Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r. - Page 2

Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 24/11/17, 11:46 pm

Wciąż była w szoku, jaki potulny nagle się zrobił. Nie wiercił się, nie marudził - leżał grzecznie i nawet pozwolił dać sobie leki przeciwbólowe. O znieczuleniu na razie nie było mowy. Najpierw musiała dostać się do jego rany i ocenić, co dalej robić.
Bandaż ustępował z każdym ruchem nożyczek. Anna oglądała uważnie odsłaniane miejsca. Choć do rany jeszcze daleko, krew była widoczna na skórze już dobre kilka centymetrów od niej. Nie podobało jej się to. Ostrożnie przecięła cały bandaż, odsłaniając tym samym szyte miejsce. Wyglądało... okropnie. Szwy, tak jak się spodziewała, puściły. Może jeden, czy dwa z pięciu jeszcze trzymały, ale reszta... Brzegi rany były poszarpane. Ciężko będzie go znowu pozszywać. Kątem oka spojrzała na drugą rękę. Z nią musiało być tak samo. Zaczęła się zastanawiać, co powinna zrobić. Sama poradziłaby sobie z tym bez problemu, ale czy miała wystarczająco dużo czasu na to? Lepiej, jeśli pójdzie po wujka...
- Jared, idę po wujka - zaraz wracam.
Mówiąc to, położyła nożyczki na łóżku i ruszyła szybkim krokiem w stronę drzwi. Kiedy wyszła na korytarz, nie zamykała ich za sobą. Nie miała zamiaru zostawiać Jareda na dłużej, niż było to konieczne. Może przed nią tylko udawał takiego pogodzonego z losem, ale kto wie, co mu strzeli do głowy, kiedy znowu będzie sam. Tylko skoro taki był jej plan, jak miała zamiar iść po Harrego? Cóż... nie musiała, bowiem lekarz stał jakieś kilka metrów od drzwi, opierając się o ścianę. Wierzył w umiejętności Anny, ale wolał trzymać rękę na pulsie. Nicole nigdy by mu nie wybaczyła, gdyby tego nie dopilnował.
Kiedy zobaczył swoją siostrzenicę, odepchnął się od ściany, marszcząc brwi.
- Co się stało? Nie chce dalej słuchać?
Anna pokręciła przecząco głową, łapiąc go za rękę.
- Nie, wszystko w porządku, ale jego rany... Sama dałabym sobie z nimi radę, ale razem będzie szybciej. Podałam mu leki przeciwbólowe.
Mężczyzna tylko kiwnął głową i pozwolił się zaciągnąć z powrotem do pokoju. Od razu podeszli do łóżka. Anna chwyciła nożyczki i zabrała się za rozcinanie opatrunku na prawej ręce, kiedy Harry oglądał rozerwaną ranę.
- Ej chłopaku... Żebyś Ty miał choć trochę oleju w głowie - jeśli Jared spojrzał na niego, uśmiechnął się do niego. - Ale nie martw się, poskładamy Cię.
Widział tą zmianę w zachowaniu chłopaka. Nawet jeśli to miało być tylko chwilowe, postanowił to wykorzystać. I trochę dodać mu otuchy. Spojrzał na Annę.
- Jak Ci idzie?
- Już prawie... - odparła, ostatni raz nacinając bandaże. - Mam! - Przyjrzała się ranie, krzywiąc się nieznacznie. - Wygląda trochę lepiej niż tamta, ale i tak trzeba szyć od nowa - spojrzała na Harrego.
Mężczyzna tylko kiwnął głową, nawet jej nie sprawdzając. Ta mała miała potencjał - trochę przypominała mu jego siostrę w jej wieku. Tyle że Annie było znacznie łatwiej, niż Nicole.
- Połóż torbę na łóżku i idź umyć ręce.
Nakazał dziewczynie, sam podchodząc do zlewu. Anna zrobiła to, o co została poproszona, ale nim odeszła od Jareda, zagadnęła go.
- Nie martw się - niedługo damy Ci spokój. Musisz jednak nas znosić jeszcze przez chwilę - mówiąc to, ruszyła za Harrym, chcąc zrobić to, o co ją prosił.
Kiedy ona dotarła do zlewu, mężczyzna kończył już myć ręce. Wrócił do chłopaka, ciągnąc za sobą krzesło, na którym zaraz usiadł obok łóżka.
- Będę musiał wpierw wyjąć stare szwy i oczyścić ranę. Później ją zszyję. Dasz radę wytrzymać, czy mam Ci podać znieczulenie?
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 25/11/17, 12:26 am

Więc jednak postanowiła udać się po wujka. Słysząc to, Jared westchnął. Nic nie odpowiedział. Ale pozostawienie jego otwartej rany nie powodowało niczego dobrego. Krew nie została zatamowana i wypływała z rany. Może nie strumieniami, ale otwartymi miejscami. Podane leki przeciwbólowe, stopniowo zaczynały działać. Jared obejrzał się za siostrą, ale że jedno oko miał zabandażowane, niewiele widział przez drugie. Musiał bardziej przechylił głowę by ujrzeć jak zniknęła za drzwiami. Wtedy wzrok jego powędrował na ranę. A dalej na nożyczki, które były prawie na zasięg jego palców. Próbował je dosięgnąć, ale poruszenie ręką z taką raną, zadało mu dodatkowego bólu. Lek dopiero zaczynał działać, więc jeszcze coś odczuwał. Skrzywił się i zacisnął mocniej zęby, mrużąc oko. "Bywało gorzej..." - próbował się tym pocieszyć. Lecz poprawy w sobie nie czuł.
Anna w końcu wróciła z wujkiem, więc nic więcej nie mógł zrobić. Nawet na zmianę udali się umyć ręce. Przed tym, siostra rozcięła bandaże jego drugiej ręki. Warto wspomnieć, że szwy mogły puścić nie tylko z wewnętrznej strony przedramienia, ale i zewnętrznej. Także szycie będzie konieczne po obu stronach. Będą grzebać mu w rękach? Takie miał odczucie. Pościel i tak zaczęła się zabarwiać na czerwono. A on, jedynie odczuwał zmęczenie, senność. Ubytek krwi mógł to powodować. Bo Jared najwyraźniej nie miał oleju w głowie. Czyżby udało mu się osiągnąć stan odebrania sobie życia? Chciałby być takiej myśli. Zamknął oko. By zostawić wszystko im. Co z nim zrobią, już go to nie interesowało. Ale wewnątrz nadal pozostawał w depresji, emocjach podupadłych i z poczuciem winy. Że znów z pod jego zamkniętej powieki, spłynęła łza.
Mimo iż go pytali, nie odpowiadał. Chciał się odciąć, od tego świata. A z każdym ubytkiem krwi, słabł. Jeżeli chcieli utrzymać go przy życiu, musieli się nieco spieszyć.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 27/11/17, 11:00 am

Harry już taki był - lubił uświadamiać swoich pacjentów o tym, co będzie robił. Wolał tylko, gdy oni mu odpowiadali, a nie jak Jared. Chłopak nie miał zamiaru odpowiadać. Zmarszczył brwi. Nie podobało mu się to, co się z nim dzieje. Wtedy Anna zadziałała. Złapała brata za podbródek, kiedy wróciła i usiadła na krześle i potrząsnęła jego głową.
- Jared, wracaj do nas. Nie zasypiaj!
Powiedziała to dość głośno, żeby chłopak na pewno usłyszał. Miała nadzieję, że usłyszy, ale czy tak się stało? Jeśli otworzył oko i spojrzał na nią, uśmiechnęła się do niego.
W tym czasie Harry zaczął już działaś. Z torby wyjął małe nożyczki, pęsetę i gazę. tą ostatnią rzecz rozłożył na łóżku, po czym za pomocą narzędzi, zaczął oczyszczać jego ranę z kawałków szwów, które chłopak porozrywał. Rozcinał te, które tego wymagały.
Anna długo nie kazała mu czekać. Idąc za przykładem wujka, również z torby wygrzebała taki zestaw. Kiedy ona dopiero zaczynała, Harry już był przy drugiej ranie, która znajdowała się z tyłu na przedramieniu. Był naprawdę szybki w tym, co robił. Dziewczyna starał się jak on szybko oczyścić ranę, ale nie miała w dłoniach jeszcze takiej wprawy. Szwy z rany wyciągała w równym tempie, ale powoli. Czasem tylko przerywała, nie chcąc wbić nożyczek w ranę, kiedy wujek ostrzegał ją, że będzie nieco przekręcał Jareda, by dostać się do jego rany z tyłu.
Kiedy skończył, spojrzał na Annę, by sprawdzić, jak jej idzie. Już kończyła wyciągać szwy z przodu.
- Przejdź na moje miejsce i zacznij już szyć.
Nie chciał marnować zbytnio czasu, tym bardziej że widział, że krew zaczyna wypływać z ran coraz szybciej. Dziewczyna rzecz jasna usłuchała. Oddała narzędzia wujkowi i zamieniła się z nim miejscami. Kiedy usiadła, spojrzała na Jareda z nadzieję, że on cały czas jest z nami. Szybko jednak się opamiętała i zaczęła szukać w torbie nowej gazy i wody utlenionej, którą - gdy tylko znalazła, nasączyła lekko i przetarła miejsce wokół rany, by je odkazić. Lanie specyfiku bezpośrednio na ranę nie miało najmniejszego sensu, a wręcz nie można było tego robić. Po tym odnalazła igłę z nicią i zaczęła szyć.
- Jared, teraz się nie wierć.
Uprzedziła brata, jeśli ten był przytomny i zbliżyła się do niego. Chcąc zszyć już raz rozerwaną ranę, musiała wbijać igłę nieco dalej od poszarpanych brzegów, przez co musiała mocniej naciągnąć jego skórę. To musiało być mało przyjemne.
Nowe szwy zaczęły złączać brzegi rany, tamując tym samym nieco upływ krwi z niej. Anna nawet nie zauważyła, kiedy Harry również rozpoczął szycie chłopaka. On, tak samo jak siostrzenica, nie miał lekko. Brzegi mocno zostały poszarpane i w tej ranie, więc wbijać igłę należało trochę dalej. Kiedy oboje założyli odpowiednią ilość szwów na przedniej części ramienia, jeszcze raz przemyli wszystko wodą utlenioną. Następnie spojrzeli na siebie, a później na Jareda. Widocznie taka komunikacja niewerbalna wystarczyła, by się zrozumieli.
- Jared, jak się czujesz?
Słowa te padły z ust ich wujka. Mężczyzna chciał wiedzieć, jak się czuje, czy ból nie jest dla niego zbyt duży. Jeśli tak było, był gotowy podać mu znieczulenie. W oczekiwaniu na odpowiedź, ugięli oboje jego ręce w przedramionach i zaczęli przemywać teraz te miejsca z krwi i oczyszczać brzegi rany.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 27/11/17, 02:15 pm

Młody łowca był zmęczony tym wszystkim, a ubytek krwi mu widocznie w tym pomagał. Nie odpowiedział wujkowi, bo widocznie na to nie miał już siły. Dlatego też chciał oddać się objęciom morfeusza, lecz na to nie pozwalała mu siostra. Czuł jak dotyka jego podbródka i nakazuje mu na siebie spojrzeć. Uchylil powiekę, ale zaraz ją znów zamknął o próbował wmusić ułożenie swojej głowy na wprost, o ile Anna mu na to pozwoliła.
Leki przeciwbólowe jakie mu podała, zaczęły działać. Nie czuł w sumie nic, jak zajmowali się jego ranami. Słyszał ich rozmowę, ale otwierał oka. Jakby udawał że spał. Zmiany można było dostrzec, kiedy przez ubytek krwi lekko zbladł na twarzy. Miał sie nie wiercić? Nie poruszał się. Można było odnieść wrażenie, że jego klatka pierwsiowa wolno się porusza. Był z nimi, ale na obudzenie się teraz nie było szans. Zasnął zmęczony tym wszystkim. Nie usłyszał już pytania wujka. Czuł, że musi odpocząć. I pewnie tak zostanie do następnego dnia.
Jego zaszyte rany nie przepuszczały już takiej ilości krwi jak w momencie ich otwarcia. Można było spokojnie zabandażować je po oczyszczeniu, przebrać go i zmienić mu pościel. Tylko co będzie, jak się on obudzi? Czy nie dojdzie do powtórki sytuacji z dnia obecnego? Czy nie będzie lepiej zapobiec temu zdarzeniu, skoro z jego psychiką było kiepsko? Czy może jednak słowa Anny do niego w jakimś stopniu dotarły i nie popełni kolejnej próby samobójczej? Inni medycy pewnie już dawno by go związali, byleby się z nim nie męczyć. Nie mieli widocznie aż takiego dużego pokładu cierpliwości do jego zachowania co Nicole, Harry i Anna.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 28/11/17, 01:23 am

Z Jaredem nie było już w ogóle kontaktu. Dziewczyna widząc, że odpłynął, poczuła lekki niepokój. Spojrzała na wujka, który jakby wyczuł jej obawy. Uniósł głowę, by i on mógł na nią spojrzeć.
- Nic się nie martw. Jest wycieńczony. To normalne, że zasnął.
Anna wiedziała, że mówi prawdę, ale mimo to niepokój jej nie opuszczał. Ostatnio tylko w takim stanie widywała brata, ale jeśli się nad tym głębiej zastanowić lepiej, że spał i zbierał siły, niż próbował znowu jakiś głupot. Westchnęła znużona pod nosem i zaczęła szyć ranę na tyle przedramienia.
Kiedy zakładała ostatni szew, Harry już dawno skończył i zaczął już bandażować prawą rękę chłopaka. Anna idąc za jego przykładem, wyciągnęła z torby rzeczy niezbędne do zrobienia opatrunku. Gazami obłożyła rany, po czym owinęła je bandażem. Gdy obie ręce zostały już opatrzone, każdy z nich mógł odetchnąć z ulgą.
Lekarz oparł się ciężko o oparcie krzesła. Nie myślał, że ta cała szarpanina z siostrzeńcem, tak go wykończy psychicznie. Spojrzał na Annę i od razu przestał się nad sobą użalać. On w porównaniu do niej wyglądał niczym młody bóg, czego nie można było powiedzieć o niej. Ze swoim wyglądem nieboszczyka, sama powinna zostać przykuta do łóżka, jak jej brat, a później powinno się jej podać lekki nasenne. Najlepiej taką dawkę, by przespała od razu cały dzień. Wiedział jednak, że jeśli nawet by to jej zaproponował, nigdy by się nie zgodziła. Będzie musiał porozmawiać o tym z Nicole, by jako matka wpłynęła jakoś na swoją córkę. Czasami współczuł jej, że każde z jej dzieci musiało wrodzić się w Briana.
- Idę po kogoś, kto pomoże nam go przebrać i zmienić pościel na świeżą. Ty w tym czasie wyciągnij nową z szafki.
Mówiąc to, chwycił za torbę i ruszył w stronę drzwi. Anna odprowadziła go wzrokiem, po czym spojrzała na brata. Wyglądał fatalnie. Niechętnie wstała i podeszła do jednej z szafek, w której trzymali po jednym komplecie czystej pościeli na jedno łóżko, by za każdym razem nie musieć lecieć do magazynu. Wróciła z tym do chłopaka, a wtedy przez drzwi wszedł lekarz z dwójką innych, którzy mieli im pomóc dźwignąć chłopaka z łóżka. Harry po drodze zdążył jeszcze udać się do pokoju chłopaka, by stamtąd zabrać dla niego jakieś rzeczy na przebranie. Wziął wszystko w ilościach dwóch sztuk, by jeden komplet rzeczy został w sali.
Anna chciała pomóc, ale wujek jej to odradził, tłumacząc, że im pójdzie to sprawniej. I mieli rację. Trzech dorosłych mężczyzn szybciej uporało się z podniesieniem nieprzytomnego chłopaka, przebraniem go, a później ze zmianą pościeli. Kiedy było już po wszystkim, ułożyli go znowu w łóżku. Harry przez chwilę zastanawiał się, czy nie przywiązać chłopaka do łóżka, ale postanowił na razie tego nie robić. Był wykończony i spał, więc ryzyko tego, że znowu zacznie się rzucać było na razie znikome. Do tego była tu Anna. Spojrzał na nią.
- Najpewniej będzie spał do rana. Może sama też byś poszła się przespać?
Musiał spróbować, choć nie spodziewał się innej odpowiedzi jak zaprzeczenie. Anna miała zacięty wyraz twarzy. Podeszła do łóżka i usiadła na krześle obok niego.
- Nigdzie się stąd nie ruszam.
Harry nie miał zamiaru się z nią kłócić, ale obiecał sobie, że na pewno na jej temat porozmawia sobie z Nicole. Właściwie to może od razu do niej pójdzie.
W odpowiedzi, kiwnął tylko Annie głową, po czym opuścił wraz z innymi medykami salę, zamykając cicho drzwi za sobą. Kiedy dziewczyna została sama z Jaredem, złapała jego dłoń i ścisnęła ją lekko.
- Będę tu, gdy się obudzisz.
Obiecała mu, choć wiedziała, że może jej nie usłyszeć. Niby na chwilę, położyła głowę na łóżku, wciąż ściskając jego dłoń. Nawet nie zauważyła kiedy zasnęła.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 28/11/17, 01:50 am

Jared zasnął na dobre. Harry dobrze potrafił oceniać sytuację i stan pacjenta. Szczęście w tym, że Jared nie stracił więcej krwi niż tyle ile ubyło z jego ran. Dzięki temu, mieli na całą noc z nim spokój. Chłopak spał do samego rana, a przebudził się dopiero przedpołudniem. Otworzył oko, półprzytomnie widząc znów ten sam sufit. Czuł, że ktoś trzyma go za rękę. Odwrócił głowę i uniósł  lekko by zobaczyć kto tutaj czuwa przy bym. Serce mu ścisnęło, że to była jego siostra. Zacisnął lekko dłoń na jej palcach, jeżeli nadal go trzymała. Jeżeli nie, podniósł się na łokciach, syknąwszy z bólu. Leki przestały działać a on znów zaczął swoją powtórkę z prób by usiąść. Wszystko dlatego, by móc jedną ręką dosięgnąć Anny i móc pogładzić ją po włosach. Niczym małe zmęczone dziecko. Nie tylko ręce go bolały ale i klatka piersiowa. Usztywniona noga, jedynie przy poruszaniu. Starał się nie obudzić Anny, widząc jak spała. Ułożył się jakoś bokiem, podpierając na łokciu. Jeszce trochę a pewnie i te szwy mu puszczą. Przejmował się tym? Zacznie w momencie, jeżeli wparuje tutaj jego wuj. Chyba w tej chwili obawiał się go tutaj zastać. Dlatego też dla pewności, postanowił rozejrzeć się po sali. Na tyle ile mógł. Chociaż przez to, obolałe miejsce po straconym lewym oczku, zabolało mocno. Złapał się odruchowo, zamykając oko i normalnie padł na poduszkę. Wszystko znów go bolało. I znów był w formie naładowanej.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 28/11/17, 09:51 pm

Jak zasnęła, tak spała do rana, a nawet dłużej. Aż dziw bierze, że nie obudziła się w nocy nawet raz. Pozycja, w jakiej usnęła, nie należała do najwygodniejszych. Większość wytrzymała by tak pewnie jakieś dwie, może trzy godziny, budząc się z okropnym bólem karku i kto wie, może przykurczem mięśni szyi, które znacząco ograniczyłyby ruchomość głowy. Anna jednak była tak zmęczona, że kiedy pierwszy raz od kilku dni zapadła w głębszy sen, jej organizm postanowił to wykorzystać i się zregenerować. Było jej to bardzo potrzebne.
W ciągu nocy zaglądał do nich kilka razy wujek i ich matka. Wymieniali się, bowiem każde chciało wiedzieć, czy wszystko z nimi w porządku - zwłaszcza z Jaredem. Podejmowali próbę budzenia dziewczyny, ale sen jej był tak twardy, że ani raz im się to nie udało. Myśleli, czy nie przenieść jej do pokoju, ale w końcu odpuścili. Przynajmniej cały czas ktoś będzie przy Jaredzie. Oni niestety mieli mnóstwo swoich obowiązków i nie mogli siedzieć przy nim całą noc i go pilnować, choć Nicole Chamberlain z chęcią by to zrobiła. Jako przełożona lekarzy jednak nie mogła tego zrobić... Oboje postanowili okryć ramiona Anny kocem, by nie zmarzła w nocy i pozwolić jej spać.
Anna spała naprawdę mocnym snem, dlatego gdy Jared zaczął się przebudzać, nie zareagowała od razu. Spała jeszcze chwilę, kiedy on otworzył oko i próbował zmienić pozycję, by móc pogłaskać ją po włosach. Zbudziła się dopiero wtedy, kiedy padł na poduszkę obolały, wprawiając tym samym łóżko w wibracje.
- Ja nie śpię! - Poderwała się półprzytomna i poczuła ból w karku. - Auł...
Jęknęła, wolną rękę kładąc na karku i próbując go rozmasować, ale niezbyt dokładnie. Wciąż tkwiła między snem a jawą i gdyby nie Jared, położyłaby się dalej spać. Kiedy jednak otworzyła oczy i spojrzała na brata, który nie wyglądał na najszczęśliwszego człowieka na świecie.
- Jared... Wszystko w porządku?
Podniosła się zaniepokojona, próbując ignorować ból karku. Ostrożnie położyła mu rękę na ramieniu.
- Coś Cię boli - Ann, genialne pytanie w tej sytuacji. Szybko się zreflektowała. - Jeśli chcesz, mogę iść po leki przeciwbólowe.
Mówiąc to, nie była pewna, czy dobrze robi. Nie dalej jak wczoraj była świadkiem tego, jak jej brat rzuca się jak dzikie zwierze, gdy tylko na chwilę spuściła go z oczu. Czy teraz mogła mu zaufać i wyjść z sali? Oczywiście, że nie.
- Albo wiem... zawołam kogoś i poproszę, by przyniósł Ci leki przeciwbólowe. Na pewno ktoś się będzie kręcił na korytarzu.
Mimo tych słów, nie ruszyła się z miejsca. Chciała wpierw dowiedzieć się od Jareda, czy potrzebuje w ogóle tych leków, chociaż patrząc na niego, spodziewała się, że tak.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 28/11/17, 10:07 pm

Każdego organizm potrzebował regeneracji. Szczególnie Anny, która non stop czuwała przy łóżku brata. Jak i sam poszkodowany, który bardzo powoli dochodził do siebie. Jared nadal był osłabiony i blady, ale że obudził się, to znaczy że jego stan się nieco poprawiał. Ból jednak w ciele pozostawał. A rany na przedramionach będą się dłużej goić, po tym co odwalił dnia poprzedniego.
- Nie...
Odpowiedział, nieco zachrypniętym głosem. Odchrząknął sobie i leżąc musiał przyznać, że wtedy go nic nie bolało. Bo leżał nieruchomo.
- Wszystko...
Odpowiedział krótko na jej pytanie, już nieco lepiej. A na wzmiankę o lekach przeciwbólowych, to już przypomniał sobie tę wczorajszą strzykawkę.
- Przeżyję...
Oznaczało to, że odmówił. Ale leków potrzebował. Może gdyby podali mu je inaczej, nie protestowałby? I nie miałby nic przeciwko temu, jeżeli siostrzyczka zostawi go na parę minut samego. Jared potrafił o siebie zadbać. A na pewno nie będzie zamierzał leżeć. Już go korciło by się podnieść, lecz ręka siostry na jego ramieniu, trochę to utrudniała. Więc nie podnosił się.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 28/11/17, 11:21 pm

Miała trochę czasu, by się rozbudzić, kiedy ten zastanawiał się nad odpowiedzią dla niej i/lub zbierał siły, by w ogóle coś powiedzieć. Kark ani na moment nie przestawał ją boleć, a nawet odnosiła wrażenie, że boli ją jeszcze bardziej. Czym był jednak jej ból, w porównaniu z jego.
Słysząc jego odpowiedź, tylko westchnęła. Albo wciąż się nie obudził, albo ból był tak silny, że nie myślał trzeźwo.
- Jesteś pewny. Naprawdę mogę posłać kogoś, po jakieś lekki przeciwbólowe.
Nie myślała o lekach w formie tabletek, bowiem potrzebują więcej czasu, by zacząć działać, niż te podawane bezpośrednio do krwioobiegu. Nie była też na tyle jeszcze rozbudzona, by pomyśleć o tym, że jej brat może właśnie dlatego nic nie chce, bo boi się zastrzyków. W innej sytuacji, pewnie zaczęłaby się z nim drażnić, ale teraz... ani ona i pewnie on też, nie mieli nastroju na żarty. Jeśli chciał dostać coś przeciwbólowego, ale nie tabletki, wystarczy, jeśli poprosi...
...ale o tym, by Anna go zostawiła samego, mógł zapomnieć. Nawet jeśli postanowi wyjść, nie zrobi tego, póki ktoś jej przy nim nie zastąpi. Czuła jak się próbował podnieść. Wiedziała jednak, że jest słaby, więc - tak, chwilowo miała nad nim przewagę. Wreszcie!
- Nawet nie próbuj - ostrzegła go, uśmiechając się do niego lekko. - Jeszcze nie jesteś wystarczająco silny, by wstawać.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 28/11/17, 11:28 pm

Jeżeli mielibyśmy się zakładać, która odpowiedź z domysłów Anny byłaby prawdziwa, to zapewne druga. Jared nie myślał trzeźwo. Z drugiej jednak strony, torturowanie siebie ze znoszeniem bólu na ciele, hamowało go do tego, by leżeć i się nie ruszać. Podanie mu leków miało nieco odwrotny skutek. Choćby taki, że jeżeli przestanie odczuwać ból, będzie myślał że już po wszystkim to może opuścić łóżko. Nie mówiąc już o całym skrzydle szpitalnym. A najchętniej, to on by sobie teraz wrócił do swojego pokoju. Ale czy mu pozwolą?
Nie odpowiedział, ale pokiwał głową potwierdzająco, że wytrzyma. Że nie potrzebuje leków. Jego grymas bólu powoli znikał, kiedy leżał i się nie ruszał. Lecz podjęta próba podniesienia się do siadu chociażby, także zakończyła się fiaskiem. Znów z nią przegrał, krzywiąc się na twarzy.
- Mam dość leżenia...
Zebrał siły na gadanie. A co najważniejsze, na marudzenie. Sytuacje niestety będą takie, że Jareda będzie trzeba zostawiać samego. Matka musi pracować, wuj tak samo a Anna? Nie może opuszczać swoich obowiązków jako młoda dziewczyna, która dopiero co kształci się na medyka. Czy może płacą jej za siedzenie przy nim?
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 29/11/17, 12:13 am

Jej brat był naprawdę beznadziejnym przypadkiem. Aż dziwne, znając jej temperament, że jeszcze nie krzyknęła na niego, każąc się mu ogarnąć. Jak widać jednak, miała w sobie więcej cierpliwości, niżby się mogło komukolwiek wydawać.
- No dobra... skoro nie chcesz, nie będę Cię zmuszać.
Uniosła ręce w obronnym geście i usiadła na krześle, które stało obok. Kark wciąż ją bolał, a masowanie nic nie dawało. Pewnie będzie się męczyć do jutra z tym, chociaż w porównaniu do niańczenia Jareda, to było nic. Właściwie to dlaczego ona wciąż przy nim siedziała? A... pewnie chodziło oto, że martwiła się o tego idiotę.
- Na głowę upadłeś?
Zagadnęła go - widać, że sen dobrze jej zrobił, ponieważ zyskała nieco energii, co było widać nie tylko słychać, ale i widać po niej.
- Nie ruszysz się z tego łóżka, a już na pewno nie sam. Już zapomniałeś, co się stało, jak ostatnio sam próbowałeś chodzić? Mam Ci przypomnieć?
Mówiąc to, sama przypomniała sobie o tym, o co ją prosił. Aż się skrzywiła na myśl o tym... Jak on mógł prosić ją oto, by go zabiła?! Nie chciała tego roztrząsać na razie. Nie teraz, kiedy z jej bratem wciąż nie było najlepiej.
Nie chciała mu odpuścić i ulec, ale kiedy głębiej zastanowiła się nad jego prośbą i nad tym, co sama powiedziała, coś... przyszło jej do głowy. Pomyślała, że ten pomysł może mu się spodobać.
- Słuchaj, samemu na pewno nie pozwolę Ci łazić, ale... jeśli tylko chcesz, mogę Ci pomóc. Wiem, że nie lubisz być przykuty do łóżka - dosłownie i w przenośni. - Pewnie niedługo zaczną roznosić śniadanie. Jeśli chcesz, zamiast czekać, możemy iść na szpitalną stołówkę.
Ach, cóż to za urozmaicenie jego nudnego życia. Było to jednak na pewno lepsze, niż siedzenie wciąż w tym pokoju. Anna tylko zastanawiała się, czy dobrze robi. Nie dalej jak wczoraj, znowu musieli go szyć. Matka musiała być zła, choć jak ją znała, to była pewnie bardziej zmartwiona tym, co się stało. Zastanawiała się, czy reszta ran zabliźniła się na tyle, by Jared mógł poruszać się bez obaw o ich rozerwanie. Zresztą, niedługo na pewno się o tym przekonają. Dziś będzie trzeba zmienić mu opatrunki.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 29/11/17, 12:37 am

Ten beznadziejny przypadek był bardzo kochany przez mamusię i siostrzyczkę a wujek Harry miał z nim na prawdę relaksującą i fizyczną pracę, kiedy Jared musiał leżeć kilka dni w łóżku, jeżeli nie tygodnie. Wszystko zależne było od obrażeń jakie odnosił po walkach z wampirami.
Na głowę to prawie upadł. Mógłby się z tym zgodzić. Chociaż ona go nie bolała, a jedynie noga, utracone oko, klatka piersiowa i przedramiona. Gdyby wiedział, że będzie miał dzisiaj zmieniane opatrunki, chyba nie będzie chciał, aby ktokolwiek widział jego ranę na klatce piersiowej, która była co prawda... poniżająca.
Kolejne siostrzane kazanie, że nie ruszy się on z łózka. Matka mu też tak gadała. Ale siostra w tym przypadku musiała wrócić do poprzedniego dnia. Nie odpowiedział jej. Tylko spojrzał na nią i powrócił wzrokiem na sufit, który w tej chwili wydał się być interesujący.
Ożywił się, kiedy siostra wspomniała o pomyśleć opuszczenia tego cholernego łóżka. Od razu na nią spojrzał, czując nadzieję na uwolnienie się od tego miejsca. Ale czemu musiała to być stołówka lekarska? Nie mogła być ta normalna? Z innymi łowcami?
Problem jednak był jeden, Jared był mocno osłabiony i nie wiadomo czy utrzymałby się na kulach do chodzenia, bo przecież z usztywnioną nogą, nie będzie mógł biegać. Jednakże pomysł był na tyle dobry, by móc się z tego łóżka oderwać (oby) na dłużej.
- Mógłbym na to przystać. Tylko co na to wujek?
Zgodził się, ale jak znał wujka, będzie przeciwny temu. A jeżeli chodziło o przykuwanie do łóżka, spojrzał na swoje ręce widząc że cały czas ma wolne. Aż dziw brało, że takie pokłady cierpliwości do niego mieli, że jeszcze nie został dosłownie przykuty do łóżka.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 29/11/17, 01:16 am

Szpitalna, szpitalna... na inną na razie nie miał co liczyć. I tak powinien być wdzięczny Annie za to, że wyszła z taką propozycją. Zrobiła to, chociaż wiedziała, że jak o wszystkim dowie się wujek, albo matka, to jej następne spotkanie z nimi pewnie nie będzie należało do najprzyjemniejszych. Postanowiła jednak zaryzykować. Jeśli dzięki temu miała zapobiec ponownemu otworzeniu się ran brata, warto było podjąć tą próbę. Zresztą, może jeśli się przejdzie i się zmęczy, to sam będzie chciał wrócić do łóżka i odpocząć. Zarzuciła na razie jednak myślenie o tym, co będzie, albo czego nie będzie. Najpierw musiała się z nim dostać na tą stołówkę, a to już wiedziała, że nie będzie należało do najprostszych zadań.
- A od kiedy to się tak wujkiem przejmujesz?
Zagadnęła go zaczepnie. Nie myślała, że pierwszym, co usłyszy po swojej propozycji, będzie obawa oto, co się stanie, kiedy ich wujek się o wszystkim dowie.
- No ale jeśli się boisz, to oczywiście możemy tu zostać. Za jakiś czas ktoś na pewno się tu zjawi z posiłkiem dla Ciebie. Wydaje mi się, że na pewno wszyscy już wiedzą, że odzyskałeś przytomność - klasnęła rękami o uda. - Później w odwiedziny przyjdzie do Ciebie wujek, albo matka, więc będę mogła Cię zostawić na chwilę i rozprostować nogi. Przebrać się, odświeżyć. No, a Ty w tym czasie będziesz cały czas leżał w łóżku.
Na zakończenie swojego monologu nie mogła odmówić sobie tego, by się do niego nie uśmiechnąć. Tak, była w tym momencie złośliwa dla niego, chociaż może nie powinna. Może powinna potwierdzić jego obawy, a wtedy może sam zechciałby zostać w łóżku? Czuła jednak, że kiedy dała mu nadzieję na to, że będzie mógł choć na chwilę opuścić tą salę, to na pewno tak szybko z tego nie zrezygnuje. Anna zaczęła się tylko zastanawiać, czy da radę sama go podeprzeć. Jared nie mógł obciąż usztywnionej nogi nawet w najmniejszym stopniu. O chodzeniu o kulach również mógł na razie zapomnieć - połatane przedramiona. Chyba nie miała innego wyjścia - musiała dać radę.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 29/11/17, 01:28 am

Kto by się nie bał wujka ze strzykawką? Zostało mu to po ostatnim dniu, jak widział co tam chował. Za dobrze się tutaj widocznie wszyscy znali, ale z drugiej strony, lubił wujka Harry'ego. Ale tylko wtedy, kiedy nie robił za lekarza. Czasami potrafił mu tak przywalić, żeby Jared się opanował i uspokoił. Nie to teraz było ważne. Trzeba było zaklepać pomysł siostry ze spacerem na stołówkę.
- Nie boję się go.
Odpowiedział stanowczo i zamknął oko. Czując tę słabość w sobie. No i ból przede wszystkim. Jak on ma się poruszać, kiedy go wszystko boli? Prędzej będzie jej klękał na podłodze i zgrywał bohatera.
Siostra jednak analizowała słusznie, jak ciężko będzie przeprowadzić Jareda do stołówki, kiedy on w ogóle jest uziemiony. Najlepszym rozwiązaniem będzie jak zostanie w tym łóżku, no ale... Jared ma tego leżenia dość.
Choć druga część jej wypowiedzi była co najmniej dla niego dziwna.
- Dlaczego więc teraz nie pójdziesz doprowadzić się do porządku?
Zapytał. Dziwiąc się, że cały czas przy nim czuwała. Ale z drugiej strony doceniał to poświęcenie.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 29/11/17, 10:01 am

Słysząc jego odpowiedź, uśmiechnęła się.
- Tak właśnie myślałam... - odparła, wstając z krzesła. - Mam nadzieję jednak, że go nigdzie nie spotkamy po drodze. Ani matki. Ciekawe... jak duże szanse mamy na to, że akurat dziś nie mają dyżuru.
Anna wiedziała, że minimalne, ale może akurat byli czymś bardzo zajęci? Miała nadzieję, że tak właśnie było. Naprawdę nie chciała podpadać któremuś z nich, a i Jaredowi chciała trochę pomóc. Wiedziała, jak się męczy w tym łóżku.
Słysząc jego pytanie, spojrzała na niego z politowaniem. Gdyby mogła, to pewnie przekręciłaby głowę na bok, ale akurat kark przy tych drobnych ruchach bolał najbardziej.
- Sugerujesz, że źle wyglądam?
Zapytała żartobliwie, ale... wtedy dotarło do niej, że może wyglądać nienajlepiej, choć to naprawdę delikatne określenie. Mimo snu, miała podkrążone oczy, a jej cera miała ziemisty kolor. Włosy w nieładzie, próbowała ułożyć jakoś ręką. Poszło jej z nimi całkiem nieźle, ale i tak szybko zaczęła zaplatać je w warkocz. Co zaś się tyczy ubrania - było ono wymięte, ale nie chodziła w nim cały czas, odkąd przy nim czuwała. Chociaż raz dziennie matka zmuszała ją - inaczej tego nie można było nazwać, by udała się do swojego pokoju i zadbała o siebie. Teraz pewnie byłoby nie inaczej.
- Nie można Cię spuścić choćby na chwilę z oczu, więc jak Ci się wydaje - dlaczego nie zrobię tego teraz? - Była już trochę poważniejsza, kiedy to mówiła. - Zresztą, wujek, albo matka na pewno tu przyjdą - wtedy sobie pójdę. Przyznaj się, miałeś nadzieję, że choć przez chwilę dam Ci spokój?
Patrzyła na niego, kończąc zaplatać warkocz. Końcówkę związała, by się nie rozpadła. No... naprawdę nie wyglądała najgorzej.
- To co, chcesz wyjść, czy dalej będziesz rozwodził się nad tym, co powinnam, a czego nie powinnam robić?
Bo ona wiedziała - nie powinna go wyciągać z łóżka. Powinna wrócić do pracy w skrzydle szpitalnym - wolała nawet nie myśleć, jak długo jeszcze pozwolą migać jej się od pracy.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 29/11/17, 12:38 pm

Także się uśmiechnął, ale lekko. Wszystko go bolało, co w sumie było po nim widać. Lecz dzielnie się trzymał.
- Nie przypominam sobie, by któreś z nich miało razem wolne. Często się wymieniali i dalej to pewnie robią.
W związku z tym, istniało ryzyko spotkania wujka Harry'go albo matki. Jeżeli Anna była na tyle dobra by pomóc bratu, to postanowił z tego skorzystać. Ale na rozum idąc, widział w jakim stanie jest Anna a po sobie czuł, że jest słaby. Nie doszedł jeszcze do pełni sił, by opuszczać łóżko. Lecz, bez ryzyka tego nie sprawdzi.
- Wolałbym, żebyś wyglądała jako moja siostra a nie zombie.
Odparł również z żartem i śmiać mu się chciało, widząc że zaczęła się prowizorycznie stroić dla niego. Próbując doprowadzić się do porządku. Ale miał rację. Powinna o siebie dbać. Inaczej będzie innych pacjentów odstraszać.
I znów ta śpiewka, że nie można go puścić z oczu. Aż wywrócił swoim okiem. Musiał jednak przyznać, że dziwnie się czuł widząc na jedno oko. Zamknął je, a lewą rękę podniósł na tyle, by dłonią dotknąć bandaża w miejscu, gdzie miał lewe oko. Którego tak właściwie nie miał. Piekło go cały czas, a jednocześnie dawało bolesne wspomnienia z tamtej nocy.
- Nie. Miałem nadzieje, że jak się obudzę to będę widział Ciebie.
Otworzył oko i z uśmiechem na nią spojrzał. Wysunął drugą dłoń w jej kierunku, chcąc złapać jej rękę. Niestety w uścisku nie miał siły w dłoniach. Nikła w tej chwili szansa, że utrzymałby choćby szklankę jedną ręką. Może go czekać rehabilitacja, jeżeli po zagojeniu ran, sytuacja sprawności się nie poprawi. Będzie musiał na nowo ćwiczyć.
- Tak. Idziemy.
Potwierdził i spróbował się podnieść. Pierw przekręcając na bok by podeprzeć na łokciu z prawej strony, ale lewą ręką złapał za klatkę piersiową. Rany nawet jak się goiły, łaskotały albo piekły. Próbował się podnieść, ale skrzywił się na twarzy starając się na początek usiąść. Trzeba przyznać, że ręce też o sobie przypominały, aż spojrzał czy czasem znów bandaże nie przesiąkły krwią.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 29/11/17, 05:11 pm

Choć nie chciała, musiała przyznać rację bratu - mało prawdopodobne było to, by ich matka i wuj byli w tym samym czasie na dyżurze w skrzydle szpitalnym, albo wręcz przeciwnie - by nie było ich wcale. Nicole i Harry mieli tę przyjemność, że zajmowali najwyższe miejsce w hierarchii, jaka panowała w szpitalu Stowarzyszenia. Ich matka, choć była młodsza od Harry’ego, pełniła rolę przełożonego, a jej brat był jej zastępcą. Któreś z nich zawsze musiało być na dyżurze, by panować nad tym, co się tu działo.
- To lepiej... żebyśmy ich nie spotkali.
Skwitowała tylko, nie chcąc się nad tym dłużej pochylać. Bała się bowiem, że kiedy zacznie to analizować dojdzie do wniosku, że jej pomysł nie był mniej idiotyczny od tego, jakie miewał Jared. Ponadto wybór stołówki na pierwszą „ucieczkę” z sali nie był najmądrzejszym wyborem. Jeśli nie chciała mieć kłopotów, powinna go zabrać chociażby do jego pokoju, by widziało ich jak najmniej osób, ale nie - ona pomyślała o stołówce. Przecież kiedy ich tam tylko zobaczą, nie minie minuta, jak matka, albo wuj zjawią się przy nich. Jaredowi to może i ujdzie płazem, ale Annie? Oj, na pewno nie. Skoro chciała przy nim siedzieć, a oni na razie przymykali oko na jej zaniedbywanie swoich obowiązków, powinna się bardziej wykazać, a nie sama dawać powód do tego, by to zakończyć.
- No, ale słowo się rzekło - posłała mu uśmiech. - Idziemy! - Podeszła do jego łóżka.
Słysząc, jak ją nazwał, prychnęła rozbawiona pod nosem.
- Ciesz się, że nie widziałeś mnie dwa dni temu. Dziś to się wyspałam.
Wyciągnęła jedną rękę w jego stronę, a później drugą, by mógł złapać się ich obu. Podejrzewała, że nie będzie miał zbytnio siły, więc jeśli sama chciała go dźwignąć, musiała skorzystać z obu rąk. Złapała go pewnie, nawet może trochę mocniej, niż by to normalnie zrobiła, ale nie chciała, by nagle jego dłoń wysunęła się jej z uścisku.
- Tylko nie pomagaj mi. Szwy na przedramionach i tak masz już mocno napięte. Nie chcę, byś znowu je porozrywał.
Pewnie udało jej się podnieść Jareda do pozycji siedzącej, ale na pewno nie przyszło jej to z łatwością. Była jednak przyzwyczajona, że i takie rzeczy nie raz będzie musiała robić. Nie zawsze miało się do pomocy mężczyzn. Co nie zmienia faktu, że jednoczesne go podnoszenie i uważanie na jego rany, było nielada wyzwaniem. Zwłaszcza jak on ją jeszcze rozpraszał.
- Przestań mnie rozpraszać - skarciła go, ale mało przekonywująco, bowiem na jej twarzy zaraz zakwitł piękny uśmiech. - Cieszę się jednak, że to ja mogłam być tą... twarzą, którą ujrzałeś jako pierwszą po przebudzeniu.
W tym momencie poczuła pierwszy raz, jak po jej ciele zaczyna rozlewać się ciepło, które swój początek miało w miejscu, gdzie jest serce. Było to dziwne, ale przyjemne uczucie. Nie chciała, by zobaczył coś po niej, dlatego dała mu tylko chwilę, na odpoczynek.
- No już, już... bo jeszcze się rozmyślę i każę Ci leżeć.
Jeśli czuł się na siłach, miała zamiar pomóc mu w opuszczeniu nóg na podłogę.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 29/11/17, 06:45 pm

Zgadzał się z siostrą. Najlepiej aby nie spotkali matki i wujka. W tej chwili ustalili sobie misję dostania się do stołówki. Jeżeli się powiedzie, zapewne wymyślą sobie nagrodę. I tak właściwie nie chciał narażać siostry na nieprzyjemności. To jednak był jej pomysł, a on się zgodził.
Przyjął do wiadomości jej ostrzeżenia związane z nowo założonymi mu szwami. I z jej pomocą, udało mu się usiąść na łóżku. Lecz skrzywił się mocno, łapiąc za klatkę piersiową. Szczypała, ale była znośna. Teraz czas na kolejny krok, jakim było zsunięcie nóg. Pierw zrzucił z siebie kołdrę i westchnął, jak zobaczył usztywnioną porządnie nogę. Miał się poddać? W życiu! Jeżeli i tutaj Anna mu pomogła, to współpracował z nią i ściągnęli jego usztywnioną nogę na podłogę. Z drugą nie było problemu, bo miał zdrową. Całe szczęście!
Jednakże nie było zbyt dobrze. Kiedy ustał na nogach, od razu siadł łapiąc się za głowę. Dostał zawrotów i musiał zamknąć oko, bowiem świat zaczął mu wirować.
- Zaraz pójdziemy. Tylko niech ziemia przestanie mi się kręcić...
Powiedział, gdyby czasem zaniepokoiła się jego zachowaniem. Otworzył ostrożnie oko i widział już mniej bujający się obraz. Ponowił próbę ustania, jeżeli siostra nadal starała się mu jakoś pomóc. Problem w tym, że stołówka chyba była na końcu korytarza. Za wszystkimi możliwymi salami chorych i gabinetami zabiegowymi. Nie dość, że będzie musiał opuścić tę sale, to jeszcze kawałek korytarzem przejść. Cieszyć się powinien, że nie były to schody.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 29/11/17, 07:33 pm

Z podniesieniem go do pozycji siedzącej, nie było tak trudno, jak myślała, że będzie, ale... to był dopiero początek. Przed nimi jeszcze wiele wyzwań, a jedno z większych, było przed nią. Patrzyła uważnie na chłopaka, widząc, jak łapie się za klatkę piersiową. Sama nie wie który raz dziś pomyślała o tym, że to jeden z najgłupszych pomysłów, na jakie wpadła.
- Wszystko w porządku?
Po co w ogóle się pytała, skoro wiedziała, że nie. Jared i tak nie odpowie jej zgodnie z prawdą, więc równie dobrze mogłaby zadać to pytanie ścianie. Kiedy pierwszy szok, dla jego obolałego i sponiewieranego organizmu już minął, przyszła pora na opuszczenie jego nóg. I tym razem miała zamiar mu pomóc. Wpierw pomogła mu postawić na podłodze usztywnioną nogę. Jemu samemu pewnie byłoby ciężko to zrobić, ale ona poradziła sobie z tym całkiem sprawnie. W ogóle to szło im bardzo dobrze, ponieważ Jared wreszcie z nią współpracował. Kiedy obie jego nogi znalazły się na stabilnym podłożu, stanęła obok niego. Uniosła ostrożnie jego prawą rękę, chcąc pomóc mu położyć ją sobie na karku. Następnie objęła go w pasie, starając się złapać go mocno. Odetchnęła i spojrzała na niego.
- Jak będziesz czuł się gotowy, to pomogę Ci stanąć.
Nie kazał jej długo czekać, ponieważ praktycznie od razu, jak tylko jego nogi dotknęły podłogi, spróbował na nich stanąć. Szybko jednak znowu musiał usiąść. Słysząc jego słowa, poczuła strach, który powoli zaczął rodzić się w jej głowie. „Jesteś głupsza, niż on...” Skarciła się w myślach. Położyła mu wolną rękę na torsie.
- Jared, jesteś pewny, że dasz radę. Nie wyglądasz najlepiej. Może... jednak zostaniemy?
Zdrowy rozsądek zaczynał widocznie jej wracać. Naprawdę zaczęło do niej docierać, jak głupi miała pomysł. Chłopak chyba dalej jednak uważał, że przespacerowanie się na stołówkę, to świetny pomysł. Kiedy znowu spróbował wstać, ona była gotowa - mógł oprzeć się na niej.
- Jak się czujesz?
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 29/11/17, 07:59 pm

Usiąść nie było źle, gorzej już wstać i ruszać dalej. Jednakże Jared na upartego, nie chciał leżeć grzecznie a spróbować poruszać się nawet z ranami. Istna tortura dla siebie wyznaczona, lecz możliwe że miał w tym cel. Udowodnić sobie, że nawet z takimi ranami, można samemu sobie poradzić. Że można funkcjonować. Im lepiej się do bólu przyzwyczai, lepiej go później będzie znosił.
- Tak.
Skłamał. Bo nie chciał jej martwić. Zresztą sama wiedziała jaka powinna być prawidłowa odpowiedź. Jeżeli chciała wycofać się z pomysłu, zmarszczył brew i spojrzał na nią tak, jakby chciał powiedzieć by z pomysłu nie rezygnowała.
Nie chcąc by ten pomysł nagle został zdjęty z realizacji, współpracował z Anną. Nogami dotykał już podłogi a później wsparł się o jej ramię i łózka. Wstał, ale długo nie ustał. Kiedy ona to widziała i zaczęła się wycofywać, spojrzał niezbyt zadowolony.
- Poddajesz się?
On nie zamierzał i jak tylko w głowie się mu ustawił poziom widzenia, wsparł ponownie na ramieniu siostry i podniósł, cały ciężar działa przenosząc na zdrową nogę. Czuł się słabo, ale nie poddawał się. Zrobili krok, co było już sukcesem.
- Zmień taśmę... Inaczej nie dotrzemy do tej stołówki.
Skarcił ją poważniej, skupiony na swoim chodzie. Wszystko go bolało, ale brnął dalej. Żeby siostra nie musiała znosić ciągle jego ciężaru na sobie, pomagało podpieranie się wymijających łóżek aż nie dotrą do ściany i drzwi wyjściowych.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 29/11/17, 08:20 pm

Wiedziała, że kłamie, ale postanowiła udać, że nie zauważyła. Skinęła głową w odpowiedzi. Niech już ma - pozwoli mu udawać, że wszystko jest okay. Póki nie zobaczy krwi na jego bandażach, nie będzie mu truć, ani suszyć głowy jak wujek, czy ich matka. Oczywiście... obietnice te na niewiele się zdały.
Kiedy pierwsza fala jego zawrotów głowy minęła, ona wróciła do starych nawyków - jojczenia i marudzenia. Co mogła jednak poradzić na to, że się o niego po prostu bała. W innych okolicznościach pewnie dostałby za swoje słowa po uszach, ale teraz. Gdyby to zrobiła, to pewnie porządnie by mu zadzwoniło w uszach.
- Nie... martwię się tylko o swojego brata idiotę.
Odgryzła się mu, kiedy zarzucił jej, że się poddaje. Kiedy podjął drugą próbę, ona stała pewnie na nogach by mógł się na niej wesprzeć bez obaw, że za chwilę się przewróci.
- Nie dojdziemy do tej stołówki, jeśli Ty będziesz marnował siły na bezsensowne gadanie.
Nie patrzyła już na niego, a przed siebie, na drzwi, od których dzieliło ich jakieś trzy metry. To naprawdę niedużo. Sami zapewne pokonaliby ten odcinek w kilka sekund dosłownie, ale razem i to jeszcze tak obciążeni... Jeśli znajdą się przy drzwiach w mniej, niż pięć minut, to będzie to naprawdę duży postęp.
- Nadaj tempo - rozkazała mu, ponieważ wiedziała, że jeśli sama to zrobi, zapewne on nie da rady iść tak szybko.
Skoro już teraz miała takie obawy, zastanawiając się, czy w ogóle dadzą radę dojść do drzwi, to co będzie, jak znajdą się na korytarzu? Stołówka naprawdę wydawała się najgorszą ze wszystkich możliwych opcji. No cóż - słowo się rzekło.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 29/11/17, 08:35 pm

Jedno martwiło się o drugiego. Oboje byli w tej chwili pokręceni. Jared już nie odgryzał siostrze, skupiając się na sobie, by zebrać obolałe siły i ruszyć dalej. Wsparł się na niej i podniósł ponownie, by mogli ruszać. Ale tutaj już musiał jej odpowiedzieć.
- Sama gadasz za dużo.
Bombardowała go co chwilę pytaniami, że to jego nudziło a ona twierdzi, że marnuje on siły. Nie było przypadkiem odwrotnie?
Poruszanie się z usztywnioną noga było kłopotliwe i utrudnione. Mimo iż starał się nadać sobie tempo, to jednak musiał pilnować się by nie upaść. Minęli jego łózko i sąsiednie. Więc dawali radę. Zostało wyminąć jeszcze jedno i kawałek podejść do ściany. Nie odpowiedział jej na rozkaz, tylko był skupiony na swoim chodzie. I kiedy dotarli do ściany, wsparł się na niej i wziął głęboki wdech i wydech. Skrzywił, kiedy klatka piersiowa znów zapiekła. W końcu ocierała się o gazy i bandaż. Przymknął oko, po czym znów je otworzył. Było widać, że się zmęczył tym chodzeniem. Ale nie poddawał się. Pozostało dotrzeć do drzwi i wyjść przez nie. Gorzej, jeżeli w tych drzwiach zastaną jakiegoś medyka. Modlić się, by nikogo na korytarzu nie było. A tym bardziej wujka i matki.
Najchętniej by powiedział siostrze, by zbadała korytarz, ale uważał, że sama powinna na to wpaść. Jeżeli jest taka bystra.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 29/11/17, 09:27 pm

Wiedziała, że będzie ciężko, ale nie spodziewała się, że aż tak. Kiedy oparł się na niej prawie całym ciężarem ciała, musiała aż zagryźć zęby, by utrzymać siebie i jego. Dała jednak radę i kiedy udało im się pokonać pierwszy metr, poczuła, że dadzą radę dotrzeć i do samych drzwi. Może jej radość była przedwczesna, ale czuła, że jeśli ktoś tu ma się poddać, to prędzej ona, niż Jared. Był zdeterminowany by wyjść z tego pomieszczenia i nawet dojść do tej oddalonej o wiele mil - mogłoby się wydawać, cholernej stołówki.
Kiedy stanęli przy ścianie, zaraz obok drzwi, nie tylko on musiał się wesprzeć na niej. Ona również oparła się wolną ręką o niej. Oddychała szybko, jakby przebiegła właśnie ze dwa kilometry. Spojrzała na brata, by sprawdzić co z nim. Nie miała siły mówić i pytać go. Uznała, że samo spojrzenie wystarczy. I wystarczyło - był zmęczony, pewnie nawet bardzo. Postanowiła więc, że trochę tu postoją. Chciała, by chociaż się ich oddechy trochę unormowały, nim ruszą dalej. Jeśli dotrą do tej stołówki, to chyba sama pośle po wujka, by pomógł im w drodze powrotnej do pokoju. W tej chwili miała gdzieś to, że będzie miała przez to problemy.
Stała z zamkniętymi oczami, czując jak powoli się uspokaja, a nogi nie drżą w geście protestu. Powoli uchyliła powieki i spojrzała na brata. I on zdawał się odpocząć, dlatego też postanowiła ruszyć w dalszą drogę. Nie oznajmiając mu swojego planu, złapała za klamkę i... zawahała się. A co jeśli tylko je otworzy i ujrzy w drzwiach matkę, albo wuja, albo kogokolwiek innego? Przełknęła głośno ślinę. Najchętniej kazałaby zostać Jaredowi w miejscu, sama zaś wyszłaby na korytarz i sprawdziła, czy jest pusto. Nie mogła jednak tego zrobić, ponieważ wiedziała, że on sam nie ustoi. Chociaż... może gdyby wsparł się o ścianę. Spojrzała na niego.
- Przydałoby się sprawdzić, czy nikt się nie czai za drzwiami. Dasz radę ustać na zdrowej nodze, opierając się tylko o ścianę? Tylko nie ściemniaj.
Czekała na odpowiedź i w zależności od tego, co jej odpowiedział, albo co zrobił, miała dwa wyjścia. Pierwszym było pomóc mu oprzeć się o ścianę, by mógł te kilka chwil ustać na zdrowej nodze, kiedy ona będzie sprawdzać korytarz. Drugim wyjściem było podejście z nim jak najbliżej drzwi, uchylenie ich, a później wystawienie głowy na zewnątrz. W ten sposób też mogła sprawdzić, czy ktoś się tam nie szwenda. Jedyne co, to że mogło to wyglądać trochę głupio dla kogoś, kto stałby na zewnątrz sali.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 29/11/17, 09:39 pm

Dlatego starał się podpierać poręczy od strony nóg, mijanych pustych łóżek, co by nie napierać dosłownie całym ciałem na siostrę. I tak był pod wrażeniem, że mimo młodszego wieku i niższego wzrostu, dziewczyna dała radę dotrzeć z nim aż pod ścianę. I tak, jak tylko się tam znaleźli, Jared od razu puścił siostrę i oparł się plecami. Ciężar ciała przenosząc na zdrową nogę. Jeszcze podczas opanowania oddechu, spojrzał na nogi, by pomóc sobie z ustawieniem wygodniej tej usztywnionej. Ciężko było mu ją unosić, więc chwilami nieco szurał po podłodze.
Zerknął na Annę, która także starała się opanować oddech. On w przeciwieństwie do niej, był bardziej zmęczony. A pochylanie się i chodzenie sprawiało mu ból. Do tego nie przyznawał się i będąc zdeterminowanym, nie poddawał się.
- Owszem. Miło że wpadłaś na ten sam pomysł.
Spojrzał na nią, choć mogła w nim dostrzec zmęczenie. W sumie to widziała, już po nim.
- Dam radę. Idź sprawdź. Lepiej wyjdź normalnie i się rozejrzyj, udając że się rozglądasz. Jeżeli się wychylisz, możesz wzbudzać podejrzenia.
Ot tak doradził jej kochany braciszek, sprzedając praktyki łowieckie. Udanie się do stołówki potraktował jako poważną misję. Nie sądził jednak, że to będzie dla niego taki wysiłek.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 8


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 29/11/17, 10:27 pm

Niechętnie, ale... puściła go. Rzecz jasna uważnie cały czas mu się przyglądała, obawiając się, że gdy tylko go puści, on od razu padnie jak długi na podłogę. Nic takiego się jednak nie stało. Oparł się grzecznie o ścianę i oddychał.
Słysząc jego słowa, prychnęła i spojrzała na niego.
- Jak widać, Twoja siostra jest mądrzejsza, niż Ci się wydaje.
Odparła, czując jak powoli wracają jej siły. Postanowiła jednak postać jeszcze chwilę, ale nie ze względu na siebie, a na niego. Jakoś tak nie mogła pozbyć się z pamięci tego, co działo się wczoraj i myślała wciąż o tym, że gdy tylko spuści go z oczu, on znowu coś odczyni.
- Dobra, to idę.
Oznajmiła, bo przedłużać tego w nieskończoność też nie było sensu. Złapała za klamkę i wyszła na zewnątrz, jak jej kochany braciszek poradził. Naprawdę żałowała, że był w tak złym stanie, bo zaraz pewnie dałaby mu kuksańca w ramię. Chociaż jeśli się nad tym zastanowić, on już i tak miał karę - musiał znosić ból całego ciała praktycznie i do tego znosić jeszcze nadopiekuńczą siostrę.
Otworzyła drzwi i pierwszą rzeczą, jaką zobaczyła to, że za nimi nikogo nie zobaczyła. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że wstrzymuje powietrze. Wypuściła je powoli i wyszła na zewnątrz. Drzwi do sali nie zamknęła, a jedynie lekko przymknęła. Podeszła do okna i oparła się rękoma o parapet. Wyjrzała przez okno i dopiero wtedy rozejrzała się dookoła siebie. Miała... szczęście. Nikogo nie było. Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Wróciła do drzwi, przez które dopiero co wyszła i złapała za klamkę, uchylając je, kiedy z sali oddalonej o dwie pary drzwi, wyszedł jeden medyk. Jak otworzyła drzwi, tak zaraz je zamknęła.
Lekarz, widząc Annę, uśmiechnął się do niej. Odpowiedziała mu tym samym.
- Widzę, że wreszcie postanowiłaś opuścić ten pokój. Zaczynaliśmy się już wszyscy zastanawiać, czy to nie Ty jesteś chora, a nie Jared, ale jak widzę, z Tobą wszystko w porządku.
Młody medyk, który był niewiele starszy od niej, widocznie uznał, że to idealny czas na pogawędkę. Szkoda, że Anna tak nie myślała.
- Tak... wiesz, mój brat jeszcze śpi. Pomyślałam, że pójdę coś zjeść.
- Twoja matka zastanawiała się właśnie, kiedy przyjdziesz na śniadanie. Myślała nawet o tym, czy nie przyjść do Was, ale coś ją chyba zatrzymało.
W sumie to Anna mogła mu podziękować za to, że był taką gadułą. Dzięki temu dowiedziała się, że dziś matka miała dyżur. Nie wiedziała, czy powinna się z tego cieszyć, czy... płakać.
- Tak no... tak myślałam, że w końcu sama przyjdzie. No, ale teraz jeśli pozwolisz, będę już szła.
- Tak, oczywiście! - Medyk jakby po chwili dopiero zrozumiał, co ona do niego powiedziała. - Jak chcesz, mogę zajrzeć do Twojego brata, jak będziesz jadła...
Nie dane mu było skończyć, bo w tym samym momencie Anna mu przerwała.
- Nie... - zareagowała zbyt gwałtownie, zatrzaskując za sobą drzwi do sali, w której leżał Jared. - To znaczy, nie trzeba. On śpi - dostał dziś kolejną dawkę leków przeciwbólowych, więc teraz leży. Nie chcę, by mu ktoś przeszkadzał.
Młodzian patrzył na nią przez chwilę, ale w sumie uznał, że mówi prawdę. Wzruszył ramionami.
- W takim razie ja będę wracał do swoich obowiązków.
I mówiąc to, odszedł. Dziewczyna poczekała, aż zniknie jej z pola widzenia i wtedy weszła z powrotem do sali i zamknęła za sobą drzwi.
- Było blisko... - powiedziała tylko, patrząc co dzieje się z jej bratem.
Jeśli dalej stał pod ścianą, podeszła do niego, by mógł znowu się na niej wesprzeć.
- Słyszałeś, o czym rozmawiałam? Matka ma dziś dyżur...
Nie brzmiała na zadowoloną. Czemu to nie mógł być wujek. Naprawdę wolałaby jego spotkać, niż matkę.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 11


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 2 z 4 Previous  1, 2, 3, 4  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach