Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r. - Page 5

Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Strona 5 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 26/12/17, 11:35 am

Na szczęście brat nie miał siły rzucać się i wyrywać, dzięki czemu rozcięcie opatrunku poszło jej całkiem sprawnie. Pewnie przycięła mu przy tym trochę włosów, ale kto by się w tej chwili tym przejmował? Najwyżej będzie chodził z taką wygryzioną dziurą. Gdyby sytuacja była inna, Anna pewnie już śmiałaby się, widząc ten obraz w głowie. Nie potrafiła wykrzesać z siebie nawet odrobiny wesołości. Jak miała to zrobić, skoro to wszystko, co się stało, to była jej wina?
Odłożyła nożyczki na stolik i kiedy chciała odsłonić ranę, matka jej zabroniła tego robić. Spojrzała na nią tylko i kiwnęła jej głową. Nie miała odwagi się do niej odezwać. Wiedziała, że nie jest taka jak ojciec, że nigdy nie zachowałaby się tak gwałtownie jak on, jednak... poczucie winy nie pozwalało jej wydusić z siebie słowa.
Nie trzeba było jej dwa razy powtarzać. Od razu skorzystała z okazji, by wyjść z pola widzenia swojej rodzicielki. Podeszła do gabloty, w której trzymali leki i otworzyła drzwi, w zamku których wciąż tkwił klucz, który zostawiła Cordelia. Szybko odszukała to, czego potrzebowała i wróciła do brata i matki.
Miała nadzieję, że Jared dalej był bardziej nieprzytomny, jak przytomny, bowiem nie spodoba mu się to, co miała zamiar teraz zrobić. Niestety, ale by lek zaczął szybko działać, najlepiej by od razu trafił do krwiobiegu, a jak to zrobić? Oczywiście tylko za pomocą strzykawki z igłą.
Kiedy matka zdejmował opatrunek i oglądała ranę na oku, Anna, by na nią nie patrzeć, by nie czuć jeszcze większych wyrzutów sumienia, napełniła strzykawkę lekiem przeciwbólowym z fiolki i pochyliła się nad ręką brata. Zastanawiała się, czy powinna poprosić brata, żeby się nie ruszał, czy lepiej go zaskoczyć? A co jeśli wtedy nagle się rzuci, machnie ręką?
- Jared, podam Ci teraz lek przeciwbólowy. Nie ruszaj się.
Miała nadzieję, że jej posłucha.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 26/12/17, 01:23 pm

Z jego stanem zdrowotnym widocznie było różnie. Krwi nie tracił, ponieważ nie odwalił takiego cyrku z rozwalaniem ran jak poprzedniego dnia. Tutaj problem stanowiła rana na oku i podniesione ciśnienie. Mimo osłabienia, to jeszcze w miarę komunikował. Słyszał je. Czasem jednak miał chwilowy odlot. Ale kiedy go dotykali, walczył z tym, by się nie rzucać. By nie odtrącić ich. Z jednej strony nie lubił lekarzy i tego że grzebią w cudzych ciałach a potem przetrzymują w salach chorych. Nie lubił tak zwanego "uwięzienia" w łóżku, co gorsza w pokojach. Nie znosił tego, jeżeli musiał tak spędzać długie dni.
Słyszał co mówiła matka, co potem powiedziała siostra. W przypadku poczucia chłodnych dłoni matki na swojej twarzy, wzdrygnął się, jakby zetknęły ze sobą woda i ogień. Poczuł lekkie zimne dreszcze.
Wtem na słowa siostry, otworzył powiekę od zdrowego oka.
- Nie chcę...
Idiotą pozostawał, głupi nie był. Domyślał się, że znów chcą mu zrobić zastrzyk. I raczej na to by nie pozwolił. Tym samym zaczął matce utrudniać pracę, przekręcając głowę na bok, by jakoś widzieć Annę i sprawdzić co ma w rękach. Wolałby już umierać z bólu niż przyjmować coś na jego ukojenie. Wybrał cierpienie, jakby sam chciał się karać za swoje winy i niepowodzenia misji. Ojciec nie przychodził, to uznał że go nie chce znać. Zawiódł go, więc raczej nie powinien żyć. Nie takiego chciał przecież syna. Ciągle tylko od nich teraz słyszał "nie ruszaj się". Zaczynał tego mieć dość i kto wie czy nie zacznie bardziej być denerwujący.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 27/12/17, 11:25 pm

Ich ciągłe... ględzenie i proszenie oto, by się nie ruszał, leżał spokojnie i pozwolił cokolwiek sobie zrobić przy ranach, musiało być męczące, ale jego zachowanie również. Anna już wczoraj zdążyła pokazać, jak bardzo - w końcu wybuchła przy Jaredzie dwa razy, a jak będzie z Nicole.
Kobieta słysząc słowa syna, zastygła z gazą przyciśniętą do jego skóry, po czym uniosła rękę, kiedy on zaczął kręcić głową, byle tylko zobaczyć, co robi Anna. Kobieta podążyła za jego spojrzeniem.
- Anno, zostaw.
Poprosiła córkę, po czym z powrotem spojrzała na syna. Jeśli wciąż zezował okiem na siostrę, złapała go za podbródek, zmuszając go tym samym do tego, by nie tylko przekręcił głowę, ale by również na nią spojrzał. Jeśli to zrobił, spoglądała na niego przez chwilę, po czym puściła go.
- Nie chcesz nic przeciwbólowego?
Zapytała, dając mu chwilę na zastanowienie, po czym mówiła dalej.
- Dobrze, jeśli uważasz, że wytrzymasz, proszę bardzo - nic Ci nie podoba. Musisz mi jednak obiecać, że nie będziesz się ruszał, kiedy będziemy zmieniać Ci opatrunki, a ja będę opatrywać Twoją ranę na... twarzy.
Przy ostatnim słowie się zawahała, bowiem nie chciała mówić, że dotyczy to oka, a właściwie tego, co po nim zostało. Jared jednak na pewno czuł, że wciąż dotyka gazą wokół jego oczodołu, więc na pewno czegoś się domyślał.
- Jesteś wstanie mi to obiecać?
Była ostatnią osobą, która chciałaby stosować wobec syna argumenty siłowe. Ona wolała... na spokojnie. Skoro nie chciał - nic mu nie poda, ale coś za coś, choć wolałaby mu podać te leki. Nie chodziło o nią i Annę, a o niego - wiedziała, jak ból potrafił być męczący, dlatego chciała mu trochę ulżyć. Lepiej jednak będzie, jeśli sam o tym zadecyduje.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 22


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 27/12/17, 11:26 pm

I znowu to samo... znowu powtórka z dnia poprzedniego... Annie nie udało się zdusić westchnienia, które nagle wydarło się z jej ust, kiedy tylko Jared zaczął marudzić. Miał dwadzieścia trzy lata a zachowywał się gorzej jak dziecko. Gdyby nie matka, pewnie już by mu coś powiedziała, bowiem on naprawdę zaczynał przesadzać, ale przy niej wolała zachować swoje emocje na wodzy. Nawet jeśli chciała to zrobić dla jego dobra, musiała się powstrzymać.
Rąk nie cofnęła od razu, kiedy została oto poproszona. Wpierw posłała matce pytające spojrzenie, ale ta widocznie nie chciała na razie niczego tłumaczyć. Skoro tak chciała, dobrze. Odsunęła ręce i skrzyżowała je na piersi, wciąż trzymając pomiędzy palcami strzykawkę. Matka musiała mieć jakiś plan, bowiem wątpiła, by tak szybko uległa Jaredowi. I nie pomyliła się. Kobieta postanowiła iść z nim na pewien układ. Anna pierwszy raz, odkąd przestąpiła próg sali zabiegowej, uśmiechnęła się. Uśmiech ten był blady, ale to wystarczyło, by jej lico nieco się rozjaśniło.
Powinna od razu zaufać matce. Kto jak kto, ale ona najlepiej chyb z nich wszystkich wiedziała, jak trafić do Jareda. Chłopak był uparty - tak samo jak Anna, dlatego kiedy się ścierali, trudno było im dojść do porozumienia. Nicole za to miała w sobie niezwykle dużo spokoju i opanowania - każdy przy niej łagodniał, nawet największy furiat, a przynajmniej tak widziała to Anna.
Patrząc na to, jak matka rozmawia z synem, zrobiła krok do tyłu i czekała cierpliwie na to, jak rozwinie się dalej ta sytuacja. Póki co nie miała nic do roboty, więc mogła stać i się uczyć... Od jej matki wielu mogło się uczyć, także Jared. Powinien czasem umieć nad sobą zapanować.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 28/12/17, 12:15 am

Tak, znowu się zaczęło. Być może to przez bóle jakie znosił w sobie i ciężko było też uleżeć spokojnie, bez leków przeciwbólowych. Przecież gdy wszystko boli, człowiek często się wije przy tych silniejszych. Mimo iż Jared starał się leżeć spokojnie, to przez ból chwilami nie potrafił. Obie to widziały, jak starał się go wytrzymać w sobie, zaciskając dłonie w pięści.
Matce na pytanie nie odpowiedział. Ale zmuszony spojrzeć na nią, uczynił to. Jak zawsze, zgadzała się na jego prośby, ale zawsze oczekiwała czegoś w zamian. Nie potrafił jednak jej tego obiecać. Zauważył jednak, że zawahała się w ostatnim zdaniu swojej wypowiedzi. Rana na twarzy? To że miał uszkodzone oko, to rozumiał, ale był przekonany, że da się je wyleczyć. Że nie jest aż tak źle. Bolało, owszem. Cały czas.
- Będę widział?
Odpowiedział, pytaniem na pytanie. Skoro w końcu ma przed sobą matkę, która jest jakby bardziej ogarnięta w sprawach medycznych, postanowił ja o to zapytać. Ale obiecać jej nie potrafił. Bo wiedział, że nie da rady uleżeć jej spokojnie na tym łożu, kiedy go wszystko bolało. Już przebierał zdrową nogą, podnosząc ją i uginając w kolanie. A po chwili, uniósł lewą rękę, jakby chciał dotknąć swojej rany na oku. Upewnić się, że nie jest tak źle.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 28/12/17, 01:04 am

Zawsze próbowała z każdym ze swoich dzieci prowadzić dialog. Nigdy nie chciała narzucać im niczego, by kiedyś nie miały jej tego za złe. Nawet w tak beznadziejnej sytuacji, w której musiała wybierać między zmuszeniem syna do przyjęcia leków przeciwbólowych, a tym by sam ocenił, ile jeszcze wstanie jest znieść, potrafiła dać mu samemu wybrać. Rzecz jasna coś za coś - jakoś w końcu musiała go opatrzyć. Zapomniała chyba tylko o jednym - że mimo tego, Jared nie zechce jej odpowiedzieć, a przynajmniej nie tak, jakby tego oczekiwała.
Słysząc jego pytanie, nie uciekła przed nim wzrokiem. Nie zrobiła zupełnie nic, czym mogłaby go zaniepokoić. Był już wystarczająco zdenerwowany. Nie potrzebny był mu kolejny stres i powód do tego, by nie dać się im leczyć. Już wystarczająco trudnym był pacjentem.
Odgarnęła włosy, które przykleiły się mu do czoła, typowo matczynym gestem. Uśmiechnęła się do niego.
- Jared, jest za wcześnie, by cokolwiek móc powiedzieć. Wpierw rany muszą się zagoić, byśmy mogli sprawdzić, czy i jak dobrze będziesz widział.
To, co powiedziała, nie było może prawdą, ale dobrą wymówką, którą powinna kupić sobie jeszcze kilka dni. Nie mogła przecież mu powiedzieć, że nigdy nie będzie widział na to oko, ponieważ musieli je usunąć. Nie powinien jednak nic podejrzewać. W końcu jego stan naprawdę był ciężki, dlatego by cokolwiek mogli zawyrokować, wpierw musiał nabrać więcej sił, a wszelkie rany powinny się choć trochę podgoić.
Kątem oka w ostatniej chwili zobaczyła, jak podnosi rękę, jeśli Anna jej nie uprzedziła, próbowała ją złapać, byle tylko nie dotknął miejsca, gdzie kiedyś znajdowało się jego oko.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 22


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 28/12/17, 01:23 am

Jared wciąż nie miał zamiaru im niczego ułatwiać. Anna słysząc, a właściwie nie słysząc żadnej odpowiedzi na pytanie, które zadała mu matka, miała ochotę nim potrząsnąć. Jak jednak wcześniej ugryzła się w język, tak i teraz się powstrzymała. Nie miała zamiaru przy matce okazywać tego, jak zachowanie brata ją irytuje, że w ogóle nie daje sobie pomóc, że zachowuje się nawet gorzej, jak dziecko. Później, kiedy będzie już po wszystkim, a on może nie będzie już tak zamroczony bólem, porozmawia z nim, a właściwie opieprzy i każe znowu wziąć się w garść. Wczoraj jej się udało - dziś też powinna dać radę.
Widząc, jak brat się wierci na łóżku, jak przebiera nogą, raczej wątpiła, żeby obyło się bez leków. To... nie zda egzaminu. Nawet jeśli by obiecał, nie minęłaby minuta, jakby zaczął się nerwowo ruszać, przez co jeszcze zrobiłyby mu krzywdę. Zacisnęła mocniej palce na strzykawce. Raz, ponieważ chciała podać bratu lek...
Dwa... bo usłyszała pytanie, jakie zadał matce. Spojrzała na nią z lękiem w oczach. Dobrze, że Jared był zajęty Nicole i tym, co mówiła do niego, bowiem wtedy na pewno nie uwierzyłby jej. Anna, kiedy zdała sobie sprawę z tego, co zrobiła, zamknęła na krótką chwilę oczy, przysłuchując się odpowiedzi, jakiej udzieliła matka. Widać, że wiedziała co robi.
Uchyliła powieki w momencie, w którym Jared uniósł rękę, by dotknąć zszytego miejsca na swojej twarzy. Od razu zareagowała. Wolną ręką spróbowała chwycić rękę brata za nadgarstek, ubiegając tym samym matkę... o ile chłopak nie okazał się być szybszy od niej i już nie zdążył dotknąć oka.
- Jared, daj podać sobie leki przeciwbólowe. Nie męcz się - ułatw sobie i nam. Im szybciej Cię opatrzymy i zmienimy opatrunki, tym szybciej damy Ci święty spokój.
Mimo chęci, miała już dość. Choć mówiła spokojnie, miała zamiar przywołać brata do porządku i kazać się mu ogarnąć. Jego zachowanie naprawdę było uciążliwe.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 28/12/17, 01:43 am

Odpowiedź matki nie spodobała się Jaredowi. "Jak to, jest za wcześnie? Czegoś nie chce mi powiedzieć?" - takie odnosił wrażenie, zadając sobie pytania w głowie. Ale nie powiedział ich na głos. Chciał dotknąć rany, dlaczego nie mógł otworzyć oka. Nie wiedział, że powiekę miał zszytą, a oka tam nie było. Przez ból w tym miejscu, nie odczuwał niczego innego. Nawet nie odczuł o dziwo, że nie ma oczodołu. Ból przysłaniał mu widocznie wszystko.
Nie udało mu się dotknąć rany, kiedy poczuł jak któraś z nich złapała go za nadgarstek i zatrzymała, oddalając od rany. Wtem usłyszał głos Anny. Komu miał ułatwić? Sobie? Im? W czym? Przecież zawiódł, zasłużył na cierpienie i śmierć. To najlepsza ucieczka za to, co stało się Erykowi. Te słowa nie pocieszały go i spróbował wyszarpnąć Annie swoja rękę.
Zamknął oko i odwrócił głowę, by na nie nie patrzeć. Wtedy wyraźniej widziały jego ranę na oku od lewej strony. Może i tym samym dawał im możliwość wyczyszczenia rany, jak i opatrzenia jej? A może odwrócił po to, by nie dyskutować z nimi i ukryć swoją winę przed nimi? Emocjonalnie, czuł się fatalnie. A to co mu od tych paru dni ciążyło w sercu, musiał wydusić. Anna coś podobnego już słyszała, ale ich matka jeszcze nie.
- Chcę umrzeć...
Powiedział, ledwie słyszalnie, jakby mówił do siebie. Dlatego niczego od nich nie chciał. Najwyraźniej serce miłości do wampirzycy także swoje robiło. Nie potrafił radzić sobie z tym bólem.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 29/12/17, 06:50 pm

Nicole o stanie psychicznym swojego syna wiedziała tylko tyle, ile opowiedział jej Harry. Oczywiście, nie chciała w to wierzyć, ale kiedy rozmyślała nad tym wczoraj niemal pół wieczora w swoim gabinecie, wiedziała, że to może być prawda. To, co przytrafiło się Jaredowi było naprawdę wielką traumą. Powinna przy nim być, mimo swoich obowiązków, których teraz było ponad miarę. Pozwoliła jednak Annie trzymać wartę przy chłopaku. Nie wiedziała, czy dobrze zrobiła - ze względu na nią, jak i jej brata.
Słowa córki, sprawiły, że Nicole nagle na nią spojrzała. Choć ta mówiła spokojnie, dało się wyczuć, że niebezpiecznie balansuje na krawędzi między spokojem i opanowaniem, a złością i irytacją. Czasem zapominała, że i jej młodsze dziecko miało więcej z ojca, niż z niej. Zarówno Jared, jak i Anna byli uparci i często aż nadto impulsywni. Widocznie geny Chamberlain okazały się silniejsze niż rodziny Bennett.
- Anno...
Zwróciła subtelnie dziewczynie uwagę, by panowała nad sobą, bo chwila nieuwagi, a powie o jedną rzecz za dużo. W tym jednak momencie o kilka słów za dużo powiedział Jared. Kobieta spojrzała na niego i nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała. Chciałaby, by jej się to tylko przesłyszało, ale... tak nie było. Jej syn naprawdę to powiedział. Harry nie kłamał jej - było z nim źle.
- Anno, zostaw nas samych.
Kobieta spojrzała na córkę i jeśli ta próbowała protestować, weszła jej w słowo, czego zwykle nie robiła.
- Proszę Cię, wyjdź.
Nie tylko ich ojciec umiał być stanowczy - ona również. Nie miała zamiaru w tej chwili dyskutować z córką. Kiedy dziewczyna wyszła z gabinetu, przysunęła sobie krzesło do leżanki i usiadła. Milczała chwilę, po czym łapiąc dłoń syna, spojrzała na niego.
- Jared, czy Ty wiesz, o co prosisz?
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 22


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 29/12/17, 06:50 pm

Nie od razu puściła rękę brata. Dopiero, gdy miała pewność, że ten nie będzie chciał zrobić już nic głupiego - choć do tego pewności nie można było mieć żadnej, poluzowała uścisk. Ręka chłopaka mogła teraz swobodnie opaść na łóżko. Ona natomiast przyciągnęła swoją do ciała.
Usta zagryzła, słysząc ukrytą naganę w głosie matki. Wiedziała, że ona od razu wyczuje, jak niewiele jej brakuje do tego, by wybuchnąć. Wujek Harry pewnie wszystko wczoraj jej opowiedział, łącznie z tym, jak zachowała się ona. Dlatego teraz ograniczyła się tylko do zaciskania ust, nie chcąc tracić cierpliwości przy Nicole. Słysząc jednak słowa Jareda, które choć wypowiedziane szeptem, zostały przez nią, ale i przez matkę, usłyszane.
- Czy Ty...
Zaczęła, ale nie dokończyła, bowiem w tym właśnie momencie, matka zwróciła się do niej z prośbą oto, by zostawiła ją i Jareda samą. Spojrzała na nią.
- Co? Dlaczego?! Przecież...
Nie dane jednak jej było dokończyć, bowiem matka jeszcze raz stanowczo poprosiła ją oto samo - by wyszła. Wiedziała, że nie wygra, a kłócić się z nią nie miała zamiaru. Nie ukrywała jednak, że jej się to nie podobało. Ostentacyjnie odłożyła strzykawkę z lekiem na stolik, po czym... wyszła z sali, prawie trzaskając drzwiami. W ostatniej chwili wstawiła nogę w framugę, by tego nie zrobić. Po tym, jeszcze raz podjęła próbę zamknięcia drzwi -tym razem zdecydowanie spokojniej. Podeszła do ściany na przeciw sali zabiegowej i usiadła na podłodze czekając, aż zostanie poproszona do środka. Miała nadzieję, że matka w końcu pozwoli jej wejść...
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 29/12/17, 07:24 pm

Żaden rodzic pewnie nie uwierzyłby w to, co opowiadają inni o stanie zdrowotnym ich dziecka, dopóki sami nie doświadczą ich zachowana. Tak jak teraz, Nicole nie wierzyła podobno w problemy psychiczne Jareda, dopóki nie powiedział słów, jakie żadna osoba nie chciała od niego usłyszeć. Lecz to była już trzecia. Wuj Harry nie kłamał, a Anna trzymała to raczej dla siebie. Ale jako jedynej, ostatniego dnia udało się dotrzeć do brata i uspokoić go.
Jared mimo odwrócenia głowy, słyszał ich rozmowę. Jak matka niemal zaniemówiła i zapragnęła wygonić Annę. To raczej i jemu się nie spodobało.
- Zostań...
Nie miał siły krzyczeć, ale powiedział na tyle głośno na ile był wstanie, by zatrzymać siostrę. Nie chciał by wychodziła z pomieszczenia, bo tak chciała ich matka. Jego próba zawołania, brzmiała bardziej tak jakby normalnie chciał coś powiedzieć. Lecz i w tym momencie zaniósł się chwilowym kaszlem. Za dużo na dzisiaj dla niego.
Lecz widocznie nie udało mu się powstrzymać wyjście Anny i ta opuściła pomieszczenie. Matka mimo iż była spokojna, cierpliwa i dała mu na razie spokój w grzebaniu w ranach, to czy dobrze robi nie opatrując go dalej?
- A czy Ty wiesz, co zrobiłaś?
Nie spojrzał na mamę, ale przeniósł wzrok przed siebie na sufit. Jego głos był ściszony. Niemal szeptał. Siły mu zaczynały uciekać, że najchętniej to by się przespał i w ogóle nie obudził. Według niego Anna nic nie zrobiła i chciał, by została tutaj.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 30/12/17, 01:39 am

Jared kompletnie nie zrozumiał tego, co zrobiła jego matka. Co mu się jednak dziwić - w tym stanie na pewno nie nadawał się do tego, by analizować zachowania osób go otaczających i sytuacji, jakie rozgrywały się dookoła niego. Nie powinna więc dziwić nikogo jego złość. Nicole na pewno nie.
Choć usłyszała prośbę syna, by Anna została w sali, ona nie zmieniła zdania. Chciała, by córka wyszła, ale nie dlatego, że była na nią zła za to, jak zaczynała powoli tracić nad sobą cierpliwość. Ona zrobiła to po to, by móc porozmawiać z Jaredem sam, na sam. Pomyślała bowiem, że może jej powie więcej z racji tego, że była najspokojniejszą osobą w tej rodzinie.
Dać mu spokój z opatrywaniem ran, a właściwie to jak na razie jednej mogła, co też zrobiła. Po pierwszych oględzinach już wiedziała, że szwy nie puściły. Musiała ją tylko obmyć i zastanowić się, czy zamiast masy bandaży, nie zakleić jej. Skok ciśnienia mógł mieć na pewno związek z wysiłkiem, ale mogło to być też spowodowane opatrunkiem, który zastosowali - mógł być zrobiony ciut za mocno.
Poczekała, aż Jared powie to, co ma powiedzieć, by mógł wyrzucić swoją złość. Widziała, że był zły, a na pewno niezadowolony, że kazała wyjść jego siostrze. Myślała jednak, że zechce powiedzieć coś więcej. On jednak ograniczył się do jednego pytania. Nie puszczają ręki syna, odpowiedziała mu, jak tego chciał.
- Wiem, co zrobiłam - kazałam wyjść Twojej siostrze i zaczekać na korytarzu. Nie martw się jednak - poproszę ją z powrotem, gdy tylko porozmawiamy.
Patrzyła na syna, szukając w jego twarzy choć odrobiny zrozumienia.
- Jared, czy Ty wiesz, o co prosisz?
Ponowiła swe pytanie, ale tym razem miała nadzieję, że syn zechce jej odpowiedzieć. Ona naprawdę nie chciała dla niego źle. Chciała mu pomóc, ale żeby wiedzieć jak to zrobić, musiał z nią porozmawiać.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 22


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 30/12/17, 02:03 am

Matka była nieugięta i nie zatrzymała Anny. Jak kazała jej wyjść, tak dziewczyna to uczyniła. Nawet Jareda mogła nie usłyszeć. Gdyby nie rany, sam by również wyszedł. Wyjść? Nie byłoby to głupie. Mógłby narobić więcej problemów rodzicielce, skoro tak potraktowała Annę. Jego siostra nie musiała wychodzić. Jeżeli matka potrzebowała z nim porozmawiać, mogła to zrobić przy Annie. Chyba Jared za bardzo cenił sobie obecność siostry. Jakby bardziej jej potrzebował niż matki.
Nie musiała powtarzać tego, co zrobiła. Ale odgryzła się mu odpowiedzią na pytanie i musiała swoje ponowić. Odwrócił głowę, starając się wpatrywać w drzwi, za którymi zniknęła jego siostra.
- Wiem.
Odpowiedział cicho. Choć może Nicole usłyszała jego słowo. Rozumiał też, że pewnie będzie wymagała dłuższego wyjaśnienia. Ale on nie miał na to teraz siły. Zamknął oko i starał się zasnąć. Ból jednak mu na to nie pozwalał. Skrzywił się na twarzy, wstrzymując jęk w sobie, by go nie wydobyć. Łeb mu pękał, od nadmiaru chyba wszystkiego.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 30/12/17, 10:48 pm

„Wiem” - odpowiedź chłopaka zadźwięczała jej w uszach, niczym uderzenie serca ołowianego dzwonu. Wiedział i... nic poza tym - zero wyjaśnienia, zero wszystkiego Zamknął się przed nią, odepchnął ją.
Nie takiej reakcji Nicole spodziewała się po swoim synu, ale nie naciskała. Widocznie nie był gotowy, by z nią o tym rozmawiać. Może niepotrzebnie wyprosiła Annę? Trudno, stało się - czasu nie cofnie. Westchnęła i wstała ze stołka. Uniosła dłoń syna razem ze swoimi i pogładziła jej wierzch.
- Wiem, że jest Ci ciężko, dlatego nie będę naciskać. Wiedz jednak, że jeśli tylko będziesz chciał porozmawiać, jestem. Nie jestem Twoim wrogiem synu.
Dodała jeszcze na zakończenie, po czym ułożyła delikatnie jego rękę wzdłuż jego ciała. Następnie wróciła do opatrywania jego rany - jeśli jej na to pozwolił.
Gazę, którą obmywała mu ranę na twarzy, szybko przepłukała w misce z wodą, po czym przyłożyła ją chłopakowi do skóry. Jeśli się zbytnio nie rzucał, uwinęła się z tym nader szybko.
Anny przez cały ten czas nie poprosiła do środka, bowiem wciąż miała nadzieję, że mimo wszystko syn zechce z nią szczerze porozmawiać. Miała nadzieję, że w końcu zrezygnuje z tego swojego oślego uporu.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 22


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 30/12/17, 11:09 pm

Tak. Zero wyjaśnienia, zero wytłumaczenia. Nie przejął się nawet słowami matki, które do niego skierowała. Leżał wykończony wszystkim, nie zamierzając z nią podejmować żadnej rozmowy. Normalnie wyglądało to z innej strony, jakby strzelił focha za wyrzucenie Anny z pomieszczenia. Skoro matka twierdziła, że nie jest jego wrogiem, to gdzie była wczoraj i wcześniej? Coś się zmieniło i on o tym nie wiedział? Nie o to tutaj jednak chodziło. Jako że wiedział o sporych obowiązkach rodzicielki jako przełożonej medyków. Pochłonęła ją praca. A dopiero teraz spotykają się w tym pomieszczeniu, by mogła zmienić mu opatrunki. Na samej głowie się nie skończy. Wiedział to. To nie jeden bandaż jaki miał na sobie.
Uchylił lekko powiekę i wzrokiem odszukał ostre narzędzia, gdzie podobno położyła Anna. Znów coś kombinował szalonego. Lecz, powstrzymywała go obecność matki. Jakby przy niej, nie chciał nic złego robić. Co więcej, oraz ze zdrowego oka był mocno zamazany. Nie widział zbyt dobrze. Dlatego też zamknął oko i milczał. Nie mówił nic.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 31/12/17, 11:25 am

Kobieta nie wiedziała o tym, co czuje i myśli syn, bo niby jak? Nie umiała czytać w myślach jak wampiry, więc póki on o niczym jej nie mówił, ona nie wiedziała, co się dzieje. Mógł być zły, obrażać się, nie odzywać, ale takim zachowaniem niczego nie naprawiał, a jedynie pogarszał sytuację. Czy Nicole nie uczyła go, że tylko rozmową jest się wstanie rozwiązywać problemy? Milcząc, nie tylko ich nie rozwiązywał, ale tylko pogarszał sytuację, każąc się domyślać matce tego, co może czuć i co powinna zrobić. Nawet przez t nie pozwalał jej się wytłumaczyć, wyjaśnić dlaczego nie odwiedziła go, gdy tylko odzyskał przytomność, dlaczego zrobiła to dopiero teraz. No cóż... jak widać Jared nie umiał widzieć nic poza czubkiem własnego nosa w tym momencie.
Miał pecha, szukając czegoś... ostrego, co zostawiła Anna, wychodząc z sali. Tym czymś była strzykawka z lekiem przeciwbólowym dla niego. Nie mógł jej dosięgnąć, bowiem dziewczyna nauczona, że nic takiego nie zostawia się w zasięgu rąk brata-idioty, wszystko odkładała na stolik, który był tak jakby za jego głową. Także nożyczki, których dziewczyna używała do rozcięcia bandaży na głowie odłożyła tam. Jeśli chłopak chciał sięgnąć po którąś z tych rzeczy, to musiał sięgać za siebie i przez matkę, bo ta choć stała z boku jego łóżka, nachylała się nad nim, obmywając mu oko.
A skoro już o tym mowa - jeśli Jared zbytnio się nie rzucał, ostentacyjnie okazując, jaki to jest niezadowolony, kobieta mogła w spokoju obmyć mu ranę. Żadnej maści, ani nic takiego nie nakładała, bowiem nie wolno było robić czegoś takiego, kiedy rana była jeszcze niezabliźniona i były w niej szwy. Odkładając gazę, postanowiła zrobić mu nowy opatrunek, ale tym razem nie miała zamiaru bandażować mu połowy głowy. Zdecydowała zrobić się mniejszy, coś na kształt przepaski, by bandażu wokół jego głowy nie było tak dużo, jak miało to miejsce zaraz po operacji.
Widząc, że syn i tak nie ma zamiaru z nią rozmawiać, postanowiła, że... może już iść po córkę. Nie wiedziała tylko, czy dobrze robi, odchodząc od niego. Walczyła ze sobą, ale chciała iść po córkę. Z nią uwinie się ze zmianą jego wszystkich opatrunków bardzo szybko.
- Pójdę po Annę.
Oznajmiła synowi, po czym ruszyła w stronę drzwi.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 22


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 31/12/17, 12:04 pm

W tej chwili może nie miał ochoty na jakiekolwiek rozmowy. Ból w organizmie robił swoje. Zmęczenie także. Ledwo cokolwiek chciało mu się robić. Nawet nie dostrzegając niczego w zasięgu swojej ręki, nie mógł odwalić niczego głupiego. Siostra za dobrze już go znała, dbając o to by cokolwiek ostrego nie znajdowało się w pobliżu jego ciała. Nie wiedział gdzie znajduje się stolik z narzędziami. Za głowę nawet nie próbował spojrzeć. Matka dzięki temu mogła spokojnie zająć się jego ranami, obmyć je, odkazić i założyć nowy opatrunek.
To, że oznajmiła o chęci pójścia po jego siostrę, przyjął do wiadomości, ale już nic nie odpowiedział. Zdążył zasnąć, bądź stracić na dobre przytomność. Kilka godzin długiego snu mu również zrobi dobrze. Przynajmniej od niego odpoczną. Lecz co będzie, kiedy się zbudzi? Tego jeszcze nikt nie wie.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 02/01/18, 12:16 pm

Syn... widocznie dalej nie miał zamiaru z nią rozmawiać. No cóż... jak już wcześniej stwierdziła, nie będzie na niego naciskać. Po prostu zrobiła to, co sobie zaplanowała. Podeszła do drzwi i otworzyła je. Całe szczęście nie musiała długo szukać córki. Spojrzała na nią z uśmiechem - ciepłym, ale smutnym.
- Chodź, pomożesz mi. Razem pójdzie nam szybciej.
Zaczekała, aż córka zareaguje na jej słowa i pójdzie za nią. Kiedy to zrobiła, zamknęła za nimi drzwi. Wróciła do syna, już nic nie mówiąc. Po prostu wróciła do przerwanej czynności, jaką było skończenie opatrywania rany na twarzy. Wyjęła czystą gazę i bandaż, ale nim wzięła się za robienie nowego opatrunku, zaczekała na córkę, aż ta do niej podejdzie. Kiedy to zrobiła, spojrzała na nią.
- Unieś mu głowę - muszę założyć nowy opatrunek.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 22


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 02/01/18, 12:17 pm

Anna czekała. I czekała. I CZEKAŁA i doczekać się nie mogła, aż matka po nią wróci. Choć wiedziała, że kobieta nie chce źle, to... była zła, że musiała wyjść, że nie mogła zostać przy Jaredzie. Przecież ona chciała tylko pomóc. Denerwowanie się teraz jednak nic jej nie da, dlatego też pozostało jej tylko czekać. Siedziała na tej podłodze i nasłuchiwała, ale im bardziej wytężała słuch, tym coraz bardziej wydawało jej się, że nic nie słyszy. Do czasu.
Nim usłyszała szczęknięcie drzwi, do jej uszu dotarły stłumione kroki. Od razu poderwała się z miejsca, stając pod ścianą i tylko czekając, aż matka wyjdzie z sali zabiegowej. Sekundy zdawały się wlec w nieskończoność, ale w końcu się to wydarzyło. Widząc w progu matkę, od razu do niej podeszła. Skinęła jej głową i weszła za nią do sali. Od razu spojrzała na półprzytomnego brata. Poczuła bolesne ukłucie w sercu  -wyrzuty sumienia.
Nim podeszła do leżanki, wpierw poszła szybko umyć ręce, po czym udała się w stronę Jareda i matki. Nim jeszcze zdążyła zapytać kobiety, co ma zrobić, ta już dążyła ją poinstruować.
- Dobrze.
Odparła i wsunęła ostrożnie ręce pod głowę Jareda, by ją unieść nieco. Miała nadzieję, że nie obudzi tym brata. Odniosła wrażenie, że usnął, ale to dobrze. Jego organizm będzie mógł trochę odpocząć.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 02/01/18, 04:44 pm

Jared jak zasnął, tak spał i nie obudziło go nawet to, że jego głowę uniesiono i nakładano na nią świeży opatrunek. Kobiety mogły w spokoju zając się jego pozostałymi ranami, nie obawiając się jego głupich wyskoków. Lecz nie wiadomo co będzie, jak ten się obudzi i zacznie mu znów odbijać. Tym razem dobrze byłoby się zabezpieczyć.

________________________

Brian od samego rana, zaraz po śniadaniu, udał do swojego gabinetu, gdzie przejrzał kilka raportów i wydał niektóre zgody na przeszukanie podejrzanych miejsc, w których mogły przebywać ostatnio widziane wampiry. Miejsca te były podejrzane pod względem kryjówek. Kilku łowców miało je zbadać za dnia i zadecydować, czy opłaca się je już teraz zabijać. Nie musieliby się trudzić w nocy i kolejnych rannych opatrywać. Wampiry za dnia były najsłabsze i to był wielki dla nich plus.
W późniejszym czasie przyszło do niego dwóch łowców, w tym zastępca z którym dzielił obowiązki. Rozmowa wyglądała poważnie. Brian ubrany był w czarną koszulę, czarne spodnie i buty. Jeszcze nosił barwy żałoby, po tym jak zmarli jego rodzice parę miesięcy temu. I teraz pomyśleć, że jeszcze przyszłoby mu pochować syna, gdyby nie udało się go uratować. Dziękował w duchu bogom, że mu go chociaż pozostawili przy życiu. Wiedział jednak, jak poważny był jego stan. A mimo to, nie poszedł od tamtego dnia go zobaczyć. Nie rozmawiał z nim. A nawet nie miał pojęcia, jak poważnie wysiadała mu psychika.
- Wiesz Brian, że ta misja nie musiała się odbyć.
Powiedział James Arktwright. Zastępca dzielący z Brianem obowiązki na wypadek nieobecności ich dowódcy.
- Nie musiałeś aż tak narażać chłopaków. Connor źle zniósł śmierć syna. Za to Twój syn przeżył.
Dodał.
Trzej mężczyźni stali za biurkiem Briana. Z kolei on opierał się tyłkiem o blat, mając ręce schowane w kieszeni spodni. Wyglądał na bardzo poważnego i rozmyślającego sytuację.
- To miała być lekcja dla mojego syna. Eryk wykazywał duże chęci w pomocy złapania tej wampirzycy. Wiem, że misja nie poszła po takiej myśli jakiej zakładaliśmy. Nie ukrywam, że nie takiego zakończenia oczekiwałem.
Odpowiedział Brian. Zdając sobie sprawę z tego, jak poważna jest i jego sytuacja.
- Dowódca nie będzie z tego zadowolony. Jutro podobno wraca, jeżeli nic go po drodze nie zatrzyma.
Wtrącił się trzeci z mężczyzn. Wysoki stażem łowca, przekraczający sześćdziesiątkę na karku. Thomas Willis. Jeden ze specjalistów od wykrywania kryjówek wampirzych.
- Wiem. Biorę na siebie odpowiedzialność za niepowodzenie misji. Przedstawię mu argumenty dlaczego tak się stało, tylko potrzebujemy zeznania Jareda.
I tutaj westchnął. Bo nie miał jak nawet raportu sporządzić. A ilekroć pytał Nicole czy Harry'ego o stan syna, to jedynie słyszał "zajrzyj do niego". Więc o informacje sięgał już i innego medyka, Johna. Ten to niezależnie od sytuacji, przekazywał mu informacje i za każdym razem nie otrzymywał zgody na przesłuchanie syna. I oczywiście, wysłałby kogoś innego a nie samemu zadawał pytanie.
- Podobno się wybudził, ale nie jest z nim dobrze.
Stwierdził James, na co Brian jedynie skinieniem potwierdził, że nie jest dobrze. I nie wiadomo nawet kiedy mu się poprawi... Wewnętrznie odczuwał obawy, ale wierzył że ma silnego syna i że wyjdzie z tego.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 19


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 02/01/18, 11:45 pm

Jared spał i nie sprawiał wrażenie kogoś, kto miał zaraz się obudzić i wymachiwać rękami, byle tylko go puszczono. Nicole poczuła z tego tytułu ulgę. Widziała bowiem, jak jej syn jest wymęczony, a tak mógł chociaż odpocząć. Sen dobrze mu zrobi - pozwoli zregenerować się jego ciału.
Kiedy wraz z córką założyła nowy opatrunek na głowie, odetchnęła z ulgą. Miała nadzieję, że ciśnienie mu spadnie, kiedy odpocznie. Nie chcąc marnować czasu, zabrała się wraz z Anną za zmianę reszty opatrunków. Kobieta jednak, gdy tylko uniosła nożyczki i zrobiła pierwsze nacięcie na bandażach, na przedramionach Jareda, zatrzymała się. Przez chwilę wpatrywała się w ciało syna, słuchając tylko jak Anna regularnie rozcina bandaże. Odłożyła wszystko, co miała w dłoniach i spojrzała na córkę.
- Dokończ sama. Poproszę wujka Harrego, by przyszedł Ci pomóc. Później na wózku przewieziecie Jareda do jego sali.
Zamilkła, jakby zastanawiała się, czy jeszcze coś powiedzieć, ale zamiast tego obeszła leżankę i podeszła do córki, by ją przytulić. Ucałowała ją w czoło, zapewniając, że nie jest na nią o nic zła, że rozumie, że chciała tylko jakoś pomóc bratu. Anna próbowała coś powiedzieć, przeprosić, ale Nicole przerwała jej, obiecując, że porozmawiają o tym później, ale żeby się nie zamartwiała. Poprosiła jeszcze Annę, by po wszystkim, sama udała się do swojego pokoju i się przespała. Tym razem dziewczyna nie protestowała, ponieważ widziała po matce, że ta jest nieugięta. Po tym Nicole opuściła salę zabiegową.
Stojąc na korytarzu, powoli zamknęła za sobą drzwi, nie chcąc narobić hałasu i tym samym obudzić Jareda. Teraz, kiedy była już sama, mogła odetchnąć swobodniej. Jej lico spochmurniało. Nicole bardzo rzadko można było oglądać w takim stanie, bowiem zwykle była spokojna niczym anioł. Ona jednak nie była aniołem - była człowiekiem i jak każdy człowiek, miała prawo do tego, by się zdenerwować. Po tym, czego dziś była świadkiem, była zła. Nim jednak uda się do osoby, która była odpowiedzialna po części za to, co właśnie się działo, musiała poprosić Harrego o pomoc. Nie chciała przeszkadzać bratu, kiedy to był jego dzień wolny, ale nie miała innego wyjścia. Kiedy opuściła skrzydło szpitalne, w pierwszej kolejności skierowała swe kroki do części mieszkalnej, gdzie odnalazła brata w jego sypialni. Następnie udała się do innej części siedziby łowców.
Planowała od razu wejść do gabinetu męża, nawet nie pukając, ale gdy stanęła już przed drzwiami, zmieniła zdanie. Brian nie był w środku sam, bowiem do jej uszu dolatywały strzępki, zduszonych rozmów. Ostrożnie przysunęła się i zaczęła nasłuchiwać. Gdyby ktoś teraz ją zobaczył, pewnie pomyślałby sobie, że szpieguje męża. Po części była to prawda - w końcu nasłuchiwała, co też się tam dzieje za drzwiami.
Po dłuższej chwili, oprócz głosu męża, udało jej się wyłapać jeszcze trzy, które brzmiały znajomo. Nie słyszała o czym rozmawiali od początku, ale kilka ostatnich słów jej wystarczyło, by wiedzieć, że mowa jest o Jaredzie. Nie bawiąc się w pukanie do drzwi, nacisnęła na klamkę i... weszła do środka.
- Tak... wybudził i jak słusznie zauważyłeś James, z moim synem nie jest najlepiej.
Choć słowa nie były skierowane do niej, musiała na nie odpowiedzieć, podkreślając, że chodzi tu o jej syna. Nie ważne w tej chwili było to, że właśnie się zdradziła z tym, że mogła stać i podsłuchiwać pod drzwiami.
Stojąc w progu, powiodła spojrzeniem po twarzach wszystkich tu zebranych, by na samym końcu spojrzeć na Briana. Byli ubrani bardzo podobnie - oboje w czarne stroje, tyle że Nicole miała na sobie czarną suknię, na którą założyła biały, szpitalny fartuch. Kobieta schowała jedną rękę do kieszeni i czekała. Czekała na to, aż mąż poprosi swoich gości oto, by wyszli. No chyba że ona miała ich wyprosić... Wiedziała, że wkurzy go jej zachowanie.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 22


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 03/01/18, 12:06 am

Nicole miała o tyle szczęście, że na korytarzu przy gabinecie Briana nikt się nie kręcił, toteż nikt nie widział czy podsłuchiwała. Ale też pewnie nikogo by nie zdziwiło, że go pilnuje. Część łowców mogłoby to wziąć z troski, jako że Brian potrafił nawet nie sypiać a pracować non stop. A w tym roku nie miał doprawdy lekko, kiedy przyszła wieść o śmierci jego rodziców. Odmowa przyjęcia stanowiska dowódczego również była na wielu osób zaskoczeniem. Lecz nikt głęboko się nie dopytywał. To była jego decyzja.
Nikt z obecnych w gabinecie nie spodziewał się, że za drzwiami podsłuchiwała ich przełożona medyków. Kiedy weszła i powiedziała swoje, wszystkie oczy skierowały się w jej kierunku. Brian widząc żonę, westchnął. To nie pierwszy raz kiedy tak wchodziła z tekstem zamiast pukać. Przebywający w pomieszczeniu towarzysze, spojrzeli na Briana.
- Zostawcie nas samych.
Poprosił z powagą. Choć było widać po nim również zmęczenie. Powinien jej zwróci uwagę, ale nie miał siły kiedy chodziło tutaj o życie jego syna. Lecz nie ma co ukrywać, że nie był zadowolony z jej podsłuchiwania. A też nie wiedział, ile z tego słyszała.
Łowcy opuścili gabinet na prośbę Briana. Kiedy zostali sami, Brian spoglądając cały czas na Nicole, zapytał dość poważnie:
- Jak bardzo jest źle z Jaredem?
O swoje dzieci się martwił, ale okazywał to widocznie rzadko. Może dlatego, że nie potrafił? W końcu miłości ojcowskiej sam nie doświadczył w swoim dzieciństwie, tylko blizny na ciele w postaci pamiątek.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 19


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 03/01/18, 11:24 am

Wielu mężczyzn tej epoki zachowanie Nicole wzięłoby za lekceważenie ich osoby i brak szacunku wobec nich, a zwłaszcza męża, któremu kobieta przede wszystkim powinna go okazywać. No cóż... jak widać kobieta ta nie zawsze była uległa - umiała powiedzieć co myśli i nierzadko postawić na swoim. Pewnie wielu uważało, że błędem było pozwolić jej na to, by studiowała medycynę. Świat się jednak zmieniał.
Czuła na sobie te wszystkie spojrzenia, ale je lekceważyła, skupiając wzrok tylko na Brianie, do którego tu przyszła. Mimo jej zachowanie i tego, że właśnie miał spotkanie, nie kazał jej wyjść i zaczekać, aż skończą. Kiedy mężczyźni, poproszeni przez Briana oto, by zostawili ich samych, wstali i ruszyli w stronę drzwi, kobieta otworzyła je szerzej i przesunęła się do boku, by nie tarasować przejścia. Dopiero teraz na nich spojrzała, odprowadzając ich wzrokiem. Nie patrzyła na nich z góry - to nie było w jej stylu. Nie było jednak w jej spojrzeniu wesołości i ciepła, czym zawsze emanowała. Kiedy znikli na korytarzu, zamknęła za nimi drzwi. Przez chwilę stała plecami do męża. Odwróciła się do niego dopiero wtedy, kiedy zadał jej pytanie o stan ich syna.
Opierając się plecami o drzwi, spojrzała na męża. Wyglądał na zmęczonego i znużonego tym wszystkim, co ostatnio się działo. Mimo wzburzenia, jakie w sobie miała, umiała spojrzeć na niego ze współczuciem. Choć miała mu za złe to, że mimo iż ich syn odzyskał przytomność, ten go nie odwiedził, utwierdzając go tym samym pewnie w przekonaniu, że winę za niepowodzenie misji ponosi on, potrafiła go usprawiedliwić. Wiedziała, jaki był jego ojciec - Brian starał się być inny, ale nienauczony ojcowskiej miłości, sam nie umiał jej okazywać.
- Dziś poprosił mnie oto, bym go zabiła...
Odpowiedziała na pytanie męża, używając... chyba najgorszej rzeczy, jaką dziś usłyszała. Dopiero teraz dotarło do niej, jakie te słowa były straszne i bolesne dla niej, jak... bardzo ich syn musiał cierpieć, skoro posuwał się do takich próśb. Zamknęła na chwilę oczy. Nie chciała, by w tej chwili widział, jak cierpi. Nawet nie myślała, że będzie jej tak ciężko. Póki co tylko ich córka potrafiła szczerze powiedzieć i pokazać, jak bardzo martwi się o Jareda. Oni musieli jednak być silni. Kiedy jednak Nicole pozostała sam na sam z mężem, czuła, jak wszystkie bariery zaczynają pękać. Nie chciała się rozsypać.
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 22


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Brian Chamberlain on 03/01/18, 05:36 pm

Tutaj najwyraźniej zaczęto przyzwyczajać się do zachowania Nicole, jako jednej z niewielu, która potrafiła odezwać się śmiało w obecności męskiego towarzystwa. Miała widocznie o tyle lepiej, że była żoną człowieka, którego pradziad przyczynił się do powstania tego Stowarzyszenia. Zatem rodzina Chamberlain była pod pewnymi względami szanowana. Szanowano też żony ich potomków.
Możliwe, że nie wszystkim się podobało dawanie kobiecie wysokiego stanowiska w jakiejkolwiek dziedzinie, szansę na rozwój mieć powinny. Dzięki działaniom Briana, jego żona mogła spełnić się zawodowo. Jak dotąd, nikt nie skarżył się na jej pracę, a chętnie przychodzi nawet o porady. Mógł być z niej dumny.
Zostali sami. Brian obserwował czynności Nicole i czekał na jej odpowiedź, kiedy zadał pytanie. Odpowiedź jaką mu udzieliła była wręcz szokująca. Zastygł na moment w swoim miejscu, słysząc co powiedziała.
- Żartował czy poważnie?
Po Jaredzie można było wszystkiego się spodziewać. Ale żeby tak szybko się poddać? Widząc jednak postawę swojej żony, westchnął ciężko i przeniósł spojrzenie w stronę okna. Domyślał się, że jego syn zapewne poważnie do tego podszedł.
Również zamknął oczy i otworzył po chwili wzdychając. Przeniósł spojrzenie przed siebie, lecz milczał. Jakby nad czymś zastanawiał. Ta misja musiała mocno na nim się odbić, psychicznie.
- Co uczyniłaś?
Zapytał. Chcąc wiedzieć, co postąpiła jako matka. Zabić syna to raczej by nie zrobiła. Bardziej chodziłoby mu o to, czy podała jakieś leki uspokajające czy coś podobnego. Na medycynie się przecież nie znał.
avatar

Wiek : 64 lat
Zawód : Zastępca Dowódcy Łowców Wampirów
Stan cywillny : Żonaty
Umiejętności : Jazda konna, Dowodzenie, Władanie bronią - miecz, Sztuki walk
Punkty : 19


http://vampirekingdom.forumpl.net/t524-brian-stephen-chamberlain#1853 http://vampirekingdom.forumpl.net/t542-brian-stephen-chamberlain#1973 http://vampirekingdom.forumpl.net/t543-brian-chamberlain#1974 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Nicole Chamberlain on 03/01/18, 09:49 pm

Wiedziała, że to, co właśnie powiedziała, było szokujące - nawet bardzo. Ona sama, kiedy usłyszała to z ust syna, nie mogła w to uwierzyć. Taka jednak była prawda. Jared prosił ją oto, by go zabiła i choć próbowała uznać to za jeden z jego kolejnych żartów, czy wygłupów, mając przed oczami jego obraz, nie potrafiła tak myśleć. Ich syn mówił poważnie i to było w tym wszystkim chyba najgorsze.
Słysząc jego pytanie, tylko podniosła na niego wzrok. Nie wyglądała na rozbawioną, o nie. Daleko jej było do tego, by się śmiać. Jared nie żartował - mówił poważnie. To powinno wystarczyć Brianowi za odpowiedź. I chyba tak się właśnie stało, bowiem zamiast zacząć się śmiać, sam się zmartwił, a przynajmniej na takiego wyglądał.
Nicole przyglądała mu się w milczeniu, tak samo jak on wodził w ciszy oczami po pomieszczeniu. Czekała, aż powie coś jeszcze, bo ona póki co nie miała nic więcej do dodania. I kiedy się doczekała kolejnych słów z jego strony, westchnęła.
Odepchnęła się od drzwi, idąc wolno w jego stronę, ale nie podeszła do niego. Zatrzymała się za jednym z foteli, który stał przed jego biurkiem. Przedłużając swoje milczenie w nieskończoność chyba, strzepnęła jeszcze jakieś niewidzialne paproszki z oparcia.
- Próbowałam z nim porozmawiać, ale jak zwykle nabrał wody w ustach i kazał dać sobie spokój. - Spojrzała na Briana w taki sposób, jakby chciała właśnie powiedzieć: „ciekawe, po kim ich syn to ma?” - Niedługo po tym zasnął, ale to dobrze... Sen jest potrzebny jego organizmowi, żeby się zregenerować. Została przy nim Anna - zmienia mu opatrunki. Poprosiłam Harrego, by jej pomógł. Za parę godzin powinien się obudzić.
I znowu to spojrzenie. I znowu jakaś aluzja. Jak widać Nicole dawała szansę mężowi na to, by sam się domyślił, co powinien teraz zrobić, powiedzieć. Jeśli jednak okaże się na tyle mało domyślny, to ona mu wytłumaczy...
avatar

Tytuł : Przełożona lekarzy w Stowarzyszeniu Łowców
Wiek : 62 lata
Zawód : Lekarz
Stan cywillny : Mężatka
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna naturalna, medycyna tradycyjna, jazda konna, sztuki walki
Punkty : 22


http://vampirekingdom.forumpl.net/t525-nicole-chamberlain?nid=1#1970 http://vampirekingdom.forumpl.net/t541-nicole-chamberlain#1972 http://vampirekingdom.forumpl.net/t552-nicole-chamberlain#2044 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 5 z 7 Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach