Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r. - Page 4

Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Strona 4 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 13/12/17, 08:41 pm

Anna

Spojrzała na niego. Jej twarzy była niczym otwarta księga - mógł z niej wyczytać dosłownie wszystko.
- Jared... Ty krwawisz - powtórzyła dobitnie, nim John zdążył do nich dojść. - Z oka... - Dodała, by wiedział, co ją tak zaniepokoiło.
Nic więcej już nie zdążyła powiedzieć, bowiem w tym momencie podszedł do nich lekarz. Chciała jeszcze przeprosić brata za to, co zrobiła, ale to musiało poczekać. Zrobiła to jednak dla jego dobra. Miała nadzieję, że po wszystkim jej to wybaczy. Nie chciała dla niego źle.
Odsunęła, by zrobić miejsce Johnowi. Mężczyzna od razu przeszedł do rzeczy. Widziała jego zastygłe oblicze. To nie wróżyło niczego dobrego. Coś czuła, że się jej nieźle oberwie i to nie tylko od matki.
Spojrzała za jasnowłosą, która wybiegła ze stołówki nim ta zdążyła za nią zawołać. Mimo wszystko dalej nie chciała alarmować matki. Czy oni nie mogli tego załatwić sami? Przecież John mógł opatrzyć jej brata, nie musiał od razu donosić ich matce. Zacisnęła ręce w pięści i zrobiła jeszcze jeden krok do tyłu, kiedy do Jareda doszedł jeszcze jeden z lekarzy. No i się zaczęło.
Dziewczyna znała na tyle swojego brata, że podejrzewała, jak to wszystko może się skończyć. I niestety... nie zawiodła się. Jared oczywiście nie mógł zachować spokoju. Mimo tego, że źle się czuł - było to po nim widać, musiał zużyć tą resztkę sił, by jeszcze zawalczyć. Pytanie tylko o co chciał walczyć? Oto, żeby nie zaprowadzili go do matki? Przecież i tak się to stanie, więc nie było sensu tego odwlekać. Jared jednak myślał inaczej, musiał pokazać swoje.
Gdyby nie to, że jest taka młoda, pewnie dostałaby zawału serca widząc, jak Jared podrywa się z miejsca i ostatkiem sił próbuje się postawić Johnowi i Albertowi. Jak do tej pory trzymała się na uboczu, tak teraz miała zamiar zainterweniować.
- Jared, proszę Cię, opanuj się! Przecież nikt nie chce zrobić Ci krzywdy. Znowu masz zamiar się rzucać jak wczoraj? Myślisz, że nam robisz tym krzywdę? Szkodzisz tylko sobie.
Anna uznała, że skoro wczoraj udało jej się do niego trafić, to dziś będzie podobnie. Spróbowała się do niego zbliżyć. Widziała ten straszny widelec w jego dłoni. Jak widać, wszystko mogło być bronią, a trzeba przyznać, że ta mogła być bardzo niebezpieczna. Wystarczyło odpowiednio się zamachnąć i można było zrobić komuś naprawdę dużą krzywdę.


John

Mężczyzna nie miał zamiaru patyczkować się z chłopakiem. Wyglądał naprawdę źle, dlatego zupełnie zignorował jego odpowiedź, która musiała być kłamstwem. Odpuścił też sobie komentowanie tego. Z tym dzieciakiem naprawdę nie było sensu dyskutować, bo niby po co? Do niego i tak nic nie docierało. Pieprzony bohater się znalazł.
Kiedy Albert dołączył tylko do niego od razu miał zamiar przejść do rzeczy. Jared jednak miał inny plan. Kiedy nagle poderwał się z krzesła - skąd znalazł na to siłę, mężczyzna nie wiedział, zarówno on, jak i drugi lekarz, zrobili krok w tył. Spojrzał na niego.
- Przestań się wydurniać i pozwól sobie pomóc.
Widać było, że Johnowi zaczynają powoli puszczać nerwy. Nie dziwne, że on praktycznie nigdy nie zajmował się przypadkiem Jareda. Nie lubił, kiedy coś szło nie po jego myśli, tak samo, jak ktoś nie przestrzegał zasad. Postanowił zbliżyć się do niego, ale jeśli chociaż raz chłopak spróbował zamachnąć się widelcem, uchylił się, chcąc złapać jednocześnie jego rękę i zabrać mu tą jego prowizoryczną broń.
- Posłuchałbyś siostry - dodał, kiedy usłyszał, co ma do powiedzenia Anna.
Oczywiście zdania nie zmienił - dalej uważał, że zarówno jej brat, ale i ona nie błysnęli inteligencją.
Albert spojrzał na dziewczynę, kiedy ta zaczęła mówić. Zatrzymał ją, łapiąc ją za rękę.
- Anno, proszę Cię, nie wtrącaj się.
Nie tylko John umiał był stanowczy, chociaż ten lekarz był znacznie milszy.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 13/12/17, 09:07 pm

Czy on się wydurniał? On tylko bronił przed białymi kitlami! Już nie było ważne, z której strony krwawił. Ważne było to, by nie dać się złapać i nie zaprowadzić do pomieszczenia zabiegowego. Chciał by po prostu dano mu spokój. Świadom był tego, że fatalnie się czuje, wszystko go boli a nawet oko zaczęło o sobie z głową przypominać.
Słyszał głos siostry, że spojrzał na nią. Lecz jej słowa w tej sytuacji nie bardzo pomagały. To, że poderwał się z krzesła, było chwilowym napływem energii obronnej. Ledwo się utrzymywał w pionie i musiał cofnąć pod ścianę. Jedyne oparcie. Przez ten czyn, znów zawirowało mu w głowie. Już nie dwóch a czterech lekarzy widział. Słyszał co do niego mówią. Dać sobie pomóc? Erykowi nikt nie pomógł! A  on go zabił. Mocniej zacisnął palce na widelcu, lecz nie miał tak dużej siły w sobie, by nie dać sobie go wyrwać.
Potrząsnął głową, chcąc by poprawił się mu wzrok. Zamknął oko i ponownie otworzył. Wtedy ujrzał zbliżającego się Johna. Zrobił zamach obronny, ale nie na tyle skuteczny widocznie, by trafić do celu. John miał prawo złapać go za rękę i zabrać mu widelec.
- Puszczaj!
No i mogło dojść do szarpaniny. Bowiem Jared będzie próbował się wyrwać z jego uścisku. A przez to i straci kontrolę nad ciałem, upadając na zdrowe kolano. Drugą nogę miał usztywnioną, że zaczynała się mu wydawać ciężka od reszty ciała.
- Zostawcie mnie!
Nie chciał widocznie dać sobie pomóc. Wspomnienia z ostatnich wydarzeń, najwyraźniej powróciły. Jared nie pomagał ani sobie, ani im. Jeżeli czasem obaj lekarze chcieliby go złapać i wyprowadzić, będą mieli problem. Jared nie da się tak łatwo, pomimo osłabienia. Będzie walczył o swoje. Będzie się szarpał, aż nie opadnie z sił.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 29


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 15/12/17, 09:42 pm

To był jakiś... cyrk. Anna miała wrażenie, że gra w jakiejś naprawdę kiepskiej sztuce teatralnej, gdzie dla przyciągnięcia widza, posuwano się już do naprawdę dziwnych i bardzo szokujących rozwiązań.
Zatrzymana przez Alberta, tylko spojrzała na niego, ale... o dziwo go posłuchała. Usta zacisnęła w cienką linię i spojrzała na brata-idiotę. Czemu on zawsze musiał się tak zachowywać? Czy fobii przed białymi kitlami się nie leczy? Jaredowi niewątpliwie by się ono przydało. To, co wyprawiał, przechodziło wszelkie pojęcie. Dziewczyna obiecała sobie, że następnym razem dwa razy się zastanowi i jeśli będzie trzeba, odgryzie sobie język, by nie wyjść znowu z tak durnym pomysłem. Pytanie tylko, czy następny raz będzie. Wątpiła, by matka teraz pozwoliła jej samej doglądać brata.
Albert widząc, że Anna się poddała, puścił ją i ruszył do Johna, który w tym momencie złapał rękę chłopaka i wyrwał z niej widelec. Poza nimi, Jaredem i Anną w stołówce było dwóch łowców, którzy zostali ranni w czasie jednej z misji i kucharki. Co oni mogli im pomóc? No, niewiele... Albert zaczynał żałować, że odesłał drugiego stażystę - przydałby im się teraz. Nie myślał jednak, że z Jaredem będą aż takie problemy! Nie znał chłopaka zbyt dobrze, ponieważ pracował tu ledwie od pół roku. Wiele o nim słyszał, ale... nie dawał temu wiary. Do dziś.
John prawie by się ucieszył, kiedy zabrał Jaredowi widelec, gdyby to był koniec jego problemów Od razu rzucił go gdzieś do boku, by czasem komuś nie stała się krzywda. Jego złość i irytacja rosła z każdą sekundą. Młody łowca dosłownie w kilka sekund przypomniał lekarzowi, dlaczego to nie on już się nim zajmuje, kiedy zjawia się poturbowany w skrzydle szpitalnym. Żałował, że uległ Annie. Od razu powinien posłać po Nicole. Teraz przynajmniej nie musiałby się użerać z Jaredem.
- Uspokój się! - Zawołał, kiedy ten zaczął się szarpać.
Lekarz naprawdę musiał się hamować, by po prostu nie wykorzystać przewagi, jaką miał nad chorym. Młody łowca musiał bardzo opaść z sił, bowiem już ledwo stał na nogach. Wystarczyło dobrze go chwycić, albo wykręcić rękę do tyłu i powinno być po problemie. Bał się jednak to zrobić, ponieważ nie chciał, żeby szwy mu puściły. Wiedział jednak, że jeśli ten się dalej nie będzie chciał uspokoić, nie będzie miał innego wyjścia.
W wyniku szarpaniny, Jared musiał stracić zupełnie panowanie nad swoim ciałem, bowiem upadł na zdrowe kolano... prawie upadł, bowiem w ostatniej chwili złapał go Albert. Mężczyzna był wystarczająco silny, by w razie potrzeby podtrzymać Jareda - o ile ten dalej nie będzie chciał się im wyrywać. John puścił rękę chłopaka.
Co robiła reszta w stołówce - ano stali i patrzyli się jak sroka w gnat. U kucharek to pewnie była czysta ciekawość, ale u łowców - Ci dwaj byli w tak wielkim szoku, że nie byli wstanie się poruszyć. Dopiero jeden z nich, którego obrażenia były łagodniejsze niż u jego towarzysza i który właściwie już dziś mógłby wyjść, podniósł się z krzesła i ruszył w stronę szarpiącej się... trójki.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 16/12/17, 02:06 am

To zdecydowanie był cyrk. Bowiem kto by pomyślał, że syn Zastępcy Dowódcy zacznie się tak zachowywać? Że zacznie przysparzać takich problemów? Mało kto go znał z tych dziwnych pomysłów. A ostatnie wydarzenie mocno widocznie odbiło się na jego psychice, że chyba i tym razem znów przesadzał i nie kontrolował swojego zachowania.
Jednak pomysł z wyjściem na stołówkę okazał się zdecydowanie durny. Lecz Jared od razu na niego przystał. Nie zważając na konsekwencje tego, jak bardzo mógłby pogorszyć swój stan zdrowia.
Młody łowca nie miał za bardzo siły, by utrzymać wyrywany mu z dłoni widelec, dlatego stracił swoją jedyną broń. Dodatkowa szarpanina osłabiła go jeszcze bardziej, że upadłby na kolano, gdyby nie sprawny i zwinny chwyt Alberta, podtrzymując go od upadku.
- Puść mnie...
Jared mimo tej fatalnej dla siebie sytuacji, nadal próbował walczyć o swoje. Nawet siły na wydzieranie się już nie miał. Obraz zaczynał mu się coraz bardziej zamazywać i wirować. Próbował od siebie odepchnąć Alberta. I nawet gdyby to się mu udało, tym bardziej padłby na podłogę. Nie ustałby na chorej nodze w dodatku usztywnionej. A zdrowa była nieco wyczerpana z sił. Bowiem przemieszczając się, przekładał na nią swój ciężar ciała. Kto zatem wie, czy wykręcenie mu rąk na plecy, nie uspokoi go choć na jakiś czas? Jared nie myślał co się stanie. Po prostu chciał się od tych ludzi uwolnić. Jego zachowanie też nie poprawiało stanu jego zdrowia, ponieważ z pod bandaża, na którym miał opatrunek, spłynęła kolejna krwawa łza.
Na zbliżającego się innego łowcy, Jared nie zwracał uwagi. Skupionym będąc na utrzymywaniu przytomności, znoszeniu bólu na ciele, gorączką i uwolnieniem się z rąk Alberta. Choć ten właściwie mu nic nie robił.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 29


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 16/12/17, 10:01 am

Albert naprawdę nie rozumiał zachowania Jareda. Kiedy inni w głowie mieli tylko to, że znowu jest to samo, on zaczął się zastanawiać, czy aby z jego głową jest wszystko w porządku. Oczywiście, wszystko to mogło być prawdą. W końcu nie dalej jak wczoraj, Jared przeszedł załamanie, kiedy dowiedział się o śmierci przyjaciela. Może to sprawiło, że coś mu się poprzestawiało w głowie?
Mężczyzna nie miał zamiaru dyskutować z chłopakiem, a tym bardziej go puszczać. Był tak słaby, że pewnie nawet nie byłby w stanie ustać na własnych nogach... a właściwie nodze, ponieważ druga robiła jak na razie za kawał drewna. Mężczyzna złapał go pod pachami i razem z nim próbował się dźwignąć, bowiem jak na razie stał na lekko ugiętych w kolanach nogach. To nie była zbyt wygodna pozycja.
Jeśli chłopak mu się wyrywał, oczywiście próbował wpierw nad nim zapanować. Nie bardzo jednak miał mu jak ręce wykręcić, jeśli chciał go podnieść. Dlatego też spojrzał na Johna, którego oblicze było tak gniewne, że aż sam się lekko przestraszył. Albert mimo całej tej sytuacji, wciąż zachowywał spokój.
- Pomóż mi.
Zakomunikował, na co John od razu zareagował. Podszedł do chłopaka i spróbował złapać jego dłonie z tyłu, za jego plecami. Wierzył, że to go powstrzyma, chociaż po nim to się można było wszystkiego spodziewać. Niby tracił siły, a mimo to wciąż walczył.
Anna nie miała zamiaru pchać się tam. Nie chciała również, by ktokolwiek inny to robił, więc widząc jak jeden z łowców podniósł swój tyłek z krzesła i zaczął iść w ich stronę, podeszła do niego.
- Proszę się nie mieszać w to. Poradzą sobie z nim.
Mężczyzna tylko spojrzał na dziewczynę, która śmiała mu rozkazywać. O dziwo jednak usłuchał. Stanął jakieś kilka metrów od szarpiących się. Anna modliła się w duchu, by to wszystko się już skończyło. Kto by pomyślał, że wręcz zacznie marzyć o tym, by znaleźć się w zabiegowym, gdzie będzie czekać na nich matka. Wiedziała, że ona uspokoi jej brata. Przeszło jej przez myśl, że sama też... by chciała, by Jared tak przy niej łagodniał. Byli jednak zbyt do siebie podobni...
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 16/12/17, 11:31 am

Wygląda na to, że z głową Jareda  nie było jednak dobrze. Ostatnie wydarzenie, które przeżył, mocno musiało mu poprzestawiać w umyśle, że nie kontrolował tego co robił. Czy zachowywał się świadomie i specjalnie utrudniał im pracę, czy pogorszyło się do takiego stopnia, że faktycznie nie panował nad tym co robi? Prawdę mówiąc, w grę wchodziła pierwsza opcja. Nie chciał widocznie niczyjej takiej pomocy. A Anna zapewne pamiętała, o co ją wtedy prosił. O coś, czego nie byłaby wstanie zrobić a jedynie żartowała. Nie chciał żyć.
Jared nie dawał za wygraną. Ale im więcej tracił sił, tym większe szanse dla lekarzy, że go unieruchomią. Trudno było zapanować nad dwudziestoparoletnim chłopaku, który wytrenowany był na bardzo dobrze na łowcę. Gdyby nie uszkodzona noga i wyglądająca na kawał drewna (co było ładnie określone) zapewne więcej by z siebie dawał. A tak, skazany był na wymachiwanie rękoma i co więcej - próby uderzenia.
Wejście do akcji Johna nieco narobiło mu także gimnastyki, lecz koniec końców, udało mu się złapać ręce Jareda. Ten z kolei czując czyjś dotyk, także próbował się wyszarpnąć. Ale jak już miał ręce za plecami, ciężko było cokolwiek zrobić. Wtem zaczął szukać wzrokiem Anny. Lecz nie mógł  jej odnaleźć. Kosmyki jego pół długich włosów nieco zasłaniały mu obraz, jak i to że ledwo już widział wyraźnie. Wzrok zaczął mu się pogarszać na zdrowym oku. Może to przez gorączkę? Przez osłabienie? W końcu znów nadszarpnął jakieś rany. W chwili obecnej, przestał się na razie szarpać.
- Anna...
Wyszeptał. Jakby szukał u niej pomocy. By go zabrała z rąk tych mężczyzn.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 29


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 17/12/17, 09:28 pm

Nie było miło jej patrzeć na to, co właśnie się działo. Wiedziała jednak, że tak trzeba. Lekarze musieli użyć siły na chłopaku, by go obezwładnić i przetransportować go do gabinetu zabiegowego. Nie było z nim dobrze. I choć próbowali mu to jakoś przetłumaczyć, nie docierało to do niego w ogóle. Tak, Jared był idiotą, zdenerwował nie tylko lekarzy, ale i Annę. Nie umiała jednak długo się na niego złościć.
Kiedy lekarzom w końcu udało się obezwładnić chłopaka, dziewczyna poczuła coś na kształt ulgi, co zaraz zmieniło się w uczucie niepokoju. To, jak Albert trzymał Jareda, w jej przekonaniu mogło zdać egzamin - przynajmniej na razie. Widząc jednak, że John musiał uchwycić ręce chłopaka za jego plecami, już ją zabolało.
- Ostrożnie...
Zawołała do mężczyzny, na co on odpowiedział jej tylko gniewnym spojrzeniem. Nie mogła jednak pozwolić na to, by trzymali go za mocno. Dopiero co wczoraj zszywali mu rany na przedramionach. Nie chciała, by znowu puściły. Wtem jej brat się uspokoił, jakby zupełnie opadł z sił. Ann widziała, jak się rozgląda, jakby kogoś szuka, a kiedy wypowiedział jej imię, od razu podeszła do nich, nie zważając na Alberta i Johna. Odgarnęła włosy z jego twarzy.
- Jestem.
Odpowiedziała, walcząc z samą sobą, by czasem nie rzucić się z pięściami na lekarzy. Wiedziała, że przecież to nie ich wina. Jakoś musieli obezwładnić Jareda, a skoro to była jedyna opcja, nie mieli innego wyjścia. Spojrzała na Johna, a później na Alberta.
- Proszę, pozwólcie mi spróbować.
Anna miała na myśli to, że chciała sama podtrzymać chłopaka. Każdy z lekarzy spojrzał na nią, jak na nienormalną. Przecież Jared w tej chwili był niczym bezwładna marionetka! Jak ona chciała go utrzymać. Pierwszy odpuścił Albert.
- Dobrze, ale pod warunkiem, że będę podtrzymywał go z drugiej strony.
Anna od razu przystanęła na tą propozycję. Kiwnęła głową mężczyźnie, a wtedy on spojrzał na Johna.
- Puść mu ręce.
Lekarz od razu odpuścił - skoro chcieli się z nim użerać, proszę bardzo. Odsunął się, ale niezbyt daleko, by w razie czego pomóc Annie - o Alberta się nie martwił. Wiedział, że mężczyzna bez problemu utrzyma Jareda.
Gdy ręce młodego łowcy były już oswobodzone, Ann stanęła po jego prawej stronie, ale nim zarzuciła sobie jego ramię na barki, szepnęła.
- Jared, nie szarp się.
Poprosiła brata, chcąc uprzedzić jego reakcję. Miała nadzieję, że jej posłucha.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 17/12/17, 11:28 pm

Czując się przegranym, nie mogąc się wyswobodzić z uścisków, przestał się szarpać. John niestety musiał go mocno trzymać, bo inaczej Jared zacząłby znów swoją walkę o wolność. Obezwładniony, nie mógł już nic zrobić. A ruszenie zdrową nogą, nie pomoże w niczym. Bo na lewej nie ustanie. Czuł że była dla niego dziwnie ciężka. Stracił siły. Wypalił się z energii. Ledwo widział na drugie oko, dlatego szukał Anny. Wypowiedział jej imię, by usłyszeć jej głos. Podeszła do niego, poczuł dotyk jej dłoni na swojej twarzy, kiedy odgarniała mu włosy. Ale nie spojrzał na jej twarz. Był poważnie zmęczony.
Marionetka. Odpowiednie określenie na jego obecny stan. Nie ustał już na nogach. Uwolnione ręce ledwo był wstanie już utrzymać swoimi mięśniami. Słyszał wymianę zdań i poczuł swobodę w rękach, kiedy mu je uwolniono. Ale to nic nie pomagało. Wciąż był podtrzymywany. Był o dziwo spokojny. Rozładował swoją energię, że nie miał na nic siły. Mogli zatem spokojnie przetransportować go do pomieszczenia zabiegowego.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 29


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 17/12/17, 11:41 pm

Dziewczyna odetchnęła - Jared nie miał zamiaru więcej z nimi walczyć, choć nie podobał jej się powód, dlaczego zaprzestał tej walki. Widziała, że był wycieńczony, tak samo jak wczoraj. Spojrzała na niego, kiedy złapała jego ramię, chcąc zarzucić je sobie na ramię. Ścisnęło jej serce, kiedy widziała, jak źle wygląda.
Kiedy Albert zobaczył, że dziewczyna poradziła sobie z założeniem ramienia chłopaka, na swoje barki, on wreszcie mógł się przesunąć i uczynić dokładnie to samo. W tym celu musiał jednak dociążyć chwilowo Annę. Spojrzał na nią.
- Uważaj teraz.
Ostrzegł ją, po czym dość szybko zarzuciła drugą rękę chłopaka na swoje barki.
Anna nawet nie pomyślała, że jej brat może być taki ciężki! Wciągnęła gwałtownie powietrze w płuca, kiedy na niej spoczywał jego cały ciężar i zablokowała nogi w kolanach, by nie upaść. No, chyba nie była na to przygotowana. Na szczęście Albert szybko się uwinął, dzięki czemu zabrał sporą część ciężaru z jej ramion. Poczuła ulgę.
- Dobra, trzymacie go? - To pytanie zadał John, który zdawał się już nieco ochłonąć.
Oboje w odpowiedzi skinęli mu głową, a wtedy ten ruszył w stronę drzwi, by im je otworzyć.
- Na trzy.
Oznajmił jej Albert, po czym zaczął liczyć i gdy doszedł do trzech, ruszył przed siebie. To samo uczyniła Anna.
W zależności od tego, czy Jared miał na tyle siły, by jeszcze poruszać nogami, mógł im ułatwić to zadanie, albo utrudnić.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 17/12/17, 11:51 pm

Ledwo już kontaktował. Ledwo też widział na zdrowe oko. Ledwo także słyszał już cokolwiek mówili. Odpływał? Umierał? Takie to było przyjemne uczucie. Pomijając to, jak jego ciało było przemieszczane z jednej osoby na drugą i na dwie razem. Nie bardzo już w tym momencie interesowało go, co się z nim dzieje. Z jednej strony chciał odpłynąć. Z drugiej utrzymać świadomość, by wiedzieć gdzie go zabiorą. Nie dał rady im nawet pomóc sobą. Utrudniał im zadanie zamiast ułatwiać. Szurał nogami po posadzce. W takiej sytuacji lepiej by było, gdyby Anna odpuściła. Jest młoda i nie da rady znów dźwigać brata. Przecież to dla niej kawał chłopa! Czy poczułby różnicę, kto go niesie? Chyba nie bardzo. Nie miałby szans znów się stawiać i sił na to. Poddał się, bo nie miał innego wyjścia.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 29


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 18/12/17, 05:06 pm

Anna się przeliczyła. Pomysł, by to ona podtrzymywała brata z jednej strony był całkowicie poroniony! Jak w ogóle mogło jej coś takiego przyjść do głowy, to... nie wiedziała. Zaczęła się nawet zastanawiać, jakim cudem dotarła tu z Jaredem, skoro teraz miała taki problem, a przecież nie podtrzymywała go sama. Odpowiedź była bardzo prosta - jej brat był teraz cały niczym kłoda (już nie tylko noga zasługiwała na to określenie), z tym że przelewał im się dodatkowo. Dała jednak radę dojść do drzwi, przy których czekał na nich John. Miała przyspieszony oddech, a policzki mocno zaróżowione. Spojrzała na lekarza.
- Nie dam rady.
- Wiem - odpowiedział jej tylko, z wyższością i podszedł do niej. - Daj, ja go podtrzymam.
Dziewczyna nie miała zamiaru protestować. Kiedy tylko stanął obok niej John, zdjęła powoli rękę brata ze swych barków, a wtedy lekarz wsunął się pod nią i już po chwili Jared był podtrzymywany przez dwóch lekarzy. Anna, patrząc na niego, nie obawiała się tego, że nagle zacznie się wyrywać. Ona teraz bała się oto, czy aby na pewno wszystko z nim w porządku.
Z zamyślenia wyrwało ją chrząknięcie Johna. Zdezorientowana, spojrzała na mężczyznę.
- Przejdź na bok. Stoisz nam na drodze, nie mamy jak wyjść.
- A, tak, tak... - odpowiedziała nieprzytomna i przytrzymując dla nich drzwi, usunęła się im z drogi.
Dwaj lekarze niosąc Jareda - inaczej nie dało się tego określić, wyszli ze stołówki. Dziewczyna zamknęła za nimi drzwi, po czym ruszyła zaraz za nimi. Bolało ją wszystko - kark, barki. Na szybko próbowała je rozmasować. Wciąż myślała o Jaredzie i o tym, czy będzie z nim wszystko w porządku. Miała cholerne wyrzuty sumienia.
Jeśli po drodze chłopak znowu nie zaczął się im wyrywać, albo nie daj Bóg stracił przytomność, dociążając tym samym jeszcze bardziej Johna i Alberta, w przeciągu kilku minut dotarli do gabinetu zabiegowego, gdzie... czekała na nich Pani Chamberlain.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 18/12/17, 06:54 pm

Nic dziwnego, że Anna nie dawała już rady ciągnąć swojego ukochanego braciszka. Jak wspomniano wcześniej, Jared miał wszystko już dosłownie gdzieś. Nie miał na nic siły. Cały ból odczuwalny na ciele go wymęczył. Naruszona została niepostrzeżenie rana w oku. O ile szwy na przedramionach jeszcze trzymały, tak nie wiadomo co dzieje w jego poranionym oczodole.
W skrócie można powiedzieć, że do dojścia na salę zabiegową, Jared miał wyłączone zmysły. Nie kontaktował już za dobrze. Odpłynął sobie tracąc przytomność. Rozpalony, obolały, jedynie sen był dla niego wybawieniem. Nie odczuł już nawet tego, jak trafił na stół zabiegowy. A i tak bandaże pewnie wszędzie będą mu zmieniać. Na klatce piersiowej, to chyba jedyna rana jaka się jeszcze dobrze goiła. A reszta? Trochę będzie to trwało. Mieć nadzieję, że pomimo uszkodzenia jednego oka, podejrzane objawy nie przeją na drugie, to zdrowsze.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 29


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 18/12/17, 08:29 pm

Całe szczęście, Albert i John nie mieli aż tak dużych problemów z przetransportowaniem Jareda do pokoju zabiegowego, jak w głowie widziała to Anna. Ona wyobrażała sobie niewiadomo co, że nagle opadną z sił, nie dadzą rady, czy coś innego. Byli to jednak dość postawni mężczyźni i nie potrzeba było się o nich martwić. Tyle że Anna nie martwiła się o nich, a o swojego brata.
Z racji tego, że praktycznie wszystkie pomieszczenia znajdowały się wzdłuż długiego korytarza, powinni szybko dojść do gabinetu zabiegowego. Tak się jednak nie stało. Na wpół przytomnym Jaredem - choć w tej chwili to był on chyba bardziej nieprzytomny, jak przytomny, przemieszczanie się było bardzo utrudnione. I tak, odcinek, który powinni pokonać w jakieś dwie-trzy minuty, pokonali w mniej więcej osiem, co i tak było całkiem dobrym czasem.
Dziewczyna początkowo szła za mężczyznami, ale kiedy zobaczyła już drzwi z tabliczką: „Sala Zabiegowa”, wyminęła ich i wyprzedziła o parę kroków, by szybko otworzyć im drzwi. Kiedy to zrobiła, nie zaglądała do wnętrza pomieszczenia, bowiem bała się napotkać wzrok matki, chociaż nie mogła wiedzieć, czy jej rodzicielka już tu dotarła.
Przepuściła Johna i Alberta, którzy nieśli Jareda. Zamknęła za nimi drzwi, biorąc głęboki wdech, nim obróciła się do wszystkich. Podniosła głowę. Widziała Johna, Alberta, Jareda, Cordelię i... matkę. Zrobiło jej się aż niedobrze z nerwów...
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 19/12/17, 12:44 am

Nicole była w swoim gabinecie i siedziała nad papierami, kiedy do środka - niczym burza, wpadła Cordelia. Kobieta nie lubiła, kiedy wchodziło się do jej gabinetu - ale nie tylko, bez pukania. Uważała, że każdego obowiązują jakieś zasady i maniery. Rozumiała jednak, że zdarzały się takie sytuacje w życiu, że czasu nie starczało na to głupie zapukanie do drzwi.
- Pani Chamberlain!
Cordelia nie dość, że nie zapukała do drzwi, to nawet za to nie przeprosiła, tylko od razu zwróciła się do kobiety, która słysząc jej drżący głos, od razu podniosła wzrok nad papierów. Spojrzała na dziewczynę, która wyglądała na mocno czymś zdenerwowaną. Zmarszczyła brwi.
- Tak?
Zapytała krótko, bowiem nie uznała, by dziewczyna potrzebowała jakiejś większej zachęty do tego, by zacząć mówić. Znała Cordelię od dwóch miesięcy. Sama w końcu przyjmowała ją na staż i jeśli coś mogła na jej temat powiedzieć, to jak mało kto umiała trzymać emocje na wodzy. Skoro więc przychodziła do niej w takim stanie, musiało się stać coś naprawdę niedobrego, skoro poruszyło ją to tak mocno
- Chodzi o Pani syna. Proszono mnie, bym przekazała, że jest Pani oczekiwana w sali zabiegowej.
Głos jej się trochę uspokoił, ale kiedy wypowiadała te słowa, znowu Nicole poczuła, jak cała zaczyna sztywnieć. Serce zaczęło mocniej jej bić w piersi. Chodziło o jej syna? Od razu zarzuciła papiery i wstała z fotela. Obeszła biurko i podeszła do dziewczyny.
- Chodź, opowiesz mi wszystko po drodze.
Mimo szoku i strachu, jaki poczuła, szybko się opanowała. Nie chciała denerwować jeszcze bardziej młodej stażystki.
Gdy tylko opuściły gabinet, Nicole mocowała się chwilę z zamknięciem drzwi na zamek, bowiem nagle żaden z kluczy nie pasował. Najchętniej rzuciłaby to w pierony, ale nie mogła. W jej gabinecie było dużo, nierzadko poufnych informacji na temat wielu pacjentów, którzy przewinęli się przez ich skrzydło szpitalne. Dlatego kiedy wreszcie się jej to udało, kazała dziewczynie prowadzić i wszystko jej opowiedzieć.
Historia, którą jej pokrótce przedstawiła, w ogóle jej nie pasowała. Jak to... Jared w stołówce? Anna mu pomogła? Gdyby historia dotyczyła tylko jej syna, to pewnie by w to uwierzyła, ale skoro występowała w niej również jej córka... Nie, Anna była rozsądna, nie zrobiłaby czegoś takiego.
Kiedy weszła do sali zabiegowej, ich jeszcze nie było. Od razu przesunęła wszelkie stoły i krzesła, które mogły w tej chwili bardzo przeszkadzać. Cordeli natomiast kazała wyjąć narzędzia i otworzyć szafkę z lekami kluczem, który jej podała. Wtedy drzwi się otworzyły i do środka weszła wyczekiwana czwórka. Kobieta spojrzała na Jareda, a później wzrokiem odszukała Annę, która bała się spojrzeć w jej stronę. Czyli to jednak prawda... Będzie musiała z nią o tym później porozmawiać, ale najpierw.
- Połóżcie go.
Rozkazała Albertowi i Johnowi, którzy podtrzymywali Jareda.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 25


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 19/12/17, 12:51 am

Przytomny, nieprzytomny. Różnie to teraz z nim bywało. Inaczej mówiąc, lewitował umysłem między przytomnością a nieprzytomnością. Mimo tego wszystkiego, jakoś zaprowadzono go do zabiegowego. Nie uniósł nawet głowy, by spojrzeć na rodzicielkę. Gdzieś w oddali usłyszał jej głos. Mama coś mówiła? Brzmiało jakby mieli coś położyć. Albo kogoś. Jared już nie bardzo kontaktował. Jeżeli go położyli, leżał o dziwo spokojnie. Przekręcił głowę na bok raz, drugi. Ledwo uchylił powiekę, po czym zamknął. Tym razem na pewno stracił przytomność.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 29


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 19/12/17, 01:20 am

John i Albert nie dali się dwa razy prosić Nicole. Wystarczyło na nią spojrzeć, na jej zacięty wyraz twarzy, by wiedzieć, że w tej chwili lepiej nie wdawać się z nią w żadne dyskusje. Zresztą, po co mieliby to niby robić?
Podeszli z nieprzytomnym - a może przytomnym, kto go tam wie, Jaredem do leżanki i ostrożnie położyli go na niej. Chłopak, skoro był nieprzytomny, pewnie opadł jak worek na mebel. Na szczęście wciąż podtrzymywali go lekarze, którzy nie dopuścili do tego, by się tak stało. Ostrożnie ułożyli go na plecach i dopiero wtedy się odsunęli. Spojrzeli po sobie, a później na Nicole. Każdy nie wiedział, co właściwie powinien w tej chwili zrobić, powiedzieć. Żaden z nich też pewnie nie chciał zaczynać pierwszy. Nawet John, który zawsze sprawiał wrażenie osoby, która niczego się nie bała, przed Nicole nawet on musiał pochylić głowę.
Anna stała i wszystkiemu się przyglądała... w milczeniu. Czuła na sobie niezadowolony wzrok matki, ale nie miała odwagi, by na nią spojrzeć. Może i była znana z tego, że jest raczej osobą łagodnego usposobienia, ale... nawet ona czasem się denerwowała. Nie tak, jak ojciec, ale jednak. Dziewczyna wiedziała, że matka w tej chwili jest zła. Na razie pewnie była zła na ich oboje, ale pewnie jak pozna prawdę, będzie zła przede wszystkim na Annę.
Postanowiła na razie nie ruszać się z miejsca. Nie chciała im przeszkadzać - i tak było już ich strasznie dużo przy Jaredzie. Ona była tam niepotrzebna.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 19/12/17, 01:35 am

Nicole nie stała bezczynnie, kiedy John i Albert kładli Jareda na leżance. Kiedy oni podtrzymywali go za ramiona, ona ułożyła mu ręce na plecach, chcąc nieco zamortyzować jego ewentualny upadek. W ogóle nie odczuła, by jej syn był jakoś bardzo ciężki. Widocznie wyrzut adrenaliny do krwiobiegu spowodowany strachem o własne dziecko, pozbawił ją czucia tak prozaicznych rzeczy.
Kiedy chłopak leżał już na leżance, chciała kazać odsunąć się Johnowi i Albertowi, ale oni jakby czytali jej w myślach i sami to uczynili, gdy tylko wykonali to, co do nich należało. Nicole zyskując tym samym nieco miejsca, stanęła obok i zaczęła szybkie oględziny ciała syna. Póki co pobieżnie sprawdziła wszystkie opatrunki pod kątem tego, czy któryś z nich nie jest zabarwiony czerwienią. Na dłużej rzecz jasna zatrzymała się na opatrunku na głowie, bowiem ten, jak wiadomo, mógł zostać nieco ubrudzony krwią, bowiem spod niego wypływała krew. To bardzo zaniepokoiło Nicole. Patrząc na to sama nie wiedziała, który z dwóch scenariuszy, które pojawiły się w jej głowie, by wolała. Skok ciśnienia, czy naruszenie szwów. Żadna z tych opcji, nie była dobra, ale któraś na pewno była lepsza. Nie przekona się o tym jednak póki nie zdejmie opatrunki, ale nim do tego dojdzie...
- Jared - powiedziała dość głośno, by syn ją usłyszał. Jednocześnie poklepała go po policzku. - Synu, obudź się.
Wolała, by chłopak był w tej chwili przytomny. Chciała, by po pierwsze powiedział jej, co go boli, a po drugie, by w czasie, gdy ona będzie go opatrywać, dawał jej znać o ewentualnym bólu, którego wcześniej mógł nie czuć.
Przyłożyła mu rękę do czoła, chcąc sprawdzić, czy nie ma gorączki.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 25


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 19/12/17, 01:52 am

Leżał na leżance czy na czymś tam, co tym było. Jako że niemal nic nie kontaktował, czuł że na czymś go położono. Twardość materacu pod plecami odczuł. Dodatkowo pokręcił trochę głową i zamknął oko odpływając. Znów to krzyczenie kobiety, wymawiające jego imię. Zaraz dodała "synu". Mogłaby jeszcze powiedzieć, że obiad czeka. Może wtedy by się obudził?
Wstępnie nie reagował. Ale jeżeli ponawiała próby, z ledwością znów poruszył głową i uchylił powiekę. Normalnie spać mu nie dawała. Nie zważał na to, że potrzebowała go przytomnego. On widocznie wolał być nieprzytomny, nic nie czuć i śnić w swoim świecie.
Gorączkę miał na pewno. Ciśnienie podskoczyło mu najwyraźniej w oku że i głowa go bolała. Czy szwy też mogłyby puścić? Nie walił nigdzie głową, nie ruszał tej rany, więc to mogło być wątpliwe.
Czy go coś bolało? Dosłownie wszystko. Jedyne na co było go w tej chwili jeszcze stać, to zacisnął dłonie w pięści. Zamknął oko, krzywiąc się z bólu. Ciało o sobie przypomniało. Wszystkie z kolei rany.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 29


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 20/12/17, 09:10 pm

Próba nawiązaniu kontaktu z synem, niestety się nie powiodła. Jared nie miał zamiaru odpowiedzieć Nicole, ale na szczęście odzyskał przytomność i choć nie chciał mówić - a może nie miał siły, pokazał całym sobą, że... no boli go wszystko. Wystarczyło, by kobieta skupiła się na jego reakcjach, co też zrobiła. Widząc jego zaciśnięte pięści, przykryła jedną z nim dłonią, jakby w ten sposób chciała dodać mu otuchy. Spojrzała za siebie na Johna i Alberta, ale pytanie zadała temu pierwszemu.
- Jak wyglądał, kiedy trafił do stołówki? Sprawdzaliście, czy miał gorączkę? Pytaliście, jak się czuje?
To były bardzo podstawowe pytania, ale Nicole musiała się czegoś dowiedzieć, a skoro syn nie chciał z nią współpracować, postanowiła zadawać pytania swoim współpracownikom. W tym czasie do leżanki podeszła Cordelia, pchając przed sobą stolik na kółkach, na którym znajdowały się już wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, by Nicole mogła opatrzyć Jareda. Kobieta spojrzała na nią i uśmiechnęła się do niej trochę blado, ale z wdzięcznością.
- Dziękuję za pomoc. Możesz już odejść.
Choć stażystka okazała się być bardzo pomocna, było ich w sali zdecydowanie za dużo. Kobieta miała zamiar wyprosić minimum jeszcze dwie osoby, ale wpierw musiała dowiedzieć się wszystkiego, co działo się nim Jared trafił tu do niej na wpół żywy. Cordelia nie dała się dwa razy prosić. Odpowiedziała Nicole uśmiechem, po czym opuściła pomieszczenie.
- Anno, nie stój tak pod tymi drzwiami, tylko chodź tu i mi pomóż.
Pani Chamberlain przywołała córkę, nie chcąc tracić czasu, kiedy ona rozmawiała z Johnem i Albertem.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 25


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 20/12/17, 09:11 pm

Dwaj lekarze stali i przyglądali się, jak Nicole szybko ocenia stan swojego syna. Ogólnie to chłopak nie wyglądał najgorzej - jeśli chodzi o opatrunki. Żaden, jak na razie, nie przesiąkł krwią - oczywiście oprócz tego na głowie. Wiedzieli jednak, że nie zawsze to, co na pierwszy rzut oka wydaje się być ładne, jest takie wciąż, po otworzeniu. Z ranami chłopaka mogło być podobnie.
John, słysząc pytanie, spojrzał na swoją przełożoną.
- Kiedy ich znaleźliśmy, to Anna zbierała Jareda z podłogi. Chłopak musiał stracić siły, po upadł, nim weszli do stołówki. Widocznie wędrówka z sali mu nie posłużyła. Pomogłem wprowadzić chłopaka na stołówkę. Na pytania oto, czy go coś boli, nie odpowiadał. Ale miał gorączkę. Ta krew na policzku, pojawiła się później... jak jedli śniadanie.
Mężczyzna na zakończenie, odchrząknął, czując, jak zaczyna zasychać mu w gardle. Wiedział, że Nicole nie spodoba się to, co jej powiedział, ponieważ z tego jasno wynikało, że nie zawiadomili jej od razu. Gdyby nie uległ jej córce. No cóż - na drugi raz nie pozwoli na takie zachowanie.
Anna cały czas stała pod tymi cholernymi drzwiami, zastanawiając się, czy się stąd nie zmyć, póki matka o niej zapomniała. Nawet myślała, czy nie wyjść z sali za Cordelią, nim ta zamknęła drzwi, ale w końcu doszła do wniosku, że poczeka na dalszy rozwój sytuacji, a kto wie - może matka sama każe jej wyjść? Nic takiego jednak się nie stało.
Słysząc, jak matka zwraca się bezpośrednio do niej, przełknęła gulę, która urosła jej w gardle i spięła się w sobie. Ruszyła w stronę całej czwórki, unikając wzroku... praktycznie wszystkich i stanęła z drugiej strony leżanki. W momencie, jak chciała sięgnąć po narzędzia, przypomniała sobie, że przecież nie umyła rąk. Widząc swój błąd, szybko podeszła do umywalki, po czym zawróciła na chwilę temu zajmowane miejsce. Nie czekając na instrukcje matki, zabrała się za rozcinanie opatrunków na przedramionach chłopaka. Miała tylko nadzieję, że kiedy Jared poczuje dotyk zimnych nożyczek na skórze, nie zacznie się nagle wyrywać. Kto wie, co mu się uroi w głowie, kiedy jest na wpółprzytomny.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 20/12/17, 09:31 pm

Na wpółprzytomny jeszcze widocznie reagował na słowa w pomieszczeniu. Skoro nie odpowiedział, pokazał czynami. Bolało go wszystko. Poczuł jednak czyjś dotyk na swojej dłoni. Dużej dłoni i ciepły. Lekko się wzdrygnął ale też zmusił się do uchylenia powieki jedynego oka. Świadomość go już informowała, że tuż obok jest jego matka. Dziwne ciepło w sercu poczuł, jakby cieszyło że rodzicielka jest obok. Chociaż brakowało mu tutaj innej osoby.. Właśnie jej imię padło w pomieszczeniu. Anna. Miała podejść. Jakąś dłuższą chwilę później, kiedy zabrała się za rozcinanie mu bandaży i opatrunku na przedramieniu jednej ręki, uczucie zimna narzędzia spowodowało u niego lekkie drgnięcie i cofnięcie ręki. Choć nie dosłownie całej. O milimetry się przesunęła.
- Zostaw...
Powiedział dość słabo, ledwie słyszalnie. Jakby chciał, by zostawiła te bandaże i nic nie robiła. Tak jak ostatnim razem. Mieli go zostawić.
Jeżeli o rany chodzi, wcześniej opisana już została sytuacja związana z okiem, z kolei pozostałe rany miały nienaruszone szwy. Na całe szczęście. Ale krew mogła przez rany nieco wyciec i zabarwić na czerwono tak zwaną gazę. Zapewne Nicole widząc ponownie szyte przedramiona syna będzie zaskoczona? Czy może poinformowano ją co działo dnia poprzedniego z Jaredem? Akurat przy tym zabiegu był Harry.
W głowie Jareda już kształtował się plan ponownej ucieczki. Ale z powodu braki sił i energii, nie był wstanie go zrealizować. Wciąż miał na twarzy grymas bólu, choć też i dostrzec było można jego walkę z tym bólem. Że starał się go wytrzymać. W końcu był mężczyzną, nie tylko samym idiotą.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 29


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 25/12/17, 09:16 pm

Mężczyzna dobrze przeczuwał, że Nicole nie spodoba się to, co od niego usłyszała. Powinien od razu po nią posłać, gdy tylko jej dzieci znalazły się w stołówce. Chyba wszyscy w skrzydle szpitalnym wiedzieli w jakim ciężkim stanie trafił do nich Jared. Nie powinien podnosić się z łóżka jeszcze przez najbliższy tydzień, póki rany nie zagoją się na tyle, by mógł swobodnie się poruszać. I póki chłopak nie nabierze sił. Nicole jednak nie miała zamiaru w tej chwili prawić im kazań, bowiem w tej chwili najważniejszy był dla niej Jared. Kiwnęła głową, na znak, że przyjęła to, co miał jej do powiedzenia John.
- Dobrze. Zrobiliście już swoje. Teraz możecie odejść. Porozmawiamy później.
I już mogli wiedzieć, że... to dla nich nie jest koniec. Nicole zaczekała, aż mężczyźni opuszczą sale zabiegową. Dopiero wtedy, spojrzała na Jareda i Annę i to, co robiła dziewczyna. Widząc, że córka szykuje się do tego, by zacząć rozcinać bandaże na przedramionach, złapała ją za nadgarstek ręki i powstrzymała ją od tego, nim zdążyła zrobić pierwsze nacięcie na bandażu.
- Anno... zostaw ręce na razie. Zajmij się opatrunkiem na twarzy - pouczyła córkę. - Tylko bądź ostrożna.
Dodała jeszcze, po czym przeniosła spojrzenie z dziewczyny, na syna. Ścisnęła jeszcze raz jego dłoń.
- Jared, spokojnie.
Choć była stanowcza, jej głos brzmiał kojąco. Nicole mimo zdenerwowania, jakie wywołała w niej cała ta sytuacja, cała emanowała spokojem i ów spokój próbowała przekazać zarówno synowi, jak i córce.
- Zaraz wrócę - Zapewniła, po czym puściła rękę syna i odeszła od leżanki, jeśli żadne z jej dzieci jej nie zatrzymało, chcąc umyć ręce, by bez obaw zająć się opatrywaniem Jareda.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 25


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 25/12/17, 09:17 pm

John, ale Albert również, czekali na rekcję Nicole z niecierpliwością i kiedy kobieta wreszcie się odezwała, oboje poczuli, jak ściska im żołądki - John nawet bardziej. Była spokojna i chyba to było w tym najgorsze. Miała prawo się zdenerwować - w końcu tu chodziło o jej syna, a oni, choć wiedzieli w jakim stanie jest Jared, nie zawiadomili jej. Ona jednak zachowała spokój. Była opanowana i choć każdy inny rodzic na jej miejscu zapewne wpadłby w złość, ona tylko kiwnęła głową. Jej zachowanie było inspirujące, zwłaszcza dla Johna, który nie umiał tak dobrze trzymać emocji na wodzy, jak robiła to jego przełożona.
- Dobrze. W takim razie wrócimy do swoich obowiązków.
Tym razem głos zabrał Albert, który następnie złapał Johna za rękę, zmuszając go tym samym do ruszenia się z miejsca. Odwrócili się, po czym opuścili pomieszczenie, w którym na krótką chwilę zapadła cisza.
Anna starała się skupić na tym, o co została poproszona, ale nie potrafiła. Nie umiała nie słuchać tego, o czym rozmawiała matka z lekarzami. Jej ręce ledwo zauważalnie drżały.
Kiedy przyłożyła nożyczki do skóry brata, ten zareagował niemal od razu. Tak samo matka, która ujęła jej rękę, powstrzymując przed tym, co właśnie chciała uczynić. Spojrzała na swoją rodzicielkę i uśmiechnęła się do niej przepraszająco. Uniosła ręce, jednocześnie odprowadzając matkę wzrokiem. Następnie spojrzała na Jareda.
- Wiesz, że muszę to zrobić. Krwawisz - musimy sprawdzić, co się dzieje pod bandażami.
Nie wspominała już o tym, że i tak musieliby je zmienić, bowiem to by na pewno brata nie przekonało. Miała tylko nadzieję, że nie zafunduje im powtórki z wczoraj. Wiedziała jednak, że ich matce szybciej nad nim uda się zapanować, niż jej.
- Rozetnę Ci opatrunek na twarz - zbliżyła ręce do jego głowy, ale nie przeszła do rzeczy od razu. - Nie ruszaj się. - Poprosiła go jeszcze i jeśli jej usłuchał, powoli zaczęła rozcinać bandaże na boku głowy, by zrobić to jak najdalej od oka.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 25/12/17, 11:57 pm

Poczuł jak dłoń matki zacisnęła się na jego mocniej. Ale jego uwaga wciąż była przy siostrze. Jakby zaraz wracał myślami do dnia poprzedniego. By zaprzestała opatrywania jego ran, zmieniania opatrunków, wszystkiego. Nawet nie prosił o środki przeciwbólowe, kiedy ten był cały czas widoczny na jego twarzy, a dłonie cały czas miał zaciśnięte, lecz słabo. Nie miał w nich sił.
Mimo jego prośby, Anna uświadomiła go że musi to zrobić. Na nic więc jego dalsze próby proszenia, na których mówienie nie miał już siły. Obraz znów mu się kręcił i zamazywał. Aż zamknął oko. Nadal mając na twarzy grymas bólu.
Pod lewym okiem, gdzie znajdowało się najwięcej bandażu i opatrunku, od wewnątrz był cały zakrwawiony. Wręcz nie był wstanie więcej krwi wchłonąć w siebie, co spowodowało wypływanie z pod niego. Z kolei rana wyglądała na opuchniętą. Szwy w miarę się jeszcze trzymały, ale rana przepuszczała trochę krwi. Czy podniesione ciśnienie mogło mieć na to wpływ? Czy to objaw rany, jaką zarobił tracąc lewe oko?
Słyszał prośbę siostry, by się nie ruszał. Starał się. Bo jakie miał inne wyjście? Matka puściła jego dłoń i gdzieś poszła. Słyszał z kolei ich wymianę zdań, zwracanie uwagi. Jakoś jeszcze utrzymywał przytomność. Lecz na jak długo?
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 29


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 26/12/17, 11:34 am

Mimo całej waleczności, jaką miał w sobie Jared, czasem i on przegrywał - jak teraz, kiedy poddawał się bólowi i ogólnemu zmęczeniu. Choć chciał, by mu dano spokój, nie miał w sobie na tyle siły, by zareagować bardziej gwałtownie, jak miało to miejsce wczoraj, dzięki czemu Nicole i Anna mogły działać.
Kobieta wydawała się bardzo zajęta i w ogóle niezainteresowana tym, co mówiła, czy robiła jej córka, ale to nie była prawda. Obmywając ręce z mydła, przysłuchiwała się jej słowom. Dobrze, że próbowała uspokoić Jareda. Jej syn, choć potrafił znieść naprawdę wiele jako łowca, kiedy przychodziło do poddania się lekarzom, tracił rozum. Czasem jego własna matka nie rozumiała jego zachowania, choć teraz było trochę inaczej.
Harry nie tylko opowiedział Nicole o tym, co stało się wczoraj. Wyraził też swoje obawy na temat stanu psychicznego chłopaka. Czy jego zachowanie było właśnie tym powodowane, czy chodziło po prostu o jego niechęć do lekarzy? A może... chodziło o coś zupełnie innego?
Jej myśli bezwiednie powędrowały do Briana. On jako jedyny ani razu nie odwiedził Jareda, odkąd trafił do skrzydła szpitalnego w tak ciężkim stanie, a już na pewno odkąd odzyskał przytomność. Może chłopak, nie widząc ojca czuł, że zawiódł, obwiniał się? Myśląc o tym, poczuła jak zalewa sobie rękaw fartucha. Szybko zakręciła wodę, podwijając jednocześnie rękawy. Będzie musiała porozmawiać zarówno z Jaredem, ale i z mężem o całej tej sytuacji, a najlepiej, by oni porozmawiali o tym sami.
Nim wróciła do swoich dzieci, niedużą miskę napełniła ciepłą wodą. Dopiero wtedy podeszła do nich. Naczynie odstawiła na szafkę i przyglądając się poczynaniom Anny, rozpakowywała jałową gazę, którą zaraz wrzuciła do wody.
- Nie ściągaj opatrunku.
Poprosiła córkę, kiedy ta tylko rozcięła bandaże.
- Weź z szafki leki przeciwbólowe i podaj bratu.
Zaczekała, aż córka wykona jej polecenia, po czym nachyliła się nad synem.
- Jared, teraz zdejmę Ci opatrunek z głowy.
Nie wiedziała, na ile świadomy jest Jared, bowiem sprawiał wrażenie, jakby co chwilę tracił i odzyskiwał przytomność. Wolała jednak go uprzedzić, żeby nie zareagował zbyt gwałtownie, kiedy poczuje dotyk jej rąk na skórze, tym bardziej że były trochę chłodne.
Jeśli się nie poruszył, zdjęła cały opatrunek, a następnie zajęła się oględzinami tego, co podziało się pod opatrunkiem. Rana nie wyglądała najlepiej - była opuchnięta i niezabliźniona, o czym świadczyła wypływająca z niej krew. Jednak szwy nie puściły, a to naprawdę dobrze. Może gdyby leżał grzecznie w łóżku, z raną nic by się nie stało. Nicole miała tylko nadzieję, że z tego wszystkiego nie wda się w nią żadne zakażenie. To byłoby najgorsze.
Sięgnęła do miski z wodą i chwyciła gazę, którą odcisnęła z wody i delikatnie zaczęła obmywać twarz Jareda z krwi, kierując się w stronę oka.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 25


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 4 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach