Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 12/11/17, 08:30 pm

Zima. Grudniowy koniec roku zbliżał się nieubłaganie. Okres po świąteczny. Wtedy zaś dwaj młodzi chłopcy, Jared i dorosły od niego o cztery lata Eryk, dostali zlecenie na zabicie wampirzycy. Krwiopijczyni, która była jednym z głównych wrogów do wyeliminowania. Jared wtedy nie wiedział, że mogło chodzić o tę, z którą się spotykał wcześniej, potajemnie. Nikt o tym nie wiedział, poza Erykiem. Nawet przyjaciel przed nim ukrył fakt, kogo przyjdzie im zabić. Ustalone to było z ojcem Chamberlaina, by nie zdradzać zbyt wielu szczegółów Jaredowi. Nie ma co ukrywać, że Brian był z tej wieści mocno wkurzony, ale przystał na warunki młodego łowcy. Tak zatem obaj, Jared i Eryk, udali się w zlokalizowane miejsce, gdzie widziano wampirzycę.
Był to stary budynek. Wyglądający jak rozpadający się kościół. Porzucony i zniszczony po innych bitwach na tych ziemiach. Posiadał on podziemia, jako idealne miejsce na przenocowanie dla wampirów. Był wieczór. Jared i Eryk zjawili się w wyznaczonym miejscu. Dwóch innych łowców obserwowało ich z zewnątrz. To była ich wielka szansa by wykorzystać swoje umiejętności i pokazać, że są godni bycia łowcami w młodym wieku. Wykazywali się dużą zwinnością, zręcznością, sprytem i inteligencją, że można było im powierzać poważniejsze misje niż zwyczajne zabijanie dzikich zwierząt jak i słabych wampirów. Dopiero co "narodzonych".
Rozdzielili się. Eryk zaszedł budynek kościoła od prawej strony. Jared od lewej. Dostał się do zaplecza księży, które było porządnie zrujnowane. Jakby ktoś to miejsce ograbił i doprowadził do zniszczenia. Szafki i stoły były porozwalane, a drzwiczki mebli nie trzymały się zawiasów. Podobnie było z meblami do siedzenia. Z mieczem w dłoni, jako odpowiednią bronią do zabicia wampira, przemierzał ostrożnie pomieszczenie. Lecz nikogo nie zastał. Wtem usłyszał hałasy mogące dochodzić z innej części budynku. Pobiegł za głosem i zaraz rozległ się krzyk. Dźwięki dobiegały z podziemi. Tam też zastał wampirzycę, siedzącą na Eryku, na jego plecach wykręcając jego prawą rękę za plecy i to dość mocno, że pewnie wyrwała mu ze stawu. Jego ręka wyglądała nienaturalnie odwrócona. Jego przyjaciel cierpiał z bólu. Jared stał osłupiały, parą swoich zdrowych oczu wpatrując się w szoku na kobietę w bieli. Serce mu waliło, w mózg pytał "dlaczego ona?". To była tak, którą mieli zabić. Za jej plecami leżały ludzkie szczątki. Świeże i martwe z przed paru dni. Nawet nie zorientował się, jak bardzo mogło tutaj śmierdzieć. Po czasie do jego nosa dotarł ten odór smrodu.
- Zabij ją!
Usłyszał od przyjaciela krzyk rozkazu. Lecz on nie potrafił.
- Masz odwagę mnie zabić? Jared?
Zapytała go urokliwie przemiłym głosem.
- Wiedziałeś kim jestem.
Powiedziała i nagle znalazła się przed nim, dotykając jego twarzy zimnymi jak lód dłońmi, ubrudzonymi od krwi. Zostawiając smugi na jego policzkach. A on nic nie zrobił. Stał jak zahipnotyzowany.
- Dlaczego...
Otrząsnął się i cofnął gwałtownie.
- Wiesz, że możemy być razem. Odłóż to. Bądźmy ze sobą na wieki. Kocham Cię.
Dalej go starała się omamić swoimi czułymi słówkami. Przekonać go do swojej miłości. Chciała mieć w nim swojego prywatnego rycerza, pionka i syna.
- Nie słuchaj jej! Zabij ją!
Wtrącił się Eryk, z bólem pleców jak i niemożliwości poruszania prawą ręką, próbował się podnieść na kolana i dostać do swojej broni. Jednocześnie nakłaniając Jareda do wykonania zadania. Po to tutaj przybyli.
Wampirzyca widocznie miała dość już gadki drugiego łowcy, więc korzystając ze swojej umiejętności telekinezy, rzuciła nim pod sufit, po czym na ziemię. Zadała mu dodatkowego bólu.
- Przestań!
Odezwał się Jared. Jakby przerażony tym co widział.
- Będzie nam przeszkadzał.
Powiedziała słodkim głosem i znów zjawiła się nad ciałem jego przyjaciela. Pochyliła nad jego szyją i uśmiechnęła do "ukochanego", wgryzając się po chwili w szyję jego towarzysza. Tutaj Eryk zacisnął zęby, ledwo już przytomny. W głowie mu szumiało, a ciało bolało. Dopiero wtedy coś ruszyło w młodym Chamberlainie. Uniósł miecz do góry i rzucił się biegiem na wampirzycę. Zrobił zamach, ale za wolno. Kobieta odskoczyła i znalazła się za nim. Odwrócił się i zamachnął ponownie. Nie był skupiony. Był zdekoncentrowany, że nie mógł w nią trafić. Aż w pewnym momencie dopadła ciała jego przyjaciela. Przy kolejnym zamachu mieczem przez Jareda, wykorzystała Eryka jako tarczę a ostrze przebiło jego brzuch. Moment szoku na twarzy obu mężczyzn i śmiech wampirzycy, która puściła ludzkie ciało. Eryk padł na ziemię, powoli umierając. Jareda błagając jedynie o jej zabicie. Tym razem dwudziestoparoletni łowca był tak roztrzęsiony, że ledwo już myślał. Ale emocje wzięły w nim dosłowną górę, nad którymi nie panował już. Znów rzucił się z mieczem na wampirzycę (wyjął go z ciała przyjaciela), ale ta odepchnęła go telekinezą na przeciwną ścianę. Spowodowało go ból pleców u łowcy, a przez to także upuścił miecz. Wampirzyca wzięła obie bronie białe i podeszła do niego. Znów użyła na nim swojej mocy, przyciskając go do ściany. Walczył z jej mocą, chcąc się uwolnić, by którąkolwiek kończyną ją uderzyć. Ta jednak spokojnie podchodziła do jego zachowania. Złapała jego lewą rękę i rozciągnęła ją wzdłuż ściany, wbijając mocno ostrze miecza do ściany, jednocześnie przebijając mu przedramię. Tego ból był wstanie stłumić w sobie. Lecz za drugim razem już krzyknął. Drugą rękę tak samo mu potraktowała, że teraz wyglądało jakby był "ukrzyżowany" do ściany.
- Dlaczego...
Nie pojmował. Łzy napływały mu do oczu. Kochał ją. Wierzył, że wampiry jednak mogą żyć w zgodzie z ludźmi. Żywiła się tylko krwią zwierząt. Okłamywała go cały ten czas.
- Bo Cię kocham. Ale nie chciałeś ze mną zostać. Miałbyś wieczne życie. Lepsze niż teraz. Odmówiłeś. Próbowałeś mnie zabić. A ja nie odpuszczam. Muszę Cię ukarać.
Przejechała ostrymi paznokciami po jego policzki, robiąc mu ciętą ranę aż do krwi. Po chwili rozerwała jego górną odzież tak, by widzieć jego nagą klatkę piersiową. Zaczęła lekko do krwi paznokciem rysować serce,a w nim pierwszą literę swojego imienia i jego. Czyli M+J.
- Smaż się w piekle!
Warknął do niej. A że poczuł iż może się poruszać, próbował ją kopnąć. Rąk nie mógł używać. Bolały niemiłosiernie.
Wampirzyca poczuła uderzenie w kolano. Zatem by uniemożliwić mu dalsze wybryki, zwichnęła mu lewe kolano, używając swojej wampirzej siły. Znów jęknął z bólu. Wtem złapała go za włosy, by wyprostować jego głowę i żeby spojrzał na nią.
- Jesteś twardy i uparty. Dam Ci szansę. Pozwolę Ci żyć. Ale będziesz cierpiał.
Powiedziała życzliwie. Uśmiechnęła się i drugą rękę położyła po lewej stronie jego głowy, a kciukiem wbiła mocno paznokieć w jego lewe oko. W tym momencie rozległ się przeraźliwy krzyk Jareda. Krew spływała z jego oczodołu po twarzy. Wyjęła palec i oblizała go. A później wgryzła się w jego szyję, spijając trochę krwi.
- Przeżyj... Dla mnie.
Dodała szeptem mu do ucha. Na koniec jeszcze pocałowała go w usta namiętnie. Tak jakby faktycznie go kochała. I dopiero wtedy, odeszła. Ze smutkiem. Jared został sam w dość kiepskim stanie, mając przed sobą widok martwego Eryka. Czuł, że mu zimno. Nie tylko że w podziemiach panowała niska temperatura, ale stopniowo tracił krew. Ledwo ustawał na jednej nodze, gdyż druga zwichnięta nie utrzymała prostej linii. A nawet go bolała. Jakkolwiek by się zsunął po ścianie, dodawał sobie bólu w rękach. Zaciskał zęby, by to wytrzymać. Łzy nie przestawały spływać mu ze zdrowego oka. To był pierwszy raz, kiedy chciał umrzeć. Wstyd pokazać się ojcu. Sumienie zabicia przyjaciela. Niepowodzenie zadania. Czuł się do niczego... Nim stracił przytomność, zamykając oczy, wypowiedział tylko jedno słowo... Jedno imię...
- Anna...

Szybko został odnaleziony przez łowców, którzy widzieli ucieczkę wampirzycy, zatem udali się po chłopców, by sprawdzić co się stało. Jeden martwy, drugi w opłakanym stanie. Obu przetransportowano powozami z końmi do Siedziby Łowieckiej, prosto do Skrzydła Szpitalnego. Jared trafił na stół medyków, gdzie w tej chwili był potrzebny każdy. Nawet praktykanci by podawali narzędzia, opatrunki monitorowali stan zdrowia młodego Chamberlaina. Opatrzony w stanie poważnym, tracił na oddział sali chorych w skrzydle szpitalnym, oddzielonym będąc zasłonami od innego łóżka, gdzie też leżał jakiś łowca. Miał zabandażowane lewe oko, oba przedramiona i usztywnioną lewą nogę. Wściekły zaistniałą sytuacją Brian, nie odwiedził syna odkąd widział go we krwi.
Jared nieprzytomny był przez półtora dnia. Zaczęto się obawiać, czy w ogóle wybudzi ze snu. Urazów żadnych nie dopatrzono się, tradycyjną metodą badań, jako że sprzętów w tych czasach wybujałych nie posiadano. Trzeba było tylko czekać, aż sam się wybudzi.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 13/11/17, 02:50 am

Okres świąt, tak samo jak czas zaraz po nich - poprzedzający koniec roku, był raczej czasem wesołości, spokoju. To był czas dla rodziny, kiedy wszyscy byli wreszcie razem. To nie była jednak rzeczywistość Ann. Jej życie rysowało się w nieco innych barwach - nauki, obowiązków i ciągłego strachu o życie swoje i innych. Wiedziała w końcu o istnieniu takich istot,  którymi nikogo nie powinno się straszyć - zwłaszcza dzieci. A ona ze świadomością tego, że są, musiała funkcjonować każdego dnia.
Pierwszą tak poważną wyprawą Eryka i Jareda na polowanie żyli... chyba wszyscy, spośród zamieszkałych, czy tylko przebywających w siedzibie łowców. Także Anna, chcąc nie chcąc była wciąż zmuszana do ciągłego myślenia o niej. Jak nie brat, który ciągle ekscytował się swoją pierwszą wyprawą, tak znowu medycy, którzy sprawdzali, liczyli, segregowali sprzęty i medykamenty, by być przygotowanym na każdą ewentualność. Nikt nie mówił tego na głos, ale praktycznie każdy czuł niepokój w związku z tym polowaniem. To akurat było coś normalnego. Każda taka wyprawa była niebezpieczna. Ta jednak Annie wydawała się nader niepokojąca. Może dlatego, że słyszała rozmowę Eryka i jej ojca? Chłopak prosił go oto, by o czymś nie mówił Jaredowi. O czym? Co to było? Tego akurat nie słyszała, a kiedy próbowała wypytać ojca w czym rzecz, kazał jej po prostu odejść i zająć się swoimi obowiązkami. Nie sprawiał wrażenia zadowolonego tym, co usłyszał od Eryka. Anna jednak nie umiała jeszcze postawić się ojcu, dlatego ustąpiła. Czuła jednak, że będzie tego żałować.
W noc, poprzedzającą wyprawę na polowanie jej brata, nie spała praktycznie w ogóle, a nawet jeśli udało jej się zasnąć, to ów sen był bardzo czujny. Byle szmer mógł ją zbudzić i tak też było. Także dzień nie należał do najprzyjemniejszych. Z nerwów bolał ją brzuch. Nie raz już kazali jej się wynosić ze skrzydła szpitalnego i iść się przespać, ale ona nie miała zamiaru słuchać. Dobra, wychodziła z gabinetu, czy pokoju, w którym akurat jej nie chcieli i szła do kolejnego, gdzie musiało minąć trochę czasu, nim i oni dochodzili do wniosku, że dziś z Anny nie będzie żadnego pożytku, a szkoda. Mimo tak młodego wieku, chwytała naukę w lot.
Anna siedziała na parapecie w głównym korytarzu skrzydła szpitalnego i wyglądała na zewnątrz. W mroku nie widziała zbyt wiele, ale to jej nie przeszkadzało. Nie wyglądała bowiem, by podziwiać zimowe krajobrazy. Spoglądała na zewnątrz w poszukiwaniu drużyny, która już kilka godzin temu wyruszyła na polowanie. Miało być łatwo, prosto i przyjemnie, więc... dlaczego wciąż ich nie było?
Mimo stresu, zmęczenie po nieprzespanej nocy odezwało się w końcu. Z głową opartą o szybę walczyła z ciężkimi powiekami, byle tylko nie zasnąć. Nie zawsze się jej to udawało i czasem zamykała oczy. Raz trwało to ledwie sekundę, innym razem kilka minut, aż doszło do tego, że dziewczyna usnęła na dobry kwadrans. Kiedy się obudziła, do jej uszu dotarł jakiś hałas z zewnątrz. Nieprzytomnie wyjrzała przez okno. Jej oczom ukazała się grupa osób, skąpana w lekkim żółtym świetle. Nie widziała najwyraźniej - oczy miała wciąż zamglone, więc żeby się pozbyć tego nieprzyjemnego uczucia, przetarła je. W tym samym momencie drzwi otworzyły się z łoskotem i wszystko nagle zaczęło nabierać tempa.
Początkowo nie rozumiała, co się stało. Do skrzydła szpitalnego nagle wparowała masa ludzi. Wszyscy wyglądali na zdenerwowanych. Mówili podniesionymi głosami. Anna zeszła z parapetu, szukając w tym tłumie brata i Eryka, ale wciąż ich nie widziała. W końcu jednego z nich zobaczyła, a kiedy to się stało, tak mocno ścisnęło ją w żołądku, że musiała złapać się parapetu, bowiem czuła, że nie ustoi o własnych siłach. To był... Jared.
Jej brat był w opłakanym stanie. Gdy tylko go wnieśli, od razu skierowali swe kroki w kierunku sal, gdzie były przeprowadzane operacje. Dziewczyna zmusiła swoje nogi by się ruszyły. Miała przez chwilę wrażenie, jakby nie należały one do niej, ale szybko zaadaptowała się do zaistniałej sytuacji. Szła przed siebie, w kierunku sali, do której wnieśli nieprzytomnego Jareda. Już miała łapać za klamkę, kiedy poczuła na ramionach ciepły, ale stanowczy uścisk rąk swojej matki. Spojrzała na nią gniewnie.
- Puść mnie!
- Nie mogę Ann. Nie wejdziesz tam.

- Bo co? To mój brat. Widziałaś, w jakim jest stanie. Każda para rąk jest im potrzebna!
Z każdym kolejnym słowem podnosiła głos. Jej matka, choć była osobą o łagodnym usposobieniu, tym razem nie miała zamiaru ustąpić upartej córce.
- I mają każdą parę rąk - powiedziała stanowczo. - Pozwól im działać - dodała już zdecydowanie łagodniej.
Anna nie mogła słuchać tego, co mówiła do niej jej matka. Początkowo zacisnęła tylko ręce w pięści, aż w końcu wyszarpnęła się jej.
- I co? Mam tak siedzieć i czekać? Ty tak potrafisz, wiedząc, że Twój syn może tam umrzeć mamo?
Tym razem już krzyczała. Pierwszy raz w życiu krzyczała na swoją matkę. Nawet nie zauważyła kiedy, po jej policzkach zaczęły płynąć łzy. Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale wtedy do rozmowy wtrącił się jej ojciec.
- Nie podnoś głosu na matkę - zrugał dziewczynę. Nie wyglądał na zadowolonego, a właściwie to sprawiał wrażenie, że jest wściekły, że naprawdę niewiele brakowało mu do tego, by wybuchnąć.
Anna słysząc karcący głos ojca, spojrzała na niego. Pierwszy raz patrzyła na niego w ten sposób. Pierwszy raz nie umiała nad sobą panować w jego obecności.
- To wszystko Twoja wina - zaatakowała go bez ostrzeżenia, ścierając łzy z policzków. - To przez Ciebie on teraz tam leży i walczy o życie. To Ty nie powiedziałeś mu o czymś, co mogło mu pomóc w tym polowaniu i Ty będziesz ponosić odpowiedzialność za to, jeśli...
W tym miejscu musiała przerwać swój atak na ojca, bowiem ten ją uderzył. Cios w twarz, jaki jej zadał był bardzo bolesny. Anna aż chwyciła się za policzek, który palił ją teraz żywym ogniem w miejscu, gdzie otwarta dłoń ojca zetknęła się z jej skórą. Do oczu znowu zaczęły napływać jej łzy, ale tym razem nie pozwoliła im spłynąć po policzkach. Spojrzała na ojca.
- Nienawidzę Cię - plunęła mu tymi słowami niemal w twarz, po czym uciekła w głąb korytarza, nie zważając na wołanie jej matki.
Nie wiedziała za bardzo, gdzie biegnie i po co, ale czuła, że musi stamtąd odejść. Policzek piekł ją coraz bardziej. Musiała zostać sama, dlatego też weszła do pierwszego lepszego pomieszczenia, które akurat było otwarte. Padło na magazyn, gdzie przechowywane były wszystkie rzeczy pacjentów przebywających w skrzydle szpitalnym.
Kiedy przestąpiła próg tego pomieszczenia, od razu zamknęła za sobą drzwi. Była tak wściekła, że miała ochotę coś rozwalić, ale zamiast tego, zaczęła przegrzebywać torby z rzeczami pacjentów. Pamiętała, że jeden łowca w dniu przybycia tutaj, miał przy sobie papierośnicę. Nie pamiętała, jak się nazywał, dlatego odnalezienie jego rzeczy nie było łatwe. W końcu jednak jej się udało. Całą zawartość torby wysypała na stół i zaczęła szukać. Jest! Udało się! Chwyciwszy papierośnicę drżącymi rękami, otworzyła ją i wyjęła z niego jednego papierosa. Całe szczęście, że były też zapałki.
Anna nigdy wcześniej nie paliła, ale... musiała jakoś się uspokoić. Kiedy pierwszy raz się zaciągnęła dymem tytoniowym, niemal nie wypluła płuc. Z każdym kolejnym pociągnięciem, było jednak coraz łatwiej. Podeszła do okna i wyjrzała na zewnątrz. Na dole wciąż kotłowali się ludzi.
Nawet nie zauważyła kiedy po jej policzkach znowu zaczęły płynąć łzy. Pochyliła się do przodu, opierając się o parapet, czując, jak jej nogi zaczynają robić się miękkie. Usiadła na podłodze i oparła o ścianę. Papierosa zgasiła o posadzkę, po czym schowała głowę w ramionach i pozwoliła się sobie wypłakać.

Anna nie odstępowała brata na krok. Nikomu, mimo wielu prób, nie udało się odciągnąć dziewczyny od jego łóżka. Nawet matka zawiodła. Anna była nieugięta.
Na szczęście nie musiała obawiać się, że spotka tam ojca. On nie odwiedzał swojego syna. Pewnie był zawiedziony tym, jak wielką porażkę odniósł.
Spędzała z nim całe noce i dnie. Opuszczała go tylko na chwilę, by skorzystać z łazienki, czy iść coś zjeść. W tej chwili wkurzała ją ta cała fizjologia - nic jednak na to poradzić nie mogła. I tak wyglądała strasznie, z podkrążonymi oczami i smutnym spojrzeniem. Wiedziała, że powinna coś ze sobą zrobić, by jej brat po obudzeniu nie oglądał jej w takim stanie. Nie miała jednak na to zwyczajnie siły. Całe szczęście, że po razie od ojca nie pozostał nawet ślad. Postanowiła, że o niczym nie powie Jaredowi. Nigdy.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 3


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 13/11/17, 11:00 pm

Ich ojciec, może i nie był dowódcą, był surowym człowiekiem i wysoko postawionym w hierarchii Siedziby Łowieckiej. Był jednym z zastępców i odpowiedzialny również za szkolenia młodych. Nic dziwnego, że przygotowując syna do walki z wampirami, w tym przypadku zawiódł go. Stracili jednego z najlepszych młodych łowców - Eryka. Mógł także stracić i Jareda. Co by zaś było, gdyby stracił jedynego "dziedzica" rodu? Z trudem by się pogodził. Potrafił w sobie trzymać głębokie i prawdziwe emocje. Zamknął się w swoim gabinecie i modlił do bogów, by ratowali mu syna. Lecz tego nikt nie wiedział. Nikt nie widział go w takiej sytuacji. O tym wiedzieć mogła jedynie jego żona i bracia. Jedyne osoby, który go na prawdę znały. Lecz ani dzieci, ani dalsza rodzina i znajomi, nie znali go tak na prawdę. Surowy człowiek, który pod wpływem emocji uderzył własną córkę, mógłby mieć uczucia... W końcu on też jest człowiekiem...

Nicole, matka Jareda i Anny, była chyba w tej rodzinie najspokojniejszą kobietą i cierpliwą. Po niej urodę i cierpliwość odziedziczyła córka. Zaś Jared, przypominał bardziej ojca. Nie tylko z wyglądu ale i zachowania i postępowania. Po matce miał geny spokoju i darzenia opieką bliskie osoby. Zawsze stawał po stronie siostry. Z kolei Anna potrafiła być głośna jak ojciec i umiała się później mu stawiać. Nie ma co jednak ukrywać, że młoda dwójka ma swoją wspólną cechę jaką jest upartość.
Matka wspomnianej dwójki była w większości medykiem. Podejmowała także praktyki w wytwarzaniu lekarstw i zajmowała ziołolecznictwem. Kiedy jednak sprowadzono jej syna w stanie opłakanym, nie była wstanie tam przebywać i go ratować. Próbowała także powstrzymać córkę przed wejściem do sali, gdzie był opatrywany Jared. Spotkała się z uporem i stało to, czego nie spodziewała po pojawieniu się Briana. Zaraz kiedy Anna uciekła, podjęła surową rozmowę z mężem przed salą operacyjną ich syna, aż ktoś nie rozkazał im się uciszyć. Wtedy zaś Nicole została, a Brian udał do siebie.

Jared miał być nieprzytomny przez półtora dnia. Przynajmniej tak oceniano jego stan i dawane oznaki poruszenia powiekami. Niestety, stan jego tak zwanej śpiączki się przedłużał. Na szczęście o kolejny dzień. W samo południe, zaczął kręcić powoli głową, poruszył bardzo lekko palcami u dłoni, jak i próbował otworzyć oczy. Tutaj udało mu się uchylić jedną powiekę. Drugie oko miał zabandażowane. A żeby bandaż trzymał, to i część głowy musiała być nim pokryta. Pierwsze co w sobie odczuł, to ból. Jęknął, kiedy chciał się poprawić, poruszyć bardziej, ale odczuwał pieczenie. Ból w jego rękach, jakby płonęły. A rana po przebiciu na wylot jeszcze się nie zagoiła na jego przedramionach, które miał zabandażowane od nadgastków po łokieć. Jego twarz ukazywała grymas bólu. Musiał przestać się ruszać, wtedy ból nieco zelżał, ale nie na dobre. Czuł się osłabiony. Jakby coś pozbawiło go sił, energii. W końcu stracił sporo krwi i trzeba było dokonać transfuzji. Nie było jednak pewne, czy krew jaką dostał, przyjmie się i czy przeżyje. Ale jak widać, wstępnie się powiodło.
Warto też wspomnieć, że znając zachowanie i skłonność Jareda do uciekania ze skrzydła szpitalnego, na wszelki wypadek został położóny na łóżku, powiadającym pasy bezpieczeństwa. Zwyczajne, przywiązane do prętów od spodu. Chociaż z usztywnioną nogą, zakładano że nigdzie się raczej nie wybierze.
Młody Chamberlain, kiedy tylko obraz mu się poprawił, rozejrzał się w miarę przytomnie po pomieszczeniu, by ocenić gdzie jest.
- Piekło?
Szepnął do siebie. Nie zdziwiłby się, gdyby tak było.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 15/11/17, 01:05 am

Wszystkie dni, które spędziła na czekaniu, aż jej brat wreszcie się wybudzi, wyglądały tak samo. Każda czynność, którą przyszło jej wykonać, wykonywała mechanicznie, według znanego jej schematu. Nie zawsze jednak pamiętała o wszystkim. Była niewyspana i wyczerpana, jakby ktoś przystawił do jej skóry mrowie pijawek, które prócz krwi, wysysały z niej też chęć do życia. Nie dziwne więc, że czasem matka musiała przyjść i wręcz kazać się sobą zająć. Nie prosiła jej jednak oto, by opuściła salę, w której leżał jej brat. Wiedziała, że to by się nie udało i nawet gdyby zamknęła przed nią drzwi, na klucz, jej córka i tak znalazłaby sposób, by się dostać do środka. Widząc, jak Anna bardzo martwi się o brata, czuła, że dobrze wychowała swoje dzieci, dlatego mogła przymknąć oko na to, że jej córka była taka uparta i nieugięta. Ach, gdyby tylko wiedziała, że tych dwoje łączy coś znacznie silniejszego, niż braterska miłość... Gdyby Anna już w tej chwili zdawała sobie z tego sprawę, może w obawie przed samą sobą, nie spędzałaby tu tak dużo czasu?
Anna wiedziała, że w salach, gdzie leżały osoby po operacjach, nie powinno być nikogo, poza personelem. Każde wejście kogoś z zewnątrz, niosło za sobą ryzyko infekcji, dlatego starano się ograniczyć je do całkowitego minimum, poprzez ograniczanie odwiedzin. Ona jednak nie była kimś tam, z ulicy. Znała podstawy, dlatego wiedziała co i jak powinna robić. Choć nie lubiła opuszczać brata, musiała czasem wychodzić. Każdego dnia opuszczała brata na mniej więcej godzinę, by zjeść, umyć się i przebrać w świeże rzeczy. Dopiero wtedy wracała, by go doglądać i po prostu być przy nim.
Chcąc zachować wszelkie środki bezpieczeństwa, unikała też długiego siedzenia przy jego łóżku. Właściwie to starała się przy nim być tak długo, jak było to absolutnie koniecznie, ale nawet odejście ten metr od łóżka i zajęcie miejsca w fotelu, wymagało od niej wielu pokładów silnej woli. Najchętniej to siedziałaby cały czas przy nim, trzymała go za rękę i sprawdzała, czy czasem się nie obudził. Z tak małej odległości też jednak mogła to robić, wiedziała o tym, ale mimo to wciąż czuła niedosyt.
Starała się nie panikować i zbytnio nie martwić tym, że Jared jeszcze się nie wybudził. Był w końcu ciężko ranny i przeszedł poważną operację. To dobrze, jak śpi, bowiem wtedy organizm szybciej może się regenerować, a teraz to było mu bardzo potrzebne. Mimo to... nie mogła przestać myśleć o tym: „a co jeśli się nie obudzi? Co wtedy?” Karciła się w głowie za każdą taką myśl, ale czasem to było silniejsze od niej.
Mimo iż obiecała sobie cały czas przy nim czuwać, jej organizm miał swoje granice wytrzymałości, których nawet ona nie potrafiła pokonać. Siedząc tego dnia w fotelu i podpierając głowę na ręce, czuła, jak obraz zaczyna się jej rozpływać, jakby jej oczy nagle zostały przysłonięte mgłą. Głowa zaczęła jej ciążyć. Tak samo powieki, które zaczynały wbrew jej woli opadać. Nie możesz spać, nie możesz spać! - ciągle sobie powtarzała, ale za czwartym, a może piątym razem, w końcu się poddała. Głowa opadła na pierś, a ręka wyprostowała i opadła za podłokietnik. Usnęła, kiedy jej brat powoli zaczął się budzić.
Nie wiadomo, jak długo to wszystko trwało - sekundę, a może kilka minut, ale Anna przegapiła pierwsze oznaki powrotu do „życia”, brata. Dopiero jego głos ją obudził. Widocznie, mimo zmęczenia, jej sen był bardzo płytki, skoro coś takiego dało radę ją zbudzić. Kiedy odzyskała świadomość, poderwała gwałtownie głowę do góry, jakby właśnie zaczęto nawoływać do walki. Szeroko otwartymi oczami od razu spojrzała na brata... napotykając jego spojrzenie. Widząc to, nie dowierzała. Czy on... naprawdę się obudził? Czy to... działo się naprawdę? Patrząc cały czas na niego, wstała z fotela i zbliżyła się do jego łóżka. On... naprawdę odzyskał przytomność. Uśmiechnęła się do niego, walcząc ze sobą, by mu się tu nie rozpłakać.
- Powinnam Cię zabić.
Przywitała go tymi oto słowami. Gdyby zrozumiała znaczenie słów, które ją obudziły, zapewne odpowiedziałaby trochę inaczej, ale sens pewnie byłby ten sam.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 3


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 15/11/17, 01:23 am

Nie mogło to być piekło, ponieważ czuł że oddycha, że serce mu bije i że może oddychać. Piekło wyglądałoby znacznie inaczej, a ten cholerny sufit znał na pamięć. To było skrzydło szpitalne a dokładniej, sala chorych której nienawidził. Nienawidził jej wtedy, kiedy on w niej leżał. Chciał podjąć próby podniesienia się, mimo odczuwalnego bólu w niemal całym ciele, to zaraz przed okiem ujrzał znajomą twarz.
- Anna...
Rozpoznał ją od razu. I widział jak wyglądała. A jej znaczenie jej słów, dopiero zrozumiał. Nie uśmiechnął się, ale patrzył poważniej. Czuł w sobie poczucie winy, wstyd i bezsilność.
- Śmiało...
Odparł całkowicie szczerze, patrząc jej wprost w oczy. Zawiódł. Wiedział o tym.
- Co z Erykiem?
Zapytał, słabo ale dawał radę zaraz po przebudzeniu gadać. Musiał wiedzieć, czy jego przyjaciel cudem przeżył, czy jednak nie. Jeżeli nie, to nie miał po co żyć. Ojciec go pewnie teraz przeklina za nie wywiązanie się ze swojego zdania. Jared jednak nie wiedział, ile jego ojciec może wiedzieć o jego romansie z wampirzycą. Bo jeżeli tak, to raczej jest skończony. I lepiej jeżeli siostra go dobije. Sama z kolei zaoferowała mu ofertę.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 16/11/17, 01:42 pm

To nie był sen, choć początkowo tak się jej wydawało. Myślała, że jej umysł znowu robi sobie z niej żarty, że znowu widzi coś, co nie dzieje się poza jej głową. Ale nie - tym razem było inaczej. On naprawdę się obudził i spojrzał na nią. Rozpoznał ją.
- Nie inaczej braciszku. Tak szybko to się ode mnie nie uwolnisz. Jeszcze trochę będziesz się musiał ze mną pomęczyć.
Oznajmiła mu, nie mogąc przestać się do niego uśmiechać. Te ostatnie dni wydawały jej się wiecznością, więc gdy wreszcie to się stało, że się obudził, mimo zmęczenia, nie umiała zapanować nad swoją radością.
Widząc, że próbuje się podnieść, położyła mu rękę na ramieniu i nacisnęła na nie lekko, nie chcąc sprawić mu tym bólu. Musiało go wszystko boleć, chyba że leki przeciwbólowe jeszcze działały. Miała nadzieję, że tak właśnie jest, bo biorąc pod uwagę ilość obrażeń z jakimi go tu przywieziono, ból pewnie będzie nie do zniesienia.
- Nie wstawaj. Lepiej będzie, jeśli nie będziesz na razie bardzo się ruszał.
Nic więcej na razie nie mówiła na temat tego co powinien, a czego nie powinien robić. Wiedziała, że jej brat jest uparty, ale ona również. Czasem odnosiła wrażenie, że nawet bardziej, niż on. Tak, miał pecha, bo póki Anna będzie pilnować go, to nosa nawet nie wyściubi poza brzeg łóżka, póki nie wyzdrowieje.
- Myślałam o tym, ale wiesz co... to  byłoby za łatwe... zabić Cię. Jednak jeśli jeszcze raz wywiniesz taki numer, naprawdę wyciągnę Cię z tego tylko po to, by później Cię własnoręczni udusić - zabrała rękę z jego ramienia. - Ale o tym będzie jeszcze czas porozmawiać. Teraz powinieneś tylko odpoczywać.
Jej brat chyba jednak nie chciał odpoczywać. Był słaby, a nawet bardzo słaby, a mimo to jego umysł był na tyle trzeźwy, by przypomnieć sobie o Eryku. Słysząc imię drugiego łowcy, który był z nim tam wtedy, zakuło ją w serce. Jared, choć odzyskał przytomność był w naprawdę złym stanie. Nie mogła powiedzieć mu teraz, że Eryk nie żyje.
- Mówiąc, że masz odpoczywać, miałam też na myśli, że masz nie gadać. Potrzebujesz teraz dużo sił - nie marnuj jej na gadanie.
Była stanowcza. On jednak nie był głupi. Na pewno nie umknie mu to, że całkowicie zignorowała jego pytanie. Musiała szybko coś wymyślić. Na szczęście rozwiązanie przyszło samo.
- Muszę poinformować innych, że się obudziłeś. Tylko pod takim warunkiem pozwolili mi siedzieć cały czas przy Tobie. Zaraz wrócę z kimś.
Uśmiechnęła się do niego na odchodne i szybkim krokiem ruszyła do drzwi. Jeśli nie zrobił nic niepokojącego, po prostu wyszła z sali i skierowała się do pokoi, gdzie znajdowali się medycy.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 3


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 16/11/17, 02:10 pm

Potwierdziła że to ona a nie inna Święta Anna. Chociaż, takiej to by w piekle nie ujrzał. Prędzej mógłby Lucyferowi buty całować za przyjęcie z otwartymi rękoma do piekła. Sytuacja jednak była inna, a on dalej żył.
Po jej słowach nie wiedział, czy się z tego cieszyć czy nie. Kiedy Anna była mała, to matka z nim często siedziała i go pilnowała. Wiedząc, jak uparty być potrafił i wnerwiający lekarzy. Bez środków uspokajających się nie obeszło. A gdy często go usypiano, było spokojnie z nim jak z niemowlęciem. Nie ma co ukrywać, że jako dzieciak w pieluchach nigdy rodzicom nie dawał pospać w nocy.
Chciał się podnieść, ale z jękiem padł na poduszki. Leki przeciwbólowe przestały działać i bolało go wszystko, czego jednak nie chciał okazywać. Odezwał się w nim twardziel, uważając że łowca wszystko zniesie. Czuł jednak, że jakoś nie bardzo może poruszać prawą nogą. Chciał sprawdzić dlaczego, ale siostra nie pozwoliła mu nawet usiąść. Spojrzał na nią, zastanawiając się, czemu go nie zabije.
- Więc to zrób, zanim zanim zrobi to ojciec.
Powiedział wręcz poważnie tak, jakby faktycznie nie miał ochoty do życia. Jakby szukał śmierci z czyjejś ręki. Po tym wszystkim, nie potrafiłby nawet spojrzeć na siebie. Odczuwając winę za to co się stało. W dodatku siostra nie odpowiedziała na jego pytanie. Może i był idiotą, ale nie głupi, co słusznie zauważyła Anna. Uniknęła odpowiedzi i zmieniła nagle temat. Tym razem postawił na swoje.
- Co z Erykiem?! Odpowiedz!
Normalnie aż podniósł głos, przez co zapiekła go klatka piersiowa. Rana po "rysunku" wykonanym przez wampirzycę, zapiekła go bowiem jeszcze nie zagoiła się. A proces regeneracji ludzkiej trwa nieco wolniej niż u wampirów. W tym też momencie Jared znów próbowałby się podnieść, ale nie zrobił tego w obecności Anny. I tak go zbyła, mówiąc że idzie po kogoś.
- Cholera.
Przeklął do siebie, zostając samemu. I tutaj postanowił wykorzystać sytuację jej nieobecności. Z trudem i bólem, podniósł się na łokciach, zaciskając zęby. Spojrzał na pościel i odkrył kołdrę, będąc z niemałym szoku, że jego prawa noga jest całkowicie usztywniona. Nie mógł zginać w kolanie a co dopiero jej podnieść. Wtedy przypomniał sobie, co wampirza suka mu zrobiła. Obejrzał się jeszcze w stronę wejścia do sali, czy nikt nie idzie. Zsunął nogę na podłogę, a za nią drugą. Wstał, ale zachwiał się i upadł na podłogę jęknąwszy z bólu. Jego ręce były porządnie osłabione. W końcu przedramiona miał przebite i musiały zostać zszyte i zabandażowane. Nie da rady utrzymać w nich nic większego. Nie miał jak na razie w nich siły. Nawet broni by nie utrzymał. Próbował się podnieść, łapiąc za poręcz łózka i wtedy dostrzegł, przy jakim został położony. Znów pewnie będą chcieli go przywiązać. Ciężko było się mu podnieść, ale przesunął się w stronę szafki. Grzebiąc w niej, szukał czegoś ostrego. Nie znalazł. Próbował wstać, podpierając się łóżka i szafki, ale nie dawał rady. Znów siedział na podłodze. Zaczął przy meblach szukać czegoś wystającego. Ostrego. Jak śruba. Zamiast tego, miał przecież pasy bezpieczeństwa. A jakby się tak powiesić? Jeżeli prawdą było, że Eryk nie żyje, bo siostra nie chciała mu prawdy powiedzieć? Zawiódł przyjaciela, ojca, rodzinę. Po co więc ma żyć? Zakochał się w potworze, który doprowadził go do poniżającego stanu. Nadal kochał wampirzycę i nie potrafił się od tego uczucia uwolnić. Kochał i nienawidził. Że aż chciał to wszystko skończyć inaczej...
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 16/11/17, 03:10 pm

Mimo krzyku swojego brata, nie cofnęła się, chociaż czuła, że powinna. Nie mogła mu jednak powiedzieć, że Eryk nie żyje! Jeszcze nie teraz... Chciała go chronić, bo wiedziała, że będzie się obwiniał. Nie wiedziała, co się tam wydarzyło, co ich spotkało, ale jakoś ciężko było jej uwierzyć w to, że to mogła być jego wina. Niestety, ale śmierć łowców nie była rzadkością. Chciałaby, by było inaczej, ale tak nie było...
Gdy tylko zamknęła za sobą drzwi, od razu ruszyła biegiem wzdłuż korytarzu. Nie miała zamiaru marnować czasu na spacer, kiedy jej brat po pierwsze odzyskał przytomność, a po drugie został sam. Wiedziała, jaki potrafił być nieodpowiedzialny, jeśli w grę wchodziło jego zdrowie. Zostawiając go samego, oczyma wyobraźni, już widziała, jak próbuje wstać z łóżka. Naprawdę chciała wierzyła w to, że tego nie zrobi, ale... doświadczenia miała inne.
Kiedy znalazła się przed gabinetem, gdzie powinna znaleźć lekarza, który był odpowiedzialny za leczenie Jareda, od razu weszła do środka, nie zaprzątając sobie głowy pukaniem. Kiedy znalazła się w środku, kilka par oczu spojrzało w jej kierunku. Jej spojrzenie prześlizgnęło się po twarzach zebranych tu osób. Spośród nich, szukała tylko dwóch - matki i tego konkretnego medyka. Jej nie widziała.
- Jared się obudził.
Powiedziała tylko, na co jego lekarz prowadzący poderwał się z miejsca. Ann, nie czekając, aż on wyda jakieś polecenie pozostałym, wskazała na kobietę, która od niedawna tu pracowała i powiedziała do niej.
- Idź po Panią Chamberlain i powiedz jej, że Jared się obudził i by zaraz tam przyszła.
No, proszę, proszę... Anna umiała być dosyć stanowcza, jak trzeba. I do tego rozkazywać osobom, które były starsze od niej o dziesięć, a może i więcej lat. Pewnie jej brata to bardzo by nie zdziwiło. W końcu sama nie raz mu rozkazywała.
Kiedy zobaczyła, że kobieta się zbiera, podeszła do mężczyzny. Nim jednak wyszli z pomieszczenia, ten rzekł:
- Jeszcze zawiadom dowódcę...
- Nie! - Zawołała Anna, spoglądając na mężczyznę. - Jest zajęty. Sama później to zrobię.
Skłamała, ale nie chciała, by nagle do sali wparował jej ojciec. Dalej nie minęła jej złość na niego. Nie chciała go widzieć na oczy. Poza tym jego zawiedzione spojrzenie i zarzuty wobec syna, nie pomogą teraz Jaredowi.
Dziewczyna miała dopiero piętnaście lat i pewnie normalnie medyk nie pozwoliłby sobie na takie traktowanie przez smarkulę. Wiedział jednak, co ostatnio przeżywa jej rodzina. Do tego była córką Briana, więc przymknął oko na jej zachowanie. Pozwolił się poprowadzić do sali, a kiedy do niej weszli, przypomniał sobie, jakim męczącym pacjentem bywa Jared.
Anna, kiedy ujrzała swojego brata poza łóżkiem, zrobiła się jeszcze bledsza, niż była dotychczas.
- Jared! - Zawołała i zaraz podbiegłą do niego, by mu pomóc, by mógł się na niej wesprzeć i dać odrobinę wytchnienia zmaltretowanemu ciału.
Za jej przykładem poszedł mężczyzna, który złapał Jareda z drugiej strony. W przeciwieństwie do Ann był zdecydowanie silniejszy, więc było mu łatwiej go utrzymać.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 3


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 16/11/17, 04:10 pm

Ich ojciec nie było dowódcą. A jeżeli dowódcy w Siedzibie nie było, to faktycznie mogli jego wzywać jako jednego z dwóch zastępców. Czasami przedstawiciele takich stowarzyszeń, musieli wyjeżdżać służbowo do innego kraju, w celach politycznych i bezpieczeństwa między krajami przed wampirami. W tym momencie wszystko teraz mogło spoczywać na wysoko postawionym Chambeerlainie.
Jared zawsze kombinował i denerwował lekarzy. Zamiast leżeć, tak i teraz się ruszył. Sądził, że będzie wstanie cokolwiek zrobić, wyjść, znaleźć Eryka. Nawet nie pomyślał, że ktoś może leżeć za zasłoną po tej stronie, po której właśnie siedział przy swoim łóżku. A może to Eryk? Aż zapragnął to sprawdzić. Może jednak przeżył? Jakimś cudem go uratowano? Skoro on żył...
Nie zdążył jednak ani się powiesić na pasku, który już przygotowywał do tego, by sobie zapiąć na szyi, jak i zajrzeć za zasłonę. Anna szybko wróciła z lekarzem. Usłyszał jej imię, co sprawiło że automatycznie na nią spojrzał, z grymasem bólu na twarzy. Naruszał wszystkie swoje rany, a co gorsza, mógł doprowadzić do tego, że jeszcze się otworzą. Nie obchodziło go to.
"Szlag..." - przeklął w myślach, domyślając jak to się skończy. Nawet zabić mu się nie pozwolą. Szarpał się, jakby chciał udowodnić, że sobie poradzi, ale był za słaby na cokolwiek innego, jak tylko ulec sile lekarza i siostry. Znów znalazł się na łóżku, na którym zapewne wymuszono na nim by leżał.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 16/11/17, 05:47 pm

Nie chciała sprawić mu bólu, ale się nie dało. Jared mając w nosie swoje zdrowie, wyrywał się jak zwierze schwytane w sidła, przez co ona musiała mocniej zaciskać palce na jego ramieniu. Podobnie lekarz - on również zacisnął mocniej ręce na jego, by ten mu się nie wyrywał. Już... znał tego chłopaka na tyle, że wiedział, jak niepokorny być potrafi.
Oboje doprowadzili go do łóżka, po czym położyli go na nim. Jeśli się wyrywał, to pewnie musieli go zmusić, by się wreszcie położył. Anna oddychała szybko. Było widać, że jest zła. Stała przy łóżku i patrzyła na niego, a jej oczy ciskały gromami.
- Ty naprawdę jesteś idiotą!
Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że podniosła głos. Na szczęście oprócz Jareda w sali nie było nikogo innego, kto potrzebowałby hospitalizacji, dlatego Ann mogła krzyczeć na swojego brata. Była zmęczona, a teraz jeszcze wkurzona.
- Anno, spokojnie.
Dziewczyna spojrzała na lekarza, napotykając jego spojrzenie. Nie wyglądał na złego, ale nie sprawiał też wrażenia osoby zadowolonej. Nawet jeśli Jared leżał w sali sam, to cały czas był szpital.
- Okay, okay... przepraszam - uniosła ręce w obronnym geście i spojrzała na brata. - Następnym razem przypnę Cię do łóżka. Skoro masz gdzieś, co z Tobą będzie...
Mówiąc to, odsunęła się. Wiedziała, że po tym, czego byli świadkiem, będzie trzeba sprawdzić kawałek po kawałku rany Jareda, czy któraś się nie otworzyła, kiedy ten szarpał się jak zarzynany.
Medyk, który przybył tu za nią od razu przeszedł do rzeczy. Na początku rzucił okiem tylko na opatrunki, by sprawdzić, czy przez któryś nie zaczyna przesączać się krew.
- Czy coś Cię boli? - zapytał Jareda, nie przestając go oglądać. - Czujesz jakieś ciągnięcie, pieczenie?
Nawet jeśli krwi nie było jeszcze widać przez bandaże, nie znaczyło to, że zaraz się nie pojawi. Nie chciał jednak już w tej chwili zmieniać wszystkich opatrunków. Nie będzie miał jednak wyjścia, jeśli odpowiedzi Jareda będą niejednoznaczne, albo nie daj Bóg pojawi się ta nieszczęsna krew.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 3


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 16/11/17, 09:24 pm

Uspokoił się dopiero, jak leżał na łóżku i druga próba nie powiodła się ze wstawaniem. W dodatku narobił sobie jeszcze więcej cierpienia. Wszystkie rany jakie posiadał na ciele  go bolały. Przedramiona, miejsce po utraconym oku, noga i klatka piersiowa. Również i inne, jeżeli jeszcze coś mu się nazbierało. Nie dość że osłabiony, to jeszcze miał siłę się wywalić z łóżka. Próbować wstać i sobie nie wiadomo gdzie pójść. Tutejszy lekarz, który stał przy jego łóżku z jednej strony, chyba był jedynym który był wstanie cierpliwie podejść do swojego młodego u upierdliwego pacjenta.
Jared nie reagował na słowa siostry. Jakby wszystko było mu jedno co z nim będzie. Dłonie zacisnął w pięści. Słabo, bo nie miał za bardzo siły. Ale to był znak nie tylko jego nerwów i bezsilności ale i bólu jaki odczuwał, fizycznie i psychicznie.
- Wszystko...
Odpowiedział krótko, nie zamierzając się patyczkować w wymienianie po kolei swoich części ciała. Warto zwrócić uwagę, że niezbyt przyjemnie się odezwał. Ale skoro pytano go o zdanie, to odpowiedział.
Jeśli zaś mowa o jego ranach, na nodze nie działo się nic. Miał tylko zwichniętą, co wymagało usztywnienia i naprostowania jej, więc obaw o jakiś krwotok nie było. Głową też nigdzie nie walnął, ani też nie grzebał w zabandażowanym oku, także i tutaj nie było obaw. Inna jednak sprawa miała się z jego rękoma. Niby z początku nic się nie stało, to jednak później bandaż zaczynał powoli zmieniać barwę od wewnętrznej strony. Najwyraźniej przeciążył przedramiona i mogą wymagać zmiany opatrunku oraz ponownego zszycia rany. O ile nie było gorzej. Zapewne dostanie mu się za to. Lecz czy się tym przejmował?
- Czemu nie chcesz mi powiedzieć prawdy?
Dość poważnie, skierował swoje słowa do siostry. Doskonale zdając sobie sprawę z tego, że powinna wiedzieć o co pyta. O kogo pyta. W jego jedynym oku można było wyczytać gniew, bezsilność, rozpacz i cierpienie. Wszystko. Nawet brak chęci do życia.
- Żyje czy nie?!
Warknął po chwili, znów próbując się podnieść. Jakby miał wrażenie, że do jego siostry nie docierają jego słowa.
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne on 17/11/17, 11:29 pm

Postanowiła na razie trzymać się na uboczu i działać komuś, kto miał za sobą już ponad dziesięć lat doświadczenia w tym zawodzie. Wiedziała, że w tej chwili mogłaby tylko przeszkadzać. Ponadto czuła, że teraz przede wszystkim się uspokoić. Normalnie umiała znieść o wiele więcej, ale zmęczenie tak bardzo dawało jej się już we znaki, że zrobiła się bardzo drażliwa, więc wystarczyło jedno spojrzenie nie tak, by ją zdenerwować, a Jared robił znacznie więcej.
Harry - bo tak miał na imię medyk, który przybył tu razem z Ann, uważnie przyglądał się bandażom. Na stwierdzenie Jareda, tylko kiwnął głową. To zrozumiałe, że czuł ból całego ciała, każdej jednej kończyny, ale jemu chodziło o ten konkretny rodzaj bólu, który mógłby świadczyć o tym, że z jego ranami jest coś nie tak. Na szczęście - dla Jareda, dojrzał, że bandaże na ramionach zaczynają powoli zabarwiać się na czerwono. Westchnął, prostując się.
- Dwie rany zaczęły krwawić. Musimy teraz ściągnąć opatrunki i zobaczyć, czy to po prostu rana się lekko otworzyła, czy szwy całkowicie puściły - widząc jednak, w jakim tempie plama czerwieni na bandażach się powiększa, wątpił, by szwy przetrwały. Nie wiadomo, w końcu, co chłopak wyprawiał, kiedy ich tu nie było.
Słowa wypowiedziane przez medyka wbrew wszystkiemu, nie były skierowane do Jareda. Ann nie od razu skojarzyła, że mówi do niej. Dopiero gdy na nią spojrzał, otrząsnęła się.
- Anno, idź do zabiegowego po narzędzia i świeże opatrunki. Weź jeszcze lekki przeciwbólowe i znieczulenie. Obawiam się, że będziemy musieli Twojego brata szyć.
Mówiąc to, spojrzał na Jareda.
- W innych okolicznościach kazałbym Cię przenieść, ale nie chcę ryzykować, że jeszcze jakieś szwy puszczą.
Ewidentnie medyk chciał powiedzieć coś jeszcze, ale w tej właśnie chwili głos postanowił zabrać Jared, Widocznie znudziło mu się to całe ignorowanie jego osoby i pytań.
Ann kiwnęła głową lekarzowi i kiedy miała iść w stronę drzwi, to Jared musiał znowu ją zaatakować. Nie mógł widzieć jej twarzy, ponieważ stała do niego tyłem, ale gdyby tylko mógł, to może zechciałby połknąć własny język. Ręce dziewczyny zacisnęły się w pięści, po czym się rozluźniły.
- Eryk nie żyje.
Rzuciła, próbując za wszelką cenę zapanować nad łamiącym się głosem. Nie chcąc słyszeć więcej jego pytań, szybkim krokiem podeszłą do drzwi i zaraz za nimi zniknęła, niemal nimi trzaskając. W sali został tylko Jared i medyk, który słysząc, że chłopak wreszcie uzyskał odpowiedź na swoje pytanie, od razu na niego spojrzał. Nie chciał łapać go za ramiona, by nie uszkodzić jeszcze bardziej jego i tak nadwyrężonych już ran. Z tym chłopakiem jednak nie dało się inaczej!
- Spokojnie! - Nie krzyczał, ale mówił dość stanowczo, żeby wziąć jego słowa na poważnie. Napierając na jego ramiona, chciał zatrzymać go na łóżku. - Opanuj się chłopaku i leż.
Ech, Harry bardzo żałował, że chociaż jedno z dzieci Chamberlain nie wdało się w Nicole. Życie wszystkich może byłoby wtedy zdecydowanie łątwiejsze...
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 3


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Jared Chamberlain on 17/11/17, 11:46 pm

Normalnie czuł się ignorowany. Jeżeli nie siostra, to chociaż lekarz mógłby mu udzielić odpowiedzi. Ale nie, oni gadali tylko o tym, by znów opatrzeć jego rany, bo coś tam naruszył. Widocznie cała ta sytuacja go tak dobijała, że nie do końca rozumiał swojego medyka o co mu chodziło, w pytaniu o rany. Dlatego młody łowca określił się ogólnikowo. Ból czuł na całym ciele. A najgorzej można by powiedzieć, że w przedramionach, które przecież miał przebite mieczem na wylot. Zatem rany trzeba było szyć na jednej ręce z obu stron. Któreś szwy mogły puścić, albo nadwyrężył za mocno ręce i krew wydostała się z ran. To dlatego, że próbował się podciągać na rękach jakk upadł. Złapać czegokolwiek, by móc wstać. Siły jednak go opuściły i nadal wyglądał na osłabionego.
Lecz jego ostatnie słowa mocno zadziałały na Annę. Odpowiedziała mu, ale jej głos był jakiś inny.
"Eryk nie żyje..." - Te słowa odbiły się w jego głowie niczym echo. To wystarczało, by się zamknął. Siostra wyszła, a on z szokiem na tę informację, zmuszony przez lekarza, położył się, gapiąc jednym okiem w sufit. Nie wiedział co ma powiedzieć. Zabił przyjaciela. A ten prosił go o zabicie wampirzycy. Zawiódł.
- Nie dało się go uratować?
Zapytał lekarza, przenosząc spojrzenie jedynego swojego oka na medyka.
- Nawet... Podając krew wampirzą?
Teraz to pewnie mu na głowę porządnie padło, jakby chciał ratować człowieka wampirzą krwią. Jakby teraz nagle uwierzył, że to możliwe. Bo skoro wampirza krew powoduje ich większą regenerację, to czy jakby się ją podało Erykowi, przeżyłby? Wyrzuty sumienia brały górę. I kto wie, czy Jared nie czekał na Anne, aż ta wróci do sali... z narzędziami.
I cóż, Chamberlainowie widocznie mieli silne geny "przywództwa" i "upartości". A co więcej, upierdliwego zachowania i denerwowania innych. Może gdyby Nicole zechciała mieć trzecie dziecko, urodziłaby z genami bliższymi jej?
avatar

Wiek : 45
Zawód : Dowódca Łowców Wampirów
Stan cywillny : Kawaler
Umiejętności : Pierwsza pomoc, dowodzenie, posługiwanie się bronią białą: miecz
Punkty : 0


http://vampirekingdom.forumpl.net/t383-jared-brian-chamberlain-budowa#678 http://vampirekingdom.forumpl.net/t421-jared-chamberlain#947 http://vampirekingdom.forumpl.net/t420-jared-chamberlain#945 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, Siedziba Łowców, koniec 1862r.

Pisanie by Anna Swinburne Today at 10:58 am

Anna w swoich postanowieniach nie była sama - również lekarz uważał, że z informacją o śmierci Eryka należało poczekać, aż będą mieli pewność, że z Jaredem jest wszystko dobrze. Nie wiedzieli w końcu, jak się zachowa, co zrobi kiedy dowie się o śmierci młodego łowcy. Byli w końcu przyjaciółmi.
Harry usiadł na skraju łóżka, zastanawiając się, jak dużo powinien mu powiedzieć bo to, że musi coś powiedzieć, było pewne. Jared na pewno teraz im nie odpuści. Będzie pytał, aż uzyska wszystkie interesujące go odpowiedzi. Nie było sensu nawet próbować coś przed nim zataić.
- Eryk nie żył już, jak go tu przynieśli - odparł chłopakowi zgodnie z prawdą.
Słysząc drugie, desperackie pytanie w jego odczuciu, pokręcił głową.
- Jared, przecież wiesz, że to tak nie działa.
Nie tłumaczył mu nic więcej. Nie miał zamiaru wchodzić w jakąkolwiek polemikę z nim na ten temat. To był dość ciężki i skomplikowany temat, tak samo jak badania, które wciąż prowadzi się nad wampirzą krwią. Zresztą, nawet gdyby zdążyli podać Erykowi na czas krew on... i tak by umarł. Z tego, co pamiętał Harry, obrażenia chłopaka były tak wielkie, że nikt nie zdołałby mu pomóc. Chyba tylko sam Bóg...

Gdy tylko znalazła się za drzwiami, poczuła się tak, jakby miała zaraz się udusić. Czuła, jak przyspiesza jej tętno i oddech, a na czole pojawiają się kropelki potu. Zmęczenie, strach i stres wywołały u niej reakcję zbliżoną do ataku paniki. Żałowała, że uległa bratu, że mu o wszystkim powiedziała. Nie powinna tego robić, był jeszcze za słaby.
Próbowała się uspokoić. Na szczęście - dla niej, nikogo akurat nie było na korytarzu, więc nie musiała się obawiać, że nagle ktoś stwierdzi, że skoro sama, z własnej woli, nie chce odpocząć, to może trzeba ją zmusić. Lekki nasenne odcięłyby ją w kilka chwil i pozwoliłyby na minimum ośmiogodzinną regenerację jej organizmowi. Wiedziała, jak to działa, bo sama nie raz podawała te leki.
Na sztywnych nogach ruszyła do najbliższego pokoju zabiegowego. Z jednej z szafek wyciągnęła torbę, w której już były wszystkie sprzęty. Starano się dbać oto, by w każdym pokoju zabiegowym była chociaż jedna taka torba, ponieważ takie rozwiązanie bardzo ułatwiało pracę. W zależności od tego, gdzie medyk musiał się udać, wystarczyło, że zabierze taką torbę ze sobą i nie będzie musiał się martwić, że o czymś zapomniał. Anna uzupełniła ją tylko o kilka bandaży, bowiem te, co były w ekwipunku, wystarczały na doraźną pomoc.
Mając już wszystko, ruszyła w drogę powrotną. Kiedy weszła, obrzuciła obu mężczyzn wzrokiem. Mina lekarza była zacięta. O czym rozmawiali, kiedy jej nie było? Ech, pierwszy raz nie chciała znać prawdy.
- Mam wszystko. Czy jeszcze coś wygląda podejrzanie, czy tylko te ramiona?
Oczywiście pytanie było skierowane do medyka. Jareda postanowiła na razie ignorować. Bała się, że znowu na nią naskoczy, dlatego nie miała zamiaru dawać mu kolejnego powodu do tego. Musiała zachować spokój, ponieważ zaraz będą może znowu musieli go szyć. Nie mogła się znowu zdenerwować, bo tym razem lekarz na pewno wyrzuci ją za drzwi.
- Nie - odpowiedział Annie, spoglądając na nią. - Całe szczęście tylko to. Daj tą torbę.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 3


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach