Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r. - Page 3

Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 29/11/17, 11:20 pm

Sam po sobie wiedział ile może i w jakim odstępie. Stojąc pod ścianą miał dobrą możliwość opierania się plecami i naciskania ciężarem ciała na jedną zdrową nogę. Pozycja ta nie była za bardzo dla niego męcząca, jedynie pozwalająca też utrzymać równowagę.
Uśmiechnął się zadowolony z jej słów, że ma mądrą siostrę. Lecz obawiał się, że ten ich plan może nie wypalić. Dawał sobie i jej nadzieję, że się uda. Skinął jej głową na znak, że poczeka. Nasłuchiwał i obserwował wejście do drzwi. Raz jeszcze omiótł spojrzeniem pomieszczenie, po czym powrócił jedynym okiem w stronę drzwi.
Nie słyszał nic, poza krokami siostry. Wtem dostrzegł że poruszyła się klamka, ale drzwi nagle zamknęły. Zmarszczył brwi, ale tym samym usłyszał rozmowę na korytarzu. Niezłą ściemę mu zarzuciła, że on śpi kiedy łóżko było w tej chwili puste. Jednakże w momencie jej zaprzeczenia, by kolega nie przychodził do pokoju go sprawdzić, Jared zrobił facepalm, na usłyszaną odpowiedź siostry. Według niego nie brzmiała przekonująco. Modlił się, by ten który z nią rozmawiał, tez był idiotą. Kilka sekund czekania na odpowiedź, to jednak za długo.
"Cholera..." - powiedział sobie w myślach. Próbował się odbić od ściany, ale odpuścił, kiedy miał przed oczami wizję zderzenia z podłogą. Poczekał aż kochana siostrzyczka wróci... i wróciła.
- Taa słyszałem...
Odpowiedział jej wyglądając teraz na nieco zamyślonego, jakby opracowywał zmianę planu.
- Gorzej jeżeli będzie przebywała w stołówce.
Spojrzał na Annę poważniej.
- Jeżeli nas przyłapią, powiemy że to był mój pomysł. Ty przynajmniej będziesz czysta.
Zapewne dostanie małą naganę, ale on będzie miał na dobre przechlapane. Wolałby nie wyobrażać sobie jak bardzo. Lepiej więc, by nikt ich nie widział. A skoro siostrzyczka była gotowa na dalszą podróż, wsparł się o nią i drugą ręką dotykając ściany, mogli ruszyć i wyminąć drzwi. Sam jeszcze w czujności, nasłuchiwał i oglądał się za siebie. Na korytarzu musieli być cicho, więc w grę mogły wchodzić szepty. Ciało i tak go dały czas bolało, zmęczenie było tez uwidocznione przez pot na części jego czoła. Większość stanowiła bandaż na głowie. Kto wie, czy on przez taki wysiłek, nie dostanie temperatury?
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 30/11/17, 12:05 am

Idioci... no po prostu para idiotów. Jak widać, byli bardziej do siebie podobni, niż się to większości wydawało. Do tej pory to raczej Jared wykazywał się większą głupotą (rzucanie się jak dzikie zwierze niedługo po tym, jak odzyskał przytomność), ale jak widać Anna też umiała pokazać swoje. W końcu pomysł ze stołówką był jej.
Jak wcześniej to już zrobiła, tak i teraz założyła sobie jego ramię na kark, po czym objęła go w pasie, by znowu zostać jego w miarę stabilną podporą.
- Ta... - odparła mu, kiedy wypowiedział właściwie jej myśli na głos. - Nawet nie chcę myśleć o tym, co będzie, jeśli ją tam spotkamy. Ona mnie chyba zabije - a później Ciebie - choć słowo „zabić” w odniesieniu do ich matki, było naprawdę powiedziane nad wyrost.
Teraz brzmiała trochę tak, jakby się bała. Nie chciała podpadać matce. Szanowała ją i kochała. Wiedziała, że będzie niepocieszona widząc, że jej córka dorównała durnym pomysłom brata.
- No dobra, ale trudno... Co się będę użalać nad sobą - wiedziałam, na co się piszę. Nawet jeśli nie spotkamy jej w stołówce, to na pewno ktoś jej doniesie o tym, że opuściłeś salę - zacisnęła mocniej zęby. - Nie rozmawiajmy o tym więcej, bom jeszcze gotowa się rozmyślić - zaśmiała się, ale nieszczerze, bez przekonania.
Wiedziała, że jej brat zawsze stawał w jej obronie, ale to, co wymyślił teraz... szczerze - mało jej to pomoże. Spojrzała na niego.
- Przecież to nic nie da. Nawet jeśli uwierzy, że to Twój pomysł, mi się i tak zbierze za to, że Ci uległam. Nie wiem, czy pamiętasz, ale jesteś znany z tego, że miewasz naprawdę głupie pomysły, więc to nawet ich nie ruszy.
W tym, co mówiła Anna było sporo prawdy - musiał to przyznać. Odetchnęła i złapała za klamkę, by otworzyć przed nimi drzwi.
- Chodźmy do tej stołówki. Zaczynam robić się głodna.
Kiedy był gotowy, pomogła mu się odkleić od ściany i powoli ruszyła w stronę wyjścia z sali, zamykając za nimi drzwi, a później wzdłuż korytarza w stronę stołówki. Tak... to będzie chyba najdłuższa podróż w ich dotychczasowym życiu.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 30/11/17, 12:31 am

Jako rodzeństwo to się bardzo dobrali. Właściwie to nawet Anna go zaskoczyła tym pomysłem, że pomoże mu się "uwolnić" od leżenia w łóżku. Sporo tym samym ryzykowała, ale skoro była do tego chętna, postanowił to wykorzystać. - Ja już dawno powinienem być martwy.
Odpowiedział z uśmiechem i żartobliwie. Aż dziw, że mimo jego głupich pomysłów, nikt go jeszcze nie zabił. Najczęściej kończyło się izolatką za karę, przywiązywaniem do łózka i innymi wymyślonymi karami przez dowódców czy rodziców. A i tak nie wiele to zmieniało w jego zachowaniu i charakterze. No ale tego już siostra wiedzieć nie musiała. Była wtedy mała.
Wesoło się zaczęło robić przy tym spacerze, że przy tej rozmowie, zapominał co go tak na prawdę bolało. Swoją uwagę cały czas skupiał na Annie. Jakby to ona była jego lekarstwem na ból.
- Możliwe, że i Tobie się sięgnie, ale nie tak jak mnie. Jesteś dużo młodsza ode mnie. Nadal się uczysz, więc ulegając mnie uznają że jeszcze nie umiesz odmawiać takim pacjentom jak ja... Mnie i tak mają za idiotę, więc oberwę na pewno. Nawet jeżeli uznają, że to normalne i się nie przejmą.
Próbował ją pocieszyć, by się nie musiała o siebie martwić. A powiedział te słowa z uśmiechem. Jakby to już nie raz przerabiał. Jakby był do tego przyzwyczajony. Czyżby specjalnie to robił? Miał w tym jakiś cel?
Odpowiedział jeszcze zanim wyszli na korytarz, w momencie kiedy Anna przerzucała na siebie jego ramię. Zgodził się, by ruszyli do stołówki.
Drzwi zostały otwarte. Na korytarzu było cicho. Przynajmniej nic nie było słychać, kiedy jeszcze z siostrą rozmawiał. Zatem mogli udać się spokojnie do wyznaczonego celu. O ile nie zastaną przygody na korytarzu, w postaci jakiegoś lekarza, a co gorsza - matki.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 01/12/17, 10:21 pm

Spojrzała na niego i pokręciła z rezygnacją i tłumionym rozbawionym uśmiechem. Chciała wyglądać poważnie.
- Jak tylko wydobrzejesz, dostaniesz po głowie za to głupie gadanie. Zadbam oto, byś żył długo i szczęśliwie.
Mimo cieni pod oczami i ziemistej cery, jej twarz wydawała się jakby bardziej promienna. Cieszyła ją ta nagła zmiana w zachowaniu brata. Gdyby wiedziała, że to, co teraz robią, tak poprawi mu humor, zrobiłaby to już wcześniej. Odwróciła od niego głowę i spojrzała na drzwi. Kiedy chciała już ruszyć, ten jeszcze musiał coś dodać od siebie. Wywróciła oczami.
- Nawet jeśli będzie tak, jak piszesz, to... i tak pewnie zabronią mi przy Tobie siedzieć tyle czasu, bo skoro nie umiem Ci odmówić. Chociaż z drugiej strony... jak się dowiedzą, że to był mój pomysł, to już na pewno będą trzymali Cię pod kluczem - prychnęła i nie komentowała tego więcej.
Anna się nie martwiła tym, co się stanie, jak matka się dowie. Cała ta sytuacja ją bawiła. Wiedziała, że oboje będą mieli problemy, ale... uśmiech na twarzy jej brata. Tamtej nocy, kiedy go przynieśli, myślała, że już nigdy go nie zobaczy, a tu proszę. Nie miała głowy, by myśleć o tym, co się stanie z nią i z nim, jak wpadną w ręce wujka i matki.
Kiedy pewnie wsparł się na niej, powoli ruszyła przed siebie, prowadząc go do drzwi, a później na korytarz. Nim ruszyli do stołówki, Anna zatrzymała się - a tym samym i jego i zamknęła za nimi drzwi.
Nie słyszała nic, poza swoim i Jareda oddechem. Na korytarzu byli zupełnie sami, co jej pasowało. Przynajmniej na razie nie muszą się martwić oto, że ktoś ich zauważy i doniesie matce. Droga przed nimi była jednak długa. Nim znajdą się w stołówce, mogą spotkać wiele osób. Jeśli się to jednak nie stanie, gdy dotrą na miejsce, na pewno tak będzie. Zepchnęła te myśli na dalszy plan.
- No to co... idziemy! Póki się nie rozmyśliłam...
Podprowadziła go pod ścianę, by mógł się wesprzeć trochę ręką o nią, żeby było mu łatwiej.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 02/12/17, 02:12 pm

To właśnie zasługa Anny, która dnia poprzedniego widocznie dotarła do umysłu brata i uświadomiła go, że śmierć to jedynie ucieczka, kiedy może jeszcze zebrać siły i naprawić swój błąd. Pomścić przyjaciela, który zginął przez niego. Bo tak właśnie czuł się Jared. Że z jego winy ten stracił życie.
Dla Jareda to była świetna zabawa i zarazem misja uniknięcia spotkania wujka i matki, którzy na pewno by nie byli zadowoleni z jego obecności w stołówce tak szybko, niż to konieczne. Ale jak widać, Jared jest takim pacjentem, co nie wyleży tyle ile trzeba. Nawet jeżeli jest osłabiony jak teraz. Jego organizm nie zregenerował się w pełni sił, co widać po nim jak męczące staje się chodzenie dla niego. Jednak nie poddawał się.
Również i Jared nie zamierzał komentować ich pomysłu, co będzie jak zostaną nakryci. Wolał mieć nadzieję, że misja zakończy się powodzeniem w jedną i drugą stronę. A więc mogli ruszać i wyminąć drzwi. Pozwolił by siostra otworzyła i zamknęła je za nimi. Wtedy skierowali się korytarzem w stronę stołówki. Chodzenie blisko ściany, gdzie dodatkowo mógł mieć oparcie z drugiej strony, było również sporym ułatwieniem. Lecz niestety, w połowie drogi był tak zmęczony, że ledwo dawał już iść i stanął przy ścianie, przymykając oko. Znów mu zawirowało, że tym razem o ścianę oparł się ramieniem, by nie obciążać za bardzo Anny. Temperatura mogła także mu podskoczyć, przez wysiłek jakiego się dopuścił.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 03/12/17, 07:41 pm

Zaczynało się dobrze. Po kilku niespodziewanych sytuacjach, wreszcie przyszedł czas na to, by mogli spokojnie opuścić salę. I tak też uczynili, a skoro nikogo póki co nie widzieli na swej drodze, nie mieli zamiaru czekać, aż się to zmieni, a przynajmniej nie Anna. Chciała przeprowadzić brata bezpiecznie z punktu „A” do punktu „B”. Było to ciężkie zadanie, zważywszy na fakt, że Jared był kontuzjowany. Niestety, ale nie mógł iść tak szybko, jak ona. Dziewczyna starała się, by to on narzucał tempo, ale parę razy złapała się na tym, że chciała iść trochę szybciej. Nie robiła tego, dlatego że denerwował ją powolny chód brata. Ona właściwie go podziwiała, że mimo bólu i ograniczeń wynikających z ogólnego stanu jego organizmu, on potrafił znaleźć w sobie siłę i jeszcze przeć do przodu. Ona zapewne na jego miejscu bardzo długo nie byłaby wstanie zwlec się z łóżka, o ile w ogóle znalazłaby się na jego miejscu. Nie wiedziała, co mu się stało na polowaniu i w ogóle jak mogło do tego dojść, ale podejrzewała, że jej organizm by tego nie wytrzymał. Jared był naprawdę silny.
Kiedy się zatrzymał, nawet nie zaprotestowała, a jedynie została pociągnięta lekko do tyłu. Cofnęła się o krok, łapiąc się na tym, że jej oddech jest przyspieszony, a czoło jest wilgotne. Spojrzała na Jareda, który ciężko oddychał. Wyglądał na naprawdę zmęczonego. Uspokoiła swój oddech.
- Wszystko dobrze?
To pytanie z jej ust padało dziś już chyba z milion razy. Nie mógł mieć jednak oto do niej pretensji - troszczyła się o niego. Dała mu chwilę na to, by mógł odpowiedzieć, po czym dodała.
- Jak będziesz gotowy, to ruszymy dalej. Nie spiesz się.
Miała nadzieję, że jej posłucha i da sobie chwilę na odpoczynek. W sumie - oparł się o ścianę, więc chyba sam zdawał sobie sprawę ze swojego stanu. Przyglądała mu się uważnie i w pewnym momencie przyłożyła dłoń do jego czoła - o ile całe nie było przysłonięte bandażami. Chciała w ten sposób sprawdzić, czy czasem nie ma gorączki. Modliła się oto, by nie miał.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 04/12/17, 12:44 am

Był zaparty by iść dalej i nie zatrzymywać się. Anna widocznie dnia poprzedniego w swoim kazaniu, najwidoczniej dała mu powód do przetrwania. Jednakże to co robił, było trochę nierozsądne. Zamiast wyleżeć, chciał chodzić. Udowadniając sobie, że z takimi ranami będzie wstanie zrobić więcej i nic go nie przełamie. Z drugiej strony, jego myśli dzięki temu były nakierowane na konkretny cel, nie myślał o tym co się stało wcześniej, o śmierci Eryka, ale o dostaniu się na stołówkę.
Niestety, w połowie drogi przystanął i oparł ramieniem o ścianę. Czuł, że zdrowa noga ledwo utrzymuje jego ciało.
- Tak...
Skłamał, bo nie zamierzał zdradzać jej jak bardzo go to wszystko męczyło i bolało. Nawet zamknął oko, by zakryć ból jaki w sobie tłumił. Spuścił lekko głowę, by uspokoić oddech. Ale cały czas utrzymywał jeszcze niepełny pion. Starając się nie dawać żadnego nacisku na chorą nogę. Sam się torturował z tymi ranami.
Siostrze na drugie pytanie, skinął głową w potwierdzeniu.
Część jego czoła nie była zabandażowana, więc Anna mogła poczuć pot jak i ciepło jego czoła. Miał wyższą temperaturę niż powinien mieć. Troszkę mogła mu podskoczyć.
Otworzył oko i spojrzał na dalszą część korytarza. Jeszcze obraz mu się bujał, ale wierząc w to że Anna mu pomoże dotrzeć na miejsce, zaufał jej.
- Idziemy...
Powiedział trochę słabszym głosem, jakby zmęczonym. Choć starał się tak nie brzmieć, ale zdecydowanie pewnym. Jeżeli na powrót dała mu swoje oparcie, wsparł się o jej ramię i z pomocą ściany zamierzał ruszyć dalej. Lecz jego tempo było wolniejsze.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 04/12/17, 04:01 pm

Czuła, że nie jest z nią szczery. Wystarczyło na niego spojrzeć i posłuchać tego, jak słabo mówi. Naprawdę nie trudno było się domyślić, że nie czuje się najlepiej, co ona jednak miała zrobić? Miała się z nim tu teraz zacząć kłócić i siłą zaprowadzić go z powrotem do pokoju? Trzeba przyznać, że to by było bardzo ciekawe i zapewne wiele osób też by tak uznało, gdyby usłyszało ich podniesione głosy, ale to dalej nie rozwiązywało ich problemu, a jedynie powodowało następny. Wtedy jak nic ich matka dowiedziałaby się o tym durnym pomyśle.
Anna przyglądała mu się, marszcząc brwi. Nie była zadowolona - była zła, na siebie, że taki durny pomysł mu podała właściwie na tacy. Pokręciła tylko głową, dając mu szanse. Nawet w głowie zaczęła sobie tłumaczyć, że przecież dojdą na stołówkę i będzie mógł usiąść, odpocząć. Później najwyżej poproszą kogoś o pomoc.
- Jesteś rozgrzany - cóż za odkrycie.
Odjęła dłoń od jego czoła. Miała nadzieję, że to tylko chwilowy skok temperatury, a nie gorączka wywołana jakimś stanem zapalnym. Tylko tego brakowało, żeby się jeszcze okazało, że przez którąś z ran doszło do zakażenia.
- Wesprzyj się na mnie.
Kiedy wyraził chęć, by iść dalej, jak obiecała sobie wcześniej, nie kłóciła się z nim. To i tak nie miało sensu, tym bardziej że to był w końcu jej pomysł. Odczekała, aż poczuje się pewnie i wystarczająco na siłach, by iść dalej, dopiero wtedy ruszyła. Tym razem nie pozostawiła wszystkiego jemu. Co kilka metrów sama robiła przystanki, by dać mu chwilę na to, by zebrać siły. To oczywiście jeszcze bardziej wydłużyło im drogę i narażało na niebezpieczeństwo wynikające z tego, że ktoś ich może zobaczyć. W ogóle się tym nie przejmowała. I tak czy tak w końcu ktoś ich zobaczy - jak nie tu, to w stołówce. Kwestia czasu i miejsca.
Jeśli po drodze nie stało się nic, co by im przeszkodziło w osiągnięciu ich celu, Anna doprowadziła brata do celu ich wyprawy, jaką była stołówka. W życiu by nie pomyślała, że tak się będzie cieszyć, docierając do tego miejsca.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 05/12/17, 12:01 am

Nie był szczery, bo nie chciał zawracać. Tak niewiele zostało, aby dotrzeć na miejsce. Może jak usiądzie i wypije mleko, polepszy się mu? Albo gorącą czekoladę, kakao co by energii odzyskał. Marzył o czymś tak dobrym, o ile dostanie i będzie mógł wypić. Pomimo tego, że wszystko go bolało. Nawet głowa, ze względu na ranę po utracie oka. Oby ciśnienie mu tam nie podskoczyło, co mogło poskutkować potem, gorączką i bólem głowy.
- Biegam lepiej od Ciebie... Dziwisz się?
Odpowiedział jej z żartem. Że jeszcze na to miał siły. Również zmusił się do szczerego uśmiechu, co jednak było widać iż zmęczenie dawało się bardzo we znaki.
Gdy był gotów, ruszył z siostra, przyjmując ponownie pomoc wsparcia się o nią. Wtedy mogli dalej ruszyć i niestety robić częste przystanki. Lecz koniec końców, dotarli do drzwi prowadzących na stołówkę medyczną. Gdzie z kolei posiłki mogli spożywać pacjenci jak i lekarze.
- Cel osiągnięty.
Powiedział, dotknął drzwi i padł na zdrowe kolano. Zaczął ciężej oddychać i czuć się fatalnie. Mimo wszystko, próbował się podnieść z pomocą siostry. O ile mu jej udzieliła. Nie zamierzał się poddawać. W jego oku mogła dostrzec determinację, walkę ze sobą i ze swoim bólem ciała oraz zmęczeniem.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 05/12/17, 12:26 am

Wszystko szło tak gładko. Nie szybko, ale na pewno sprawnie. Mimo chwilowych problemów i dłuższego postoju, jaki byli zmuszeni zrobić, znowu wrócili do gry. Szli dalej by wreszcie dotrzeć na miejsce. Nie była to jednak łatwa podróż.
Anna czuła coraz większe zmęczenie. Brat jednak swój ciężar miar, zwłaszcza teraz, kiedy chcąc nie chcąc musiał się na niej wesprzeć. Przystanki, które zarządzała kilka razy po drodze były dedykowane zarówno jemu, ale i jej. Ona również musiała zebrać siły. Jeśli zgodnie z obietnicą miała zaprowadzić go do tej cholernej stołówki, musiała mieć siłę by dalej iść. Całe szczęście, że było już naprawdę niedaleko.
W innych okolicznościach pewnie klasnęłaby w ręce i z szerokim uśmiechem wyraziłaby swoje zaskoczenie, że nikogo nie spotkali na swej drodze. To było aż dziwne, że na nikogo się nie natknęli, ale jeśli się nad tym zastanowić, to pora była dość wczesna. Anna nie wiedziała, która dokładnie jest godzina, ale spodziewała się, że musi być jeszcze chwilę przed wydawaniem posiłków pacjentom. W innym przypadku po korytarzach kręciliby się ludzie w białych kitlach, którzy niekoniecznie musieli być lekarzami.
Widząc drzwi, wciągnęła z cichym gwizdnięciem powietrze w płuca.
- Prawie jesteśmy na miejscu!
Mówiła, lekko dysząc. Tym razem postanowiła doprowadzić brata pod same drzwi, bez przystanku, chyba że on tego potrzebował. Jeśli tak, oczywiście się zatrzymała. Jeśli jednak nie, uznała, że odpoczną już pod drzwiami, po czym wejdą na stołówkę, zajmą stolik i będą czekali na swój koniec, który nadejdzie wraz z pojawieniem się ich matki tam. To musiało jednak zaczekać.
Kiedy stanęła obok drzwi, od razu oparła się otwartą dłonią o ścianę. Przez chwilę starała się unormować oddech, po czym zaśmiała się i spojrzała na Jareda.
- Daliśmy radę...
Ale on w tym momencie pokazał, że chyba nie do końca. Ta podróż pochłonęła chyba wszystkie siły, jakie udało mu się zregenerować przez ostatnią dobę. Kiedy jego zdrowa noga w końcu odmówiła posłuszeństwa i upadł na nią zgiętą w kolanie, chcąc nie chcąc pociągnął za sobą Annę. Dziewczyna zgięła się w pasie, po czym z przerażeniem, zawołała. Niestety głośniej, niżby sobie tego pewnie oboje życzyli.
- Jared! - Spojrzała na niego. - Nic Ci się nie stało?!
Mówiła do niego, czując jak ból karku znowu o sobie przypomina.
W tym samym momencie, kiedy oboje narobili hałasu, w stołówce przebywało kilku pacjentów i lekarzy, którzy dotąd pochłonięci jedzeniem i rozmową, momentalnie zamilkli, słysząc, że coś się stało za drzwiami. Nie zareagowali od razu. Dopiero jeden z lekarzy, który właśnie kończył jeść, odłożył sztućce na talerz i podniósł się z miejsca.
- Trzeba sprawdzić, co się tam dzieje.
Zaniepokojony ruszył do drzwi, a zaraz za nim kobieta, chyba stażystka. Kiedy otworzyli drzwi ich oczom mógł ukazać się całkiem ciekawy widok. No, chyba że Annie samej udało się podnieść Jareda, ale musiałby jej w tym trochę pomóc - może nawet bardziej, niż trochę. Nie wiadomo jednak, czy miał na tyle siły...
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 05/12/17, 12:42 am

Mogłaby tyle nie gadać, to zachowaliby więcej siły na dotarcie pod same drzwi, nie robiąc przed nimi hałasu. Ale niestety, nie do końca skończyło się dobrze. Jared upadł na zdrowe kolano, podpierając się ręką podłogi. Cała przechadzka wymęczyła go na dobre. Nie chciał jednak by tak to się skończyło.
Najeżył się lekko, kiedy usłyszał jak siostra podniosła głos wymawiając jego imię. Wtedy spojrzał na nią trochę w obawie, co jeśli za drzwiami już matka będzie stała?
- Cicho.
Powiedział cicho. Nie miał siły jej teraz uciszać. Resztkami sił wsparł się o nią i wstał jakoś na "nogi", nie powiemy jednak że obie. Ciężar ciała swojego znów przerzucił na zdrową. Chorej nie mógł nadwyrężać. Patrząc jednak na sytuację, to cały się nadwyrężył.
Słysząc otwieranie drzwi, jego wnętrze nabrało paniki. I wtedy ujrzał nie matkę, ale innego lekarza. I czemu nie był to wuj Harry? Ten to przynajmniej "może" by nie doniósł jego rodzicom?
- Emm... Przyszliśmy na posiłek.
Wyrzucił z siebie i zmusił się nawet do uroczego uśmiechu. Tak wykończony przechadzką, tak obolały przez ból ciała, cierpiał wewnętrznie, a mimo to, potrafił się uśmiechnąć i udawać idiotę dalej. Ale czy nim nie był?
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 05/12/17, 01:06 am

Cicho, cicho... łatwo mu było powiedzieć, ale to nie on omal nie dostał zawału, tylko ona. W jej głowie pojawiły się chyba wszystkie najstraszniejsze scenariusze. W tej chwili miała naprawdę gdzieś, czy ktoś ich usłyszy, czy nie, czy ze stołówki nagle wyjdzie ich matka i się na nich natknie, czy ojciec. Naprawdę mało ją to obchodziło, kiedy dotarło do niej na jak duże niebezpieczeństwo naraziła brata.
- Nie myślałam, że dorównam Ci głupotą.
Odparła, kiedy zorientowała się, że nie jest z nim tak źle. Znaczy się, było źle, ale ciągle był przytomny, więc była dla nich może jeszcze jakaś nadzieja. Pomoże mu wstać i wszystko będzie dobrze, prawda? Nie, oczywiście, że nie będzie, bo gdy ledwie go podniosła z podłogi, drzwi do stołówki otworzyły się szeroko.
Anna miała wrażenie, że jej serce zatrzymało się na kilka sekund. Bała się odwrócić w obawie, że napotka karcące spojrzenie matki, ale kiedy jej brat zabrał głos, spojrzała w kierunku osoby, która stanęła w progu.
Od razu rozpoznała Johna, który pracował z ich matką już dobrych kilka lat. Anna miała z nim już do czynienia, bowiem jednym z jego zadań, było pilnowanie stażystów. Nie wszystkich na raz oczywiście - to zadanie było rozdzielane pomiędzy kliku innych lekarzy, ale dziewczyna już parę razy miała przyjemność z nim pracował. Był całkiem sympatyczny, ale miał jedną wadę - pilnował przepisów i wytycznych jak mało kto. Tak, mieli kłopoty.
- Witam. - Przywitała się z głupkowatym uśmiechem na twarzy. - Mój brat miał rację. Przyszliśmy... coś zjeść.
Dopiero wtedy zobaczyła, że mężczyzna nie był sam, bo tuż za jego plecami czaiła się o rok starsza od niej jasnowłosa Cordellia, która z typową dla siebie ciekawością, próbowała zobaczyć, co się dzieje.
Sława Jareda widocznie musiała go wyprzedzać, bowiem, gdy John tylko go ujrzał, a przy nim Annę, zmarszczył brwi. Tak, to był ten młody Chamberlain, z którym jest tak dużo problemów.
- Nie mi się będziecie tłumaczyć...
Odparł obojgu, po czym podszedł do chłopaka i zarzucając sobie ostrożnie jego drugą rękę na swoje ramię, pomógł Annie wprowadzić go do stołówki i zająć pierwsze wolne miejsce. Po drodze tylko spojrzał na ciekawską stażystkę.
- Idź po Panią Chamberlain.
Coś w tonie jego głosu mówiło jej, że lepiej z nim nie dyskutować. Od razu zrobiła to, o co została poproszona. Anna miała wrażenie, że cała krew odpłynęła jej z twarzy.


Ostatnio zmieniony przez Anna Swinburne dnia 05/12/17, 01:34 am, w całości zmieniany 1 raz
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 05/12/17, 01:29 am

Przez wizję najstraszniejszych scenariuszy, doprowadziła do tego, że przed drzwiami ukazał się im znajomy lekarz. Jared od razu może go nie skojarzył, bo miał jedno oko, ale później zajarzył kim on jest. Dłużej się przyglądasz, lepiej rozpoznajesz. Winą też mógł być jego obecnie wyglądający stan zdrowia, który raczej się pogorszył. Lecz Jared tym nie przejmował. Jak sam myślał i uważał, przejdzie mu. To tylko podróż do stołówki była męcząca. Wszystko przez tę usztywnioną nogę. Tak, najlepiej na nią zwalić winę.
Na stwierdzenie siostry, o dorównaniu głupotą, Jaredowi się aż wesoło zrobiło. Stąd miał przypływ pozytywnej energii, by udawać głupola. Lecz ta próba jednak nie przeszła. Dość surowo odpowiedział John, co Jaredowi się raczej nie podobało.
Pozwolił się zaprowadzić do wnętrza stołówki i usiadł na wolnym krześle. Nie ma co ukrywać, jaką odczuł ulgę! Aż sobie westchnął głęboko. Ożywił się bardziej, kiedy John nakazał Cordelii iść po jego matkę!
- Nie idź!
Zażądał. Kierując słowa do dziewczyny. Po czym spojrzał na lekarza.
- Zjemy coś i sobie pójdziemy. Mama nie musi wiedzieć że tu byłem.
Powiedział dość poważnie, chcąc przekazać to by zaoszczędzić jej już i tak dużych problemów. Po co ma jeszcze oglądać syna w stołówce? Jakby jej nie wystarczała jego obecność przy normalnych posiłkach, w drugiej stołówce. Bądź w domu. Na rodzinnych posiłkach. Liczył tez na pomoc ze strony Anny, więc spojrzał na nią. Pomoże czy się wycofa?
- Mógłbym prosić mleko i... jajecznicę?
Zapytał i chyba jednocześnie składał zamówienie. Nawet zrobił proszącą minę, składając dłonie jak do modlitwy. To nic, że wszystko go bolało, że był spocony, miał temperaturę i był zmęczony. Był też głodny i chętny do złagodzenia alarmującej o niebezpieczeństwie sytuacji.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 05/12/17, 02:00 am

Anna nie wierzyła, że... t się dzieje naprawdę. Dlaczego? Przecież byli tak blisko! Czemu ze wszystkich lekarzy w stołówce, to właśnie John musiał znajdować się w środku...? Nie mogła uwierzyć w to, że mieli takiego pecha. Już wolałaby spotkać tam wujka. On przynajmniej nie poleciałby od razu na skargę do ich matki. Najpierw może by im pomógł, opieprzył, a dopiero później... za jakiś czas, jak odtransportują Jareda do sali, powiadomi rodzicielkę tej dwójki.
Westchnęła, kiedy usadzili Jareda na krześle. To był ten fragment historii, kiedy oboje siadali szczęśliwie przy stole, gratulowali sobie wytrwałości, po czym brali coś do jedzenia i pozwolili się swoim ciałom regenerować. Nie ważne, że w swej wizji zupełnie pominęła czynnik ludzki. Jak widać rzeczywistość nadrobiła wszystko za nią.
- Nie - zawołała niemal w tym samym momencie, co Jared.
Zamieszanie, które swoim wielkim wejściem zrobili w stołówce zapewniło im uwagę wszystkich, bez wyjątku.
John spojrzał to na jedno, to na drugie i było widać po jego minie, że nie był zadowolony.
- Wy chyba sobie ze mnie żartujecie.
I... tyle w tym temacie. John nie należał do osób, które rzucały słowa na wiatr. Poza tym był cholernym służbistą. Był dobrym lekarzem, ale tylko dobrym. Przez swoje ślepe przestrzeganie zasad, nie mógł stać się wybitny.
Anna czuła, jak pali im się grunt pod nogami. Czuła spojrzenie Jareda, widziała zdezorientowany wzrok Cordeli. Musiała, coś zrobić.
- Proszę! - Postawiła na uprzejmość.
John, gdy tylko to powiedziała, zastygł z otwartymi ustami. Widocznie miał zamiar rozkazać jasnowłosej, by udała się po przełożoną, ale... czyżby zaczął się wahać. Spojrzał na młodą pannę Chamberlain.
- Proszę - powtórzyła, robiąc krok w jego stronę, uśmiechając się lekko. - Obiecuję, że tylko zjemy i wracamy do sali. Naprawdę.
Przez chwilę panowała cisza. Dopiero po chwili lekarz postanowił odpowiedzieć dziewczynie.
- Zjecie tylko i idziemy do zabiegowego, a tam już będziecie tłumaczyć się matce.
Anna wiedziała, że to... niewiele, ale lepsze to, niż nic. Już mogła iść do tego zabiegowego, byle tylko odwlec w czasie spotkanie z matką. Jared i tak by się tam dziś znalazł, ponieważ trzeba było zmienić mu opatrunki i sprawdzić jak goją się rany. Udało im się wywalczyć może pół godziny, ale co dalej?
- Dziękuję - odpowiedziała mężczyźnie, po czym odwróciła się do Jareda i odetchnęła z ulgą.
Słysząc prośbę brata od razu podeszła do kucharek. W tym czasie John, przywołał Cordelię ręką. Dziewczyna wyglądała na zdezorientowaną, ale usłuchała. Wróciła, do przerwanego posiłku, a przynajmniej udawała, że je, wciąż patrząc w kierunku mentora i Jareda.
Lekarz podszedł do chłopaka i spojrzał na niego, wstępnie oceniając jego stan. Przyłożył mu rękę do czoła, widząc po nim, że jest rozpalony.
- Jak bardzo Cię boli?
Nie pytał co go boli, czy w ogóle coś go boli, tylko od razu zadał mu pytanie o natężenie bólu. Wystarczyło jedno spojrzenie na Jareda by wiedzieć, że pewnie każdy mięsień jego ciała drży ze zmęczenia.
- Jesteś rozpalony - kontynuował lekarz. - Będzie trzeba zbić Ci tą gorączkę - wyprostował się. - Ech chłopaku... użyj czasem mózgu.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 05/12/17, 08:03 pm

Aż takiego wsparcia ze strony siostry się nie spodziewał. Może i była wspólniczką realizacji całego pomysłu, to nie sądził, że razem się zmówią w zatrzymaniu stażystki. Każde swoje powiedział, a najlepszy wpływ na lekarza miała właśnie Anna. Jared zauważył w nim zmianę. Z nim to raczej by nie wdawał się w dyskusję, ale z Anną? Uległ jej! Normalnie w tym momencie miał ochotę się ożenić z siostrą.
Gdy udało się przekonać Johna, by na razie nie informować ich matki, Jared poczuł ulgę. Przynajmniej częściową. Tak naprawdę, to raczej nie chciał się teraz i później widzieć z mamą. Nie chciał jej denerwować. Pamiętał ostatnie przypadki, kiedy nad nim czuwała. I była z tych, co nie pozwalalli mu opuszczać łóżka szpitalnego.
Nie odpowiedział w podzięce, co z kolei uczyniła Anna. Uznał, że skoro ona przystała na pomysł z zabraniem go później do zabiegowego, on nie musiał. Raczej nie widział potrzeby tam iść.
Siostra poszła przynieść im zamówienie porannego posiłku, to nieszczęśliwie się złożyło, by został sam na sam z lekarzem. Jared wzrok miał utkwiony w kierunku Anny. Jakby ona była jego główym punktem obserwacji. Nie zaregował i nie odpowiedział na pytanie lekarza. Ale kiedy poczuł jego dłoń na czole, wzdrygnął się i spojrał na lekarza tak, jakby dopiero co dotarły do niego jego słowa.
- Przegrzał się.
Odparł pół żartem, pół serio. Uśmiechnął i powrócił spojrzeniem za siostrą.
Bolało go co prawda całe ciało. Ale nie przyznałby się do tego. Oparł plecami o oparcie krzesła, ręce pozostawiając na udach. Tylko jedną nogę miał ugiętą w kolanie, kiedy siedział. Czuł się tak słaby, że nie miał pojęcia, czy po dłuższym siedzeniu, będzie wstanie się podnieść. Starał się jednak o tym nie myśleć. Dał radę tutaj przyjść, da radę zawrócić.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 06/12/17, 08:07 pm

John

Jak widać na załączonym obrazku, chłopakowi ostatnio bardzo żart się wyostrzył. I tak, John by nawet z nim nie dyskutował, ale znał Annę. Nie raz miał z dziewczyną do czynienia, jako opiekun stażystów, do których i dziewczyna się zaliczała, choć jeszcze kilka lat minie, nim będzie mogła ubiegać się o przyjęcie na Uniwersytet Medyczny. Przez ten czas zdążył ją poznać na tyle, by wiedzieć, że jest dość ambitna i bardziej podobna do Nicole, niż Briana - przynajmniej tak uważał do dnia dzisiejszego. Kiedy zobaczył ją dziś razem z Jaredem, zaczął w to wątpić. Przecież gdyby było tak, jak myślał, Anna zrobiłaby wszystko, by jej brat pozostał w łóżku, a tu... Mimo wszystko zgodził się na to, by od razu nie zawiadamiać ich matki.
Wyprostował się i spojrzał na Jareda z góry.
- Tak... niewątpliwie się przegrzał.
Nie sprawiał wrażenia, by jego żart go rozbawił. Nie powiedział jednak nic więcej i tylko spojrzał za panną Chmberlain. Dziewczyna widać czekała na posiłek dla siebie i brata, a skoro tak chyba nie miała zamiaru wiać. Zresztą, po co miałaby to robić - kara i tak pewnie jej nie minie, chociaż nie podejrzewał, by ta wyprawa była jej pomysłem. John uznał, że ma jeszcze zbyt słaby charakter, by odmówić bratu. Zapamiętał to, by w przyszłości ćwiczyć u dziewczyny asertywność.
Bez słowa wrócił do stolika, gdzie pozostawił stygnący posiłek. Zmienił jednak miejsce, by móc obserwować Annę i Jareda. Wątpił, by próbował nagle uciekać... w jego stanie, ale właśnie o ten stan chodziło. Wolał mieć chłopaka na oku, ponieważ wyglądał nienajlepiej. Gdyby coś się działo, miał zamiar ruszyć z pomocą.


Anna

Dziewczyna w pośpiechu odeszła od stolika, przy którym posadziła brata. Zrobiła to... z premedytacją. Po pierwsze po to, by wziąć dla siebie i Jareda coś do jedzenia, a po drugie, by zejść z oczu Johnowi. Nie mogła powiedzieć o lekarzu złego słowa. Miał naprawdę dużą wiedzę, uczenie młodych sprawiało mu chyba nawet przyjemność - a przynajmniej takie wrażenie odniosła Anna, jednak... kiedy był zły, to nie było z nim dyskusji. Dlatego też wolała się oddalić, kiedy udało jej się wywalczyć to, by nie zawiadamiać na razie matki i nie denerwować go. Nie była jednak pewna tego, co zrobi Jared. Modliła się, by nie palnął jakiejś głupoty.
Kiedy podeszła do lady, zza której wydawano posiłki, jedną z kucharek poprosiła o dwie jajecznice i mleko - dla Jareda, a dla siebie wzięła herbatę. Wątpiła, by udało jej się cokolwiek zjeść - żołądek miała ściśnięty z nerwów.
W oczekiwaniu na posiłki, zerkała ukradkiem za siebie. Widziała, że John już wziął się za sprawdzenie ogólnego stanu Jareda. Krótka rozmowa i zostawił chłopaka samego. Zmarszczyła lekko brwi, widząc, że zmienia miejsce tak, by widzieć ich stolik. No, to miała teraz pewność - nie wywiną się przed spotkaniem z matką.
- Anno.
Z zamyślenia wyrwał ją ciepły głos Poliny, kucharki rosyjskiego pochodzenia. Dziewczyna spojrzała na nią, a widząc, że ta podaje jej tacę zastawioną talerzami, uśmiechnęła się do niej i ostrożnie zabrała ją od kobiety.
- Dziękuję.
Odparła i zaraz odeszła, czując na sobie ciekawski wzrok kobiety. Szła dość ostrożnie, by niczego nie zrzucić i by samej się nie wywalić. Po czasie udało jej się dotrzeć do stolika.
- Wróciłam...
Oznajmiła bratu, wypuszczając z ulgą powietrze z płuc. Tacę postawiła na stole i jeden z talerzy podała Jaredowi razem ze sztućcami. Zaraz za nim przed chłopakiem znalazła się jeszcze szklanka mleka, jak prosił. Następnie wzięła to, co było jej i usiadła tak, by siedzieć tyłem do Johna. Wolała czuć jego wzrok na swoich plecach, niż co chwilę natrafiać na jego karcące spojrzenie.
- To jedz!
Sama jednak wzięła się za herbatę.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 08/12/17, 01:57 pm

Wychodziło na to, że tych swoje rodzeństwa łączy większe podobieństwo niż odpowiedniki ich genów otrzymanych po rodzicach. Mimo iż każde z nich w jakimś stopniu miało w sobie więcej z ojca czy matki, to jednak ich samych też coś łączyło - głupota.
Możliwe że Anna powinna przypilnować brata o pozostaniu w łóżku, ale zamiast tego, ku nawet zaskoczeniu Jareda, zaproponowała mu wycieczkę do stołówki, na to od razu się zgodził. Byleby w łóżku nie leżeć, a i tak świadom był tego, że tam wróci. A tym bardziej mając teraz na karku Johna.
Ten medyk nie zaliczał się do takich miłych i momentami żartownych ludzi co jego wujek Harry. Nie zdziwiło go więc to, że nie rozbawił go swoim przegrzanym mózgiem. Co więcej, Jaredowi nawet nie spodobało się to, że ten usiadł na swoim miejscu inaczej się przesiadając, by mieć ich na oku. Oczekując powrotu siostry, Jared jakby złośliwie, wpatrywał się wciąż w Johna.
W końcu Anna wróciła, przynosząc ich śniadaniowe porcje. I jak na złość, zamiast usiąść obok, usiadła na przeciw, by ten lekarz gapił się w jej plecy. No ale o tyle było dobrze, że była trochę niższa, nawet jak siedziała, to młody łowca mógł swoim jedynym spojrzeniem, wkurzać obserwacją Johna. Jedzenie teraz było ważniejsze.
Spojrzał na swoją porcję i szklankę z mlekiem. Po czym na swój dłonie, zaciskając lewą, którą miał dominującą. Złapał po chwili szklankę i spróbował ścisnąć. Obawiając się, że jej nie utrzyma i nie uniesie jak powinien, pomógł sobie z drugą ręką, przysuwając pod sam brzeg stołu i pijąc, pochylając jedynie naczynie. Jaką on to poczuł błogą ulgę, kiedy chłodne mleko łagodziło jego wnętrze przełyku. Był tak spragniony, że wypił od razu całą szklankę. Niestety, obiema rękoma musiał sobie pomagać.
Opróżniona szklanka została odsunięta i spróbował teraz z widelcem. Złapać, złapał, ale z nabieraniem było trochę problemu i ładował mniejsze porcje.
- Co potem robimy?
Zapytał siostrę szeptem, kątem jedynego oka spoglądając w stronę Johna.
- On nie da nam spokoju.
Brzmiało to, jakby chciał się szykować na kolejną misję. Przynajmniej, nie myślał o tym, co było parę dni temu. A z tego miał dobrą zabawę.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 09/12/17, 10:54 am

Anna idąc już do stołu widziała, co wyprawia Jared. Tylko oczami wywróciła. Kiedy jednak usiadła i zobaczyła, że mimo to ten nie przestaje, pochyliła się nad stołem - przez co chłopak przez krótką chwilę nie musiał się gimnastykować, by patrzeć na Johna.
- Jared uspokój się.
Skarciła go, lekko ściszonym głosem, prostując się. Czy on zawsze musiał wszystkich denerwować, a zwłaszcza lekarzy? Pewnie połowa skrzydła szpitalnego, jak nie większość, nie mogła się już doczekać, aż opuści to miejsce i nie pojawi się tu... najlepiej już nigdy. Zawsze były z nim w końcu problemy - nie umiał spokojnie leżeć i stosować się do zaleceń lekarzy. Kto wie, może gdyby potrafił to zrobić, to... jego okres rekonwalescencji trwałby znacznie krócej. To brzmi całkiem logicznie.
Straciła apetyt. Cały czas myślała tylko o tym, jak bardzo zła będzie ich matka. Nie martwiła się tyle o siebie, co o brata, chociaż... do jego wybryków była już przyzwyczajona. Mogła wydać się w tej chwili Jaredowi, jakby znajdowała się gdzieś poza tym miejscem, ale choć nie odzywała się za dużo, uważnie przyglądała się mu. Po prostu niektóre rzeczy kojarzyła z małym opóźnieniem.
Widziała, że było mu ciężko z tymi pobandażowanymi rękoma zjeść samodzielnie posiłek. I choć w pierwszym odruchu, kiedy to do niej dotarło, zapragnęła mu pomóc, nakazała sobie siedzieć i się nie ruszać. Jakoś nie umiała sobie wyobrazić, by Jared pozwolił jej się jeszcze karmić. No chyba większego upokorzenia dla niego by nie było. Poprawiła się na krześle i przygryzła lekko policzki. Postanowiła nawet nie mówić mu o tym, że jeśli potrzebuje pomocy, to wystarczy, że powie. On przecie to wiedział. Nie musiała mu na każdym kroku o tym przypominać.
- A co mamy robić? - Westchnęła. - Słyszałeś, co powiedział. Idziemy później do zabiegowego, gdzie będzie na nas czekać już matka, albo to my będziemy czekać na nią. Tak czy inaczej, na pewno się z nią spotkamy.
Nie sprawiała wrażenia osoby zadowolonej, ale taka prawda, że nie było się z czego cieszyć. Wyglądała jednak na pogodzoną z losem. Wiedziała, że jej odpowiedź nie spodoba się bratu, ale na co liczył? Przecież nagle nie zdobędzie jakiś super mocy, które pozwolą jej unieść brata niczym szmacianą lalkę i uciec razem z nim. W stanie, jakim się znajdował, ledwo chodził z jej pomocą - sam by co najwyżej mógłby pewnie pełzać.
Zaczęła dłubać widelcem w swojej jajecznicy. Jeden plus, że nie chciało jej się jeść - ugra im może trochę więcej czasu, zasłaniając się tym, że przecież jeszcze nie zjadła...
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 09/12/17, 11:29 am

Jak miał się uspokoić, kiedy ktoś obserwuje go z innego kąta pomieszczenia? Nie lubił tego. Dlatego odwdzięczał się tym samym. Już John mógł usiąść normalnie na swoim miejscu i nie interesować się za bardzo nimi. Może i rozumiał, że to z uwagi medycznej, gdyby mu się coś miało stać, ale co może? Jared miał trochę inny tok myślenia. A lekarzy, lubił denerwować. Co prawda szanował ich pracę względem innych, ale sam nie lubił leżeć i męczyć się w łóżku.
Swoją porcję jadł, ale powoli i małymi kawałkami. To także go denerwowało, ale próbował opanować swoje nerwy i działać samemu. Wiedział, że może poprosić siostrę o pomoc, lecz to raczej nie byłoby w jego stylu. On musi sam. Nawet z takimi ranami. Nie umknęło jednak jego uwadze to, że siostra nie jadła. Tylko bawiła się jedzeniem na talerzu.
Na jej uwagę o uspokojeniu się, jedynie spojrzał poważnie. Ale nie odpowiedział. Dopiero kiedy wspomniała o nieuniknionym spotkaniu z matką, zdawał sobie sprawę z tego, że oberwie się mu za wychodzenie z łóżka. W sumie, to czy i tak nie byłby zmuszony do opuszczenia łózka, by udać się do zabiegowego? Ciekawe pytanie. Skoro i tak mieli to dzisiaj w planie.
- W sumie to chyba lepiej matka niż ojciec.
Przyznał. Godząc się już na tę stratę i matczyne kazanie. Choć przerywając swoje jedzenie, obserwował teraz Annę.
- Jedz. Nie ruszę się stąd póki nie zjesz swojej porcji.
Wymusił na niej zmuszenie do jedzenia. On się w sumie niczym nie przejmował, tylko kombinował dalej. A ona? Wydawało się, że nie je z powodu przejmowania całą sytuacją. A tym bardziej z mamą.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 09/12/17, 12:25 pm

Musiał, albo nie musiał. Nie było w końcu powiedziane, że żeby zmienić mu opatrunki, będą go gdziekolwiek przenosić. Fakt - w zabiegowym byłoby łatwiej, ponieważ wszystko mieliby pod ręką, a do sali musieliby wszystko przynieść. To jednak był najmniejszy problem. Jeśli czegoś by zapomnieli, wystarczyłoby, że kogoś posłali po brakujące rzeczy. Nawet jeśli jednak zdecydowaliby go na ten czas przetransportować do zabiegowego, na pewno nie szedłby prowadzony przez Annę, a przez dwóch lekarzy, albo... po prostu zostałby posadzony na wózku i przewieziony z punktu A do punktu B.
Ruszyła się niespokojnie na krześle, kiedy wspomniał o ojcu. Wydarzenie sprzed kilku dni było wciąż bardzo żywe w niej. Od tego czasu nie rozmawiała z ojcem. Nawet nie jadła razem z nim, a przez to i z matką posiłków. Gdyby miał się oto na nią zdenerwować, zawsze mogła zasłonić się tym, że ktoś musi pilnować Jareda. No, ale po dzisiejszym to tłumaczenie już nie przejdzie.
- Nie pochwali nas za ten genialny pomysł, jakim niewątpliwie było zabranie Cię na stołówkę, ale nie wpadnie w szał jak ojciec - wzruszyła ramionami. - Poza tym może wujek Harry z nią będzie? Może wstawi się za nami?
Uśmiechnęła się do niego. Te słowa chyba poprawiły jej humor, ale kiedy Jared przypomniał jej o jedzeniu, westchnęła i jak na złość zamiast zacząć jeść, napiła się herbaty.
- Przecież jem, tylko... wolno. Powinieneś się cieszyć i mi podziękować. Im dłużej tu zostaniemy, tym dłużej nie będziemy musieli martwić się tym, jak wytłumaczymy się mamie.
Tak, plan ten był genialny. Szkoda tylko, że niewiele im to mogło pomóc. Odstawiła kubek z herbatą i zaczęła jeść, skoro brat tak ją ładnie prosił.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 10/12/17, 12:02 am

Co się działo między Anną a ich ojcem, Jared nie wiedział. Nawet nie widział żadnego rodzica od wczoraj. Jedynie Anna bywała przy nim i wujek Harry. Tylko ich widział, kiedy nie spał. Jakoś nie przejmował się tym, stwierdzając że rodziców chyba nie obchodzi teraz to jak się czuje. Przecież ich rozczarował. Zawiódł na misji. Eryk wrócił martwy. Czego się dziwić? Jak kiedyś matka siedziała przy nim, tak jej teraz nie było. Dziwne smutne uczucie, ale chyba tam być powinno. Tłumił to w sobie jak i ból po stracie przyjaciela, karmiąc się głupotą i chorym pomysłem spacerowania do stołówki, by zjeść jajecznicę i wypić mleko. Choć, mleko w szklance mu się skończyło. A gdyby tak poprosić Johna o dokładkę? Przyniósłby mu?
Widział że siostrę irytowało jego zachowanie, to jak spoglądał na lekarza.
- Przyznaj. Misja udała się powodzeniem... Do czasu aż "ktoś" nam nie przeszkodził.
Dał nacisk na słowo "ktoś" mając na myśli upierdliwego medyka Johna. Choć ten nie usłyszał tego, jeżeli był daleko od nich i tylko obserwował. Poza tym, Jared starał się mówić takim tonem, by tylko Anna go słyszała.
- Sam jem wolno, Ty ledwo co jesz.
Odparł ze słabym uśmiechem, ale mógłby się z nią zgodzić. Lecz sam nie wiedział jak długo tu wysiedzi, czy organizm mu się nie wyczerpie i nie spadnie z tego krzesła. A coś czuł, że nie jest dobrze. Mimo to, trzymał się i jadł powoli. Lewą ręką jakoś utrzymywał widelec. Zaś prawą, podparł się łokciem blatu i oparł o dłoń głowę. Jakby była za ciężka i potrzebowała oparcia. Znów mu zawirowało przed oczami, o czym świadczyło zaprzestanie jedzenia, zamknięcia oka i zakrycia go prawą dłonią. Temperatura mu pewnie znów podskoczyła, albo tego już nie odczuwał. Ciało cały czas go bolało. Czuł to lecz maskował rozmową i jedzeniem, a nawet żartami. Łapał przez nos głębokie oddechy i wydechy. Uspokajając oddech i próbując opanować organizm. Lecz czy da radę? Czuł się słabo, ale do tego nie przyzna nikomu. I możliwe też, że raczej w drogę powrotną nie da rady iść.
Dodatkowo opartunek pod bandażem spod lewego oko musiał być przesiąknięty krwią, albo ciśnienie się wezbrało, że mała strużka krwi spłynęła mu po policzki z pod bandaża, lewego oka. Niespecjalnie na to jakoś zwrócił uwagę. Może i nie poczuł z powdu takiego zmęczenia i bólu ciała?
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 10/12/17, 09:38 pm

Gdyby tylko wiedziała, co on teraz sobie myśli, jak się zadręcza tym, że nie odwiedza go zarówno ojciec, ale i matka, pewnie dałaby się kiedyś wygonić ich rodzicielce z sali. To przez nią nie zjawiała się tam zbyt często, ponieważ Anna obiecała, że się nim zajmie. Odkąd Jared odzyskał przytomność odwiedzała ich głównie, gdy oboje spali. Zaraz po operacji jednak przez pierwsze dni była tam tak często, jak tylko mogła - w końcu ktoś czasem musiał wygonić Annę do siebie, by zajęła się sobą i zjadła chociaż jeden porządny posiłek w ciągu dnia. Zresztą, jako przełożona medyków miała też bardzo dużo obowiązków w skrzydle szpitalnym, co mocno ją ograniczało. Na szczęście Harry przejął niektóre z nich.
Chociaż nie podobało jej się to, jak Jared prowokuje Johna, musiała przyznać, że... miał rację. Gdyby nie lekarz, może wszystko uszłoby im na sucho. Mało prawdopodobne, ale zawsze dobrze mieć nadzieję. Teraz jej nie było.
- Tak, masz rację.
Odpowiedziała mu lekko ściszonym głosem. I ona nie chciała, by jej słowa dotarły do uszu Johna. Uśmiechnęła się do niego. A na komentarz o tym, jak to je, tylko wywróciła oczami. Nabrała sporo jajecznicy na widelec i napchała sobie nią usta.
- Zadowolony?
Powiedziała niewyraźnie, żałując już tego, co zrobiła. Będzie teraz rzuć to, jak krowa trawę, bowiem czuła, że nie przejdzie jej to przez gardło. No, ale się postara, dla brata.
Przez chwilę siedziała w milczeniu, próbując zapanować nad ściśniętym żołądkiem. Trochę w tym wszystkim pomogła jej ciepła herbata i tak już w niedługim czasie z jej talerza znikła niemal połowa tego, co na nim było. Podniosła głowę, chcąc spojrzeć na brata i... zamarła. Coś się działo z Jaredem, co ją mocno zaniepokoiło. Do tego a dziwna smuga, którą zobaczyła na jego policzku. Odłożyła widelec i szepnęła do Jareda, prostując się bardziej, by zasłonić go przed czujnym spojrzeniem Johna.
- Podnieś głowę i spójrz na mnie.
To nie była prośba, choć wypowiedziana została dość łagodnie. Nie miała zamiaru się z nim teraz bawić, kiedy widziała, że nie jest z nim najlepiej.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 11/12/17, 12:19 am

Może i przywykł do tego, jak bardzo trudnym jest młodzieńcem dla rodziców, ale przyzwyczajony był ostatnio do obecność matki siedzącej przy jego łóżku i praktykującej kazania w kółko "leż i nie wstawaj". Ta jej boska cierpliwość do jego osoby. Jej i wujka Harry'ego, których wielu tutejszych lekarzy podziwiało. Johna do takich nie zaliczałby. Ten to by pewnie podał mu końską dawkę środka usypiającego by mieć z nim spokój. Przynajmniej tak to widział w swojej wizji Jared. Może i nie był to zły człowiek, ale bardzo strzegący prawa. Nic dziwnego, że ojciec przyjął go tutaj do pracy. Jest jednym z najlepszych.
Wracając do młodych. Rozmowę krótko zakończyli przyznając sobie rację. Na jej pytanie o zadowolenie, że zaczęła jeść, uśmiechnął się i skinął głową. Już wtedy czuł, że nie czuje się dobrze. Ciśnienie mu chyba w głowie podskoczyło albo w utraconym oku, gdzie rana była jeszcze świeża.
Usłyszawszy głos siostry, jakby był z oddali, uniósł głowę jakby co dopiero obudzono go ze snu.
- Co jest?
Zapytał i spojrzał na nią. Zmuszony to tego, by otworzyć oko i nie zakrywać dłonią czoła. Trochę mu się siostra podwoiła, jakby bliźniaczkę miała obok. Chwilowy zawrót głowy. Zaś strużka krwi pozostawiła ślad na jego policzku. Czego raczej nie poczuł. Z powodu bólu? Może ta strona pod bandażem opuchła? Nikt się tego nie dowie, jeżeli nie zostanie sprawdzone. Miło też, że Anna przyjęła taką pozycje, by John nic nie widział. Ale czy to coś pomoże?
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 13/12/17, 04:49 pm

Anna

Ta sytuacja pokazała tylko jedno, że Anna musi się jeszcze wiele nauczyć... To, co zrobiła, było bardzo lekkomyślne. W ogóle nie pomyślała o konsekwencjach, jakie wynikną z tego jej durnego pomysłu. Tak, teraz było dopiero widać, jak bardzo jej pomysł był idiotyczny.
Miała nadzieję, że jej zachowanie nie wyda się Johnowi podejrzane i, jeśli skutecznie zasłoniła Jareda, ten nie zainteresuje się nagle chłopakiem bardziej, niż dotychczas i nie zechce sam sprawdzić, co się tam dzieje. Nie chciała, by mieli kłopoty większe, niż dotychczas już mieli. Może... to po prostu jej się tylko przewidziało i akurat tak światło padło na policzek brata? Wątpiła w to, ale póki sama nie potwierdzi swoich podejrzeń, nie miała zamiaru alarmować nikogo, kto razem z nimi przebywał w stołówce.
Na to, aż Jared podniesie głowę, czekała z niecierpliwością. Starała się go jednak nie poganiać, bowiem obawiała się tego, że John wtedy na pewno się nimi zainteresuje. Na szczęście brat postanowił się z nią nie drażnić w tym momencie. Czy aż tak źle się czuł.
Kiedy zobaczyła stróżkę krwi na jego policzku, której początek był gdzieś pod bandażem, zacisnęła prawą rękę w pięść. „Spieprzyłaś.” Pomyślała, a na głos powiedziała, zupełnie ignorując Jareda.
- John... musisz nam pomóc.
Chyba się trochę... zestresowała, ponieważ nawet nie zdała sobie sprawy z tego, że zwróciła się do lekarza na „Ty”. Normalnie nigdy wcześniej do czegoś takiego nie doszło, bowiem mężczyzna nie spoufalał się zbytnio ze stażystami. Dopiero, gdy któryś z jego podopiecznych zaczynał praktykę lekarską, to się zmieniało, ale też nie zawsze.
Anna nie czekając na to, aż lekarz ją skarci, albo podejdzie do nich, wstała i podeszła do Jareda.
- Krwawisz - uświadomiła dopiero brata. - Musimy iść do zabiegowego.


John

Mężczyzna już dawno skończył jeść, ale mimo to nie odchodził od stołu. W rozmowę z siedzącymi razem z nim też się nie wdawał. Na szczęście nikt go na siłę nie próbował w nią wciągnąć. Widzieli jego marsowe czoło i skupienie na dzieciach państwa Chamberlain. Woleli nie wchodzić mu w paradę, dlatego pozwolili mu w spokoju obserwować tych dwoje.
Widział, że coś tam sobie szeptali. Wcale go to nie dziwiło. Na ich miejscu też by pewnie szeptał, byle tylko ktoś obok nie słyszał treści rozmowy. Kiedy jednak Anna nagle jakby bardziej się wyprostowała, zasłaniając tym samym mu Jareda, zaniepokoił się. To... nie było normalne zachowanie. Postanowił jednak na razie się nie ruszać. Czekał cierpliwie na jakiś znak, aż... w końcu go dostał.
Był bardzo zdziwiony, kiedy dziewczyna zwróciła się do niego po imieniu. Nigdy wcześniej jej się to nie zdarzyło. Przymknął jednak na to oko, kiedy dotarła do niego treść słów dziewczyny. Od razu wstał z miejsca. W jednej chwili rozmowy przy stoliku, przy którym siedział, ucichły. Trzy pary oczu spojrzały na niego, po czym na Annę i Jareda.
John nie kazał długo na siebie czekać. Obszedł stół i w ciągu pięciu sekund był już przy rodzeństwie. Odsunął delikatnie, acz stanowczo dziewczynę, na co nie protestowała. Nachylił się do Jareda.
- Spójrz na mnie. Jak się czujesz?
Przyłożył dłoń chłopakowi do czoła, chcąc sprawdzić, czy gorączka mu nie podskoczyła. Stróżka krwi na jego policzku niepokoiła go. Miał nadzieję, że to tylko szwy się trochę naruszyły. Niedobrze jeśli jednak winę za to ponosił nagły skok ciśnienia, co wcale by nie było niczym dziwnym przy takim wysiłku.
- Cordelia, idź po Panią Chamberlain i przekaż, by zeszła szybko do sali zabiegowej.
Powiedział to, nawet nie patrząc na stażystkę. Na szczęście nie musiał dwa razy powtarzać, bowiem jasnowłosa od razu poderwała się z miejsca i nim ktokolwiek spróbowałby ją zatrzymać, zaczęła biec w stronę drzwi, za którymi zaraz znikła.
John wyprostował się i spojrzał na drugiego lekarza, który siedział razem z nim przy stole.
- Albert, musisz mi pomóc go przetransportować.
Mężczyzna, tak samo jak Cordelia, nie dał się dwa razy prosić. Wstał od stołu, każąc uprzednio drugiemu ze stażystów, który siedział z nimi przy stole, by wracał do swoich obowiązków. Podszedł do całej trójki.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 13/12/17, 06:56 pm

Jared zauważył, że Anna się mu dziwnie przygląda i dziwnie w sumie zachowuje. A kiedy usłyszał jej słowa, wzywające Johna do pomocy, normalnie zaskoczony spoważniał bardziej.
- Oszalałaś?
To miało znaczyć, że zepsuła ich plan. Co z nim było nie tak? Co się jej nie podobało? Słysząc po chwili, że krwawi, nie miał pojęcia gdzie. Spojrzał na ręce, ale nie widział by bandaże zabarwiały się na czerwono. Ale nie oto widocznie chodziło. Skoro miał unieść głowę, to pewnie coś było nie tak na jego twarzy. Przecież miał bandaż na głowie. Od odczuwalnego bólu na całym ciele, nie odróżniał już nic gdzie co go boli. A na pewno oko i głowa. Ciśnienie na pewno musiało mu podskoczyć, tak samo i gorączka.
Długo nie trzeba było czekać, aż John się pojawi przy ich stoliku i także na niego spojrzy. Jared w tym momencie był zdenerwowany sytuacją.
- Dobrze. Nic mi nie jest.
Skłamał prosto w twarz. Nie zważał na to, że jego kłamstwo może być bardzo łatwo rozczytane. A już samo zbadanie czoła, mogło potwierdzić, że Jared miał wyższą gorączkę. Temperatura musiała mu podskoczyć. A nie wiadomo co dzieje się pod bandażem lewego oka. Może faktycznie szwy puściły? Poluzowały się? Czy może to wina ciśnienia, że krew znalazła ujście w innym miejscu?
Młody Chamberlain był jeszcze o tyle grzeczny, że nie odtrącił ręki Johna. Ale kiedy usłyszał że Cordelila ma iść po jego matkę, której nie udało się zatrzymać a siostra widocznie mu już w tym nie chciała pomóc, zdany był na siebie.
- Nigdzie nie idę!
Powiedział stanowczo i nawet wstał z krzesła! Cofnął się kulejąc, jakby chciał być z dala od tych dwóch lekarzy. Johna i Alberta. Jared nawet do przesady potrafił być trudnym pacjentem. W takim stanie gorączkowym już nie myślał co robił dobrze a co źle. W dodatku w lewej ręce trzymał nadal widelec, którego nie odłożył po nieskończonym jeszcze posiłku. Zamierzał się bronić. Lecz będąc osłabionym, da on radę dwóm mężczyznom?
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 3 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach