Londyn, ok 570 lat temu

Londyn, ok 570 lat temu

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 25/03/17, 10:15 pm

Londyn miał to do siebie, że był jednym z najbogatszych miejsc w całym kraju. Cała śmietanka towarzyska jak i najważniejsi przedstawiciele inteligencji znajdowali swoje miejsce właśnie tutaj. Bądź co bądź, to miasto pozwalało wielu zabłysnąć.
Na pewno najlepiej ze wszystkich bawiła się szlachta, która nie miała utrudnionego dostępu do dobrodziejstw tego miasta jak i mogła pozwolić sobie na o wiele więcej niż zwykłe pospólstwo. Mowa oczywiście o bardziej wystawnych przyjęciach, lub przez niektórych nazywanych balami. Na takich balach zazwyczaj bawiło się czasem i ponad sto najznamienitszych osób. Tańczyły, jadły wszystko co podetknięto im pod nos oraz dyskutowało na różnego typu tematy.
Lasair w ogóle nie interesowały takie przedstawienia, jak ona je określała. Gdy już pojawiała się w takim, jak ta sala balowa miejscu, miała w tym swój konkretny cel. Zabójstwo to nie była rzecz prosta. Nie można było zrobić tego od tak. Potrzeba było czasami i wielu dni, miesięcy przygotować, aby wykonać ten jeden, precyzyjny atak na cudze serce. Tak było i tym razem.
Rudowłosa spacerowała sobie spokojnie między ludźmi rozglądają się jakby od niechcenia z delikatnym znudzeniem wymalowanym na swym licu. Ktoś by pomyślał, że nie zwraca na nic uwagi Ten ktoś byłby w ogromnym błędzie. Jej wzrok, zupełnie niepozornie, rozglądał się z precyzyjną uwagą i rejestrował zachowanie każdej obecnej w tym pomieszczeniu osoby. W końcu musiała wiedzieć, kiedy należy zadać ten ostateczny cios w stronę przeciwnika. Żadne zrządzenie losu nie mogło jej przeszkodzić. Musiała mieć wszystko pod swoją kontrolą.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 54


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 25/03/17, 10:51 pm

Głupi jest ten, który samemu poszukując, nie widzi, że ktoś inny również poszukuje. A prawdą jest, że na tym przyjęciu, balu wiele osób czegoś poszukiwało. Jedni towarzystwa, drudzy pokusy, która mogłaby spełnić ich najśmielsze żądzę, a byli również tacy, którzy poszukiwali z dawna upatrzonego celu. I był on. On niczego nie szukał, ale spoglądał i widział. W przeciwieństwie do innych widział zdecydowanie więcej niż mogłoby się wydawać.
Tutaj służąca przebrana w suknię swej pani oczarowywała lorda. Tutaj major, który regularnie korzystał z usług kurtyzan starał się oczarować podstarzałą i nieco niedowidzącą hrabinę. Najbardziej podobał mu się młodzieniec, który rzucał nieśmiałe spojrzenia rozdekoltowanej dziewce, której reputacja była tak wątpliwa jak uzębienie marynarza, a jednak ten młodziak się zakochał i to zapewne po uszy. Panna była wolna, ale puszczalska i właśnie dlatego nikt jej nie chciał. Jak usidli tego młodego panicza będzie mu dorabiała rogi przez resztę jego życia. Biedny dzieciak.
Powoli, niczym kot szykujący się do ataku podniósł się ze swojego miejsca. Zamierzał uratować tego młodzieńca i poniekąd… zdjąć róż z jego policzków, nieco go ośmielić. Był to genialny plan w którego realizacji przeszkodziła mu pewna piękność. Dziwne, że dojrzał ją dopiero teraz, a nie wcześniej. Widział, jak spacerowała. Róża, o czerwonych płatkach, alabastrowej skórze. Piękna jak łabędź podczas swobodnego dryfowania po tafli uśpionego jeziora.
Nigdy nie należał do ludzi nieśmiałych, może właśnie dlatego nie tyle zaszedł tę piękność, co po prostu podszedł i od razu porwał ją do tańca. Nawet nie zapytał czy może, czy powinien, czy ona chce z nim tańczyć. Po prostu porwał rudowłosą piękność do walca, choć… walca to zdecydowanie nie przypominało. Obejmował mocno, niemal zaborczo jej wąską kibić, przytulając ją do swego ciała. Z większą delikatnością trzymał jej dłoń, którą po chwili przyciągnął do ust i ucałował.
-Witaj piękna Różo. Cóż kobietę tak… niezwykłej urody sprowadza w te skromne progi? Wybacz mi pytanie, które może cię urazić, ale nie wyglądasz pani na kogoś, kto przyszedł tylko by się tutaj zabawić. Raczej czegoś poszukujesz lub… sam nie wiem, ale pozwolę ci mówić piękna pani, bo swego głosu mimo wszystko słuchać nie lubię – przyznał z rozbawieniem, ale tez przywitał się należycie z tą pięknością. Uśmiechnął się również do niej czarująco i dalej kręcił się razem z nią w tańcu.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 27/03/17, 01:02 am

Zasadnicza różnica może polegać na obserwowaniu i zauważaniu. Można obserwować, uważnie. Niektórzy wręcz obserwują z ogromnym skupieniem. Ale nie zauważają tak błahych rzeczy jak chociażby smuga błota na trzewiczkach jednej z kobiet będącej na tym balu. Po jej kolorze można było powiedzieć, że kobieta wdepnęła w nią niedawno, nie zdążyła dokładnie zaschnąć. Taki kolor błota dziś nie pojawił się w Londynie. A przynajmniej nie przed późnymi godzinami wieczornymi. I tylko w określonych dzielnicach Londynu. Stąd bardzo prosto można było zawężać obszar poszukiwań miejsca zamieszkania kobiety do dwóch miejsc. A stąd już bardzo łatwo dostać się potem do jej aorty zauważając jeszcze kilka szczegółów, które tak odróżniały ją od reszty.
Nie na tym jednak skupiała swą uwagę rudowłosa. Jej cel właśnie podnosił do ust kielich z winem, które zresztą było z bardzo niskiej półki zważywszy na podniosły ton uroczystości, na której było podawane. Kobieta miała obmyślony w głowie plan, w jaki sposób zaatakować swoją ofiarę. Zamierzała delikatnie odciągnąć ją na bok za pomocą swojego wdzięku. Kolejno zacząć zachwalać jego inteligencję i spryt. A gdy już będzie sądził, że rozchyli przed nim nogi, byle by tylko coś więcej w życiu znaczyć, srebrnym sztyletem podetnie mu gardło w jednej z oddalonych od sali balowej komnat. Plan idealny. Nikt nie miał zauważyć jej nagłego zniknięcia potem.
Poprawiła przymocowany do uda sztylet, który fałdy długiej sukni idealnie maskowały. Zaczęła iść w stronę swojego celu, kiedy nagle ktoś, a raczej coś zatarasowało jej drogę. Nim się obejrzała wirowała z nieznanym jej mężczyzną w czymś, co przypominać powinno taniec.
Wyraz zgorszenia odmalował się na jej twarzy. Miała ochotę zabić. Ale nie swój cel, a tego jegomościa, który ośmielił się wejść jej właśnie w drogę.
Zwróciła swój wzrok ku niemu wyrażając w nim całą swą pogardę. Jeśli ten ktoś potrafił odbierać sygnały werbalne, to właśnie powinien poczuć zagrożenie z jej strony. I to nie małe.
-Wybacz, panie, ale nie mam czasu na tak prozaiczne rzeczy jak taniec. - wysyczała w jego kierunku. Zamierzała delikatnie, acz stanowczo wyzwolić się z jego uścisku. Jeszcze nie wszystko było stracone. A przynajmniej taką miała nadzieję.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 54


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 27/03/17, 01:27 pm

Wirowali lekko, do rytmu, a przynajmniej tak było z początku, bo potem zapewne ta harmonia tańca została w jakimś stopniu zakłócona. W końcu… jego partnerka nie była zainteresowana tańcem z nim, wolała się raczej oglądać za jednym z tutejszych… szlachciców, a raczej szlacheckich knurów, bo inaczej tych ludzi nazwać nie można było. Były to wieprze, opasłe i ociężałe umysłowo, margines społeczny, który wspiął się na szczyt i myśli, że nikt ich stamtąd nie zepchnie. Jaka szkoda, że nie była to prawda. Jaka szkoda, że po takich najwcześniej przychodziła kostucha. Lub piękna nieznajoma, której nie w smak był taniec z przystojnym młodzieńcem.
Szkoda.
-Rozumiem, że wolisz grubszego dorsza lub obleśniejszego knura, jakim jest mój pan – oczywiście, że widział do kogo zmierzała, na kogo patrzyła, nie wiedział jedynie, że planuje go zabić. Czy by się tym przejął? Cóż na pewno nie bardziej niż faktem, że właśnie spadł śnieg. A może by jej pomógł, w końcu znał tego grubego knura, na którego sobie ostrzyła zęby? No, ale któż by o tym teraz myślał.
Puścił ją, jak tylko poczuł, że próbuje się wyzwolić. Chociaż zanim całkiem ją wypuścił ucałował znów jej dłoń.
-Szkoda tak pięknej Róży – mruknął jedynie na odchodne. By potem faktycznie wypuścić dłoń Lasair i grzecznie się cofnąć, kłaniając się jej w ten dżentelmeński sposób.
Czy zamierzał odpuścić? A czy wyglądał na osobę, która łatwo odpuszcza i ma tendencję wypuszczać, coś czego pragnie? Odpowiedź w tym momencie wydawała się oczywista, a skoro jego piękna zdobycz była zainteresowana jego panem, to wbrew pozorom nie będzie trudno jej… dopaść.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 27/03/17, 07:49 pm

Może przez dłuższy ułamek sekundy Lasair zastanawiała się nad tym, co powinna temu dżentelmenowi odpowiedzieć. Zapewne trwało to nie dłużej niż mrugnięcie okiem, jednak dla niej czas był trochę inaczej odczytywany niż dla większości przebywającej w tym pomieszczeniu. Czy musiała mu się tłumaczyć ze swojego zachowania? Zdecydowanie nie. Czy zamierzała to zrobić? Absolutnie!
Już miała odejść, gdy w jej głowie zaświtała pewna myśl, która mogła znacznie pomóc jej w dzisiejszym zadaniu. Brew uniosła się ku górze, a spojrzenie skupiło na omijanej wcześniej twarzy mężczyzny, który miał czelność porwać ją do tańca. Już wiedziała, że może się jej przydać. Że może być z niego pożytek. I nie należało jednak go ignorować. W końcu, jak sam wspomniał, jej cel, był jego panem. A jego pan był kimś, do kogo musiała się zbliżyć. Dzięki niemu miała nadzieję zrobić to znacznie szybciej niż gdyby działała w pojedynkę.
Dlatego skłoniła się nisko przed mężczyzną tym samym wyrażając żal związany ze swoim wcześniejszym zachowaniem. A przynajmniej takie wrażenie mógł odnieść każdy zdrowy na umyśle człowiek.
-Wybacz mi panie, moje wcześniejsze zachowanie. Było ono naganne. Wszak nie należy ignorować tak interesujących osób jak pan. - wyprostowała się z olśniewającym uśmiechem wymalowanym na jej bladym licu. Niejednokrotnie w przeszłości ten właśnie uśmiech potrafił zdziałać cuda jeśli chodziło o rozwiązywanie pewnego rodzaju problemów. Miała nadzieję, że i tym razem będzie podobnie.
- Może zechce pan jednak towarzyszyć mi tego wieczoru w ramach mojego zadośćuczynienia względem wcześniejszego zachowania? - niby to od niechcenia i przez przypadek dotknęła jego dłoń. Nienawidziła tego robić, ale wiedziała, że mogło to przynieść oczekiwany skutek. Dlatego zaśmiała się cicho, acz dźwięcznie jak dziewki, które pierwszy raz zobaczą męskiego penisa. Jeśli to miałoby nie poskutkować, Lasair nie zamierzała dłużej zawracać sobie głowy tym jegomościem.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 54


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 27/03/17, 10:09 pm

Przyznał się do tego, bo dlaczego nie? Chociaż jego panem to zdecydowanie zbyt mocno powiedziane. On był po prostu wychowankiem tego grubego knura, a przez brak innych – przyznających się do tego gbura osób – prawdopodobnie również jedynym jego dziedzicem. Niemniej tym chwalić się nie zamierzał, choć wiedział, że niektóre damy wybitnie łase są na majątek i to pokaźny.
On jednak nie chciał łowić niewiast na majątek, zwłaszcza taki który nie należy do niego. Zdecydowanie wolał je łowić na swoje zdolności i poniekąd swój urok, któremu niewiele mogło się oprzeć i właśnie na tym owa magia polegała. Szkoda tylko, że czasem trafiały się oporne sztuki, które wolały bogatego knura, zamiast wprawnego kochanka.
Już miał odejść, a właściwie rozważał odejście, gdy zdarzyło się coś czego w sumie się nie spodziewał. Nagle Róża zaczęła mówić innym głosem. Jakież te kobiety były zmienne i niezdecydowane. I zabawne jak łatwo było je skłonić do zmiany swojego zdania, chociaż ta przewrotność kobieca była na swój sposób niezwykle kusząca. Ale i nosiła znamiona kłopotliwej.
-Och teraz nagle nie należy ignorować? Piękna Różo twe słowa aż mnie zaskoczyły – kłamał, bo w sumie mógł się spodziewać, że jak wspomni o tym grubym knurze, to zaraz się śpiewka zmieni. Ach te kobiety, takie przewidywalne. Niby manipulatorki, a tak łatwo było zmienić ich pogląd na pewne sprawy.
-Towarzyszyć? Hm… byłaby to nadzwyczajna dla mnie przyjemność. Ale skoro tak śpieszno było pani, do mego dobroczyńcy i opiekuna, to może chcesz go, piękna Różo, poznać? – W jakich interesach przybywała? Nie wiedział, ale to w sumie nie było przeszkodą, by zapoznać ją z tym osobnikiem. Lekkie muśniecie jego dłoni, sprawiło, że odruchowo zamknął smukłe palce na pięknej dłoni Lasair. Znów się zbliżył i trzymaną dłoń lekko przyciągnął do swych ust. Musnął jej powierzchnię i spojrzał na nią zielonymi ślepiami – niczym u kota.
Było to swoiste zaproszenie.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 27/03/17, 11:26 pm

Pieniądze i jakikolwiek majątek były dla Lasair czymś tak prozaicznym i nic nie znaczącym jak zeszłoroczny śnieg. Ona, jako osoba nieśmiertelna, której zależało przede wszystkim na krwi, nie musiała przejmować się domem, wyżywieniem rodziny, godnym odzieniem czy innymi ludzkimi bardzo sprawami. Dla niej wystarczała krew zawsze na czas dostarczona do jej organizmu oraz nienarzucający się pobratymcy. Nawet Rada Wampirów i wykonywanie dla niej zadań nie miało większego znaczenia dla wampirzycy. Ot, były, to były, miała czym zająć ręce i swe myśli. Jednak gdy tego nie było, szybko znajdowała sposób na to, aby zapomnieć o prozie codziennej nocy.
Dlatego teraz, jej zainteresowanie nie wzrosło na myśl o gotówce pana tego mężczyzny, tylko na zbliżającą się wizję wykonania zadania. To było w tym momencie ważne, jednak jej rozmówca nie miał prawa o tym wiedzieć. W końcu nie miał możliwości przeglądania jej myśli. Mógł tylko conieco wyczytać na podstawie mimiki jej twarzy a i to było nader trudne.
- Niekiedy i mnie samą moje słowa i czyny zaskakują - powiedziała, przeciągając wpatrywanie się w jego niezwykle zielone oczy. Gdyby nie to, że jej serce od dawien dawna było skute lodem, ten osobnik miałby szansę na to, aby skutecznie je poruszyć. Nie w głowie były jej jednak tak trywialne rzeczy jak romanse czy miłostki. Co to to nie. Ale kokietowanie, aby osiągnąć swój cel? Cóż, to było czymś zupełnie innym i mniej niestosownym. Przynajmniej w jej własnym odczuciu.
-Oh, nie spieszno, nie spieszno. - urocze dołeczki pojawiły się w jej policzkach, gdy uśmiechnęła się w odpowiedzi na jego pocałunek jej dłoni. Uwodzenia czar został rozpylony i Lasair miała nadzieję na szybki zbiór plonów. Byle by to wszystko dokładnie i z namysłem rozegrać. - Nie mogę pozwolić na to, aby komuś psuć wieczór swoją osobą. Już panu go popsułam. Chociaż nie mogę ukryć, że mam nadzieję jeszcze troszeczkę nadszarpnąć z pana uprzejmości względem mnie.
Pozwoliła sobie na to, aby ująć jego ramię i poprowadzić go pośród tłumu w zupełnie odległy od pana tego jegomościa koniec sali. Tam, przy oknach wychodzących na Londyn, było chłodniej i więcej sposobności się znajdywało na prostą rozmowę, która mogła być kluczem do sukcesu.
Wampirzyca ponownie spojrzała w oczy swojemu towarzyszowi i z delikatnym, jak płatek róży uśmiechem obserwowała go szczegółowo, aby wyłapać jak najwięcej z jego zachowania i sposobu bycia. Gdyby tylko miała możliwości, mogłaby dowiedzieć się wiele o nim samym nawet go o nic nie pytając.
- Może zacznijmy jednak od początku. Czy zechce pan zdradzić mi swoje imię? - zapytała cicho, zmuszając tym samym mężczyznę do pochylenia się ku niej.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 54


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 28/03/17, 09:35 am

Przechylił lekko głowę, bo w sumie jej słowa brzmiały poniekąd zabawnie. Może właśnie dlatego na jego usta wstąpił delikatny uśmiech, czy nawet nieco większy niż delikatny. Miał w sobie coś czarującego, a jednocześnie było w tym uśmiechu coś… nietypowego. Ciężko jednak było na pierwszy rzut oka stwierdzić cóż takiego.
-Już nie śpieszno? – W tym momencie roześmiał się dźwięcznie i przyznać trzeba, że miał bardzo przyjemny śmiech. Dźwięczny, a też kilka par się na nich obejrzało, nie rozumiejąc skąd ten śmiech. Szkoda tylko, że młody panicz nie zaszczycił ich nawet przelotnym spojrzeniem. Całą swą uwagę poświęcał pięknej Róży, która była nad wyraz pięknym okazem, od którego naprawdę ciężko się było oderwać. I pewnie nawet gdyby Cynericowi ktoś kazał, to nie zrobiłby tego. Bo niby czemu?
Uśmiechnął się delikatnie, a potem lekko pokręcił głową, tak że kasztanowe loki zatańczyły miękko w powietrzu i aż musiał je zaczesać do tyłu, tak by cokolwiek widzieć zza ich kurtyny.
-Niczego nie popsułaś, piękna Różo. Właściwie to jesteś piękny ukoronowaniem tej jakże… smutnej zabawy, teraz dzięki tobie, piękna, stanie się ona może trochę lepsza – zapewnił z uśmiechem. Dał się również ująć pod ramię i podążył tam, gdzie jego towarzyszka chciała. Szedł lekko, niemal nie wydając z siebie najmniejszego dźwięku. Jak kot lub zjawa sunął między gośćmi, czasem przed którymś chroniąc swą towarzyszkę.
Niemniej w końcu stanęli w lekkim odosobnieniu i to było na swój sposób bardzo przyjemne, tworzyło całkiem miłe tło, dla rozmowy, która zapewne miała mieć miejsce.
Ubrany był w czerwoną, nieco luźniejszą koszulę ze zwiewnego materiału, lekko „rozdekoltowaną” z powodu nie związanych rzemieni przy kołnierzu. Do tego miał dopasowane lniane spodnie ze skórzanymi wstawkami, niemal idealne do jazdy konnej i takie też buty z wysoką cholewą idealnie nadające się do jazdy konnej. Spomiędzy materiału koszuli wystawał „pleciony” z metalu lub innego surowca krzyż, który nie miał jednak żadnej mocy. Widocznie była to tylko ozdoba, w którą ten osobnik nieszczególnie wierzył.
-Nie przedstawiłem się? Och, gdzież moje maniery. Zwą mnie Cyneric, a ci którzy mają się za moich przyjaciół mówią mi po prostu Eric. A ty piękna pani? Jakie imię naprawdę nosi, piękna Róża? – Nie miał nic przeciwko pochyleniu się, utrzymywaniu kontaktu wzrokowego i ogólnemu uśmiechaniu się.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 28/03/17, 08:34 pm

Nie zamierzała odpowiadać na tą zaczepkę z jego strony. Nie miało to najmniejszego sensu jej zdaniem. On i tak miał już swoją opinię na jej temat wyrobioną i prawdopodobnie niewiele mogła zrobić, aby ją zmienić. Ale zresztą, czy jej w ogóle na tym zależało? Miała nadzieję na to, że jeszcze przez jakiś czas będzie w stanie skupić jego uwagę na swojej osobie, co, nieskromnie mówiąc, szło jej nader łatwo. Wiedziała, że to pewnie zasługa jej wyglądu. Wielu z pośród mężczyzn było wzrokowcami. Tylko zaspokajanie potrzeb wizualnych było dla nich istotnym. Nie interesowała ich inteligencja czy dobre serce o ile kobieta za dużo mądrego nie mówiła i miała zgrabną dupę. Nie tolerowali gdy kobieta śmiała powiedzieć więcej niż mężczyzna. Lasair miała dziwne wrażenie, że w przypadku jej rozmówcy mogło być tak samo. Liczyła się dla niego tylko jej ładna buzia i jej zgrabna kibić. To, co mogłaby sobą reprezentować nie miało zapewne większego znaczenia.
-Dlaczego smutnej? Nie bawisz się dobrze na tym uroczym przyjęciu? - zapytała ze szczerym zainteresowaniem w głosie. Jego kolejne słowa mogłyby jej powiedzieć wiele na temat swojej przyszłej ofiary. Lub jego samego. A to mogłoby się przydać wampirzycy w przyszłości. Nie wykluczała tego, że może jeszcze kiedyś spotka tego interesującego mężczyznę. W końcu znajomości nigdy dość, zwłaszcza takich, dzięki którym można by było coś zyskać.
Zaczęła delikatnie wachlować dłonią swoją twarz, aby złapać trochę ochłody. Jeśli jej było w tym miejscu ciepło, to co dopiero mogli na ten temat powiedzieć śmiertelnicy tutaj przebywający? Oni musieli gotować się we własnym pocie. Ona nie mogła sobie na to pozwolić.
Delikatnie poprawiła jedną z falbanek na ozdobnej sukni. Nie czuła się w niej komfortowo i każdy kto znał ją odrobinę dłużej doskonale by o tym wiedział. W tym momencie Lasair zazdrościła Cynericowi jego męskiego odzienia, o wiele bardziej swobodnego niż bufy w jej rękawach.
-Zatem witaj Cynericu, niezwykle miło mi Cię poznać - ponownie skłoniła się w jego kierunku. Gdy się wyprostowała, na jej ustach zagościł bardzo tajemniczy uśmiech. Nie zamierzała mu zdradzać swojego imienia. W końcu nie znała go na tyle dobrze, by móc zaufać w tak ważnej kwesti jak przedstawienie się. A co, jeśli potem by ją szukali a on zdradziłby jej imię? Nie chciała dokonywać tak wielkiej ilości mordów na raz.
- Pozostańmy na razie przy Róży jeśli łaska. W końcu to piękne określenie i bardzo schlebiające kobiecie. Ciekawi mnie ilu wcześniej tak pięknie słodziłeś nim mnie tutaj spotkałeś. - kolejny raz zaśmiała się w ten bardzo sztuczny sposób.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 54


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 28/03/17, 09:38 pm

Sądzić nieznaną sobie osobą było swoistą głupotą lub sposobem na miłe zaskoczenie. Bo choć większość mężczyzn faktycznie, wolała by kobieta była piękna i uległa, byli tacy szaleńcy, którzy chcieli z tego wszystkiego wyciągnąć nieco więcej.
-Cóż bawiłbym się zdecydowanie lepiej, gdybym znalazł sobie towarzystwo równie inteligentne, co piękne. A o to niestety trudno. Bo panuje okropne przekonanie, że niewiasta winna być piękna, ale nie powinna zbyt wiele mówić i to poniekąd okropne – stwierdził z westchnięciem swoistego zawodu. Cóż takie czasy, co poradzić? Kobiety miały być klejnotem ozdobnym wielu spotkań i w sumie niczym więcej. On nie planował się ładować w małżeństwo w którym nie miałby o czym rozmawiać ze swoją kobietą, już nie licząc tego, że faktycznie nie zamierzał się w takowe ładować. Przynajmniej nie teraz.
Widział, co ma miejsce.
-Jeśli ci gorąco pani, możemy wyjść na taras i pospacerować w tę piękną noc – zaproponował z uśmiechem. Otworzył również drzwi prowadzące na taras, by wpadło do tego pomieszczenia zdecydowanie więcej chłodnego powietrza z dworu. To powinno poprawić nieco komfort jego pani, a przynajmniej miał taką nadzieję. Nie chciał by się czuła źle.
On również jej się pokłonił, jak wymagało tego dobre wychowanie, chociaż lekko również zmarszczył brwi, bo w sumie miał nadzieję, że pozna imię swej towarzyszki, a tu wychodziło na to, że tak prosto jednak nie będzie. Szkoda, chociaż on był w stanie się postarać.
Przechylił lekko w bok głowę.
-Dobrze, pani. Jeśli tego sobie życzysz, będę cię nazywał Różą. Wielu słodziłem, lecz żadnej nie nazwałem Różą. To słowo rezerwuję dla tych, które naprawdę w jakiś sposób mnie zaciekawią, zainteresują. I tu bynajmniej nie chodzi tylko o urodę. Tyś pani jest tajemnicza jak kotka, która przechadza się podczas ciemnej nocy traktując każde podwórko jakby do niej należało – powiedział z delikatnym uśmiechem.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 28/03/17, 11:32 pm

W czasach, w których na pewno Cynericowi przyszło się urodzić, kobieta była przyrównana do roli krowy w gospodarce. Byle by cielaki rodziła, mleko dawała i za głośno się o sobie nie przypominała. Niewielu mężczyzn ceniło chęć wypowiedzenia się przez kobiety i niewielu w ogóle brało pod uwagę fakt, że one mogą cokolwiek mądrego mieć możliwość powiedzieć.
Dlatego właśnie słowa Cynerica bardzo ją zaskoczyły. W pozytywnym tego słowa znaczeniu. Nie sądziła, że w miejscu takim jak to przyjdzie jej spotkać kogoś, kto ma zupełnie odmienne poglądy od tej grupy błaznów próbującej pokazać się z jak najlepszej strony. Często z mizernym skutkiem. Oczywiście Lasair nie wiedziała ile prawdy jest w słowach tego mężczyzny, dlatego też nie zamierzała traktować ich dosadnie. A może tylko pogrywał z nią, aby straciła na czujności? Może miał co do niej dziwne podejrzenia? Musiała uważać na każde słowa przez nią wypowiadane i każdy krok przez nią podejmowany.
- Kobiety są bardzo uprzedmiotawiane przez mężczyzn co niesłychanie smuci me serce. - powiedziała z prawdziwym żalem. A może to tylko była gra z jej strony? -
Doszło do tego, że kobiety, nawet jeśli mają coś interesującego do powiedzenia, boją się wyrazić swą opinię, ponieważ lękają się nieprzyjaznych komentarzy ze strony mężczyzn.

Czekała na jego reakcje. Na pewno miała ona dużo powiedzieć na temat jego poglądów i ogólnych norm przez niego wyznawanych. Lasair uwielbiała takie zagrania, które w bardzo niekompromisowy sposób wyjawiały zachowania innych.
-Z przyjemnością pójdę z panem - kolejny delikatny uśmiech i lekkie przechylenie głowy w jego kierunku. Przeszła przodem przez drzwi prowadzące na taras i od razu podeszła do jednej z betonowych balustrad opierając się o nią dłońmi. Spoglądała przed siebie ciekawa, czy Cyneric podąży jej śladem. Miała nadzieję, że tak uczyni. W jej głowie powoli zaczynał kiełkować się plan, który nie miał skończyć się ciekawie dla jej nowego znajomego. A szkoda, bo ta relacja zapowiadała się być intrygującą.
-Ciekawe masz o mnie panie wyobrażenie. - rzuciła z lekkim przekąsem w głosie. - Zapewne jesteś ciekaw na ile jest ono prawdziwe i jak wiele właśnie odgadnąłeś na mój temat. - dodała po krótkiej acz efektownej pauzie. - Sądzę jednak, że nie tak łatwo, jakby mogło się to wydawać, wsadzić mnie w ramy teraźniejszych czasów i określić tylko jedną opinią. - odwróciła się i oparła plecami o balustradę tak, by patrzeć prosto w oczy Cynerica. Na jej ustach ponownie pojawił się bardzo nie miły uśmiech, który zaprezentowała mu na samym początku ich wspólnego wieczoru. -Może zechcesz panie zgadywać dalej? Wszak wszystko podane na złotej tacy traci na smaku, nie sądzisz? - uniosła jedną brew ku górze ciekawa jego reakcji. Nie była pewna, czy odważy się podjąć rzuconą przezeń rękawicę.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 54


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 29/03/17, 08:33 am

Było niewielu mężczyzn w tych czasach, którzy by czegoś takiego pragnęli. Którzy by chcieli, żeby kobieta miała coś do powiedzenia, a nie robiła za bibelot, którego w razie potrzeby można się pozbyć. Cyneric w sumie nie wiedział skąd mu się to brało, może stąd, że jego prawdziwa matka umarła, prawdziwy ojciec nigdy się nim nie interesował i koniec końców wychowany został przesz szlachtę, a ta nowa rodzina, choć matka w niej wiele nie robiła przy nim, to miała mu wiele do powiedzenia. Te wszystkie pouczenia, rady, to wszystko co do niego mówiła, zanim urodziła swoje własne dziecko i potem, jak już urodziła. Chyba po prostu przyzwyczaił się do tego, że kobieta do niego mówi i to całkiem sporo, daje mu rady i inne takie. A jak to mówią przyzwyczajenie jest gorsze od faszyzmu.
-To prawda, acz wiem, że kobieta nie jest bibelotem. Jest żywą i myślącą istotą, a czasem jej myśli są interesujące – powiedział z lekkim uśmiechem. Cóż doskonałym dowodem tego, że nie chodziło o sam wygląd, byłaby chociaż ta rozmowa, którą właśnie prowadzili. W końcu gdyby Lasair dała mu kosza i potem by się jej odwidziało w normalnych warunkach obrażone paniczątko by ją olało. A czy to zrobił?
-Cóż to poważny problem tych czasów, podobnie jak parę innych rzeczy – ugryzł się w język, zanim na poważnie aczął mówić o beznadziejnej polityce króla, który zdecydowanie za mocno dawał sobie wchodzić na głowę, co było poniekąd niewybaczalne. W końcu król winien rządzić pewnie, słuchać mądrych rad, ale zdecydowanie nie powinien ulegać swemu ludowi. To źle o nim świadczy.
Ruszył na ten taras, bowiem to było w sumie dobrym pomysłem. Noc wyglądała wyjątkowo pięknie i szkoda było ją marnować na siedzenie w środku razem z tą… wątpliwej jakości śmietanką. Również podszedł bliżej tej balustrady i oparł się o nią, choć to nie ogród był centrum jego zainteresowań. Była nim towarzysza, która w świetle księżyca była jeszcze piękniejsza niż w świetle licznych świec zamkniętych w bursztynowych szkłach.
-Na tym właśnie polega twoja zjawiskowość i tajemniczość, nie da się jej do pełni zgłębić i chyba nawet tego nie chcę. Nie chce by rozwiana została ta tajemnica, bo może się ona okazać tylko smutną iluzją – stwierdził z lekkim wzruszeniem ramion. Mogła mu móc nie mówić. On się nie obrazi, co dobitnie dał do zrozumienia. -Więc pani nie mieścisz się w ramach tych czasów. Czyżbyś zatem pochodziła z innych czasów? Choć może jest w tym nieco prawdy.
W momencie jak się odwróciła ku niemu, odkleił się od balustrady, by stanąć przed swą Różą. Dość chętnie naruszył jej przestrzeń osobistą, ale w tym nie było nic dziwnego. W tych czasach takie pojęcie nie istniało. A gdy oparł jeszcze rękę na balustradzie za… nią, tak blisko jej biodra już w ogóle byli blisko. Tak, że mogli niemal do siebie szeptać. Wolną dłonią musnął jeden z jej ognistych loków, co sprawiło, że uśmiechnął się jak mały chłopiec.
-Tajemnicza kota, nie mieszcząca się w tych ramach czasowych. Powiedziałbym, że masz coś z dumnej wojowniczki, walkirii albo amazonki, o których nie tak dawno czytałem. Tak… zdecydowanie jesteś trochę, jak wojowniczka z dawnych czasów, chyba nie zdziwiłbym się gdybyś teraz zamiast wachlarza czy rękawiczek wyciągnęła miecz. Chyba właśnie widok tych rękawiczek czy wachlarza bardziej by mnie zaskoczył niż miecz. W dodatku… elokwentna. Zapewne inteligentna i butna. – Musnął opuszkami palców jasny policzek swej Róży, by potem cofnąć rękę. -Jesteś Różo prawdziwą zagadką.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 30/03/17, 12:09 am

Widać, na świecie byli jeszcze tacy, którzy nie tylko na czubek własnego nosa spoglądali. Co jak co, ale takie właśnie wrażenie można było odnieść na temat Cynerica. Lasair nie wiedziała na ile jest to zgodne z prawdą, a na ile nie miało w ogóle pokrycia z rzeczywistością. Nie mniej, miło było odkryć coś takiego. W tych czasach Lasair bardzo rzadko potrafiła znaleźć taką cechę wśród innych ludzi.
Zaśmiała się dźwięcznie gdy usłyszała to jedno słowo. Dobrze, że podkreślił fakt, że dla niego tylko czasem kobiety potrafią być interesujące. Prawda natomiast była zupełnie inna. Kobiety potrafiły myśleć, niejednokrotnie lepiej niż mężczyźni i rządzić pozostając jednak na drugim planie. Miało minąć jeszcze wiele setek lat, nim ktoś pozwoli kobietom mówić głośno i decydować w ważnych sprawach.
- Dobrze, że podkreślił pan, że tylko czasem są interesujące. - to mówiąc pozwoliła sobie na delikatne, niby przypadkowe dotknięcie jego dłoni na balustradzie. Szybko cofnęła swoją dłoń i spoglądając na jego twarz dodała. - Czasami kobiety potrafią byś tak nieprzewidywalne jak burza. Piękne, dostojne, wybuchowe i niebezpieczne. Na ogół jednak kobiety muszą powstrzymywać się przed okazywaniem swoich uczuć i instynktów.
Czy zwróciła uwagę na jego niedopowiedziane słowa? Oczywiście, że tak. I nie zamierzała pozwolić mu na to, by tego zdania nie skończył. Czy to siłą, czy sposobem, zamierzała dowiedzieć się tego, co chciał przekazać Cyneric. Może nie zupełnie świadomie, ale z całą pewnością była to jedna z rzeczy, które ciążyły mu gdzieś na duszy.
- Może zechce pan powiedzieć coś więcej na temat tych problemów? - posłała w jego kierunku delikatnie pokrzepiający uśmiech. Gdyby on nie zadziałał, miała innego asa w rękawie.
Gdy stanął tuż przed nią, wiedziała, że zaproszenie do gry zostało przez niego przyjęte. Z nieskrywanym zainteresowaniem wsłuchiwała się w jego słowa ciekawa, jak wiele mógł z niej wyczytać. O dziwo, niewiele umknęło jego uwadze. Lasair nie sądziła, że ktoś może ją tak szybko rozszyfrować. Nie zamierzała dalej upraszczać mu tej gry.
Gdy dotknął jednego z jej loków, ona uciekła wzrokiem w zupełnie innym kierunku. Chciała, by poczuł, że przez chwilę prowadzi w tej rozgrywce, że wie coś, czego ona wcale nie zamierzała ujawnić. Że być może jest bliżej prawdy niżby jemu samemu mogło się wydawać. A może właśnie coś zupełnie innego pojawiło się w jego głowie?
-Któż powiedział, że jeśli nie mieszczę się w swych ramach czasowych to muszę pochodzić z innych czasów? - nachyliła się bliżej w jego kierunku tak, że wargami niemal muskała jego policzek. - Nie sądzisz, że moje słowa mogą oznaczać coś zgoła innego? - ustami delikatnie dotknęła jego policzka pozostawiając na nich czerwony ślad szminki. Odchyliła się nieco do tyłu, by znów spojrzeć mu w oczy. Widziała to nieskrywane zaciekawienie. Nie była tylko pewna, czy już teraz powinna uderzyć, czy poczekać jeszcze kilka chwil. -Nie sądzisz, Cynericu, że do miecza może pasować również bukiet róż? Słodka śmierć może być w ten sposób zadana. Świeża krew może osiąść wprost na wieńcu pogrzebowym - na jej twarzy nie pozostał nawet ślad wcześniejszej kokieterii czy roztargnienia. Jeśli Cyneric miał chociaż krztynę oleju w głowie, mógłby uznać, że jest to prawdziwa groźba z jej strony.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 54


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 30/03/17, 11:44 am

Roześmiał się i lekko pokręcił głową. Cóż nie powinien wspominać o pewnych rzeczach, a raczej nie powinien mówić, że „czasami”. Chociaż to akurat była prawda, że kobiety miewały coś ciekawego do powiedzenia, ale przez to, że naprawdę rzadko mówią to właśnie… jest to tylko czasem interesujące.
-Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Kobiety są jak żywioł, a przez sprowadzenie ich do takiego, a nie innego poziomu dało mężczyzną złudzenie, że mamy nad tym żywiołem kontrolę, ale… osobiście uważam, że mocno się to mija z prawdą – powiedział z delikatnym uśmiechem. Wiedział, że kobieta jest żywiołem, że jest potężną siłą, która nie ma najmniejszego problemu z wpływaniem na mężczyznę. Nie wszyscy o tym wiedzieli, a wiele kobiet działało niczym pająki, tkając swoją sieć pozorów, złudzeń. Chyba nikt tak jak kobieta nie potrafił utworzyć złudzenia, że to mężczyzna ma jakąś władzę, chociaż w rzeczywistości jej nie ma.
Machnął rękę na to wspomnienie o tych problemach.
-Proszę się nie kłopotać. Od jakiegoś czasu wiele spraw politycznych zaprząta moje myśli, a to zły kierunek. Zwłaszcza dla kogoś, kto na polityce w ogóle się nie zna – powiedział z delikatnym uśmiechem. Chociaż dłuższa chwilę przyglądał się swojej towarzyszce. Cóż nikt nie broni kobietą słuchać, tego co mówią o polityce, a także na tej podstawie wykształcić własnego zdania.
Bawiła go ta gra pozorów. To udawanie niewinności, zawstydzenia, to była swoista magia. Zawsze go to bawiło, ale też na swój sposób czarowało. Było to interesujące. Całkiem jak magiczna sztuczka. Piękna i czarowna, odwracająca skutecznie uwagę od prawdy, która była głęboko ukryta.
-Nikt tego nie powiedział. To po prostu… moja myśl, moje stwierdzenie, że nie wyglądasz, jak dama z tych czasów – stwierdził ze wzruszeniem ramion. Uśmiechnął się również, gdy tak się zbliżyła. -Podejrzewam… że coś ukrywasz, a ja jestem trochę zbyt blisko niewygodnej dla ciebie prawdy – odpowiedział szeptem, gdy ona musnęła jego policzek. Zamruczał cicho za sprawą tego. Podobało mu się to, podobnie jak ta cała gra. Chętnie w niej uczestniczył, ale w sumie nie wiedział, które z nich w tym momencie prowadzi.
Słuchał jej słów, a też by lepiej to zrozumieć po prostu przymknął oczy. Uśmiechał się z każdą chwilą coraz szerzej, chociaż nie było w tym nic szaleńczego. Właściwie to był w tym całkiem dużo… radości.
-Róże pasują do wszystkiego, choć ich elegancja jest zbyt często nadużywana. Ich zapach jest osłodą życia, a ich kolor pieszczotą, podobnie jak delikatność płatków. Tym którym kojarzą się one z idealnym prezentem na grób, powinno się je wetknąć w gardło, bo prawdą jest, że piękny kwiat nie powinien być marnowany dla martwych – powiedział z czymś na kształt złości, ale też niezadowolenia. On nie widział sensu w łączeniu piękna z okrucieństwem, chociaż doskonale wiedział, że to dość częste połączenia. Drapieżniki miały to do siebie, że potrafiły oczarować swoją ofiarę. Chociaż były również takie, które nie koniecznie uwodziły swym pięknem.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 31/03/17, 07:16 pm

W kwestii kobiet w tym momencie wszystko chyba co ważne zostało powiedziane. Nie było sensu dalej roztrząsać tego tematu, bo nic nowego nie wniosłoby to do ich dyskusji. Dlatego Lasair nie kontynuowała już tego wątku. W odczuciu Lasair o wiele lepszym sposobem udowodnienia siły kobiet byłaby bezpośrednia demonstracja.
Jedna z jej brwi uniosła się ku górze. Nie, zdecydowanie nie powiedziałaby, że Cyneric dosięgnął niewygodnej dla niej prawdy na jej własny temat. Nie miało to sensu, ale nie musiała go wyprowadzać z błędu. Mogła przecież jeszcze chwilę poudawać i dać mu kolejną zagwozdkę do rozstrzygnięcia.
-Niewygodnej, powiadasz? - delikatnym ruchem ręki odsunęła go od siebie. Przestała opierać się o balustradę i podeszła wolnym krokiem do drzwi, którymi dopiero co tych dwoje dostało się na taras. Czuła na sobie spojrzenie Cynerica. Bardzo dobrze, może jego szare komórki zaczną właściwie pracować? -Nie sądzisz, że mylisz się w wielu kwestiach z mą osobą związanych? Bo skąd na przykład podejrzenie, że w zasadzie muszę cokolwiek ukrywać przed kimkolwiek? - to powiedziawszy sięgnęła dłonią pod fałdy sukni i wydobyła z pod nich dwa sztylety. Ich ostrza były długie i posrebrzane, a rękojeści miały wyryte rożnego typu napisy w starej irlandzkiej gwarze. Jedne z noży wsadziła pomiędzy dwie klamki drzwi balkonowych tym samym skutecznie blokując możliwość ich otwarcia.
Z czymś na kształt krzywego uśmiechu ruszyła wolno w stronę Cynerica. Rozkoszowała się każdą sekundą. Chciała widzieć strach w jego oczach i chęć ucieczki. Chciała, żeby dotarła do niego świadomość faktu, że w tym momencie jest zdany na jej łaskę, bądź niełaskę. Chciała, by zrozumiał, że być może nigdy nie wyjdzie z tego tarasu żyw, a Róża, którą tak się zachwycał posiada zbyt długie kolce, by on mógł ją dotknąć.
-Czy sądzisz, drogi Cynericu, że jesteś w stanie przeżyć spotkanie z tą Różą? - wyszeptała świadoma tego, że mimo wszystko musi ją doskonale słyszeć w tym momencie. - Czy może uważasz, że jej zapach jest zbyt upojny jak dla Ciebie i może tylko Cię zranić? - stanęła tuż przed nim, a trzymanym w lewej dłoni sztyletem odcięła jeden z guzików jego czerwonej koszuli. Spojrzała w oczy mężczyzny, próbując wyłapać w nich cokolwiek, co mogłoby przysporzyć jej szybszego bicia serca. Uwielbiała widzieć strach w oczach swoich ofiar. Nie wiedziała jeszcze, czy Cyneric się nią stanie, jednak miała pewność, że zapamięta go na długie lata.
-Ktoś dzisiaj zginie, Cynericu, jak sądzisz kto będzie ofiarą, a kto katem? - szarpnęła sztyletem ostrzej tym samym urywając kolejny guzik jego koszuli.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 54


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 31/03/17, 10:09 pm

Skinął powoli głową. Cóż mogło się to wydawać idiotyczne, ale całe jej zachowanie mówiło o tym, że zbliżył się do czegoś, co poniekąd było dla niej niewygodne. Można by nawet powiedzieć, że bardzo niewygodne. Moment w którym go odepchnęła sprawił, że cofnął się posłusznie, chociaż nadal uważnie ją obserwował. Swoją drogą, on uważał, że jego szare komórki działają bardzo dobrze. A przy tej kobiecie to już wybitnie. Działały na tak wysokich obrotach, że to w sumie tylko cud, że mu dym uszami nie poszedł.
-Możliwe, że się mylę. Dopuszczam do siebie taką myśl, jednocześnie… twoje zachowanie mówi coś całkiem innego – stwierdził całkiem spokojnie. Oczywiście że nic nie ukrywała, poza tymi sztyletami pod fałdami sukni. Cofnął się i dla wygody oparł się o balustradę. Obserwował uważnie swoją towarzyszkę, która wcale nie zachowywała się jakby miała coś do ukrycia. Bo przecież te sztylety… każda dama takie mówiła, już nie wspominając o tym, że każda potrafiła się nimi posługiwać. Chociaż powiedzmy sobie szczerze – kobieta, która umie gotować umie również posługiwać się nożem.
Czy w jego zielonych oczach był strach? Czy to uczucie malowało się na jego twarzy? Powinno, ale on pozostawał spokojny. Można by nawet rzec, że wyglądał niemal na zaciekawionego. Czyżby był ciekaw, co ona uczyni? Poniekąd tak. Był ciekaw co planuje, jak rozwinie się ta gra. I mogło to być zaskakujące, bo zwykle w takich momentach rodzić się winien strach, a nie ciekawość.
-Nie wiem. Mam jednak wrażenie, że nawet jeśli uda mi się przeżyć, to nie obejdzie się bez ran po kolcach – stwierdził ze wzruszeniem ramion. Uniósł też w pół uśmiechu jeden z kącików ust. -Na razie, to nie piękny zapach czuję, lecz ostre kolce. Być może nie umiem obchodzić się z tą jedną, wyjątkową Różą? – Odpowiedział zagadkowo. Opuścił na krótko spojrzenie na ten brak guzika, nie żeby było mu szkoda, bo w sumie w ogóle nie było. Poza tym, pozbycie się tego elementu sprawiło, że luźna dotychczas koszula stała się jeszcze luźniejsza. Niewiele brakowało, by zsunęła się z szerokich barków Erica.
Podniósł spojrzenie, by zajrzeć w oczy swej Róży, do której uśmiechnął się poniekąd… ciepło. To było zdecydowanie nienaturalne w tym momencie, ale cóż zrobić?
-Chyba nie mnie to zgadywać, wszak jestem tylko biedną, zagubioną owieczką, a kto inny jest pasterzem – stwierdził z rozbawieniem, a gdy kolejny guzik został odcięty, koszula zsunęła się z jednego z jego ramion. Chwycił za przegub swą Różę, dokładnie za ten, w którego dłoni trzymała sztylet. Wysunął dłoń z tą bronią, spomiędzy nich, by potem przechylić się w stronę Lasair i po prostu skosztować jej kuszących ust. Pocałował ją bardzo namiętnie, choć też na swój sposób krótko.
Cofnął się, spojrzał jej w oczy z bezczelnym uśmiechem.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 01/04/17, 12:42 am

Jej zachowanie rzekomo wszystko zdradzało. Liasair sama sobie zaczynała się dziwić, że potrafi tak zarzucić czujność w obecności kogoś ludzkiego pochodzenia. Nie zdarzało się to nader często. Mogła tylko zgonić to wszystko na fakt, że była stosunkowo młodym wampirem, który jeszcze nie wszystko wiedział i nie wszystko rozumiał. Wielu pobratymców w przybliżonym do niej wieku uznawało się za panów wszechświata i zachowywało tak, jakby wiedzieli wszystko o wszystkim. Cóż, ta kobieta mimo wszystko potrafiła przyznać się do niewiedzy i ewentualnego błędu. Ale takiego zaniedbania własnej czujności jak w tym momencie nie mogła sobie wybaczyć.
Uśmiechnęła się szeroko słysząc jego słowa, tym samym ukazując rząd idealnie równych zębów.
-Dobrze, być może dłużej pożyjesz dzięki temu - dodała.
Obserwowanie go nie przynosiło jej upragnionej rozkoszy, a zamiast tego rozdrażnienie. Już wcześniej powinna się zorientować, że ten typ nie był normalnym człowiekiem. Wszelkie normy społeczne tych czasów jego zdecydowanie nie obowiązywały. Niezmiernie zaczynało to irytować Lasair.
-Nie każda Róża jest taka sama, zapamiętaj to sobie. - zdążyła jeszcze tylko powiedzieć, zanim jego usta przylgnęły do jej ust, a jego dłoń złapała jej przegub.
Co za chamstwo! Co za prostactwo! Co za niewdzięczne stworzenie, proszące się o rychłą i bardzo dotkliwą karę! Takie myśli w tej sekundzie pojawiały się w jej głowie. Nie mogła tego tak po prostu pozostawić. Przecież on musiał nauczyć się tego, że z kimś takim jak ona, nie powinno się zaczynać.
Gdy tylko się od niej uśmiechnął, z tym bezczelnym uśmiechem na ustach, Lasair mu zawtórowała w nim. Mogło mu się wydawać, że w tym spotkaniu będzie zwycięzcą. Nic bardziej mylnego.
Używając zdecydowanie więcej siły niżby było to konieczne, wampirzyca wyszarpnęła rękę z jego uścisku. Potem kilka rzeczy wydarzyło się jednocześnie.
Nożem Lasair rozcięła sobie znaczny kawał sukni, którą miała na sobie w taki sposób, że duże dziury powstały na spódnicy oraz na jej ramieniu. Potem, nim Cyneric zdarzył zareagować, z impetem wbiła ten sam sztylet w jego prawą stopę.
-Wszystkie kolce ranią. - powiedziała tylko i podbiegła do wcześniej zaryglowanych drzwi. Wyszarpnęła nóż zza klamek i nim otworzyła drzwi prowadzące do sali balowej, zdołała z powrotem schować go do pasa przymocowanego do uda. Z impetem otworzyła drzwi i wpadła do sali balowej z rozwianymi włosami i pociętą suknią.
-Gwałciciel! -ryknęła ile sił w płucach. Muzyka ucichła, wszystkie oczy zwróciły się ku niej kiedy tak "próbowała" złapać oddech. Ruszyła chwiejnym krokiem przez salę, a za chwilę podeszły do niej dwie damy próbujące ją podtrzymać.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 54


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 01/04/17, 07:18 pm

Może wcale nie porzucała czujności, a po prostu trafiła na godnego siebie obserwatora? Na osobę niemal tak samo niebezpieczną jak ona, chociaż decydowanie… ludzką. Było to niemal niemożliwe, ale powiedzmy sobie szczerze… czasy takie, że w sumie wszystko jest możliwe. Nawet moment w którym nawet będąc czujnym, można zdradzić wiele prawdy. Może właśnie ta nadmierna czujność, a co za tym idzie, pewna sztuczność zachowań doprowadziła do tego, co w sumie miało miejsce?
Normalność w czasach krwawych inkwizycji, a także palenia czarownic, wielkiego głodu i ostatecznego rozłamu politycznego, nie jest niczym dziwnym. Dziwnym jest fakt, że ludzie przeżyli ten okres historii i zapewne jest to zasługa tego, że mimo wszystko było kilku takich szaleńców, których nie bało się umrzeć i dzięki temu żyło pełnią życia, sprawiając, że ich geny były przekazywane znacznie dalej.
-Każdy kwiat, zwierz czy człek różni się od siebie i jestem tego świadom – zapewnił ją z czarującym uśmiechem. -Gdybym tego nie wiedział, nie szukałbym… niemożliwego.
To stwierdzenie było poniekąd niebezpieczne. Bo poniekąd właśnie tego szukał, niemożliwego. Szukał tego, czego nie mógł mieć. Jak większość ludzi, ale on nie szukał w sposób tak typowy dla ludzi tych czasów. Którzy po prostu czekali, aż to czego pragną samo do nich przyjdzie. On raczej wyciągał po to ręce, szukał, aż znajdował lub nie. Nudą było odrzucanie, tego co zwyczajne, bo tego akurat pełno było na świecie. Smutkiem zaś tracenie tego, co niezwykłe i na swój sposób wyjątkowe.
Prawdą jest, że jak na mężczyzn w tych czasach zachowywał się nad wyraz grzecznie i można by niemal powiedzieć, że dystyngowanie. Wszystko co robił, nie było nawet w połowie tak bestialskie i odrażające, jak to zwykle ma miejsce. W tych czasach kobieta nie tylko nie miała nic do powiedzenia, ale jeszcze w tym wszystkim wielu mężczyzn faktycznie traktowało je niezwykle przedmiotowo. Mieli ochotę na seks, to brali kobietę, choćby siłą. Jej krzyki, błagania czy prośby nie robiły na nikim wrażenia.
Nie chciał być zwycięzcą, chciał się droczyć. A widocznie ona nie rozumiała jego zamiarów.
Cofnął się znów, wpadając na barierkę, gdy się wyrwała. Potem uniósł w górę jedną z brwi, bo w sumie nie rozumiał dlaczego niszczyła swoją piękną suknię. Niemniej go przerwała… całkiem przypadkowo właściwie podskoczył, by usiąść na balustradzie, co w sumie uchroniło go przed poważnym urazem stopy. Choć prawdą jest, że nie spodziewał się czegoś takiego po damie.
Zdziwił się tą oczywistością, podobnie jak późniejszym zachowaniem owej damy.
„Gwałciciel”, to słowo… nie było zbyt popularne. Właściwie prawdą jest, że tak nazywało się zwykle starych knurów, którzy siłą brali młodziutką pokojówkę lub własną, jeszcze nie zdolną do rozrodu córkę. Nie mówiło się tak jednak na panicza, młodego, majętnego i przystojnego. A już tym bardziej nie powinna się tak do niego zwracać panna, która już dawno winna zostać wydana za mąż, a na balu paradowała sama.
Owszem damy podbiegły, ale mężowie patrzyli na ową damę (tak na Lasair) z kpiną, czy też cmokając wymownie. Nasiliło się to, gdy Cyneric wrócił do sali, a wszyscy mężowie doskoczyli do niego i zaraz wypytywać zaczęli o ową podstarzałą paniusię. On jako zalążek dżentelmeństwa, odmawiał zeznań.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 02/04/17, 12:50 am

To co stało się później, z biegiem lat zmyło się w jedną wielką plamę. Wszystkie wspomnienia zlewały się w jedno.
Lasair doskonale pamiętała chwilę, gdy ludzie zamiast jej współczuć i spróbować pomóc, tylko spoglądali na nią, jak na wariatkę. Dwie kobiety, które stanęły obok niej, z "chęcią pomocy" tak naprawdę tylko wymieniały między sobą spojrzenia, które z całą pewnością mówiły coś na kształt zostawmy ją, ona jest niespełna rozumu. Zbłąkanym wzrokiem rozglądała się wokół, jednak znikąd pomocy. Nie rozumiała tego, co się działo. Zamiast uznać ją za ofiarę, to Cynerica tak wszyscy wokół postrzegali.
Maska spadła z jej twarzy. Już nie była pewną siebie kobietą, która bez żadnego problemu gotowa była zabić każdego, kto miał zginąć. Powinna to przewidzieć. Powinna się tego spodziewać. Przecież kilkaset lat temu było dokładnie tak samo. Przecież nikt nie chciał jej nigdy pomóc. Wszyscy traktowali ją jak zwykłą kurwę, na której można się wyhasać. Była głupia. Tak bardzo głupia! Jak mogła pozwolić na to, by uwierzyć w to, że być może tym razem będzie inaczej?!
Wyrwała się z uścisku kobiet, które ją podtrzymywał. Uchwyciła wzrok Cynerica. W jej oczach malował się ból i rozpacz, której nie potrafiła zrozumieć, a tym bardziej powstrzymać. Niechciane łzy zaszkliły jej oczy. Odwróciła się tylko i podbiegła do drzwi, prowadzących na korytarz. Nie oglądała się za siebie, nie miało to najmniejszego znaczenia. Szarpnęła za klamkę i zniknęła.
Biegła korytarzem, wierzchem dłoni ocierając łzę, która miała czelność wypłynąć z jej oczu. Chciała być jak najdalej od tego tłumu idiotów. Nic w tym momencie nie miało dla niej znaczenia.
Gdy znalazła się na zupełnie innym, pustym korytarzu, usiadła na jednej z kamiennych ław i swoją twarz schowała w dłoniach.
Znów była nastolatką, która została porwana przez wikingów. Znów miała piętnaście lat i była ciągnięta za włosy na okręt tych barbarzyńców. Była upokorzona, łzy płynęły ciurkiem po jej twarzy. Nie miała możliwości sprzeciwu.
Obraz diametralnie się zmienił i teraz przed oczami miała twarz Sedrica, jej męża. Stała przed nim, w jakichś łachmanach, a on kazał się jej rozbierać. Łzy ciekły jej ciurkiem po twarzy. Nie była w stanie ich powstrzymać. A on rozkoszował się tym widokiem. W końcu należała tylko do niego i jak sam mówił, to on decydował o jej losie.
Niechciany krzyk wyrwał się z jej gardła. Nie wiedziała, czy to ona krzyczy, czy jej wspomnienia są tak bardzo realistyczne. Pamiętała doskonale to, jak w tamtym okresie swojego życia się czuła. Poprzysięgła sobie, że nigdy już do tego nie dopuści. Wszystko zniszczył ten człowiek. Znów była upokorzona, a zapomniany ból w klatce piersiowej powrócił ze zwiększoną siłą. Nie miała już sił by się przed nim bronić.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 54


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 02/04/17, 08:46 am

Nie było jego winą, że czasy wciąż bardziej sprzyjały mężczyzną, a nie kobietą. Nie on układał ten świat, nie on dyktował jego zasady. Choć gdyby miał taką możliwość to wszystko wyglądałoby inaczej. Może nawet świat byłby lepszym miejscem, choć co do tego pewności nie ma.
Ludzie, mężczyźni gromadzili się dookoła niego, jak hieny czekające na że, na to że padnie jakieś słowo, obraza, rozkaz a może i zachęta. W końcu z trudnymi kobietami inaczej zwykli sobie tu radzić. Niby bardziej cywilizowani, a jednocześnie jeszcze od tego dalecy. On jednak spoglądał na nich z czymś na kształt pogardy,a gdy zobaczył, że jego Róża wychodzi z tego pomieszczenia, opuszcza tę salę balową, cóż impulsem tknięty zdecydował się za nią podążyć. Choć może nie powinien. Ona na pewno tego nie chciała, a jednocześnie widział, że coś jest nie w porządku, że coś się stało i zdecydowanie można to nazwać złym. Róża straciła kolce, a piękne płatki odkryły jeszcze piękniejsze wnętrze, choć to nie było dobre. W końcu róża bez swych kolców jest bezbronne. Łatwo ją skrzywdzić, uszkodzić, zrobić jej coś złego. A na to zdecydowanie nie zasłużyła. Bo niby dlaczego?
Szedł za nią cicho jak kot, trzymając się w bezpiecznej odległości. Chociaż było w tej odległości coś takiego, że i jemu miało to zapewniać swoisty komfort, był blisko a jednak daleko. A gdy usłyszał jej płacz, a także zobaczył jak siedzi skulona, drżąca, delikatna jak faktycznie różna, wystawiona na zgubne działanie natury, coś w nim pękło. Bo oto zobaczył prawdę, której był niemal boleśnie świadom, ale którą był też poniekąd zachwycony. Była piękna, choć smutna. Delikatna, choć silna. Kwiat idealny, który porzucił kolce i stał się czymś jeszcze piękniejszy, ale również czymś jeszcze delikatniejszym. Rzadko się zdarzało w tych czasach, chociaż oczywiście miewało czasem miejsce, by mężczyzna pokochał kobietę czystym uczuciem, a nie tylko z obowiązku.
Powoli podszedł bliżej, szedł wciąż cicho jak kot, aż w końcu znalazł się na wyciągnięcie ręki od swej Róży. Jednak zamiast wyciągnąć do niej rękę, nieznacznie się pochylił, czy nawet kucnął, by zamknąć ją w swoich objęciach. Zapewne tego nie chciała, jednak takie gesty miały moc leczenia ran, które ktoś uczynił na cudzym sercu. Eric dobrze to wiedział, chociaż sam nigdy nie doświadczył tak bezinteresownego gestu. Zwłaszcza, że w tych czasach za każdą dobroć trzeba było płacić.
-Przepraszam Różo, nie chciałem połamać twych kolców. W ogóle nie miałem na celu uczynić ci krzywdy. Myliłem się chyba co do ciebie, pani. Masz w sobie coś z wojowniczki to prawda, a jednocześnie mam wrażenie, że jesteśmy do siebie podobni - nie rozwinął jednak tej myśli. Zwłaszcza, że okazać się może, że jego Róża nie chce słuchać. Co w sumie byłoby zrozumiałe w tej chwili. Niemniej wciąż ją obejmował, gładził jej piękne włosy i niemal w ochronnym, ale też przynoszącym komfort geście tulił ją do siebie. Miał nadzieję, że to chociaż odrobinę pomoże. A jeśli nie w taki sposób, to chociaż zmotywuje Różę do działania, bo z takiego siedzenia na pewno nic dobrego nie wyniknie.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 02/04/17, 01:43 pm

Nie wiedziała, ile tak siedziała, w tym stanie. Może to było kilka sekund, a może całe lata? Nie obchodziło ją to. Nie była w stanie odczuwać tak prozaicznej rzeczy jak upływ czasu. Ból, który ją obezwładnił z każdą chwilą nabierał na sile. Nie potrafiła się przed nim obronić. Uciekała od niego od tylu lat. Dzisiejszy wieczór zniszczył barierę za którą tak skutecznie od wieków się ukrywała.
Nie zwróciła uwagi na jakiekolwiek dźwięki wokół niej. Zupełnie straciła czujność. Była w tym momencie tak bezbronna, jak nigdy wcześniej w swoim żywocie. W tym momencie, każdy, nawet debil, byłby w stanie po prostu do niej podejść i podpalić ją, tym samym skutecznie zabijając i nie pozwalając się nigdy odrodzić. Może i byłoby to dobre wyjście? Może właśnie tak powinno być? Dzięki temu Lasair nie musiałaby już dłużej się męczyć. Mogłaby po prostu odpocząć. Na wieki.
Różne myśli w tym momencie, na tej kamiennej ławie, pojawiały się w jej głowie. Od tych najbardziej upokarzających, po te najbardziej absurdalne. Nie umiała nad tym wszystkim zapanować. Spazmatyczny szloch skutecznie wszystko utrudniał.
Gdy poczuła dotyk Cynerica, jakby otrzeźwiała. Otworzyła szeroko oczy i wpatrywała się w niego, jak małe dziecko, bezbronne, zagubione w tym chorym świecie. Chciała go odgonić, obronić się przed nim oraz przed jego bezczelnym naruszaniem jej prywatności. Chciała znów być tą silną wampirzycą, która niczego oraz nikogo się nie boi. Ale w tym momencie nie miała już na to sił. Dlatego, gdy wziął ją w ramiona, wszystkie tamy, które jeszcze gdzieś tam w jej umyśle pozostały, puściły. Rzeka nieokiełznanego żalu rwała na przód, a ona była w stanie tylko siedzieć tak dalej, wypłakując się w ramię człowieka, który do tego wszystkiego doprowadził.
Słyszała jego słowa, jakby z oddali, mimo, że jego usta znajdowały się w niewielkiej odległości od jej uszu. Słyszała to, jak mówił, że nie chciał jej zrobić krzywdy oraz to, że są do siebie podobni. Chyba właśnie to ją przekonało, aby zebrać się w garść.
Łzy przestały już płynąć, a ona nie trzęsła się tak, jak liść na wietrze.
-Lasair. - powiedziała cichutko nadal w niego wtulona. - Nie Róża, tylko Lasair.
Odsunęła się od niego i szybko otarła łzy, które pozostały na jej twarzy. Nie zamierzała uronić choćby jeszcze jednej. Na pewno nie w tym życiu. To małe dziecko, które przed chwilą wyszło na świat, ponownie się schowało, być może na wiele wieków. I oby pozostało w ukryciu jak najdłużej.
Wpatrywała się w jego twarz szukając czegoś, co, jak sądziła, zdradzi jego zamiary. Pokaże, że znów tylko chciał ją upokorzyć i sprawić, by zapadła się w sobie. Delikatnie, swoją chłodną dłonią, dotknęła jego policzka. Samymi opuszkami palców błądziła po jego nosie, badała kształt jego ust, ośmieliła się dotknąć powiek i jego szczęki. Przy każdym ruchu palców, podążała za nimi wzrokiem, jakby zafascynowana nowym zjawiskiem, które odkryła.
-Opowiedz. - rzekła równie cicho co wcześniej.-Opowiedz mi proszę o tym, dlaczego jesteśmy do siebie podobni.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 54


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 03/04/17, 11:19 am

Nie sądził, że nagle mu się przedstawi, chociaż to był zdecydowanie powód do radości. A nawet nie tylko do radości, ale również… może to przyniesie coś dobrego. Bo w końcu przestała płakać, a dla niego to była bardzo dobra wiadomość. Bo jednak na niewieście łzy był bardzo wrażliwy, ale to nie miało teraz większego znaczenia.
Pozwolił się jej odsunąć, chociaż nadal delikatnie opierał na jej ciele ręce. Choć może powinien je w tym momencie zabrać, by nie naruszać jej strefy komfortu. I właśnie dlatego w ostateczności cofnął swoje ręce i oparł je na kolanach, tak by lepiej równoważyć swoją obecną „pozycję” czyli to nieszczęsne klęczenie czy tam kucanie. Obserwował również swoją towarzyszkę, która nagle zaczęła robić coś dziwnego.
Muskała jego twarz swymi cudownymi palcami, niemal badała go jak osoba niewidoma. Nie zabronił jej tego, skoro chciała to robić i zdawało się jej to przynosić komfort, to niech tak będzie. Gdy badała kształt jego ust, rozchylił je, całkiem jakby zapraszał w tym momencie do pocałunku. A potem jeszcze przymknął oczy, co by mu palca do oka nie wsadziła. Nie przeszkadzało mu to delikatnie się uśmiechnąć, unieść w pół uśmiechu jednego z kącików ust.
Ten jednak zniknął, gdy prosiła o opowieść.
-Wydaje mi się… że obu nas w pewnym momencie naszego życia skrzywdzono – zaczął cicho, na swój sposób ostrożnie. -Twe słowa… to „gwałciciel”, w ten sposób można określić mojego… pierwszego ojca, który… zrobił coś, czego nie powinien a co pchnęło mnie poniekąd, do bycia takim, jakim jestem. Chciałem by… przestał, gdy robiliśmy to pierwszy raz, ale on nie przestawał. Po wszystkim nie byłem nawet w stanie samodzielnie stanąć na nogi… z początku uciekałem, chciałem się przed nim schować, ale potem… gdy byłem uległy, a nawet w tym uczestniczyłem tym szybciej kończyło się to upokorzenie. Zacząłem zauważać więcej, radzić sobie z tym – jego głos, był jak szum liści na wietrze. Delikatny i cichy, łatwo było by coś umknęło, jednak wprawny słuchacz nie uroni ani pół słówka.
Otworzył oczy i spojrzał na Lasair.
-Ciebie to wciąż boli, prawda? Dobrze pamiętasz tamto wydarzenie, upokorzenie, wstyd – mruczał cicho. -To źle, bo można cię przez to zranić. Musisz być silna, moja piękna.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 03/04/17, 07:20 pm

Słuchała z uwagą każdego wypowiadanego przez niego słowa. Miały one dla niej ogromne znaczenie. Oraz fakt, że Cyneric pozwalał się jej poznać. Przedstawiał jej pewnie najcięższe swoje przeżycia co musiało świadczyć o ogromnej głupocie lub o zaufaniu względem niej. A może po prostu czuł, że jest jej to winien. Może uważał, że za to, że ona się przed nim odsłoniła, on powinien zrobić to samo? Lasair nie potrafiła odczytać jego zamiarów tym razem.
Gdy opowiedział jej swoją historię, nie czekała długo. Po prostu pociągnęła go ku sobie tak, by usiadł obok niej na kamiennej ławie. Gdy to zrobił, po prostu go przytuliła. Chciała tym gestem powiedzieć o wiele więcej niż była w stanie. Chciała mu przekazać, że go rozumie, że zna takie same podłości oraz że sama zmagała się z podobnymi demonami. A teraz wiedziała już, że tylko głośno była w stanie się z nimi rozprawić.
Tuliła go do swojej piersi, jak matka swoje dziecko.
-Wiele lat temu, gdy na Irlandię regularnie najeżdżali Wikingowie, zostałam przez nich porwana. - nie wiedziała, czemu to robi. Nigdy wcześniej nie mówiła o tym nikomu. Nawet Tomas, jej stwórca nie miał pojęcia przez jakie piekło przeszła jako człowiek. - Miałam zaledwie piętnaście lat, gdy to się stało. Oni przybyli wtedy do Dublina i gwałcili wiele kobiet, zabijali wielu mężczyzn, a wiele dzieci po prostu porywali. Na początku próbowałam się bronić, jednak niewielkie to przyniosło skutki. Ogłuszyli mnie i zawlekli na statek. Nie wiem po jakim czasie się ocknęłam. Może to był dzień a może tydzień. Nadal byliśmy na statku, a ja nie wiedziałam co się ze mną stanie.
Przerwała na chwilę, jakby chciała przypomnieć sobie dokładnie zdarzenia z tamtego czasu. Prawda była taka, że nie było to w ogóle konieczne. Doskonale wiedziała co wtedy czuła i jak sobie z tym poradziła. A właściwie jak zrozpaczona wtedy była.
-Gdy dotarliśmy na miejsce, zostałam zmuszona do pracy w polu. To nie było takie straszne. Robiłam wiele, razem z innymi kobietami, aż do czasu, gdy zobaczył mnie mój przyszły mąż. W niedługi czas potem zostałam jego żoną. Nie mogłam się sprzeciwić, bo inaczej bym zginęła. Miałam szesnaście lat, gdy po raz pierwszy mnie zgwałcił.
Wpatrywała się w gobelin na przeciwległej ścianie. Przedstawiał on piękne pole z różnymi drzewami, a wśród nich jabłoń. Miała ona piękne, czerwone jabłka. Czerwone jak krew.
- Nie jestem tym, za kogo mnie uważasz, Cynericu - przeniosła swoje spojrzenie na mężczyznę, który w tak krótkim czasie przewrócił wszystko do góry nogami. - Tak daleko mi do Ciebie i kogokolwiek innego. Nie jestem nawet człowiekiem Cynericu. Nie powinieneś spędzić w moim towarzystwie więcej czasu, bo może to się bardzo źle dla Ciebie skończyć.
Mimo wszystko nie umiała się po prostu od niego odsunąć i odejść. Było w nim coś takiego, co przyciągało ją niczym magnes. Miała nadzieję, że usłucha ją i odejdzie.
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 54


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Cyneric Ayers on 04/04/17, 12:26 pm

Zdecydowanie nie spodziewał się tego, że zostanie tak po prostu przytulony do piersi. Nie żeby miał coś przeciwko, bo w sumie nie miał, ale nie sądził, że Róża będzie tak… uczuciowa. A raczej, że będzie w stanie współczuć, chociaż to typowe dla kobiet. Niemniej… dla niego przeszłość nie miała znaczenia, to co się stało ukształtowało go, dało mu pewne zdolności, możliwości, nauczyło korzystać z tego co posiadał i poniekąd stał się dzięki temu silniejszy. Nie zamierzał się nad sobą użalać, a złe wspomnienia przemienił w swoją siłę.
Niemniej teraz zamienił się w słuch i słuchał snutej przez nią opowieści. Choć lekko w pewnym momencie zmarszczył brwi, bo o wikingach słyszał, ale to było… kilkaset lat temu, a nie kilkadziesiąt. Dyskretnie przemknął spojrzeniem po jej sylwetce, po jej osobie. Zdecydowanie była za młoda by bać w tym wszystkim udział, niemniej nie przerywał, a po prostu dał jej mówić. Wiedział, że to często przynosi ulgę. Daje poniekąd siłę.
Skinął powoli głową, gdy przerwała, bo w sumie nie miał zielonego pojęcia, jak to skomentować. Było to poniekąd zaskakujące, ale również… interesujące.
Potem jednak uniósł w górę jedną z brwi. Ona miała szesnaście lat, on może dwanaście gdy pierwszy raz miało to miejsce. Byli młodzi, ale już mieli swoisty bagaż doświadczeń. Nawet jeśli w to wszystko ciężko było uwierzyć, chociażby przez pryzmat czasów, tak odległych. Bo przecież wikingowie nadal byli, ale już raczej nie napadali na Irlandię. Nie mieli za bardzo po co.
-To faktycznie… okropne, ale czasem tak w życiu bywa. Ono lubi… pisać okrutne scenariusze – stwierdził z lekko zmarszczonymi brwiami. Nie wiedział, jak inaczej miał to skomentować. Na nim gwałt nie wywarł tak… miażdżącego wrażenia. A raczej wywarł, ale on był wtedy jeszcze dzieckiem, nauczył sobie z tym radzić. Miał to, albo pogrążenie się w smutku i powolną śmierć. Nie chciał umrzeć, więc wybrał życie. Życie z którego raczej nikt nie byłby dumny, ale… on naprawdę daleko zaszedł. Miał niemal wszystko.
Spojrzał na nią i delikatnie pogładził jej policzek, zaczesał jeden z miękkich loków za ucho.
-Jesteś tym, kim jesteś. Nie mam prawa cię oceniać, mam jednak prawo cię poznać i to poniekąd chcę zrobić. Bo jesteś… naprawdę interesującym kwiatem, moja piękna. I nie boję się zła, ani tego, że coś może się źle skończyć. Największą głupotą ludzką, jest wycofywanie się gdy dzieje się coś interesującego – oho zapędy samobójcze tak bardzo.
avatar

Tytuł : Talon
Wiek : 600/ 25
Zawód : Pan do towarzystwa
Umiejętności : Trujący pocałunek, szpony
Punkty : 15


http://vampirekingdom.forumpl.net/t329-cyneric-ayers#497 http://vampirekingdom.forumpl.net/t338-cyneric-ayers#516 http://vampirekingdom.forumpl.net/t337-cyneric-ayers#515 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Lasair Horan on 06/04/17, 11:02 pm

Nie umknął jej uwadze fakt, że w pewnym momencie historia, która mu opowiadała, mogła stać się dla niego mało zrozumiała. W końcu, w jaki sposób mogła ona brać udział w wydarzeniach, które miały miejsce minimum kilkaset lat temu? Dobre pytanie, prawda? A prawda była taka, że ona był częścią tych zdarzeń, jednak nie zamierzała tego na tę chwilę wyjaśniać Cynericowi. Nie miało to najmniejszego sensu. Bo w końcu, kto o zdrowych zmysłach uwierzy w to, że Lasair ma około 300 lat? Ale z drugiej strony, ten mężczyzna już wielokrotnie tego wieczoru pokazał, że nie jest on tak przewidywalny jak każdy inny człowiek. Może warto było wyjaśnić tą kwestię?
Uśmiechnęła się smutno słysząc jego słowa. Nic dziwnego, że powiedział coś takiego. Nikt nigdy nie wie, jak zachować się w podobnej sytuacji. Co należy powiedzieć, czego unikać, to tylko kilka pytań bez odpowiedzi.
-Nikt nigdy nie wie, jak skomentować podobnego typu sytuacje. - powiedziała z rozbrajającą szczerością. -Ot, to tylko fakty, które w żaden sposób nie zmienią przeszłości jak i nie wpłyną na dalszą naszą przyszłość. Coś, co miało miejsce wiele lat temu, w tamtym momencie odcisnęło na nas swoje piętno. W tym momencie jest już tylko przeszłością, która w jakiś sposób nas ukształtowała.
Nie wiedziała, czemu to powiedziała. Wiedziała natomiast, że jest to po prostu smutne stwierdzenie oczywistego faktu, którego nikt nigdy na głos nie chciał powiedzieć. Tak jak i ona do tej pory. Nic on nie zmienił w jej rozumowaniu świata, nie wpłynął na nią w żaden sposób. Ot, po prostu wypowiedziała to, co kiedyś ktoś musiał po niej powtórzyć.
Jej mina zmieniła się znacząco. Pojawił się na jej obliczu lekki wyraz niedowierzania. Dopiero co Lasair powiedziała mu, że powinien się jej wystrzegać, odejść jak najdalej, by nie była w stanie go wytropić. By jego krew pozostała bezpieczna, z dala od niej. A on oznajmiał jej, że chce ją poznać.
Zaśmiała się. Śmiała się przez kilkanaście sekund w głos. Jednak w jej śmiechu nie było nic przyjemnego, co koiło by ucho. Był to nie miły dźwięk, który ranił bębenki i przyprawiał o ciarki na plecach. Może to da coś w końcu Cynericowi do myślenia? Że ona nie jest kimś normalnym?
-Czy ty słyszysz sam siebie? - zapytała, gdy w końcu uspokoiła się na tyle, by z jej ust wydobyło się coś innego niż śmiech. -Mój miły panie, ja nawet nie jestem człowiekiem. Mogę Cię zabić w ułamku sekundy i uwierz, nóż który skrywam pod suknią wcześniej rzuciłabym Tobie do obrony. Mogę sprawić, że zapłaczesz, że będziesz mnie błagał o litość. - złapała Cynerica za przegub i mocno ścisnęła. Nie użyła dużo siły ponad to, co potrafi przeciętny człowiek, jednak wiedziała, że musiało mu to sprawiać ból. I to nie mały. -Tylko wtedy będzie już za późno na błaganie o litość. Dlatego dam Ci teraz szansę. Twoja decyzja albo Cię zabije, albo pozwoli przetrwać. - przyciągnęła go siłą do siebie tak, że jego ucho znajdowało się kilka milimetrów od jej ust. -Odejdziesz, czy nadal chcesz pozostać przy mnie i mnie poznać?
avatar

Tytuł : Łowca Naczelny
Wiek : 20/920
Zawód : Łowca w Radzie Wampirów
Umiejętności : Iluzja
Punkty : 54


http://vampirekingdom.forumpl.net/t277-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t282-lasair-horan http://vampirekingdom.forumpl.net/t284-lasair-horan#364 Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Londyn, ok 570 lat temu

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Strona 1 z 2 1, 2  Next

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach