Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Strona 1 z 7 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 12/11/17, 08:30 pm

Zima. Grudniowy koniec roku zbliżał się nieubłaganie. Okres po świąteczny. Wtedy zaś dwaj młodzi chłopcy, Jared i dorosły od niego o cztery lata Eryk, dostali zlecenie na zabicie wampirzycy. Krwiopijczyni, która była jednym z głównych wrogów do wyeliminowania. Jared wtedy nie wiedział, że mogło chodzić o tę, z którą się spotykał wcześniej, potajemnie. Nikt o tym nie wiedział, poza Erykiem. Nawet przyjaciel przed nim ukrył fakt, kogo przyjdzie im zabić. Ustalone to było z ojcem Chamberlaina, by nie zdradzać zbyt wielu szczegółów Jaredowi. Nie ma co ukrywać, że Brian był z tej wieści mocno wkurzony, ale przystał na warunki młodego łowcy. Tak zatem obaj, Jared i Eryk, udali się w zlokalizowane miejsce, gdzie widziano wampirzycę.
Był to stary budynek. Wyglądający jak rozpadający się kościół. Porzucony i zniszczony po innych bitwach na tych ziemiach. Posiadał on podziemia, jako idealne miejsce na przenocowanie dla wampirów. Był wieczór. Jared i Eryk zjawili się w wyznaczonym miejscu. Dwóch innych łowców obserwowało ich z zewnątrz. To była ich wielka szansa by wykorzystać swoje umiejętności i pokazać, że są godni bycia łowcami w młodym wieku. Wykazywali się dużą zwinnością, zręcznością, sprytem i inteligencją, że można było im powierzać poważniejsze misje niż zwyczajne zabijanie dzikich zwierząt jak i słabych wampirów. Dopiero co "narodzonych".
Rozdzielili się. Eryk zaszedł budynek kościoła od prawej strony. Jared od lewej. Dostał się do zaplecza księży, które było porządnie zrujnowane. Jakby ktoś to miejsce ograbił i doprowadził do zniszczenia. Szafki i stoły były porozwalane, a drzwiczki mebli nie trzymały się zawiasów. Podobnie było z meblami do siedzenia. Z mieczem w dłoni, jako odpowiednią bronią do zabicia wampira, przemierzał ostrożnie pomieszczenie. Lecz nikogo nie zastał. Wtem usłyszał hałasy mogące dochodzić z innej części budynku. Pobiegł za głosem i zaraz rozległ się krzyk. Dźwięki dobiegały z podziemi. Tam też zastał wampirzycę, siedzącą na Eryku, na jego plecach wykręcając jego prawą rękę za plecy i to dość mocno, że pewnie wyrwała mu ze stawu. Jego ręka wyglądała nienaturalnie odwrócona. Jego przyjaciel cierpiał z bólu. Jared stał osłupiały, parą swoich zdrowych oczu wpatrując się w szoku na kobietę w bieli. Serce mu waliło, w mózg pytał "dlaczego ona?". To była tak, którą mieli zabić. Za jej plecami leżały ludzkie szczątki. Świeże i martwe z przed paru dni. Nawet nie zorientował się, jak bardzo mogło tutaj śmierdzieć. Po czasie do jego nosa dotarł ten odór smrodu.
- Zabij ją!
Usłyszał od przyjaciela krzyk rozkazu. Lecz on nie potrafił.
- Masz odwagę mnie zabić? Jared?
Zapytała go urokliwie przemiłym głosem.
- Wiedziałeś kim jestem.
Powiedziała i nagle znalazła się przed nim, dotykając jego twarzy zimnymi jak lód dłońmi, ubrudzonymi od krwi. Zostawiając smugi na jego policzkach. A on nic nie zrobił. Stał jak zahipnotyzowany.
- Dlaczego...
Otrząsnął się i cofnął gwałtownie.
- Wiesz, że możemy być razem. Odłóż to. Bądźmy ze sobą na wieki. Kocham Cię.
Dalej go starała się omamić swoimi czułymi słówkami. Przekonać go do swojej miłości. Chciała mieć w nim swojego prywatnego rycerza, pionka i syna.
- Nie słuchaj jej! Zabij ją!
Wtrącił się Eryk, z bólem pleców jak i niemożliwości poruszania prawą ręką, próbował się podnieść na kolana i dostać do swojej broni. Jednocześnie nakłaniając Jareda do wykonania zadania. Po to tutaj przybyli.
Wampirzyca widocznie miała dość już gadki drugiego łowcy, więc korzystając ze swojej umiejętności telekinezy, rzuciła nim pod sufit, po czym na ziemię. Zadała mu dodatkowego bólu.
- Przestań!
Odezwał się Jared. Jakby przerażony tym co widział.
- Będzie nam przeszkadzał.
Powiedziała słodkim głosem i znów zjawiła się nad ciałem jego przyjaciela. Pochyliła nad jego szyją i uśmiechnęła do "ukochanego", wgryzając się po chwili w szyję jego towarzysza. Tutaj Eryk zacisnął zęby, ledwo już przytomny. W głowie mu szumiało, a ciało bolało. Dopiero wtedy coś ruszyło w młodym Chamberlainie. Uniósł miecz do góry i rzucił się biegiem na wampirzycę. Zrobił zamach, ale za wolno. Kobieta odskoczyła i znalazła się za nim. Odwrócił się i zamachnął ponownie. Nie był skupiony. Był zdekoncentrowany, że nie mógł w nią trafić. Aż w pewnym momencie dopadła ciała jego przyjaciela. Przy kolejnym zamachu mieczem przez Jareda, wykorzystała Eryka jako tarczę a ostrze przebiło jego brzuch. Moment szoku na twarzy obu mężczyzn i śmiech wampirzycy, która puściła ludzkie ciało. Eryk padł na ziemię, powoli umierając. Jareda błagając jedynie o jej zabicie. Tym razem dwudziestoparoletni łowca był tak roztrzęsiony, że ledwo już myślał. Ale emocje wzięły w nim dosłowną górę, nad którymi nie panował już. Znów rzucił się z mieczem na wampirzycę (wyjął go z ciała przyjaciela), ale ta odepchnęła go telekinezą na przeciwną ścianę. Spowodowało go ból pleców u łowcy, a przez to także upuścił miecz. Wampirzyca wzięła obie bronie białe i podeszła do niego. Znów użyła na nim swojej mocy, przyciskając go do ściany. Walczył z jej mocą, chcąc się uwolnić, by którąkolwiek kończyną ją uderzyć. Ta jednak spokojnie podchodziła do jego zachowania. Złapała jego lewą rękę i rozciągnęła ją wzdłuż ściany, wbijając mocno ostrze miecza do ściany, jednocześnie przebijając mu przedramię. Tego ból był wstanie stłumić w sobie. Lecz za drugim razem już krzyknął. Drugą rękę tak samo mu potraktowała, że teraz wyglądało jakby był "ukrzyżowany" do ściany.
- Dlaczego...
Nie pojmował. Łzy napływały mu do oczu. Kochał ją. Wierzył, że wampiry jednak mogą żyć w zgodzie z ludźmi. Żywiła się tylko krwią zwierząt. Okłamywała go cały ten czas.
- Bo Cię kocham. Ale nie chciałeś ze mną zostać. Miałbyś wieczne życie. Lepsze niż teraz. Odmówiłeś. Próbowałeś mnie zabić. A ja nie odpuszczam. Muszę Cię ukarać.
Przejechała ostrymi paznokciami po jego policzki, robiąc mu ciętą ranę aż do krwi. Po chwili rozerwała jego górną odzież tak, by widzieć jego nagą klatkę piersiową. Zaczęła lekko do krwi paznokciem rysować serce,a w nim pierwszą literę swojego imienia i jego. Czyli M+J.
- Smaż się w piekle!
Warknął do niej. A że poczuł iż może się poruszać, próbował ją kopnąć. Rąk nie mógł używać. Bolały niemiłosiernie.
Wampirzyca poczuła uderzenie w kolano. Zatem by uniemożliwić mu dalsze wybryki, zwichnęła mu lewe kolano, używając swojej wampirzej siły. Znów jęknął z bólu. Wtem złapała go za włosy, by wyprostować jego głowę i żeby spojrzał na nią.
- Jesteś twardy i uparty. Dam Ci szansę. Pozwolę Ci żyć. Ale będziesz cierpiał.
Powiedziała życzliwie. Uśmiechnęła się i drugą rękę położyła po lewej stronie jego głowy, a kciukiem wbiła mocno paznokieć w jego lewe oko. W tym momencie rozległ się przeraźliwy krzyk Jareda. Krew spływała z jego oczodołu po twarzy. Wyjęła palec i oblizała go. A później wgryzła się w jego szyję, spijając trochę krwi.
- Przeżyj... Dla mnie.
Dodała szeptem mu do ucha. Na koniec jeszcze pocałowała go w usta namiętnie. Tak jakby faktycznie go kochała. I dopiero wtedy, odeszła. Ze smutkiem. Jared został sam w dość kiepskim stanie, mając przed sobą widok martwego Eryka. Czuł, że mu zimno. Nie tylko że w podziemiach panowała niska temperatura, ale stopniowo tracił krew. Ledwo ustawał na jednej nodze, gdyż druga zwichnięta nie utrzymała prostej linii. A nawet go bolała. Jakkolwiek by się zsunął po ścianie, dodawał sobie bólu w rękach. Zaciskał zęby, by to wytrzymać. Łzy nie przestawały spływać mu ze zdrowego oka. To był pierwszy raz, kiedy chciał umrzeć. Wstyd pokazać się ojcu. Sumienie zabicia przyjaciela. Niepowodzenie zadania. Czuł się do niczego... Nim stracił przytomność, zamykając oczy, wypowiedział tylko jedno słowo... Jedno imię...
- Anna...

Szybko został odnaleziony przez łowców, którzy widzieli ucieczkę wampirzycy, zatem udali się po chłopców, by sprawdzić co się stało. Jeden martwy, drugi w opłakanym stanie. Obu przetransportowano powozami z końmi do Siedziby Łowieckiej, prosto do Skrzydła Szpitalnego. Jared trafił na stół medyków, gdzie w tej chwili był potrzebny każdy. Nawet praktykanci by podawali narzędzia, opatrunki monitorowali stan zdrowia młodego Chamberlaina. Opatrzony w stanie poważnym, tracił na oddział sali chorych w skrzydle szpitalnym, oddzielonym będąc zasłonami od innego łóżka, gdzie też leżał jakiś łowca. Miał zabandażowane lewe oko, oba przedramiona i usztywnioną lewą nogę. Wściekły zaistniałą sytuacją Brian, nie odwiedził syna odkąd widział go we krwi.
Jared nieprzytomny był przez półtora dnia. Zaczęto się obawiać, czy w ogóle wybudzi ze snu. Urazów żadnych nie dopatrzono się, tradycyjną metodą badań, jako że sprzętów w tych czasach wybujałych nie posiadano. Trzeba było tylko czekać, aż sam się wybudzi.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 13/11/17, 02:50 am

Okres świąt, tak samo jak czas zaraz po nich - poprzedzający koniec roku, był raczej czasem wesołości, spokoju. To był czas dla rodziny, kiedy wszyscy byli wreszcie razem. To nie była jednak rzeczywistość Ann. Jej życie rysowało się w nieco innych barwach - nauki, obowiązków i ciągłego strachu o życie swoje i innych. Wiedziała w końcu o istnieniu takich istot,  którymi nikogo nie powinno się straszyć - zwłaszcza dzieci. A ona ze świadomością tego, że są, musiała funkcjonować każdego dnia.
Pierwszą tak poważną wyprawą Eryka i Jareda na polowanie żyli... chyba wszyscy, spośród zamieszkałych, czy tylko przebywających w siedzibie łowców. Także Anna, chcąc nie chcąc była wciąż zmuszana do ciągłego myślenia o niej. Jak nie brat, który ciągle ekscytował się swoją pierwszą wyprawą, tak znowu medycy, którzy sprawdzali, liczyli, segregowali sprzęty i medykamenty, by być przygotowanym na każdą ewentualność. Nikt nie mówił tego na głos, ale praktycznie każdy czuł niepokój w związku z tym polowaniem. To akurat było coś normalnego. Każda taka wyprawa była niebezpieczna. Ta jednak Annie wydawała się nader niepokojąca. Może dlatego, że słyszała rozmowę Eryka i jej ojca? Chłopak prosił go oto, by o czymś nie mówił Jaredowi. O czym? Co to było? Tego akurat nie słyszała, a kiedy próbowała wypytać ojca w czym rzecz, kazał jej po prostu odejść i zająć się swoimi obowiązkami. Nie sprawiał wrażenia zadowolonego tym, co usłyszał od Eryka. Anna jednak nie umiała jeszcze postawić się ojcu, dlatego ustąpiła. Czuła jednak, że będzie tego żałować.
W noc, poprzedzającą wyprawę na polowanie jej brata, nie spała praktycznie w ogóle, a nawet jeśli udało jej się zasnąć, to ów sen był bardzo czujny. Byle szmer mógł ją zbudzić i tak też było. Także dzień nie należał do najprzyjemniejszych. Z nerwów bolał ją brzuch. Nie raz już kazali jej się wynosić ze skrzydła szpitalnego i iść się przespać, ale ona nie miała zamiaru słuchać. Dobra, wychodziła z gabinetu, czy pokoju, w którym akurat jej nie chcieli i szła do kolejnego, gdzie musiało minąć trochę czasu, nim i oni dochodzili do wniosku, że dziś z Anny nie będzie żadnego pożytku, a szkoda. Mimo tak młodego wieku, chwytała naukę w lot.
Anna siedziała na parapecie w głównym korytarzu skrzydła szpitalnego i wyglądała na zewnątrz. W mroku nie widziała zbyt wiele, ale to jej nie przeszkadzało. Nie wyglądała bowiem, by podziwiać zimowe krajobrazy. Spoglądała na zewnątrz w poszukiwaniu drużyny, która już kilka godzin temu wyruszyła na polowanie. Miało być łatwo, prosto i przyjemnie, więc... dlaczego wciąż ich nie było?
Mimo stresu, zmęczenie po nieprzespanej nocy odezwało się w końcu. Z głową opartą o szybę walczyła z ciężkimi powiekami, byle tylko nie zasnąć. Nie zawsze się jej to udawało i czasem zamykała oczy. Raz trwało to ledwie sekundę, innym razem kilka minut, aż doszło do tego, że dziewczyna usnęła na dobry kwadrans. Kiedy się obudziła, do jej uszu dotarł jakiś hałas z zewnątrz. Nieprzytomnie wyjrzała przez okno. Jej oczom ukazała się grupa osób, skąpana w lekkim żółtym świetle. Nie widziała najwyraźniej - oczy miała wciąż zamglone, więc żeby się pozbyć tego nieprzyjemnego uczucia, przetarła je. W tym samym momencie drzwi otworzyły się z łoskotem i wszystko nagle zaczęło nabierać tempa.
Początkowo nie rozumiała, co się stało. Do skrzydła szpitalnego nagle wparowała masa ludzi. Wszyscy wyglądali na zdenerwowanych. Mówili podniesionymi głosami. Anna zeszła z parapetu, szukając w tym tłumie brata i Eryka, ale wciąż ich nie widziała. W końcu jednego z nich zobaczyła, a kiedy to się stało, tak mocno ścisnęło ją w żołądku, że musiała złapać się parapetu, bowiem czuła, że nie ustoi o własnych siłach. To był... Jared.
Jej brat był w opłakanym stanie. Gdy tylko go wnieśli, od razu skierowali swe kroki w kierunku sal, gdzie były przeprowadzane operacje. Dziewczyna zmusiła swoje nogi by się ruszyły. Miała przez chwilę wrażenie, jakby nie należały one do niej, ale szybko zaadaptowała się do zaistniałej sytuacji. Szła przed siebie, w kierunku sali, do której wnieśli nieprzytomnego Jareda. Już miała łapać za klamkę, kiedy poczuła na ramionach ciepły, ale stanowczy uścisk rąk swojej matki. Spojrzała na nią gniewnie.
- Puść mnie!
- Nie mogę Ann. Nie wejdziesz tam.

- Bo co? To mój brat. Widziałaś, w jakim jest stanie. Każda para rąk jest im potrzebna!
Z każdym kolejnym słowem podnosiła głos. Jej matka, choć była osobą o łagodnym usposobieniu, tym razem nie miała zamiaru ustąpić upartej córce.
- I mają każdą parę rąk - powiedziała stanowczo. - Pozwól im działać - dodała już zdecydowanie łagodniej.
Anna nie mogła słuchać tego, co mówiła do niej jej matka. Początkowo zacisnęła tylko ręce w pięści, aż w końcu wyszarpnęła się jej.
- I co? Mam tak siedzieć i czekać? Ty tak potrafisz, wiedząc, że Twój syn może tam umrzeć mamo?
Tym razem już krzyczała. Pierwszy raz w życiu krzyczała na swoją matkę. Nawet nie zauważyła kiedy, po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale wtedy do rozmowy wtrącił się jej ojciec.
- Nie podnoś głosu na matkę - zrugał dziewczynę. Nie wyglądał na zadowolonego, a właściwie to sprawiał wrażenie, że jest wściekły, że naprawdę niewiele brakowało mu do tego, by wybuchnąć.
Anna słysząc karcący głos ojca, spojrzała na niego. Pierwszy raz patrzyła na niego w ten sposób. Pierwszy raz nie umiała nad sobą panować w jego obecności.
- To wszystko Twoja wina - zaatakowała go bez ostrzeżenia, ścierając łzy z policzków. - To przez Ciebie on teraz tam leży i walczy o życie. To Ty nie powiedziałeś mu o czymś, co mogło mu pomóc w tym polowaniu i Ty będziesz ponosić odpowiedzialność za to, jeśli...
W tym miejscu musiała przerwać swój atak na ojca, bowiem ten ją uderzył. Cios w twarz, jaki jej zadał był bardzo bolesny. Anna aż chwyciła się za policzek, który palił ją teraz żywym ogniem w miejscu, gdzie otwarta dłoń ojca zetknęła się z jej skórą. Do oczu znowu zaczęły napływać jej łzy, ale tym razem nie pozwoliła im spłynąć po policzkach. Spojrzała na ojca.
- Nienawidzę Cię - plunęła mu tymi słowami niemal w twarz, po czym uciekła w głąb korytarza, nie zważając na wołanie jej matki.
Nie wiedziała za bardzo, gdzie biegnie i po co, ale czuła, że musi stamtąd odejść. Policzek piekł ją coraz bardziej. Musiała zostać sama, dlatego też weszła do pierwszego lepszego pomieszczenia, które akurat było otwarte. Padło na magazyn, gdzie przechowywane były wszystkie rzeczy pacjentów przebywających w skrzydle szpitalnym.
Kiedy przestąpiła próg tego pomieszczenia, od razu zamknęła za sobą drzwi. Była tak wściekła, że miała ochotę coś rozwalić, ale zamiast tego, zaczęła przegrzebywać torby z rzeczami pacjentów. Pamiętała, że jeden łowca w dniu przybycia tutaj, miał przy sobie papierośnicę. Nie pamiętała, jak się nazywał, dlatego odnalezienie jego rzeczy nie było łatwe. W końcu jednak jej się udało. Całą zawartość torby wysypała na stół i zaczęła szukać. Jest! Udało się! Chwyciwszy papierośnicę drżącymi rękami, otworzyła ją i wyjęła z niego jednego papierosa. Całe szczęście, że były też zapałki.
Anna nigdy wcześniej nie paliła, ale... musiała jakoś się uspokoić. Kiedy pierwszy raz się zaciągnęła dymem tytoniowym, niemal nie wypluła płuc. Z każdym kolejnym pociągnięciem, było jednak coraz łatwiej. Podeszła do okna i wyjrzała na zewnątrz. Na dole wciąż kotłowali się ludzi.
Nawet nie zauważyła kiedy po jej policzkach znowu zaczęły płynąć łzy. Pochyliła się do przodu, opierając się o parapet, czując, jak jej nogi zaczynają robić się miękkie. Usiadła na podłodze i oparła o ścianę. Papierosa zgasiła o posadzkę, po czym schowała głowę w ramionach i pozwoliła się sobie wypłakać.

Anna nie odstępowała brata na krok. Nikomu, mimo wielu prób, nie udało się odciągnąć dziewczyny od jego łóżka. Nawet matka zawiodła. Anna była nieugięta.
Na szczęście nie musiała obawiać się, że spotka tam ojca. On nie odwiedzał swojego syna. Pewnie był zawiedziony tym, jak wielką porażkę odniósł.
Spędzała z nim całe noce i dnie. Opuszczała go tylko na chwilę, by skorzystać z łazienki, czy iść coś zjeść. W tej chwili wkurzała ją ta cała fizjologia - nic jednak na to poradzić nie mogła. I tak wyglądała strasznie, z podkrążonymi oczami i smutnym spojrzeniem. Wiedziała, że powinna coś ze sobą zrobić, by jej brat po obudzeniu nie oglądał jej w takim stanie. Nie miała jednak na to zwyczajnie siły. Całe szczęście, że po razie od ojca nie pozostał nawet ślad. Postanowiła, że o niczym nie powie Jaredowi. Nigdy.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 13/11/17, 11:00 pm

Ich ojciec, może i nie był dowódcą, był surowym człowiekiem i wysoko postawionym w hierarchii Siedziby Łowieckiej. Był jednym z zastępców i odpowiedzialny również za szkolenia młodych. Nic dziwnego, że przygotowując syna do walki z wampirami, w tym przypadku zawiódł go. Stracili jednego z najlepszych młodych łowców - Eryka. Mógł także stracić i Jareda. Co by zaś było, gdyby stracił jedynego "dziedzica" rodu? Z trudem by się pogodził. Potrafił w sobie trzymać głębokie i prawdziwe emocje. Zamknął się w swoim gabinecie i modlił do bogów, by ratowali mu syna. Lecz tego nikt nie wiedział. Nikt nie widział go w takiej sytuacji. O tym wiedzieć mogła jedynie jego żona i bracia. Jedyne osoby, który go na prawdę znały. Lecz ani dzieci, ani dalsza rodzina i znajomi, nie znali go tak na prawdę. Surowy człowiek, który pod wpływem emocji uderzył własną córkę, mógłby mieć uczucia... W końcu on też jest człowiekiem...

Nicole, matka Jareda i Anny, była chyba w tej rodzinie najspokojniejszą kobietą i cierpliwą. Po niej urodę i cierpliwość odziedziczyła córka. Zaś Jared, przypominał bardziej ojca. Nie tylko z wyglądu ale i zachowania i postępowania. Po matce miał geny spokoju i darzenia opieką bliskie osoby. Zawsze stawał po stronie siostry. Z kolei Anna potrafiła być głośna jak ojciec i umiała się później mu stawiać. Nie ma co jednak ukrywać, że młoda dwójka ma swoją wspólną cechę jaką jest upartość.
Matka wspomnianej dwójki była w większości medykiem. Podejmowała także praktyki w wytwarzaniu lekarstw i zajmowała ziołolecznictwem. Kiedy jednak sprowadzono jej syna w stanie opłakanym, nie była wstanie tam przebywać i go ratować. Próbowała także powstrzymać córkę przed wejściem do sali, gdzie był opatrywany Jared. Spotkała się z uporem i stało to, czego nie spodziewała po pojawieniu się Briana. Zaraz kiedy Anna uciekła, podjęła surową rozmowę z mężem przed salą operacyjną ich syna, aż ktoś nie rozkazał im się uciszyć. Wtedy zaś Nicole została, a Brian udał do siebie.

Jared miał być nieprzytomny przez półtora dnia. Przynajmniej tak oceniano jego stan i dawane oznaki poruszenia powiekami. Niestety, stan jego tak zwanej śpiączki się przedłużał. Na szczęście o kolejny dzień. W samo południe, zaczął kręcić powoli głową, poruszył bardzo lekko palcami u dłoni, jak i próbował otworzyć oczy. Tutaj udało mu się uchylić jedną powiekę. Drugie oko miał zabandażowane. A żeby bandaż trzymał, to i część głowy musiała być nim pokryta. Pierwsze co w sobie odczuł, to ból. Jęknął, kiedy chciał się poprawić, poruszyć bardziej, ale odczuwał pieczenie. Ból w jego rękach, jakby płonęły. A rana po przebiciu na wylot jeszcze się nie zagoiła na jego przedramionach, które miał zabandażowane od nadgastków po łokieć. Jego twarz ukazywała grymas bólu. Musiał przestać się ruszać, wtedy ból nieco zelżał, ale nie na dobre. Czuł się osłabiony. Jakby coś pozbawiło go sił, energii. W końcu stracił sporo krwi i trzeba było dokonać transfuzji. Nie było jednak pewne, czy krew jaką dostał, przyjmie się i czy przeżyje. Ale jak widać, wstępnie się powiodło.
Warto też wspomnieć, że znając zachowanie i skłonność Jareda do uciekania ze skrzydła szpitalnego, na wszelki wypadek został położóny na łóżku, powiadającym pasy bezpieczeństwa. Zwyczajne, przywiązane do prętów od spodu. Chociaż z usztywnioną nogą, zakładano że nigdzie się raczej nie wybierze.
Młody Chamberlain, kiedy tylko obraz mu się poprawił, rozejrzał się w miarę przytomnie po pomieszczeniu, by ocenić gdzie jest.
- Piekło?
Szepnął do siebie. Nie zdziwiłby się, gdyby tak było.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 15/11/17, 01:05 am

Wszystkie dni, które spędziła na czekaniu, aż jej brat wreszcie się wybudzi, wyglądały tak samo. Każda czynność, którą przyszło jej wykonać, wykonywała mechanicznie, według znanego jej schematu. Nie zawsze jednak pamiętała o wszystkim. Była niewyspana i wyczerpana, jakby ktoś przystawił do jej skóry mrowie pijawek, które prócz krwi, wysysały z niej też chęć do życia. Nie dziwne więc, że czasem matka musiała przyjść i wręcz kazać się sobą zająć. Nie prosiła jej jednak oto, by opuściła salę, w której leżał jej brat. Wiedziała, że to by się nie udało i nawet gdyby zamknęła przed nią drzwi, na klucz, jej córka i tak znalazłaby sposób, by się dostać do środka. Widząc, jak Anna bardzo martwi się o brata, czuła, że dobrze wychowała swoje dzieci, dlatego mogła przymknąć oko na to, że jej córka była taka uparta i nieugięta. Ach, gdyby tylko wiedziała, że tych dwoje łączy coś znacznie silniejszego, niż braterska miłość... Gdyby Anna już w tej chwili zdawała sobie z tego sprawę, może w obawie przed samą sobą, nie spędzałaby tu tak dużo czasu?
Anna wiedziała, że w salach, gdzie leżały osoby po operacjach, nie powinno być nikogo, poza personelem. Każde wejście kogoś z zewnątrz, niosło za sobą ryzyko infekcji, dlatego starano się ograniczyć je do całkowitego minimum, poprzez ograniczanie odwiedzin. Ona jednak nie była kimś tam, z ulicy. Znała podstawy, dlatego wiedziała co i jak powinna robić. Choć nie lubiła opuszczać brata, musiała czasem wychodzić. Każdego dnia opuszczała brata na mniej więcej godzinę, by zjeść, umyć się i przebrać w świeże rzeczy. Dopiero wtedy wracała, by go doglądać i po prostu być przy nim.
Chcąc zachować wszelkie środki bezpieczeństwa, unikała też długiego siedzenia przy jego łóżku. Właściwie to starała się przy nim być tak długo, jak było to absolutnie koniecznie, ale nawet odejście ten metr od łóżka i zajęcie miejsca w fotelu, wymagało od niej wielu pokładów silnej woli. Najchętniej to siedziałaby cały czas przy nim, trzymała go za rękę i sprawdzała, czy czasem się nie obudził. Z tak małej odległości też jednak mogła to robić, wiedziała o tym, ale mimo to wciąż czuła niedosyt.
Starała się nie panikować i zbytnio nie martwić tym, że Jared jeszcze się nie wybudził. Był w końcu ciężko ranny i przeszedł poważną operację. To dobrze, jak śpi, bowiem wtedy organizm szybciej może się regenerować, a teraz to było mu bardzo potrzebne. Mimo to... nie mogła przestać myśleć o tym: „a co jeśli się nie obudzi? Co wtedy?” Karciła się w głowie za każdą taką myśl, ale czasem to było silniejsze od niej.
Mimo iż obiecała sobie cały czas przy nim czuwać, jej organizm miał swoje granice wytrzymałości, których nawet ona nie potrafiła pokonać. Siedząc tego dnia w fotelu i podpierając głowę na ręce, czuła, jak obraz zaczyna się jej rozpływać, jakby jej oczy nagle zostały przysłonięte mgłą. Głowa zaczęła jej ciążyć. Tak samo powieki, które zaczynały wbrew jej woli opadać. Nie możesz spać, nie możesz spać! - ciągle sobie powtarzała, ale za czwartym, a może piątym razem, w końcu się poddała. Głowa opadła na pierś, a ręka wyprostowała i opadła za podłokietnik. Usnęła, kiedy jej brat powoli zaczął się budzić.
Nie wiadomo, jak długo to wszystko trwało - sekundę, a może kilka minut, ale Anna przegapiła pierwsze oznaki powrotu do „życia”, brata. Dopiero jego głos ją obudził. Widocznie, mimo zmęczenia, jej sen był bardzo płytki, skoro coś takiego dało radę ją zbudzić. Kiedy odzyskała świadomość, poderwała gwałtownie głowę do góry, jakby właśnie zaczęto nawoływać do walki. Szeroko otwartymi oczami od razu spojrzała na brata... napotykając jego spojrzenie. Widząc to, nie dowierzała. Czy on... naprawdę się obudził? Czy to... działo się naprawdę? Patrząc cały czas na niego, wstała z fotela i zbliżyła się do jego łóżka. On... naprawdę odzyskał przytomność. Uśmiechnęła się do niego, walcząc ze sobą, by mu się tu nie rozpłakać.
- Powinnam Cię zabić.
Przywitała go tymi oto słowami. Gdyby zrozumiała znaczenie słów, które ją obudziły, zapewne odpowiedziałaby trochę inaczej, ale sens pewnie byłby ten sam.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 15/11/17, 01:23 am

Nie mogło to być piekło, ponieważ czuł że oddycha, że serce mu bije i że może oddychać. Piekło wyglądałoby znacznie inaczej, a ten cholerny sufit znał na pamięć. To było skrzydło szpitalne a dokładniej, sala chorych której nienawidził. Nienawidził jej wtedy, kiedy on w niej leżał. Chciał podjąć próby podniesienia się, mimo odczuwalnego bólu w niemal całym ciele, to zaraz przed okiem ujrzał znajomą twarz.
- Anna...
Rozpoznał ją od razu. I widział jak wyglądała. A jej znaczenie jej słów, dopiero zrozumiał. Nie uśmiechnął się, ale patrzył poważniej. Czuł w sobie poczucie winy, wstyd i bezsilność.
- Śmiało...
Odparł całkowicie szczerze, patrząc jej wprost w oczy. Zawiódł. Wiedział o tym.
- Co z Erykiem?
Zapytał, słabo ale dawał radę zaraz po przebudzeniu gadać. Musiał wiedzieć, czy jego przyjaciel cudem przeżył, czy jednak nie. Jeżeli nie, to nie miał po co żyć. Ojciec go pewnie teraz przeklina za nie wywiązanie się ze swojego zdania. Jared jednak nie wiedział, ile jego ojciec może wiedzieć o jego romansie z wampirzycą. Bo jeżeli tak, to raczej jest skończony. I lepiej jeżeli siostra go dobije. Sama z kolei zaoferowała mu ofertę.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 16/11/17, 01:42 pm

To nie był sen, choć początkowo tak się jej wydawało. Myślała, że jej umysł znowu robi sobie z niej żarty, że znowu widzi coś, co nie dzieje się poza jej głową. Ale nie - tym razem było inaczej. On naprawdę się obudził i spojrzał na nią. Rozpoznał ją.
- Nie inaczej braciszku. Tak szybko to się ode mnie nie uwolnisz. Jeszcze trochę będziesz się musiał ze mną pomęczyć.
Oznajmiła mu, nie mogąc przestać się do niego uśmiechać. Te ostatnie dni wydawały jej się wiecznością, więc gdy wreszcie to się stało, że się obudził, mimo zmęczenia, nie umiała zapanować nad swoją radością.
Widząc, że próbuje się podnieść, położyła mu rękę na ramieniu i nacisnęła na nie lekko, nie chcąc sprawić mu tym bólu. Musiało go wszystko boleć, chyba że leki przeciwbólowe jeszcze działały. Miała nadzieję, że tak właśnie jest, bo biorąc pod uwagę ilość obrażeń z jakimi go tu przywieziono, ból pewnie będzie nie do zniesienia.
- Nie wstawaj. Lepiej będzie, jeśli nie będziesz na razie bardzo się ruszał.
Nic więcej na razie nie mówiła na temat tego co powinien, a czego nie powinien robić. Wiedziała, że jej brat jest uparty, ale ona również. Czasem odnosiła wrażenie, że nawet bardziej, niż on. Tak, miał pecha, bo póki Anna będzie pilnować go, to nosa nawet nie wyściubi poza brzeg łóżka, póki nie wyzdrowieje.
- Myślałam o tym, ale wiesz co... to  byłoby za łatwe... zabić Cię. Jednak jeśli jeszcze raz wywiniesz taki numer, naprawdę wyciągnę Cię z tego tylko po to, by później Cię własnoręczni udusić - zabrała rękę z jego ramienia. - Ale o tym będzie jeszcze czas porozmawiać. Teraz powinieneś tylko odpoczywać.
Jej brat chyba jednak nie chciał odpoczywać. Był słaby, a nawet bardzo słaby, a mimo to jego umysł był na tyle trzeźwy, by przypomnieć sobie o Eryku. Słysząc imię drugiego łowcy, który był z nim tam wtedy, zakuło ją w serce. Jared, choć odzyskał przytomność był w naprawdę złym stanie. Nie mogła powiedzieć mu teraz, że Eryk nie żyje.
- Mówiąc, że masz odpoczywać, miałam też na myśli, że masz nie gadać. Potrzebujesz teraz dużo sił - nie marnuj jej na gadanie.
Była stanowcza. On jednak nie był głupi. Na pewno nie umknie mu to, że całkowicie zignorowała jego pytanie. Musiała szybko coś wymyślić. Na szczęście rozwiązanie przyszło samo.
- Muszę poinformować innych, że się obudziłeś. Tylko pod takim warunkiem pozwolili mi siedzieć cały czas przy Tobie. Zaraz wrócę z kimś.
Uśmiechnęła się do niego na odchodne i szybkim krokiem ruszyła do drzwi. Jeśli nie zrobił nic niepokojącego, po prostu wyszła z sali i skierowała się do pokoi, gdzie znajdowali się medycy.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 16/11/17, 02:10 pm

Potwierdziła że to ona a nie inna Święta Anna. Chociaż, takiej to by w piekle nie ujrzał. Prędzej mógłby Lucyferowi buty całować za przyjęcie z otwartymi rękoma do piekła. Sytuacja jednak była inna, a on dalej żył.
Po jej słowach nie wiedział, czy się z tego cieszyć czy nie. Kiedy Anna była mała, to matka z nim często siedziała i go pilnowała. Wiedząc, jak uparty być potrafił i wnerwiający lekarzy. Bez środków uspokajających się nie obeszło. A gdy często go usypiano, było spokojnie z nim jak z niemowlęciem. Nie ma co ukrywać, że jako dzieciak w pieluchach nigdy rodzicom nie dawał pospać w nocy.
Chciał się podnieść, ale z jękiem padł na poduszki. Leki przeciwbólowe przestały działać i bolało go wszystko, czego jednak nie chciał okazywać. Odezwał się w nim twardziel, uważając że łowca wszystko zniesie. Czuł jednak, że jakoś nie bardzo może poruszać prawą nogą. Chciał sprawdzić dlaczego, ale siostra nie pozwoliła mu nawet usiąść. Spojrzał na nią, zastanawiając się, czemu go nie zabije.
- Więc to zrób, zanim zanim zrobi to ojciec.
Powiedział wręcz poważnie tak, jakby faktycznie nie miał ochoty do życia. Jakby szukał śmierci z czyjejś ręki. Po tym wszystkim, nie potrafiłby nawet spojrzeć na siebie. Odczuwając winę za to co się stało. W dodatku siostra nie odpowiedziała na jego pytanie. Może i był idiotą, ale nie głupi, co słusznie zauważyła Anna. Uniknęła odpowiedzi i zmieniła nagle temat. Tym razem postawił na swoje.
- Co z Erykiem?! Odpowiedz!
Normalnie aż podniósł głos, przez co zapiekła go klatka piersiowa. Rana po "rysunku" wykonanym przez wampirzycę, zapiekła go bowiem jeszcze nie zagoiła się. A proces regeneracji ludzkiej trwa nieco wolniej niż u wampirów. W tym też momencie Jared znów próbowałby się podnieść, ale nie zrobił tego w obecności Anny. I tak go zbyła, mówiąc że idzie po kogoś.
- Cholera.
Przeklął do siebie, zostając samemu. I tutaj postanowił wykorzystać sytuację jej nieobecności. Z trudem i bólem, podniósł się na łokciach, zaciskając zęby. Spojrzał na pościel i odkrył kołdrę, będąc z niemałym szoku, że jego prawa noga jest całkowicie usztywniona. Nie mógł zginać w kolanie a co dopiero jej podnieść. Wtedy przypomniał sobie, co wampirza suka mu zrobiła. Obejrzał się jeszcze w stronę wejścia do sali, czy nikt nie idzie. Zsunął nogę na podłogę, a za nią drugą. Wstał, ale zachwiał się i upadł na podłogę jęknąwszy z bólu. Jego ręce były porządnie osłabione. W końcu przedramiona miał przebite i musiały zostać zszyte i zabandażowane. Nie da rady utrzymać w nich nic większego. Nie miał jak na razie w nich siły. Nawet broni by nie utrzymał. Próbował się podnieść, łapiąc za poręcz łózka i wtedy dostrzegł, przy jakim został położony. Znów pewnie będą chcieli go przywiązać. Ciężko było się mu podnieść, ale przesunął się w stronę szafki. Grzebiąc w niej, szukał czegoś ostrego. Nie znalazł. Próbował wstać, podpierając się łóżka i szafki, ale nie dawał rady. Znów siedział na podłodze. Zaczął przy meblach szukać czegoś wystającego. Ostrego. Jak śruba. Zamiast tego, miał przecież pasy bezpieczeństwa. A jakby się tak powiesić? Jeżeli prawdą było, że Eryk nie żyje, bo siostra nie chciała mu prawdy powiedzieć? Zawiódł przyjaciela, ojca, rodzinę. Po co więc ma żyć? Zakochał się w potworze, który doprowadził go do poniżającego stanu. Nadal kochał wampirzycę i nie potrafił się od tego uczucia uwolnić. Kochał i nienawidził. Że aż chciał to wszystko skończyć inaczej...
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 16/11/17, 03:10 pm

Mimo krzyku swojego brata, nie cofnęła się, chociaż czuła, że powinna. Nie mogła mu jednak powiedzieć, że Eryk nie żyje! Jeszcze nie teraz... Chciała go chronić, bo wiedziała, że będzie się obwiniał. Nie wiedziała, co się tam wydarzyło, co ich spotkało, ale jakoś ciężko było jej uwierzyć w to, że to mogła być jego wina. Niestety, ale śmierć łowców nie była rzadkością. Chciałaby, by było inaczej, ale tak nie było...
Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi, od razu ruszyła biegiem wzdłuż korytarzu. Nie miała zamiaru marnować czasu na spacer, kiedy jej brat po pierwsze odzyskał przytomność, a po drugie został sam. Wiedziała, jaki potrafił być nieodpowiedzialny, jeśli w grę wchodziło jego zdrowie. Zostawiając go samego, oczyma wyobraźni, już widziała, jak próbuje wstać z łóżka. Naprawdę chciała wierzyła w to, że tego nie zrobi, ale... doświadczenia miała inne.
Kiedy znalazła się przed gabinetem, gdzie powinna znaleźć lekarza, który był odpowiedzialny za leczenie Jareda, od razu weszła do środka, nie zaprzątając sobie głowy pukaniem. Kiedy znalazła się w środku, kilka par oczu spojrzało w jej kierunku. Jej spojrzenie prześlizgnęło się po twarzach zebranych tu osób. Spośród nich, szukała tylko dwóch - matki i tego konkretnego medyka. Jej nie widziała.
- Jared się obudził.
Powiedziała tylko, na co jego lekarz prowadzący poderwał się z miejsca. Ann, nie czekając, aż on wyda jakieś polecenie pozostałym, wskazała na kobietę, która od niedawna tu pracowała i powiedziała do niej.
- Idź po Panią Chamberlain i powiedz jej, że Jared się obudził i by zaraz tam przyszła.
No, proszę, proszę... Anna umiała być dosyć stanowcza, jak trzeba. I do tego rozkazywać osobom, które były starsze od niej o dziesięć, a może i więcej lat. Pewnie jej brata to bardzo by nie zdziwiło. W końcu sama nie raz mu rozkazywała.
Kiedy zobaczyła, że kobieta się zbiera, podeszła do mężczyzny. Nim jednak wyszli z pomieszczenia, ten rzekł:
- Jeszcze zawiadom dowódcę...
- Nie! - Zawołała Anna, spoglądając na mężczyznę. - Jest zajęty. Sama później to zrobię.
Skłamała, ale nie chciała, by nagle do sali wparował jej ojciec. Dalej nie minęła jej złość na niego. Nie chciała go widzieć na oczy. Poza tym jego zawiedzione spojrzenie i zarzuty wobec syna, nie pomogą teraz Jaredowi.
Dziewczyna miała dopiero piętnaście lat i pewnie normalnie medyk nie pozwoliłby sobie na takie traktowanie przez smarkulę. Wiedział jednak, co ostatnio przeżywa jej rodzina. Do tego była córką Briana, więc przymknął oko na jej zachowanie. Pozwolił się poprowadzić do sali, a kiedy do niej weszli, przypomniał sobie, jakim męczącym pacjentem bywa Jared.
Anna, kiedy ujrzała swojego brata poza łóżkiem, zrobiła się jeszcze bledsza, niż była dotychczas.
- Jared! - Zawołała i zaraz podbiegłą do niego, by mu pomóc, by mógł się na niej wesprzeć i dać odrobinę wytchnienia zmaltretowanemu ciału.
Za jej przykładem poszedł mężczyzna, który złapał Jareda z drugiej strony. W przeciwieństwie do Ann był zdecydowanie silniejszy, więc było mu łatwiej go utrzymać.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 16/11/17, 04:10 pm

Ich ojciec nie było dowódcą. A jeżeli dowódcy w Siedzibie nie było, to faktycznie mogli jego wzywać jako jednego z dwóch zastępców. Czasami przedstawiciele takich stowarzyszeń, musieli wyjeżdżać służbowo do innego kraju, w celach politycznych i bezpieczeństwa między krajami przed wampirami. W tym momencie wszystko teraz mogło spoczywać na wysoko postawionym Chambeerlainie.
Jared zawsze kombinował i denerwował lekarzy. Zamiast leżeć, tak i teraz się ruszył. Sądził, że będzie wstanie cokolwiek zrobić, wyjść, znaleźć Eryka. Nawet nie pomyślał, że ktoś może leżeć za zasłoną po tej stronie, po której właśnie siedział przy swoim łóżku. A może to Eryk? Aż zapragnął to sprawdzić. Może jednak przeżył? Jakimś cudem go uratowano? Skoro on żył...
Nie zdążył jednak ani się powiesić na pasku, który już przygotowywał do tego, by sobie zapiąć na szyi, jak i zajrzeć za zasłonę. Anna szybko wróciła z lekarzem. Usłyszał jej imię, co sprawiło że automatycznie na nią spojrzał, z grymasem bólu na twarzy. Naruszał wszystkie swoje rany, a co gorsza, mógł doprowadzić do tego, że jeszcze się otworzą. Nie obchodziło go to.
"Szlag..." - przeklął w myślach, domyślając jak to się skończy. Nawet zabić mu się nie pozwolą. Szarpał się, jakby chciał udowodnić, że sobie poradzi, ale był za słaby na cokolwiek innego, jak tylko ulec sile lekarza i siostry. Znów znalazł się na łóżku, na którym zapewne wymuszono na nim by leżał.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 16/11/17, 05:47 pm

Nie chciała sprawić mu bólu, ale się nie dało. Jared mając w nosie swoje zdrowie, wyrywał się jak zwierze schwytane w sidła, przez co ona musiała mocniej zaciskać palce na jego ramieniu. Podobnie lekarz - on również zacisnął mocniej ręce na jego, by ten mu się nie wyrywał. Już... znał tego chłopaka na tyle, że wiedział, jak niepokorny być potrafi.
Oboje doprowadzili go do łóżka, po czym położyli go na nim. Jeśli się wyrywał, to pewnie musieli go zmusić, by się wreszcie położył. Anna oddychała szybko. Było widać, że jest zła. Stała przy łóżku i patrzyła na niego, a jej oczy ciskały gromami.
- Ty naprawdę jesteś idiotą!
Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że podniosła głos. Na szczęście oprócz Jareda w sali nie było nikogo innego, kto potrzebowałby hospitalizacji, dlatego Ann mogła krzyczeć na swojego brata. Była zmęczona, a teraz jeszcze wkurzona.
- Anno, spokojnie.
Dziewczyna spojrzała na lekarza, napotykając jego spojrzenie. Nie wyglądał na złego, ale nie sprawiał też wrażenia osoby zadowolonej. Nawet jeśli Jared leżał w sali sam, to cały czas był szpital.
- Okay, okay... przepraszam - uniosła ręce w obronnym geście i spojrzała na brata. - Następnym razem przypnę Cię do łóżka. Skoro masz gdzieś, co z Tobą będzie...
Mówiąc to, odsunęła się. Wiedziała, że po tym, czego byli świadkiem, będzie trzeba sprawdzić kawałek po kawałku rany Jareda, czy któraś się nie otworzyła, kiedy ten szarpał się jak zarzynany.
Medyk, który przybył tu za nią od razu przeszedł do rzeczy. Na początku rzucił okiem tylko na opatrunki, by sprawdzić, czy przez któryś nie zaczyna przesączać się krew.
- Czy coś Cię boli? - zapytał Jareda, nie przestając go oglądać. - Czujesz jakieś ciągnięcie, pieczenie?
Nawet jeśli krwi nie było jeszcze widać przez bandaże, nie znaczyło to, że zaraz się nie pojawi. Nie chciał jednak już w tej chwili zmieniać wszystkich opatrunków. Nie będzie miał jednak wyjścia, jeśli odpowiedzi Jareda będą niejednoznaczne, albo nie daj Bóg pojawi się ta nieszczęsna krew.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 16/11/17, 09:24 pm

Uspokoił się dopiero, jak leżał na łóżku i druga próba nie powiodła się ze wstawaniem. W dodatku narobił sobie jeszcze więcej cierpienia. Wszystkie rany jakie posiadał na ciele  go bolały. Przedramiona, miejsce po utraconym oku, noga i klatka piersiowa. Również i inne, jeżeli jeszcze coś mu się nazbierało. Nie dość że osłabiony, to jeszcze miał siłę się wywalić z łóżka. Próbować wstać i sobie nie wiadomo gdzie pójść. Tutejszy lekarz, który stał przy jego łóżku z jednej strony, chyba był jedynym który był wstanie cierpliwie podejść do swojego młodego u upierdliwego pacjenta.
Jared nie reagował na słowa siostry. Jakby wszystko było mu jedno co z nim będzie. Dłonie zacisnął w pięści. Słabo, bo nie miał za bardzo siły. Ale to był znak nie tylko jego nerwów i bezsilności ale i bólu jaki odczuwał, fizycznie i psychicznie.
- Wszystko...
Odpowiedział krótko, nie zamierzając się patyczkować w wymienianie po kolei swoich części ciała. Warto zwrócić uwagę, że niezbyt przyjemnie się odezwał. Ale skoro pytano go o zdanie, to odpowiedział.
Jeśli zaś mowa o jego ranach, na nodze nie działo się nic. Miał tylko zwichniętą, co wymagało usztywnienia i naprostowania jej, więc obaw o jakiś krwotok nie było. Głową też nigdzie nie walnął, ani też nie grzebał w zabandażowanym oku, także i tutaj nie było obaw. Inna jednak sprawa miała się z jego rękoma. Niby z początku nic się nie stało, to jednak później bandaż zaczynał powoli zmieniać barwę od wewnętrznej strony. Najwyraźniej przeciążył przedramiona i mogą wymagać zmiany opatrunku oraz ponownego zszycia rany. O ile nie było gorzej. Zapewne dostanie mu się za to. Lecz czy się tym przejmował?
- Czemu nie chcesz mi powiedzieć prawdy?
Dość poważnie, skierował swoje słowa do siostry. Doskonale zdając sobie sprawę z tego, że powinna wiedzieć o co pyta. O kogo pyta. W jego jedynym oku można było wyczytać gniew, bezsilność, rozpacz i cierpienie. Wszystko. Nawet brak chęci do życia.
- Żyje czy nie?!
Warknął po chwili, znów próbując się podnieść. Jakby miał wrażenie, że do jego siostry nie docierają jego słowa.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 17/11/17, 11:29 pm

Postanowiła na razie trzymać się na uboczu i działać komuś, kto miał za sobą już ponad dziesięć lat doświadczenia w tym zawodzie. Wiedziała, że w tej chwili mogłaby tylko przeszkadzać. Ponadto czuła, że teraz przede wszystkim się uspokoić. Normalnie umiała znieść o wiele więcej, ale zmęczenie tak bardzo dawało jej się już we znaki, że zrobiła się bardzo drażliwa, więc wystarczyło jedno spojrzenie nie tak, by ją zdenerwować, a Jared robił znacznie więcej.
Harry - bo tak miał na imię medyk, który przybył tu razem z Ann, uważnie przyglądał się bandażom. Na stwierdzenie Jareda, tylko kiwnął głową. To zrozumiałe, że czuł ból całego ciała, każdej jednej kończyny, ale jemu chodziło o ten konkretny rodzaj bólu, który mógłby świadczyć o tym, że z jego ranami jest coś nie tak. Na szczęście - dla Jareda, dojrzał, że bandaże na ramionach zaczynają powoli zabarwiać się na czerwono. Westchnął, prostując się.
- Dwie rany zaczęły krwawić. Musimy teraz ściągnąć opatrunki i zobaczyć, czy to po prostu rana się lekko otworzyła, czy szwy całkowicie puściły - widząc jednak, w jakim tempie plama czerwieni na bandażach się powiększa, wątpił, by szwy przetrwały. Nie wiadomo, w końcu, co chłopak wyprawiał, kiedy ich tu nie było.
Słowa wypowiedziane przez medyka wbrew wszystkiemu, nie były skierowane do Jareda. Ann nie od razu skojarzyła, że mówi do niej. Dopiero gdy na nią spojrzał, otrząsnęła się.
- Anno, idź do zabiegowego po narzędzia i świeże opatrunki. Weź jeszcze lekki przeciwbólowe i znieczulenie. Obawiam się, że będziemy musieli Twojego brata szyć.
Mówiąc to, spojrzał na Jareda.
- W innych okolicznościach kazałbym Cię przenieść, ale nie chcę ryzykować, że jeszcze jakieś szwy puszczą.
Ewidentnie medyk chciał powiedzieć coś jeszcze, ale w tej właśnie chwili głos postanowił zabrać Jared, Widocznie znudziło mu się to całe ignorowanie jego osoby i pytań.
Ann kiwnęła głową lekarzowi i kiedy miała iść w stronę drzwi, to Jared musiał znowu ją zaatakować. Nie mógł widzieć jej twarzy, ponieważ stała do niego tyłem, ale gdyby tylko mógł, to może zechciałby połknąć własny język. Ręce dziewczyny zacisnęły się w pięści, po czym się rozluźniły.
- Eryk nie żyje.
Rzuciła, próbując za wszelką cenę zapanować nad łamiącym się głosem. Nie chcąc słyszeć więcej jego pytań, szybkim krokiem podeszłą do drzwi i zaraz za nimi zniknęła, niemal nimi trzaskając. W sali został tylko Jared i medyk, który słysząc, że chłopak wreszcie uzyskał odpowiedź na swoje pytanie, od razu na niego spojrzał. Nie chciał łapać go za ramiona, by nie uszkodzić jeszcze bardziej jego i tak nadwyrężonych już ran. Z tym chłopakiem jednak nie dało się inaczej!
- Spokojnie! - Nie krzyczał, ale mówił dość stanowczo, żeby wziąć jego słowa na poważnie. Napierając na jego ramiona, chciał zatrzymać go na łóżku. - Opanuj się chłopaku i leż.
Ech, Harry bardzo żałował, że chociaż jedno z dzieci Chamberlain nie wdało się w Nicole. Życie wszystkich może byłoby wtedy zdecydowanie łątwiejsze...
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 17/11/17, 11:46 pm

Normalnie czuł się ignorowany. Jeżeli nie siostra, to chociaż lekarz mógłby mu udzielić odpowiedzi. Ale nie, oni gadali tylko o tym, by znów opatrzeć jego rany, bo coś tam naruszył. Widocznie cała ta sytuacja go tak dobijała, że nie do końca rozumiał swojego medyka o co mu chodziło, w pytaniu o rany. Dlatego młody łowca określił się ogólnikowo. Ból czuł na całym ciele. A najgorzej można by powiedzieć, że w przedramionach, które przecież miał przebite mieczem na wylot. Zatem rany trzeba było szyć na jednej ręce z obu stron. Któreś szwy mogły puścić, albo nadwyrężył za mocno ręce i krew wydostała się z ran. To dlatego, że próbował się podciągać na rękach jakk upadł. Złapać czegokolwiek, by móc wstać. Siły jednak go opuściły i nadal wyglądał na osłabionego.
Lecz jego ostatnie słowa mocno zadziałały na Annę. Odpowiedziała mu, ale jej głos był jakiś inny.
"Eryk nie żyje..." - Te słowa odbiły się w jego głowie niczym echo. To wystarczało, by się zamknął. Siostra wyszła, a on z szokiem na tę informację, zmuszony przez lekarza, położył się, gapiąc jednym okiem w sufit. Nie wiedział co ma powiedzieć. Zabił przyjaciela. A ten prosił go o zabicie wampirzycy. Zawiódł.
- Nie dało się go uratować?
Zapytał lekarza, przenosząc spojrzenie jedynego swojego oka na medyka.
- Nawet... Podając krew wampirzą?
Teraz to pewnie mu na głowę porządnie padło, jakby chciał ratować człowieka wampirzą krwią. Jakby teraz nagle uwierzył, że to możliwe. Bo skoro wampirza krew powoduje ich większą regenerację, to czy jakby się ją podało Erykowi, przeżyłby? Wyrzuty sumienia brały górę. I kto wie, czy Jared nie czekał na Anne, aż ta wróci do sali... z narzędziami.
I cóż, Chamberlainowie widocznie mieli silne geny "przywództwa" i "upartości". A co więcej, upierdliwego zachowania i denerwowania innych. Może gdyby Nicole zechciała mieć trzecie dziecko, urodziłaby z genami bliższymi jej?
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 19/11/17, 10:58 am

Anna w swoich postanowieniach nie była sama - również lekarz uważał, że z informacją o śmierci Eryka należało poczekać, aż będą mieli pewność, że z Jaredem jest wszystko dobrze. Nie wiedzieli w końcu, jak się zachowa, co zrobi kiedy dowie się o śmierci młodego łowcy. Byli w końcu przyjaciółmi.
Harry usiadł na skraju łóżka, zastanawiając się, jak dużo powinien mu powiedzieć bo to, że musi coś powiedzieć, było pewne. Jared na pewno teraz im nie odpuści. Będzie pytał, aż uzyska wszystkie interesujące go odpowiedzi. Nie było sensu nawet próbować coś przed nim zataić.
- Eryk nie żył już, jak go tu przynieśli - odparł chłopakowi zgodnie z prawdą.
Słysząc drugie, desperackie pytanie w jego odczuciu, pokręcił głową.
- Jared, przecież wiesz, że to tak nie działa.
Nie tłumaczył mu nic więcej. Nie miał zamiaru wchodzić w jakąkolwiek polemikę z nim na ten temat. To był dość ciężki i skomplikowany temat, tak samo jak badania, które wciąż prowadzi się nad wampirzą krwią. Zresztą, nawet gdyby zdążyli podać Erykowi na czas krew on... i tak by umarł. Z tego, co pamiętał Harry, obrażenia chłopaka były tak wielkie, że nikt nie zdołałby mu pomóc. Chyba tylko sam Bóg...

Gdy tylko znalazła się za drzwiami, poczuła się tak, jakby miała zaraz się udusić. Czuła, jak przyspiesza jej tętno i oddech, a na czole pojawiają się kropelki potu. Zmęczenie, strach i stres wywołały u niej reakcję zbliżoną do ataku paniki. Żałowała, że uległa bratu, że mu o wszystkim powiedziała. Nie powinna tego robić, był jeszcze za słaby.
Próbowała się uspokoić. Na szczęście - dla niej, nikogo akurat nie było na korytarzu, więc nie musiała się obawiać, że nagle ktoś stwierdzi, że skoro sama, z własnej woli, nie chce odpocząć, to może trzeba ją zmusić. Lekki nasenne odcięłyby ją w kilka chwil i pozwoliłyby na minimum ośmiogodzinną regenerację jej organizmowi. Wiedziała, jak to działa, bo sama nie raz podawała te leki.
Na sztywnych nogach ruszyła do najbliższego pokoju zabiegowego. Z jednej z szafek wyciągnęła torbę, w której już były wszystkie sprzęty. Starano się dbać oto, by w każdym pokoju zabiegowym była chociaż jedna taka torba, ponieważ takie rozwiązanie bardzo ułatwiało pracę. W zależności od tego, gdzie medyk musiał się udać, wystarczyło, że zabierze taką torbę ze sobą i nie będzie musiał się martwić, że o czymś zapomniał. Anna uzupełniła ją tylko o kilka bandaży, bowiem te, co były w ekwipunku, wystarczały na doraźną pomoc.
Mając już wszystko, ruszyła w drogę powrotną. Kiedy weszła, obrzuciła obu mężczyzn wzrokiem. Mina lekarza była zacięta. O czym rozmawiali, kiedy jej nie było? Ech, pierwszy raz nie chciała znać prawdy.
- Mam wszystko. Czy jeszcze coś wygląda podejrzanie, czy tylko te ramiona?
Oczywiście pytanie było skierowane do medyka. Jareda postanowiła na razie ignorować. Bała się, że znowu na nią naskoczy, dlatego nie miała zamiaru dawać mu kolejnego powodu do tego. Musiała zachować spokój, ponieważ zaraz będą może znowu musieli go szyć. Nie mogła się znowu zdenerwować, bo tym razem lekarz na pewno wyrzuci ją za drzwi.
- Nie - odpowiedział Annie, spoglądając na nią. - Całe szczęście tylko to. Daj tą torbę.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 19/11/17, 08:16 pm

Więc już wtedy był martwy. Jared zamknął oko, czując ogromne wyrzuty sumienia. Zacisnął dłonie w pięści, a użycie siły i napinanie ramion, mogło prowadzić do zwiększenia ubytku krwi. Miał to gdzieś. Nawet ignorował ból jaki dawały mu ręce i inne części ciała. Rany go piekły, ponieważ leki znieczulające przestały dawno działać, jak jeszcze był nieprzytomny. Nie wdawał się także z dyskusję z lekarzem, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że eksperymenty z krwią wampirzą nie zostały jeszcze przeprowadzane a na martwym człowieku tego nie wykonają.
Wtem wróciła Anna z torbą medyczną. Jared słysząc hałasy jakie wydawała siostra, otworzył oko i spojrzał na sufit. Będą go znów ciąć? Zszywać?
- Zostawcie mnie...
Chciał być sam. Choć pewnie to nie było możliwe z ich strony. Nie wiadomo co głupiego mu chodzi po głowie. Ojciec pewnie nie chce go znać. A matka? Nie wiadomo. Jej tutaj też nie było. Zawiódł rodzinę, więc i jego tutaj być nie powinno. Przyniósł ojcu wstyd. Wiedział, że będzie przesłuchiwany, bo jako jedyny przeżył ten atak. Co ma im powiedzieć? Jak miał kłamać? Jak powiedzieć prawdę? Czy w ogóle mówić prawdę? Czy lepiej kłamać? Szum myśli, poczucie winy i... chęć zabicia się, wzięły nad nim górę.
- Chcę stąd wyjść...
Powiedział, zamykając oko z pod którego powieki spłynęła mu łza. Rozpaczy, nienawiści do siebie, utraty przyjaciela, poczucia winy. Czuł się w tej chwili bezwartościowy. Nawet rodziców tutaj nie było. Zacznie im się znów rzucać, jeżeli nie zrobią tego co on chce. W końcu był jednym z trudniejszych pacjentów. A niech tylko spróbują mu dać zastrzyk. Od razu im zwieje z tego łóżka.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 20/11/17, 10:05 am

Tak, jak ją poproszono, tak zrobiła - podeszła do medyka z torbą i postawiła ją na krześle i odsunęła się trochę. W tym czasie Harry wstał z łóżka i nachylił się nad torbą. Żadne z nich nie odzywało się do Jareda. Anna tylko patrzyła na niego ukradkiem, martwiąc się oto, co z nim teraz będzie.
Nie wyglądał na szczęśliwego. Sama by nie była, gdyby dowiedziała się, że jej przyjaciel nie żyje. I choć mu bardzo współczuła, to nie mogła dobrze go zrozumieć, bowiem nie wiedziała, co się tam stało - nikt nie wiedział, poza Jaredem.
Słowa chłopaka sprawiły, że w jednym momencie oboje na niego spojrzeli. Przyglądali mu się przez chwilę, zastanawiając się, czy się aby nie przesłyszeli. Zaraz jednak uznali, że to do niego podobne - nigdy nie chciał siedzieć grzecznie w skrzydle szpitalnym i słuchać poleceń tych, którzy starali się utrzymać go przy życiu.
- Nie będziemy bawić się w rozwijanie tych bandaży. Po prostu je rozetniemy i tak są tylko do wyrzucenia.
Medyk całkiem zignorował Jareda. Wyjął z torby nożyczki o zaokrąglonymi noskami ostrzy, których zawsze używali do rozcinania ubrań, czy jak w tym przypadku - opatrunków. Odwrócił się do Jareda.
Kiedy medyk całkowicie zignorował głupie gadanie chłopaka, ona wtedy zaczęła się mu przyglądać, w ogóle nie kryjąc się z tym. Coś... coś było nie tak, czuła to.
- Nigdzie stąd nie wyjdziesz. Jesteś ranny, krwawisz. Musimy sprawdzić, co się stało z Twoimi ranami, a póki tego nie zrobimy, nie masz prawa nigdzie stąd iść.
Drugie słowa Jareda nie zostały już przez nikogo zignorowane. Medyk już widział, że mimo pierwszych założeń, nie będzie tak łatwo, jak by tego chciał. Jego słowa były stanowcze. Nie miał zamiaru z nim dyskutować.
Anna lekko zamarła, kiedy zobaczyła łzę, spływającą z kącika zdrowego oka jej brata. To wszystko... jej wina. Wiedziała, że nie powinna mu o niczym mówić, że powinna zaczekać z tym. Dlaczego więc to zrobiła?! Matka pewnie wiedziałaby, co zrobić, ale jej tu nie było. Gdzie ona jest?!
- Jared - podeszła do niego i jeśli jej na to pozwolił, złapała jego dłoń. - Nigdzie stąd nie wyjdziesz. Nie możesz.
Powtórzyła to samo, co medyk. Chciała wierzyć w to, że ich posłucha, ale za dobrze znała swojego brata, by w to uwierzyć.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 20/11/17, 12:49 pm

Przebudził się jakiś czas temu i już miał owsiki w tyłku. Nie potrafił wyleżeć długich godzin. Co innego spać normalnie w nocy czy w dzień po pracy, ale jak miał zostać w skrzydle szpitalnym nie wiadomo ile i przykutym jeszcze do łóżka, nie wytrzymywał. Brak czynności go dobijał. Dlatego lekarze głowili się często co z nim zrobić, chcąc ratować jego życie lub zadbać o dobre warunki na gojenie się ran. Lecz Jared nikomu nie ułatwiał. Chyba lepiej z nim radziła sobie matka i obecny tutaj lekarz. Któremu ze względu na cierpliwość do tak upierdliwego pacjenta, przypisano właśnie Jareda. Ostatnio i Anna została wcielona do pomocy lekarzom, by nabywać doświadczenie i się uczyć. Ale też musiała często znosić humory i zachowania brata.
Po tych ostatnich przeżyciach, kiedy znów widział obrazy śmierci przyjaciela i pomiatania sobą przez wampirzycę, miał ochotę się zaszyć gdzieś, gdzie nikt nie będzie go widział. Zabić, by się od tego uwolnić. W tej chwili nie potrafił myśleć trzeźwo. Psychika mogła mu chwilowo wysiąść. Nie myślał trzeźwo, a obecna tutaj dwójka osób, niczego mu nie ułatwiała. Przynajmniej tak podpowiadał mu rozum. Lecz intuicja nakazywała cierpliwość i pozwolenie na pomoc sobie. Ale jej w tym momencie nie słuchał. Zbyt duże w sobie miał poczucie winy za śmierć Eryka.
Jak tylko usłyszał o rozcinaniu, spojrzał na Harry'ego, który jednocześnie odpowiedział na jego prośbę. Zaraz jednak młody łowca spojrzał w sufit, jako jedyne miejsce, które się go nie czepiało. Zacisnął zęby, by powstrzymać się od zabrania ręki medykowi, który jak wytłumaczył, chciał mu opatrzeć rany. Wtem poczuł dłoń siostry na swojej, co mimowolnie go zaskoczyło. Ciepło jej dłoni. Poluzował pięść, jakby jej dotyk działał na niego jak lekarstwo ukojenia. Odwrócił głowę w jej stronę (jeżeli stała po jego prawej, nie musiał głowy odwracać za bardzo, by dobrze ją widzieć), by spojrzeć na jej twarz.
- Więc mnie zabij...
Powtórzył swoje słowa z prośbą do niej. Wcześniej zażartowała, ale on wziął te słowa na serio.
- Zawiodłem... Eryk nie żyje... Ojciec mnie pewnie znienawidzi... Nie mam po co żyć... Jestem bezużyteczny... Nie zabiłem Jej...
Mówił o wampirzycy. Że zawiódł rodzinę, łowców. Udowodnił, że nie jest godny bycia łowcą, skoro pozwolił wampirzycy uciec. Że nie potrafił jej zabić. To była zasadzka miłosna, jakby chciano sprawdzić, czy Jared jest wstanie zabić wampirzycę, z którą się kochał. To był test dla niego uświadamiający, że wszystkie wampiry są takie same. Nie widział sensu życia, skoro wcześniej nie zrozumiał przekazu misji. Że nie wypytywał o szczegóły i nie domagał się istotnych informacji. A być może inaczej zorganizowałby jej zabójstwo jak i plan działania. Jared poprosił siostrę o to, by go zabiła. Nie zważając na fakt, że te słowa mógł usłyszeć nawet Harry. Zdaje się, że Jareda z taką psychiką nie będzie bezpieczne zostawić samego...
W jego oczach można było dostrzec tym razem niskie jego poczucie wartości. Rozpacz i ból. Brak chęci do życia, chyba że ktoś mu go da. A jak na razie, jedynie siostra była jego małym promyczkiem. Którego poprosił o coś, niewybaczalnego. O coś, nienormalnego. Ale możliwego do zrobienia.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 20/11/17, 09:31 pm

Jared naprawdę niczego nie miał zamiaru im ułatwić... Medyk czując na sobie jego wzrok, zaczął się obawiać, czy ten mu czasem nie zacznie się wyrywać. A nawet jeszcze nie zaczął grzebać przy jego ranie. Na razie chciał ściągnąć mu tylko zakrwawione opatrunki, by móc przyjrzeć się temu, co sam sobie zrobił, rzucając się jak dziki zwierz na uwięzi. Jeśli chodzi o tego chłopaka, to określenie to idealnie do niego pasowała. Wtem jednak stało się coś, co w sumie zainteresowało Harrego. Z odsieczą przybyła mu Anna. Widocznie opuszczenie na chwilę tego miejsca, pozwoliło jej zaczerpnąć innego powietrza i poukładać sobie trochę rzeczy w głowie, a do tego się opanować. Teraz, z tym spokojnym i współczującym wyrazem twarzy bardziej przypominała swoją matkę. Może to uspokoi choć trochę Jareda i pozwoli im działać. Swoją drogą, tych dwoje musiała łączyć naprawdę silna więź. Żeby wszystkie rodzeństwa się tak wspierały, jak oni - pomyślał medyk.
Gdy na nią spojrzał, ścisnęła mocniej jego dłoń. Chciała mu w ten sposób pokazać, że nie jest z tym wszystkim. On jednak miał to gdzieś - odpychał ich, ją.
- Jared, nie możesz mnie oto prosić - pokręciła głową.
Nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. To nie mogła być prawda. Jared nigdy by jej o coś takiego nie poprosił - a jednak.
- To wszystko... co mówisz, to nieprawda. Każdy ma prawo popełniać błędy, rozumiesz? Każdy - nawet Ty. Nie biczuj się. Czasu nie cofniemy...
Zdawała sobie sprawę z tego, że to wszystko, co do niego mówi, może być niczym innym, jak grochem rzuconym o ścianę. Musiała jednak spróbować. Skoro nie pomogło to, jak na niego krzyknęła, to może posłucha jej, kiedy mówi do niej spokojnie. Chciała w to wierzyć, ale każdy wiedział, jaki jest Jared. Ona wcale nie była lepsza.
Harry, który cały czas się przyglądał i przysłuchiwał całej tej rozmowie, zaczynał się trochę martwić o stan psychiczny chłopaka. Wszyscy skupili się na jego obrażeniach fizycznych, ale nikt - no, może prawie nikt, nie zainteresował się tym, co będzie, jak się obudzi i zda sobie sprawę ze śmierci Eryka. Większość bowiem wychodziła z założenia, że skoro jest łowcą, to jest świadomy tego, że każda misja może zakończyć się porażką. Tylko że zapominano o tym, że to była jego pierwsza tak poważna misja i że jest jeszcze całkiem młody...
Medyk miał zamiar wykorzystać to, że Jared jest zajęty rozmową z siostrą. Ostrożnie wsunął rękę do torby, próbując po omacku znaleźć strzykawkę i leki na uspokojenie. Jeśli młody łowca nie zechce posłuchać siostry i dać im się opatrzyć, będzie musiał go po prostu do tego zmusić. Miał tylko nadzieję, że nie dojdzie do szarpaniny. Ciężko wbić igłę w udo, kiedy pacjent się szarpie...
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 20/11/17, 11:14 pm

Nie mógł, ale zrobił to. Poprosił o odebranie sobie życia przez siostrę. Nie zdawał sobie sprawy z tego, że uświadomił ich oboje o jego pogarszającym się w tym momencie stanie psychicznym. Powodem było też zranione uczucie, że wystawiono go na próbę zabicia miłości. Już wcześniej kochał Annę więcej niż siostrę, ale oprócz tego, wampirzyca również skradła jego serce. Bo także go bolało. Że tak został wystawiony i schrzanił wszystko. Największa jego życiowa porażka. Nie tylko śmierć Eryka się do tego przyczyniła, ale również zranione uczucia.
Dotyk Anny działał na niego kojąco. Co było widać, że zajęty był rozmową z nią. Nie widział wstępnie, że Harry sięgał po najgorszą broń medyczną, jaka była strzykawka. A skoro oboje, Anna i Harry stali po tej samej stronie łóżka, Jared w sumie miał możliwość ucieczki. I wtedy, kiedy Anna skończyła mówić, jego wzrok powędrował na dłoń Harry'ego. To co zaraz zrobił, chyba było spowodowane nagłym podniesieniem adrenaliny ciśnienia paniki. Podniósł się i cofnął niemal tyłkiem prawie na poduszkę. Skrzywił się z bólu, bowiem ręce zaczynały go normalnie już bez żartów boleć. Dla osób z boku, jego zachowanie mogło wyglądać tak śmiesznie jak w cyrku. Jeżeli próbowano podejście z jej wbiciem mu w jakąkolwiek część ciała, to normalnie wywrócił się na stronę przeciwną, gdzie nikogo nie było. Najwyżej wydzwoni twarzą w drugie krzesło.
Ale biorąc pod uwagę to, że za rękę trzymała go Anna, próbował się wyrwać i standardowo zwiać... To nic, że wszystko go piekielnie bolało. Jeżeli udało mu się wywalić z łóżka i paść na kolano i podpierając się rękoma na podłodze, syknął z bólu i odruchowo też złapał klatki piersiowej. W końcu i tak miał ranę, która zapiekła przy nagłym poruszeniu się. Tak to bywa, jak się ma w rodzinie idiotę.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 22/11/17, 11:26 am

Pierwszy raz w życiu chyba oglądała brata w takim stanie. I był to dla niej prawdziwy szok. Nigdy nie widziała go tak załamanego i zniechęconego do życia. To bolało, bowiem nie wiedziała, jak mu pomóc. On oczywiście dał jej rozwiązanie, ale to w ogóle nie wchodziło w grę i lepiej, żeby drugi raz ją oto nie prosił. Odpowiedź bowiem będzie taka sama - nie zrobi tego.
Anna nie widziała, co Harry robi za jej plecami, ponieważ swoją uwagę w całości poświęciła bratu. Dopiero gdy Jared w nagłym przypływie sił, usiadł na łóżku i podsunął się niemal pod sam jego szczyt, zainteresowała się tym, co robi medyk.
Zaciskając mocniej palce na ręce chłopaka, spojrzała szybko za siebie. Widziała, jak Harry zamarł w bezruchu, z lewą ręką na wysokości piersi (w tej trzymał nożyczki), zaś z prawą zawieszoną ledwie kilka centymetrów nad torbą. Widziała, na czym zaciskają się jego palce. Nie umiała jednak z takiej odległości przeczytać, co było napisane na etykiecie maleńkiej fiolki. Domyśliła się jednak, że może to być coś... na uspokojenie. Sama, podczas rozmowy z Jaredem, zaczęła się zastanawiać, czy mu czegoś nie podać. Wzięła głęboki wdech i odwróciła głowę do brata.
- Jared, nie zachowuj się jak dziecko - skarciła chłopaka.
Nie było potrzeby by ten, w przypływie paniki, rzucał się z łóżka, ponieważ ani Anna, ani Harry, nie zrobili nic, co by mogło go do tego pchnąć. No chyba że w tym nagłym przypływie adrenaliny postanowił tak czy inaczej to zrobić. Kto go tam wie.
- Nawet nie wiesz, co trzyma w ręce, a Ty rzucasz się tak, jakby chciał Ci rękę odjąć na żywca! - Anna powoli zaczynała tracić cierpliwość zarówno do Jareda, jak i medyka. Wiedziała, że chce dobrze, ale dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.
Harry otrząsnął się z pierwszego szoku. Nicole nie byłaby zachwycona tym, co się tu właśnie działo. Dwoje ludzi nie umiało sobie poradzić z jednym pacjentem.
- Chciałem Ci podać lekki przeciwbólowe, ale skoro nie chcesz... - mówiąc to, schował do torby strzykawkę i fiolkę z lekiem, nim Jared zdąży poprosić, by mu ją podał. Wiedział, co wyczyta na jej etykiecie i nie chciał, by zaczął im wiać.
Mężczyzna przyglądał się mu, jego rękom, które napinał coraz to mocniej. Jeśli szwy do tej pory nie puściły, teraz zrobiły to na pewno.
- Pozwól tylko opatrzyć sobie rany i już mnie nie ma.
Skoro nie pomagało po złości, to... może po dobroci się uda.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 22/11/17, 09:31 pm

Skoro tak miała się sytuacja, to pozostał na łóżku, ale z kopa prądu wylądował na poduszce, wyżej niż powinien leżeć. Jared był w tak beznadziejnym teraz stanie psychicznym, że cokolwiek zrobi będzie zaskakiwało przebywających w jego obecności osób. Chciał umrzeć, ale widok strzykawki o dziwo zadziałał na niego inaczej. Niby duży chłopak, a jeszcze nie dorósł do tego by zaakceptować tę akurat igłę. Możliwe że to trauma przez częste zszywanie jego ran. Podobna sytuacja i to problematyczna teraz może się mieć w przypadku podjęcia prób, opatrywania jego ran na rękach.
Siostra go właśnie skarciła? Spojrzał na nią tak samo zniechęcony do życia co chwilę temu. Anna go jednak nie puściła. Czuł jak go dalej trzyma za rękę, to nawet się nie wyrwał. Wyglądało na to, że miała na niego inny wpływ. Ale jeżeli zaczną mu faktycznie szyć ranę, może być gorzej.
Leki przeciwbólowe? Nie ogarnął za pierwszym razem. Zsunął się na łóżku do pozycji leżącej, ale znów jak na ich złość, wyszarpnął rękę siostrze i odwrócił się na bok, plecami do nich. Było to jednak trudne do wykonania, zważając na usztywnioną prawą nogę w całości. Że będąc tak osłabionym, nie miał siły jej nawet podnieść. Więc jedynie częścią ciała się odwrócił, zabierając ręce do siebie. Bandaże przebarwiały się z jednej i drugiej strony. Może o to mu chodziło? Skoro rany się otworzyły, może pozwolić krwi sobie spłynąć? Spojrzał na swoje ręce widząc bandaże na przedramionach, będące już w barwie czerwonej cieczy. Umrzeć z ubytku krwi. Taka myśl krążyła mu w głowie. Nie bacząc na to, że tutaj stoją nadal Anna i Harry, Jared zaczął sam usilnie rozwiązywać niezdarnie bandaże, naruszając jakby ranę bardziej. W oczach mając tylko jedno - skończyć z tym życiem... Jego czyny były tak pewne siebie, że jeżeli go nie powstrzymają, to rozerwie sam bandaż i pozwoli krwi z lewej ręki wypływać z rany, brudząc już nie ważne co.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 23/11/17, 07:47 pm

To naprawdę zaczynał być jakiś cyrk. Tym razem nie tylko Annie zaczęły puszczać nerwy. Harry również musiał się bardzo pilnować, by nie zacząć się szarpać z chłopakiem, ale czy wtedy okazałby się od niego lepszy - nie. Czerpał siły z resztki cierpliwości, jaka mu pozostała, a... skoro się odwrócił do nich plecami - może jednak spróbować jeszcze raz z tym lekiem uspokajającym?
Anna jakby czytała w myślach medyka. Spojrzała na niego i choć czuła, że to może być najlepsze rozwiązanie w tej sytuacji, chciała z tym jeszcze trochę poczekać. Wyciągnęła do Harrego rękę.
- Daj mi te nożyczki, proszę - dodała na końcu, by później nie zarzucił jej przed matką, że jest niegrzeczna. - I proszę, zostaw nas samych.
Mężczyzna patrzył na nią z lekkim niedowierzaniem. Żeby dziecko - Anna w końcu miała dopiero (a może aż) piętnaście lat, mu rozkazywało. Z drugiej jednak strony... może jej samej lepiej uda się wpłynąć na brata. Niechętnie, ale podał jej nożyczki.
- Dobrze, ale jeśli mimo to nie pozwoli sobie pomóc, masz mnie wołać.
Nawet nie starał się mówić cicho. Chciał, by Jared był świadomy tego, że mu nie odpuszczą i jeśli nie pozwoli im po dobroci sobie pomóc, zastosują już dobrze mu znane techniki.
Anna odprowadziła Harrego wzrokiem, przez chwilę nie zwracając w ogóle uwagi na Jareda, który leżał na łóżku niczym obrażone dziecko i dłubał przy swoich ranach. Kiedy zobaczyła, co robi, wciągnęła gwałtownie powietrze w płuca. Obeszła łóżko, by znowu stać do niego twarzą. Nachyliła się nad nim, łapiąc jego palce tak mocno, jak tylko umiała, próbując je jednocześnie odciągnąć od bandaży.
- Na Boga, Jared! Przestań! - W tym głosie było wszystko - złość, zmęczenie, ból i bezsilność.
Ann męczyło to, że on wciąż i wciąż ją odtrącał, że nie pozwalał sobie pomóc. Wkurzało ją to, że był takim cholernym egoistą.
- Przestań, proszę Cię przestań! - Patrzyła na niego z góry i jeśli nie wyrwał ręki z uścisku jej palców, zacisnęła je mocniej. - Czy tak według Ciebie zachowuje się łowca? Poddaje się, użala się nad sobą i prosi najbliższych oto, żeby go zabili? A może prawdziwy łowca, mimo niepowodzeń, stara się podnieść i pomścić śmierć tych, którzy zginęli? No proszę, odpowiedz mi?! Takim chcesz być łowcą? Tak chcesz, by wszyscy Cię pamiętali - „to ten, co to się zabił, zamiast odnaleźć tą pijawkę i pomścić śmierć swojego najlepszego przyjaciela”. Tak chcesz zostać zapamiętany - by ojciec Cię tak pamiętał - puściła jego dłoń. - Jeśli tak, to jesteś zwykłym tchórzem...
Dziewczyna nawet nie myślała, że jest w niej tyle złości. Szczerze to trochę ją to przytłoczyło, ale z drugiej strony - przynajmniej nie myślała o tym, że swoimi słowami zrani Jareda. Tak, bardzo chciała wjechać mu na ambicję, wypomnieć mu śmierć Eryka, ale nie po to, by sprawić mu tym jeszcze większy ból i utwierdzić go w tym, że powinien się zabić, że to jedyne wyjście. Chciała go zmotywować, pokazać jak jego myślenie jest bezsensowne, że zachowuje się jak gówniarz.
- Co, dalej masz zamiar chować głowę w piasek, czy jak mężczyzna i prawdziwy łowca pomścić śmierć Eryka?
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 23/11/17, 11:34 pm

Słyszał o czym gadali, ale nie reagował. Zignorował ich, tak jak oni go wcześniej. Zareagował dopiero, kiedy Harry wychodził. A później Anna zaczęła się na niego wydzierać, powstrzymując go od rozwalania sobie bandaży z rąk. I wtedy zaczęła swoje przemówienie. Żeby piętnastolatka, taki miała wpływ na swojego brata. Jej słowa mocno wbiły się do jego serca i umysłu. Słyszał wyraźnie jej każde słowo.
"Zemsta?". "Pomścić?". - te słowa zrodziły się mu w głowie. Czemu by nie? Zebrać siły i raz jeszcze spróbować? Udowodnić, że potrafi naprawić swój błąd?
Nie szarpał się, kiedy go powstrzymała. Nie odezwał się także, a jedynie wpatrywał się w nią. Nadal jednak nie wyglądał za dobrze pod względem emocjonalnym. Nie mówiąc już o psychicznym. Ale zrobił coś innego. Ręką z rozwalonym nieco bandażem, resztkami swoich sił dosięgnął jej policzek i pogładził go wierzchem palców. Chyba to był ten moment, kiedy poczuł że kocha ją bardziej. Wpatrywał się w jej oczy, jakby były dla niego ukojeniem.
Ostatecznie, zamknął swoje oko, odwrócił głowę na wprost, tak samo ciało i po prostu leżał. Otworzył oko i spojrzał w sufit. Skrzywił się jednak, czując iż ból nie daje mu spokoju. Cały czas go wszystko bolało, ale chwilowo się uspokoił. Wyglądało na to, że ilekroć się wiercił, szarpał, wyczerpał swoje baterie. Był jej. Mogła z nim zrobić co chce. Widocznie potrzebował też czasu, aby przemyśleć wszystko.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 24/11/17, 10:03 pm

Patrząc na Jareda nie wiedziała, czego ma się teraz spodziewać. Obawiała się wszystkiego, co najgorsze, że ją odepchnie, każe jej iść do stu diabłów. To, co jednak zrobił, zaskoczyło ją. Nie myślała, że... jej słowa tak na niego podziałają.
Kiedy dotknął jej policzka, otworzyła ze zdziwienia oczy. Instynktownie złapała jego dłoń i ucałowała jej wierzch z wdzięcznością. Szybko jednak ją puściła zmieszana, kiedy pomyślała o tym, jakby to mogło wyglądać z zewnątrz, dla kogoś, kto nagle by wszedł do sali. Czuła się teraz trochę dziwnie, ale nie umiała powiedzieć dlaczego. Uznała w końcu, że to wina zmęczenia.
- Dziękuję.
Uśmiechnęła się do niego blado, kiedy ten odpuścił i nie szarpał się z nią więcej. Pomogła mu się przewrócić na wznak, wiedząc, że jeśli będzie próbował zrobić to sam, będzie go bardzo bolało. Z jej pomocą oczywiście na pewno nie było lepiej, ale może sama świadomość podziała na niego kojąco.
Spojrzała na bandaże na ramionach. Krwi było coraz więcej. Przez chwilę zaczęła się zastanawiać, czy nie powinna posłać po Harrego, by jej pomógł, ale z drugiej strony - skoro ją tu zostawił samą, widocznie umie już wystarczająco dużo, by sama mogła poradzić sobie z ponownym zszyciem ran, jeśli zajdzie taka potrzeba.
- Zaraz rozetnę Ci bandaże. Zacznę wpierw od lewej ręki - spojrzała na niego, a widząc, że grymas bólu wykrzywia mu twarz, dodała. - Jeśli chcesz, bym podała Ci coś przeciwbólowego, tylko powiedz.
Jeśli chłopak wyraził taką chęć, dziewczyna obeszła łóżko i z torby wyciągnęła strzykawkę z igłą i fiolkę z lekiem przeciwbólowym. Usiadła na brzegu łóżka i odszukawszy właściwą żyłę, zaaplikowała mu lek. Odczekała chwilę, aż lek zacznie działać i dopiero wtedy przeszła do rozcinania bandaży.
Przeszła na jego lewą stronę i wsunąwszy ostrze nożyczek pod opatrunek, zaczęła ciąć. Początkowo robiła to dość szybko, ale kiedy zaczęła zbliżać się do rany, zwolniła, starając się być bardzo ostrożną.
- Mów, gdyby coś Cię zaniepokoiło - nie miała zamiaru sugerować mu tego, co powinien czuć. Wiedziała, że ludzie wtedy czują wszystko, co powie im lekarz.
Jeśli nie pozwolił jej na podanie sobie leku przeciwbólowego, od razu przeszła do rozcinania bandaży. Wcześniej jednak wywróciła oczami z bezsilności.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 20


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 24/11/17, 11:09 pm

Anna była najwidoczniej jego lekarstwem. Ukojeniem. Zawsze lubił przyglądać się jej pracy. Nie miał nawet nic przeciwko temu, że na nim ćwiczyła swoje umiejętności opatrywania rannych i szycia ran.
Nie odpowiedział nic, kiedy ścisnęła jego dłoń i podziękowała. A pomoc w ułożeniu się odpowiednio, była poniekąd przydatna. Choć bez bólu się nie obeszło. Jedyne co miał sprawne w całym swoim ciele, to lewa noga. Bandaże na rękach faktycznie przesiąknęły krwią. A o podaniu leku przeciwbólowemu nic nie powiedział. Pozwolił jej działać. Jeżeli mu podała, to jedynie zamknął oko, a palce zacisnął na pościeli. Bo świadomość, że to strzykawka, napawała go niejakim lękiem. Musiał przeciwstawić się temu. To przecież prawie ta sama igła, którą szyto jego rany.
Nie miałby też nic przeciwko temu, jeżeli zawoła tutaj z powrotem wujka Harry'ego. W końcu to on miał tak samo duże pokłady cierpliwości do niego co Anna i ich matka.
Jared próbował nie utrudniać siostrze opatrywania ran. I lepiej zaś jeżeli mu ten lek podała. Inaczej ciężko mu będzie wytrzymać ból, który go męczył. Mógłby się wiercić i nie utrzymać ręki w jednym położeniu.
avatar

Tytuł : Łowca Wampirów
Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 7 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach