drodze mógłby zwiedzić jeszcze tak wiele…

   Nie jest samotnikiem. Od zawsze otaczał się ludźmi i chociaż w swoim idealnym życiu miałby tylko jednego, najbliższego przyjaciela z którym mógłby zjechać świat, zdaje sobie sprawę, że prawdopodobnie nigdy tak nie będzie. Jest zbyt wybredny co do swojego towarzystwa i zbyt szybko się nudzi, czy frustruje. Nie może tego okazywać za często i stara się być miłym, albo chociaż uprzejmym dla wszystkich, sprawia mu to jednak masę frustracji, którą rozładowuje przy narzeczonej, albo na przejażdżkach konnych. Ewentualnie na przejażdżkach konnych z narzeczoną, co chyba najbardziej lubi.

   Nigdy nie przestał uwielbiać muzyki. Jego głos może nie jest wyuczony, ale talent ma i czasem nuci, czy gra, zazwyczaj też w towarzystwie Marii. W relacji z którą, w zasadzie, uwydatnia się jego romantyczne podejście najbardziej. Joseph jest bowiem marzycielem i bez względu na warunki, jakie daje świat, nie przestaje wierzyć, że kiedyś będzie w stanie żyć z kobietą tak, jakby sobie wymarzył, a świat nie będzie tego oceniać jako coś nagannego, wymagającego piętnowania. Boli go to, że w jego świecie za coś strasznego uznawana jest różnorodność. Wielbi za to możliwości, jakie daje mu arystokratyczne pochodzenie, ponieważ gdyby nie był bogatym dzieckiem, jego “badanie horyzontów” i podejrzanie bliskie męskie przyjaźnie nigdy nie zostałyby nazwane właściwymi. Podobnie jak sympatia do alkoholu, czy używek, oraz literatury, często gorszącej. Chociaż i to pewnie nie uszłoby mu płazem, gdyby nie ukrywał części swoich lektur.

   Stara się żyć kulturalnie. Uczestniczy w artystycznym życiu Londynu, chadza na spektakle, Opery, koncerty i bale, sporą część własnego funduszu poświęca na filantropię wobec artystów, których bardzo szanuje, zarówno pisarzy, jak i aktorów i muzyków. W równym stopniu, co medyków, twierdzi bowiem, że sztuka jest lekarstwem, a artyści lekarzami, jedynymi zdolnymi do wyleczenia człowieczej duszy.

   Jak już wcześniej wspomniane, Joseph stara się być przynajmniej uprzejmym dla wszystkich, w tym dla służby, również bez względu na ich rasę i stopień wykształcenia. Nie uważa bowiem, że biała bona zasługuje na więcej praw, niż czarny niewolnik. Nie utożsamia się z ich powodem i ma zapisane w mózgu, że jest lepszy, ale nie traktuje tego jak okazji do wywyższania się, czy żartowania z kogoś. Uważa wręcz, że typowa dla arystokracji pogarda jest śmieszna i to ją powinno się wyśmiewać. Sądzi, że spora część szlachty nie patrzy dalej, niż poza czubek własnego nosa i przez to właśnie ciężko im dostrzec prawdziwe barwy świata. Przez co cały czas wierzą w świat, jakiego by chcieli, a nie patrzą na niego takim, jakim jest. Podobnie, kiedy próbują spojrzeć na samych siebie, nie są, zdaniem Josepha, zrobić tego obiektywnie. Filtrują swoje zmysły tak, aby mieścić się w utartych schematach. Naprawdę, jest takimi ludźmi znudzony, nie ma jednak wyboru.

   Teoretycznie mówi, że wierzy w siły nadnaturalne, nigdy jednak nie sprecyzował, o co dokładnie mu chodzi. Duchy? Może, prawdopodobnie. Wampiry? Zdecydowanie mniej, z drugiej strony, dlaczego nie? Jako choroba, prawdopodobnie jest w stanie przyjąć taką wersję. Bóg? Tu zaczynają się schody. Joseph uznaje, że ten owszem, stworzył Ziemię i ludzi, ale zostawił ich samym sobie już dawno, dawno temu. Nie twierdzi za to, że ma rację. Wyznając filozofię Kanta o mieszaniu się sądów analitycznych i syntetycznych, naprawdę nie sądzi, że wie i doświadczył na tyle, aby móc rozsądzić kwestie boskości.


Ciekawostki:
  • Ma 193 centymetry wzrostu.

  • Dowodzenia nauczył się nie tylko w fabryce, ale i w domu, gdzie zarządzanie służbą również weszło mu w krew.

  • Uwielbia koty i od małego znosił je do domu, aby je przygarnęli. Teraz w ich posiadłości również mieszkają koty.

  • Nigdy nie uprawiał seksu, ani z kobietą, ani z mężczyzną i nie jest pewien, czy wzbraniał by się przed drugą możliwością, gdyby takowa się nadarzyła. Zdaje sobie też sprawę, że zrobiłby to prawdopodobnie tylko wtedy, gdyby zgodziła się na to Maria, nie chce bowiem ranić kobiety w sposób, w jaki robił to jego ojciec matce.

  • Nigdy nie uderzył kobiety, zwierzęcia, ani służby.

  • Żeby zyskać w jego oczach, wystarczy być oczytanym.

  • Wielokrotnie myślał, co byłoby, gdyby uciekł z domu, ale nigdy nie myślał o tym na poważnie.

  • Boi się idei piekła i bezmyślnego okrucieństwa, boskiego i ludzkiego.

  • Wierzy w ideę sztuki dla sztuki.

  • Stara się nie nosić wysokich kapeluszy, sam jest już bowiem bardzo wysoki.

  • Chciałby kiedyś wystąpić ze swoim głosem publicznie.

  • Zastanawia się, czy nie chciałby ukończyć jeszcze jednego kierunku.

  • Nie przepada za mięsem innym, niż ryby i owoce morza.


avatar

Tytuł : Szlachcic
Wiek : 26
Zawód : Nie pracuje
Stan cywillny : Zaręczony
Umiejętności : Jazda konna | Dowodzenie
Punkty : 12


http://vampirekingdom.forumpl.net/t678-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t694-joseph-stanbury http://vampirekingdom.forumpl.net/t695-poczta-stanburych#3002 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Joseph Stanbury

Pisanie by Cromwell on 10/01/18, 11:58 am


Karta postaci zaakceptowana!

Od teraz możesz zacząć swoją przygodę na fabule. Pamiętaj, aby założyć tematy pomocnicze jak informator i temat listowny.
A także, uzupełnij profil.  

Życzymy Powodzenia!
Ilość pozostałych punktów: 6
avatar

Tytuł : Lord Protektor
Zawód : Admin / Mistrz Gry
Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t83-karta-postaci-wzor#130 http://vampirekingdom.forumpl.net/t88-informator-wzory#135 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach