Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r. - Page 6

Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 03/01/18, 11:51 pm

Milczenie i spojrzenie mówiło wszystko. Miał pewność, że to co powiedział Jared swojej matce, było prawdą. Chciał uciec z tego świata po tym co przeżył. Z jednej strony Brian mu się nie dziwił. Zakochał się w nieodpowiedniej osobie i poznał prawdziwy ból złamanego serca. Ale z drugiej, zginął jego przyjaciel. Nie sądził jednak, że aż tak to się odbije na jego zdrowiu psychicznym. Było z nim gorzej niż źle.
Spojrzał na Nicole, kiedy odpowiedziała mu na pytanie. Chłopak zasnął, o tyle było dobrze, że nie będzie się męczył i rozmyślał nad tym co miało miejsce parę dni temu. A kiedy Nicole skończyła, rozpoznał to jej spojrzenie. Od razu westchnął odwracając głowę i spojrzenie przed siebie.
- Nie patrz tak na mnie.
Najwyraźniej domyślił się o co chodzi. Lecz nadal nie widział potrzeby by zaglądać do syna. Wierzył nadal, że Jared opamięta się i dojdzie sam do siebie. Może potrzebował czasu by przemyśleć. Skoro opiekowała się nim Anna, nie powinno być źle. Nie radzi widział jak rodzeństwo się bardzo dobrze dogadywało. Chwilami aż za dobrze, skoro syn bronił często swoją siostrę.
Odwrócenie jego spojrzenia można było też odebrać jako ucieczkę od tego, co powinien zrobić jako ojciec. Obawiał się może tego, że jak słusznie Nicole zauważyła, nie potrafił odpowiednio okazywać miłości ojcowskiego do własnego dziecka. Obawiał się pewnie też tego, że jego obecność może pogorszyć stan syna jeszcze bardziej. Lecz o tym nikomu nie mówił. Nie okazywał nawet tych obaw. Tłumi to cały czas w sobie.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 33


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 05/01/18, 01:07 pm

Czekała na jego reakcję i... tym razem miała nadzieję, że ta rozmowa potoczy się trochę inaczej, że Brian nie zacznie znowu uciekać, gdy tylko zaczynała ten temat. Oczywiście się pomyliła.
Słysząc jego słowa i widząc, jak odwraca od niej wzrok, tym razem nie miała zamiaru odpuścić. Odsunęła się od fotela i ruszyła w jego stronę, chcąc stanąć przed nim i zmusić go tym samym do tego, by znowu na nią spojrzał. Jeśli mimo to znowu próbował uciec wzrokiem przez odwrócenie głowy na przykład, miała zamiar złapać go za podbródek, by mu to uniemożliwić.
- Jak mam nie patrzeć, bo nie rozumiem?
Oczywiście, to był blef. Doskonale wiedziała, o co mu chodzi, co zrobiła. Chciała mu jednak zakomunikować, że tym razem tak łatwo mu nie pójdzie.
- Jak długo masz zamiar to jeszcze ciągnąć? Ile jeszcze ma trwać ta kara? Nie uważasz, że już wystarczająco dużo dźwiga na swych barkach? Stracił przyjaciela, ledwo przeżył... musieliśmy usunąć mu oko. Po co mu jeszcze Twój gniew? Nie wiem... chcesz go ukarać?
Nicole wiedziała, że mogła teraz trochę przeholować, ale czasem nie było innego wyjścia. Brian uciekał, nie chciał odpowiadać. Najchętniej pewnie kazałby jej stąd wyjść, zasłaniając się pracą i masą innych obowiązków. Uciekał przed rozmową z nią, więc jakoś musiała go do niej zmusić.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 25


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 05/01/18, 04:15 pm

Spojrzeniem już od lat potrafili się porozumieć. Jakby posiadali zdolność komunikowania się mentalnie. Wystarczyło spojrzenie, a wszystko dało się wyczytać z twarzy ukochanej osoby. Brian spojrzał na zbliżającą się Nicole, jako że usłyszał jej zmianę miejsca. Po jej pytaniu, znów odwrócił wzrok - uciekając jakby od odpowiedzi. Tu jednak kobieta za wygraną nie dawała i wymusiła na nim ponowne spojrzenie. Ujęła jego podbródek i zmusiła, by nawet spojrzał w oczy. Zrobił to. Patrzył w jej oczy i słuchał, co miała mu do powiedzenia.
Przez chwilę milczał. Jakby to miała być także potwierdzająca odpowiedź, na jej pytania. Karał syna? Mogło tak wyglądać. Brian widocznie liczył na to, że Jared stanie się silniejszy, jeżeli zacznie myśleć o zemście, że zechce zmienić swoje zachowanie i na poważnie do wszystkiego podejdzie. Stało się jednak inaczej, niż Brian sobie wyobrażał.
- Karę to on już właśnie otrzymał. Za swoje nieodpowiednie podejście i działania na szkodę Stowarzyszenia i rodziny.
Powiedział w końcu. Lecz pewnie nie to Nicole chciała usłyszeć. Może i kazałby jej stąd wyjść, to jednak  wątpił by kobieta go posłuchała. Zawsze ze sobą rozmawiali. Zawsze szukali wspólnych rozwiązań, kiedy pojawiał się kryzys. Jeden najpoważniejszy mieli za sobą. Teraz jednak znów widocznie czekała ich poważna rozmowa. Brian czuł, że tym razem żona mu nie odpuści. Było to po niej widać.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 33


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 20/01/18, 01:36 am

Nabrawszy pewności, że nie ucieknie przed nią wzrokiem, puściła jego podbródek. Patrzył na nią, a ona na niego. Trochę to wyglądało tak, jakby toczyli jakąś walkę na spojrzenia. Kobieta tego tak nie odbierała. Dla niej była to komunikacja. Z oczu można było wiele wyczytać. W jej spojrzeniu było widać, jak bardzo jest niezadowolona z powodu tego, co ostatnio działo się w ich rodzinie.
Czemu wszyscy mężczyźni w jej życiu nie umieli odpowiadać na pytania, jakie przed nimi stawiała? Słowa Briana nie były tym, co kobieta chciałaby usłyszeć.
- Tak, dostał już za swoje - nawet bardziej niż na to zasługiwał. Zdaje sobie sprawę z tego, że zawiódł, a najbardziej pewnie myśli, że zawiódł Ciebie. - Skoro poprzednia taktyka nie poskutkowała postanowiła nieco ją zmienić i uderzyć inaczej. - Jesteś dla niego autorytetem. Od dziecka próbował Ci imponować. I kiedy mu się udawało, byłeś z niego dumny. Nie zaprzeczysz, że tak nie jest... - choć mogło to wyglądać jak pytanie, nie oczekiwała, że odpowie. Mówiła dalej. - Nie zawsze jednak wszystko idzie tak, jakbyśmy tego chcieli. Tym razem mu się nie udało i płaci za to ogromną cenę.
Choć mówiła spokojnie, w jej słowach było czuć ból i bezsilność. Pierwszy raz od dawna czuła się bezsilna jako matka. Widziała, jak jej syn cierpi, jak próbuje mu pomóc, ale on wciąż ją odtrąca, a jedyna osoba, która mogłaby tu coś zdziałać, zapiera się jak osioł!
- Brian - zbliżyła się do niego, ujmując jego twarz w dłonie. - Proszę Cię idź do niego, porozmawiaj z nim. Niech poczuje, że wciąż ma ojca, że go nie nienawidzisz, że nie masz do niego żalu oto, co się stało. Zrób to dla niego, to Twój syn.
Miała nadzieję, że tym razem mężczyzna znowu nie powie czegoś, czym znowu będzie próbował się wykręcić, byle tylko jak najdłużej w czasie odwlec spotkanie z pierworodnym.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 25


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 20/01/18, 01:50 am

Trudno było mu utrzymać spojrzenie na równi z żoną, która wręcz zmuszała do tego, aby na nią patrzył. By odczytał jej emocje, jak i ona cierpi widząc ich syna w tak fatalnym stanie. A on nic nie zrobił. Nie poszedł nawet osobiście zobaczyć jak się czuje jego syn. Jak źle wygląda. Na domiar złego, uderzył córkę za pyskowanie matce. Też nie czuł się z tym dobrze. Nicole dobrze zauważyła, że ta sytuacja zaczynała źle oddziaływać na ich rodzinę. Że nikt tutaj nie potrafi panować nad emocjami, poza nią. Osła, miała raczej nie jednego.
Słuchał, bo musiał. Ale też jej słowa przebijały się przez serce, naruszając jego wrażliwą część. Nie ukrywał tego, że również stan syna go niepokoił. Bowiem on był za tę misję odpowiedzialny. Miał to na sumieniu. Miał na sumieniu śmierć młodego chłopaka i fatalny stan swojego syna.
Nicole miała rację, nie wszystko idzie tak jak to sobie zaplanujemy. Tak jak byśmy tego chcieli. W pewnym momencie Brian już nie mógł patrzeć na ból w jej oczach. Ale kobieta ponownie go do tego zmusiła, kiedy odwracał głowę i wzrok. Poczuł jej dłonie na swojej twarzy i znów przeniósł spojrzenie na jej oczy.
- Nie zasłużyłem na to by być ojcem... Nie potrafię być takim... jakim powinienem...
Przyznał. Jakby wracał do przeszłości tego, jak traktował go ojciec. Jak przekłada to na swoje dzieci. Z Anną nie może znaleźć wspólnego słowa. Od Jareda wymaga zbyt wiele. A mimo to, chłopak nie poddaje się. To była prawda, chciał zaimponować. Brian doceniał starania syna. A teraz chciał go zostawić. Nicole mogła zauważyć, że Brian się wahał. Nie powiedział że pójdzie, jak i wręcz przeciwnie. Nie szukał już argumentów na ucieczkę od tego. Ale serce mówiło mu, by poszedł i zobaczył swojego jedynego syna. Na pewno go potrzebuje.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 33


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 22/01/18, 11:44 pm

Kochała swojego męża. Był naprawdę dobrym człowiekiem, choć sam nie umiał - albo nie chciał, tak o sobie myśleć. Zawsze starał się postępować słusznie. Niestety, ale to nie zawsze oznaczało dobrze mniemaniu Nicole. Już w ogóle, gdy kierował nim strach.
Choć nie mówiła tego na głos, uważała, że Brian się boi. Wiedziała, że martwi się o syna, że jego los nie jest mu obojętny, tak samo jak podejrzewała, że obwinia siebie o to, co się stało. Nicole nie widziała już w tym najmniejszego sensu - to się po prostu stało, a czasu nie cofną. Ten świat był jednak tak skonstruowany, że potrzebował kozłów ofiarnych. Widocznie jej mąż również, skoro nie potrafił odpuścić sobie i Jaredowi.
Słysząc słowa męża, przybliżyła się do niego. Zsunęła mu ręce na ramiona, po czym przytuliła się do niego... a może jego do siebie? Efekt jednak był ten sam.
Każdy inny pewnie na jej miejscu kazałby mu się po prostu wziąć w garść i przestać mazać. Poniekąd tak można by odebrać jego słowa - za mazanie się. Nicole jednak nie potrafiła tak o nim myśleć. Brian bardzo się starał być dobrym ojcem, ale nie mając najlepszych wzorców w domu rodzinnym... no cóż, często miewał z tym problem.
- Przestań - powiedziała tylko, obracając głowę w jego stronę. - Nie chcę nawet tego słyszeć. Każdy popełnia błędy, każdy czasem nie wie, jak postąpić. Nawet ja - mówiąc ostatnie słowa, odsunęła się, by móc znowu spojrzeć mu w oczy. - Popełniamy błędy, mylimy się, ale to nie znaczy, że jesteśmy złymi rodzicami, o ile umiemy się do tego przyznać... Wiem, że się obwiniasz za to, co się stało. I nie próbuj zaprzeczać - widzę to po Tobie. Ale takie umartwianie się, nikomu nie pomaga, a na pewno nie Jaredowi. Idź do niego, porozmawiaj z nim. On Cię teraz naprawdę potrzebuje. Nie mnie, nie Anny - Ciebie.
Miała nadzieję, że cokolwiek z tego, co do niego w tej chwili powiedziała, trafi. Wolałaby, by się przed nią nie zamykał, by w końcu zmierzył się z tym, co go i tak nie minie. I lepiej, by zrobił to teraz, bowiem później będzie tylko gorzej.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 25


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 23/01/18, 12:08 am

To prawda, że Brian nie miał w swojej rodzinie i po znajomych jakiegoś dobrego przykładu traktowania dzieci inaczej, niż to jak był wychowywany przez swojego ojca. I tak starał się jak mógł, by to zmienić i nie był takim samym jak swój ojciec. Nicole dobrze to widziała i starała się mu poniekąd w tym pomagać. Nawet sama jej obecność i słowa mu pomagały. Ale teraz, było trudniej.
Pozwolił się przytulić, przymykając nieco oczy. Możliwe że się bał. Uciekał. Nie musiał tego mówić, kiedy żona bardzo dobrze potrafiła z niego czytać. A jej słowa, trafiały do serca. Normalnie jak strzały przebijały się ze swoimi słowami, nakazując mu udać się do syna i z nim porozmawiać. Dlaczego, tak łatwa rzecz w słowach, jest trudna do zrealizowania? Tak ciężko przejść się do skrzydła szpitalnego by zobaczyć jedynego syna?
Nie odpowiedział Nicole od razu. Gdy mówiła, spojrzał na nią już sam od siebie, w momencie gdy się odsunęła. Mówiła bardzo mądrze. Musiała tez pozwolić mu przetrawić te słowa by zmusić się do tego, by porozmawiać z własnym dzieckiem. Jeżeli nie chce na dobre go tracić. Wieść o tym, że chce śmierci też nie było dla niego ciosem. Wystarczyło mu już to, że pochował rodziców. Nie chciał przygotowywać grobu dla syna. Nicole mogła mieć rację, on go potrzebował w tej chwili.
- Jest w sali chorych?
Zapytał w końcu. Jakby to miało być dla niej informacją, że pójdzie do niego i z nim porozmawia. Tylko czy miał iść teraz czy później? Nie miał pojęcia jak dokładniej jest teraz z psychiką Jareda. A budzić go też nie chciał.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 33


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 25/01/18, 02:12 am

Dawać komuś rady było bardzo łatwo. Ciężko było jednak ich słuchać, a już najtrudniej chyba było je realizować, zwłaszcza gdy osoba, która nam ich udzielała, miała rację. Tak... było chyba właśnie w przypadku Briana i Nicole. Kobieta spokojem i opanowaniem próbowała dotrzeć jakoś do męża. Nie uznawała krzyków i kłótni, czy innych tak niszczących rozwiązań. Nie przeczyła, że sama kiedyś tak nie robiła, ale... w tej chwili, widząc jak jej syn z każdym dniem coraz bardziej traci chęć do życia, nie chciała jeszcze kłócić się z mężem. Chciała go przekonać do tego, by udał się do Jareda, a nie sprowokować i doprowadzić, że zaprze się nogami i nie zrobi tego.
Czekała cierpliwie na jego decyzję. Widząc, że spojrzał na nią sam, bez jej nakazu, uśmiechnęła się do niego ciepło. To był pierwszy znak, którym dawał jej odczuć, że się łamie. Ponaglać jednak nie miała zamiaru. Musiał sam wyjść z inicjatywą. Jaką? Och, on już na pewno doskonale wiedział jaką.
W odpowiedzi na jego pytanie, skinęła mu wpierw niepewnie głową.
- Zostawiłam go z Anną w zabiegowym i poszłam po Harrego, by jej pomógł - zaczęła... właściwie od początku, by dojść do odpowiedzi, jakiej chciał mąż. - Kazałam im później przenieść go do jego sali. Wydaje mi się, że już mogli to zrobić, ale nie będę ukrywać, że pewnie śpi. I lepiej niech prześpi w spokoju kilka godzin. Sen jest mu teraz potrzebny.
Jeśli Brian miał jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czy iść do syna, czy jeszcze chwilę się wstrzymać, teraz mógł się ich wyzbyć zupełnie. Nicole dała mu jasno do zrozumienia, żeby na razie zostawił go w spokoju. Dalej chciała, by z nim porozmawiać, ale mogą to zrobić za kilka godzin. Jemu pewnie też przyda się te kilka godzin. Będzie mógł się zastanowić nad tym, co chciałby powiedzieć synowi, chyba że wolał iść na żywioł. To nie zawsze jednak było dobre, ponieważ łatwiej wtedy o wyprowadzenie z równowagi.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 25


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 25/01/18, 02:26 am

Często się wspierali w trudnych sytuacjach, lecz teraz ten rok okazał się być dla Briana dość ciężki. Jak Nicole zauważyła, bardziej jej potrzebował niż wcześniej. Jej rady i jej nakazy działały na niego na tyle dobrze, że trzymał się po mimo straty w jednym czasie rodziców a teraz mając w ciężkim stanie psychicznym swojego syna. A raczej, ich dziecka. Nie dziwne, że jako matka bardziej się bała o stan zdrowia Jareda, ale też widziała te obawy u swego męża. Brian łamał się. Dobrze dostrzegła. Chciał wiedzieć, czy dzisiaj byłoby możliwe porozmawianie z własnym dzieckiem. Ale skoro spał, zapewne odpuści. Gdyby tylko wiedział, co jego dzieciaki dzisiaj odwalały...
- Zajrzę do niego jutro.
Zdecydował w końcu, choć i sam potrzebował tego czasu na przemyślenie i zastanowienie się, jak zacząć rozmowę. Zgodził się więc, że odpoczynek i sen synowi są potrzebne teraz. Zapewnił jednak żonę, że mogła i na niego liczyć. W końcu są rodziną, a każdy błędy popełnia. Sama o tym wspomniała.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 33


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 27/01/18, 02:52 pm

Słysząc jego słowa, w pierwszym odruchu chciała zaprzeczyć i wymusić wręcz na nim, by zrobił to jeszcze dziś, za kilka godzin. Dostała jednak to, co chciała - obietnicę, że z nim porozmawia. Nie powinna wymagać więcej, dlatego się na to zgodziła. Kiwnęła mu głową.
- Dobrze, w takim razie jutro.
Zamilkła, ale wyglądała jakby jeszcze coś chciała powiedzieć, tylko nie była pewna, czy powinna. Szybko wątpliwości jednak jej minęły, bo zaraz znowu się odezwała.
- Chcesz, żebym z Tobą do niego poszła?
Czuła, że raczej sami powinni porozmawiać, ale z drugiej strony, może przy niej łatwiej będzie im ze sobą porozmawiać, a nawet się dogadać, nie skacząc sobie do oczu - kto to może wiedzieć? Decyzję jednak jemu zostawiła. On zdecyduje, jak będzie wolał to załatwić.
To nie był jednak koniec. Mieli przecież nie jedno dziecko, a dwoje. Brian powinien nie tylko z Jaredem parę spraw wyjaśnić, ale i z córką... Od tamtej nocy dziewczyna nie odezwała się do ojca. Ignorowała go i unikała jak tylko mogła. On zresztą sam też się nie kwapił do tego, by porozmawiać z córką. Nicole i tego nie miała zamiaru tak zostawić.
Odsunęła się od męża, dając mu odrobinę więcej przestrzeni. Nie stała jednak daleko.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 25


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 27/01/18, 07:23 pm

Mówić nie musiała, widział to po niej, kiedy odpowiedział, że zrobi to dnia następnego. Odwlekał. jakby potrzebował znacznie więcej czasu na przeanalizowanie sytuacji.
- Coś czuję, że chcesz bym jeszcze dzisiaj z nim porozmawiał.
Stwierdził to co widział po niej. Dzień niedawno się zaczął, więc miał możliwość zrobić to jeszcze przed lub po przerwie obiadowej jak tylko ich syn się obudzi. Czuł, że Nicole nawet gdyby poprosił aby nie szła z nim, i tak pójdzie. Choćby po to, by pilnować na zewnątrz, czy faktycznie któremuś z nich nie odbije. A wiadomo że niektóre rozmowy ojca z synem, przekraczają granice.
- Sam pójdę.
Nie chciał jej wciągać z męskie rozmowy, jako że powinni porozmawiać jak mężczyźni. Jak ojciec z synem. Przynajmniej tyle jej mógł obiecać. To i tak przecież dużo. Na tyle, że sam się przełamał.
Możliwe że czekała go także rozmowa z Anną. Uderzył własne dziecko, co też nie sprawiło że było mu lekko na sumieniu. Zrobił to odruchowo, nie panując nad emocjami jakie się w nim skumulowały. A nawet i Anna nie pomagała w takiej sytuacji. Że też Nicole musiała to widzieć. Pewnie i ten temat go nie minie, jeżeli żona poruszy go prędzej czy później. Zamiast być blisko swoich dzieci, oddalał się.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 33


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 28/01/18, 08:09 pm

Słysząc słowa męża, uśmiechnęła się lekko i przytaknęła mu skinieniem głowy. Nie widziała sensu, by temu zaprzeczać. Nie tylko ona znała bardzo dobrze swojego małżonka. To działało w obie strony - Brian również znał bardzo dobrze swoją żonę, dlatego też od razu odgadł jej myśli. Naprawdę wolałaby, by załatwił tą sprawę jeszcze dziś, ale oczywiście nie będzie na nim wywierać presji, kiedy w ogóle się zgodził, że to zrobił. Już samo to sprawiło, że była mu bardzo wdzięczna.
Co się zaś tyczy jego dalszych słów, nie była nimi zaskoczona. Zapytała, choć wiedziała, że się najprawdopodobniej nie zgodzi. Dobrze, że tak wyszło... Może ta rozmowa nie będzie spokojna, kiedy jej przy niej nie będzie, ale... będzie na pewno szczera i oczyszczająca, a tego teraz było im wszystkim trzeba. Dwie z trzech rzeczy zostały załatwione - została jeszcze jedna kwestia. Anna.
Nicole milczała chwilę, co mogło wyglądać tak, jakby się nad czymś zastanawiała. I... w sumie tak było, ponieważ kobieta układała sobie w głowie kolejną prośbę. Coś dużo dziś miała próśb do tego swojego męża.
- Brian... - zaczęła, patrząc na niego. - Jest jeszcze coś, o czym chciałabym z Tobą porozmawiać. Chodzi o Annę. Uważam, że z nią również powinieneś porozmawiać.
Doszła do wniosku, że krótki i treściwy przekaz będzie najlepszy. Na to również powinien się zgodzić bez marudzenia. W końcu tu chodziło o ich córkę. Nicole nie chciała, by był z nią skłócony.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 25


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 28/01/18, 08:53 pm

Ten gest mówił jasno, że chyba z nią nie wygra. Czy był jakiś temat w ich życiu, w którym nie przegrałby z żoną? Raczej takiego sobie nie przypominał, jeżeli chodziło o sprawy rodzinne. Ich rodziny i dzieci. Zawsze okazywało się, że miała rację. Powodem tego są także warunki, w jakich sami byli wychowywani przez swoich rodziców. Nicole ze swojej wynosiła ciepło i opiekuńczość, zaś on... przemoc. I gdyby nie Nicole, pewnie już teraz nie miałby dzieci.
- Powiedz mi kiedy się obudzi.
Westchnął i powiedział z rezygnacją. Lepiej jednak mieć to za sobą, niż odwlekać. Wyszło na jej. I mimo iż będzie chciał sam być z synem, to miał dziwne przeczucie, że ona i tak będzie w pobliżu. By choćby sprawdzić, czy słowa dotrzymał. Może to i lepiej, że jest przez nią kontrolowany? Wciąż widocznie uczył się bycia ojcem. Innym, niż własny.
Zapadła chwila milczenia, co raczej dla Briana było sygnałem, że skończyli rozmawiać. Tak jednak nie było. Kolejna prośba Nicole go jeszcze bardziej zaskoczyła. Do takiego stopnia, że ścisnęło mu serce tak, jakby ktoś je mocno zawiązał.
- Mam porozmawiać z Anną?
Zapytał tak, jakby nie wiedział o co dokładniej chodziło Nicole. O to uderzenie? Niby jak miał z córką porozmawiać na ten temat, kiedy ojciec z nim tego nie robił? Nigdy od ojca nie usłyszał słowa przepraszam. Nigdy ten nie okazywał mu takie czułości, jaką on stara się darzyć swoje dzieci. Ta część o którą go prosi żona, była chyba najtrudniejsza od udania się do syna i porozmawianiu o jego niepowodzeniu misji. W oczach Briana chyba pojawiał się ukryty strach. Albo i obawa, czy nie uderzy córki ponownie.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 33


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 29/01/18, 09:45 pm

Uległ jej. Nie ważne, dlaczego to zrobił - dla świętego spokoju, czy dla niej, chociaż ona domyślała się prawdy. Spojrzała na niego z wdzięcznością i choć już zdążyła się oddalić, znowu do niego podeszła. Ujęła jego twarz w dłonie i pocałowała go krótko. Odsunęła się nieco, gładząc jego policzki. Patrzyła na niego z wdzięcznością i miłością.
- Dziękuję...
Powiedziała. On wiedział, jak wiele dla niej to wszystko znaczy, jak bardzo jej na tym zależy. Ona natomiast zdawała sobie sprawę z tego, jak wielką walkę musi stoczyć sam ze sobą, by zrobić to, o co go prosiła. Nie był złym człowiekiem. Nie był jak jego ojciec. Wiedziała, że tak czasem o sobie myślał, więc jej zadaniem było, by myślał o sobie w ten sposób jak najmniej.
- Gdy tylko się obudzi, poślę po Ciebie.
Kolejna sprawa była z pozoru prosta. Miał iść i porozmawiać z Anną o tym, co miało miejsce parę dni temu, co w ogóle nie powinno się zdarzyć. Niby łatwa rzecz - dla Nicole owszem, ale chyba nie dla Briana.
Słysząc jego pytanie, skinęła mu głową, stojąc już na przeciw niego, ze skrzyżowanymi rękami na piersi. Przyglądała mu się, jego twarzy i oczom, chcąc spróbować coś z nich wyczytać. Szukała w nim emocji, tego co czuje. Może szukała w nim strachu? Nie robiła tego jednak po to, by z niego zakpić. Chciała mu pomóc, a by to zrobić, musiała wiedzieć, z czym walczy.
- Tak, chciałabym, byś porozmawiał z naszą córką. To, co stało się... tamtej nocy nie powinno mieć miejsca. Nie usprawiedliwiam jej zachowania. Nawet jeśli była zła, nie powinna tak się odezwać do mnie... do Ciebie. To jednak nie usprawiedliwia tego, co Ty zrobiłeś.
Po ostatnim zdaniu zrobiła nieco dłuższą przerwę. Wiedziała, że wchodzi na nieco bardziej grząski grunt, ale musiała to zrobić. Nie okłamywała go wcześniej, nie zrobi tego również teraz.
- Brian, nie powinieneś jej uderzyć.
I powiedziała to. Teraz jego kolej, by coś w tej sprawie powiedzieć. Mógł wszystko - zaprzeczyć temu, albo przyznać jej rację.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 25


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 29/01/18, 11:37 pm

Coś często jej ulegał, jakby wiedział że z kobietami jej pokroju nie należy za bardzo wchodził w głębokie dyskusje. W tym jednak przypadku, Nicole miała rację. Być może jego matka mówiłaby to samo, gdyby żyła. Ale jej nie było. Miał już tylko żonę, która jeszcze potrafiła na niego mocno wpłynąć. Jeżeli w jakiejś sprawie nikomu nie udało się Briana przekonać, proszono ją o pomoc. Żonie nie odmówi? Rzadko się to zdarzało.
Odwzajemnił jej buziaka, kiedy mu podziękowała. Po czym skinął głową, kiedy oznajmiła, że kogoś do niego wyśle. I niby temat byłby zakończony, ale nie dla Nicole. Ponieważ jeszcze jedno ich dziecko było skrzywdzone i to przez niego. Anna. Miał nadzieję, że przesłyszał się co do pytania, ale żona jasno swoje pytanie potwierdziła gestem głowy. Z jego oczu oczywiście odczytać niepewność i problem z odnalezieniem się odpowiednio w takiej sytuacji. Nie wiedział jak ma się zachować inaczej, tłumacząc córce że postąpił źle. Nie potrafił ją przeprosić. Nie wiedział jak ma się do tego zabrać. To dla niego tak trudne, że nawet wzrokiem uciekł od żony gdzieś przed siebie. Uciekał.
- To był niekontrolowany odruch emocjonalny. Przynajmniej do niej dotarło.
Tylko tak potrafił się wytłumaczyć żonie na swoją obronę.
- Co mam jej niby powiedzieć? Mam ją przeprosić? Jak? Ilekroć ojciec mnie bił, nigdy od niego nie usłyszałem słowa przepraszam.
Zadając te pytania dość poważnie, spojrzał na żonę. Jeżeli wiedziała jak ma się do tego zabrać, niech mu to powie. To on innego przykładu z rodziny nie miał. Zwłaszcza od ojca.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 33


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 06/02/18, 08:38 am

Widziała, jak się miota, jak próbuje uciekać przed tym, przed czym ona mu nie pozwala. Zapewne miał nadzieję na to, że Nicole widząc jego zachowanie, odpuści... choć z drugiej strony - znał ją przecież nie od dziś. Musiał wiedzieć, że tak łatwo nie odpuszcza. Nie pozwoliła mu na to, by nie rozmawiał z Jaredem, nie pozwoli również na to, by nie porozmawiał o wszystkim z Anną.
- Tak samo ona może sie tłumaczyć, że jej zachowanie było niekontrolowanym odruchem.
Odbiła mu piłeczkę. Jego tłumaczenie w ogóle do niej nie trafiało. Jeśli to miało być wszystko, co miał jej do powiedzenia w tej sprawie, to... naprawdę mało. Córka naprawdę tak mało dla niego znaczy? Nie chciała w to wierzyć. Brian czasem w roli ojca czuł się zagubiony, ale nie był złym ojcem. Ona mu na to nie pozwalała - nie chciała bowiem, by stał się lustrzanym odbiciem swego ojca.
- Przeprosiny, to dobry początek.
Wiedziała, że wiele osób uważa, że nie powinno za nic przepraszać się dzieci, że przecież w taki sposób burzy się swój autorytet, ale Nicole była innego zdania. Tylko przyznając się do błędu - nawet przed dzieckiem, pokazując, że my również możemy się mylić, jesteśmy wstanie zbudować prawdziwy autorytet. Nie robiąc tego, stajemy się tyranami.
- Brian, wiem, że się tego obawiasz... - powiedziała na głos, co widziała, odpowiadając na jego spojrzenie. - Wiem, ze Twój ojciec tego nie robił, nigdy Cię nie przeprosił za wszystko, co Ci zrobił, ale Ty nim nie jesteś. Masz prawo nie wiedzieć, jak się do tego zabrać, ale jak już powiedziałam - przeprosiny to dobry początek. Powinieneś iść do Anny i właśnie to zrobić - przeprosić ją i z nią porozmawiać. Musisz wyjaśnić jej dlaczego to zrobiłeś. Na szczęście to już prawie dorosła kobieta, więc pewnie sama zdaje sobie sprawę z tego, co zrobiła źle, więc powinno być Ci łatwiej. Ona również powinna się przed Tobą wytłumaczyć i przeprosić. Tylko tak dojdziecie do porozumienia. - Zamilkła na chwilę, po czym dodała. - Nie tylko Tobie jest ciężko - jej również.
Może... nie tego się spodziewał, ale cudownego rozwiązania nie miała, bo go nie było. Tylko w ten sposób, idąc do córki, rozmawiając z nią o zaistniałej sytuacji i przeproszeniem się nawzajem, był wstanie  wyprostować tą sprawę. Chyba nie chciał, by to, co powiedziała tamtej nocy, że go nienawidzi, stało się prawda? Kierowały nią emocje - tak samo jak on tłumaczył to, że ją uderzył.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 25


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 06/02/18, 12:22 pm

Nicole swoimi argumentami potrafiła go zgasić, jeżeli najczęściej chodziło o dzieci. Tak i w przypadku próby porozmawiania z córką, wytłumaczyła jej zachowanie w taki sam sposób, w jaki on zachował się w stosunku do niej, używając siły. Życie potrafi być bardzo trudne, gdzie łatwiej skrzywdzić człowieka, lecz trudniej później o przeproszenie za swoje czyny. Tak teraz czuł się Brian, nie potrafiąc jakoś zebrać się w sobie, by porozmawiać także z najmłodszym dzieckiem.
A swoją obronę przed argumentami żony. Zbyt dobrze znała jego rodzinę jak i jego ojca, by potrafić do niego dotrzeć słowami, nie negując tego że powinien wiedzieć jak się rozmawia z dziećmi. Jego ojciec z nim tego nie robił. A sam starał się nie być taki jak on. Może i był czasami surowy, to jednak nie w złych zamiarach. A raczej dobrych. Uderzenie własnego dziecka jednak nie było dobrym rozwiązaniem problemów. Jak już zauważyła jego żona.
Najgorsze chyba będzie spojrzenie córce w oczy i wyjaśnienie swojego czynu, jakby też obawiał się, że dziecko faktycznie go nienawidzi i nie zrozumie jego przeprosin.
Gdy Nicole skończyła, Brian potrzebował chwili na zebranie myśli. Po chwili spuścił głowę, patrząc w podłogę.
- I chcesz bym teraz do niej poszedł i z nią porozmawiał, tak?
Uniósł spojrzenie na twarz żony, jakby chciał ujrzeć w jej oczach to że nie musi tego robić. Jednak Nicole była tak jak on, nieustępliwa. I podobnie jak w przypadku Jareda, nie odpuści mu. Co najwyżej mogłaby nawet zabrać go do Anny i przy okazji, zobaczył by syna. O ile jego dzieci nadal przebywały razem w jednym pomieszczeniu.
Nadal jednak czuł ten strach, że ta wypowiedziana przez Annę nienawiść w stosunku do jego osoby mogła być prawdziwa. Ale jeżeli faktycznie tej rozmowy się nie podejmie, to tak będzie. Sam nawet nie chciałby tych słów usłyszeć od własnego syna. Wtedy oboje potwierdziliby jego stwierdzenie, że na ojca się nie nadaje.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 33


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 13/02/18, 01:20 pm

Nicole była spoiwem tej rodziny, bowiem jako jedyna nie była tak uparta i nieugięta jak pozostali jej członkowie. Kiedy inni się zapalali i mówili - często w złości, naprawdę straszne słowa, ona zawsze starała się zachować spokój, jakoś dotrzeć do drugiego człowieka. Czasami chciałaby dać odrobinę swojego opanowania każdemu ze swych bliskich, co niestety nie było możliwe. Mogli się jednak tego od niej uczyć. Ona bynajmniej próbowała jakoś na nich wpływać.
- Jeśli czujesz się gotowy rozmawiać z nią w tej właśnie chwili, nie będę Cię zatrzymywać. Jeśli jest jednak coś, co Ci w tym przeszkadza, nie idź do niej teraz, odczekaj chwilę. Ta rozmowa ma Wam pomóc, macie sobie wyjaśnić parę spraw, przeprosić się. Nie chciałabym, żeby zakończyło się to zaostrzeniem konflikt między Wami.
Mówiła do niego, choć ten na nią nie patrzył. Tym razem nie zmuszała go do tego, by na nią spojrzał. Wbrew wszystkiemu, rozmowa z Anną, o którą prosiła swego męża, była trudniejsza do przeprowadzenia, niż ta z Jaredem. Syna musiał zapewnić o tym, że nie ma do niego żalu, że nie jest na niego zły, że wciąż jest i go wspiera, że go nie zawiódł. W przypadku córki musiał ją przeprosić, wyjaśnić swoje zachowanie. To było znacznie trudniejsze, zwłaszcza jeśli w odpowiedzi na swój postępek usłyszało się tak mocne słowa, jakie Anna wykrzyczała mu niemal w twarz.
- Zamknij najbardziej naglące z dzisiejszych spraw, byś miał wolną głowę, a wieczorem porozmawiasz z Anną przy kolacji? Co... o tym myślisz?
Poddała mu pomysł, kiedy spojrzał na nią. To była luźna propozycja, na którą mógł się oczywiście nie zgodzić.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 25


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 13/02/18, 06:18 pm

Słuchając jej słów, mógłby przysiąść sobie samemu, że nie jest gotowy na rozmowę z córką. Nawet nie brał pod uwagę tego, by z nią rozmawiać. Lecz to, co mu powiedziała też nie było miłe. Stał się dla Anny znienawidzonym ojcem. Co też było dla niego trudnym orzechem do przegryzienia, by się z tym pogodzić. Nie chciał, by dzieci się od niego odwracały. Kochał je jak potrafił, lecz pewnie nie wychodziło mu to. Jak to kiedyś ktoś powiedział: "Łatwo jest zostać ojcem, trudno jest nim być."
Milczał, zastanawiając się czy warto dzisiaj męczyć najmłodsze dziecko jak i siebie tą rozmową. Zaś Nicole podsunęła też interesującą propozycję. Pytanie tylko, czy Anna się zgodzi? Czy pojawi na wspólnej kolacji a nie będzie siedziała ciągle przy Jaredzie? Tego nie mógł być pewnym.
Westchnął z rezygnacją.
- Spróbuję.
Nie obiecywał. Bo widocznie wolałby zostawić to na następny dzień. Kto we, czy nie zdecyduje się przy śniadaniu na dzień dobry porozmawiać z Anną? Odwlekałby znów kolejną rozmowę z dzieckiem. Nie powiedział tego Nicole na głos. Myśli, pozostawił dla siebie.
Spojrzał na żonę i uśmiechnął do niej tak jakoś łagodniej. Ten rok to dla niego zbyt wiele do przejścia. Nie raz zastanawia się, czy dotrwa jego końca, jeżeli musi znosić tyle przeżyć.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 33


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 19/02/18, 10:58 pm

Wiedziała, że gdyby tylko chciała, mogłaby wymusić na mężu obietnicę, że porozmawia zarówno z Anną, jak i Jaredem, ale nie widziała sensu, by to robić. Chciała przede wszystkim tego, by w ich rodzinie znowu było normalnie - by Anna nie unikała ojca, a przez to również jej i by Jared nie myślał o tym, by odebrać sobie życie. Wiedziała, że zmuszając Briana do rozmów z dziećmi, wcale nie poprawi tym sytuacji. Taka więc odpowiedź musiała jej wystarczyć. Wzięła głębszy wdech i skinęła mu głową.
- Dobrze.
Odpowiedziała tak samo zdawkowo, co on jej. Przyglądała mu się chwilę. Widziała, jak to wszystko go męczy i gdyby tylko mogła, zabrałaby od niego nieco tego ciężaru. Nie było to jednak możliwe. Ona zrobiła już wszystko. Z dziećmi nie mogła porozmawiać za niego.
- Nie będę Ci dłużej przeszkadzać. Na pewno masz dużo pracy.
Odparła i jeśli jej nie zatrzymał, ruszyła w stronę drzwi. Nie wyszła jednak od razu. Zrobiwszy kilka kroków, zatrzymała się, jeszcze raz obracając się w stronę męża.
- Brian, dziękuję.
Mogło się wydawać, że nie ma mu za co jeszcze dziękować, ale to nie była prawda. To, o co go prosiła, naprawdę wiele go kosztowało. Zgodził się, a skoro tak, to była mu wdzięczna - nawet za tak małą rzecz.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 25


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 20/02/18, 08:52 pm

Już samą zwyczajną i spokojną rozmową, Nicole posiadała moc przekonywania i wymuszenia na mężu podjęcia decyzji i zapewnienia jej, że to o co go prosi, spełni. Jako jedyna, poza może jego rodzicami i rodzeństwem, mogła mieć pozytywny wpływ na jego działania. A najbardziej na te, które dotyczyły ich rodziny. Ojciec uczył go wymuszania siłowego na dzieciach. Z kolei Nicole, jedynie rozmowami. Sam uczył się od niej wielu rzeczy i opanowywania swoich emocji, co widać zdawało egzamin. Jak jednak będzie przy rozmowie z jego dziećmi po tym, co miało niedawno miejsce? Sumienie już spokoju mu nie dawało. A teraz jeszcze prośba Nicole, będzie na nim ciążyła, do póki jej nie spełni.
Zgodziła się, innym słowy przyjęła jego chęć spróbowania podjęcia rozmowy z Anną. Możliwe że wygodniej im będzie rozmawiać, gdyby byli sam na sam. Więc może powinien osobiście udać się do pokoju córki? O ile by tam ją zastał. A słyszał, że dość często przesiaduje w sali chorych.
- Niezbyt dużo. Ale mam nadzieję uporać się dzisiaj ze wszystkim.
Odpowiedział zgodnie z prawdą, nie wspominając o tym iż będzie go także czekała poważna rozmowa z dowódcą. Ale tego już nie musiała na razie wiedzieć.
Nie zatrzymywał jej. Odprowadził wzrokiem, jak dochodziła do drzwi wyjściowych. Choć, nie wyszła. Zatrzymała się i spojrzała na niego, a on myślał że ma do niego jeszcze jakieś pytanie czy prośbę. Lecz, słysząc z jej ust podziękowanie, nieco się zawahał.
- Podziękujesz... Jak wykonam Twoje polecenia.
Z lekkim uśmiechem, odpowiedział. Miało to też brzmieć trochę z poczuciem humoru. Choć wiedzieli, jak poważną teraz mają sytuację. A on, ledwo trzymał się z tym wszystkim. Ten rok, to jakaś kara dla niego.
Jeżeli Nicole wyszła, pozostał sam w biurze ze swoimi myślami. Zasiadł za biurkiem i próbował poddać papierkowej robocie. Jednakże, nie szło mu to zbyt dobrze. Nie mógł się skupić.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 33


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 04/03/18, 08:39 am

Anna nie miała pojęcia o rozmowie rodziców, jaką Ci przeprowadzili w gabinecie. Była zbyt zajęta Jaredem, by myśleć o tym, gdzie, tak nagle, znikła matka. Miło jednak było ją zobaczyć, nawet jeśli ta była na nią zła. Jeśli była, to dziwnie to okazywała. Kiedy przytuliła ją, wychodząc, poczuła się znowu jak mała dziewczynka. Chciało jej się płakać, ale powstrzymała to, kończąc to, co zaczęła. Gdy w sali zabiegowej pojawił się wujek Harry, nie była zbyt rozmowna. Odzywała się tylko wtedy, gdy mężczyzna ją o coś zapytał. Ten jednak wyczuł, że dziewczyna nie jest skora do rozmowy, dlatego też jej nie męczył. Przenieśli oni Jareda do jego sali, po czym... oboje opuścili pomieszczenie. O dziwo razem.
Udała się do swojego pokoju. Robiła to trochę na przekór sobie, ale wiedziała, że powinna. Gdy tylko przestąpiła próg swojego pokoju, zamknęła za sobą drzwi na klucz. Jeszcze idąc do łazienki, zaczęła się rozbierać, po czym napuściła do wanny ciepłej wody, chcąc się szybko umyć. Nie wylegiwała się jednak, jak to lubiła. Miało to być bardzo szybkie - i takie było, ponieważ po chwili już wycierała ociekające z wody ciało ręcznikiem. Wróciła do pokoju, zgarniając rzeczy, które rzucała gdzie bądź i ułożyła je na krześle. Postanowiła później się nimi zająć. Z szafy wyjęła czyste ubrania - tym razem były to brązowe spodnie i ciemnozielona koszula. Rzadko kiedy się tak ubierała. Tu akurat była bardzo podobna do matki - wolała sukienki i spódnice. Mokre włosy rozczesała i nic więcej z nimi nie robiła. Kiedy uznała, że jest gotowa, postanowiła wrócić do brata. Zakładając buty niemal w biegu, wyszła z pokoju.
Nie wiedziała, jak długo jej nie było, ale nie mogło to trwać dłużej, jak pół godziny, dlatego liczyła się z tym, że Jared może jeszcze spać. Nie przeszkadzało jej to. Miała zamiar usiąść i poczytać - w sali zostawiła sobie książkę, by czymś się zająć, pilnując Jareda, oczekując jego przebudzenia. Kto wie, może sama uśnie?
Do środka weszła po cichu i równie cicho zamknęła za sobą drzwi. Wpierw podeszła do łóżka, a jeśli brat spał - co byłoby zrozumiałe, usiadła na krześle i zagłębiła się w lekturze, zerkając na mężczyznę co jakiś czas.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 04/03/18, 12:33 pm

Jared jako że był nieprzytomny, nie sprawiał już więcej problemów. Spał sobie w najlepsze, nawet nie odczuwając nieobecności siostry w pobliżu, kiedy udała się ogarnąć. Skoro spał, to nic go nie interesowało. Jeżeli podano mu leki przeciwbólowe, to spał zdecydowanie długo. Kilka porządnych godzin, pozwoliło mu się zregenerować na tyle, by "naładował" swoje baterie energii. Na pewno więc przespał porę obiadową.
Po tych właśnie długich godzinach snu, zaczął się przebudzać. Powoli uchylił powiekę jedynego oka, widząc dalej za mgłą obraz. Możliwe że tęczówka nie babrała jeszcze ostrości. Parę razy mrużył oko aż nie uzyskał lepszej widoczności. Odwrócił głowę, chcąc się rozejrzeć po sali na tyle, ile pozwalało mu leżenie. A że go to denerwowało, postanowił podnieść się do siadu. Zatem zaczął podpierać się o łokcie o ile nie był przypięty do łóżka. Bowiem w jego przypadku różnie to bywało.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 29


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 08/03/18, 04:50 pm

Nie można było się dziwić Jaredowi, że spał tak długo. Z jednej strony wycieńczenie organizmu, z drugiej zaś leki przeciwbólowe, dzięki którym mógł zapomnieć o wszelkim dyskomforcie i przede wszystkim bólu. To wszystko mogło, a właściwie doprowadziło do tego, że chłopak spał tyle, ile spał. Dzięki temu Anna miała chwilę spokoju, ale czy z niej skorzystała? Nie.
Młody łowca nie został przywiązany do łóżka. Miał to szczęście, że zajmowała się nim matka, wuj i siostra. Nawet gdyby któreś pomyślało o tym, by go związać, zawsze znalazłby się ktoś, kto ten pomysł wybił mu z głowy, dzięki czemu Jared miał swobodę ruchu, kiedy się obudził.
Pierwszą rzeczą, jaką mógł zauważyć po przebudzeniu, była cisza, przez co mogło się mu wydawać, że jest w sali sam. Kiedy jednak się podniósł, mógł zobaczyć, jak na krześle pod ścianą, śpi jego siostra. Jak widać nie tylko jego zmęczyły te wszystkie wydarzenia z dnia dzisiejszego.
Dziewczyna oddychała spokojnie. Głowę miała przechyloną na bok, a prawą nogę podciągniętą pod brodę. W lewej ręce trzymała książkę, która spoczywała na jej udzie. Nie wiadomo, jak długo tak już spała. I spałaby tak pewnie jeszcze chwilę, gdyby trzymana przez nią książka, nie zaczęła wolno zsuwać się po jej nodze, by w końcu spaść na podłogę i narobić hałasu. To wystarczyło, by Ann się obudziła.
Biorąc głęboki wdech, wyprostowała się, nie wiedząc za bardzo, co się dzieje. Opuściła nogę i złapała za krzesło, łapiąc kontakt z rzeczywistością. Oczy od razu skierowała na brata, łącząc hałas, który ją obudził z nim.
- Jared? Wszystko w porządku?
Patrzyła na niego, wciąż będąc trochę zaspana. Ona również przespała porę obiadową.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 08/03/18, 11:57 pm

Ten początek dnia był dla niego męczący. A kiedy zasnął, potrzebował porządnego snu na długie godziny. Tak się też stało, że obudził długo po przerwie obiadowej. Możliwe że dostanie ją z opóźnieniem, jeżeli ktokolwiek z lekarzy, zauważy lub zostanie poinformowany, o przebudzeniu się pacjenta. A może i Anna sama mu coś przyniesie? Apetytu jakoś nie miał.
Po otwarciu oczu i rozejrzeniu się, zauważył że Anna wciąż przy nim czuwała. Choć tym razem też zasnęła, lecz książka po chwili zsunęła się robiąc hałasu. Gdyby mógł i dałby radę, to by pewnie złapał książkę aby nie obudziła jego siostry. Niestety, ledwo co mógł się podnieść chociażby na łokciach, a potem do pełnego siadu. Nie dbał jakoś o to, że znów może mu podskoczyć ciśnienie w oku. Chyba nie za bardzo o siebie dbał.
- Taaa...
Odpowiedział siostrze, siedząc na łóżku o ile nie powstrzymała go i nie zmusiła by się położył.
- Mama jest bardzo zła?
Zapytał. Jakby teraz zaczął przejmować się rodzicielką. W końcu poprosił o to, by go zabili. Nie uczynili tego. Wielka szkoda. Będzie musiał pomyśleć nad samobójstwem inaczej. Choć nikt tego wiedzieć nie musi.
Dotknął swojej lewej części twarzy, która była zabandażowana. Jakby świadomość mu podpowiadała, że nie będzie widział na jedno oko. Czy to może jest fakt dokonany? Kara dla niego?
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 29


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 6 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach