Londyn, ok 570 lat temu - Page 2

Londyn, ok 570 lat temu

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 09/04/17, 05:08 pm

Skinął głową, bo to akurat była prawda, której w sumie ciężko zaprzeczyć. A jeszcze należałoby wspomnieć, że faktycznie pewne fakty mu tutaj nie grały. Wszystko to miało miejsce naprawdę dawno temu, a to poniekąd sprawiało, że nie wiedział jak to rozumieć. Na pewno wszystko, co mu mówiła było prawdzie, bo powodowało niesamowite poruszenie, ale… ta odległość czasu. To było zdecydowanie niemożliwe. Więc albo sama powodowała, że to wszystko nabierało przerażającej nie realności albo… miał do czynienia z czymś, co przechodziło wszelkie ludzkie pojęcie. I troszku, to w tym momencie wykluczał, bowiem… owszem, były na świecie rzeczy, które się filozofom nie śniły, ale przeciętni ludzie rzadko się z nimi spotykali.
-Przeszłość, która nas ukształtowała potrafi boleć. Niemniej nie powinna być powodem słabości, a dawać siłę do działania – dodał te trzy grosze od siebie. Dla niego przeszłość była jedynie zbiorem wskazówek, jak radzić sobie, do czego nie dopuścić. A także momentem, w którym zbierał doświadczenie. I to w sumie bardzo dużo doświadczenia, które było mu potrzebne w późniejszym życiu. I to skutkowało w sumie tym, że był jak był. A można śmiało powiedzieć, że był strasznie specyficzną osobą, która jednak dobrze sobie radziła.
Widział jej minę, w końcu siedzieli blisko siebie. A potem ten śmiech, on sprawił, że Eric uniósł jedną z brwi w górę. Cóż widocznie w jego wypowiedzi było coś, co rozbawiło jego towarzyszkę. I byłoby to w sumie dobre, gdyby nie fakt, że ten śmiech nie był ani trochę… ciepły, brakowało w nim wesołości. To był raczej… upiorny śmiech, który sprawiał, że mimo wszystko Cyneric odczuł lekki dyskomfort, chociaż powiedzmy sobie szczerze, nie był on na tyle silny, by go przerazić. Sprawił on, że zaczął się nad pewnymi rzeczami zastanawiać.
-Słyszę – przytaknął, bo cóż innego mu pozostało? A na jej wspomnienie, że nie jest człowiekiem, że mogłaby mu zrobić krzywdę, zabić go… on pozostawał spokojny, nawet w jakimś stopniu zobojętniał w tym momencie, co… dopiero wyglądało przerażająco. Gdy nagle na twarzy żywej osoby pojawia się obojętność, godna umarłego. A jeszcze powoli opuścił spojrzenie na swój przegub, który panna chwyciła i próbowała najwyraźniej zmiażdżyć lub pokazać mu w ten sposób swoją wyższość.
Szkoda, że na nim nie robiło to żadnego wrażenia. Co gorsza, nie odmalowało się na jego twarzy żadne uczucie, inne emocje.
-Tylko… z całym szacunkiem idiota, a także stworzenie gorsze od potwora chce zabić kogoś, kto chce mu pomóc. Nawet osaczone zwierzę, choć gryzie i drapie, nie jest tak bezmyślne, by próbować zabić kogoś, kto wyciąga ku niemu pomocną dłoń – zaczął swą wypowiedź. I mogło to brzmieć niemiło i poniekąd miało. -Twoje groźby nie mają dla mnie znaczenia, nie ma go również to, że mnie krzywdzisz. Bo w tym momencie robisz krzywdę tylko i wyłącznie sobie, pozbawiając się zrozumienia, towarzystwa, ciepła… więc… to twoja decyzja, Lasair czy nadal będziesz się zachowywać… gorzej niż zwierzę czy… wykażesz się… mądrością, o którą cię posądzałem.
Z czymś na kształt zniesmaczenia, odsunął się tak, by wampirzyca nie mogła mu szeptać do ucha. On jednak nie mówił wcale głośno, było zaś w jego słowach coś… smutnego, ale i złowieszczego. Ona go zabije, a on się tym nie przejmie, bo będzie martwy.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 09/04/17, 11:26 pm

Czy kolejne zaskoczenie tego wieczoru mogło być możliwe? Oczywiście, że tak! Lasair powinna jak najszybciej przyzwyczaić się do faktu, że Cyneric nie zachowuje się jak każdy normalny człowiek i nigdy nie wiadomo, czego należy się po nim spodziewać. Tak samo jak i w tym momencie. Gdy każdy normalny człowiek, na jej zachowanie zareagowałby krzykiem, strachem wymalowanym w oczach czy chociażby szybszym biciem serca, ten po prostu siedział i patrzył na nią z czymś na kształt żalu i rozczarowania malującym się w oczach. Cały rezon, jaki posiadała w sobie wampirzyca, nagle zupełnie się ulotnił.
Patrzyła na Cynerica nie pewna, co powinna dalej zrobić. Znów popsuł jej plany i znów wywinął się z nich gładko i zwinnie jak jakiś gad. Tak, to dobre porównanie. Cyneric poruszał się dziwnym trafem sprawnie po jej uczuciach jak jaszczurka w wysokiej trawie. Wiedział dokładnie gdzie stąpnąć, jak zagrać, czy zasyczeć, aby ona poczuła się tak, jak nigdy wcześniej. I oczywiście nie było w tym stwierdzeniu niczego miłego. Bo jej uczucia z całą pewnością nie były w tym momencie miłe. Były... Nieokreślone.
Puściła jego dłoń i odsunęła się od niego, jakby ten człowiek nagle zaczął ją parzyć. Lub ona jego. Usiadła na samym skraju ławy nie pewna, co powiedzieć bądź zrobić. Nie wiedziała, co będzie odpowiednie i jak jej zachowanie zostanie zinterpretowane.
-Tylko, skąd ja mogę wiedzieć, jakie ty masz plany względem mnie? - zapytała wprost. Nie śmiała spojrzeć mu w twarz, wzrok utkwiła w splecionych na podołku dłoniach. Tak będzie najbezpieczniej. Dla wszystkich. -Skąd mam wiedzieć, że to wszystko, co mówisz od początku tego wieczoru, nie ma służyć wzbudzeniu mojego zaufania i wykorzystaniu go do cna? Skąd mam wiedzieć, że to właśnie ty, nie będziesz idiotą, który zabije kogoś, kto otworzył przed nim serce?
Nagle zerwała się ze swojego miejsca, nie zdolna do tego, aby wysiedzieć tam choćby moment. Nie ufaj nikomu, tak głosiła zasada, którą Lasair postanowiła wyznawać kilkaset lat temu. Nigdy nie wiesz skąd przyjdzie zagrożenie. Może to właśnie miał na celu Cyneric? Może właśnie chciał aby ona poczuła się bezpiecznie by potem, patrząc jej prosto w oczy, wbić jej drewniany kołek w serce, spalić jej ciało, skazując na wieczny niebyt. Czy może jednak? Może jednak miał się okazać tym, kto wybawi ją z rąk samej siebie?
Krążyła od ściany do ściany próbując zebrać wszystkie myśli, które pojawiły się w jej głowie. Mądrość, o którą ją posądził. Z całą pewnością chciała nadal pozostać ostrożna. Już zbyt wiele zaryzykowała tego wieczoru. Więcej nie zamierzała.
-Pokaż mi, że mogę Ci zaufać. -zatrzymała się w miejscu i dłonie skrzyżowała na swoim tułowiu, jakby chciała się obronić przed Cynericem. Jakby właśnie mierzył do niej mieczem a ona tylko tak mogła się przed nim uchronić. -Proszę, pokaż, że nie chcesz mnie skrzywdzić, że nie chcesz mojej zguby.
Czy rzucała mu wyzwanie. Bardzo możliwe, że tak właśnie było. Wpatrywała się przy tym wprost w jego oczy, czekając na reakcję. Mógł uciec, nie miałaby mu tego za złe, pewnie tylko przez chwilę... Mógł również okazać się godnym jej zaufania człowiekiem. Nie miała pojęcia co Eric wybierze.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 47


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 11/04/17, 11:43 am

Wciąż ją obserwował. Robił to z wielkim spokojem, ale również czymś na kształt obojętności. Można by niemal odnieść wrażenie, że w ten sposób jest w stanie widzieć zdecydowanie więcej, rozumieć więcej. Może właśnie na tym polegała jego niesztampowość, fakt, że potrafił zareagować w sposób dużo odmienny od przeciętnych ludzi. Obserwował i słuchał uważnie, tego co miała do powiedzenia. Zaś pytanie swej Róży skomentował lekkim uśmiechem.
-Plany? Cóż mówiłem ci o nich już nie raz, ale ty wciąż odrzucasz od siebie myśl, że chcę tylko cię poznać. Jesteś ciekawym zjawiskiem, które nagle wtargnęło do mojego życia. Czegoż więcej mógłbym chcieć, jak nie poznać cię? – Wyjawił jej swoje plany, bowiem nie były one w sumie żadną tajemnicą. Co więcej ona miała prawo, a nawet powinna o nich wiedzieć. W końcu jest ich częścią. Potem przechylił lekko głowę, jego uśmiech się zmienił. Było w nim coś… uroczego, łagodnego można by niemal pomyśleć, ze ma się do czynienia z naprawdę dobrą, czułą, wrażliwą osobą, co w sumie nie było do końca kłamstwem, ale… prawdą jest, że każdy człowiek, wampir i inne stworzenie ma w sobie mroczną część, której nie zawsze się wstydzi.
-I to jest właściwie pytanie. Skąd masz to wszystko wiedzieć? Tak samo, skąd ja miałem wiedzieć, że podczas zwykłego rytuału poznawania się, nagle zaczniesz mi grozić śmiercią? To gra, moja droga. Gra w karty lub kości, możesz powierzyć się szczęściu, a możesz po prostu zacząć oszukiwać, niezależnie od tego, co wybierzesz… i tak nie masz stu procent pewności, że wygrasz – odpowiedział ze spokojem. On robił jej w jakimś stopniu dokładnie to samo, co ona jemu. On chciał ją tylko poznać, a ona próbowała go zabić. Chociaż w tym wszystkim różnili się tym, że on nigdy nikogo nie zabił i bardzo możliwe, że nie będzie to miało nigdy miejsca. Nie musiał zabijać, by żyć, ani by przeżyć. Miał inne sztuczki w zanadrzu.
Wodził za nią spojrzeniem, obserwował to dzikie zwierzę zamknięte w klatce własnych strachów, doświadczenia i wielu innych rzeczy, które sprawiały, że mimo wszystko ciężko jej było się w tej sytuacji odnaleźć. Widać po niej było, że miała ogromny, wprost nieporównywalnie wielki bagaż doświadczeń, a to poniekąd mogło utwierdzać w tym, że to co mówiła o przeszłości jest poniekąd prawdziwe. Nawet, jeśli było ciężko w to uwierzyć.
-Mam ci to pokazać? Ciekawe w jaki sposób – powiedział z delikatnym uśmiechem. Jak miał to zrobić? Zaufanie to rzecz, którą czasami buduje się nawet latami. Nie żeby mu to przeszkadzało, ale też był ciekaw, co jego towarzyszka na to powie. -Sądzę, ze już to pokazałem, ale zapewne jak każda kobieta potrzebujesz więcej niż jednego zapewnienia – roześmiał się w tym momencie. Był też poniekąd ciekaw, co ona w tym momencie powie. Czy zrozumie, o co mu chodzi?
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 15/04/17, 06:35 pm

Nie mieściło się jej to w głowie. Nie spotykała się wcześniej z tym, aby mężczyzna, który pojawiał się w jej życiu od tak po prostu chciał ją poznać. Zazwyczaj miał on na celu wykorzystanie jej do cna i zniszczenie psychiczne. Potem następowano porzucenie i jej ucieczka. A Cyneric siedział sobie od tak po prostu i mówił, że chce ją poznać. Tylko. A może aż?
Słysząc jego kolejne słowa, zaczynała się uspokajać. Kilak myśli pojawiło się w jej głowie. Koniec gierek, koniec dziwnych zachowań. Ten mężczyzna ją intrygował, musiała to przyznać. Może normalne zachowanie byłoby najrozsądniejszym wyjściem w tej sytuacji? Może powinna od tak po prostu powiedzieć mu wszystko normalnie, szczerze, bez konszachtów i gierek, które dla nikogo nie miały się dobrze skończyć?
Powoli, jakby obawiała się tego, że mężczyzna może w każdej chwili się na nią rzucić, podeszła w jego kierunku. Kroczek za kroczkiem. Mięła przy tym nerwowo sukienkę. Cały czas uważnie obserwowała Cynerica, mimo że gdzieś tam daleko w podświadomości wiedziała, że nie zrobi nic, co mogłoby jej jawnie, bądź mniej jawnie zagrażać. Chyba na tyle zdarzyła go poznać.
Usiadła delikatnie na ławce obok niego kładąc dłonie na podołku. Uważnie przyglądała się swoim kolanom jakby były nadzwyczaj interesującym okazem dzikiego zwierzęcia. Pomyślałby kto, że się dziewczę zawstydziło lub co gorsza nie jest pewna wszystkiego wokół. Może po części była to prawda? Kto wie...
-Chciałabym zacząć to wszystko od nowa. - powiedziała po dłuższej przerwie nadal nie patrząc na Cynerica. - Źle zaczęliśmy tą znajomość i uważam, że powinno to zostać naprawione.
Zamilkła na chwilę i podniosła wzrok, który potem skierowała na Cynerica.
-Jeśli chcesz mnie poznać, zgoda. Odpowiem na każde pytanie które mi zadasz. Nie ważne czego będzie ono dotyczyć i jak trudne będzie. Wyjawię Ci wszystko i wszystko to będzie szczerą prawdą. Żadnego koloryzowania czy zmieniania przeszłości. W zamian proszę tylko o jedno. Pozwól mi na to samo na co ja Ci w tej chwili zezwoliłam.. - uśmiechnęła się delikatnie w jego kierunku, jakby na zachętę. Chciała tym pokazać, że nie zamierza go okłamać czy skrzywdzić jeśli i on nie zrobi tego samego względem jej. - Jeśli złamiesz jakiś warunek umowy, po prostu Cię zabiję, bo nie mogę pozwolić, by ktoś znał aż tyle bezkarnie moich sekretów. - poszerzyła uśmiech, który tym razem zdecydowanie dodawał jej uroku. Oczywiście, że nie zamierzała go zabić! Ale postraszyć delikatnie, to już zupełnie coś innego, prawda?
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 47


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 20/04/17, 12:42 pm

Nie ruszał się ze swojego miejsca, co więcej grzecznie niczym pies czekał na to, co będzie miało miejsce. Obserwował piękną kobietę, a może przerażoną dziewczynkę, które jednocześnie była lwem zamkniętym w klatce. Było to fascynujące zjawisko, które obserwował z prawdziwą przyjemnością. Lekki uśmiech gościł na jego przystojnej twarzy.
Lekko się przechylił, gdy usiadła koło niego. Głównie po to, by zamiast na jej kolana móc, chociaż w niewielkim stopniu spoglądać na jej twarz. Było to raczej grzeczniejsze, niż bezczelne wpatrywanie się w jej kolana. Zwłaszcza, że to faktycznie mogło uchodzić za niegrzeczne. A jej zawstydzenie? Ciężko w sumie powiedzieć, czy w to wierzył. Gra pozorów, to jednak gra pozorów. Chociaż moment w którym zobaczył, tą biedną, skrzywdzoną dziewczynę sprawiało, że trochę inaczej w tym momencie na nią patrzył.
-Naprawdę? Ciekawe po czym doszłaś do takiego wniosku? – Stwierdził ze śmiechem, oczywiście w tym momencie żartował. Był jej mimo wszystko wdzięczny za to, że chce rozmawiać, zacząć poniekąd od początku. O ile tak w ogóle można i się poniekąd da, bo to również… może nie być takie proste.
I znów się roześmiał, tym razem poniekąd głośno, ale też na swój sposób uroczo. Jego śmiech ogólnie należał do tych miłych, raczej dalekich od tendencji do denerwowania. Bo niektórzy ludzie mieli naprawdę denerwujący uśmiech. A gdy skończył się śmiać zrobił coś, czego zapewne towarzyszka się nie spodziewała, a mianowicie ujął ją delikatnie pod brodę i ucałował delikatnie, lekko w policzek.
-Nie tak, piękna, wygląda poznawanie się. To nie mają być tortury w których uchylenie się od odpowiedzi oznacza śmierć. Nie oskarżam cię o czary, ani bycie wiedźmą. A chcę cię po prostu poznać. W miły i powiedzmy sobie szczerze… normalny sposób. A teraz chodź, znajdziemy, którąś z pań tego dworu i prosimy o nową, piękną suknie dla ciebie – mówiąc to powstał powoli ze swojego miejsca, a także ujął swą Róże za rękę, by i jej pomóc podnieść się z tego siedliska. -Poza tym, jeśli dobrze pamiętam przybyłaś tu z pewnym zadaniem, a te noże to raczej nie były na mnie. Mogę ci w nim pomóc, chociaż nie chcę wiedzieć, czego dotyczyło. Niemniej… odpowiem ci na pytania, które mi zadasz. O ile, będzie to chociaż stwarzać pozory rozmowy – dodał po chwili.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 23/04/17, 11:15 am

Jego śmiech miał w sobie coś takiego, co sprawiało, że człowiek, czy też wampir momentalnie się rozluźniał. Oczywiście mowa o tym szczerym śmiechu. Tak było i teraz w przypadku Lasair. Gdy usłyszała jego śmiech, jako odpowiedź na jej propozycję, momentalnie całe napięcie jakie miała w sobie, powoli zaczęło się ulatniać gdzieś hen daleko stąd. Mięśnie się rozluźniły, przestały być napięte jak struna i w każdej chwili gotowe do ataku. Jej usta wygięły się, najpierw w delikatnym uśmiechu by następnie stał on się szeroki i szczery. A potem śmiech również i z jej ust zaczął się wydobywać i trwał równie długo jak ten, który rozpoczął Cyneric.
Może go nie doceniała? Może źle potraktowała i sprawiła, że mógł się poczuć urażony? Z pewnością przynajmniej jedno miało miejsce. Nie zamierzała jednak dłużej zachowywać się w ten sposób: jak rozpaczliwa kobietka, której coś się w życiu nie udało. Ona zginęła. Wiele setek lat temu. I teraz została ostatecznie pochowana w tym budynku dzięki nikomu innemu, jak Cynericowi. Czy była mu za to wdzięczna? Oczywiście! Czy kiedykolwiek zamierzała się do tego przyznać? Nigdy w życiu!
Podała mu swoją dłoń i pozwoliła, by pomógł jej wstać. Cóż, trzeba przyznać, że jej suknia była w naprawdę tragicznym stanie. Przez kilka sekund kobieta poświęciła jej chwilę uwagi, by dokładniej przyjrzeć się rozcięciom, które sama stworzyła. Wygląd nigdy nie miał dla niej znaczenia, więc i tą suknią się w ogóle nie przejęła. O wiele bardziej byłaby szczęśliwa, gdyby mogła teraz założyć na siebie jakieś męskie spodnie i koszulę w których czułaby się o wiele bardziej komfortowo. No ale cóż, jak się nie ma co się lubi...
Gdy usłyszała wzmiankę o zadaniu, delikatnie się zmieszała, jednak nie na tyle by było to nazbyt widoczne. Ot, mała zmiana pojawiła się na jej licu, ale równie szybko jak się pojawiła, tak zniknęła.
-Masz rację, to nie jest najlepszy pomysł, abyś wiedział o moich planach względem tych noży. I nie, nie dotyczyły one od samego początku Ciebie. - kwaśny uśmiech pojawił się na jej ustach. Niemal całkowicie zapomniała o swoim pierwotnym celu pobytu w tym miejscu. Ten gbur, Pan Cynerica, miał zginąć. Zbyt wiele wiedział i zbyt wiele mógł namieszać, aby nadal pozostawał przy życiu. A do tego zadania został oddelegowany nie kto inny jak właśnie Lasair.
Ruszyli powoli korytarzem w bliżej nie określonym kierunku. Wtedy Lasair wpadł do głowy pewien pomysł.
-Chociaż, jeśli chcesz to mógłbyś mi bardzo pomóc w wykonaniu mojego zadania. Ale uprzedzam Cię, że jeśli poproszę, byś się odwrócił, będziesz musiał to uczynić i po prostu mi zaufać mimo tego, że wiele razy naraziłam Cię dzisiaj na niebezpieczeństwo. - prawie noże w stopie, wykręcone ręce, to dopiero początek tego co miało nastąpić. A Lasair nie chciała, aby Cyneric widział śmierć. Nie mogła obciążyć go czymś tak trudnym do zniesienia. Nie wiedziała, czy jego postawa jest tylko powierzchowną siłą, czy rzeczywistą.
-Potrzebowałabym, abyś wywabił swojego Pana z tamtej sali. Ja nie mogę się tam ponownie pojawić, gdyż jestem już spalona i zbyt łatwo mnie rozpoznać. - jakby od niechcenia wskazała na swoją jeszcze rozdartą suknię i cholernie rude włosy, które nawet wśród wampirów były rzadkim przypadkiem a stanowiły o jej oryginalności. Chociaż to słowo dopiero za kilkaset lat miało wejść w użycie.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 47


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 24/04/17, 12:09 pm

Widział, że się rozluźniała i to poniekąd go cieszyło. Właściwie o to mu poniekąd chodziło. Nie chciał by siedziała tu przy nim, niczym na igłach czy szpilkach. Nie miał na celu rozzłoszczenia jej, czy sprawienia by czuła się źle. Właśnie o to, w tym momencie mu chodziło, by czuła się dobrze. By była poniekąd szczęśliwa, zapomniała o tych niemiłych rzeczach, które miały chwilę temu miejsce. Zwłaszcza, że to już zdecydowanie była przeszłość, która mogła odejść w niepamięć.
Suknia nie była ważna, ale nie mogła mimo wszystko tak paradować między ludźmi. Czemu? Bo to na pewno skłoniłoby kogoś do zrobienia czegoś, co nie powinno mieć miejsca. Do zrobienia czegoś, czego ona sama na pewno by nie chciała. A więc trzeba było się zająć tą, jakże przyziemną i niezbyt istotną rzeczą.
Dla uważnego obserwatora, nawet mała zmiana jest czymś… wyraźnym. Nie zamierzał jednak o tym wspominać, bo po co?
-Zdaję sobie z tego sprawę, poniekąd nawet się cieszę, że noże nie były mnie przeznaczone – stwierdził z uśmiechem. Bycie trupem w najbliższym czasie… to nie koniecznie było coś, czego chciał doświadczyć. A przynajmniej nie tak definitywnie martwym. Wziął piękną damę pod ramię, by prowadzić ją powoli ku sali balowej. Jednak nie zamierzał jej tam wciągać, sam chciał iść i znaleźć panią tego domu, by prosić ją mimo wszystko o pomoc.
-Mógłbym ci pomóc? W jaki sposób, Różo? Zaufanie, to krucha sprawa, a jednak jestem skłonny zaufać osobie, która już nie raz mi dziś groziła. Należy ci się to w sumie, po tym zamieszaniu, jakiego byłem źródłem – powiedział ze spokojem. I mogło to być w jakimś stopniu zabawne, a także nieco załamujące. Możliwe, że będzie jej to wypominał do końca jej nieśmiertelnego życia. A może będzie łaskawy i nie będzie, aż tak… wrednym stworzeniem, by pewne rzeczy wypominać bez końca.
Zmarszczył jednak lekko brwi, gdy wspomniała o jego panu. Cóż, wiedział, że to do niego parła, ale nie sądził, że to faktycznie on miał być… tym, któremu przeznaczone były te noże.
-Więc to jemu przeznaczone są te noże? Dobrze, mogę go wywabić. Ale najpierw chyba spotkam się z panią tego dworu, by znaleźć ci nową suknię, co ty na to? Chyba, że wolisz coś wygodniejszego? - Stwierdził z uśmiechem.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 26/04/17, 07:51 pm

Złapała go pod łokieć i powoli zaczęła iść z nim w stronę z której dopiero co uciekała. Łatwo było tak po prostu z nim iść teraz, kiedy okazał się nie być zwyczajnym dupkiem, który tylko liczy na zapoznanie bliższe z nią lub jej kobiecością. A przynajmniej takie myśli pojawiały się w jej głowie. Czemu, nie miała pojęcia.
Słysząc wzmiankę o nożach tylko parsknęła chicho śmiechem. Mimo, że nie były one naszykowane dla niego, to z czasem Lasair zaczynała żałować, że nie zostały one użyte do tego, aby pozbyć się jego moszny i jąder. W sumie, jakby na to nie patrzeć, po wszystkim co dziś przez niego przeszła zdecydowanie mu się to należało. Taki mały odwet za jej przykrości, które przez niego dostała.
Zamiast tego szła sobie z nim w siną dal z delikatnym uśmiechem na ustach, który mógł sugerować tylko jedno: w końcu poczuła się przy nim zupełnie swobodnie. Tak, jak powinna poczuć się od samego początku, gdyby nie to, że wcześniej zachowywał się jak wariat.
Gdy usłyszała o zaufania, delikatnie się zmieszała. Czy ten mężczyzna mógł być w stanie zaufać komuś, kto otwarcie mówi o tym, że zamierza kogoś zamordować? Czy to było oznaką zdrowia psychicznego? Na coś takiego raczej nie wyglądało.
-Porada na przyszłość od starszej koleżanki: uważaj komu powierzasz swoje zaufanie. Osoby takie mogą okazać się go niegodnymi. - powiedziała z pełnym spokojem na swym licu. Zdecydowanie wyglądała na młodszą od niego, a wiedziała, że te słowa mogłyby wywołać w nim kolejną dezorientację. Ale w końcu obiecała, że będzie z nim kompletnie szczera. A czy nie od swojego wieku powinnam w takim przypadku zacząć? W końcu znacznie przekraczał on sto lat.
Kiwnęła głową w odpowiedzi na jego pytanie a propos swojego pana.
W głębi podświadomości czuła, że jest mu winna w tym momencie coś więcej, że powinna w jakiś sposób wytłumaczyć swoje postępowanie.
- Jakby to powiedzieć, jestem kimś na kształt płatnego zabójcy - zaczęła ze stoickim spokojem wymalowanym na twarzy. Mówiła w taki sposób, jakby rozmawiali właśnie o pogodzie. Jakby jej własne słowa nie wywierały na niej żadnego wrażenia. - Jednym z ostatnich moich zleceń jest właśnie mężczyzna, o którym sam mówisz, że jest Twoim Panem, Cynericu. Jednak proszę, nie proś mnie o więcej szczegółów, gdyż dodatkowa wiedza może być dla Ciebie niebezpieczna.
Nie sądziła, że usłucha, więc tonacja jej głosu w ogóle się nie zmieniła. Wiedziała, że przy nim należy spodziewać się niespodziewanego, więc pewnie i tak zrobi coś, co każdego by zaskoczyło.
Westchnęła na samą wzmiankę o czymś wygodniejszym niż ta paskudna suknia. Lasair cieszyła się, że została ona podarta, choćby specjalnie. Nienawidziła chodzić w takich ubraniach. Był to dla niej przykry obowiązek. Gdy tylko mogła sobie na to pozwolić, zastępowała je o wiele wygodniejszymi męskimi spodniami.
-Nawet nie wiesz ile bym oddała za zwykłą koszulę i spodnie. - powiedziała zgodnie z prawdą, skręcając za róg. Byli coraz bliżej sali balowej.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 47


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 04/05/17, 10:49 pm

Te noże to niech zostawi sobie na kogoś innego, a to wszystko co przeszła? Uch to zdecydowanie jej wina. Tylko i wyłącznie jej wina, bo on w sumie zamierzał ją traktować jak normalną kobietę, którą łatwo oczarować i z którą szybko się da załatwić pewne sprawy. A ona w tym momencie zaczęła wydziwiać i w sumie… sama wpadła na pomysł podarcia swojej sukni i w sumie nie tylko. Jednym słowem… sama była sobie winna.
Nie jest wariatem, po prostu… nieco inaczej postrzega pewne sprawy.
-Zatem uważasz się za osobę nie godną, mojego zaufania? – I grę czas zacząć, bo w sumie… Lasair się w tym momencie sama o to prosiła. Wychodził z założenia, że lepiej zaufać komuś, kto otwarcie ci grozi śmiercią, niż komuś kto ci nią grozi w duszy i nosi przy sobie sztylet. Jak w przypadku pierwszej osoby wiadomo czego się spodziewać, tak intencje tej drugiej są równie czyste co gacie większości obecnych tu lordów. A co za tym idzie… zawsze lepiej postawić na kogoś, kogo intencje chociażby w niewielkim stopniu się znało.
Wspomnienie o wieku, puścił mimo uszu. A raczej w tej chwili nie przywiązał do tego zbytniej wagi. Chociażby dlatego, że już coś mu tam ten jego mały rozumek podpowiadał.
Skinął głową, gdy wspomniała jaki pełni zawód.
-Można się było w sumie tego po części spodziewać – stwierdził, a na jego usta wpełzł lekki uśmiech. Uważnie też obserwował swoją towarzyszkę, która mimo wszystko miała mu coś ważnego do powiedzenia. Potem znów skinął głową. -Zapewne z jakiegoś powodu musisz się go pozbyć, co wydaje się logiczne biorąc pod uwagę zawód którym się parasz. Jednak… jaka moja w tym rola? Co mam dla ciebie zrobić?
Nie pytał o nic więcej, informacją, że jego Pan może umrzeć również zbytnio się nie przejął. Cóż taka kolej rzeczy albo się żyje długo i szczęśliwie albo się komuś podpada i umiera w cierpieniach. Takie czasy, takie życie, taki klimat. Cóż poradzić? Nic się nie da. Po prostu trzeba do pewnych rzeczy przywyknąć.
Uśmiechnął się wesoło za sprawą jej słów.
-Coś wygodniejszego mogę ci od ręki załatwić, to jak? – Stwierdził z uśmiechem.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 07/05/17, 12:47 am

Ona nigdy nie była normalną kobietą, którą należało oczarowywać i wywierać nań wrażenie, aby zasłużyć na jej uznanie. Ona zawsze odstawała od reszty kobiet, już nawet od najmłodszych lat, gdy zamiast pleść warkocze i dbać o izby w domu, wolała biegać z drewnianym patykiem po polach w pogoni za nieuchwytnymi zającami. Jeśli coś w całej tej sytuacji było jej winą, to tylko to, że nigdy nie była taka, jak na kobietę przystało, aby się prezentowała. Ot, cała jej wina była opisana w tym jednym jej grzechu, który poczyniła jeszcze wiele setek lat temu: po prostu nie była normalna.
Nie dała się wciągnąć w grę, którą Cyneric na nowo próbował rozpętać. Nie miała na to nastroju i wiedziała, że przez jeszcze naprawdę długi czas go mieć nie będzie. Teraz, chciała się cieszyć, tańczyć, radować. Coś się kończy, coś się zaczyna. Ona pewien etap swojego życia właśnie zamknęła i nie zamierzała zbyt szybko do niego powracać. Bo i po co wciągać się w sytuacje, które nie stawiają jej w wygranej pozycji.
Dlatego własnie, słysząc jego słowa, zaśmiała się, długo, dźwięcznie. Resztki jej dobrego nastroju echo rozniosło bo kamiennym korytarzu, obwieszczając wszem i wobec, że ona nie była już tą samą kobietą, co jeszcze przed godziną.
-Oczywiście, że nie powinieneś mi ufać! W końcu próbowałam Cię zabić! Nie wiesz co jeszcze zaraz trafi do mojej głowy! - wypaliła, gdy w końcu śmiech opuścił jej krtań i pozwolił wyzwolić z jej ust jakiś inny dźwięk.
Gdy to powiedziała, od tak, pociągnęła ku sobie Cynerica. Wspięła się na palce i pocałowała go w zarośnięty policzek. Gdy od niego się odsunęła, uśmiechnęła się szeroko. Chyba to właśnie był ten czas, gdy powinien zacząć ją uważać za wariatkę, nim będzie dla niego zbyt późno.
Znów złapała go pod rękę, jak uprzednio i ruszyła przed siebie z uśmiechem błąkającym się gdzieś w kącikach jej ust. Rozświetlał on jej twarz i sprawiał, że nie wyglądała, jak wcześniej, jak zimna suka, bez krztyny nawet uczuć wewnątrz jej ciała. Stawiał ją w o wiele korzystniejszym świetle niż dotychczas.
Na jego pytanie, tylko machnęła wolną ręką. Nie zamierzała go nadto angażować w zadanie, które było jednak stricte przed nią postawione, nie przed tym młodzieńcem. On miał jej tylko delikatnie pomóc w jego wykonaniu, robiąc bardzo mało.
-Ty musisz go tylko wywabić z tej komnaty balowej. Najlepiej gdzieś, gdzie nikt go nie zobaczy. Może na dwór, jeśli zdołasz? Byłoby to idealnie. O wiele mniej by było potem do sprzątania, niż we wnętrzu tego budynku. - przemyślała to wszystko skrupulatnie. Przy dobrych wiatrach, jeszcze tej samej nocy, deszcz zmyje większość dowodów jej czynów do rynsztoku. Ciało wystarczyło podrzucić do obory, w której znajdowały się świnie. One zjedzą wszystko, bez względu na to, czy dostaną kości i ludzkie ciało, czy tylko trawę.
Spojrzała na niego, a uśmiech zniknął z jej twarzy. Czy był aż na tyle odważny? Zamierzała to sprawdzić i to już!
Pociągnęła go w zupełnie przeciwny korytarz niż ten, którym wcześniej przyszli. Gdy się tam znaleźli, odgłosy wcześniej się nasilające, teraz powoli ucichały. Upewniało ją to w przekonaniu, że w tej części budynku raczej nikogo nie zastaną.
Popchnęła go delikatnie w stronę jednej z kamiennych wnęk z perfidnym uśmieszkiem na ustach. Ten już nie wyglądał tak ładnie jak wcześniejszy.
-Ściągaj spodnie i koszulę. - rzuciła tylko, splatając ramiona na wysokości piersi.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 47


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 09/05/17, 01:36 pm

Nie spodziewał się wybuchu śmiechu. Niemniej podobało mu się to. Podobało mu się to, że jego towarzyszka się śmieje. W dodatku tak szczerze i… radośnie. W końcu wydawało się to być bardzo rzadkim zjawiskiem. Niemniej podobała mu się w takim stanie. Taka roześmiana.
-Prędzej zaufam osobie, która próbowała mnie zabić, niż osobie która się do mnie uśmiecha – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. Nie ma to, jak optymistyczne podejście do życia. Chociaż powiedzmy sobie szczerze, miało to trochę sensu. W końcu za uśmiechem mogło się kryć wszystko, zarówno dobre rzeczy, jak i złe. Ona się od tej złej strony pokazała, więc jedyne czym go może zaskoczyć to swoją dobrocią.
Siły to dziewczę trochę miało, skoro dało radę przyciągnąć Cynerica. Chociaż on niespecjalnie się opierał, a ucałowany w policzek zaśmiał się, chociaż odpowiedział w sumie tym samym. Bo gdy była blisko, również ją ucałował w policzek. Odpowiedział również uśmiechem, na uśmiech.
Może by się przejął i zaczął uważać, gdyby sam w sumie nie był wariatem.
Obserwował ją z prawdziwą przyjemnością, bo widział zmianę, która w niej zaszła. Wyglądała w tym momencie znacznie korzystniej, ale również promieniała. Całkiem jakby była w ciąży, co było na swój sposób zabawne. Bo w końcu nie to było powodem tej przemiany.
-Wywabić go z sali balowej, to w sumie nie będzie problem. Zwłaszcza, że mimo wszystko trochę go znam i wiem… co lubi – stwierdził ze spokojem. -Postaram się, chociaż boję się, że miejsce które mój Pan najchętniej by ze mną odwiedził, to sypialnia.
Niewiele brakowało, by w tym momencie się roześmiał. On nie miał nic przeciwko temu, że był wykorzystywany w taki sposób. Można by niemal zażartować, że żyjąc tak już od dawna się przyzwyczaił.
Tego pociągnięcia się zdecydowanie nie spodziewał, bo w sumie jak to tak? Nagła zmiana trasy sprawiła, że niewiele brakowało, by się wywrócił. Niemniej będąc wciąż jej uczepionym, udało mu się utrzymać równowagę. Chociaż długo to nie trwało, bowiem zaraz oparł się plecami o zimną ścianę, stojąc przed tą kobietą ze swoistym zaskoczeniem wymalowanym na twarzy. Musiał wyglądać bardzo zabawnie w tym momencie.
-Nie takie „od ręki” miałem na myśli, ale… jeśli nie będzie ci przeszkadzał fakt, że to moje ubrania – stwierdził ze wzruszeniem ramion, by potem chwycić za krańce koszuli i po prostu ją podnieść. Była na tyle luźna, że nie musiał rozwiązywać rzemieni. Zdjął ją i podał swej Róży.
Cóż można go było nazwać ładnie zbudowanym, widać było siłę jego śmiertelnego ciała, szerokie barski i pierś, wypracowane mięśnie rąk. Długie kasztanowe włosy opadły mu nie tylko na kark, ale też na barki i częściowo na pierś, wstążka się gdzieś zsunęła, ale on jej w sumie nie potrzebował.
Potem sięgnął do rzemieni, którymi związane miał spodnie. Uprzednio zdjął buty, a potem rozwiązał rzemienie i po prostu zsunął materiał ze swojego ciała. Gdy już zdjął spodnie, rzucił je Las, by potem przeciągnąć się jak kot.
-Dawno nie chodziłem nago – wymruczał, ale nie wyglądał na jakiegoś wybitnie skrępowanego.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 17/05/17, 10:50 pm

Widziała wyraźnie, że zmiana, która w niej nastąpiła również oddziaływała w jakiś sposób na niego. On zaczął się zachowywać inaczej, może trochę swobodniej niż dotychczas, co Lasair odpowiadało w zupełności. W tym momencie jeszcze nie wiedziała, że w przyszłości wiele lat spędzi w towarzystwie tego człowieka, ale już wtedy coś jej podpowiadało, że nie przejdzie on obojętnie przez jej życie, jak niektórzy, co nie pozostawiają po sobie nawet znaku. Nie pozostanie jednym z ludzi bez twarzy, których mimo usilnych chęci nie jesteśmy w stanie sobie przypomnieć.
Tego, że Cyneric zawoła swojego pana do sypialni nie przewidziała. Co prawda nie było jej to zupełnie na rękę, jednak wiedziała, że musi coś wymyślić i na tą ewentualność. W końcu była łowcą i to nie byle jakim łowcą. Potrafiła sobie poradzić w wielu różnorakich sytuacjach i miała nadzieję, że i z tą da sobie odpowiednio radę.
-Co prawda wolałabym, aby wszystko jednak odbyło się na dworze, lecz jeśli nie podołasz, poradzę sobie w inny sposób. - słów odnośnie tego, gdzie jego Pan najchętniej by go widział, nie skomentowała. Nie czuła się osobą, która mogła udzielać jakichkolwiek rad czy pouczeń komuś takiemu jak on. Widać było jak na dłoni, że wiedział co w życiu robić i jak robić, aby było dla niego jak najlepiej. Może i kiedyś pobłądził, zrobił coś, czego żałował do tego dnia, ale nie Lasair było to oceniać. Ona też miała wiele błędów na swoim koncie.
To co, stało się później, zaskoczyło nawet ją samą. Nie spodziewała się, że Cyneric jest na tyle odważny, by tak od ręki zrzucić ciuszki i zacząć stąpać przed nią zupełnie nago. Spodziewała się raczej, że zacznie się wykręcać niedogodnością chwili czy rozmiaru i ominie cały temat. Nie ma co ukrywać, zrobiło to na niej nie małe wrażenie. Jej oczy się powiększyły a usta mimowolnie wygięły w uśmiechu. Widok pięknego, męskiego ciała zawsze robił wrażenie, w szczególności jeśli był on dostępny w całej swojej okazałości. A tym razem Lasair było to dane.
-Cóż, w tym momencie zdecydowanie należy pochwalić Twoje ciało, więc chwalę: masz bardzo piękne ciało - powiedziała i delikatnie odwróciła na sekundę wzrok. Nie była pewna co w tej sytuacji powinna zrobić. Chwilę później doszła do wniosku, że jeśli powiedziało się A należy również powiedzieć i B. Bądź co bądź, stchórzyć nie zamierzała, co to to nie.
Dlatego też, niewiele myśląc, sięgnęła dłonią między swoje uda, by wydobyć z pochwy swój ukochany sztylet. Gdy już trzymała go pewnie w dłoni, zwinnym ruchem rozcięła tasiemki ją krępujące. Można by było uznać, że nie robiła tego po raz pierwszy w życiu. Chwilę później pociągnęła fałdy spódnicy co pozwoliło jej się uwolnić z tej przeklętej sukni. Opadły one luźno na jej stopy. Teraz stała ona przed Cynericem nago, jedynie dwie pochwy na sztylety, przymocowane do jej ud ją zdobiły oraz niewielki srebrny naszyjnik, który miała od wielu lat.
Szybko pozbyła się również troczków krępujących jej uda, po czym sięgnęła po spodnie, które jej towarzysz broni dopiero co z siebie zrzucił. Były zdecydowanie za duże, jednak jedna z tasiemek, która jeszcze nie tak dawno zdobiła jej suknię nadawała się do tego, by móc nią przepasać się w pasie i tym samym uniknąć ich zgubienia w międzyczasie. Potem Lasair założyła jeszcze na siebie jego koszulę, która mimo kilkukrotnie podwiniętych rękawów i tak była za duża i zawadiacko odsłaniała jeden jej bark. Na to wampirzyca nie mogła już nic poradzić. Potem ponownie przymocowała pochwy do swoich ud, tym razem już na odzieniu, nie pod nim i schowała srebrny sztylet.
Dopiero wtedy ponownie spojrzała na Cynerica. Jedna z jej brwi powędrowała ku górze, gdyż jeszcze nie pogodziła się z widokiem jego nagiego ciała.
-Teraz musimy tylko znaleźć coś dla Ciebie. W końcu nie możesz tak wparować do sali balowej jak Bóg Cię stworzył. - to powiedziawszy, pochyliła się do swojej sukni ponownie by odnaleźć pośród niej jeszcze dwa kolejne sztylety, tym razem już mniejsze. Jeden z nich schowała do kieszeni dopiero co zdobytych spodni, a drugi, po chwili wahania podała Cynericowi. -Mam nadzieję, że Ci się nie przyda. - dodała z kamiennym wyrazem twarzy
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 47


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 18/05/17, 01:06 pm

Cóż domyślał się, że na dworze byłoby prościej, bo w sumie łatwiej by było usunąć pewne dowody zbrodni, ale nie mógł obiecać, że uda mu się tam zaprowadzić swego Pana. Może się udać, a może nie. Po prostu zaznaczał pewną alternatywę, tak by towarzysza była na nią gotowa i by w razie czego miała awaryjny plan.
Uśmiechnął się szeroko, słysząc ten komplement. Skinął również głową, w ramach podziękowania, chociaż nie byłby sobą, gdyby coś na ten temat nie powiedział.
-Dziękuję, pani. Rad jestem, że ci się podobam… będąc nago – rzucił wesoło. Chociaż w tym momencie uważnie obserwował swoją towarzyszkę, bo w sumie każde jej spojrzenie, czy też niemal pruderyjne odwrócenie wzroku było dla niego jasnym znakiem. Zresztą nie pierwszym i nie ostatnim. A teraz jeszcze obserwował swoją towarzyszkę, która również postanowiła się rozebrać.
A wspomnieć by należało, że wodził spojrzeniem za jej rękami, a później i za ostrzami. W pewnym momencie nawet chciał jej podejść i pomóc, ale ostatecznie się powstrzymał. Chociażby ze względu na jej trudną przeszłość, którą musiał poniekąd uszanować. Niemniej z uśmiechem wodził spojrzeniem za tym pięknym ciałem, które wynurzyło się z licznych falban sukni.
-Różo jesteś naprawdę piękna, nawet jeśli brak ci płatków skrywających twe delikatne ciało – wymruczał taki komplement, który w tym momencie mógł zadziałać dwojako. I właśnie był ciekaw, jak na takie słowa zareaguje jego towarzyszka. Piękna wojowniczka, która w pewnym momencie odsłoniła się przed nim jak dziecko, dzieląc najbardziej intymnymi wspomnieniami. A teraz znów, stała się postrachem męskich serc i nie tylko.
Podszedł do niej, gdy już stała ubrana. Związał nieco mocniej rzemienie koszuli, co jednocześnie sprawiło, że nie świeciła bielą skóry.
-Z tym sobie poradzę, moja piękna – zapewnił z tajemniczym uśmiechem. Zresztą domostwo to należało do bliskiego znajomego jego Pana, a co za tym idzie… wiedział gdzie znaleźć ubrania dla siebie, ale w sumie byłby w stanie również znaleźć bardziej odpowiednie ubrania dla niej. Gdy wręczyła mu sztylet spojrzał na niego z zaskoczeniem. -Dajesz mi broń? – Zdziwienie jakie w tym momencie odmalowało się na jego twarzy można by uznać niemal za śmieszne. Chociaż broń wziął i chwilę ważył ten oręż w ręku, by potem po prostu ruszyć przed siebie, sprawnie wymijając swoją towarzyszkę. Po schodach zgrabnie niczym kot – teraz nieskrępowany żadnym odzieniem – wdrapał się na górę, chociaż jeszcze obejrzał się na towarzyszkę.
-Idziesz ze mną? – Zapytał z uśmiechem.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 22/06/17, 12:32 am

Jego odpowiedzi a propos komplementu jaki w jego kierunku posłała, nie zamierzała komentować. Bo i po co? Cyneric sam zapewne doskonale zdawał sobie sprawę z faktu jak urodziwe jest jego ciało i jak wiele przedstawicielek płci pięknej potrafił samym tylko spojrzeniem doprowadzić wręcz do ekstazy. Co prawda, Lasair nie należała do grona tych niewiast, które z niemalże czcią rozłożyła by w tym momencie przed nim nogi, jednak doskonałość ludzkiego (i nie tylko ludzkiego) ciała potrafiła i zamierzała doceniać.
Zdziwił ją natomiast komentarz przez niego posłany w jej kierunku. Nie spodziewała się go zupełnie. W końcu przez wiele lat swojego życia, nie słyszała podobnych komplementów. Ten był dla niej czymś zupełnie nowym. Nie słyszała wcześniej, by ktoś w tak delikatny i kurtuazyjny sposób wyrażał się na temat kobiecego ciała. Dlatego pewnie na jej policzkach wykwitły rumieńce mówiące o niezręczności która przez kilka sekund ją ogarnęła. Jednak by jakoś to zatuszować, prychnęła tylko, niby lekceważąco, a tak naprawdę była świadoma, że komplement ten na wiele lat, może nawet stuleci, pozostanie w jej głowie, pielęgnowany jak najdelikatniejszy kwiat. Dowód na to, że nie wszystko jest w życiu stracone i że nie każdy musi być wrogiem od momentu jak tylko otworzy swe usta by powiedzieć cokolwiek w jej kierunku.
-W to nie wątpię - powiedziała, z cieniem uśmiechu na ustach. -Jakoś dziwnym trafem, wielokrotnie tego wieczoru udowodniłeś że potrafisz wyjść cało z opresji. - dodała, przyglądając się jego dłoniom, które sprawnym ruchem poprawiały rzemienie koszuli. Nie, swoimi słowami wcale nie nawiązywała do tego, jak dzisiejszego wieczoru próbowała go trafić nożem... Wcale nie miała tego na myśli!
Zaskoczyło ją jego zdziwienie, gdy podała mu jeden ze swoich noży. Przecież on był zupełnie bezbronny. Co prawda, ona pewnie byłaby w razie niebezpieczeństwa w stanie go ochronić, ale lepiej dmuchać na zimne i unikać sytuacji w których on sam czekałby biernie na ratunek. Byłoby to skrajną głupotą.
-Zawsze lepiej mieć ze sobą broń niż jej nie posiadać, nawet w takim miejscu jak to. A może nawet szczególnie tam, gdzie nikt się niebezpieczeństwa nie spodziewa. - ot jedna z mądrości, którą nabyła na drodze swojego wieloletniego żywota. Dobrymi radami należało się dzielić z innymi.
Widok jego pląsających swobodnie pośladków sprawił, że zaśmiała się głośno i szczerze. Było to czymś tak niespodziewanym tego wieczoru, że zdecydowanie poprawiło wampirzycy już i tak dobry nastrój.
-Idę- zdołała tylko wykrztusić wspinając się za Cynericem po schodach. Gdy stanęła już obok niego, mocno pacnęła go w jeden z gołych pośladków, zaśmiewając się przy tym.
-Dopiero w tym momencie jestem w stanie docenić piękno Twojego ciała. - wydusiła z siebie pomiędzy kolejnymi napadami śmiechu. W bardzo dziwny sposób oddziaływał na nią ten człowiek i zupełnie zmieniał jej dotychczasowe postrzegania na wiele kwestii.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 47


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 22/06/17, 04:39 pm

Wzruszył lekko ramionami, całkiem jakby chciał w ten sposób zasygnalizować, że nie ma zielonego pojęcia o co jej chodzi. W sumie, to on nawet nie wiedział, kiedy dokładnie był niby w opresji? On nic takiego nie zauważył, chociaż może powinien? Ogólnie uważał dzisiejszy wieczór za naprawdę interesujący, obfitujący w moc wrażeń, o które wcześniej się w sumie nie mógł pokusić. Bardzo mu się to wszystko podobało.
Skinął potem powoli głową, gdy wspomniała, że lepiej jest mieć ze sobą broń, niż jej nie mieć.
-Najbardziej niebezpieczne jest to czego najmniej się spodziewamy – stwierdził ze wzruszeniem ramion. -Wiedz jednak, moja piękna Różo, że nie tylko bronią można się bronić.
Cóż mogło to zabrzmieć dziwnie, ale w sumie nikt nie powiedział że drewnianą łyżką nie można się bronic równie skutecznie, co sztyletem, jeśli się oczywiście wiedziało, gdzie łyżkę wetknąć. Niemniej przyjął do serca jej radę, wiedząc, że mimo wszystko jest osobą zdecydowanie bardziej doświadczoną i w sumie taką, w której doświadczenie można wierzyć.
Słysząc jej śmiech, wywrócił oczyma. W sumie to mógł się tego spodziewać. Mógł się domyślić, że teraz, gdy był nagi, jego życie stanie się znacznie ciekawsze. Czemu? Bo pewne widoki zapewne będą bawić jego towarzyszkę. Czemu? A skąd on biedny miał to wiedzieć? Był wszakże tylko mężczyzną, który nie miał nic przeciwko paradowaniu nago. Już nie wspominając o tym, że dość dobrze znał to miejsce, a co za tym idzie, paradowanie w tym stanie nie będzie trwało wybitnie długo.
Drgnął nieco zaskoczony, gdy klepnęła go w tyłek, jakby był co najmniej wyścigowym koniem. Podniósł na nią zielone spojrzenie, w którym dało się dojrzeć pewnego rodzaju powątpiewanie.
-Nie wiem, czy w tym momencie faktycznie doceniasz piękno mego ciała, czy może po prostu dobrze się bawisz, moim kosztem – stwierdził dość poważnie, choć na jego karminowe usta – swoją drogą, to był ich naturalny, bardzo ciemny i intensywny na swój sposób kolor – wpełzł lekki uśmiech. Zaraz potem – nie ociągając się dłużej – skierował się ku drzwiom jednej z komnat. Otworzył je dość zamaszyście, by potem pewnym siebie krokiem przekroczyć próg tego pomieszczenia. Od razu kroki swe skierował do bogato zdobionego kufra, który otworzył i z wnętrza którego zaczął wyciągać coraz to nowsze partie materiału. Oczywiście w tym celu zmuszony był się pochylić tudzież kucnąć, na co ostatecznie się zdecydował, by swą gołą dupą nie kusić swej Róży do innych, niecnych zagrywek. Podczas gdy on szukać sobie będzie odzienia.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 25/06/17, 03:23 pm

Jego słowa zawierały w sobie tak wiele prawdy. W tych kilku słowach zawarł to, co najbardziej oczywiste od wielu setek lat. Może właśnie dlatego Lasair jeszcze wciąż chodziła po tym świecie. W końcu żadna z jej dotychczasowych ofiar nie spodziewała się tego, że zginie z ręki drobnej damy z wyższych sfer, często po prostu nazywanej Lady Horan. A kilka chwil później jej małe dłonie z zimną stanowczością potrafiły zacisnąć się na tchawicy ofiary lub wbić ostrze sztyletu prosto w serce. No bo w końcu, kto by się spodziewał po niej czegoś takiego?
-Masz rację, nie tylko broń potrafi nas obronić. Jednak koniec końców nią o wiele szybciej ochronisz swe życie niż miską po strawie. - uśmiechnęła się cwanie wypowiadając swoje słowa. Nożom jednak zawsze o wiele bardziej ufała i tak pewnie miało pozostać jeszcze przez naprawdę wiele lat.
Kolejne jego słowa spowodowały, że ponownie się uśmiechnęła szeroko, a nawet parsknęła próbując powstrzymać kolejny napad śmiechu. Taki widok był dla niej po prostu czymś odmiennym, co nie spotykało ją każdego dnia, więc reagowała w sposób nawet dla niej nieprzewidywalny. Może z czasem nauczy się reagować na tego typu zachowanie w normalny sposób? Czyli nie wybuchając śmiechem?
- Drogi Cynericu, w moim mniemaniu jedno wcale nie wyklucza drugiego i nie zamierzam tych dwóch rzeczy od siebie oddzielać. W końcu, nie powinno rozdzielać się tego, co stanowi jedność, nie sądzisz? - uniosła kilkukrotnie znacząco brwi, jakby sądziła, że Cyneric dokładnie złapie kontekst po który ona postanowiła sięgnąć.
Przeszła za nim kolejne kilkadziesiąt kroków i weszła do komnaty, której nigdy wcześniej nie widziała. Dlatego zapewne, gdy Cyneric w kufrze szukał odpowiedniego odzienia, ona z nieskrywanym zainteresowaniem rozglądała się po wnętrzu. Widać było jak na dłoni, że dom w którym się znajdowali należał do ludzi niezmiernie bogatych. Każdy przedmiot w komnacie robił wrażenie i sprawiał, że Lasair miała okazję poczuć swoją małość względem tego świata.
Postanowiła jednak nie skupiać się dłużej na wyposażeniu, tylko na zadaniu, które przed nią postawiono. Usiadła na wielkim łożu, a jej bose stopy zawisły w powietrzu. Patrzyła na Cynerica, jakby oczekiwała, że nie będzie musiała wypowiadać swego planu na głos, że on sam odnajdzie go w jej głowie. Wiedziała, że jest to niemożliwe.
-Sądzę, że najrozsądniejszym wyjściem będzie abyś wszedł do komnaty balowej, w której nadal przebywa Twój Pan. Wywabisz go, a ja cały czas będę was śledzić. Nie zauważysz mojej obecności, jednak zawsze będę te dwa bądź trzy kroki za wami dokładnie obserwując i oceniając sytuację. Gdy stwierdzę, że ta, w której się znaleźliście jest najlepsza, lub bardziej odpowiednia się nie natrafi, zrobię co do mnie należy tak, że nawet nie zauważysz rozlewu krwi, a Twój Pan nawet jednego dźwięku nie wypuści ze swych ust. - teraz pozostawało jej tylko czekać i ocenić, czy aby na pewno dobrze założyła, że Cyneric sobie poradzi.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 47


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Strona 2 z 2 Previous  1, 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach