Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r. - Page 7

Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 17/03/18, 03:11 am

Choć patrzyła na Jareda, sprawiała wrażenie, że go nie dostrzega. Widocznie świeżo co wyrwana ze snu, potrzebowała chwili, by odzyskać pełną świadomość i złapać kontakt ze światem rzeczywistym. Gdy się to stało, uświadomiła sobie, że jej brat wciąż leży w łóżku, a hałas, który ją przebudził, nie był jego sprawą, a książki, która wypadła jej z ręki.
Pochyliła się, chcąc podnieść oprawiony w twardą okładkę zbiór opowiadań i zaraz odłożyła je na stolik. W następnej kolejności wstała i podeszła do łóżka, Jareda. Stała tak przez chwilę, przyglądając się bratu, a słysząc jego pytanie o dziwo... nie prychnęła zirytowana. Zrobiła coś z goła zupełnie innego.
- Mogę?
Wskazała na brzeg jego łóżka i jeśli pozwolił jej usiąść, to też zrobiła. Nie przymuszała go do tego, by się położył. Jeśli nie będzie robił zbyt gwałtownych ruchów, nic mu się nie stanie. Chyba że chciał, by coś mu się stało, co by wcale wielu nie zdziwiło, zważywszy na to, jak zachowuje się od momentu, jak odzyskał przytomność.
- Zła - nie... Smutna - owszem. - Odpowiedziała mu i spojrzała na niego. - Bardzo się martwi o Ciebie. Tak... samo ja. - Dodała na zakończenie, jakby się wahała, czy to w ogóle powiedzieć, ale kiedy to zrobiła, słowa popłynęły dalej. - Jared, dlaczego to robisz? Dlaczego tak się zachowujesz? Próbujesz ukarać siebie, czy nas? Chcesz, by mama cierpiała, czy jest Ci to zupełnie obojętne?
Starała się mówić spokojnie, ale mimo szczerych chęci, nie udało jej się całkowicie ukryć irytacji i wzburzenia, jakie wywołały w niej wszystkie wspomnienia, które miały miejsce w ostatnich dniach.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 18/03/18, 07:15 pm

Gdyby cały czas przyglądał się siostrze, dostrzegłby że go unika. Bądź raczej odniósłby takie wrażenie. Zresztą, nawet by się tym nie przejmował. Jednakże dziwił się, że pomimo tego wszystkiego co on wyczyniał, Anna nadal z nim tutaj była. Nadal siedziała i dotrzymywała mu towarzystwa.
Skinięciem głowy, zezwolił siostrze by usiadła na brzegu jego łózka. Choć najchętniej by z niego zszedł i poszedł gdzie indziej. Ale zważając na problem z chodzeniem, mógłby teraz tylko o tym sobie pomarzyć. Że też musiał być tak poturbowany.
Gdy siostra usiadła, wtedy otrzymał od niej odpowiedź. Mama nie była zła ale smutna. Po tych słowach, lekko odwrócił wzrok, jakby nie chciał na razie patrzeć siostrze w oczy. Poczucie winy? Być może.
Dlaczego on się tak zachowuje? Dobre pytania mu zadawała Anna.
- Zawiodłem... Nie nadaję się na łowcę, ani to by być synem. Zresztą, kogo to obchodzi.
Odpowiedział z głębokim przekonaniem. Nie patrząc w oczy Annie, a jedynie na pościel. Na swoje zabandażowane przedramiona. Mimo ran na ciele i bólu fizycznego, odczuwał także ten psychiczny. Uczuciowy. Ojciec ani razu z nim nie porozmawiał, więc Jared uznał, że nie chcąc go znać za to że zawiódł na misji. A matka? Być może nie mogła tak jak Anna przesiadywać godzinami przy nim.
Jego było godne uwagi, że przy siostrze Jared potrafił się otworzyć. Potrafił przyznać do tego, dlaczego się tak zachowuje. Po prostu, nie chciał już żyć. Wolał z tym wszystkim skończyć. Zakochał się w potworze, który zniszczył mu życie. Zabił przyjaciela, sprawił że ojciec się od niego odwrócił. Lecz czy zemsta też nim nie kierowała? Dorwałby tę wampirzycę, gdyby tylko mógł. Lecz obecnie, jego poczucie wartości, upadało.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 22/03/18, 06:20 pm

Bardzo chciałaby mieć mądrość swojej matki - jak ona wiedzieć, co robić i mówić. Wciąż jednak było jej do niej daleko. Przeszkodą był nie tylko wiek, ale również doświadczenia, jak i spokój ducha, którego młoda Anna nie miała. Nie potrafiła ugasić swojej złości, która zaczynała w niej buzować za każdym razem, kiedy Jared zaczynał ten swój monolog. Denerwowało ją to, że wciąż użala się nad sobą, zamiast wziąć się w garść i pomścić przyjaciela. Była wkurzona na siebie, że nie potrafiła go zrozumieć. Tak, na siebie również była zła. Chciała mu pomóc, ale nie wiedziała jak. Próbowała do niego jakoś trafić, ale zarówno prośba, jak i groźba, nie trafiały do niego. Widział przed sobą tylko jedno - że zawalił, zapominając o całej reszcie. O niej.
Gdy siadła na krawędzi łóżka, a brat znowu zaczął te swoje tłumaczenia, zacisnęła prawą dłoń w pięść na pościeli tak mocno, że aż zbielały jej knykcie. Była to jej forma upuszczenia negatywnych emocji, które znowu zaczęły się w niej kumulować. Nie chciała wybuchnąć i zacząć się z nim kłócić, a trzeba przyznać, że była tego naprawdę bliska. Musiała się choć trochę uspokoić. Wzięła nieco głębszy wdech, ale nie na tyle, by było to jakoś mocno zauważalne. Po tym uniosła rękę i ujęła podbródek brata, zmuszając go tym samym, by na nią spojrzał.
- Jared, powiem to ostatni raz i więcej tego nie powtórzę. I wierz mi, że naprawdę więcej tego nie zrobię. Tak samo jak nie będę więcej wysłuchiwać Twojego egoistycznego użalania się nad sobą. - Auć! Zaczęła mocno. - To mogło przytrafić się każdemu. Może nie brzmi to wiarygodnie, ale tak jest. Nie znaczy to jednak, że nie nadajesz się na łowcę. Każdy ma prawo popełnić błąd. To nie one jednak nas przekreślają lecz to, jak zachowujemy się później. Uważasz, że nie nadajesz się na łowcę - jeśli będziesz wciąż zachowywać się tak, jak do tej pory, może masz rację. Ja wiem jednak, że się nadajesz, a to, co się stało, sprawi, że będziesz lepszy niż wszyscy inni razem wzięci. Jesteś nie tylko dobrym łowcą, ale i synem. Rodzice na pewno w to nie wątpią!
Przez cały ten czas patrzyła na niego, nie wiedząc tak naprawdę, czy jej słowa coś dadzą. Było jej ciężko - była zarówno zła, ale i smutna. Z jednej strony chciała nim potrząsnąć, a z drugiej mocno przytulić, chcąc dodać mu w ten sposób otuchy. Nie wiedziała, która z opcji będzie najlepsza. Miała prawo nie wiedzieć - miała tylko piętnaście lat.
- Jared... ja... musisz wiedzieć, że... - wypuściła gwałtownie powietrze z płuc, po czym wciągnęła porcję świeżego. - Mnie to obchodzi. Mnie obchodzi to, co myślisz, jak się czujesz. Mamę i tatę również. My wszyscy chcemy dla Ciebie dobrze - martwimy się o Ciebie. Chcemy Ci pomóc, ale Ty musisz dać sobie pomóc, a nie wciąż nas odtrącać.
Nie wiedziała, czy to, co mówi, ma jakikolwiek sens, czy coś z tego do niego dotrze. Miała jednak nadzieję, że tak będzie. Nie wiedziała, co jeszcze mogłaby zrobić, by wziął się w garść.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 24/03/18, 03:10 pm

Co miał jej innego powiedzieć, jak wciąż był w kiepskiej syuacji psychicznej, nie wiedząc za bardzo co ze sobą zrobić? Dodatkowo nie znosząc przebywania w szpitalu? Nawet nie interesowało go to, że pogarszał momentami swój stan i przedłużał ten pobyt. Nie potrafił myśleć inaczej, choć raz jeden słowa jego siostry do niego dotarły. Jak będzie teraz?
Zmuszony do spojrzenia na nią, uczynił to, kiedy uniosła jego podbródek. Trzeba przyznać, że zaczęła ostro. A to znaczy że nakazywała mu uważnie się słuchać. Niestety, nie ze wszystkim się z nią zgadzał. Choćby w kwestii rodziców.
- Rodziców to raczej nic nie obchodzę...
Stwierdził, sądząc że matka go pewnie ratowała to musiała. Bo jest jej synem. Z kolei ojciec. Jego nie widział odkąd trafił do tego pomieszczenia. Od niepowodzenia misji, nie zjawił się w tej sali. Dlatego dla Jareda to oznaczało, że zawalił a ojciec nie chce go znać.
Kolejne słowa mocno zacisnęły mu serce. Może nie rodzice ale że on ją obchodzi. Że Anna się o niego bardziej martwi. W końcu całymi dniami czy nocami przesiaduje tutaj. Ilekroć się budził, wciąż ją widział.
Tym razem jednak odwrócił głowę i spuścił lekko włącznie ze wzrokiem.
- Anna... Nie widzę na jedno oko... Być może nie będę widział... Nie potrafię nic w dłoniach utrzymać. Nie wiem w jakim stanie jest moja noga. I Ty myślisz, że mogę być lepszym łowcą? Schrzaniłem misję. Nie tego oczekiwał po mnie ojciec. Nie sprostałem tak ważnemu zadaniu jakie mi przydzielił. W dodatku... Eryk nie żyje... To ja powinienem być na jego miejscu.
Ostatnie zdania ciężej się mu wypowiadało. Jakby jego stan na powrót zaczynał się pogłębiać. Wciąż nie mógł poradzić sobie z tym co tliło się w nim od emocji. Przeżył, a sądził że nie powinien. Trudno było mu się pogodzić z zaistniałą sytuacją. Nawet nie wierzył w to, że z tych wszystkich ran wyszedłby bez kontuzji. Można było wywnioskować, że poddawał się. Przestał walczyć.
Przeniósł tym samym spojrzenie na sąsiedni stolik, jakby chcąc się upewnić, czy nie leży tam coś ostrego. Zapewne jak zostanie sam, zacznie czegoś szukać.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 25/03/18, 11:11 am

Czuła się bezsilna. Widziała, jak jej słowa odbijają się od brata, jak piłeczka rzucana o ścianę. Trafiały w próżnię. Miała wrażenie, że nie mówi do swojego brata, a do zupełnie obcej sobie osoby, której nie znała i nie rozumiała. To było straszne. Chciała pomóc, ale traciła nadzieję na to, że da radę cokolwiek zrobić. Czy powinna się poddać? Coś takiego przeszło jej przez myśl. Zmroziło ją to lekko.
Westchnęła, kiedy kolejny raz zaczął ten swój wywód, jaki to jest zły, beznadziejny, jak wszystko zawalił, że rodzice na pewno się na nim zawiedli. Siedząc do tej pory zwrócona twarzą do niego, obróciła się, siadając zupełnie bokiem. Złapała za krawędź jego szpitalnego łóżka i pochyliła się do przodu. Wyglądało to tak, jak gdyby siedziała na murze i wychylała się, by sprawdzić jak daleko stąd jest do ziemi i oszacować, jak długo będzie spadać. Milczała. Milczała, jak mówił i milczała, kiedy przestał mówić. To wszystko było bez sensu. On jej nie wierzył. Odtrącał ją, nie chcąc jej pomocy. Nie wiedziała, czy w ogóle zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo ją ranił? Pewnie był ślepy, skupiony na sobie. Pieprzony egoista.
Zsunęła się z łóżka, co wyglądało na kapitulację. Stanęła na podłodze, podnosząc głowę do góry. Patrzyła przed siebie, na ścianę. On się poddał - ona sprawiała bardzo podobne wrażenie.
- Dobrze. Skoro chcesz się użalać nad sobą, proszę bardzo. Rób to. Zabij się nawet jeśli to ma Ci przynieść ukojenie.
Poczuła jak z zewnętrznego kącika oka wypływa jej łza. Szybko ją starła, nie chcąc okazywać w tej chwili słabości.
- Zrób to, skoro Twoje życie jest takie straszne, skoro wydaje Ci się, że tak będzie lepiej.
Z każdym kolejnym słowem dawała coraz większy upust swej złości. Ani razu jednak nie spojrzała, bojąc się tego, że wybuchnie. Odsunęła się od łóżka, kierując swe kroki... do wyjścia.
- Chcesz zostać zapamiętany jako słabeusz i tchórz - proszę bardzo.
Jeśli w żaden sposób jej nie powstrzymał, miała zamiar wyjść z sali i trzasnąć drzwiami. Kiedy znalazła się na korytarzu, kilkoro oczu zwróciło się w jej stronę, ale widząc młodą pannę Chamberlain i to w jakim jest stanie, szybko uciekli - nie tylko wzrokiem, ale dosłownie rozpierzchli się we wszystkie możliwe kierunki, znikając za zakrętem, czy za pierwszymi drzwiami, które znajdowały się najbliżej.
Chciało jej się płakać i jednocześnie bić pięściami. Była wściekła na Jareda i na siebie. Nie tylko on tu zawiódł - ona również. Pierwszy raz w życiu czuła się bezsilna - pierwszy raz nie wiedziała, jak do niego dotrzeć.
Nawet nie zarejestrowała, kiedy ruszyła korytarzem w kierunku centrum posiadłości. Jej nogi niosły ją same i nim się zorientowała, co robi (działała jakby w jakimś hipnotycznym transie), stała przed drzwiami gabinetu ojca. Czuła, jak ściska ją całą w żołądku. Nie chciała tu być, bała się tego spotkania, ale musiała to zrobić dla brata. Uniosła rękę i nim zdążyłaby się rozmyślić, zapukała mocno i stanowczo. Odsunęła się, czekając, aż drzwi zostaną jej otworzone, albo usłyszy zaproszenie do środka. Miała nadzieję, że zastanie ojca...
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 25/03/18, 12:40 pm

Potrzebował widocznie kogoś, kto mocniej przebije się przez jego psychikę. Doceniał starania siostry, ale nie potrafił w tej chwili myśleć inaczej. Być może jeszcze bolało go serce, po zranionym uczuciu jakim obdarzyła go wampirzyca. Nie potrafił pogodzić się z tym co go spotkało i Eryka. Widział się jako słabeusza. A tego co zaraz usłyszał od siostry, nie spodziewał się. Czy chciał zostać zapamiętanym jako tchórz i słabeusz? Nie chciał. Ale miał wrażenie, że za takiego go już mają. Nic nie wartego przyszłego łowcę.
Siostry nie zatrzymywał. Nawet nie wiedział co ma jej odpowiedzieć. Nie widział też jej łez spływających z oczu. Jako że ta wstała i stała do niego plecami. A on, siedział ze spuszczoną głową. Został sam, kiedy Anna wyszła. Dosłownie sam w tym pokoju. Wszyscy się od niego odwrócili... Po co ma żyć? Przez jakąś dłuższą chwilę siedział tak aż nie podjął próby przeszukania swojej szafki nocnej, jak i sąsiedniej. Na tyle, ile mógł się wychylić. Lecz niestety, obie były puste. Nie zawierały w sobie nic ostrego. Nawet na ich blacie nic takiego nie było. Najwyraźniej każdy wiedząc o stanie jego psychiki i prób samobójczych, postanowili nie zostawiać nic ostrego, lub możliwego do skaleczeń.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 25/03/18, 12:41 pm

Brian od rozmowy z Nicole, miał kilka ważnych spraw do załatwienia. Odbył poważną rozmowę z Dowódcą, który to nie ma co ukrywać, nie był zadowolony z sytuacji jaka miała miejsce parę dni temu - związaną z niepowodzeniem misji i śmierci młodego łowcy. Mimo współczucia, ostrzegł Briana by następnym razem rozsądniej podchodził do wyznaczania ważnych zadań młodym łowcom. Zależy im przecież na ludziach a nie trupach. Wampirzycę i tak będzie trzeba na nowo wytropić i zabić.
Później była przerwa obiadowa a po niej wrócił do gabinetu by dokończyć sprawdzanie raportów. Stał przy oknie i przeglądał papier po papierze, jakby chcąc porównać kilka faktów. Ubrany standardowo na czarno, jak z rana, w koszuli spodniach i obuwiu. Nadal nosił żałobę po śmierci rodziców. Usłyszawszy pukanie, nie spojrzał nawet w stronę drzwi, lecz rzucił krótkie hasło:
- Wejść.
Bardziej mógłby się spodziewać któregoś z podwładnych, żony czy szwagra, ale chyba nie córki.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 19


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 27/03/18, 11:08 pm

Kiedy odgłos pukania do drzwi rozbrzmiał w korytarzu, a tym samym w jej uszach, poczuła jak wszystkie wnętrzności  wywracają jej się do góry nogami. Zapragnęła stąd uciec, bojąc się spotkaniem z ojcem. W końcu unikała go przez ostatnie dni jak tylko mogła. Miała jednak ku temu powody, a kiedy sobie o nich przypomniała, poczuła jak zaczyna wzbierać w niej lekka złość. Wycofać się jednak nie wycofała, bo zaraz po jej pukaniu, do jej uszu dotarł głos ojca, który został nieco stłumiony przez zamknięte drzwi.
Wzięła głęboki wdech, nim złapała za klamkę. Musiała sobie dodać odwagi i dać parę minut na to, by się opanować. Kiedy była gotowa, nacisnęła szybko na klamkę i pchnęła drzwi, nim zdążyłaby się rozmyślić.
- Ja tylko na chwilę.
Oznajmiła, stając w progu, nie pytając nawet oto, czy przeszkadza. Nie miała zamiaru zabierać ojcu więcej czasu, niż było to konieczne tym bardziej, że czuła, że zaczęła się nieco denerwować.
Unikając wzroku ojca, weszła do jego gabinetu, zamykając za sobą drzwi. Tak, to oznaczać mogło tylko tyle, że nie ruszy się stąd, póki nie przekaże mu tego, z czym do niego przyszła.
Widać, że wciąż miała żal do ojca oto, co wydarzyło się tamtej nocy, gdy przynieśli Jareda. Choć sama nie zachowała się najlepiej, to nie ona go uderzyła w twarz. Słowami jednak też można mocno zranić, a ona nie przebierała w nich.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 28/03/18, 07:06 pm

Możliwe że Brian spodziewałby się kogokolwiek, ale nie Anny. Sądząc, że córka jest na niego obrażona, nie chce go widzieć. Odczuł to, jak bardzo go unikała, więc nie nachodził jej. Sam wiedział że nie postąpił dobrze, ale też że było konieczne. Sprowokowała go pyskowaniem, że na nieszczęście Nicole była tego świadkiem. Gdy ujrzał córkę, otwierającą drzwi i wchodzącą do środka, przez moment czuł jakby czas mu się zatrzymał. Niby miał z nią porozmawiać przy kolacji, to sytuacja stała się zupełnie odwrotna. Anna stała w jego gabinecie.
- Anna... Coś się stało?
Zapytał ze spokojem, ale też z lekkim przejęciem widząc jej stan. Mimo spuszczonego wzroku, to jednak odnosił wrażenie, że może płakała?
Od razu podszedł do swojego biurka i odłożył papiery, po czym wskazał krzesło wolne.
- Usiądź.
Poprosił. Dla niej, pewnie mogło być dziwne, że jest taki dobry i nieco łagodniej do niej mówi. Ale jeżeli chciał naprawić swoje relacje z córką, sam musiał też się przełamać. To on przecież ją uderzył. Był winny jej przeprosiny i wytłumaczenie, dlaczego to zrobił. Ale pierw chciał się dowiedzieć, co się dzieje. Czyżby chodziło o Jareda?
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 19


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 30/03/18, 01:11 am

Dziewczyna również nie myślała, że się tu zjawi - że sama przyjdzie do ojca. Miała w końcu swoje postanowienie - nie chciała go widzieć i z nim rozmawiać. Wciąż była na niego zła za to, że uderzył ją w twarz. Nieważne, że sama wykrzyczała mu, że go nienawidzi. Może i była świadoma tego, że nie uda jej się go wiecznie unikać, jednak... chciała to robić jak najdłużej. Za sprawą brata jednak stało się inaczej. Gdyby nie Jared, pewnie nie znalazłaby w sobie tyle odwagi i by tu nie przyszła, a skoro już tu była.
- Nie... to znaczy... tak.
Dukała, nie wiedząc za bardzo, czy coś się stało, czy też po prostu nie przesadza. Z drugiej jednak strony, czy przesadą było to, że martwiła się o swojego brata, który wciąż mówił, ale i próbował odebrać sobie życie, twierdząc, że zawiódł wszystkich, etc.? Fakt, był idiotą, ale nie mogła patrzeć na to, jak się męczy, jak rani siebie i wszystkich dookoła. Tylko dla niego tu jest, a przynajmniej tak chciała myśleć.
Ruszyła w stronę biurka, kręcą głową w zaprzeczającym geście.
- Nie chcę przeszkadzać - ja tylko na chwilę.
Mimo obietnicy, że nie zajmie dużo czasu, zajęła krzesło, które wskazał jej ojciec.
- Chodzi o Jareda. Martwię się o niego. - Od razu przeszła do rzeczy, co by nie przedłużać w nieskończoność. - Obudził się przed chwilą i znowu zaczął wygadywać głupoty o tym, że wszystkich zwiódł, że nie nadaje się na łowcę i lepiej będzie, jeśli by nie żył. - Nie wiedziała, ile wie o sprawie ojciec, dlatego opowiedziała mu pokrótce jak to wygląda. - Przyszłam, prosić Cię... tato, byś... z nim porozmawiał. Może Ciebie posłucha.
Widać było, że naprawdę się stara, być spokojną i rozmawiać z nim tak, jak gdyby tamto wydarzenie między nimi, nie miało miejsca, ale można było wyczuć, że próbuje zachować jako-taki dystans. Nawet zawiesiła na chwilę głos, nim wypowiedziała „tato”. Oj, żal, jaki miała do ojca, był chyba naprawdę duży. Może to sprawi, że Brian uwierzy, że szczera rozmowa z córką i przeprosiny, są tu potrzebne. Chyba że nie zależało mu na dobrych relacjach z Anną, a tak też mogło być.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 30/03/18, 05:12 pm

Była niepewna. Ale jednak coś musiało się wydarzyć. Anna mimo jego prośby, by usiadła, znów się powtórzyła że przyszła tylko na chwilę. Nie skomentował tego, bowiem skoro już tutaj jest, wypadałoby z nią porozmawiać.
Gdy zajęła wskazane krzesło, on sam zbliżył się i zajął to drugie przed swoim biurkiem. By mieć córkę niemal na wprost, gdy ta zacznie mówić.
Słuchał jej uważnie, czując to samo, co powiedziała mu rano Nicole. Jared się obudził, ale nadal nic się z jego psychiką nie zmieniło. Na słowa córki, zamknął na moment oczy i zamilkł. Zdawać by się mogło, że wiedział o tym i że sam się tym przejmuje.
- Porozmawiam z nim. Mama już mnie o to prosiła. Ale również ja chciałbym porozmawiać z Tobą.
Powiedział spokojnie, ale sam się nieco stresował. Jakby następne słowa wychodziły mu trochę ciężko.
- Anno... Chciałbym Cię przeprosić za ostatnie co uczyniłem. Za uderzenie Ciebie. Nie powinienem, ale swoim zachowaniem podniosłaś mi ciśnienie, że nie zapanowałem nad swoimi emocjami.
Zaczął szczerą rozmowę z córką, patrzą wprost na jej twarz. Miał nadzieję, że mu to wybaczy i będą mieli to za sobą. Że zaczną od nowa, że tak powiedzmy. budować relację ojciec i córka.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 19


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 01/04/18, 04:51 pm

Usiadła i... zaraz tego pożałowała. Dopiero w chwili, kiedy to zrobiła, uświadomiła sobie, że teraz ciężej będzie się jej stąd wydostać. Gdyby wciąż stała przy drzwiach, mogłaby przekazać ojcu to, z czym do niego przybyła, a później po prostu wyjść. Tak prosto, a ona wszystko sobie skomplikowała. Nie było jednak już odwrotu. Jedyna nadzieja, że ojciec nie będzie chciał z nią rozmawiać o tym, co stało się parę dni temu. Pewnie znowu na nią wsiądzie, a teraz - kiedy nie było z nimi matki, będzie mógł zrobić, co zechce.
- To idź do niego. Teraz.
Weszła mu w słowo, kiedy wspomniał o tym, że mama też już była u niego z tą samą prośbą. Poczuła lekką złość, bo dotarło do niej, że ojciec zamiast iść do Jareda, on siedział i nic nie robił. Wiedziała, że odezwała się do niego niegrzecznie, a do tego wyglądało to tak, jakby wydawała mu rozkazy. Cóż... pewnie zaraz znowu się jej oberwie.
To nie było jednak wszystko, co chciał powiedzieć jej ojciec i kiedy wspomniał o tym, że chce z nią porozmawiać, podniosła na niego oczy.  Nie wiedziała, czego ma się po nim spodziewać, ale domyśliła się, o czym chce z nią porozmawiać. Poczuła... lekką panikę, w wyniku której nie odpowiedziała mu, zastanawiając się, jak stąd uciec. Nie chciała z nim rozmawiać, bowiem nie chciała słuchać kazań. On jednak nie pozwolił jej zwiać, bo nim dziewczyna zdążyła wstać, mówił dalej.
Zacisnęła mocniej palce na krawędzi siedziska krzesła, na którym przyszło jej spocząć. W moment odwróciła wzrok od twarzy ojca, nie chcąc w tej chwili na niego patrzeć. Żałowała, że nie może zamknąć uszu na jego słowa, ani się poruszyć. Chciała stąd wyjść, ale czuła, że powinna tu zostać i z nim porozmawiać, choć rozmowa ta na pewno nie będzie należała do łatwych. Myślała jednak, że to jej się dostanie, a nie że... usłyszy „przepraszam”.
Kiedy znaczenie słów ojca dotarło do niej, nie mogła w to uwierzyć. W życiu by nie pomyślała, że jej ojciec ją przeprosi. Było to duże zaskoczenie, ale bardzo pozytywne. Nie myślała, ze jej ojca stać na coś takiego. Złość, którą dotąd pielęgnowała w sobie tak dokładnie, nagle zaczęła przygasać. Czy... mówił poważnie? Naprawdę ją przepraszał?
Spojrzała na niego. Uniosła głowę, dalej milcząc, nie wiedząc za bardzo, jak powinna zareagować. Poprawiła się na krześle nerwowo. Nie na taką rozmowę była przygotowana. Co powinna zrobić? Odchrząknęła.
- Ja... - zamilkła, wciąż zbierając myśli. - Ja... też nie powinnam się tak zachować, ale... bardzo martwiłam się o Jareda. Musisz mnie zrozumieć tato. Myślałam, że nie żyje... że nie przeżyje. Tak bardzo się o niego bałam.
Zaczęła się nieskładnie tłumaczyć. Nie wiedziała, co powinna mu powiedzieć, co zrobić. Powinna również go przeprosić? W końcu go sprowokowała. Może to jej wina? Nie powinna tak myśleć - nie powinna sądzić, że to wszystko przez nią. Oboje zawinili. Ona nie czuła się gotowa na tą rozmowę - nie teraz.
- Ja - wstała z krzesła. - Tato, na pewno masz dużo pracy. Będę szła.
Chciała stąd uciec, byle tylko nie ciągnąć dłużej tej rozmowy. Dziwnie rozmawiało się jej z ojcem, który chyba pierwszy raz w życiu przyznał się jej do błędu. Musiała jednak przyznać, że była mu wdzięczna, za te słowa. Nie zmieniało to jednak faktu, że chciała stąd wyjść. Brian, jeśli chciał to teraz wyjaśnić z córką, by zażegnać kryzys między nimi, powinien ją jakoś zatrzymać, chyba że aż tak mu na tym nie zależało...
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 01/04/18, 10:20 pm

Wydany przez córkę rozkaz był dla niego zaskoczeniem. Ale też nie podobało mu się, że tak się zwróciła do jego osoby. Przemilczał to jednak, odbierając w tej sytuacji inaczej to co powiedziała Anna. Że z Jaredem trzeba natychmiast porozmawiać. Jeszcze chłopak sobie coś zrobi. Skoro poza Nicole, dodatkowo Anna mu mówi to samo, to znaczy że pokładał w nim nadzieję, że on coś zdziała jako ojciec. Jeszcze by brakowało, by szwagier mu kazania prawił.
Zanim zdecydował się pójść, chciał pierw zamienić kilka słów z córką. W końcu to też jest jego dziecko i potrzebuje ojca. Powinna dziękować matce, że miała tak dobry wpływ na niego. Ale prawda, uderzenie własnego dziecka było z jego strony nie na miejscu. Ciężko szło mu zebranie się w sobie i ułożenie odpowiednich słów, by nie zranić własnego dziecka, ale dał radę powiedzieć to magiczne "przepraszam", którym jak widać, zaskoczył Annę.
- Rozumiem. Tamtego dnia emocje wzięły górę u nas wszystkich. Oboje przekroczyliśmy swoje granice.
Odpowiedział jej na słowa, w których nieskładnie jakoś próbowała się wytłumaczyć. Zaskoczył ją i zmieszał. Widział po niej, że chciała już uciec z jego gabinetu. Nie będzie jej zatrzymywał. Miała prawo się go nawet bać. Tak też odbierał jej zachowanie.
- Idź do mamy. Będzie chciała z Tobą porozmawiać. Ja zajrzę zaraz do Jareda.
Mówił ze spokojem, patrząc na córkę.
- Chciałbym, żebyś pojawiła się na kolacji. Przyjdziesz?
Nim wyszła, zapytał jeszcze. To mogło oznaczać, że będzie pewnie chciał podjąć próbę odnowienia ich relacji. Wtedy powinna być po rozmowie z matką, która zapewne pomoże jej pozbierać myśli. Bez Nicole on sam nie wiedział, jak sobie by poradził z dziećmi. Zwłaszcza z Anną. Bez swojej ukochanej żony, nie miałby tak wspaniałej rodziny i dzieci. Ona była ich główną podporą rozwiązującą kryzysy. Miała bardzo dobry wpływ na każdego z nich.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 19


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 02/04/18, 01:21 am

W ogóle nie zdawała sobie sprawy z tego, jak ojciec mógł odebrać jej zachowanie. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że ten pomyśli, że ona się go boi. Bać się... nie, to nie to. Była na niego zła - a przynajmniej jeszcze przed chwilą tak było, ale żeby się go bać. Był jej ojcem. Może nie najlepszym, ale który rodzic był zawsze idealny? Nawet matce zdarzało się popełniać błędy, tyle że ona umiała się do nich przyznać niemal od razu, kiedy zda sobie z tego sprawę. Z ojcem było inaczej. Jednak to nie zmieniało jednego - Anna nie bała się go. Gdyby wiedziała, że tak odbierze jej zachowanie, może... może bardziej uważałaby na to, co robi i mówi, a nie zachowywała się jak spłoszony kot, który za wszelką cenę próbuje uciec z pułapki, w którą został złapany.
Nie dodała nic na temat swoich emocji, jako że chyba powiedziała już wszystko. Dość nieskładnie, ale to chyba wystarczyło, by ojciec ją zrozumiał. Słysząc dalsze słowa, zdziwiła się. Miała iść do matki? Ale po co? Od razu pomyślała o tym, że kobieta będzie chciała z nią porozmawiać o tym, co dziś zrobiła. Może nawet ją skarci. Cóż... należało się jej. W końcu do tej pory to ona była uznawana za tą rozważną, a tu proszę - dziś udowodniła, że może mieć równie głupie pomysły, co Jared. Słysząc, że ojciec pójdzie do niego, ulżyło jej nieco.
- Dobrze, od razu do niej pójdę... - odparła, zakładając, że zastanie rodzicielkę w jej gabinecie, a jeśli nie to... trudno - będzie jej szukać. - Dziękuję.
Dodała jeszcze, kiedy ojciec oznajmił, że też od razu pójdzie porozmawiać z Jaredem. Na to właśnie liczyła, a mimo to zrobiło jej się głupio - w końcu znowu odezwała się bez szacunku do ojca, kiedy rozkazała mu iść do chłopaka.
Droga od krzesła do drzwi, choć krótka, zdawała się ciągnąć w nieskończoność. W końcu jednak udało się dotrzeć dziewczynie do nich. Słysząc prośbę ojca i pytanie, zatrzymała się przed wyjściem z ręką wyciągniętą w stronę klamki. Myślała, że tego dnia już nic ją nie zaskoczy, ale jak widać, bardzo się myliła. Słysząc kolejną prośbę, by zjawiła się na kolacji, obróciła się do ojca.
- Dobrze. Będę - odparła krótko. - O tej samej godzinie, co zwykle?
Zapytała, a jeśli uzyskała odpowiedź, otworzyła sobie drzwi. Nie wyszła jednak od razu. Jeszcze raz obróciła głowę w stronę ojca.
- Tato... ja też Cię przepraszam. To nieprawda, że Cię nienawidzę...
I nie była wstanie powiedzieć nic więcej, ponieważ poczuła, jak łzy zapiekły ją pod powiekami. Odwróciła głowę i szybko opuściła jego gabinet, szybkim krokiem wracając do skrzydła szpitalnego. Całą drogę ocierała oczy, z których uparcie wciąż płynęły łzy. Na ustach jednak widniał uśmiech, bowiem kiedy wypowiedziała te słowa na końcu do swego ojca, odniosła wrażenie, jakby ktoś ściągnął z jej barków niewyobrażalnie wielki ciężar.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 02/04/18, 01:43 am

Mógł oceniać błędnie, ale takie odnosił wrażenie, zauważając iż chciała jak najszybciej opuścić jego gabinet. Dwa razy się powtarzała, że przyszła tylko na chwilę. Ta chwila jednak zaczynała trwać dla ich obojga w nieskończoność. Tak samo jak próba przejścia od siedzenia do wyjścia dla Anny.
Brian chciał by Anna poszła to matki, żeby i Nicole jakoś wsparła córkę swoimi radami i może też opieprzem. O tym drugim nie bardzo wiedział, co nawyrabiali w stołówce. Chciał po prostu, aby córka porozmawiała z matką i kto wie, zwierzyła się że ojciec ją przeprosił. To miał być dowód dla Nicole, że spełnił jej prośbę. Samemu z kolei poczuł się także jakoś dziwnie lekko. Sumienie że uderzył własne dziecko, zeszłoby w pełni, gdyby Anna przyjęła jego przeprosiny.
Na jej podziękowanie, skinął głową. Nim wyszła, poprosił ją o obecność przy kolacji. Zjedzą wspólnie z mamą, choć bez Jareda, który zmuszony niestety jest siedzieć w skrzydle szpitalnym. Ale być może Brian będzie miał mały pomysł. O ile będzie możliwy do zrealizowania. Pierw musi przestawić synowi myślenie.
- Tak.
Potwierdził córce. A gdyby coś się zmieniło, zostanie o tym powiadomiona.
Siedząc na krześle, przeniósł wzrok przed siebie na puste krzesło. Lecz kiedy Anna znów się odezwała, przeniósł na nią swoje oczy. To co usłyszał, było wręcz miłe dla uszu i serca, że i ona zdała się na odwagę, powiedzieć te słowa.
- W porządku. Przyjmuję przeprosiny.
Być może dostrzegł jej mokre oczy, albo mogło mu się zdawać. Córki nie zatrzymywał. Gdy wyszła, został sam w gabinecie. Przetarł twarz dłonią i westchnął. Z dziwną ulgą, że najtrudniejsze ma za sobą. Z jednym dzieckiem udało mu się na razie uratować odrobinę relację. Być może na kolacji będzie znacznie lepiej? Się okaże. Pozostawała kwestia Jareda. Wstał z krzesła i wyszedł od razu z gabinetu, zamykając pomieszczenie na klucz. Skierował swoje kroki do skrzydła szpitalnego, stanąwszy przed salą chorych. Wielu przechodzących korytarzem łowców, zwracało uwagę na jego obecność. Z którymi się dzisiaj nie witał, to przywitał, mijając na korytarzach.
Nacisnął klamkę i wszedł do środka. Nie lubił tego pomieszczenia. Zamknął drzwi za sobą i odszukał łózko z leżącym Jaredem. Odwróconym do niego plecami. Włożył ręce do kieszeni spodni i ruszył w jego kierunku. Stanął za łóżkiem, oglądając syna w jakim był stanie. Aż serce mi ścisnęło, widząc tyle bandaży. Najgorszy co prawda na twarzy, przykrywający jego lewe oko. Dodatkowo usztywniona noga. Nie miał pojęcia, czy chłopak zasnął, czy udawał. Ale patrząc na niego - milczał.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 19


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 02/04/18, 02:18 pm

Choć rozmowa jej z ojcem trwała naprawdę krótko, poczuła się naprawdę lepiej. Może to nie była odpowiednia pora, na poruszanie tego tematu, ale tak chociaż przestali to odwlekać. Anna przyszła do ojca, choć nie było to dla niej łatwe, a mężczyzna wykorzystał tą sytuację bardzo dobrze, niemal z marszu przepraszając córkę za swoje zachowaniem, czym wzbudził w niej lekkie zdziwienie, ale i wdzięczność, co zakończyło się w wiadomy sposób, że i ona go przeprosiła. Można by pomyśleć, że sprawa została wyjaśniona, ale chyba dobrze byłoby, gdyby jeszcze o tym porozmawiali - tym razem nie na szybko i nie wtedy, kiedy jedna ze stron może szybko uciec. Cóż, kolacja wydawała się do tego wręcz idealna. To będzie pierwszy raz od kilku dni, kiedy Anna zje wreszcie z rodzicami normalny posiłek, a nie wciąż w sali, w której przebywał Jared. Było jej trochę dziwnie, ponieważ myślała, że zostanie zmuszona do tego dopiero wtedy, gdy jej brat, będzie mógł chodzić, albo gdy matka wymusi to na niej.
Zgodnie z prośbą ojca, nie wróciła do sali, w której leżał Jared, a udała się do gabinetu matki, mając nadzieję, że właśnie tam ją zastanie. Stając przed drzwiami, zastanawiała się chwilę, czy na pewno chce to zrobić, ale z drugiej strony - niby czemu miała się tego obawiać? Rozmowa z nią na pewnie nie będzie gorsza od tej, którą właśnie przeprowadziła z ojcem, choć wiedziała, że oberwie się jej za to, co miało miejsce dziś rano. Westchnęła, ubolewając nad własnym losem i głupotą, po czym zapukała do drzwi i zaczekała, aż usłyszy zaproszenie. Gdyby tak się nie stało, miała zamiar zapukać jeszcze raz, a gdyby i to nie przyniosło żadnego efektu, odeszłaby, mając w planach poszukać matki gdzie indziej. Na pewno gdzieś tu krążyła po skrzydle szpitalnym. Wątpiła, by za dnia jej opuściła, chyba że była potrzebna gdzie indziej, ale gdyby tak było, na pewno dowie się tego od kogoś.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 02/04/18, 02:19 pm

Po rozmowie z Brianem, postanowiła wrócić do swoich obowiązków, ale nim do tego doszło, udała się do sali, w której położono jej syna. Kobieta miała to szczęście, że nie zastała tam swojej córki. To dobrze, bowiem kobieta miała nadzieję, że ta da sobie chwilę luzu. Nie powinna tak całymi dniami przesiadywać u brata tym bardziej, że od czasu tej nieszczęsnej misji, bardzo zaniedbała swoje obowiązki w skrzydle szpitalnym. Początkowo przymykano na to oko. Nadal to robili, ale trwać w to nieskończoność nie mogło. John, jej opiekun w szpitalu już i tak zwrócił uwagę Nicole na to, że dziewczyna olewa ostatnio swoje obowiązki. Obiecał, że da jej jeszcze kilka dni, by mogła wziąć się w garść, ale nie dłużej. Jeśli chciała zostać lekarzem, powinna poważniej do tego podchodzić, a nie traktować to jak zabawę, którą zawsze może przerwać, kiedy jej się to znudzi.
Jared spał, gdy weszła do sali. Nie chcąc go obudzić, zabawiła tu tylko chwilę. Podeszła do niego, poprawiając mu kołdrę i odgarniając włosy z umęczonej twarzy. Wyglądał tak marnie. Serce ją bolało, kiedy patrzyła na niego w takim stanie. Żałowała, że nie mogła go ochronić, przestrzec przed wszystkim. Nie był jednak już dzieckiem, a nawet gdy nim był, kobieta nie zawsze mogła być przy nim, by zadbać o niego.
Posiedziała z nim chwilę, przyglądając się, jak śpi. Kiedy wychodziła, pocałowała go w czoło i wróciła do swoich obowiązków. Zasiadła w gabinecie i pochylona nad papierami, straciła rachubę czasu. Dopiero pukanie do drzwi, które rozległo się w pomieszczeniu, sprawiło, że odzyskała kontakt ze światem doczesnym. Uniosła głowę, zamykając jedną z teczek, którą miała przed sobą.
- Proszę!
Zawołała spokojnym i miłym głosem. Jak na razie nie wstawała od biurka, chcąc wpierw poukładać wszystkie teczki z dokumentami, które miała przed sobą. Chciała uniknąć tego, że później czegoś nie będzie mogła znaleźć.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 22


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 02/04/18, 08:51 pm

Nie mogąc znaleźć nic, co by sobie życie odebrać zrezygnowany padł na poduszki i trochę skrzywił się z bólu. Napinanie brzucha jednak nie wyszło mu na dobre. A dodatkowo narobił sobie zawrotów głowy. Odwrócił się na bok, próbując zasnąć ale nie mógł. Jedynie leżał próbując wymyślić cokolwiek, aby stąd zwiać. Utrudniało mu w tym usztywnienie nogi. Za bardzo nie był wstanie się normalnie poruszać. Wściekły był nie tylko na oprawcę, ale i na siebie. Że jest taki słaby. Ze dał się omamić wampirzycy i zrobiła z niego pośmiewisko. Że zawiódł rodziców, w tym bardziej ojca i nie powinno go tutaj być. Nie spodziewał się z kolei jednego. Że w tym pomieszczeniu, przy jego łóżku pojawi się ojciec. Słyszał kroki, ale ten ktoś wciąż milczał. Kroki były coraz głośniejsze, ale zatrzymały się w jego okolicy. Serce mu zaczęło bić, jakby obawiał się teraz odwrócić i ujrzeć kogoś, kogo by się nie spodziewał. Zrobił to jednak. Pierw odwrócił głowę i kiedy zobaczył ojca, automatycznie się podniósł do siadu.
- Tata?
Pytanie, brzmiało bardziej jak stwierdzenie. Ale też nie mógł uwierzyć, że go tutaj widzi. Czyżby teraz miał dostać opieprz za to jak schrzanił całą misję? Otrzyma teraz od niego kazanie jaki to jest bezużyteczny? W końcu Brian wychowywał go również twardą ręką, lecz nie do takiego stopnia do jego ojciec, a Jareda dziadek. Normalnie młody Chamberlain bał się cokolwiek odezwać. Panika i stres zaczynały brać górę w młodym łowcy.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 02/04/18, 08:59 pm

Nie myślał, że w oczach swojego syna ujrzy strach i to przed jego osobą. Podobnie było chwilę temu z jego córką. Tyle, że ona bardziej chciała uciec z jego gabinetu, kiedy podjął z nią krótką rozmowę. Jared niestety nie mógł uciec. Nie miał jak i nie z usztywnioną nogą.
- Spokojnie. Nie nadwyrężaj ciała.
Gestem ręki nawet nakazał synowi się opanować, mówiąc spokojniejszym tonem. Był w skrzydle szpitalnym, więc trzeba było się odpowiednio zachowywać.
- Jak się czujesz? Mama i Anna niepokoją się o Ciebie. Sprawiasz im przykrość swoim postępowaniem, kiedy starają się Ci pomóc.
Prosto z mostu, ale i ze spokojem. Co prawda, Brian nie ukrywał po sobie, że on zaniepokojony był stanem zdrowia swojego syna. Nie spodziewał się, że psychika Jareda może tak ucierpieć. Sądził inaczej, że Jared będzie pragnąć zemsty, ale stało się coś innego. Ten chciał odebrać sobie życie.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 19


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 02/04/18, 09:45 pm

Tak jak myślała... matka była w gabinecie. Szansy na ucieczkę już nie miała... Znaczy się, mogła teraz po prostu się odwrócić i odejść, ale... matka na pewno wyszłaby na korytarz, gdyby nikt, mimo jej zaproszenia, nie wszedł do środka i chciałaby sprawdzić, czy coś się może nie stało. Anna jedyną szansę na ucieczkę widziała już tylko w tym, że ta może być zajęta, chociaż... Z westchnieniem, otworzyła drzwi, zdając sobie sprawę z tego, że za dużo analizuje i myśli. Powinna wreszcie skupić się na tym, co jest tu i teraz, a nie wciąż i wciąż zastanawiać się, „a co by było gdyby...”
Drzwi otworzyła na tyle szeroko, by spokojnie wejść do środka. Spojrzała na matkę, która siedziała za biurkiem, będąc wciąż pochylona nad papierami.
- Mamo... mogę wejść?
Zapytała, zatrzymując się zaraz za drzwiami, których na razie nie zamykała. Czekała na to, co odpowie jej kobieta, choć wątpiła, by kazała jej teraz wyjść. Jeśli zaprosiła ją do środka, dziewczyna obróciła się przodem do drzwi zamknęła je cicho, po czym podeszła do biurka, za którym siedziała jej matka.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 02/04/18, 09:46 pm

Nie czekała na nikogo, nie licząc pracownika skrzydła szpitalnego, który miał ją poinformować, gdy tylko Jared się obudzi. Obiecała w końcu Brianowi, że gdy tylko się to stanie, pośle po niego. Słysząc pukanie do drzwi, pomyślała, że to właśnie któryś z lekarzy, albo stażysta, albo pielęgniarka, że jej syn się właśnie obudził. Kiedy jednak podniosła wreszcie głowę z nad papierów, jej oczom ukazała się Anna. Nie myślała, że ta szybko zjawi się u niej. Prędzej by się spodziewała tego, że będzie jej unikać, a tu... była i czekała na jej decyzję. Nicole przyjrzała się córce. Widziała, że ta by z wielką chęcią stąd uciekła. Aż nie mogła się nie uśmiechnąć do niej. Jak widać, nie tylko Briana czasem obawiały się ich dzieci.
- Nie, nie przeszkadzasz Ann. Wejdź do środka, zamknij drzwi.
Poprosiła, spiesząc się z wkładaniem dokumentów do teczek, by móc całą uwagę poświęcić córce. Kiedy się z tym uporała, wstała z fotela, odkładając papiery na brzeg biurka. Obeszła je i podeszłą do córki. Złapała dziewczynę za ramiona, patrząc na nią z ciepłym uśmiechem.
- Jared się już obudził?
Zapytała, bowiem rzadko się zdarzało, by Anna opuszczała swojego brata. Skoro tak było, coś musiało się stać. Miała oczywiście nadzieję, że nie było to nic poważnego.
- Chodź, usiądziemy na kanapie. Tam będzie się lepiej rozmawiać.
Wskazała córce miejsce po drugiej stronie gabinetu i kiedy dziewczyna jej już odpowiedziała na postawione przez nią pytanie, poprowadziła ją w stronę kanapy.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 22


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 02/04/18, 10:47 pm

Wewnętrznie Jared nieco panikował, obawiając się że ojciec właśnie go zjedzie za niepowodzenie misji i śmierć Eryka. Ale ten, nie wydawał się być jakoś zły. Nie zaczął też tego ważnego tematu, tylko przeszedł na nieco standardowy o jego zachowaniu. Jared mimo gestu i słów ojca, nie położył się. Siedział, jakby wolał zachowywać cały czas czujność.
Na pytanie nie bardzo wiedział co ma odpowiedzieć. A na twierdzenie, że mama i siostra się o niego martwią, jedynie spuścił wzrok. Również i tutaj milczał. Jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, że nie tylko chcąc sobie bardziej zaszkodzić, ranił również rodzinę. Zrozumiał więc jedno, obie poskarżyły się ojcu i pewnie dlatego pojawił się tutaj.
- Przysłały Cię do mnie? Sam nie chciałeś przyjść... Dla Ciebie jestem teraz nikim. Zawiodłem. Wiem o tym. Nie tego się po mnie spodziewałeś. Nie potrzebujesz takiego syna, który teraz jest do niczego... To ja powinienem zginąć a nie Eryk.
Nie wytrzymał, że słowa same wylatywały z jego ust. Spojrzał nawet na ojca, mówiąc mu to prosto w twarz. Jakby nie bał się tego, że zaraz dostanie od niego w twarz. Nawet nie wiedział, że ojciec podniósł już rękę na jego siostrę.
Zauważyć też można było, że lekko drżał na Ciele. Fala emocji nie działała na niego dobrze. Doprowadzała do tego, że chciał faktycznie ze sobą skończyć. Nawet serce go bolało, przez uczucia do wampirzycy, czując miłość, zdradę i nienawiść jednocześnie.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 02/04/18, 10:50 pm

Słysząc mowę syna, potwierdzał jak bardzo jest z nim źle. Że to co mówiły Nicole i Anna to prawda. Jego psychika wisiała na włosku. Katował się i karmił poczuciem winy. Nie tego po nim się spodziewał Brian, to prawda. Sądził że mimo takiego zdarzenia, Jared weźmie się w garść i chociaż będzie dążył do zemsty. Tak jednak nie było. Miał także do niego wyrzuty, że nie odwiedzał go wcześniej. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie. A może przychodził, ale Jared spał? Może widział go już nie raz w takim stanie, kiedy nikogo nie było w sali? Nawet Anna mogła tego nie wiedzieć, skoro zasypiała przy łóżku Jareda. Prawdę jedynie znała Nicole. Ona wiedziała, że Brian ani razu tutaj nie przyszedł. Aż do teraz.
- Owszem, zawiodłeś. W tym możemy się zgodzić.
Potwierdził jego słowa. Tym samym obchodząc łózko, usiadł na brzegu od prawej strony, uważając na jego nogi. Jak było trzeba, to je trochę przysunął. Splótł dłonie i położył na udzie, wpatrując się uważnie na Jareda.
- Lecz nie chodzi mi tu konkretnie o misję, ale bardziej o Twój związek z wampirzycą. Wiedziałem że coś Was łączy. Ta misja miała być dla Ciebie lekcją i jednocześnie nauczką. Czy zrozumiałeś, jakie popełniałeś błędy? Na co liczyłeś, zawierając jakąkolwiek relację z krwiopijczynią? Pomyślałeś o tym, że mogłeś narazić także rodzinę na niebezpieczeństwo?
Spokojnie pociągnął z nim temat. Musiał naprostować synowi myślenie. Zgubił się we własnych myślach, nie wiedząc widocznie, którą ścieżką podążyć. Skoro nie dały radę Nicole i Anna, on musiał to zrobić. Inaczej na dobre stracą Jareda.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 19


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 7 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach