Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Anna Swinburne on 09/11/17, 11:54 pm

Posiadłość łowców w Dundee - nie lubiła tego miejsca, jak mało którego. Naprawdę nie rozumiała, po co tu przyjeżdżają, a właściwie ostatnio już praktycznie mieszkają. Czy nie mogli zostać w Nottingham?
Dziewczyna źle się tu czuła. Nigdy nie lubiła tu przyjeżdżać, opuszczać dom, a po tym, czego dowiedziała się kilka (może kilkanaście dni temu), chciała wyjechać stąd jak najszybciej, byle jak najdalej od niej. Wciąż nie mogła w to uwierzyć. Jared i Vivien. Siedemnastoletnia wówczas Anna czuła się tak, jakby ktoś wyrwał jej serce, a dokładniej jej brat i osoba, którą miała za... przyjaciółkę, choć to może powiedziane jest nad wyrost. Nie ważne jednak jak to nazwać, ciąża, o której dowiedziała się od samej Vivien sprawiła, że dziewczyna poczuła się zdradzona. Rzecz jasna nie dała po sobie nic poznać. Była chyba już mistrzem w ukrywaniu tego, co tak naprawdę czuła. Czasami już sama zaczynała się w tym wszystkim gubić. Wiedziała jednak, że musi. Nikt nie mógł o tym wiedzieć i nie chodziło w cale o nią - chodziło jej o Jareda. Gdyby wiadomość o tym uczuciu doszła do jej ojca... Nawet bała się o tym myśleć.
Ostatnie dni mijały jej na unikaniu brata, ale przede wszystkim jego nowej „miłości” - zwłaszcza jej. Nie potrafiła przebywać z nią w jednym pomieszczeniu dłużej, niż było to konieczne. Nawet gdy była jedynym wolnym medykiem, zawsze się czymś wykręcała, kiedy ta zjawiła się w skrzydle szpitalnym i prosiła o załatanie kolejnej rany, którą zdobyła w czasie treningu. I choć zdawała sobie sprawę z tego, że nie będzie mogła unikać jej w nieskończoność, miała zamiar to robić najdłużej. Była jednak gotowa na to spotkanie, do którego musiało kiedyś dojść. Pewien list ciągle tkwił w kieszeni jej medycznego fartucha i tylko czekał, aż nadejdzie odpowiedni moment.
Od samego rana Ann była dziś jakaś nerwowa. Większość łowców (w tym jej brat i ojciec), a także medycy, wyjechali na polowanie do miasta, oddalonego o jakiś dzień drogi stąd. W posiadłości zostało niewiele osób. Byli to głównie uczniowie, kilku nauczycieli i niewielka ilość medyków - w tym Anna. I oczywiście ranni, którymi dziewczyna zajmowała się od kilku godzin już tego dnia. W posiadłości był jeszcze ktoś, kogo dziewczyna obawiała się spotkać, bowiem wiedziała, że tym razem nie uda jej się wymigać. Miała jednak nadzieję, że do tego spotkania dojdzie jak najpóźniej... Modliła się oto, ponieważ chciała zrobić coś, czego jej brat może nigdy jej nie wybaczyć, jeśli się dowie.


Ostatnio zmieniony przez Anna Swinburne dnia 12/11/17, 07:21 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 14


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Vivien Valerious on 10/11/17, 09:47 am

Wiedziała, że to właśnie dziś jest ten dzień. Dzień w którym powie Jaredowi o ich dziecku. Vivien miała tylko pewne obawy czy Jared się ucieszy. Jednak nadzieja nie pozwalała jej o tym zbyt długo myśleć. Martwiła ją tylko jeszcze jedna rzecz... Odkąd powiedziała przyjaciółce o ciąży, ta zaczęła jej unikać i niestety było to widać z daleka. Nie wiedziała, czy może jak na 17-latkę była to zbyt szokująca wiadomość, że jej brat będzie ojcem, czy może po prostu coś innego ciąży jej na sercu.
Vi przechadzała się po posiadłości i w pewnym momencie natrafiła na Annę. -Heej! Co się dzieje, unikasz mnie??- Spytała podchodząc do przyjaciółki.
Sama mogła również pojechać na polowanie, jednak skłamała, że jeszcze nie czuje się na siłach po ostatnich ranach z treningu. Skłamała, bo po prostu bała się o dziecko. -No bo chyba, nie masz nic przeciwko tego co Ci powiedziałam na temat imion.. Mówiłam poważnie, że gdyby urodziła się dziewczynka, chciałabym by miała na imię Anna... - Dodała uśmiechając się do niej. Vivien traktowała Annę jak swoją najlepszą przyjaciółką.
avatar

Wiek : 40
Zawód : Była łowczyni wampirów
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Pierwsza pomoc, posługiwanie się bronią palną
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t510-vivien-marie-valerious#1614 http://vampirekingdom.forumpl.net/t511-vivien-marie-valerious#1616 http://vampirekingdom.forumpl.net/t512-vivien-valerious#1617 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Anna Swinburne on 10/11/17, 03:46 pm

Nie spodziewała się tak szybko dziś natknąć na Viv. Właściwie to miała nadzieję, że nie spotka jej w ogóle. W końcu przez ostatnie dni unikanie jej szło jej całkiem dobrze. Po co więc to zmieniać? Gdyby to było tylko zależne od niej... Niestety, nie było.
Viv - w jej odczuciu, wyrosła przed nią jak spod ziemi. Nie spodziewała się jej tu, to raz, a dwa - była tak zajęta własnymi obowiązkami i myślami, że najzwyczajniej w świecie nie widziała jej, kiedy ta zastępowała jej drogę.
Jej głos przestraszył ją. Odskoczyła jak poparzona, przez co kilka słoików z maściami, które akurat niosła do jednej z sal, wypadło jej z rąk. W cichym dotychczas korytarzu, zrobiło się nagle głośno. Dziewczyna wstrzymała oddech, patrząc jak słoiki odbijają się od podłogi niczym piłeczki. Nie rozumiała jak, ale... żaden się nie stłukł. Wypuściła głośno powietrze z płuc i dopiero wtedy spojrzała na osobę, która była odpowiedzialna za całe to zamieszanie. To była Viv.
- Ale mnie przestraszyłaś - posłała jej lekki uśmiech, po czym kucnęła i zaczęła zbierać swoje zguby.
Rzecz jasna, nie odpowiedziała na razie na żadne z zadanych jej pytań. Musiał ułożyć sobie w głowie, co chciałaby jej powiedzieć.
Chwyciwszy ostatni słoik w dłoń, wyprostowała się. Jej twarz dalej była uśmiechnięta, ale było widać na niej nerwowe napięcie. Zresztą, młodej Annie niezbyt udawało panować się nad spojrzeniem, którego jakoś nie potrafiła zatrzymać na twarzy kobiety.
- Nie, nie unikam Cię. Po prostu... mam bardzo dużo pracy. Teraz też zresztą mam.
Ostrożnie uniosła ręce z medykamentami, gdyby Viv jeszcze ich nie widziała. Koniec końców dobrze się stało, że ta złapała ją teraz, kiedy miała jak się wykręcić. Czuła jednak, że tym razem nie pozwoli jej odejść, więc zamiast dać jej powód do ataku, zapytała się jej:
- Jak się czujesz?
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 14


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Vivien Valerious on 10/11/17, 04:09 pm

Widząc jak bardzo Anna się wystraszyła, zaczęła mieć wyrzuty sumienia. Nie chciała jej wystraszyć. Bo w sumie jaki byłby w tym sens? Przecież Ann była jej przyjaciółką.
-Przepraszam kochana, nie chciałam Cię wystraszyć..
Nie kłamała. Chciała pomóc jej pozbierać maści ale Ann byłą szybsza. Uwinęła się z tym niemal w mgnieniu oka.
-Czuję się dobrze. Poza porannymi mdłościami. Niestety z tego co mi wiadomo, to to normalne. Dziś chcę powiedzieć Jaredowi.
Powiedziała przyjaciółce z uśmiechem. Nie miała zielonego pojęcia, że dla Ann jej ciąża z Jaredem nie jest powodem do radości. Bo przecież nie czytała jej w myślach. Cały czas myślała, że Ann ucieszy się razem z nią i będzie po jej stronie.
avatar

Wiek : 40
Zawód : Była łowczyni wampirów
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Pierwsza pomoc, posługiwanie się bronią palną
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t510-vivien-marie-valerious#1614 http://vampirekingdom.forumpl.net/t511-vivien-marie-valerious#1616 http://vampirekingdom.forumpl.net/t512-vivien-valerious#1617 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Anna Swinburne on 10/11/17, 05:09 pm

Zadając owe pytanie, chciała uśpić nieco czujność Viv. Nie chciała, by ta dalej drążyła i dopytywała się, czy to, że ostatnio tak rzadko się widują, ma związek z tym, o czym powiedziała jej chyba jako pierwszej. Zapomniała jednak o tym, jaką odpowiedź uzyska na tak zadane pytanie. Brak słów.
Słuchając, o jej przypadłościach, sama miała ochotę zwymiotować. Ale oczywiście grała bardzo zafrasowaną i przejętą. Tylko raz wtrąciła się jej w słowo.
- Chodźmy, muszę to zanieść do sali. Resztę opowiesz mi w drodze.
I mówiąc to, ruszyła przed siebie. Raczej wątpiła w to, że Vivien nie podąży za nią - skoro już udało się jej ją złapać i zacząć rozmowę, na pewno nie pozwoli jej odejść. Jeśli jednak kobieta nie chciała się ruszyć, dziewczyna miała zamiar przystanąć i ponaglić ją.
Bardzo się cieszyła, że ma zajęte ręce, bo gdyby miała je wolne, to chyba wyłamałaby sobie palce. Naprawdę nie chciała o tym wszystkim słuchać. Denerwowało ją to.
- To normalne - zaczęła jak typowy lekarz, choć na ten tytuł musiała sobie jeszcze trochę poczekać. - Mdłości towarzyszą większości kobiet w... Twoim stanie. U jednych trwają one dłużej, u innych krócej. Może już niedługo pożegnasz się z nimi.
Musiała naprawdę się pilnować, by nie powiedzieć czegoś, z czego później naprawdę ciężko byłoby się jej wytłumaczyć. Tak długo jednak już kryła się ze swoimi uczuciami przed... wszystkimi właściwie, że Vivien nie robiła jej różnicy. To tylko kolejna osoba, którą musi okłamać. Nie myślała jednak, że akurat jej uda się tak łatwo wyprowadzić ją z równowagi.
Słysząc ostatnie zdanie wypowiedziane przez Viv, niemal zamarła. Gwałtownie obróciła się w jej stronę. Słoiki w jej ramionach zagrzechotały niebezpiecznie o siebie. Na szczęście - żaden nie wypadł.
- Jak to chcesz mu powiedzieć? - Powiedziała to głośniej, niż planowała. Nerwowo rozejrzała się dookoła, ale na szczęście były na korytarzu zupełnie same. - Przecież prosiłam, żebyś na razie mu nic nie mówiła.
Choć ściszyła głos, nie dało się nie wyczuć złości w nim.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 14


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Vivien Valerious on 10/11/17, 07:26 pm

Słysząc jej słowa Vivien ruszyła za nią.
-Tak wiem... Pamiętam jak miała moja matka.
Mówiąc to zrobiło jej się trochę ciężej na sercu. Czuła jakby dalej nosiła po niej żałobę. Mimo, że minęło już ładnych parę lat. Można powiedzieć, że odżyła dopiero w Dundee przy Annie i Jaredzie. Zwłaszcza przy nim.
-Prędzej czy później i tak się dowie poza tym teraz już mam stu procentową pewność. Nie ma sensu tego dłużej ukrywać. Dziś jak wróci z polowania to mu powiem.
Wyjaśniła. Nie rozumiała tylko reakcji Ann. Przecież powiedziała jej o ciąży zanim jeszcze miała stu procentową pewność. Myślała, że chodziło jej o to by Jared nie dowiedział się póki nie ma pewności. Czułą, że przyjaciółka w czymś ją okłamuje. Ale gdyby tylko znała prawdę...
avatar

Wiek : 40
Zawód : Była łowczyni wampirów
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Pierwsza pomoc, posługiwanie się bronią palną
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t510-vivien-marie-valerious#1614 http://vampirekingdom.forumpl.net/t511-vivien-marie-valerious#1616 http://vampirekingdom.forumpl.net/t512-vivien-valerious#1617 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Anna Swinburne on 11/11/17, 01:43 pm

Niestety, ale Vivien miała rację - prędzej, czy później jej brat się o wszystkim dowie. I niestety nie tylko on - wszyscy się dowiedzą, łącznie z ich rodzicami. Wiedziała, jak to się wtedy skończy - ich ślubem. Sama myśl o tym ją przerażała i sprawiała, że nogi się pod nią uginały. Wiedziała, że to będzie koniec wszystkiego, że straci Jareda na zawsze. Przecież widziała, jak patrzy na Vivien. Gdyby zostali małżeństwem...
Nie przerywała kobiecie jej krótkiego monologu. Dała się jej wygadać. Rozglądała się tylko dookoła w obawie, że ktoś nagle mógłby wyjść przez któreś  drzwi i usłyszeć ich rozmowę. Całe szczęście nic takiego się nie stało. Viv gadała, a Ann myślała intensywnie, jak to wszystko odegrać, by kobieta jej uwierzyła. Musiała zabrzmieć wiarygodnie.
Ścisnęło ją w piersi, kiedy Vivien oznajmiła, że gdy tylko Jared wróci z polowania o wszystkim mu powie. Przełknęła gulę, która urosła jej w gardle.
- Jak Ty nic nie rozumiesz...
Cieszyła się, że nadmiar tych wszystkich emocji, który kotłował się w jej głowie sprawił, że gardło miała bardzo ściśnięte, przez co jej słowa zabrzmiały bardziej niepokojąco. I tak miało być. Chwilę milczała, po czym spojrzała na Viv, która szła obok niej.
- Chodźmy gdzieś, gdzie będziemy mogły spokojnie porozmawiać.
Brzmiała... smutno. Także jej oczy były smutne.
W jednej chwili słoiki z kremami stały się nieistotne, a przecież tak się upierała przy tym, że musi je szybko zanieść, bo czekają na nie. Skoro jednak zrezygnowała z tego, mogło to oznaczać tylko tyle, że sprawa była naprawdę poważna.
Ann poprowadziła kobietę do jednego z gabinetów zabiegowych, do którego akurat miała klucze. Zaprosiła ją ruchem głowy do środka, a kiedy weszła, zamknęła za nią drzwi na klucz. Wystrój tego pomieszczenia nie był wyszukany - był prosty i surowy. Leżanka, dwa krzesła i stołek. Do tego pod jedną ze ścian znajdowała się szklana gablota, gdzie trzymane były leki i sterylne narzędzia. W gabinecie znajdowała się też niewielka komoda, gdzie były inne rzeczy niezbędne tu, w tym np. bandaże. W izbie znajdował się również zlew - rzecz niezbędna. Ludzie korzystali z niego głównie, by móc umyć ręce. Ann miała ochotę do niego zwymiotować.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 14


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Vivien Valerious on 11/11/17, 01:58 pm

Ann również to wiedziała. Ale jej akurat małżeństwo nie robiło większej różnicy. Mogli być małżeństwem lub nie. Ważne było dla niej tylko to, by Jared dowiedział się o ciąży. Jednocześnie mając nadzieję, że się ucieszy.
Słysząc jej słowa spojrzała na nią pytająco.
-Ann o co chodzi.. Możesz mi wyjaśnić? Przerażasz mnie...
Spytała po czym poszła za przyjaciółką Nie miałą pojęcia o co mogłoby chodzić.
-Coś się stało? Coś z Jaredem??
Spytała przerażona. Nie miała pojęcia co się dzieje. Dlaczego przyjaciółka ma taki a nie inny głos. Dlaczego nie chce jej nic powiedzieć na korytarzu tylko ciągnie ją do zabiegówki... Weszła do środka, przysiadła na krześle i patrzyła wyczekująco na przyjaciółkę. Z nerwów zaczął ją boleć żołądek.
-No mów żesz wreszcie...
Ponagliła przyjaciółkę.
avatar

Wiek : 40
Zawód : Była łowczyni wampirów
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Pierwsza pomoc, posługiwanie się bronią palną
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t510-vivien-marie-valerious#1614 http://vampirekingdom.forumpl.net/t511-vivien-marie-valerious#1616 http://vampirekingdom.forumpl.net/t512-vivien-valerious#1617 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Anna Swinburne on 11/11/17, 02:27 pm

Anna nie spieszyła się. Tak, robiła to specjalnie, ale na zewnątrz wyglądała tak, jakby po prostu zbierała myśli, ponieważ nie wiedziała jak ma jej coś przekazać. Podeszła do komody i położyła na niej wszystko to, co trzymała w dłoniach.
Nie odwróciła się od razu do Viv, choć słyszała, jak ta zaczyna się martwić i denerwować. Westchnęła.
- Kiedy prosiłam Cię, żebyś na razie nic nikomu nie mówiła, robiłam to dla Twojego dobra.
Mówiła ostrożnie, ważąc każde słowo w ustach. Wolno obróciła się do niej, opierając o mebel, który teraz miała za sobą. Spojrzała na Vivien, ale tak jakby... przepraszająco. I zaraz po tym powiedziała.
- Przepraszam - jej głos nagle się załamał, jakby zaraz miała się rozpłakać. - Naprawdę nie chciałam, ale... sama wiesz, jaki jest mój ojciec. Surowy i zimny. Nie znosi sprzeciwu. On... zauważył, że Ty ostatnio unikasz bardziej wyczerpujących treningów. Wie, że jesteśmy blisko i... po prostu... po prostu... - zawiesiła głos, jakby nie była wstanie złapać powietrza. - Musiałam mu powiedzieć. Wymógł to na mnie. Dlatego Cię unikałam. Nie byłam bowiem wstanie przekazać Ci tego, co mi kazał. Jest mi tak cholernie wstyd.
Ach, Ann odgrywała w tej chwili naprawdę piękną szopkę. I wszystko wyglądało wiarygodniej dzięki temu, że... dała zalać się tym wszystkim emocjom, które w niej siedziały, tam gdzieś głęboko. Odwróciła wzrok od Vivien.
- Zawiodłam Cię... - wyszeptała.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 14


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Vivien Valerious on 12/11/17, 07:40 pm

Anna coraz bardziej zaczęła ją przerażać. Widziała po niej, że musi jej coś przekazać. Coś bardzo ważnego jednak nie miała zielonego pojęcia co. Myślała, że zaraz zwymiotuje z nerwów.
-Co masz na myśli?
Zapytała słysząc wzmiankę "to dla Twojego dobra". Już chciała pytać, za co ją przeprasza, aż nagle Ann dostała jakby słowotoku. Miała wrażenie, że nic z tego nie rozumie. Przecież wydawało jej się cały czas, że ma dobre stosunki z ojcem Jareda i Ann. Niemal od początku wydawało jej się, że ich ojciec ją lubi.
-Poczekaj.. Co przekazać? O czym Ty w ogóle mówisz?
Spytała zszokowana. Czuła, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Czuła się źle.. Na prawdę źle.
avatar

Wiek : 40
Zawód : Była łowczyni wampirów
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Pierwsza pomoc, posługiwanie się bronią palną
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t510-vivien-marie-valerious#1614 http://vampirekingdom.forumpl.net/t511-vivien-marie-valerious#1616 http://vampirekingdom.forumpl.net/t512-vivien-valerious#1617 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Anna Swinburne on 13/11/17, 01:10 am

Atmosfera zaczynała gęstnieć. Gdyby nie chodziło tu o jej brata, zapewne już teraz ulitowałaby się nad przestraszoną jej zachowaniem Vivien, tym bardziej że była w ciąży. Kobieta miała jednak pecha. Anna była osobą empatyczną, potrafiącą współczuć, pomagać, ale była też zakochana (choć nigdy nie przyznała tego nawet przed samą sobą). Jeśli to w jakikolwiek sposób mogłoby pocieszyć Vivien, to siedemnastolatka do końca życia będzie toczyć walkę z własnymi wyrzutami sumienia. Niestety, nie mogła się o tym dowiedzieć, bowiem wtedy musiałaby poznać prawdę, a ją mogła znać tylko ona.
Milczała jeszcze chwilę, spoglądając nieśmiało na Vivien. Sprawiała wrażenie osoby, która właśnie toczyła w głowie jakąś bardzo ważną bitwę. I tak było. Zastanawiała się, czy pociągnąć tą farsę jeszcze chwilę, czy od razu przejść do rzeczy. Nie była potworem, dlatego też w końcu sięgnęła po coś, co przez długi już czas spoczywało w kieszeni jej fartucha.
- To... dla Ciebie - wyciągnęła list w stronę kobiety. - To od mojego ojca. Dyktował wszystko i kazał mi pisać. On jedynie się podpisał, by potwierdzić swym imieniem i nazwiskiem prawdziwość wszystkich zawartych w nim słów.
Zamilkła, wpatrując się w Vivien. Miała nadzieję, że jej uwierzy, ale z drugiej strony - dlaczego nie? Dyktowanie komuś listu, a później podpisywanie go jedynie, było powszechną praktyką. Czekała, aż Viv wstanie i wyjmie z jej drżącej ręki ów kawałek papieru, który za chwilę mógł całkiem zniszczyć życie kobiety - albo jej.

List:
Vivien.
Na pewno pamiętasz, jak Twój dziadek próbował Cię sprzedać mi, jako żonę dla mojego syna. Musisz też pamiętać o tym, że odmówiłem. Myślałem, że wtedy widzę Cię ostatni raz. Ty jednak mimo takiego upokorzenia, potraktowania tak przedmiotowo postanowiłaś wrócić i prosić, bym przyjął Cię i uczył. Zgodziłem się, a Ty nadużyłaś mojego zaufania. Skoro nie powiodła się sprzedaż, postanowiłaś inaczej wkupić się w rodzinę - dupą.
Jeśli jeszcze nie zrozumiałaś, to wyjaśnię - nigdy nie zgodzę się na to, by mój syn był z kimś takim, jak Ty. Chcąc zostać łowcą, udowodniłaś, że nie nadajesz się ani na matkę, ani na łowcę.
Co zaś się tyczy Twojego bękarta. Nigdy nie uznam go za swojego wnuka, więc możesz go zabierać... albo zostawić. Dam mu dach nad głową, zostanie łowcą, albo medykiem. Ciebie jednak nie chcę tu widzieć. Nie ważne, co zdecydujesz - daje Ci dwa dni, żebyś się wyniosła. To i tak dużo biorąc pod uwagę to, jak nadużyłaś mojego zaufania. Dziecko możesz później podrzucić. Nawet w koszyku.

Brian Chamberlain


Ostatnio zmieniony przez Anna Swinburne dnia 13/11/17, 02:57 am, w całości zmieniany 1 raz
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 14


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Vivien Valerious on 13/11/17, 01:35 am

Nie wiedziała ile jeszcze wytrzyma w tej niewiedzy. Nagle jednak coś się zmieniło. Ann wyjęła z kieszeni list i jej podała. Wzięła go od niej niepewnie po czym zaczęła otwierać. Wydawało jej się to trochę dziwne by Brian kazał Annie pisać list a sam go tylko podpisał. Po przeczytaniu już kilku pierwszych linijek listu, miała wrażenie, że krew spływa jej z twarzy lub ktoś oblał ją kubłem zimnej wody... Miała ochotę zapaść się pod ziemie. Nic z tego nie rozumiała. Ale po chwili zaczynało to do niej docierać. Czuła jak łzy napływają jej do oczu. Wstała powoli jakby bała się, że się zaraz przewróci.
-Ja Cię bardzo przepraszam Ann.. Ale... Muszę wyjść.. Muszę się przewietrzyć.
Powiedziała tylko po czym trzymając nieszczęsny list w ręku i ze łzami spływającymi po policzkach wyszła z gabinetu po czym biegiem skierowała się do wyjścia. Chyba zaczynało to wszystko do niej w pełni docierać. Była w rozsypce. Gdzie miała teraz iść? Co miała ze sobą zrobić? Przecież od ponad trzech lat siedziba dla niej jak dom. Dom z którego zostaje teraz wyrzucona z powodu ciąży. Musiała sobie wszystko przemyśleć. Ale najpierw, musi się uspokoić.
avatar

Wiek : 40
Zawód : Była łowczyni wampirów
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Pierwsza pomoc, posługiwanie się bronią palną
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t510-vivien-marie-valerious#1614 http://vampirekingdom.forumpl.net/t511-vivien-marie-valerious#1616 http://vampirekingdom.forumpl.net/t512-vivien-valerious#1617 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Anna Swinburne on 13/11/17, 11:05 am

Coś ty najlepszego zrobiła?! Pytała samej siebie i im dłużej się nad tym zastanawiała, tym bardziej nie umiała znaleźć odpowiedzi, czy usprawiedliwienia dla swojego czynu. Nawet najgłębsze i najsilniejsze uczucie nie mogło usprawiedliwić takiej podłości, z czego  Anna zdawała sobie doskonale sprawę. Chciałaby cofnąć czas - kazać się odpieprzyć Vivien od siebie i po prostu odejść, czekać na rozwój wydarzeń. Czekać na to, aż jej brat poślubi kobietę. Było jednak za późno - stało się. List został wręczony, a machina ruszyła. Anna wiedziała, że nigdy sobie tego nie wybaczy. Wiedziała również, że jej brat również tego nie zrobi, jak się dowie. W końcu kochał Viven - może nawet bardziej, niż ją. Ta myśl ją zabolała.
Nic nie odpowiedziała łowczyni. Nie była wstanie nic powiedzieć, patrząc na jej zmieniającą kolory twarz. Czekała, aż ta coś zrobi. I w końcu zrobiła. Musiała wyjść. Wcale się jej nie dziwiła. Sama, po przeczytaniu czegoś takiego nie umiałaby zachować spokoju i chciała zostać sama. Kiedy jednak obok niej przeszła, Anna wyciągnęła w jej stronę rękę, chcąc ją złapać za ramię, zatrzymać, przeprosić. Ale powstrzymała się - nie zrobiła zupełnie nic, przez co Vivien mogła wyjść z pomieszczenia. Całe szczęście dla kobiety, że siedemnastolatka zostawiła w zamku klucz, bowiem gdy tylko weszły do tego pokoju, od razu zamknęła drzwi. Nie chciała w końcu, by ktoś im przeszkadzał.
Od wyjścia Viv minęło już kilka minut, a Anna dopiero wtedy zaczęła coś czuć. Wyrzuty sumienia i poczucie winy, które ją zalało sprawiło, że zrobiło jej się bardzo niedobrze. Mechanicznie podeszła do zlewu, którego zwykle wszyscy używali do mycia rąk. Ona natomiast do niego zwymiotowała. Było jej tak niedobrze, że nawet gdyby chciała, nie zdążyłaby iść do łazienki. Odkręciła wodę, opłukując zlew, a następnie twarz. Musiała wziąć się w garść.
Zebrała słoiki z maściami, z którymi tu przyszła i ruszyła do drzwi. Jej twarz nie wyrażała żadnych emocji - była poważna, zastygła. Co się zaś jednak działo w niej, było okropne. Wiedziała, że wszystko, co teraz czuje, jej się należy. Powinna się czuć podle, powinna czuć wyrzuty sumienia i zdawać sobie sprawę z tego, że przez nią świat nie jednej, ale minimum dwóch osób się rozpadł na miliardy kawałków. Nigdy sobie tego nie wybaczy. Nie będzie miała też pretensji do nikogo, jeśli poznając prawdę, wzgardzą nią. To była jej kara i krzyż, który przyjdzie jej dźwigać do końca życia. Wiedziała, że nigdy chyba nie uda jej się tego odpokutować.
Choć to żadne usprawiedliwienie, Anna nie była zła - była zakochana i zagubiona. Miała jednak wybór i wybrała źle.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 14


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Anna Swinburne on 15/11/17, 12:26 am

// Mniej więcej rok później od wyżej opisanych zdarzeń, Dundee, Katedra św. Pawła - rok 1865

Minął rok... no, mniej więcej rok, jak... ostatni raz widziała Vivien. Przestać o niej myśleć, nigdy nie przestała, bowiem wyrzuty sumienia po tym, co zrobiła, nie dawały jej spokoju. Jej samopoczucia nie poprawiał również fakt, że praktycznie codziennie spotykała Jareda. Widziała, że po zniknięciu Viv bez słowa, jest mu po prostu ciężko. Nie mogła na to patrzeć, dlatego początkowo praktycznie cały czas go unikała. Nie było dnia, by nie migała się od spotkania z nim - to nowość.
Z czasem jednak było coraz łatwiej. Zdążyła przyzwyczaić się do tego głosu w swojej głowie, który każdego ranka witał ją i żegnał każdego wieczoru tym samym - wizją przyszłej kary za to, co zrobiła. Nie umiała tego wyłączyć, ale nauczyła się ignorować, a to naprawdę już dużo. Zaczynała wreszcie funkcjonować tak, jak wcześniej, jakby to wszystko nie miało miejsca. Los... postanowił jednak z niej zakpić i to w sposób naprawdę okrutny.
To był prawdziwie wietrzny dzień. Drzewa uginały się pod naporem mas powietrza. Niebo było zasnute szaro-stalowymi chmurami, z których co chwilę padał deszcz. Nie był on może wielki i gwałtowny, ale na pewno denerwujący.
Anna tego dnia miała wolne od pracy w skrzydle szpitalnym. Na szczęście ostatnio nie trafiało do nich zbyt dużo rannych łowców, dzięki czemu ona mogła bardziej przyłożyć się do nauki. Była już w tym wieku, że zapewne niedługo zacznie asystować przy operacjach. Nie mogła się tego doczekać. Jednak dzisiaj to wszystko musiało zaczekać...
Stała pod katedrą św. Pawła. Była ubrana w długą, ciemnozieloną spódnicę i czarny płaszcz, którego kołnierz postawiła, by osłonić choć trochę szyję i kark przed zimnym wiatrem. Włosy jak zwykle zaplecione miała w ciasny warkocz - ot, takie przyzwyczajenie, które wyniosła z pracy w skrzydle szpitalnym.
Wyglądała... normalnie, jak zawsze można nawet by rzec. Sprawiała jednak wrażenie czymś mocno podenerwowanej. Uczucie to mógł potęgować wyraz jej twarzy - wyglądała na spiętą. Wisienką na torcie natomiast był papieros, który co chwilę lądował w ustach dziewczyny. Widać, że nie był to pierwszy papieros w jej życiu. Mimo to... wciąż do niej to nie pasowało.
Anna rozglądała się dookoła siebie, nie wiedząc, skąd nadejdzie osoba, na którą czekała. Była za wcześnie i to sporo, ale nie mogła usiedzieć już w miejscu, dlatego też wolała stać tu i marznąć. By jakoś umilić sobie czekanie, zastanawiała się, jak Ona zareaguje na jej widok. Ucieszy się? Zmartwi? Skrzywi się, jakby zjadła coś zgniłego? Nie wiedziała, jak zareaguje. W końcu ostatnio nawet się nie pożegnały. Ponadto w miejscu, w którym stała teraz ona, powinien być Jared. Jak przyjmie to, że jego tu nie ma?
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 14


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Vivien Valerious on 18/11/17, 02:26 pm

Krótko po narodzinach Anny; bo tak Vivien nazwała swoją córkę, napisała list do Jareda, że przyjeżdża i chciałaby się z nim spotkać.  Miała cichą nadzieję, że jak mu wszystko wyjaśni, to Jared porozmawia w jakiś sposób z ojcem, by mogli znów być razem i tworzyć pełną rodzinę. Chociaż z drugiej strony nie miała pojęcia jak Jared zareaguje na jej przyjazd. Swoim wyjazdem zraniła nie tylko siebie ale i Jego. Mimo, że tego nie chciała. Żałowała, że nie porozmawiała z nim na przekór temu co było w liście. Gdyby z nim porozmawiała wtedy, może byłoby inaczej.
Przyjechała do Dundee już dzień wcześniej. Poprosiła miejscowego księdza o nocleg na jedną noc chcąc przespać się normalnie z dwumiesięczną córeczką po długiej podróży. Zwłaszcza, że Anna bywała bardzo marudna. Tego dnia mocno wiało, więc Vivien opatuliła ciepło córeczkę, po czym wyszła na spotkanie z Jaredem. Nie mogła się już doczekać tego spotkania. Miała wrażenie, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi. Nie liczyła na to, że będzie czekał na nią z utęsknieniem. Ale na samą myśl, że spotka miłość swojego życia, była cała uradowana.
Przybyła na miejsce chwilę przed czasem. Pomyślała, że gdyby go jeszcze nie było, schowa się na te kilka minut w kościele, i będzie uważała, na to kiedy się zjawi. Niestety nie było go. Ale zamiast niego, była Anna. Jej przyjaciółka. Tęskniła również za nią. Jednak nie była to tak mocna tęsknota jak za Jaredem. W pierwszej chwili pomyślała, że może Jaredowi coś się stało. Dlatego nie przyszedł. Poczuła jak smutek ogarnia jej serce. Przytuliła mocniej córeczkę owiniętą grubszym kocykiem do piersi po czym podeszła do Anny.
-Anna!
Powiedziała z uśmiechem podchodząc do przyjaciółki.
-Stęskniłam się za Tobą! Opowiadaj co u Ciebie?
Mimo tego, że to Anna przekazała jej wiadomość od ich ojca, nie mogła się na nią gniewać. Nie mogła być na nią zła. Była przecież jej przyjaciółką i na pewno nie chciała nic złego. Przynajmniej takie miała przekonanie. Cały czas jednak myślała o tym, dlaczego Jareda tu nie ma...
-Miałam się tu spotkać z Twoim bratem, czy coś się stało??
Nie wytrzymała jednak i spytała zmartwiona. Bała się o niego. Cały czas kochała go. Darzyła go ogromnym uczuciem. Był jej pierwszą i jedyną miłością.
avatar

Wiek : 40
Zawód : Była łowczyni wampirów
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Pierwsza pomoc, posługiwanie się bronią palną
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t510-vivien-marie-valerious#1614 http://vampirekingdom.forumpl.net/t511-vivien-marie-valerious#1616 http://vampirekingdom.forumpl.net/t512-vivien-valerious#1617 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Anna Swinburne on 19/11/17, 11:16 am

Szukała Vivien wzrokiem, cały czas zastanawiając się, co ma jej powiedzieć. I im więcej nad tym myślała, tym bardziej utwierdzała się w tym, że nie powinno jej tu być. Wiedziała jednak, że musiała. Jeśli chciała zachować w tajemnicy prawdę o tym, co zrobiła, musiała tu przyjść i przekonać Viv do tego, by zaprzestała wszelkich prób kontaktu z Jaredem. Ann zbyt długo trwała już w tym kłamstwie, by teraz się wycofać. Było już za późno dla niej.
Ścisnęła list, który był zaadresowany do jej brata, w kieszeni. Widząc znajomą postać z zawiniątkiem w rękach, poczuła jak jej serce zamiera. Czy to ich dziecko? Czy to znaczy, że urodziła? Jeszcze raz szybko zaciągnęła się dymem tytoniowym, po czym rzuciła papierosa na ziemię i zdeptała go obcasem buta.
- Vivien!
Starała się, by i jej głos zabrzmiał tak przyjaźnie, jak kobiety. Widocznie do tej pory niczego się nie domyślała, czyli uknuta przez Annę intryga wciąż działa. Skoro tak, nie mogła się zdradzić.
- Ja za Tobą też - nie miała zamiaru wspominać o tym, że jak wyjeżdżała, nawet się z nią nie pożegnała. - Ile to czasu minęło? Prawie rok będzie?
I w tym momencie spojrzała na zawiniątko w ramionach kobiety. Serce dziewczyny zabiło mocniej. Była taka maleńka. Poczuła wyrzuty sumienia. Mała i tylko z matką, przez nią.
- U mnie w porządku. Niedługo pozwolą mi brać udział w operacjach. Na razie tylko w charakterze asysty, ale kto wie, co będzie dalej?
Tymi... opowiastkami starała się jak najbardziej odbiec od tematu, który zapewne Vivien interesuje najbardziej, a mianowicie - gdzie jest Jared. Kobieta jednak nie dała się zwieść, bowiem zniecierpliwiona, postanowiła zapytać wprost.
- Jareda nie będzie.
Odpowiedziała Viv, a jej twarz przybrała nieco poważniejszy wyraz. Czuła, że właśnie teraz robi kolejny krok do zatracenia swojej duszy.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 14


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Vivien Valerious on 19/11/17, 01:23 pm

Gdyby tylko Vivien wiedziała o tym wszystkim co uknuła Anna, na pewno nie wysyłałaby listu tylko od razu stawiłaby się w Siedzibie i poszłaby od razu do Jareda, opowiedziałaby mu o wszystkim i zaraz po tym, z listem poszłaby do Briana Chamberlaina.
Vivien również miała list w kieszeni. Ten sam list który Anna przekazała jej prawie rok temu.
Nie miała się w sumie czego domyślać. Nie miała przez prawie rok z nikim kontaktu z Dundee. Ale dowiedziałaby się wszystkiego teraz.
-Tak prawie rok... Dwa miesiące temu urodziłam.
Powiedziała uśmiechając się do Anny po czym spojrzała na śpiącą córeczkę opatuloną w jej ramionach.
-To świetnie! Gratuluję!
Na prawdę się ucieszyła. Wiedziała jak Anna ciężko pracowała na to wszystko. Vivien na prawdę jej kibicowała jak tylko mogła. Jednak czuła, że coś jest nie tak. Uśmiech zniknął z jej twarzy gdy usłyszała, że Jareda nie będzie. Zabolało.
-Dlaczego? Coś się stało??
Modliła się w duszy aby tylko nie był ranny. Aby tylko nic mu nie dolegało poważnego. Bała się o niego.
avatar

Wiek : 40
Zawód : Była łowczyni wampirów
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Pierwsza pomoc, posługiwanie się bronią palną
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t510-vivien-marie-valerious#1614 http://vampirekingdom.forumpl.net/t511-vivien-marie-valerious#1616 http://vampirekingdom.forumpl.net/t512-vivien-valerious#1617 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Anna Swinburne on 20/11/17, 09:41 am

Gdyby to spotkanie miało miejsce jakieś pół roku wcześniej, to może Anna sama przyznałaby się, co zrobiła? Pierwsze miesiące po wyjeździe Viv były dla niej cholernie ciężkie, bowiem nie mogła sobie poradzić z tym, co zrobiła. Nie wiedziała, gdzie kobieta wyjechała, dlatego nawet gdyby chciała - a chciała, naprawdę chciała, wysłać do niej list z wyjaśnieniem i przyjąć karę, na jaką zasługiwała, nie mogła tego zrobić. W domu był jednak jeszcze Jared. Temu ile razy chciała o wszystkim powiedzieć, ale kiedy wyobrażała sobie to, jak zaczyna nią gardzić, robiło jej się aż słabo. Dlatego go unikała. Unikała tak długo, aż jej sumienie rozciągnęło się na tyle, by po prostu przyjęło to, co zrobiła i przestało ją gnębić. I teraz Anna nie czuje prawie nic w związku z tą sprawą, poza złością i niechęcią do Viv. Tak, obwiniała ją o wszystko.
Słysząc jej słowa, zacisnęła mocniej dłoń na liście, który trzymała w kieszeni płaszcza.
- Czy Ty zdajesz sobie sprawę z tego, co by się stało, gdyby ten list wpadł w ręce mojego ojca?!
Mówiąc to, wyciągnęła z kieszeni rzecz, o której mówiła, pokazując ją kobiecie. Nie było już koperty, a papier, który trzymała w dłoni, był pomięty. Musiał być czytany nie raz.
Jej słowa nie były odpowiedzią na pytanie Vivien. Były też trochę za ostre. Ann zdawała sobie z tego doskonale sprawę. Emocje w niej jednak zaczynały pomału brać górę. Czemu Viv nie mogła po prostu wyjechać i zapomnieć o jej bracie?!
- Masz naprawdę duże szczęście, że tego dnia to ja odebrałam pocztę. - To nadal nie była odpowiedź na pytanie kobiety. - A Jaredowi nic się nie stało... Nie będzie go, bo nawet nie wie, że przyjechałaś.
I wreszcie to powiedziała. Patrzyła na Viv uważnie, zastanawiając się, co teraz zrobi. Zaczynała stąpać po bardzo cienkim lodzie. Musi to wszystko tak rozegrać, by ta nie domyśliła się, że list to jej sprawa.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 14


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Vivien Valerious on 21/11/17, 10:24 am

Niestety pół roku wcześniej, to Vivien była jeszcze w drodze, do Pittsburga. Wiele razy chciała zawrócić by porozmawiać z Jaredem. Cierpiała. Bardzo cierpiała. I niestety to cierpienie jej nie odpuszcza. A myśl o wychowywaniu córki samej, była przytłaczająca. Bała się, że nie da rady sama. Przecież dziecko potrzebuje nie tylko matki ale i ojca.
Spojrzała zdziwiona na Annę która wyjęła list z kieszeni. Czyżby Jared w ogóle nie wiedział, że przyjechałam? Zapytała siebie samej w myślach. Po chwili jednak otrzymała odpowiedź na swoje pytanie. Była zła na Annę.
-To nie mogłaś mu po prostu przekazać tego listu? Jared ma prawo wiedzieć, że jest ojcem! A Anna ma prawo mieć ojca! Tak bo ma na imię Anna. Jak moja przyjaciółka, chociaż po Twoim zachowaniu śmiem twierdzić, że jednak nią nie jesteś. Poza tm druga sprawa, nie wiesz, że cudzych listów się nie czyta?!
Spytała równie ostro. Zaczynała się zastanawiać czy to wszystko przez Annę. Że to ona stoi za tym, że Vivien musiała wyjechać. Po chwili jednak odrzuciła od siebie tą myśl. Przecież Anna nie była taka zła. Nie zrobiłaby jej tego.
Malutka Anna zaczęła chyba wyczuwać złość mamy i sama zaczęła się denerwować i pojękiwać. Viv teraz skupiła się na uspokajaniu jej. Po chwili jednak spojrzała na Annę. Zauważyła w jej oczach coś, czego nie widziała nigdy wcześniej. Miała wrażenie, że samym spojrzeniem mówi jej, że jej nienawidzi. Viv wiedziała już, że ich przyjaźń właśnie się kończy.
avatar

Wiek : 40
Zawód : Była łowczyni wampirów
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Pierwsza pomoc, posługiwanie się bronią palną
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t510-vivien-marie-valerious#1614 http://vampirekingdom.forumpl.net/t511-vivien-marie-valerious#1616 http://vampirekingdom.forumpl.net/t512-vivien-valerious#1617 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Anna Swinburne on 22/11/17, 10:27 am

Nie spodziewała się po Vivien innej reakcji, jak... właśnie złości. Była na nią gotowa i prawdę mówiąc to by się zawiodła, gdyby ta zareagowała inaczej. Przygotowywała się na wybuch negatywnych emocji i go otrzymała, dzięki czemu mogła zachować spokój. Dziękowała Vivien w duchu za jej przewidywalność.
Odczekała, aż się uspokoi i uderzy w nią pierwszą falą złości. W między czasie schowała list, który trzymała w ręce do kieszeni. Nie miała zamiaru oddawać go kobiecie. Gdyby tylko mogła, zapewne odebrałaby jej list, który „podarowała” jej jakiś rok temu. Kiedy rozpoczynała tą całą intrygę, nie myślała o tym, jakie to może pociągnąć za sobą konsekwencje, jeśli ten list wpadnie w niepowołane ręce. Vivien mogła uwierzyć w jego prawdziwość - w końcu nie znała tak dobrze jej rodziny, ale Jared? On od razu domyśliłby się prawdy, choćby przez to, że list nie był napisany ręką ich ojca (został tylko przez niego niby podpisany), który... bardzo cenił sobie prywatność.
- Uspokój się - przemówiła do Vivien, jak do małego dziecka, które awanturowało się oto, że nie dostało swojej ulubionej zabawki. - Jesteś za głośna. Zwracasz na siebie zbyt dużą uwagę - dodała, zupełnie ją ignorując. Na razie.
Ann miała rację - podniesiony głos kobiety zainteresował ludzi przechodzących nieopodal miejsca, w którym akurat rozmawiały. Pannie Chamberlain nie bardzo się to podobało. Im mniej osób patrzy, tym... lepiej.
- Chodźmy gdzieś, gdzie będziemy mogły porozmawiać w spokoju. Zresztą, zaczyna padać i coraz mocniej wiać. Chyba nie chcesz, by Twoja córka się rozchorowała?
Głos miała opanowany - nawet jej nie zadrżał. Spojrzała na młodziutką Annę, która wierciła się w ramionach matki. Czyli zrobiła to - nazwała ją jej imieniem. Wolała się nie zastanawiać nad tym, co czuje...
Jeśli Vivien miała zamiar skorzystać z jej propozycji, to Anna zaprowadziła ją do niedużej kawiarni, mieszczącej się na parterze jednej z kamienic. Jeśli jednak nie zechciała jej posłuchać, dała kobiecie wybór - do kościoła nie dała się jednak zaprowadzić, gdyby taki pomysł przyszedł Viv do głowy. Mogły też zostać tu, gdzie stały. Anna miała tylko nadzieję, że łowczyni nie zacznie znowu zwracać na siebie niepotrzebnie uwagi.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 14


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Vivien Valerious on 22/11/17, 09:52 pm

Może i Viv była przewidywalna, ale jednak nie zmieniało to faktu, że cała ta sytuacja rozzłościła ją nie na żarty.
Skarciła Annę wzrokiem gdy próbowała ją uspokoić niczym małolatę. Viv miała prawo się wściec. Traktowała Annę jak swoją przyjaciółkę, a ta wbija jej nóż w plecy komplikując jednocześnie całą sytuację z Jaredem. Miała ochotę tyle Annie wykrzyczeć w twarz, ale nie zrobiła tego. W tym wypadku jej była przyjaciółka miała rację. Zwraca na nie zbyt wiele uwagi. Ostatecznie ruszyła za nią do kawiarenki. Usiadła przy stoliku dalej tuląc do siebie córeczkę. Zaczynała żałować, że dała córce takie samo imię.
-Możesz mi wyjaśnić dlaczego to zrobiłaś?
Spytała tym razem kontrolując swoje nerwy. Cały czas obserwowała Annę. Nie chciała by ani jedna jej reakcja umknęła Viv.
avatar

Wiek : 40
Zawód : Była łowczyni wampirów
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Pierwsza pomoc, posługiwanie się bronią palną
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t510-vivien-marie-valerious#1614 http://vampirekingdom.forumpl.net/t511-vivien-marie-valerious#1616 http://vampirekingdom.forumpl.net/t512-vivien-valerious#1617 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Anna Swinburne on 23/11/17, 07:18 pm

Ulżyło jej, że Vivien choć trochę przystopowała i uspokoiła się. Naprawdę nie chciała, by ktokolwiek im się przyglądał, czy nie daj Bóg przysłuchiwał. Mogła oczywiście wtedy odejść i zostawić Viv bez odpowiedzi. Wiedziała jednak, jaki będzie tego koniec.
Kiedy weszła do kawiarenki razem z kobietą, wzrokiem wyszukała jakiś stolik najbardziej na uboczu. Całe szczęście o tej porze dnia nie było tu zbyt wiele osób. W pomieszczeniu było jasno, ale czuć było zapach dymu tytoniowego. Widocznie nie wietrzą sali tak często, jakby to było konieczne, albo... wszystkie meble już przesiąkły tym zapachem do cna.
Poczekała, aż Vivien pierwsza zajmie miejsce przy stoliku. Sama odprawiła kelnera, który właśnie zainteresował się nimi. No chyba że łowczyni chciała coś zamówić. Lekko zniecierpliwiona pozwoliła jej zamówić co tam chciała, sama prosząc o herbatę.
Siedząc na przeciwko Vivien, starała się nie spoglądać na dziecko, trzymane przez nią w ramionach. Szczerze pisząc, nawet przez myśl jej nie przeszło, że kobieta przywlecze ze sobą tu swoją córkę. Jakoś to w jej głowie... wyglądało łatwiej - przychodzi, mówi jej żeby dała spokój Jaredowi i się rozchodzą. Obecność małej Anny wszystko komplikowała. Wyrzuty sumienia, które udało jej się w końcu zdusić, zaczęły się budzić. Musiała szybko to załatwić i odejść stąd z nadzieją, że nigdy więcej się nie spotkają.
- Posłuchaj - odchrząknęła, milknąc, kiedy kelner przyniósł to, o co poprosiła. - Wiem, co sobie o mnie teraz musisz myśleć. Przepraszam, że byłam dla Ciebie taka szorstka tam... na placu, ale... spróbuj mnie zrozumieć. Robię to wszystko dla Jareda. Kiedy zobaczyłam, że napisałaś list do niego, początkowo od razu chciałam mu go dać, ale... to by zniszczyło jego życie - podniosła wzrok na Vivien.
Czy młoda łowczyni myślała, że Anna zacznie ją znowu atakować? Jeśli tak, to musiała być bardzo zaskoczona tym, jak właśnie się zachowała. Dziewczyna nie była głupia. Wiedziała, że jeśli chce dopiąć swego, będzie musiała zachować spokój i przekonać ją, by sama nie chciała widzieć Jareda. A jak to najłatwiej osiągnąć - przekonać ją, że jej brat ułożył już sobie życie bez niej i żeby sama nie chciała tego niszczyć.
- Uwierz mi, że było mu ciężko po tym, jak wyjechałaś bez słowa. Wcale Ci się nie dziwię, że tak postąpiłaś. Wciąż czuję się winna temu wszystkiemu. W końcu... gdyby nie ja, gdybym wtedy nie powiedziała nic ojcu, może to wszystko potoczyłoby się inaczej? Ale jest już za późno - minął niemal rok! Jared ruszył dalej, pogodził się z Twoim odejściem. Jeśli coś do niego czujesz, to proszę, nie mieszaj mu w życiu. Zostaw go w spokoju. Zostaw nas... jego rodzinę.
To, co mówiła Anna nie było do końca prawdą, ale nie było też zupełnym kłamstwem. Trochę w tych słowach jednak się zagalopowała. Wypowiadając ostatnie zdanie powiedziała o jedną rzecz za dużo. „Zostaw nas...” Niby nic takiego, ale kiedy dodać do tego, jak się nagle zmieszała i nagle uciekła wzrokiem przed spojrzeniem Vivien - wygląda trochę podejrzanie, prawda? Chcąc jakoś wybrnąć z tej sytuacji, odchrząknęła po tych słowach, jakby nagle jej coś zaleciało do gardła i dodała „jego rodzinę”. Miała nadzieję, że Vivien nic nie zauważy i nie przyjdzie jej do głowy, by drążyć ten temat. W sumie, to nie było nic takiego. Byli w końcu rodziną, nie kłamała, ale... nie brzmiała jak siostra, która troszczy się o brata i zdawała sobie z tego sprawę. Mogła liczyć tylko na to, że Viv nic nie zauważy.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 14


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Vivien Valerious on 23/11/17, 09:10 pm

Viv zmówiła w kawiarni jedynie herbatę. Nawet gdyby chciała, to nie mogłaby zamówić kawy czy herbaty. Przecież karmiła Annę piersią. Mimo, że niezbyt pasowała jej owa kawiarnia, to nie miała wyboru. W sumie to w każdej jednej kawiarni w Dundee było czuć smród i dym z papierosów. Wysłuchała jej do końca. Jednak słysząc o zniszczeniu Jaredowi życia uniosła brwi zdziwiona.
-Zniszczyłoby mu życie? A przepraszam bardzo jakie moja córka będzie miała życie bez ojca?
Spytała retorycznie. Odpowiedź była taka sama. Zniszczone. Sama wiedziała jak to jest wychowywać się bez jednego rodzica. W końcu miała pięć lat gdy zmarła jej matka w momencie, gdy zbyt szybko zaczął się poród. Co gorsza, zmarła nie tylko jej matka ale i jej młodszy braciszek.
Słysząc dalszą wypowiedź o mal nie prychnęła lekceważąco. Jednak jedno zdanie przykuło jej uwagę. "Zostaw nas...." Dopiero po chwili Anna poprawiła się i powiedziała "Jego rodzinę". Coś tu nie pasowało. Dopiero po chwili obserwacji zachowań Anny zrozumiała o co tak na prawdę chodziło.
-Tobie tu nie chodzi o rodzinę... Tobie chodzi o Ciebie... Kochasz go. I to bardziej niż powinnaś.
Powiedziała z przekonaniem.
-Anno.. To Twój brat. Zdajesz sobie sprawę, że to nie jest właściwe...
Zaczęła karcić Annę. To nie było w porządku by ta darzyła własnego brata takim uczuciem. Przecież to już podchodzi pod kazirodztwo.
avatar

Wiek : 40
Zawód : Była łowczyni wampirów
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Pierwsza pomoc, posługiwanie się bronią palną
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t510-vivien-marie-valerious#1614 http://vampirekingdom.forumpl.net/t511-vivien-marie-valerious#1616 http://vampirekingdom.forumpl.net/t512-vivien-valerious#1617 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Anna Swinburne on 24/11/17, 09:48 pm

Wiele wysiłku kosztowało ją to, by nie wywrócić oczami, kiedy Vivien z oburzeniem zareagowała na jej tłumaczenia. Szczerze, nie chciała myśleć o tym, co będzie z nią i jej córką, bowiem wiedziała, że jeśli tylko zacznie, to się złamie. I tak było jej już ciężko. Widok dziecka w jej ramionach z jednej strony sprawiał, że jeszcze bardziej chciała odciągnąć Viv od Jareda. Z drugiej jednak wciąż gdzieś z tyłu głowy słyszała, że nie powinna zabierać dziecku ojca. Już sama nie wiedziała, co powinna zrobić - przyznać się do wszystkiego, czy brnąć w to dalej? Wtedy jednak młoda łowczyni rozwiała wszelkie jej wątpliwości, przechylając szalę na swoją... niekorzyść.
Anna zdawała sobie sprawę z tego, że się trochę zagalopowała w swej wypowiedzi. Odkryła się aż nadto ze swymi uczuciami przed Vivien i mimo nadziei, by niczego nie zauważyła, tak się nie stało. Kobieta nie tylko zauważyła jej dziwne zachowanie, ale i... bardzo szybko wyciągnęła wnioski. Czy aż tak była przewidywalna?! Skoro ona tak szybko się domyśliła, to czy... rodzice też mogą coś podejrzewać? Poczuła, jak zaczyna panikować. Spojrzała ostro na kobietę.
- Co Ty możesz o tym wiedzieć? Poza tym, skąd Ci przyszedł taki durny pomysł do głowy? Przecież to mój brat jak sama zauważyłaś. Nie mogę go kochać w taki sposób.
Usta mówiły jedno, a oczy drugie. Całą swoją postawą zdradzała, że kłamie. Spanikowała jednak, zareagowała zbyt ostro, przez co straciła kontrolę nad sobą.
- Poza tym mówimy o Tobie, a nie o mnie. To Ciebie mój ojciec wygnał i kazał się nie zbliżać do naszej rodziny i Jareda. Widzę jednak, że w ogóle nie zależy Ci na samej sobie, dlatego może pomyśl o dziecku? Jaki los go czeka, jak się zjawisz, co? Myślałaś o tym?
Próbowała w jakiś sposób zmusić Vivien do tego, by zapomniała o tamtym. Miała nadzieję, że jej słowa ją wkurzą, chociaż intuicja podpowiadała jej, że raczej może o tym zapomnieć.
avatar

Wiek : 38 lata
Zawód : Pisarka
Stan cywillny : Wdowa
Umiejętności : Pierwsza pomoc, medycyna tradycyjna, posługiwanie się bronią palną: rewolwer
Punkty : 14


http://vampirekingdom.forumpl.net/t500-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t507-anna-swinburne http://vampirekingdom.forumpl.net/t508-anna-swinburne#1593 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Vivien Valerious on 24/11/17, 10:45 pm

Tym razem Vivien nie miała zamiaru dać się wyprowadzić z równowagi. Poza tym, były w kawiarni i też to ją dużo hamowało. Znała Annę na tyle dobrze, że wiedziała, że w tym momencie kłamie.
-Chociażby to, że powiedziałaś "Zostaw nas.." Anno... Wiesz, że jeśli Twój ojciec dowie się o tym to nie będzie zadowolony. Ja mogę zaryzykować. Już i tak nie mam wiele do stracenia. A opiekunkę mogę znaleźć by się do niego udać.. Widzę, w jaki sposób mówisz o Jaredzie. Widzę też, w jaki sposób reagujesz, gdy tylko wspominam o nim jak o Ojcu naszej córki. Chcę by Jared się o niej dowiedział i wierz mi, że prędzej czy później dowie się... Wiem, że namieszam, ale nie mam zamiaru pozwolić na to, by Anna wychowywała się bez ojca. A poza tym nie wiem czy wiesz... Ale kazirodztwo jest dość powszechne. Anno. To nie jest w porządku to TWÓJ BRAT. Jak Ty to sobie wyobrażasz?
Spytała ją na koniec retorycznie. Zachowanie Ann zdradzało ją we wszystkim.
-Dobrze.. Chcesz rozmawiać o mnie? W porządku.. To wyobraź sobie jak to jest wychowywać się bez ojca. Albo w ogóle wyobraź sobie jak to jest wychowywać się bez jednego rodzica. Myślisz, że to takie dobre dla dziecka? Nie masz zielonego pojęcia o tym wszystkim bo całe życie miałaś obojga rodziców. A ja doskonale wiem co mówię...
Viv jednak cały czas pamiętała o tym co zauważyła. I nie miała zamiaru odpuścić Annie.
-Anno proszę Cię.. Opamiętaj się. Bo to, co czujesz, nie jest w tym wypadku w porządku. Wiedz, że jeśli się nie opamiętasz, pójdę do Twojego ojca. Albo do matki... Ona prędzej mnie wysłucha. Poza tym, nie musiałabym nawet iść, bo wystarczyłby list.
Oznajmiła jasno ale spokojnie Annie. Na szczęście panowała nad sobą podczas całej tej rozmowy. Mimo, że w środku cała była poddenerwowana. To co działo się w głowie Viv w tym momencie, nie szło by nawet opisać tego słowami.
avatar

Wiek : 40
Zawód : Była łowczyni wampirów
Stan cywillny : Panna
Umiejętności : Pierwsza pomoc, posługiwanie się bronią palną
Punkty : 26


http://vampirekingdom.forumpl.net/t510-vivien-marie-valerious#1614 http://vampirekingdom.forumpl.net/t511-vivien-marie-valerious#1616 http://vampirekingdom.forumpl.net/t512-vivien-valerious#1617 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Dundee, posiadłość łowców, rok 1864

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach